Na samym początku PROSZĘ aby mnie nie oceniać!!!
Usunęłam ciąże i nie daje sobie z tym rady, z jednej strony wiem że była to słuszna decyzja a z drugiej nie miałam prawa decydować o zyciu tego dziecka.proszę o mądre rady jak dalej żyć
Podobne tematy
Matko boska!Napiszę tylko tyle:nie zazdroszczę i nie współczuję.Przepraszam za szczerość:-(
Na samym początku PROSZĘ aby mnie nie oceniać!!!
Usunęłam ciąże i nie daje sobie z tym rady, z jednej strony wiem że była to słuszna decyzja a z drugiej nie miałam prawa decydować o zyciu tego dziecka.proszę o mądre rady jak dalej żyć
radzę zasięgnąć porady psychologa i fachowej literatury. Widocznie nie potrafilas inaczej. ale teraz musisz to z kims przepracowac. Dasz radę!
nie będę Ciebie oceniać.
widzę, że to zżera Cię od środka, męczysz się. koniecznie porozmawiaj z psychologiem, ale dobrym. psychoterapia jest wymagana.
Zgadzam się z osobami powyżej. Skontaktuj się z psychologiem. Masz znajomych, rodzinę, aby z nimi porozmawiać? masz w nich oparcie?
Nie będę tutaj oceniac i komentować Twojego postępowania, bo to już Twoje życie i zrobiłas to co uważałaś za słuszne.
Dlaczego była słuszna?
Są kobiety które dokonują aborcji i jakoś z tym żyją- Ty piszesz że nie dajesz sobie z tym rady to znaczy że nie jesteś pustą,jałową zdzirą...Popełniłaś błąd.Poszłabym na rozmowę z duchownym ...A może pokochać swoje dziecko taką duchową miłością byłoby rozwiązaniem.
Jak dalej żyć? Aby Twoje życie wypełniła miłość -tego Ci życzę z całego serca.
dzięki za wpisy...pomyślę o psychologu...
Purchelina, prosisz o radę jak dalej żyć. My Ci takiej rady nie udzielimy. Są natomiast poradnie gdzie możesz uzyskać pomoc. Ludzie, którzy tam pracują wiedzą, jak pomóc osobom w takiej sytuacji jak Ty pogodzić się z rzeczywistością. To jest fakt dokonany, nie zmienisz tego. Teraz musisz zaakceptować, że to się stało. Na tym forum nie ma magików, którzy umieliby pomóc po tak dramatycznej decyzji. To potrafią specjaliści. Dobrzy specjalisty. Więc potraktuj poważnie porady wyżej - tylko odpowiednia terapia pozwoli ci teraz na normalne życie. Sama sobie z tym nie poradzisz. My też Ci nie pomożemy,
purchelina ... napisałas tak mało, tak trudno jest zrozumieć co Cie pokierowało żeby wykonac aborcje??? Problemy w rodzinie, strach przed macierzynstwem, zła sytuacja finansowa??? ja na Twoim miejscu skierowałabym sie z duchownym tylko z jakimś na prawde dobrym księdzem który spróbuje Ci pomóc odnalezc sie w tej sytuacji. Ale Kochana na przyszłość pamietaj że są środki antykoncepcyjne.. skoro wiedziałaś że nie chcesz miec dziecka to chyba powinnas zadbac o takie sprawy.. przeciez ta mała istotka nie była winna niczemu.. ;( skoro nie byłas gotowa na dziecko to tez nie jestes gotowa na współżycie bo ze współżyciem wiąże sie ciąża
ile czasu minęło od usunięcia?. zapewne to jeszcze świeża sprawa i dlatego nie dajesz sobie rady.
Z czasem będziesz inaczej podchodziła do tego.... czas leczy rany...
ale nigdy nie zapomnisz o tym.. życie nie raz przypomni Ci o tym. Taki odcisk na całe życie.
Odradzam rozmawiać z dużą liczbą osób o tym, ludzie są różni... dzisiaj mówią to, jutro co innego...
Pozdrawiam.
A co to za różnica, dlaczego Purchelina to zrobiła?? po co Wam ta wiedza?? miała powód, to zrobiła i to powinno wystarczyć...a wywoływania wyrzutów sumienia i pisanie "ta mała istotka nie była niczemu winna" też w niczym nie pomaga... Dziewczyna już cierpi, więc po co dokladać jej stresów? I żadne chodzenie po księżach, duchownych itp... to nie są osoby przeszkolone, żeby pomóc.. udaj się do PORZĄDNEGO! psychologa. Bez terapii może być trudno. Tak jak napisała jedna z dziewczyn musisz to przepracować z fachowcem! ze swojej strony radziłabym się skontaktować z jakąś organizacją kobiet, które pokierują Cię dalej.. poszukaj w internecie, gdzie w Twojej okolicy coś takiego się znajduje. Dobrze pokierowana terapia sprawi, że nie będziesz sobie wyrzucała do końca życia, że popełniłaś śmiertelny grzech. Głowa do góry!
PS. To trochę zabawne, że ta sama osoba pisze o udaniu się po poradę do księdza i o stosowaniu antykoncepcji...
Zgadzam sie w 100% z Tatyana. Post malinki nic nie wnosi, a tylko niepotrzebnie wzbudza jeszcze większe poczucie winy i wyrzuty. Nie jest ważne z jakiego powodu do nieczego nie jest nam to potrzebne. A pouczanie o antykoncepcji jest teraz nie na miejscu.
Purchelino proszę udaj sie po fachową pomoc do psychologa...
Tatyana, można pisać o księdzu i o antykoncepcji. Każdy człowiek jest inny, inaczej podchodzi do spraw wiary. Niewielu jest katolików przestrzegających dokładnie przykazań i żyjących w 100% zgodnie z zaleceniami Kościoła. Są duchowni, którzy mogą pomóc w tej sytuacji. Jeśli autorka jest osobą wierzącą - wsparcie ze strony duchownego może jej przynieść nieoceniony skutek. Nie wszyscy duchowni powiedzą jej, że będzie się smażyła w piekle. A jeśli któryś tak powie, to znaczy, że minął się z powołaniem. Przecież jednymi z głównych doktryn KK jest Bóg Miłosierny. I to jej może pomóc. O ile jest wierząca i o ile trafi na właściwą osobę.
Z całą resztą Twojej wypowiedzi się zgadzam. Wywoływanie dodatkowych wyrzutów sumienia nic tu nie pomoże. To się już stało, autorka tego żałuje, ale musi żyć dalej. Prosi o wskazówki jak tego dokonać, nie o potępienie.
Prosisz o mądre rady PURCHELINKO jak dalej życ...Poprostu żyj...to co zrobilas,zapewne bylo dla Ciebie bardzo trudną do podjęcia decyzją...Stalo sie,nie odwroci sie!Pewnie tylko psycholog może cie teraz "poskladac' i czas ktory zatrze ślady tego wydarzenia,wymiecie w glębsze zakamarki świadomości...
a co powie lekarz ktory wielokrotnie dokonywal aborcji!?
Pozdrawiam serdecznie
Vinnga ja po prostu uważam (co niestety jest poparte doświadczeniami), że łatwiej znaleźć dobrego psychologa niż księdza, który pomoże w tej sytuacji. A tutaj nie ma miejsca ani czasu na eksperymenty z szukaniem tego odpowiedniego. Poza tym naprawdę nie chce mi się wierzyć, że ksiądz zasugeruje, aby w przyszłości stosować antykoncepcje hormonalną czy używanie prezerwatyw. Doktryna doktryną a życiem życiem. Stoję na stanowisku, że co boskie Bogu, co cesarskie cesarzowi... dlatego w takich sytuacjach najlepiej zaufać specjaliście. a wiara niech będzie środkiem pomocniczym.
Nie z księdzem się kontaktuj tylko z zakonnikiem!!!Diametralna różnica-pierwsi są dla "kościółkowych", Ci drudzy są dla ludzi. Przepraszam Cię za moją reakcję,ale tak mnie to ujęło...Poza tym widzę, że od jakiegoś czasu źle się u Ciebie dzieje-czytałam post.Głowa do góry-czas leczy rany.Będzie ciężko,ale dasz radę!:-)Odezwij się!
Purchelina, zrobiłaś co zrobiłaś, widocznie nie widziałaś innego wyjścia. I na pewno nie było to dla Ciebie proste, musiałaś byc zdesperowana. Dla żadnej kobiety nigdy nie było to proste, nawet w czasach, gdy aborcja była prawnie dozwolona. Wiele kobiet ze starszego pokolenia ma za sobą takie doświadczenie jak TY, bo porządna antykocepcja była wtedy w powijakach, od hormonalnej rosły dziewczynom wąsy i brody i zanikało libido. Najczęściej stosowanym sposobem był stosunek przerywany, no to i "wpadki" były na prządku dziennym. Kobiety mają takie doświadczenia jak Ty, ale dzisiaj milczą o nich, żeby uniknąć oblania pomyjami, bo standarty dawno przestał wyznaczać rozsądek, a zaczął ksiądz kanonik.
