netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Czuję się jego sponsorką...

38 odpowiedzi12 941 wyświetleńzałożony przez ma réalité, 28.05.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czuję się jego sponsorką...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 ]

1 Ostatnio edytowany przez ma réalité (2012-05-28 23:28:56)

Temat: Czuję się jego sponsorką...

Na początek  kilka słów o mnie. mam 24 lata, jestem niezależna finansowo, mam swój samochód, trochę już odłożone. nie mieszkam w Polsce od paru lat.

Teraz do sedna. poznałam chłopaka (X), jesteśmy razem prawie rok. , on czuły, szarmancki, dobrze wychowany, inteligentny, opiekuńczy. wszystko było jak w bajce- do pewnej imprezy kiedy to X za duzo wypił i zmieszał mnie z błotem przy znajomych i rodzinie. po wszystkim przeprosił a ja zakochana zaufałam na nowo. po jakimś czasie zamieszkaliśmy ze sobą. sytuacja zmiany pracy wymagała takiego kroku. nie powiem cieszyłam się do pewnego momentu. kiedy to na kolejnej imprezie po wypiciu wódki mój X traktował mnie po chamsku, niemalże groził, kopał w samochód, mówił, że jestem taka sama jak jego była itp. wybaczyłam po raz kolejny.

mamy oddzielnie pieniądze, bo on ma duży kredyt w Pl, poza tym ja już kiedyś się sparzyłam mając wspólna kasę z byłym narzeczonym. i tu zaczynają się schody. zarabiamy na prawdę sporo, ale to ja płacę niemalże za wszystko. on opłaci swój kredyt lub 2 (bo wydaję mi się, że ma 2), który wziął będąc ze swoją byłą, odda część pieniędzy mojemu bratu, które pożyczył na samochód i niewiele mu zostaje. tak jest miesiąc w miesiąc. ja opłacam mieszkanie, prąd, kupuję jedzenie. na początku jeszcze opłaty szły na pół, ale odkąd oddaje mojemu bratu pieniądze za swoje auto rzadko mi oddaje. brat z żoną są w trakcie budowy domu i potrzebują tych pieniędzy, więc wiadomo, że najpierw dalsze długi, ok. problem w tym, że z miesiąca na miesiąc ten dług u mnie się powiększa. będzie już jakieś 10 tysięcy złotych. wszystko byłoby w porządku gdyby nie to jego podejście do tego wszystkiego. nawet nie porusza temaatu iddania mi chociaż paru złotych, nawet nie mówi "chodz policzymy ile jestem Ci winien". on chce zmienić auto to po pierwsze, lubi skupować jakieś pierdoły tylko, że w większości ja za nie płacę. jeśli wychodzimy na piwo, co rzadko się zdarza płacę ja. papierosy kupuję ja itp. mając na uwadze jego wiek, a 30 ma za pasem śmiem twierdzić, że nie widzę dla nas przyszłości sad ja już nie mam pojęcia co robić, mieszkamy razem, pracujemy razem, on nie ma gdzie wrócić do Pl. na dodatek ja już jeden taki "rozwód" mam za sobą. wiem, że nie obędzie się bez gadania, wytykania mnie palcami, bo tak na prawdę niewiele ludzi wie jak to wszystko wygląda w naszych 4 ścianach. powiedziałam tylko najlepszej przyjaciółce. nie wiem co mam robić, zostanę sama w mieszkaniu,co z meblami, wszystko wspólne, żeby to była Polska to byłoby mi łatwiej, a tak jestem w czarnej d...pie hmm i coraz mniej mi się to wszystko podoba.

Na co dzień kłócimy się sporadycznie, podział obowiązków mamy obgadany perfekt. pracujemy obydwoje, więc jeden dzień gotuje ja, X sprząta i następnego dnia zmiana. ogólnie zgadzamy się, jest miło przytulnie, wspólne oglądanie filmów i takie tam. jednak ja czuję, że coś się we mnie wypala, to uczucie jakim darzyłam go na początku jego chyba już nie ma sad

2 Ostatnio edytowany przez Country.Girl (2012-05-29 01:49:37)

Odp: Czuję się jego sponsorką...

Generalnie uważam, że nie warto się kłócić o pieniądze ale... Pan X trochę przesadza. On w ogóle jest swiadomy tego, że musi Ci oddac tę kasę którą płacisz za mieszkanie? Bo może nie dogadaliscie tej kwestii?

A propos rozmowy: Ty pierwsza zacznij temat pieniędzy, sama wiem, że to niezręczna rozmowa i po prostu przestań mu kupować te rzeczy - papierosy, przestań płacić za piwo itp. Mów że nie masz kasy w portfelu, nie wzięłas karty, jak jestescie w knajpie i prosicie o rachunek to powiedz mu: zapłacisz za rachunek?, ja musze isc do kibelka itp itd...

A wiem, że taka sytuacja może wkurzać, bo jestem osobą o bardzo restrykcyjnym podejsciu do pieniędzy - musi być sprawiedliwie, raz płacę ja, raz ktos inny i bardzo tego pilnuję, a płacę za kogos tylko wtedy kiedy wiem, że ta osoba jest w mega dołku finansowym ale pod warunkiem, że nie są to ani duże sumy, ani nie zdarza się to zbyt często.

3

Odp: Czuję się jego sponsorką...

