Bardzo proszę Was o pomoc, bo sama nie daję już sobie rady ![]()
Chodzi o to, że byłam ze swoim mężczyzą prawie 4 lata. Przez ten czas było wiele radosnych chwil, także i tych smutnych. Wielokrotnie się rozstawaliśmy, ale po jakimś czasie wracaliśmy do Siebie. Ja miałam bardzo duże kłopoty, traumy z dzieciństwa, które ciągle jakoś nie pozwalają mi normalnie żyć. On gdy mnie poznał akceptował to co się ze mną dzieje ( poczucie smutku, czasem chłód uczuciowy etc.) Wielokrotnie mogłam na niego liczyć, gdy już sama nie dawałam rady. Wspierał mnie, był ze mną. Jednak z czasem tak bardzo przyzwyczaiłam się do tego, że On jest, że przestałam doceniać to co dla mnie robi. Stałam się bardzo egoistyczna, gdy On miał kłopoty potrafiłam go nawet krytykować, zamiast wspierać. Przez to zaczęło się między Nami psuć. Rozstawaliśmy się i wracaliśmy do Siebie. Taka huśtawka. Za każdym razem dochodziłam do wniosku, że nie potrafię bez Niego żyć, oddychać i wracaliśmy do Siebie.
Na początku maja daliśmy Sobe czas na zastanowienie się nad Nami, Naszym związkiem. Gdy po jakimś czasie przyjechał do mnie powiedział, że już mnie nie kocha, że to się wypaliło, że nie chce mnie ranić, ale to uczucie które żywił do mnie wygasło. Że boi się kolejny raz próbować, boi się zranienia. I widziałam po jego oczach i po tym jak mnie przytulił, że mówi prawdę.
Napiszecie, że powinnam dać Sobie spokój. Ale ja wiem, że bez niego utonę, przestanę oddychać, umrę. To jedyny człowiek, który tak mnie akceptuje, którego tak kocham. Nie mam nikogo innego na tym świecie. Chciałabym pokazać mu jak bardzo go kocham. Chciałabym żeby dał Nam szansę. Sama, bez niego nie dam Sobie rady. Brak jego, to brak wszystkiego, pustka. Dookoła mnie.
Zachowuję się żałośnie. Piszę do Niego, On nawet nie odpisuje. Już dwa razy przyjeżdżał do mnie i strasznie było patrzeć w jego oczy, gdy mówił mi że mnie nie kocha. Że jak daliśmy sobie czas na zastanowienie się nad Nami, to czekał aż zacznie tęsknić za mną ale tak się nie stało. Że nie da Nam kolejnej szansy, bo beze mnie czuje spokój, harmonię.
Jak mogę przekonać go, żeby dał mi szansę? Chodzę na terapię, staram się ułozyć przeszłe życie, żebyśmy mogli Nasze wspólne tworzyć bez tych traum, które wnosiłam do Naszego związku. Stram się widzieć pozytywne aspekty życia, nie załamywać się. Ale tylko z Nim mogę to życie tworzyć. Jednak przerosły go moje problemy.
Proszę, powiedzcie mi co mogłabym zrobić, jak pokazać mu, że teraz będzie lepiej? Bo zrozumiałam swoje błędy i to jak bardzo go kocham. I jak bardzo doceniam jego cierpliwośc, miłość i zaangażowanie w to, żeby było mi lepiej.
Powiedziałam mu to, ale On nie wierzy w zmianę. Mówi, że już mnie nie kocha.
Zostałam całkiem sama.Bez nikogo na świecie
Co mam zrobić
Podobne tematy
Ale ja wiem, że bez niego utonę, przestanę oddychać, umrę. (...)
Sama, bez niego nie dam Sobie rady. Brak jego, to brak wszystkiego, pustka. Dookoła mnie.
Zachowuję się żałośnie. (...)
Jak mogę przekonać go, żeby dał mi szansę? Chodzę na terapię, staram się ułozyć przeszłe życie, żebyśmy mogli Nasze wspólne tworzyć bez tych traum, które wnosiłam do Naszego związku. (...)
Ale tylko z Nim mogę to życie tworzyć.
To, co napisałaś, świadczy o kompletnym uzależnieniu od tego mężczyzny.
Chodzisz na terapię - świetnie. Masz tam okazję na zmianę swojej postawy.
Nie znam żadnego człowieka, który na dłuższą metę dał radę żyć z osobą na nim uwieszoną i całkowicie od niego zależną.
Życzę Tobie powodzenia w stawaniu na własnych nogach.
3 2011-05-27 19:42:58 Ostatnio edytowany przez Shanty (2011-05-27 19:44:25)
popieram słowa Wielokropki.
tak jakby masz strasznie wąskie pole widzenia. a bo to on jeden jest na świecie?