Pokolenia kobiet żyjących przed Tobą nie skończyły w psychiatryku, złożone depresją z powody syndromu postaborcyjnego. Żyły dalej, wychowywały te dzieci, które zdecydowały się urodzić, szczęśliwe, że mają dla nich na chleb, buty i szkołę.
Ja wierzę w mądrość kobiet. Kobieta sama najlepiej wie co zrobić. Żadna z tych, która może wychować swoje dziecko GODNIE, nie usuwa ciąży. Aborcja zawsze była ostatnia deską ratunku i wyrazem deperacji. Nie można wciskac kobiecie nadmiernego poczucia winy, a robi się to z mściwą determinacją, żeby ją pognębić i sprawić, by do końca swojego zycia nosiła otwartą ranę w soim sercu.
Purchelina, odradzam szukania wsparcia u księdza. Nie kwestionuję tego, że są księża, którzy potrafią tego wsparcia udzielić, ale niestety prawdopodobieństwo trafienia na takiego jest niewielkie.
Ponadto, powtórzę radę Jagody, nie opowiadaj o swoim doświadczeniu ludziom postronnym, bo ludzie są różni. Tylko psycholog i to polecony przez organizację kobiecą.
Purchelino, czytałam, że masz dwie córeczki, z czego jedna ma roczek. Nie znosisz bałaganu, a przy dzieciach jest on nieunikniony. Biegasz za dziećmi sama, mężowi jest chyba obojętne, czy jest bałagan czy go nie ma. Teraz trzecia ciąża, to Cię przerosło.
W Twoim odczuciu ta decyzja była słuszna, już teraz nie dawałaś rady, prosiłaś o pomoc.
Czy nie było tak, że wystraszyłaś się natłoku obowiązków?
Miałaś do tego prawo, bo przecież wszystko na Twojej głowie...
Więc mogę sobie wyobrazić, czym dla Ciebie była trzecia ciąża.
Pomoże Ci psychoterapeuta - to na pewno.
Jedna z dziewczyn pisała o duchownym - TAK - dokładnie ZAKONNIK. Oni maja zupełnie inne podejście. Mam doświadczenie z Dominikanami i wiem, że z nimi zupełnie inna rozmowa, niż ze zwykłym księdzem. Nie wiem, jak u Ciebie, ale u mnie prowadzą zajęcia indywidualne - psychologiczne. Nie krzyczą, nie potępiają...Polecam. Sama korzystałam.
Dasz radę. Dobrze, że szukasz pomocy. Powodzenia, nie poddawaj się!
Miałaś do tego prawo, bo przecież wszystko na Twojej głowie...
Tzn że można zabić swoje np. 5letnie dziecko bo 'wszystko jest na naszej głowie' ?
sandra.sandra napisał/a:Miałaś do tego prawo, bo przecież wszystko na Twojej głowie...
Tzn że można zabić swoje np. 5letnie dziecko bo 'wszystko jest na naszej głowie' ?
nie popadaj w skrajności
Autorko tematu, żyj jak dotychczas, bo przecież nie masz innego wyjścia.. potraktuj to jako lekcję życia, nie dopuść już więcej do takiej sytuacji, ale nie zadręczaj się tym masakrycznie, bo nic dobrego z tego nie wyjdzie. Podjęłaś taką decyzję, bo jesteś tylko człowiekiem, nie masz nadludzkiej możliwości żeby dać sobie ze wszystkim radę, każdy ma jakiś próg wytrzymałości.. jedni długo dają radę inni nie. Takie życie.
Na samym początku PROSZĘ aby mnie nie oceniać!!!
Usunęłam ciąże i nie daje sobie z tym rady, z jednej strony wiem że była to słuszna decyzja a z drugiej nie miałam prawa decydować o zyciu tego dziecka.proszę o mądre rady jak dalej żyć
Nie jestem od tego by oceniać Ciebie bo nawet nie mam takiego prawa . Ale dziewczyno co Ty zrobiłaś najlepszego czy Ty zdajesz sobie z tej sytuacji sprawę. Jak nie chciałaś tego maleństwa mogłaś je urodzić i dać je do domu dziecka lub sióstr zakonnych. Może ojciec dziecka Ci kazał to wtedy jest dla mnie zwykłym S................. nic nie wartym. Dawno temu moja siostra też usuneła swoje pierwsze dziecko bo jej kazał facet do teraz tego nie rozumiem jak tak można tojest życie. Teraz jest sama z innym facetem i bez dziecka bo nawet ona nie lubi i nie chce dzieci a ja tu się zadręczam ,że mi czas bije biologiczny.Nie rozumiem Was kobiety nie rozumiem na prawdę i jest mi smutno ,że coś takiego się dzieje w tym życiu.
sandra.sandra napisał/a:Miałaś do tego prawo, bo przecież wszystko na Twojej głowie...
Tzn że można zabić swoje np. 5letnie dziecko bo 'wszystko jest na naszej głowie' ?
Nie, to nie oznacza, że można zabić 5-letnie dziecko.
Jednak w zyciu są takie sytuacje, że człowiek wybiera "lepsze zło". Czasami dziala się pod wpływem impulsu.
Nigdy nie mów nigdy. Może się zdarzyć, że i Ty staniesz przed problemem rangi życia i śmierci".
Kobieta zniesie wiele, naprawdę. Ale jest człowiekiem i nie zawsze pozornie prosta sprawa dla innych, jest równie prosta dla niej.
Zapytałaś jak dalej żyć normalnie , co się stało już się nie odstanie podjęłaś decyzje z pewnych względów które za tym przemawiały i tego się trzymaj w chwilach zwątpienia przypomnij sobie dlaczego i nie rozważaj czy było inne wyjście bo i po co żeby dodawać sobie kolejnych ciosów. Pamiętaj że nie musisz siebie o nic obwiniać zapewne sama decyzja była dla ciebie dużym stresem , jeśli nie będziesz mogła dalej się z tym pogodzić to psycholog to dobry pomysł ale pamiętaj żeby nikt ci nie wmawiał że jesteś przez to gorsza lub zła bo tak nie jest każda kobieta ma prawo decydować o sobie i nikt nie powinien nas osądzać to w końcu nasze życie i nasze wybory .
Pozdrawiam
Moja droga doskonale Cię rozumiem... Ja choć poroniłam to przez słowa lekarza "matka o siebie nie dbała, płód się nie przyjął" czuję się jakbym to ja zabiła moje maleństwo. Twoja sytuacja wygląda inaczej gdyż Ty nie do końca sama podjęłaś decyzję o tego typu działaniu - wydaje mi się, że jesteś albo zbyt młoda, albo informacja wywarła na Tobie szok. Ale spokojnie, nie zamierzam Cię krytykować czy osądzać, a współczuć, bo wiem przez co przechodzisz...
Prosisz o pomoc... Cóż Ci doradzić... Na pewno nie obwiniaj się za całą sytuację, to w niczym nie pomoże, nie złagodzi bólu... Skoro uważasz, że to słusznie podjęta decyzja - to już jest punkt zaczepienia... Masz pewność, że dobrze zrobiłaś... Ale boli - wiem... Pomoc psychologa jest dobrym rozwiązaniem... Ja choć miałam wsparcie u matki, to jednak pomocny w tej sytuacji okazał się R. (mój niedawny facet). Ojciec dziecka okazał się typem, na którego liczyć nie można, a R. okazał się być nie tylko dobrym słuchaczem, ale cierpliwym człowiekiem i dobrym wsparciem... Podczas rozmowy z psychologiem nie bój się ukazywać uczuć, emocji, ale mów wszystko, co myślisz, czujesz, jak uważasz... Jeśli pomoże krzyk i płacz - działaj w ten sposób... Czasem takie reakcje pozwalają wydobyć z siebie prawdziwe emocje.
A co potem... Życie... Niestety będziesz musiała dalej funkcjonować, a to jest najtrudniejsze, jednakże psycholog Ci w tym pomoże
Dobrze by było gdybyś umiała znaleźć sobie jakieś hobby, abyś mogła czasem (nie mówie zawsze) oderwać się od myśli. W ten sposób wolnym krokiem wrócisz do równowagi...
Chcesz nosić żałobę, chodzić na cmentarz i stawiać znicze na nieznanych grobach, tak jakby to był grób Twojego dziecka - prosze bardzo, nikt nie ma prawa Ci tego zabronić, a jeśli Ty czujesz że w ten sposób będzie Ci lepiej - rób to. Pamiętaj, działaj tak jak uważasz, jak podpowiada Ci instynkt. Chcesz o tym pogadać z kimś innym niż psycholog - powiedz... Chcesz się wyżalić - wyżal... Możesz nawet napisać list, pisać pamiętnik... Cokolwiek chcesz, nikt nie ma prawa zabronić Ci cierpieć po stracie dziecka.