A ja na to patrze trochę inaczej bo jeśli tworzycie związek to o ile nie jest to w dzisiejszych czasach nic dziwnego to osoba o większych dochodach wkłada zawsze więcej w utrzymanie domu. Kwestia długu względem partnera jest jak dla mnie śmieszna bo jak mam myśleć o założeniu rodziny z kimś kto otwiera mi u siebie rachunek do spłaty to brzmi niemal jak obiad zjadłeś za 15 zł a kolacja to kolejne 20 nie zapomnij. Chyba że każde sobie rzepką skrobie i wy tylko jesteście współlokatorami bo to zmienia postać rzeczy. Oczywiście wyjątek stanowi tak zwany hulaka który rozwala kasę na co popadnie i jeszcze ciągnie od innych ale z tego co zrozumiałam to on ma długi i to jest powód braku gotówki.

4 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2012-05-29 07:53:08)

Odp: Czuję się jego sponsorką...
ma réalité napisał/a:

nie wiem co mam robić, zostanę sama w mieszkaniu,co z meblami, wszystko wspólne

Wspólne? Myślę, że Twoje, Ty już z całą pewnością spłaciłaś jego część wink

Nie będę udzielać Ci rad na zasadzie "co powinnaś zrobić", ale napiszę, co ja bym zrobiła. Przestałabym za cokolwiek płacić, tzn. kupowałabym jedzenie dla siebie, papierosy dla siebie, na piwo wychodziłabym ze swoimi znajomymi. Powiedziałabym mu, że w tym miesiącu płaci połowę rachunków albo do widzenia. Jeśli by nie zapłacił - faktycznie wystawiłabym mu walizki za drzwi. Nie mówię o definitywnym rozstaniu, ale o małej terapii wstrząsowej. Jak na razie on myśli (i nie jest w błędzie), że Ty i tak za wszystko zapłacisz, więc po co on ma się starać o pieniądze. Niech się wyprowadzi, pomieszka trochę na własny rachunek, to może nauczy się, jak wygląda prawdziwe dorosłe życie.

fenix - jest różnica pomiędzy pożyczeniem paru złotych, a byciem czyimś utrzymankiem i nierobieniem sobie z tego większego problemu. Partnerka to nie to samo, co matka.

5

Odp: Czuję się jego sponsorką...

Jest takie powiedzenie, ze pijane usta mowia to co czuje trzezwe serce. I jak dotychczas sama obserwowalam jak prawdziwe jest to twierdzenie.

Co do pieniedzy - uwazam, ze nie przesadzasz. Skoro umowiliscie sie na jakis podzial kosztow, to z jego strony jest co najmniej niestosowne nie trzymanie sie tych ustalen. Moim zdaniem temat finansow powinien byc otwarcie poruszony w Twoim zwiazku, a Ty nie powinnas zwalniac pana z obowiazku dokladania sie do budzetu. No bo niby w imie czego? Skoro przez ostatnie x miesiecy Ty utrzymywalas dom, to moze jasno go poinformuj, ze w zwiazku z tym przez kolejne x miesiecy wszystkie wydatki spoczywaja na jego barkach. Bez tlumaczenia sie, bez usprawiedliwiania - tak ustaliliscie na poczatku i czas zaczac to egzekwowac.

A, i na koniec powiem Ci jeszcze - nie przejmuj sie ludzkim gadaniem! Niezaleznie co postanowisz i co zrobisz, to ludzie i tak beda gadac. Ale niech gadaja. Nikt za Ciebie nie bedzie musial znosic domowego piekielka, wiec niech sobie choc pogadaja - psy szczekaja, karawana idzie dalej.

6 Ostatnio edytowany przez ma réalité (2012-05-29 11:12:09)

Odp: Czuję się jego sponsorką...
Country.Girl napisał/a:

Generalnie uważam, że nie warto się kłócić o pieniądze ale... Pan X trochę przesadza. On w ogóle jest swiadomy tego, że musi Ci oddac tę kasę którą płacisz za mieszkanie? Bo może nie dogadaliscie tej kwestii?

A propos rozmowy: Ty pierwsza zacznij temat pieniędzy, sama wiem, że to niezręczna rozmowa i po prostu przestań mu kupować te rzeczy - papierosy, przestań płacić za piwo itp. Mów że nie masz kasy w portfelu, nie wzięłas karty, jak jestescie w knajpie i prosicie o rachunek to powiedz mu: zapłacisz za rachunek?, ja musze isc do kibelka itp itd...

A wiem, że taka sytuacja może wkurzać, bo jestem osobą o bardzo restrykcyjnym podejsciu do pieniędzy - musi być sprawiedliwie, raz płacę ja, raz ktos inny i bardzo tego pilnuję, a płacę za kogos tylko wtedy kiedy wiem, że ta osoba jest w mega dołku finansowym ale pod warunkiem, że nie są to ani duże sumy, ani nie zdarza się to zbyt często.

dziekuje za wasze odpowiedzi. jest to dla mnie bardzo cenne, aczkolwiek nie za wszystkim moge sie tu zgodzic. ja rowniez uwazam, ze klotnie o pieniadze sa bez sensu, dlateo wlasnie pisze na tym forum. moj X jest w pelni swiadomy tego jak to mialo wygladac. na pozatku duzo o tym rozmawialismy i bylo dla nas jasne, ze dzielimy koszta na dwoje.
   