"Piszę do Niego, On nawet nie odpisuje. Już dwa razy przyjeżdżał do mnie i strasznie było patrzeć w jego oczy, gdy mówił mi że mnie nie kocha"-powiadasz-nie uważasz, ze to poniżające jak pies skamlać na siłę o miłość? chcesz aby ktoś był z Tobą z przymusu nieszcześliwy?
nie kocha Cię-niech to dotrze.nie pogrążaj się.
nikogo nigdy nie zmusisz do miłości. strasznie sie uzależniłaś od tego faceta-trzeba z tego wyjść. nie tęsknisz za nim, ale za tym , że był, ktoś zawsze był, gdy się rano budziłaś, miałaś poczucie "on jest". brakuje Ci tego. nie martw się, wyleczysz serducho, to się znowu zakochasz. ale pamietaj, nie trac godnosci.
Nie spodoba Ci się to co powiem, ale to rozstanie jest Ci potrzebne. To jest po to, byś dowiedziała się kim jesteś, czego chcesz, do czego zmierzasz w życiu. To jest po to, byś nabrała siły, nauczyła się sama rozwiązywać swoje problemy. To sprawi, że poczujesz się silna i pewniejsza siebie. Będzie ciężko, ale zwyciężysz - już widzę, że walczysz o to chodząc na terapię.
Moja historia jest trochę podobna - duże problemy ze sobą i emocjonalne uzależnienie od "wybawcy". Jedyna różnica, to wygaśnięcie uczuć z mojej strony, ale i tak było mi cholernie ciężko. Minęły 2 lata i niczego nie żałuję (choć przyznaję, że z nim było wygodnie i łatwo).
Dziękuje Wam serdecznie.
Nie mam z kim o tym pogadać.
Bardzo mi pomogliście.
Trzeba przez to przejść. Ale jak na razie siedzę i ryczę drugi dzień.
I tak, wiem że zachowuję się jak skamlący pies. I czuję, że się poniżam. Ale to jest ode mnie silniejsze. Strasznie trudno jest się wziąść w garść.
Pozdrawiam Was serdecznie
Dasz radę, powiem nawet więcej..wydaje mi się że teraz masz większe szanse aby stanąć wreszcie na nogi , wykopać swoje traumy daleko gdzieś. tak właśnie bez takiej osoby będzie Ci łatwiej.
Tak właśnie czuję..
Czuję, że ja nie płaczę tylko nad końcem tego związku.
Ale opłakuję wszystko co mi się zdarzyło złego do tej pory, opłakuję bezradność i tęsknotę. Tak jakby jakaś tama we mnie puściła... Wszystko, wszystkie przeżycia wróciły...
Strasznie mi ciężko.
Ale czuję, że to jest dobra droga.
Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję.
Musisz zdać sobie sprawę,ze ten mężczyzna nie jest jedynym na świecie i że oprócz niego istnieją także inni. Jesteś uzależniona,to prawda. Nie ma nic gorszego niż uzależnienie emocjonalne ale da się to zwalczyć. Podstawą będzie terapia,ale musisz też zacząć żyć normalnie i oddzielić przeszłość grubą kreską. Dla mnie ten związek nie ma już przyszłości.
To rozstanie Ci pomoże. Ja też będąc od kogoś dawno temu uzależniona, myślałam, że nie przeżyję rozstania. Była histeria, wojna przeciw kazdemu, kto tłumaczył mi, że ta relacja była chora. Ale wbrew swoim obawom przetrwałam to a przyszłość okazałą się wspaniała. Teraz z perspektywy czasu wiem, że gdyby nie doszło do tamtego rozstania, wiele pięknych chwil by mnie ominęło.
Dodam, że mnie bardzo pomógł wyjazd daleeeeeeeeeeeko, zupełnie samej.
Dziękuję uoyretfatsul! Też myślałam żeby gdzieś wyjechać. Poukładać Sobie to wszystko. Ale nie mam takiej alternatywy. W moim przypadku to raczej niemożliwe
Myślę Sobie o Nim. O tym, że naprawdę go kocham i powinna dać mu tą wolność. To wyraz miłości. Nie chcę go męczyć. Nie chcę żeby męczył się mysleniem jak bardzo jest mi ciężko przez niego. Jest osobą bardzo wrażliwą i strasznie przeżywa to, że ja nie daję sobie rady z tą sytuacją.
Strasznie bym chciała , żeby był szczęśliwy. Nie chcę zabierać mu tych chwil szczęścia o których piszesz..
Pozdrawiam
Pomyśl przede wszystkim o sobie, uszczęśliwisz siebie na pierwszym miejscu, a poza tym, dla wszystkich będzie to dobre.
Rozumiem, że nie zawsze jest możliwość wyjazdu i odcięcia się. Postaraj się chociaż na początku nie obracać się w gronie Waszych wspólnych znajomych, tak, żeby on 'przypadkiem' nie pojawił się znów na horyzoncie. I zainwestuj w siebie, zobaczysz, że warto!