On w sobotę się wyprowadził... czuję ogromną pustkę....chciałabym wykrzyczeć, żeby wrócił, cofnąć czas....
miał być ślub i rodzina a jest wielka pustka w sercu, życiu i mieszkaniu...
jak z tym żyć? jak się uśmiechać? jak myśleć o innych problemach, kiedy to przytłacza wszystko?
Związek trwał jedną trzecią mojego życia... jak to wszystko opanować teraz? zapomnieć? wymazać z pamięci najlepsze lata życia i młodości? ofiarowałam mu je wszystkie... chciałam ofiarować więcej...
Podobne tematy
Droga Rybka84 co było powodem jego wyprowadzki? Kochaliście się oboje? Coś się wydarzyło?
Nie mieliśmy żadnych poważnych problemów, ale od ubiegłego roku ciągnął się kryzys... można było go przezwyciężyć z pewnością wspólnymi siłami i chęcią zmiany, ożywienia.
... pokłóciliśmy się o pierdołę i ja w gniewie powiedziałam, żeby się wyprowadził, ale nie chciałam tego... on to jednak zrobił ... przekreślając tym samym ponad 8 lat związku, prawie 3 lata mieszkania razem, plany małżeństwa i założenia rodziny ;-(((... inaczej powinno być
Naprawdę mi przykro,ale doskonale Ciebie rozumiem.Ja tez byłam 11 lat w zwiazku i facet mnie zostawił dla innej tak po prostu odszedł bez słowa wyjaśnienia.Minęło zaledwie 6 miesięcy od tego wszystkiego a dalej jest mi ciężko ale mówią że czas leczy rany to prawda rany leczy ale blizna zostaje.Było mi bardzo cieżko gdyby nie praca,przyjaciele i pomoc psychologa chyba nigdy bym sie nie pozbierala z tego.Teraz robie wszystko zeby nie myslec chodze na basen,silownie organizuje sobie kazda godzine,minute,sekunde.Nie chce Ci mowic ze dasz rade przejdziesz przez to,bo to prawda ale musi uplynac sporo czasu zanim staniesz na nogi wiem cos o tym.Trzymam kciuki za Ciebie,pozdrawiam
Pewien bardzo mądry mężczyzna którego kiedyś poznałam nauczył mnie jednej rzeczy i ciągle to powtarzał: "Nie rzucaj słów na wiatr". Nawet w gniewie musisz panować nad tym, co mówisz. By mówić to, co na prawdę myślisz i nie będziesz tego żałować. Taka wskazówka na przyszłość...
Ten kryzys dotyczył czego? Sprzeczki, niedomówienia? Czy monotonia?
No faktycznie u Ciebie trochę inaczej to wygląda.W gniewie robi się i mówi dużo rzeczy,Których tak naprawdę nie chce się powiedzieć.Porozmawiaj z nim o tym bo tylko tak możecie sie dogadać rozmowa rozmowa i jeszcze raz rozmowa.Powodzenia
To była monotonia... codzienne problemy... coraz bardziej rzucające sie w oczy wady i zapominanie o tym dlaczego pokochało się drugą osobę...
Problemy życia codziennego też potrafią zabić.. niestety żyjemy w kraju, w którym młodym ludziom nie jest łatwo... ciągle przekładaliśmy założenie rodziny i małżeństwo, bo strata pracy, bo problemy z pracą itp.... dużo stresu w tym wszystkim jest.. nieraz ciężko sobie z tym wszystkim poradzić...skumulowało się to również z problemami zdrowotnymi i jakimś takim .. bezsensem wszystkiego... dużo za dużo się tego nazbierało.
Z czasem ja się "czepiałam" a on ciągle milczał. Im dłużej trwa taki stan, tym rodzi się coraz więcej smutku w sercu.
Bardzo bym pragnęła, żeby było wszystko ok. Do szczęścia na prawdę nie potrzebuję tak dużo. Najważniejsza jest ta osoba u boku i coś czego bardzo pragnęłam - własna rodzina.