Co do rozmowy z nim o zaistnialej sytuacji, to byla takowa przeprowadzana wielkorotnie i nie byly to klotnie. nie jestem z tych ludzi, ktorzy licza kazdy grosz. problem w tym, ze on od kilku miesiecy sam nie podejmie tematu chociazby zliczenia wydatkow. ufam mu, podalam swoje piny do kart i w kazdej chwili moze pozyczyc jak mu brakuje, ale ile mozna...

fenix sytuacja nie przedstawia sie tak jak myslisz. my zarabiamy tyle samo co do centa. i to nie jest tak, ze ja mu wymawiam 5 euro za kebaba. nie w tym rzecz. chodzi glownie o to, ze opisana przeze mnie sytuacja powtarza sie od kilku miesiecy... i ja nie place tylko za jedzenie. jest internet. mamy dwie kom na abonament, jest domowy, prad, czynsz itp dla mnie bynajmniej ta sytuacja na smieszna nie wyglada.

7

Odp: Czuję się jego sponsorką...
ma réalité napisał/a:
Country.Girl napisał/a:

Generalnie uważam, że nie warto się kłócić o pieniądze ale... Pan X trochę przesadza. On w ogóle jest swiadomy tego, że musi Ci oddac tę kasę którą płacisz za mieszkanie? Bo może nie dogadaliscie tej kwestii?

A propos rozmowy: Ty pierwsza zacznij temat pieniędzy, sama wiem, że to niezręczna rozmowa i po prostu przestań mu kupować te rzeczy - papierosy, przestań płacić za piwo itp. Mów że nie masz kasy w portfelu, nie wzięłas karty, jak jestescie w knajpie i prosicie o rachunek to powiedz mu: zapłacisz za rachunek?, ja musze isc do kibelka itp itd...

A wiem, że taka sytuacja może wkurzać, bo jestem osobą o bardzo restrykcyjnym podejsciu do pieniędzy - musi być sprawiedliwie, raz płacę ja, raz ktos inny i bardzo tego pilnuję, a płacę za kogos tylko wtedy kiedy wiem, że ta osoba jest w mega dołku finansowym ale pod warunkiem, że nie są to ani duże sumy, ani nie zdarza się to zbyt często.

dziekuje za wasze odpowiedzi. jest to dla mnie bardzo cenne, aczkolwiek nie za wszystkim moge sie tu zgodzic. ja rowniez uwazam, ze klotnie o pieniadze sa bez sensu, dlateo wlasnie pisze na tym forum. moj X jest w pelni swiadomy tego jak to mialo wygladac. na pozatku duzo o tym rozmawialismy i bylo dla nas jasne, ze dzielimy koszta na dwoje.
   
Co do rozmowy z nim o zaistnialej sytuacji, to byla takowa przeprowadzana wielkorotnie i nie byly to klotnie. nie jestem z tych ludzi, ktorzy licza kazdy grosz. problem w tym, ze on od kilku miesiecy sam nie podejmie tematu chociazby zliczenia wydatkow. ufam mu, podalam swoje piny do kart i w kazdej chwili moze pozyczyc jak mu brakuje, ale ile mozna...

fenix sytuacja nie przedstawia sie tak jak myslisz. my zarabiamy tyle samo co do centa. i to nie jest tak, ze ja mu wymawiam 5 euro za kebaba. nie w tym rzecz. chodzi glownie o to, ze opisana przeze mnie sytuacja powtarza sie od kilku miesiecy... i ja nie place tylko za jedzenie. jest internet. mamy dwie kom na abonament, jest domowy, prad, czynsz itp dla mnie bynajmniej ta sytuacja na smieszna nie wyglada.

to może powiedz mu, że  w tym miesiącu on ma zapłacic np. media a w przyszłym niech pamieta o spłacie rachunków za telefon. Może bedzie mógł też iść do drugiej pracy, aby sobie dorobić. Ja od jakiegoś czasu zamieszkałam ze swoim facetem i wszystko ustaliliśmy kto za co i kiedy płaci.Oboje tego skrupulatnie pilnujemy. Nie wyliczamy sobie kto za co teraz dał, że ten kupił jedzenie ten płyn do naczyń. Traktujemy nasze pieniądze jak wspolne, ale każdy jak chce sobie cos dla siebie kupic to tylko patrzymy czy w danym miesiącu jest wszystko popłacone i sobie pozwalamy na co chcemy smile

Ja na Twoim miejscu bym z nim porozmawiała wzieła kartke i napisała mu na co Ty wydajesz pieniądze w tym domu żeby zobaczył. MOże wtedy dojdzie do niego, że życie naprawde kosztuje. A jak sobie narobił długów to powinien je płacić i mieć świadomość, że po za tym też musi dokładać się do Waszego wspólnego życia. Powinien pomysleć, że może musiał by iść do drugiej pracy albo zmienic na inną.

8 Ostatnio edytowany przez ma réalité (2012-05-29 11:33:01)

Odp: Czuję się jego sponsorką...

rozwazna postaram sie dzis podjac temat z X. to nieuniknione. dzieki, ze opisalas swoja sytuacje. na poczatku u nas ona przedstawiala sie prawie identycznie. zdarzalo sie, ze w polowie miesiaca on nie mial juz kasy ( oplacil raty itp] potem pozyczyl na samochod od mojego brata i caly nasz mizerny plan wydatkow zmienil sie diametralnie. poczatkowo pomagalam jak moglam i nawet przez mysl mi nie przeszlo to co napisalam w tytule.