Pamiętaj jednak, że musisz dalej żyć jak normalna dziewczyna. Jednakże nie od razu, każda potrzebuje swojej miary czasu. U mnie minęło 5 lat... Co czuje? Smutek, żal, pustkę... Ale nie jestem sama - to jest najważniejsze... Przestałam również siebie obwiniać za śmierć mojej fasolki... Wolnym krokiem wróciłam do żywych, choć była to ciężka droga... I choć ją pokonałam nigdy nie zapomniałam - to jest najważniejsze.
Na samym początku PROSZĘ aby mnie nie oceniać!!!
Usunęłam ciąże i nie daje sobie z tym rady, z jednej strony wiem że była to słuszna decyzja a z drugiej nie miałam prawa decydować o zyciu tego dziecka.proszę o mądre rady jak dalej żyć
Purchelino, trzymam kciuki za Twój rozum i umiejętność podejmowania trudnych decyzji.
Jeśli nie dajesz sobie sama rady, to poszukaj DOBREGO, mającego odpowiednie kwalifikacje (sam dyplom ukończenia studiów to za mało), doświadczenie i serce psychologa lub psychoterapeuty. Z jego pomocą zaakceptujesz rzeczywistość.
Nigdy nie mów nigdy. Może się zdarzyć, że i Ty staniesz przed problemem rangi życia i śmierci".
życia i śmierci dziecka.
nie popadaj w skrajności
super.A czym to się różni? Tak czy inaczej umiera dziecko. Autorka prosi by jej nie oceniać, ok nie oceniam. Ale jak czytam te wasze wypowiedzi to nadziwić się nie mogę że wszyscy tak jej współczują a nikt o tym dziecku nie pomyśli. Tak, stała się tragedia którą ona musi przeżyć i przeżyje, i będzie dalej żyła. A dziecko nie i tylko tyle chciałam zauważyć.
Musisz dziewczyno sie pozbierac i żyć.Tak jak Ci radzą nie mów tego znajomką bo to będzie temat do plotek które będa się ciągły za Tobą.A ja Ci tylko powiem że mimo że sie z tego uwolnisz z czasem i w ferworze pracy i codzienności zapomnisz to będą momenty gdy sobie to przypomnisz.To pozostaje w naszej świadomości do końca.To boli.Rozumiem trudne sytuacje i trudne decyzje w tej sprawie i wiem że nie miałaś wyboru.Każda normalna i zdrowa kobieta w takiej sytuacji gdyby miała inne wyjście to wybrałaby taką droge gdzie uniknęłaby takiego dylematu.Tak, w moich czasach nie było specjalistów od takich problemów ale teraz są a więc skorzystaj z rozmowy z psychologiem.
Czasami bywaja takie chwile w naszym zyciu ktore chcielibysmy wymazac i usunac z naszej pamieci. Niestety jest to NIEMOZLIWE.A taka wlasnie chwila byla twoja decyzja o usunieciu ciazy.Nie krytykuje , nie oceniam. Nie chce tego robic. Wiem , ze jakies wazne powody zmusily cie do podjecia TWOJEJ decyzji.. Trudno bedzie ci z tym zyc. A z pewnoscia nie zapomnisz. To wraca we wspomnieniach. ZAWSZE konsekwencje TEJ decyzji beda ci w twoim zyciu towarzyszyc. I nie wazne czy tego chcesz czy tez nie. W twojej podswiadomosci ten fakt zostal zakotwiczony i nie zniknie. Wiem rowniez, ze psycholog nie zawsze jest cudotworca, poniewaz nasze sumienie jest z pewnoscia silniejsze od niego. Sama musisz niestety sie zmierzyc ze SOBA.
purchelina - prawdą jest że jesteś mężatką i masz dwoje dzieci...
Myślałam że to wątek młodej dziewczyny która zaliczyła "wpadkę" -
Pochodzę z wieloletniej rodziny - cztery nas były.Bieda,nawet mebli w domu nie było.Jako nastolatka złościłam się na mamę że pozwoliła sobie tyle dzieci zrobić," to co ona nie wiedziała co robić aby dzieci nie było" - myślałam.
Teraz sama jestem mężatką,mam tylko jedno dziecko bo na więcej nie mogę sobie pozwolić i mam ogromny żal że kiedyś moje dziecko zostanie samo.I kiedyś zadzwoniłam do mojej mamy i jej podziękowałam.Dziękowałam za to że mam siostry - że nie jestem sama...
Urodziła nas wszystkie,choć tą ostatnią ciąże chciała przerwać - kocham moje siostry... i kocham moją mamę!
Purchelina, szybciutko poszukaj porady u specjalisty. Zrobiłaś, co zrobiłaś, mniejsza w tej chwili o powody, ale to JUŻ się stało. Nie cofniesz czasu - przyjmij to do wiadomości. Nie odnajdziesz odrobiny spokoju, jeżeli będziesz się ciągle wkręcać, pytać dlaczego, po co, gdybym i jeszcze dalej. To boli, wiem, ja wprawdzie nie usunęłam ciąży lecz poroniłam,ale stratę się pamięta długo. Moje dziecko gdyby żyło, byłoby już nastolatkiem. Z czasem ból zmalał, została pamięć. Tylko i aż, w zależności od punktu widzenia.
Uważam, że po prostu musisz się nauczyć z tym żyć. Z pomocą dobrego psychoterapeuty dasz radę:) Ale musisz uwierzyć że dasz.
Pozdrawiam i życzę wytrwałości.
Dzięki za rady, wsparcie i słowa otuchy.
Nie jestem nastolatką, jestem po trzydziestce mam męża, dzieci i wiem co to antykoncepcja!!ale ona niestety niespodziewanie zawodzi...mnie,nas,zawiodła w takim momencie życia, że jest trudno,nie chcę wchodzić w szczegóły.staram się żyć normlnie,mam dla kogo, ale przychodzą takie chwile że nie daje rady,koszmar powraca.czuje się winna, zła...
O tym co zrobiłam wie tylko mąż(nie zmusił mnie!!!)nie opowiadam o tym na prawo i lewo.Kiedyś też nie wyobrażałam sobie że mogłabym zrobić coś takiego, nawet surowo oceniałam kobiety które to zrobiły, a tu proszę taka niespodzianka...teraz wiem że nie można być pewnym sweej reakcji do momentu kiedy się w niej nie znajdziemy...a tym osobom którym tak łatwo przychodzi ocenianie innych życzę aby nigdy nie stanęły przed taką decyzją
Dzięki za rady, wsparcie i słowa otuchy.
Nie jestem nastolatką, jestem po trzydziestce mam męża, dzieci i wiem co to antykoncepcja!!ale ona niestety niespodziewanie zawodzi...mnie,nas,zawiodła w takim momencie życia, że jest trudno,nie chcę wchodzić w szczegóły.staram się żyć normlnie,mam dla kogo, ale przychodzą takie chwile że nie daje rady,koszmar powraca.czuje się winna, zła...
O tym co zrobiłam wie tylko mąż(nie zmusił mnie!!!)nie opowiadam o tym na prawo i lewo.Kiedyś też nie wyobrażałam sobie że mogłabym zrobić coś takiego, nawet surowo oceniałam kobiety które to zrobiły, a tu proszę taka niespodzianka...teraz wiem że nie można być pewnym sweej reakcji do momentu kiedy się w niej nie znajdziemy...a tym osobom którym tak łatwo przychodzi ocenianie innych życzę aby nigdy nie stanęły przed taką decyzją
Trzymam kciuki za Ciebie, za Twego męża - też (jemu pewnie też ciężko i niewesoło).
33 2011-07-15 15:19:18 Ostatnio edytowany przez KATWOL (2011-07-15 15:21:03)
To trudna decyzja dla każdej kobiety...
Ja zrobiłam podobnie. Gdyby ktoś powiedział mi 6 lat temu, że do tego dojdzie, uznałabym to za niesmaczny żart. Byłam wtedy po stracie dziecka- walczyłam o synka ponad dwa miesiące- nie udało się...Potem trauma i schiza, że pewnie nie będzie nam dane. A potem radosne dwie kreski i ...9 miesięcy koszmaru! Non stop biegałam do łazienki badając czy nie plamię, czy się nie powtórzy. Udało się! Po kolejnych 22 miesiacach ponownie "dwie kreski" i "zabawa" zaczęła się na nowo...