Chciałam rozmawiać, ale on nie :-( Oddałabym bardzo dużo, aby zmienić tą sytuację. Wiem jednak, że jeśli nie byłoby chęci zmiany czegoś w naszym życiu po obu stronach, to wszystko mogłoby się znów powtórzyć.
W głębi serca czuję, że on też to wszystko zrobił w gniewie... ale on tego nie przyzna ![]()
8 2011-05-24 19:38:09 Ostatnio edytowany przez CupraFR (2011-05-24 19:40:17)
Masz rację. Trudno żyje się w Polsce młodym ludziom którzy chcą samodzielnie założyć rodzinę, mieć coś swojego. Również zgadzam się z tym, że nadmiar codziennych problemów może zakłócić prawidłowe funkcjonowanie w związku.
Dokąd się wyprowadził?
Spróbuj z nim porozmawiać, jeszcze raz mu wytłumaczyć, czemu tak się stało, że to powiedziałaś. Powiedz mu, że na prawdę zależy Ci na tym, by poprawić jakość Waszego związku, by wszystko wróciło do normy.
Rybka84, a powiedz mi czy chciałabyś coś naprawić i porozmawiać z nim, i czy on daje ci "sygnały", że też by chciał? Jeśli nie teraz będziesz musiała się trudzić z bólem po rozstaniu, a to nie jest łatwe. U mnie od rozstania minęło ok 3,5 m-ca i czuję się o wiele lepiej, niestety znajomość nie trwało tak długo jak u Ciebie... Macie w ogóle ze sobą kontakt?
Mieszkasz sama teraz?
To była monotonia... codzienne problemy... coraz bardziej rzucające sie w oczy wady i zapominanie o tym dlaczego pokochało się drugą osobę...
Problemy życia codziennego też potrafią zabić.. niestety żyjemy w kraju, w którym młodym ludziom nie jest łatwo... ciągle przekładaliśmy założenie rodziny i małżeństwo, bo strata pracy, bo problemy z pracą itp.... dużo stresu w tym wszystkim jest.. nieraz ciężko sobie z tym wszystkim poradzić...skumulowało się to również z problemami zdrowotnymi i jakimś takim .. bezsensem wszystkiego... dużo za dużo się tego nazbierało.
Z czasem ja się "czepiałam" a on ciągle milczał. Im dłużej trwa taki stan, tym rodzi się coraz więcej smutku w sercu.
Bardzo bym pragnęła, żeby było wszystko ok. Do szczęścia na prawdę nie potrzebuję tak dużo. Najważniejsza jest ta osoba u boku i coś czego bardzo pragnęłam - własna rodzina.
Chciałam rozmawiać, ale on nie :-( Oddałabym bardzo dużo, aby zmienić tą sytuację. Wiem jednak, że jeśli nie byłoby chęci zmiany czegoś w naszym życiu po obu stronach, to wszystko mogłoby się znów powtórzyć.
W głębi serca czuję, że on też to wszystko zrobił w gniewie... ale on tego nie przyzna
Hmmm Rybka84.(mój rocznik) widze tutaj własnie monotoniee.. Praca, rodzina, sprawy codzienne to matematyka.. matematyka jest monotonna..są emocje ale tylko te złe... PRzytłoczenie... sam to ostatnio przezywam i mam mieszane uczucia czy warto sie wiazac i utrzymywac rodzine czy najpierw sie odrobic i rodzine zostawic ok 40tki...
Wiesz... on jest facetem.. my bardzo czesto odczuwamy głeboka potrzebe odpowiedzialności za rodzine i jej bezpieczenstwo a że niestety swiat zwariował na punkcie papierków i to zasobność w nie bardzo czesto określa stopien bezpieczenstwa.
Hmmm Ty sie czepiałaś a on milczał.... jeśli tak wygladał koniec waszej znajomosci i to sie ciagneło od dłuższego czasu moze być ciezko... Ludzie najczesciej pamietają koncowe etapy znajomości + wyjątkowe wspomnienia które ciągną sie całe zycie wiec prawie najpewniejsze jest ze wspomnienie Waszego związku zatrze bardz oduzo w tym ostatnim etapie... On musi zmienic podejście jeśli chcesz go odzyskać... musi zwrócic swoja wyobraźnie do najpiekniejszych chwil do poczatku zwiazku nazwijmy to "uwodzeniem ". Trzeba jego wspomnienia ukierunkować na etap kiedy uwodziliście się i zdobywaliście nawzajem. Bez tego nawet jeśli do siebie wrócicie bardzo mozliwy jest czarny scenariusz z przed rozstania...