Co do zmiany pracy- nie wchodzi to w gre, bo bardziej platnej nie znajdzie. zarabiamy ok 2tys euro ma miesiac na osobe. oczywiscie nie przez caly rok. nie wiem czy jest sens szukac czegos lepszego tym bardziej ze to jest male miasteczko, a i z jezykiem obcym tez nie jest za dobrze. dodatkowej pracy X nie wezmie z tego wzgledu,  ze nie znajdzie czasu. juz teraz pracujemy 6 dni w tyg po 9 godzin. wiecej sie chyba nie da. pozdrawiam

9

Odp: Czuję się jego sponsorką...
ma réalité napisał/a:

rozwazna postaram sie dzis podjac temat z X. to nieuniknione. dzieki, ze opisalas swoja sytuacje. na poczatku u nas ona przedstawiala sie prawie identycznie. zdarzalo sie, ze w polowie miesiaca on nie mial juz kasy ( oplacil raty itp] potem pozyczyl na samochod od mojego brata i caly nasz mizerny plan wydatkow zmienil sie diametralnie. poczatkowo pomagalam jak moglam i nawet przez mysl mi nie przeszlo to co napisalam w tytule.

Co do zmiany pracy- nie wchodzi to w gre, bo bardziej platnej nie znajdzie. zarabiamy ok 2tys euro ma miesiac na osobe. oczywiscie nie przez caly rok. nie wiem czy jest sens szukac czegos lepszego tym bardziej ze to jest male miasteczko, a i z jezykiem obcym tez nie jest za dobrze. dodatkowej pracy X nie wezmie z tego wzgledu,  ze nie znajdzie czasu. juz teraz pracujemy 6 dni w tyg po 9 godzin. wiecej sie chyba nie da. pozdrawiam

Faktycznie dużo pracujecie. Nie ma sensu szukać drugiej pracy bo się zajedziecie. Ale zawsze można właśnie sie dogadać w każdej kwestii na czymś zaoszczędzić itp. wkońcu tworzycie związek. kochacie się. Każde powinno dbac o drugiego. I własnie moim zdaniem on powinien pamietac o tym ile Ty wkładasz w Wasze życie i jakimiś możliwymi sposobami reflektować to. Jak naprawdę nie ma kasy to on niech sprzata, gotuje itd. odciąża Cie z pracy. Jak usiądziecie, pogadacie szczerze, bez awnatur to myslę, że uda Wam sie wypracowac jakis schemat czego Wam życzę smile pozdrawiam smile

10 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2012-05-29 12:01:45)

Odp: Czuję się jego sponsorką...

Witaj.  smile

ma réalité napisał/a:

ze klotnie o pieniadze sa bez sensu, dlateo wlasnie pisze na tym forum.   moj X jest w pelni swiadomy tego jak to mialo wygladac. na pozatku duzo o tym rozmawialismy i bylo dla nas jasne, ze dzielimy koszta na dwoje.

Mówią: "Kochajmy się jak bracia, a liczmy się jak Żydzi". Wszak nie samą miłością się żyje/się wyżyje.

Proza życia daje nam się we znaki niemiłosiernie na każdym kroku, bo ceny opłat świadczeń, konsumpcji itd. ciągle rosną. I nie ma zmiłuj się, rachunki trzeba na bieżąco płacić, jeśli nie chce się popaść w długi, które i tak trzeba spłacić, ale po terminie to już z odsetkami.
Ustalenia były jasne i klarowne, koszty wspólnego życia będziecie ponosić oboje!
Dałaś się wmanewrować, bo wyszło inaczej...a jak rozmowy nie pomagają, to temat do kłótni jak najbardziej poważny i zasadny.

Rozpatrzmy problem po kolei.
Ty masz 24 lata, jesteś niezależna finansowo, masz swój samochód, trochę już odłożone i nie mieszkasz w Polsce od paru lat. Jesteście razem od roku.

Twój mężczyzna (lat 30):
- spłaca dwa(?) kredyty, które zaciągnął w czasie, gdy był w poprzednim związku.
Czy wydał je na jakiś konkretny cel, zakup rzeczy, które teraz służą Wam obojgu?
Piszesz, że meble są Waszym wspólnym dorobkiem...coś jeszcze?

- spłaca pożyczkę Twojemu bratu, którą zaciągnął na kupno samochodu.
Czy spłaca mu z odsetkami?

- pomimo, że mieszkacie razem, to każde z Was osobno dysponuje swoimi pieniędzmi - Wasze zarobki nie są małe i w wysokości porównywalne.
Jednakże to Ty od kilku miesięcy utrzymujesz dom (opłaty, wyżywienie), bo on spłaca swoje długi. Korzysta również z wypłat z Twojego konta, czyli zaciąga kolejne pożyczki, zatem cały czas żyje na kredyt.

W wyniku takiej sytuacji, Ty popadasz w zadłużenie (już jest tego około 10 tys.), a jego długi maleją bez uszczerbku na jego egzystencji, bo ma dach nad głową i godziwe życie przy Twoim boku, bez osobistego materialnego wkładu (czyt. za friko).