Jestem matką, kocham synków do szaleństwa.Nie chcieliśmy już dzieci i stosowaliśmy różne metody- wkładka u mnie się nie sprawdziła, bo mama tendencje do "wypychania". Zostały tabletki i nagle... znowu "dwie kreski". Początkowo nie czułam nic, a potem w mojej głowie zakołatała myśl ,że nie chcę tego pasożyta, że nie dam rady psychicznie i fizycznie, nie jestem gotowa i mam sama prawo decydować!!!Przestałam w cokolwiek wierzyć- nawet w Boga, który był dla mnie wcześniej oparciem; a może inaczej- miałam cholerne pretensje do Niego, że MUSZĘ dokonać wyboru. Tydzień później wyjechaliśmy z mężem i byliśmy zgodni w swej decyzji. Czy żałuję??? Mam wyrzuty- nie jestem robotem, a kobietą z krwi i kości- mam, ale muszę żyć dla dzieci, które mam, a wiem, że jest PRZY NICH DUŻO PRACY.Nie zniosłabym myśli,że zostając w ciąży- nagle ją tracę, bo instynkt ochronny już by działał.Każdego dnia powtarzam sobie, że to była słuszna decyzja- a gdyby dziecko było chore??A co z tymi dziećmi, które już są??
Trzymaj się dziewczyno!!Mów sobie, że będzie lepiej, że "co nas nie zabije, to nas wzmocni". Skorzystaj z porady psychologa, jesli nie ma obok własciwego wsparcia- zwłaszcza psychicznego. Pozdrawiam.
Katwol jesli dziecko byloby chore ,to zapewniam Cie,ze kochalabys je tak samo mocno jak te dzieci ,ktore masz teraz,ale nie chce Was oskarzac ani dreczyc,bo wiem jak ciezko musi Wam byc
Gdzies kiedys czytalam ,ze latwiej jest wychowac to ,,niechciane,,dziecko niz borykac sie z wyrzutami sumienia po aborcji
To bardzo smutne ,ze musialyscie dokonywac takich wyborow
Nie oceniam Was,a nawet winie za ten stan rzeczy nasze piekne panstwo,ktore zamiast pomagac wielodzietnym rodzinom ,doprowadza do takich sytuacji. Kobiety nie dosc ,ze wychowuja dzieci ,czesto musza dodatkowo ciezko pracowac....W innych krajach ludzie maja po 3,4 dzieci i nie musza sie martwic co do garnka wlozyc,nawet jesli kobieta nie pracuje. Rozumiem ,ze moglo byc to dla Was za wiele.
Na dzien dzisiejszy mysle,ze nie usunelabym ciazy ,ale tak jak piszecie roznie w zyciu bywa ....Mam jedno dziecko i jest to dla mnie ogromny obowiazek,do tego stopnia,ze wciaz odkladam decyzje o kolejnym.....
Dziewczyny co sie stalo ,to sie nie odstanie ....szkoda mi Was, bo jestescie dobrymi kobietami skoro Was to boli. Ja bym wybrala psychologa .
Początkowo nie czułam nic, a potem w mojej głowie zakołatała myśl ,że nie chcę tego pasożyta, że nie dam rady psychicznie i fizycznie, nie jestem gotowa i mam sama prawo decydować!!!Przestałam w cokolwiek wierzyć- nawet w Boga, który był dla mnie wcześniej oparciem; a może inaczej- miałam cholerne pretensje do Niego, że MUSZĘ dokonać wyboru.
to straszne co piszesz.
pasożyt? jak można tak pomyśleć? twoja mama także tak mogła o Tobie pomyśleć kiedyś.
A co ma Bóg do tego?
a może (założę, że jesteś wierząca w Boga) to dziecko miało właśnie być? sprawdzić Cię? może miało jakaś misję?
Bóg nie daje wyboru, usuwasz czy nie, bo Bóg sam w sobie jest temu przeciwny.
To był chyba test.
A gdyby dziecko chore było?-no ok, byłoby i co?>-oddałabyś je? bo jest "uszkodzone", "nienormalne"?
stykam się z kobietą, która wiedziała, że urodzi dziecko chore, poważnie chore ale dziś ma łzy ze szczęścia, gdy to dziecko się do niej uśmiecha.
Nie musisz się ze mną zgadzać, ale nie mogłam przejść wobec posta obojętnie.
Ja mam podobny problem.Również poddałam sie aborcji,zaraz po zabiegu i kilka lat później nie miałam żadnych wyrzutów sumienia.Sytuacja zmieniła sie kilka miesięcy temu,zaczełam myśleć o tym co zrobiłam i strasznie się z tym teraz czuje.Wyrzuty sumienia są straszne i chyba też skożystam z psychologa bo jest mi bardzo ciężko.Przestrzegam wszyskie kobiety które sie zastanawiają nad aborcją i myślą że ich wyrzuty sumienia nie dosięgną.Jestem pewna że prędzej czy później każda kobieta bedzie sie źle z tym czuła.
Bóg dał nam wolną wolę,dał nam mądrość dzięki której możemy dokonywać wyboru.Dał nam kobietom siłę dzięki której możemy odmawiać mężczyznom kiedy poznamy już swój organizm.Myślę,że nie chcemy o tym pamiętać kiedy tylko pojawi się ktoś kto daje nam obietnicę miłości.A potem ze wszystkim kobiety zostają same.Czy wasi mężczyżni mają wyrzuty sumienia z tego powodu,byli Wami w tej czyściutkiej klinice?
Zadaję sobie pytanie dlaczego zwolennicy aborcji krzyczą że kobieta ma prawo do swego ciała w momencie kiedy kolejny raz wybucha dyskusja na temat legalizacji aborcji.Może ma prawo do własnego ciała ale czy ma prawo decydować o tym małym ciałku które rozwija się pod jej sercem.Nie żyjemy w 16 wieku i wiemy że dzieci nie szuka się w kapuście.
Ja też usunęłam ciążę... On za to zapłacił... Jestem mężatką a to dziecko było pamiątką jednej pięknej nocy. Teraz wiem jak wielki popełniłam błąd. Moje małżenstwo od dawna to jedna wielka farsa... To stało się tak szybko, że natwet nie miałam czasu pomyśleć... Teraz mam czas i z każdym dniem coraz bardziej tęsknię za moją dzidzią. I najgorsze jest tkwienie w tym bólu i w trej samotności, bo nikt nie może o tym wiedzieć... To moj ból i tylko mój....
Pozwolicie kochane Panie, że zabiorę głos w dyskusji?
Purchelina, na wstępie poprosiła, by Jej nie oceniać, wie, że postąpiła źle, nie daje sobie rady z własnym sumieniem.
Ona nie prosi Was o ocenę swego uczynku, ale o radę, jak kobieta kobietę.
Kto jak kto, ale kobiety powinny Ją chociaż trochę zrozumieć.
Niestety z postów wynika (poza kilkoma wyjątkami), ze najchętniej zostałybyście sędziami i od razu wydały najsurowszą karę.
I nie chodzi tu o karę więzienia, lecz o to, aby nigdy nie zaznała spokoju i nigdy, broń Boże, nie zapomniała o swoim haniebnym uczynku.
Wnioskuję, że jesteście osobami wierzącymi, więc to przed Panem Bogiem będzie się spowiadała ze swojego uczynku, a Bóg jest
miłosierny w swej dobroci.....
Ja żyłam w czasach, kiedy aborcja była dozwolona.
Nie usunęłam żadnej ciąży, urodziłam pięcioro dzieci, gdyż łudziłam się, że dziecko scementuje związek, który nie był zbytnio udany ,a mąż przestanie popijać, bo będzie musiał zarabiać na rodzinę.
Niestety tak się nie stało.
Wiecznie brakowało pieniędzy, a dzieci tylko cierpiały, patrząc na jedynaka z sąsiedztwa, któremu nie brakowało" ptasiego mleka"
To właśnie mamusia Maciusia, uświadamiała mnie, że robię krzywdę dzieciom, które już są na świecie, rodząc kolejne dziecko, powinnam usunąć ciążę, a wtedy było by mi o wiele lżej.
Ona usunęła trzy razy i nie widziała w tym nic złego.
Stwierdziła, że robi to dla Maciusia, aby go nie okradać z miłości,którą musiała by dzielić na troje lub czworo dzieci.
W latach 1950 -1970 ciążę usuwało bardzo dużo kobiet i to nie ze względów zdrowotnych, ale dla własnego komfortu.
Dzisiaj te nobliwe damy zapomniały o tym, co zrobiły kiedyś i chętnie potępią dziewczynę, która postąpi tak jak one w czasach swojej młodości.
Wszystkie były wierzące, biegały do spowiedzi i do komunii, więc widocznie odpuszczano im ten grzech.
Z mężem miałam trójkę dzieci, a po Jego śmierci, związałam się z mężczyzną, którego kochałam "do bólu".