Tak Markoss ma rację w zdaniu" Praca, rodzina, sprawy codzienne to matematyka.. matematyka jest monotonna..są emocje ale tylko te złe... Przytłoczenie"
8 lat to dużo, Tez jestem tyle w związku ( w tym 2 lata wspólnego mieszkania) i zdarzało mi się łapać na tym ,iż ten dzień powszedni tak przytłacza, że plany odnośnie małżeństwa, rodziny itd mogę sobie wsadzić....
Rybka84 czy chciałabyś to ratować czy są szanse?
Jestem zdania, że coś co zostało zbudowane wspólnie tyle lat nie łatwo przekreślić i zacząć życie od nowa. Czasem warto się zastanowić w spokoju nad sobą/ związkiem i spróbować Jeszce raz. Oczywiście próbować , ale nie w nieskończoność.
Moi drodzy
Dziękuję za wasze odpowiedzi.
Owszem - chciałabym ratować ten związek... ale nie wiem, czy jest to jeszcze możliwe do odkręcenia. Właśnie czekam na niego, bo ma przyjechać pozałatwiać ostatnie wspólne sprawy ... jak to strasznie brzmi OSTATNIE....
Cóż ja chciałam tu napisać bo może mi ktoś coś poradzi w wielka chęcią czekam na odpowiedz. Moje życie wygląda w skrócie tak ..Od małego musiałam zajmować się domem i bratem gdyż moja mama była alkoholiczka. Nie miałam z nią nawet za dużego kontaktu , lecz 2 lata temu zmarła . A pół roku temu zmarł mój tata , który może i nie był idealny ale bardzo ważny . Mam chłopaka z którym chodzę od półtora roku , lecz wczoraj bardzo się pokłóciliśmy , niby mnie wspierał po tym wszystkim ale teraz jest za granica już 2 miesiąc i miałam za zaledwie 27 dni dojechać do niego, a on mi powiedział, że po co mu taka dziewczyna skoro ja mam na wszystko wulgaryzm .. i nic nie robię z swoim życiem .Mam straszna depresje po śmierci ojca , wszystko spadło na moja głowę, a mam zaledwie 20 lat i młodszego brata w wieku 12 . Jak mam przetłumaczyć temu człowiekowi ,że tylko on mi został i ze bez niego nie dam sobie rady .. Nie wiem co mam robić, a nie chcę chodzić do psychologów nic to nie da , nie mam nawet przyjaciół, bo wszyscy byli mili przez chwile, a teraz mają mnie w wyrażenie obraźliwe . Sama już nie wiem mam myśli samobójcze . nie wiem on mnie podtrzymywał na życiu, a teraz chce odejść.Co mam zrobić ?
Nasz regulamin jasno stwierdza, że należy pisać poprawną polszczyzną. Twoje błędy rażą! Zobacz jak to wygląda.
Moderatorka-apoteoza
Kasiunia?? a twój mały braciszek?? powiedz mi co on zrobi jak Ciebie zabraknie?? Masz go na głowie i teraz Ty jestes najwazniejszą osobą w jego zyciu.. a Twój facet twierdzi ze masz na wszystk wulgaryzm?? to ja uwazam ze jak brata zostawisz olejesz i pojedziesz do niego to bedziesz wtedy miałą wulgaryzm..
Pohamuj się z używaniem wulgaryzmów
Moderatorka-apoteoza
Kasieńko.... ty jesteś jeszczcze baaaaaaaaardzo młoda...z dużym bagażem złych doświadczeń, ale młodziutka, więc się kochana nie załamuj... i poszukaj odpowiedzialnego mężczyzny... na pewno się taki znajdzie.
Ostatnie sprawy pozałatwiane... łzy wylane... będą się jeszcze lały pewnie długo w samotności :-((((
Markoss owszem pieniądze są ważne... dają również poczucie bezpieczeństwa...