Myślę, że za bardzo mu ufasz pozwalając korzystać ze swoich kart bankomatowych, skoro ma tak lekką rękę do wydawania swoich i cudzych pieniędzy. Czy ty w ogóle kontrolujesz jego wypłaty z Twojego konta?

Czy on się orientuje, że posiadasz jakieś oszczędności? Bo może to jest powodem, że tak bezpardonowo żeruje na Tobie?

Kilkakrotnie rozmawiałaś z nim w temacie ponoszenie wspólnie wydatków, ale bez efektu.
Zatem nie pozostaje Ci nic innego, jak wprowadzić restrykcje/założyć szlaban na swoje pieniążki. Zobaczysz jego reakcję...

Inaczej nadal będziesz jego sponsorką...bo tu nie chodzi o Twoje odczucia, tylko naprawdę tak jest. Doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, więc nie pozwól, aby "wyczyścił" Ci konta.
Bo możesz wówczas zostać i bez niego i bez pieniędzy.

Serdecznie Cię pozdrawiam.  smile

11

Odp: Czuję się jego sponsorką...

Co do agresji po alkoholu, to nie znaczy, że on jest taki naprawdę. Po alkoholu wychodzą na wierzch tłumione rzeczy, tzw. Cień. On tłumi agresję, bo ma jej w sobie dużo i tylko po alkoholu ona wychodzi. Powinien na trzeźwo wyładowywać agresję, tzn. zacząć ćwiczyć boks, czy w ogóle uprawiać sport, być bardziej sobą, bardziej asertywnym.
Co do pieniędzy, to myślę, że powinniście zamieszkać osobno albo baaardzo poważnie porozmawiać. Porozmawianie jest zawsze za darmo, a dużo daje.

12

Odp: Czuję się jego sponsorką...

Zyworodko dziekuje Ci za wylanie zimnej wody na glowe. widocznie tefo potrzebowalam, zeby wprowadzic nowe, lepsze dla mnie zasady naszego pozycia. ja zdawalam sobie z tego sprawe niemalze od poczatku tylko zawsze przymykalam oko myslac "odda, odbije sie". z zalem stwierdzam, ze to sie nie zmieni( to ze on to zmieni).musze wziac sorawy w swoje rece i to juz teraz zanim na prawde zostane bez niego i bez pieniedzy.

ja od dziecka musialam zarabiac jak dorosla " po ludziach" zeby odciazyc rodzicow. mam spora gromadke rodzenstwa i wszyscy wyszlismy na ludzi. nigdy nie kradlismy.  wszysstko co mamy dorobilismy sie wlasna praca. tym bardziej mi przykro, ze ktos trwoni moje pieniadze bez zadnych obietnic oddania. no moze przesadzilam na obietnicach sie konczy.

kredyt wzial na wyszykowanie i umeblowanie domu w ktorym mieszkal ze swoja eks. ona do dzis grosza mu nie oddala. dlatego tez pomagalam jak moglam, bo wiedzialam, ze ona go wykiwala i zostal z dlugami.

moj brat nie jest czlowiekiem obliczlnym. pozyczyl mu pieniadze " na gebe" . nie oczekuje zadnych odsetek.

on wie, ze mam co nieco odlozone, ale bie jest to zadna kolosalna kwota.

A ja zdaje sobie sprawe z tego,  ze dalam sie zrobic w bambuko jak jakas idiotka. a jeszcze te jego akcje po wodce przerazaja mnie... dzieki Zyworodko:-) tego potrzebowalam

13

Odp: Czuję się jego sponsorką...

ma réalité - daj znać, co udało Ci się wyjaśnić, ugrać, załatwić. Czy chcesz po prostu równego podziału wydatków, czy raczej rozważasz rozejście się z nim? Bo pisałaś, że uczucie wygasa, a czasami facet zachowuje się dziwnie...

14

Odp: Czuję się jego sponsorką...
ma réalité napisał/a:

Zyworodko dziekuje Ci za wylanie zimnej wody na glowe. widocznie tefo potrzebowalam, zeby wprowadzic nowe, lepsze dla mnie zasady naszego pozycia. ja zdawalam sobie z tego sprawe niemalze od poczatku tylko zawsze przymykalam oko myslac "odda, odbije sie". z zalem stwierdzam, ze to sie nie zmieni( to ze on to zmieni).musze wziac sorawy w swoje rece i to juz teraz zanim na prawde zostane bez niego i bez pieniedzy.

Rozumiem, że "to wylanie zimnej wody na głowę" to taka przenośnia, bo ja generalnie nie jestem za taką opcją, gdyż może grozić jakimiś powikłaniami np. zapaleniem płuc. smile  Raczej nazwałabym to, trzymaniem się/analizowaniem faktów z mojej strony  - bo tylko one do mnie przemawiają.

Cieszę się, że mogłam Ci w jakimś stopniu pomóc tj. w utwierdzeniu tego, co tkwiło już w Twojej świadomości, bo tak naprawdę Ty wszystko to już wiesz, zdajesz sobie sprawę, że tylko Ty utrzymujesz/podtrzymujesz ten związek, zarówno w sensie  materialnym jak i uczuciowym.