Nie miałam z nim ślubu, bo wtedy, jako matka samotna, a do tego wdowa, miałam jakieś przywileje.
Dzieci miały pierwszeństwo do miejsca w przedszkolu, a później w świetlicy szkolnej.
Jakie było oburzenie pań w otoczeniu, gdy okazało się, że jestem z czwartym dzieckiem w ciąży.
Nasłano na mnie Opiekę Społeczną, aby wyperswadować mi kolejne dziecko.
Była nawet propozycja, aby podwiązać mi jajniki, abym więcej nie zachodziła w ciążę.
Gdy kiedyś było u mnie bardzo krucho z pieniędzmi, a trzeba było kupić książki do szkoły, kazano udać mi się do Opieki Społecznej.
To była moja druga i ostatnia wizyta w tym miejscu.
Pani, która była zwykłym pracownikiem, a nie sponsorem tej instytucji, oświadczyła mi, że powinnam się wstydzić, że wyciągam rękę po pomoc.
Jeżeli dałam sobie narobić piątkę dzieci i nic nie zrobiłam, aby ich mieć mniej( czyt, aborcja), to teraz nie powinnam zwracać się o pomoc.
Zapytałam bardzo spokojnie, czy ta pani ma dzieci, odpowiedziała, że na szczęście, jeszcze nie ma.
Więc, życzyłam jej tego szczęścia do końca życia, aby nie musiała tak jak ja, żebrać dla własnych dzieci na książki i martwić się, czy jutro będzie miała na chleb.
Wyszłam z tego pokoju, trzaskając drzwiami, a na schodach nie mogłam powstrzymać łez, które na złość leciały i leciały....
Któraś z Pań napisała w poście, że nawet , gdy wie się, że urodzi się chore dziecko, to powinno się je urodzić.
Takich narodzonych dzieci są tysiące, ale w Placówkach Opiekuńczych.
Są rodzice, którzy swojego dziecka nie oddali do placówki, zajmują się rehabilitacją dziecka, nie maja na nią pieniędzy, a o każdy grosz muszą żebrać i prosić społeczeństwo o pomoc, bo Ci co potępiają aborcję, jednocześnie nie pomagają takim rodzicom.
Oni muszą walczyć o każdy dzień swojego dziecka, o to, kto po ich śmierci zajmie się tym chorym, wymagającym całodobowej opieki potomkiem.
Tacy RODZICE są pozostawieni sami sobie. Oni nie mają urlopów ni świąt, nie wyjeżdżają na zagraniczne wycieczki. Oni są na służbie swojego dziecka non stop.
Purchelino, nie załamuj się. Powinnaś porozmawiać z psychologiem, a może jakieś panie, które są w takiej sytuacji jak Ty, lub były, zechcą się
z Tobą podzielić własnymi przemyśleniami, ale nie na forum, a na poczcie prywatnej.
Życzę Ci z całego serca, abyś znowu zaczęła się uśmiechać do swoich dzieci i chciała żyć na nowo, mimo wszystkich przykrości.
Przepraszam za zbyt długą wypowiedź, możecie nie czytać, pozwalam:):):)
Babciu60+,bardzo mądrze to wszystko opisałaś.
Nie oceniajmy autorki wątku. Ona potrzebuje wsparcia i ja jej chciałabym go dać.
Tak w życiu bywa, że stajemy przed rożnymi wyborami. To sprawa sumienia każdej z nas, tylko szkoda, że "winę" dźwiga tylko kobieta. Co innego, gdy kobieta usuwa ciążę jak zbędne owłosienie, a co innego, gdy stara się o to, by w ciąże nie zajść, a wszelkie środki zawodzą.
Prawda, co pisze Babcia60+, bo kto potem pomoże tej kobiecie? Ja na dwójkę dzieci dostaję około 180 zł zasiłku rodzinnego. Są teraz czasy, że niektórzy mężczyźni zarobią około tysiąca. Dziś masz pracę, jutro możesz jej nie mieć. Znam mężczyznę który jednego dnia był współwłaścicielem firmy, a za kilka dni nie miał już nic. I co z tego, że był zaradny? W ciągu minuty prysnęło wszystko. Jak miał wykarmić swoje dzieci?
To czy urodzić, czy usunąć ciąże jak życie się układa akurat "kiepsko" - to dylemat wielu osób, tylko niektórzy milczą na ten temat.
Ja zaszłam w 2 ciąże, gdy moje 1 dziecko miało 3 miesiące. Dla mnie to był dramat w tamtym momencie. Oswoiłam się z myślą, że jestem w ciąży (i prosze nie mowić, że jestem głupia, bo się nie zabezpieczyłam - akurat nie służy mi 99% rodzajów antykoncepcji) i nagle dostaję wiadomość, że na 99% urodze dziecko z zespołem downa (jest zdrowa!
). Znów szok. I przyznam, że te dwa razy myślałam czy usunąć. Nie doszło do tego, ale brałam taką opcję pod uwagę. Co się dzaiło w mojej głowie - to wiem tylko ja. Myślałam o tym, jak będę dawała radę opiekować się starszym dzieckiem mając noworodka chorego? Bałam się tego. Kłębek mysli, nerwów, pytań...Więc ja autorkę wątku rozumiem... Dla niej w tamtym momencie to była słuszna decyzja.
Już kiedyś pisałam tutaj. Psycholog i czas.
Ja mam dla Ciebie taka rade: zyj obdarzajac swoja dobrocia jak najwieksza ilosc osob wokol siebie, a milosc, ktora byla przeznaczona dla tego malenstwa przelej na swoich najblizszych. Kochaj ich coraz mocniej i mocniej kazdego dnia, jakbys poprzez milosc do zywych chciala wynagrodzic Twojemu nienarodzonemu dziecku to, co stracilo. A kiedy juz przekazesz dostatecznie duzo swojej dobroci i milosci, zacznie ona do Ciebie wracac i przynosic spokoj. Moze to troche naiwna teoria, ale w moim zyciu sie super sprawdza. Przyjdzie dzien, ze bedziesz umiala sobie wybaczyc.
Wielkie dzięki za te ostatnie wpisy...dobrze wiedzieć że jest ktoś kto chociaż trochę rozumie sytuację w jakiej się znalazłam.minęło już trohę czasu, ale nie znaczy to że zapomniałam, to nie możliwe.staram się żyć jak dawniej, poświęcać wolny czas dzieciom, cieszyć się życiem, ale nadal przychodzą takie chwile, jak teraz,że łzy same płyną a serce pęka.
Staram się nie myśleć ale nie potrafię,to jest silniejsze...
Przepraszam za szczerość, ale osobiście potępiam takie osoby, które zabijają swoje jeszcze nienarodzone dzieci, dla mnie to jest nienormalne i nie potrafię sobie uświadomić jak można posunąć się do takiego kroku. Przecież jeżeli już tak bardzo nie chce się tego dziecka to zawsze jest możliwość oddania do rodziny zastępczej. Jest tyle małżeństw, które oddałyby wszystko za to żeby mieć dzieci a nie mogą ich począć. Tak więc tacy ludzie najczęściej adoptują dzidziusia i tworzą dla niego szcześliwą i kochającą się rodzinę, czyli jeżeli ktoś przed usunięciem ciąży pomyślałby to doszedłby do wniosku, że jednak mimo wszystko urodzi to dziecko i odda je a ono napewno znajdzie kochający dom i będzie miało szczęśliwą rodzinę.
Jeszcze raz przepraszam za szczerość.
Wiele malzenstw ktore chce adaptowac, ale nie jest w stanie spelnic wymogow adopcyjnych. Nie mowie o predyspozycjach psychicznych, ale przeroznych wymyslach. Nie wiesz chyba o czym mowisz. Nie wiesz ile dzieci siedzi w domach dziecka i tych tzw "rodzinnych" i czeka na adopcje nie dlatego, ze ma nieuregulowana sytuacje prawna, ale dlatego, ze nie ma rodzicow, ktorzy moga sprostac wymaganiom. I niewiele jest dzieci, ktorych ci rodzice chca. Bo to nie dziewczynka, bo to nie chlopiec, bo chore albo po chorych rodzicach. A ile z tych dzieci wzietych trafia spowrotem do placowek, bo... byly "niegrzeczne", sprawialy klopoty lub zachorowaly...
O tym sie nie mowi, tylko pietnuje osoby, ktore wolaly usunac ciaze niz cale zycie myslec co sie dzieje z ich dziecmi. Ty sadzisz, ze dziecko to szczeniak, ktorego oddasz i zapomnisz? Cale zycie bedziesz o nim myslec i katowac sie DLACZEGO oddalas, ze moze moglas inaczej itd Czymze to rozni sie od tego ciepienia, ze usunelas ciaze??