Jednak najbardziej bezpieczna kobieta czuje się, gdy budzi się rano i wie, że nie jest sama...
Gdy jest problem i wie, że ktoś pomoże...
Gonitwa za tymi papierkami nie może rujnować życia prywatnego..
No i najbardziej istotne: po co odkładać szczęście (ja rozumiem je przez własną rodzinę) na przyszłość? nigdy przecież nie wiemy, ile czasu nam pozostało.
oj takiego mam doła, że nie wiem, co począć....;-(
Rybka wiesz mozesz zyć szcześciem ze budzisz sie rano obok drugiej osoby... tylko co do garnka włożysz??
Markoss ja wiem jak to jest.. bo sama doświadczyłam w dzieciństwie jedzenia chleba ze smalcem, jak rodzice w portfelu mieli na prawdę NIC.
Wszystko można przetrwać i przezwyciężyć...
A człowiek jest już tak wymyślony, że potrzebuje drugiego człowieka...
Dziś z samego rana...
czuję się okropnie... zaczynam zderzać się z rzeczywistością...
nie ma gdzie wyjść w sumie nawet...
rok temu zaczęłam studia (drugie) no i sesja teraz i nie daje rady z tym wszystkim...
w nocy spać nie mogłam w ogóle...
Przepraszam was za te chwile słabości, ale czuję się totalnie bezradna..
jeżeli cie pociesze to nie jesteś sama;/tylko że u mnie czas nie leczy ran tylko przyzwyczaja do bólu...
Anka nie pocieszyła mnie Twoja wypowiedź:-( a ile jesteś po rozstaniu i jak długo trwał związek?
kurde dziewczyny, ja od dawna chciałabym rozstać się z chłopakiem, ale wydaje mi się, że cierpiałabym właśnie tak jak Wy. Wiem jaki to byłby dla mnie ból, bo wiem, że on jest dla mnie wszystkim, tylko na niego mogę liczyć, jemu mogę się wyżalić, nie mam nikogo prócz niego... Gdyby nie to że on ciągle pije, że ważniejszy jest alkohol no i zarazem kolega z którym pije byłoby wszystko w porządku, jednakże on po prostu nie chce przestać, nie chce zrobić tego dla mnie.. Wiem, że ciągnę to niepotrzebnie, ale boję się czuć tego co Wy czujecie teraz...
Rybka trzeba iść dalej nie patrząc się za siebie...
Sad coś ci powiem... gdybym była w Twoim wieku i miała faceta, który pije... nie wahałabym się... i mówię ci to ja-która teraz cierpię i to bardzo....
Właśnie mam kolejny słaby punkt dzisiejszego dnia... próbuję zrobić jakieś zadanie ze studiów... próbuję, bo co chwycę ołówek to łzy napływają mi do oczu i się kończy...
jest pusto... mimo, że siedzę u rodziców, to ich akurat też nie ma... nie mieszkam na razie sama, bo bardzo boję się zostać w czterech ścianach bez nikogo...
zawsze jak się uczyłam i robiłam sobie krótką przerwę szłam do niego zobaczyć co robi, przytulić się... teraz mi tak tego właśnie brakuje...CHOLERA BY TO WSZYSTKO!!!!
żeby się pocieszyć staram się myśleć o tych złych chwilach, kiedy mnie krzywdził, czasem deptał perfidnie moją godność... często za dużo wybaczałam i na zbyt wiele się godziłam... no ale jak cierń tkwią we mnie mimo wszystko te chwile szczęścia... jadę drogą i przypomina mi się jak razem jechaliśmy w zeszłym roku tamtędy rowerami...
To wszystko boli niesamowicie;-(((
Dziewczyny,
po pierwsze polecam dużo spokojnego snu. Oczywiście że to nie takie łatwe, sam to sobie wmawiałem próbując przez 4 godziny zasnąć, kręcąc się u dusząc poduszkę, którą zabrałem ze sobą po rozstaniu. Ale jest na to metoda:
1. środki uspokajające (gówno dają bo jest się przymulonym a ziołowe nawet przy potrójnej dawce można w buty pchać)
2. zmęczenie fizyczne przed snem (polecam ubrać dobre buty i wybiec z domu na 20 minut tak super intensywnie), po powrocie szybka kąpiel poducha i chrapionko..