Opisując swoje historie, jedni userzy szukają potwierdzenia tego, czego są już w pełni świadomi, ale chcą jakby potwierdzenia, że się nie mylą, że nie są nadto przewrażliwieni, a tylko zaczynają trzeźwo patrzeć i analizować swój związek. Inni wręcz przeciwnie, pomimo podawania niezaprzeczalnych faktów, tak naprawdę pragną się tylko wyżalić i negują wszystkie rady.
Ty należysz do tej pierwszej grupy.



ma réalité napisał/a:

moj brat nie jest czlowiekiem obliczlnym. pozyczyl mu pieniadze " na gebe" . nie oczekuje zadnych odsetek.

Zadałam to pytanie specjalnie, bo tak zakładałam. To znaczy, że korzysta finansowo również z Twojej najbliższej rodziny. W bankach płaci się ratalne odsetki, czyli tu znowu korzysta z dobrodziejstwa Twojej rodziny, a przecież brat jest na tej pożyczce stratny, bo mógłby założyć sobie lokatę.
Zatem facet jest baaaaardzo sprytny i przebiegły, taki szczwany LIS!

ma réalité napisał/a:

kredyt wzial na wyszykowanie i umeblowanie domu w ktorym mieszkal ze swoja eks. ona do dzis grosza mu nie oddala. dlatego tez pomagalam jak moglam, bo wiedzialam, ze ona go wykiwala i zostal z dlugami.

No, to teraz sobie odbija straty...
Pieniędzy niech szuka tam, gdzie je zainwestował. Jeżeli kupił meble, to przecież ma rachunki za ich zakup i może egzekwować swój wkład. Dlaczego jej odpuścił, a Tobie nic nie popuści, a nawet nie da pieniędzy na swoje utrzymanie?
Koniec! Nie przejmuj się jego długami, to tylko i wyłącznie jego problem.
Te długi muszą być spore, skoro już rok je spłaca będąc z Tobą, a wcześniej musiał już spłacać będąc z ex.

Ja, będąc w Twojej sytuacji (zakładając, że nadal będziecie razem) zażądałabym, aby okazał mi dokumenty o stanie swojego zadłużenia. Musisz wiedzieć, jaki okres obejmują spłaty rat, w jakiej wysokości, ile w końcu ma tych pożyczek. Bo tak naprawdę, to nic konkretnego nie wiesz. W umowach o pożyczkę jest data ich udzielenia, to też bym zerknęła, bo może się okazać, że brał je już w czasie Waszego związku i w niewiadomym dla Ciebie celu je wydał. Po prostu, ja już bym mu nie wierzyła na żadne "słowo", bo obiecanki-cacanki tralala...tylko dokumenty.

ma réalité napisał/a:

(...)ja od dziecka musialam zarabiac jak dorosla " po ludziach" zeby odciazyc rodzicow. mam spora gromadke rodzenstwa i wszyscy wyszlismy na ludzi. nigdy nie kradlismy. wszysstko co mamy dorobilismy sie wlasna praca. tym bardziej mi przykro, ze ktos trwoni moje pieniadze bez zadnych obietnic oddania. no moze przesadzilam na obietnicach sie konczy.

Tak właśnie Cię odbieram, jako uczciwą, pracowitą i zaradną kobietę, ale dającą się wykorzystywać. Wiem jakimi kategoriami myślisz, że powinno to działać w obie strony, to wzajemne zaufanie.

Dlatego ma réalité proszę Cię, nie daj się okradać, w imię wątpliwej z jego strony miłości do Ciebie.

15 Ostatnio edytowany przez Volver (2012-05-29 17:08:10)

Odp: Czuję się jego sponsorką...

Tak sobie czytam...i się zastanawiam... Czy, taki "cwaniaczek" jak Twój partner, dałby się aby komukolwiek wykorzystać... Mam poważne wątpliwości. Jego obecne zachowanie odbieram jako bardzo przemyślane. Ciekawe jaki powód rozstania podałaby jego była dziewczyna. Może jego długi są raczej wynikiem rozrzutności, a nie filantropii... hmm

16 Ostatnio edytowany przez ma réalité (2012-05-29 18:04:45)

Odp: Czuję się jego sponsorką...
fenix napisał/a:

Kwestia długu względem partnera jest jak dla mnie śmieszna bo jak mam myśleć o założeniu rodziny z kimś kto otwiera mi u siebie rachunek do spłaty to brzmi niemal jak obiad zjadłeś za 15 zł a kolacja to kolejne 20 nie zapomnij. i.

fenix możenie doczytałaś, albo zle mnie zrozumiałaś: ogólnie chodziło mi o to, że mamy oddzielne pieniądze. takie były nasze wspólne ustalenia, nie jakieś moje "widzi mi sie" (czy jak to się tam pisze) sad powody były dwa ja nie chciałam miec wspólnych pieniędzy z tego względu, że to były nasze początki, a zaistniała sytuacja z pracą za granica zmusiła nas do zamieszkania razem, co nie zmienia faktu, że chcieliśmy tego. drugi to jego przeszłość. rozstał się z dziewczyną po 5 latach i miał zobowiązania z poprzedniego związku-mianowicie kredyt(y). on również jw nie chciał mnie mieszać do tego co było kiedyś. nie chciał żebym dokładała do wyszykowanego przez niego domu w którym mieszka jego była dziewczyna. wydawało mi się to rozsądnym i uczciwym podejściem. to wszystko sad