Nie wiem jakbym zachowala sie stajac przed wyborem: donosic czy usunac. Zadna z nas nie wie.
Za to kazda z nas ma prawo dokonac wyboru. I niech nikt nie osadza drugiego w tej sprawie, aby nie zostal osadzony w innej.
Niech kazda z nas dokonuje wlasnych wyborow.
Droga forumowiczko: usunelas ciaze, cierpisz. Jest to normalny stan, gdyz usuniecie ciazy nie idzie w zgodzie z natura. Pomysl jednak czy moglabys oddac dziecko i z takim ciezarem zyc, nie wiedziac gdzie ono jest i co sie z nim dzieje.
Czesto przychodzily do mnie panie w podobnej do Twojej sytuacji. Niektorym pomaga terapia, innym udzielenie tej nieoddanej milosci osobom z hospicjum, domu starosci czy innej placowki wypchanej osobami pragnacymi odrobiny dobroci i uczucia innego niz wspolczucie. Poszukaj czegos dla siebie i nie sluchaj osobo, ktore nie maja nawet pojecia co przezywasz, ale madruja sie jakby sami byli idealnymi ludzmi.
jak można o dziecku napisać PASOŻYT- piszesz, że jesteś kobietą? jesteś potworem nawet zwierzęta nie zabijają swoich dzieci!! Tym bardziej, ze piszesz o wcześniejszych problemach z utrzymaniem ciąży. Jest takie coś jak adopcja!!! A prezerwatywy wiesz co to jest? co mężuś woli bez? Ja mam dwoje dzieci nieplanowanych i jestem sama! i teraz zero sexu bez prezerwatywy! trzeba trochę uczyc się na błedach kobieto!!!
jak można o dziecku napisać PASOŻYT- piszesz, że jesteś kobietą? jesteś potworem nawet zwierzęta nie zabijają swoich dzieci!! Tym bardziej, ze piszesz o wcześniejszych problemach z utrzymaniem ciąży. Jest takie coś jak adopcja!!! A prezerwatywy wiesz co to jest? co mężuś woli bez? Ja mam dwoje dzieci nieplanowanych i jestem sama! i teraz zero sexu bez prezerwatywy! trzeba trochę uczyc się na błedach kobieto!!!
Smutne to,że sama nauczyłaś się dopiero , co to jest prezerwatywa, po urodzeniu drugiego, nieplanowanego dziecka.
Samotne macierzyństwo nie jest łatwe, a dla dzieci na pewno nie jest rajem.
Mylisz się, pisząc, że nawet zwierzęta nie zabijają swoich dzieci.
Samica chomika po urodzeniu zjada swoje maleństwa, które nie da rady wykarmić lub, które są zbyt słabe i wg,matki
nie dadzą sobie rady w życiu.
Kotka lub suczka, odtrąca i nie karmi swojego dziecka, które jest słabe kondycyjnie.
Nie broni maluszka przed silniejszym rodzeństwem, gdy to przepycha się do sutka z mlekiem.
Tym samym skazuje je na śmierć głodową, co równa się zabiciu.
Życzę Ci, abyś uprawiając sex, nie trafiła na wybrakowaną prezerwatywę, bo może być trzecie, nieplanowane dziecię.
Pozatym co do tego, że jak ktoś odda do adopcji to będzie myślał gdzie to dziecko jest itd a jak umrze, czy wiecie grzie to dziecko jest? Czy któraś z Was wie??? Ja Wam powiem! To dziecko jest nie ochrzczone jego dusza błąka się między niebem a piekłem i możecie się z tego śmiać!, ale to prawda to dziecko nigdy nie zazna spokoju bo umarło bez powodu. Piszecie o współczuciu dla mnie to zabóstwo i już najgorsze z możliwych bo dziecko w łonie matki nie moż się obronić, to nie nowotwór, który się usuwa czy pasożyt jak tu któraś napisała! to człowiek z ciała i duszy jak my tylko malutki mający zaledwie 1 centymetr, ale już bijące serce... jEŻELI CHCESZ ULŻYĆ CIERPIENIU POMYŚL O DUCHOWEJ ADOPCJI DZIECKA POCZĘTEGO MOŻE TO UKOI TWÓJ BÓL...
DO BABCIA 60+
Wiesz nie planowałam, bo byłam bardzo chora i lekarze twierdzili, że mam malutkie sznse na zajscie w ciąże! to,że nie panowałam nie znaczy nie chciałam. Kochając się z mężem nie myślałam, że staramy się dziecko bo tak nie było, poprostu liczyliśmy na cód, który się zdarzył 2 razy. Zaś druga ciąża była zaskoczeniem bo byłam wtedy chora na zapalenie pęcherza i sprawy kobiece długo by pisać w każdym razie zajscie w ciąże też było raczej niemożliwe. W 4 tygodniu groziło mi poronienie i wtedy jadąc do szpitala prosiłam Boga żeby tyko to dzieck przeżyło, że będe uważać na siebie. Dzis za miesiąć skończy roczek moja ukochana słodka córeczka moje szczęście mój skarb! Moje dzieci są szczęśliwe i ja też bo mam dla kogo żyć, a co do antykoncepcji są dni płodne i niepłodne. Jestem sama bo mąż jest za granicą i bardzo żadko przyjeżdża bo pracuje legalnie i inaczej nie może. Ja mieszkam z rodzicami i w nich mam oparcie i w przyjaciołach. Pozatym chyba coś nas różni od zwierząt? ja potępiam aborcję jestem za adopcją bo znam wiele małżeństw, które chcą a nie mogąmieć dzieci znam też osoby które dokonały aborcję. Jedna z nich zrobiła to 8 razy i mówi,że wciąż myśli o swoich dzieciach które zabiła. Wyrzyty sumienia będą jej towarzyszyły do końca życia. Co do trzeciego dziecka to może kiedyś? kto wie narazie czeka mnie operacja halluksa więc to niemożliwe, ale bzrdzo bym kiedyś chciała! Nie uraziłaś mnie tym bo niby czym? ja pisze co myśle dziecko to nawiększy dar od Boga to cód i już!!! Jeśli chcecie zabijajcie Bóg Was osądzi 5 przykazanie nie zabijaj. A zwierzęta nie mają takiego rozumu jak ludzie.
=
Nie będę Cię oceniała, zrobiłaś tak jak uważałaś za sluszne, ale to jest strasznie nie odpowiedzialne, podjełaś tak drastyczną decyzje, podejmując ją wiedziałaś, że tego nic nie cofnie, a teraz masz Babo placek, tzn wyrzuty sumienia, dziecko to nie jest zabawka. Myślę, że już nigdy nie popełnisz takiego strasznego czynu, to Cię czegoś nauczy, problemem było by gdybyś była potworem bez uczuć i nie uważała tego za błąd, co Tobą kierowało nie bede wnikać. Napewno potrzebna jest tu interwencja psychologa. Nie można uciekać od problemu trzeba się z nim zmierzyć, być może za kilka lat to nie byłby problem(dziecko) lecz szczęście. Życzę Ci spokoju wewnętrznego i owocnych przemyśleń, żebyś wyciągneła z tego wnioski, bo w gruncie rzeczy czuję, że Ty wcale nie jesteś zepsuta do szpiku kości tylko poprostu popełniłaś ogromny błąd, no ale ludzie popełniają błędy, ważne jest tylko żeby się na nich uczyć. Pozdr. i 3mam kciuki za Twoją odnowę duchową:)
jak można o dziecku napisać PASOŻYT- piszesz, że jesteś kobietą? jesteś potworem nawet zwierzęta nie zabijają swoich dzieci!! Tym bardziej, ze piszesz o wcześniejszych problemach z utrzymaniem ciąży. Jest takie coś jak adopcja!!! A prezerwatywy wiesz co to jest? co mężuś woli bez? Ja mam dwoje dzieci nieplanowanych i jestem sama! i teraz zero sexu bez prezerwatywy! trzeba trochę uczyc się na błedach kobieto!!!
Baska86102, to nie jest odpowiednie dla Ciebie forum! Na tym forum pomagamy sobie nawzajem w trudnych chwilach, a nie okładamy po głowach.
Kobieta, która doświadczyła aborcji ma w sobie wystarczająco duzo poczucia winy, żebyś musiała jej jeszcze tego dokładać. Sprawia Ci przyjemność kopanie leżącego? Jestes z siebie dumna, że Tobie los oszczędził takich dramatycznych wyborów, ale pamietaj, to co dajesz innym, wraca do Ciebie jak bumerang. I taki brak współczucia i pryncypialność może Cię bardzo zranić gdy będziesz przeżywała własne trudne chwile, niekoniecznie związane z nieplanowaną ciążą, chociaż i to jest niewykluczone.