3. piwko w ilości ok 2 butli, tyle że jeżeli któraś pali kategorycznie odradzam bo dół znacznie większy się robi.
Dodatkowo polecam komplet witamin i magnez+B6.
To wszystko dal głowy, która w tym okresie musi zwalczyć stres.
Na marginesie, przeżyłem coś gorszego bo musiałem się na cito wyprowadzać z domu w który włożyłem z 10 wiader potu i sporo serca. Musiałem bo bym zwariował, a rogi to mam takie że w pracy schodami śmigam bo do windy się nie mieszczą..
I to wszystko po 5 latach..
Kolejny dzień walki.... jutro mija tydzień od jego wyprowadzki...mam dziś urlop... z samego rana pojechałam po notatki do mieszkania i podlać kwiaty... cholerka... no jak tam wejdę to z miejsca ryczę...
zawsze wydawało mi się, że mężczyźni nie przeżywają tego tak jak kobiety.. łatwiej im zająć się czymś innym i szybciej zapominają...
z dnia na dzień będzie coraz lepiej... ja natomiast muszę się odważyć i zrobić swoje... po co mam tkwić w tym bezczynnie...
Dziś się dowiedziałam, że moja najlepsza kumpelka z LO (nie mamy niestety obecnie kontaktu) wzięła ślub tydzień temu...
melancholijnie mi się zrobiło i jeszcze bardziej przykro.... co będzie ze mną?
hej .. niestety i ja borykam się z tym problemem bo 5 latach mój.. (nadal w myślach mój jedyny ) wyjechał za granice odłożyć kasę na nasz ślub.. z dnia na dzień koniec.. bez żadnego pożegnania.. poddał się w byle kłótni o byle głupotę.. mam za sobą okres żalu.. fazę dostrzegania samych jego wad.. a teraz chyba ta najgorsza.. szukanie tylko i wyłącznie winy w sobie... nie wiem już nawet co czuję czy to nadal miłość czy raczej potrzeba bliskości i przyzwyczajenie.. nie będę Was pocieszać.. bo w moim przypadku mija trzy miesiące i nadal nie mam siły na nic... udając tylko że jest ok, że daje radę .. to nie koniec świata..a jednak każda noc kończy się snem po 3- 5h i najgorszy jest ten lęk co dalej.. trudno już komuś zaufać.. pierścionek w pudełku na szarym końcu szafy a na palcu biały pasek przypominający tego Jedynego, dla którego byłam tą Jedyną.
hej RYBKO84... mam bardzo podobna sytuacje, tylko rozstalam sie wczoraj:( jak uporalas sie z tym wszystkim?
Witam. Nie jest łatwo po rozstaniu, bo nawet zwykłe czynności o wszystkim nam przypominają. Mi pomagają zwykłe rozmowy z nowa współlokatorką, rozmawiamy na zwyczajne tematy ale wtedy zapominam o problemach i smutku. Rozmowa jest bardzo ważna cenie sobie to że zawsze mogę z nią pogadać, że wyskoczymy na spacer lub na zakupy to mi sprawia dużą radość i pomału przyzwyczajam się do braku ukochanej osoby
U mnie minął rok od rozstania. Jest naprawdę dużo lepiej, ale ciągle wracają wspomnienia, oczywiście te najmilsze. Bardzo obawiam się, że nigdy już nikogo nie poznam i że całe życie będę obwiniała siebie, że odszedł. Jak żyć z taką myślą. Chyba zaczynam przywykać do myśli, że resztę życia spędzę samotnie, żyjąc po prostu niczym:( Często ktoś mówi, że lepiej teraz niż potem gdyby były dzieci itp. To prawda, być może jestem egoistką, ale przynajmniej gdybym miała dziecko, to miałabym dla kogo żyć, a tak...nie mam celu w życiu. Żyć sama dla siebie, to nie życie, a męczarnia z dnia na dzień.