Anemonne napisał/a:

. Nie mówię o definitywnym rozstaniu, ale o małej terapii wstrząsowej. Jak na razie on myśli (i nie jest w błędzie), że Ty i tak za wszystko zapłacisz, więc po co on ma się starać o pieniądze. Niech się wyprowadzi, pomieszka trochę na własny rachunek, to może nauczy się, jak wygląda prawdziwe dorosłe życie.

ojj żeby to było takie proste kobitki. to nie jest Polska i nie mogę ot tak wystawić mu walizek za drzwi, bo gdzie pójdzie pod most? tu problem jest poważniejszy, nie mówię od razu o rozstaniu, ale takowe przez myśl przeszło mi nie raz sad sytuacja przedstawia się następująco:

*pracujemy obydwoje w tym samym miejscu
*pracę łatwi mój brat, który ręczył swoja skóra za X, żeby tylko go tu ściągnąć, a teraz ot tak powie szefowi, że on wyjechał? hmm
*wisi mojemu bratu pieniądze (że się tak brzydko wyrażę)
*on nie ma gdzie iść, nie ma normalnego rodzinnego domu, jego rodzice rozwiedli sie lata temu i jego ojciec zagarnął cały majątek. mama wynajmuje małą klitke w Warszawie
*wisi mi kupę kasy
*to będzie (jeśli sytuacja się nie zmieni) moja druga porażka życiowa i nie wiem jak to wszystko zniosę, zostając sama w mieszkaniu z opłatami i czterema ścianami hmm
*ludzie będą... już nawet nie chce myśleć co będą gadać zważywszy na to, że nikt oprócz was i mojej przyjaciółki nie wie nic o tym jak to wygląda 

myślę, że ta terapia wstrząsowa byłaby wstrząsem dla wszystkich nie tylko dla niego...

17

Odp: Czuję się jego sponsorką...

Może i jest kolejna porażka, ale im szybciej zareagujesz tym taniej Ci wyjdzie wink
Na moje - to trafiłaś na pasożyta. Im dłużej będziesz zwlekać tym gorzej dla Ciebie.
Pierwsze co powinnaś zrobić - to zmienić piny do kart, zanim on wyczuje, że coś jest nie tak.

Zawsze możecie otworzyć inne - wspólne konto na które każde z was będzie wpłacało połowę sumy na czynsz itd. Koniecznie bez debetu - aby nie mógł się zadłużyć.

Też wątpię w powód jego rozstania - pewnie również żył na koszt poprzedniej panienki i w końcu go wyrzuciła z mieszkania.. eh

18 Ostatnio edytowany przez Vuk (2012-05-29 22:49:01)

Odp: Czuję się jego sponsorką...

NO tak, materializm kobiet jest niezmierzony. Ot choćby atak Żyworódki, że jest pasożytem, bo bratu swojej partnerki nie płaci odsetek od pożyczki, a do tego śmie mieć przeszłość związkową, z której wynikają koszty... Gdyby mężczyzna wbił się na to forum z takim podejściem, to w łyżce wody zostałby utopiony.

A ja zadam autorce pytania:
1. Czy znałaś jego sytuację materialną gdy się z nim wiązałaś?
2. Czy rzeczywiście nie stać go na ponoszenie pewnych kosztów, bo spłata długów zjada taką część jego pensji?
3. Jeśli odpowiedź na oba powyższe jest "tak", to czy gdybyś Ty znalazła się w jego sytuacji liczyłabyś na pomoc partnera?

I wyjątkowo zgadzam się z Fenix, też nie wyobrażam sobie związku działającego na zasadzie spółki z o.o. Nie wyobrażam sobie wypięcia się na partnera, który popadł w problemy finansowe, ale pracuje i stara się coś z tym robić. Natomiast odnoszę wrażenie, że większość wypowiadających się powyżej pań w takiej sytuacji zostawiłoby partnera na lodzie. Ciekawe czy gdyby nie mógł pracować np. w związku z chorobą też byście tak postąpiły...


alfaalfa napisał/a:

Też wątpię w powód jego rozstania - pewnie również żył na koszt poprzedniej panienki i w końcu go wyrzuciła z mieszkania.. eh

Może najpierw przeczytasz zanim zaczniesz szarżować na oślep? Bo z wypowiedzi autorki wynika, że było odwrotnie - to on poniósł koszty finansowe poprzedniego związku, a nawet dalej je ponosi, bo spłaca zaciągnięte wówczas kredyty.

19

Odp: Czuję się jego sponsorką...
Vuk napisał/a:

NO tak, materializm kobiet jest niezmierzony. Ot choćby atak Żyworódki, że jest pasożytem, bo bratu swojej partnerki nie płaci odsetek od pożyczki, a do tego śmie mieć przeszłość związkową, z której wynikają koszty... Gdyby mężczyzna wbił się na to forum z takim podejściem, to w łyżce wody zostałby utopiony.

A ja zadam autorce pytania:
1. Czy znałaś jego sytuację materialną gdy się z nim wiązałaś?
2. Czy rzeczywiście nie stać go na ponoszenie pewnych kosztów, bo spłata długów zjada taką część jego pensji?
3. Jeśli odpowiedź na oba powyższe jest "tak", to czy gdybyś Ty znalazła się w jego sytuacji liczyłabyś na pomoc partnera?