51 2011-08-21 02:38:34 Ostatnio edytowany przez alegoria26 (2011-08-21 11:43:44)
jezeli kobieta ma wsparcie w mezu, jezeli rodzina jest stabilna,fundamentalna to 3 dziecko nigdy nie bedzie tragedią, najgorzej gdy faceci są wygodni, a kobiety boja sie byc wiekszym problemem
Ja 4 lata temu usunęłam ciążę i nie uważam tego jako jakiś błąd,teraz wiem ze była to najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć,dzieki temu teraz niczego nie brak mojej rodzinie,jestesmy teraz dobrze usytuowani i na stanowiskach.Z czasem sie zapomina,teraz mam 2miesieczne dziecko bo mogłam sobie na nie pozwolic
no i trzeba sie zstanowić: realne wyrzuty sumienia, czy presja społeczna? być może to było tylko to drugie i potrzebujesz się z tego wyzwolić (presja społeczna = społeczne sumienie bywa przygniatające). napisz, jak ci poszło ,powodzenia!
Purchelina! Jestem nowa na tym forum i odkryłam dopiero teraz Twój temat. Ech, to jest szalenie przykre z usunięciem ciąży, ja zawsze mówię o tym, jak słyszę, od jakiejś dziewczyny czy w telewizji, że usunie ciąże, to jest zrujnowana psychika do końca życia. Nie wiem, co Tobą kierowało. Czy to, że uważałaś się za zbyt młodą, czy to, że nie miałaś warunków do wychowania dziecka, ale ja zawsze uważałam, że nawet najmłodsza kobieta, nawet bez warunków do wychowania dziecka, powinna je urodzić, bo potem, naprawdę myśl o tym, co się zrobiło, nie daje spokoju. Myślisz sobie, jestem zabójcą, a z biegiem lat zastanawiasz się, jakby ono teraz wyglądało, jakie miałoby zainteresowania, co by robiło, czy byłoby do mnie podobne? Bardzo mi przykro z tego powodu co się stało, wybacz, że może trochę zbyt ostro tutaj napisałam, ale nawet z największego zła może wyniknąć jakieś dobro, wierz mi! Nie cofniesz czasu, niestety, ale można spróbować to jakoś poukładać. I Wiesz co, psycholog byłby tu dobrym wyjściem, ale ja polecałabym jeszcze oprócz niego, a może nawet na pierwszym miejscu, duchownego! Wiadomo przecież nie od dzisiaj, że Kościół jest przeciwko między innymi aborcji. Sądzę, że ty już odczułaś to na własnej skórze, między innymi dlaczego jest temu przeciwny! Dlatego jakiś duchowny będzie najlepszy, moim zdaniem, bo kto jak kto, ale oni są w temacie od lat! Wierz mi, że na pewno nie będą Cię oceniać, ani krzywo na Ciebie patrzeć, na pewno bardzo Ci pomogą. Jeżeli chcesz, sama znam fantastycznego księdza, mogę Ci jakoś wskazać do niego drogę. Pozdrawiam, trzymaj się i pamiętaj, że nawet z najgorszego zła może wyniknąć dobro, ale potrzebujesz pomocy, abyś mogła normalnie funkcjonować.
Jowilka, a czy te pieniądze i dobre stanowiska to nie jest przypadkiem tak, że w pewien sposób wynagradzają Ci to, że zabiłaś swoje dziecko? Czy nie jest tak, że są taką nagrodą pocieszenia? I wmawiasz sobie tak naprawdę, że one dają Ci szczęście, że tak musiało być, bo bez usunięcia ciąży, nie miałabyś stanowiska? Nie zastanawiasz się jak to dziecko dziś mogłoby wyglądać, czym się interesować, jakie być? Nie zastanawiasz się nad tym czy byłoby podobne do Ciebie czy może bardziej do Twojego faceta? Nie jest Ci szkoda? To w końcu była cząstka Ciebie! Naprawdę zapomniałaś? Nie widzisz w Twoim dziecku, które masz teraz tego nienarodzonego, zabitego? Nie wiem, Jowilka, co Tobą kierowało, na pewno chciałaś jak najlepiej dla rodziny, zdobyć stanowisko, aby teraz niczego Ci nie brakowało, ani Twojej rodzinie, ale wierz mi, że usunięcie ciąży nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. Twoje dziecko miało prawo żyć! Przeraża mnie to z jakim chłodem piszesz o zabiciu Twojego dziecka, z jakim zimnem, nie wiem, nie oceniam Cię, nie myśl, że w jakiś sposób chce tutaj Cię oskarżać, ale to jest mój pogląd na ten temat Szkoda mi tego dzidziusia, naprawdę. Kto wie kim by był? Może wyrósł by z niego drugi Małysz, może druga Skłodowska? A może nie wiem, drugi Da Vinci albo ktokolwiek inny. Tego już ani ty ani nikt inny się nie dowie! Dziewczyny apeluję do Was naprawdę o rozsądek! Nie zabijajcie swoich dzieci! Ponieście już konsekwencje swoich czynów, jeżeli nawet się zabezpieczałyście, a jednak i tak zaszłyście w ciążę, to błagam, nie zabijajcie swoich dzieci! Bo to jest jeszcze gorsze "wyjście" z sytuacji. Presja społeczna? rozumiem, młoda matka, zwłaszcza na wsi, to może być cios, ale myślę, że we współczesnych czasach nawet na wsi to już mniej szokuje, a w mieście to już w ogóle. Poza tym, myślę, że gorzej będzie postrzegało Cię społeczeństwo jak dowie się, że usunęłaś dziecko, a nie, jak dowie się, że je urodziłaś. Fakt, jakbyś je usunęła, to nikt by się nie dowiedział i nie byłoby problemu! Ale prawda zawsze wychodzi na jaw prędzej czy później. Poza tym nie sądzę, że umiałoby się z tym normalnie żyć i tak kłamać, trzeba byłoby być zupełnie wypranym z jakichkolwiek emocji i uczuć.
Oleńka---każdy ma zupełnie inną wrażliwość i pojęcie o świecie, również pojęcie CZŁOWIEKA. ty od razu sugerujesz : "pewien sposób wynagradzają Ci to, że zabiłaś swoje dziecko?" -może ona nie ma takiego wyobrażenia na ten temat jak ty? i to chyba lepiej, żyć, a nie zadręczać się sztucznie, prawda?
Catwoman, ja niczego nie sugeruję, ja zapytałam czy przypadkiem tak nie jest? Czy to była sugestia z mojej strony? Nie? Postawiłam znak zapytania. Każdy ma inną wrażliwość-oczywiście, zgodzę się z Tobą, ale myślę, że w pewnych kwestiach, takich jak macierzyństwo, pojecie CZŁOWIEKA ta wrażliwość jest taka sama. Chyba, ze ktoś jest chory, jak był np. Hitler, wtedy traktuje człowieka podmiotowo, dla jakiejś chorej ideologii, to wtedy faktycznie, ta wrażliwość jest inna, ale odbiega chyba od normy, jest chorobą, nieprawdaż? Generalnie ludzie chyba zgadzają się we wszystkich kwestiach, co jest złe, a co dobre. Myślę jedynie, że w kwestiach takich jak aborcja, która stosunkowo jest nową sprawą, ludzie jeszcze są podzieleni, inni myślą, że jest ona dobra, inni, że zła, bo potrzeba na to czasu, by w końcu ludzie zrozumieli, ze jest zła. NA pewno też ludy pierwotne nie miały pojęcia, że kradzież czy zabicie kogoś jest złem. Myślę, że dopiero później, po licznych doświadczeniach i zobaczeniu, jak destrukcyjny wpływ ma kradzież czy zabójstwo na resztę ludności zaczęto temu przeciwdziałać i określono to "złem" jak my określamy to współcześnie. Sądzę, że tak jak teraz, była garstka ludzi, która wiedziała, od razu, czuła , że owe występki są złem, ale reszta musiała do tego dojrzeć, przekonać się na własnej skórze, doświadczyć tego, by zrozumieć, tak to jest złe. I to jest analogia do właśnie między innymi aborcji. Jak też napisałam we wcześniejszym poście, ja NIKOGO tu NIE OCENIAM, bo rozumiem, że człowiek jest tylko człowiekiem, a życie różnie się układa, różne jest nasze myślenie o pewnych kwestiach, o których nie mamy pojęcia, a o których myślimy bardzo krótkowzrocznie, wydają nam się z pozoru dobre. NIKOGO TU NIE OSKARŻAM! Wyrażam jedynie swoje zdanie, chcę zrozumieć, jakie są przyczyny takiego postępowania i może w pewien sposób pomóc? Pozdrawiam Olenka_20
Oczywiście lepiej żyć niż zadręczać się sztucznie. Jak napisałam wcześniej z każdego zła może wyniknąć jakieś dobro. Chodzi tylko o to, aby uświadomić sobie, pewne kwestie, że może jednak, jak w tym wypadku, aborcja, nie była dobrym wyjściem z sytuacji, aby to sobie uświadomić i nie popełnić nigdy więcej takiego błędu! I myślę, że obowiązkiem jest też przestrzeganie przed tym błędem innych! Jak ja już wiem, jakie to złe i podłe, mam tę świadomość, to obowiązkiem jest powiedzieć innym-to jest ZŁE! Bo jak większość ludzi obstaje za tym, że coś jest złem, to automatycznie restza, która nie ma takiego zdania, przestawia swoje myślenie, bo zauważa, aha większość mówi to złe, to musi tak być i żyję w społeczeństwie, gdzie podporządkowuję się większości. A nie wmawiać sobie, no zrobiłam to, bo stanowisko, pieniądze, bez tego się nie da, to jest moje szczęście, bo to jest wmawianie sobie, to taki lek przeciwbólowy po tym się zrobił-ja tu teraz nie piszę o Jowilce, bo nie znam jej odpowiedzi, tylko piszę ogółem, bo tak jest!
"myślę, że w pewnych kwestiach, takich jak macierzyństwo, pojecie CZŁOWIEKA ta wrażliwość jest taka sama.", "Myślę jedynie, że w kwestiach takich jak aborcja, która stosunkowo jest nową sprawą, ludzie jeszcze są podzieleni, inni myślą, że jest ona dobra, inni, że zła, bo potrzeba na to czasu, by w końcu ludzie zrozumieli, ze jest zła." - no ja uważam jednak, że narzucasz pewny schemat myslenia. Otóż powiem ci o co mi chodziło: POJĘCIE CZŁOWIEKA to kwestia SUBIEKTYWNA. czy ci sie to podoba czy nie. Przeczytaj co dr Południewski powiedział na ten temat, kiedy zaczyna się CZŁOWIEK. Usuwanie ciąży praktykuje się do -zwykle- 12 tc czyli 3 mies. wg lekarza, nie ma mowy jeszcze wtedy o człowieku, ale o zarodku, zlepie komórek. I takie jest również moje zdanie.Więc nie uderzaj od razu "zabiłąś dziecko", bo wg ciebie to dziecko, wg kogoś innego- nie.
Dziękuję za przytoczenie nazwiska Pana dr. Nie omieszkam zapoznać się z jego osobą:) Ja może nie przytoczę konkretnego nazwiska, wybacz, zrobię to w stosownym czasie, ale najświeższe badania dowodzą, że CZŁOWIEK zaczyna się już w momencie poczęcia, zarodek to już mały człowieczek, który czuje. Już wtedy nawet, jak to określiłaś, ten "zlepek komórek" to cząstka CIEBIE! Z Twojego ciała, to mały/a ty!. I od Ciebie zależy czy pozwolisz temu małemu człowiekowi dalej się rozwinąć! Z tego "zlepku komórek". Jak nie, to zabijasz tę żywą istotę w Tobie i to jest zabójstwo! Bo cóż, nawet jeżeli zabijasz, jak to określasz "nie człowieka", to na jedno wychodzi, bo z tego ciałka rozwinęłaby się w bardziej znanej i przystępnej nam formie istota ludzka. Poza tym nie odpisujesz na wszystkie moje odpowiedzi, tylko na ich części.Podałam nawet analogię do aborcji poprzez zabójstw, kradzież. Nie narzucam konkretnego schematu myślenia. Są to moje osobiste odczucia i staram się w jak najlepszy na tę chwilę potrafię znaleźć sposób,aby uświadomić Wam dziewczyny, że to naprawdę nie jest dobre! Zarówno dla Ciebie jak i społeczeństwa. Po drugie:
trochę biologii:)
Istoty żywe, które nie mają układu nerwowego także umierają.
Więc jeśli przyjmujemy, że końcem życia (śmiercią) jest moment zakończenia pracy mózgu, logicznie rzecz biorąc powinniśmy przyjąć, że początkiem życia jest moment rozpoczęcia pracy przez mózg. Pojawia się podstawowy błąd co do nieznajomości podstaw biologii. Życie nie powstaje z czegoś martwego (pomijamy hipotezy powstania pierwszej komórki). Życie jest poniekąd PRZEKAZYWANE. Nie można mówić, że coś, co nie żyje, nagle ożyje. Coś co nie żyje, nie może przeprowadzać ŻADNYCH czynności życiowych, a więc i przeprowadzać syntezy białek umożliwiającej tworzenie nowych komórek. Tak więc coś co nie żyje, nie może tworzyć komórek, z których powstanie układ nerwowy. osobnik ludzki zaczyna życie dopiero kiedy ma wytworzony mózg. Tylko kto i z czego go wytworzył? Matka na pewno nie, bo komórki układu nerwowego, który się tworzy mają inne DNA. Organizm o określonym DNA nie jest w stanie (zakładamy brak patologicznych zmian w strukturze DNA) tworzyć komórek posiadających inne DNA niż jego własne. Zatem komórki mózgowe zostały wytworzone przez zarodek. A SKORO ZARODEK WYTWARZA KOMÓRKI TO ŻYJE. W końcu nic martwego nie może przeprowadzać funkcji życiowych. Życie nie rozpoczyna się więc w momencie powstania mózgu.
Ponadto znam dziewczynę, która twierdziła, że będąc w ciąży u jej 5 mm czuła bicie serca.
Ale to wszystko biologia, jest jeszcze ta druga sfera-DUCHOWA, chodzi tu o godność osoby ludzkiej, zarówno rodziców jak i dziecka. Więc widzisz, że na podstawie nawet samej biologii, zarodek żyje-więc jest to zabójstwo, a czy ktoś mówi zabiłam zarodek czy dziecko-to chyba to samo? Bo z tego zarodka wytworzyłaby się w pełni w bardziej przystępnej formie dla nas istota ludzka-jest to zabójstwo, w takim razie, nazywam rzeczy po imieniu. Ale pisałam wcześniej, ja tu nikogo nie oskarżam, nie oceniam, bo różnie życie się układa. Piszę tylko to co o tym myślę, i na pewno nie jest to utarty schemat! To, ze wiele ludzi myśli podobnie, to też dowód na to, że pojęcie człowieka w tej kwestii nie jest pojęciem subiektywnym. Od momentu poczęcia mamy do czynienia z człowiekiem tylko takim malutkim;)
no i to jest twoje zdanie, ale zachowaj je dla siebie ![]()
I chcę po prostu podzielić się moim zdaniem, jakoś może, w jak najlepszy sposób umiem spróbować uchronić Was dziewczyny przed tą decyzją, bo jest straszna, zarówno dla malucha, jak i dla Was do końca życia. Można potem wkładać na siebie pancerzyk obronny w różnej formie starając się usprawiedliwić i mówić, pisać o tym z taką lekkością, ale tak naprawdę nie sądzę, że ktokolwiek jest tak wyprany z emocji, żeby w głębi serca nie czuł bólu. Dlatego, naprawdę nie róbcie tego!
Dlaczego mam zachować je dla siebie? po to jest to forum, żeby można było napisać co się myśli i pomóc jakoś sobie nawzajem. Ty też piszesz tu swoje zdanie, ja po prostu chcę jakoś pomóc, tyle. I chcę poradzić osobie, która z tego powodu bardzo cierpi i która de facto założyła ten temat.
ale nie przekonuję nikogo, że popełnił zbrodnie.
Hmm...to nie jest przekonywanie, to jest nazywanie rzeczy po imieniu, przecież usunięcie dziecka-niepozwolenie mu się rozwinąć to jest właśnie zabójstwo, niestety to jest brutalne, ale tak jest. Chyba właśnie do niektórych to nie dociera, więc warto napisać to dosadnie. Nie było i nie jest moim celem ranienie tu kogokolwiek. Chciałam tylko napisać, żeby dziewczyny nie robiły tego, bo odbije się to negatywnie na wszystkich-na nich, na maluszkach, na otoczeniu. Tyle. A ta dziewczyna tutaj, która założyła wątek, napisałam jej, chciałam poradzić jak najlepiej się da. Nie jest moim zamiarem ranienie tu kogokolwiek. To jest po prostu nazywanie rzeczy po imieniu. Nie mamy problemu nazywać rzeczy po imieniu przecież. A może mamy? Bo używamy słowa aborcja, zamiast zabójstwo. Dziewczyny, naprawdę to jest złe, ale nie można się poddawać. Trudno, czasu nie cofnę, mogę teraz to jakoś naprawić, dać tyle miłości moim kolejnym dzieciom, przestrzec przed tym innych i zgłosić się samemu po pomoc. Tyle. Pozdrawiam i naprawdę, nie jest moim celem ranienie, tylko uświadomienie. Olenka_20