I wyjątkowo zgadzam się z Fenix, też nie wyobrażam sobie związku działającego na zasadzie spółki z o.o. Nie wyobrażam sobie wypięcia się na partnera, który popadł w problemy finansowe, ale pracuje i stara się coś z tym robić. Natomiast odnoszę wrażenie, że większość wypowiadających się powyżej pań w takiej sytuacji zostawiłoby partnera na lodzie. Ciekawe czy gdyby nie mógł pracować np. w związku z chorobą też byście tak postąpiły...


alfaalfa napisał/a:

Też wątpię w powód jego rozstania - pewnie również żył na koszt poprzedniej panienki i w końcu go wyrzuciła z mieszkania.. eh

Może najpierw przeczytasz zanim zaczniesz szarżować na oślep? Bo z wypowiedzi autorki wynika, że było odwrotnie - to on poniósł koszty finansowe poprzedniego związku, a nawet dalej je ponosi, bo spłaca zaciągnięte wówczas kredyty.

poznałam jego sytuacje materialna będąc z nim jakiś tydzień, ale to nie zmieniło moich uczuć co do niego. każdy ma swoją przeszłość i zobowiązania z nią związaną. ostatnimi czasy faktycznie rachunki spadały na mnie hmm piętrzyło się to wszystko, a on nie wykazywał żadnej inicjatywy, żeby chociaż porozmawiał ze mną. temat jego kredytu był tematem tabu jakby. on mówił na początku, że ma spory kredyt, ale wtedy wydawało mi się nie na miejscu wypytywanie o takie szczegóły. liczył sie tylko on, nie jakieś pieniądze i to czy ich ma, czy nie.

co do wypowiedzi alfaalfa nie było żadnej wzmianki w moich postach o tym, że żył na koszt poprzedniej partnerki, z tego co on mi mówił, jego siostra i mama to on utrzymywał eks pracując za granicą, wziął na siebie kredyt i sam go spłaca. jego dziewczyna nie zaprzeczyła temu. nie mam powodu, żeby mu nie wierzyć.

nie mogę do końca zgodzić sie z waszymi wypowiedziami typu cwaniaczek, chytry lis itp. jego po prostu życie do tego zmusiło, ale to nie znaczy ze nie ma problemu i ze go nie widze. jak juz sie zapozyczal to wolal ode mnie i mojego brata, przyjaciela niz od obcej osoby. brat moj sam mu zaproponowal jak pamietam ta pozyczke. dziś była poważna rozmowa w cztery oczy. wie jaki ja mam pogląd na to i wie, że w bardzo wielu kwestiach mam racje. powiedział, że mowil mi piny do swoich kart. owszem kiedys raz sie zdarzylo, ale zapomnialam jaki ma ten pin. nigdy mi to nie bylo ptrzebne do szczescia. powiedzial, ze nie jest z ludzi, kttorzy sie niczym nie martwia, ze on tego nie pokazuje. nawet ze mna o tym nie rozmawial, an i sie nie uzalal nad soba, pozyczal pieniadze i owszem mowil, ze odda ale nie mial na spate dlugu, wiec tematu nie poruszal. tu sie zgodze z nim i nie hmm usiedlismy policzylismy wszystko na spokojnie i faktycznie ja placilam za wiekszosc. postanowilismy rozmawiac o wszystkim, a nie zamiatac smieci pod dywan. on obiecal, ze nie bedzie odkladal wszystkiego na pozniej i omijal temat. w przyszlym tygodniu wyplata i teraz on oplaci wszystkie media, czynsz itp nigdy wszystko nie jest ani czarne, ani biale... ja tez go za surowo osądzilam z tym, ze trwoni moje pieniądze. jednak wszystko tak sie we mnie skumulowalo, ze wybuch musial nastapic. dzis zostalo wszystko policzone i on wie na czym stoi i ja tez. postaramy sie teraz naprawic wszystko, bo to bardzo nadszrpnelo moje zaufanie do niego i wiele stracił w moich oczach, ale to nie jest powod zeby go juz skreslic. pozyjemy zobaczymy, ja nie bede na przyszlosc taka bardzo ufna i nie bede placila za wszystko. zycie nas uczy, nie ma co. dostalismy porzadna lekcje zycia. dziekuje za wasze komentarze, bo uswiadomilo mi to wiele. sadze, ze jemu tez. pozyjemy, zobaczymy smile trzeba przelknac to gorzka lekcje zycia i isc dalej, na razie razem smile czas pokaze. dziekuje i dobranoc

wybaczylam, zaufalam na nowo jednak z bagazem doswiadczen i bledami, ktorych nie popelnie na nowo.

merci a tous. bon nuit. a tout a l'heure :*

20

Odp: Czuję się jego sponsorką...

ma realite... co czas pokazał?

21 Ostatnio edytowany przez ma réalité (2012-08-10 22:14:21)

Odp: Czuję się jego sponsorką...
Tendre77 napisał/a:

ma realite... co czas pokazał?

czas pokazał, że może być jeszcze gorzej...jakby źle to było mało. nie będę się wypowiadała. wiem, że on czasem czyta to forum. i to nie jest ze strachu. po prostu nikt mi tu nic więcej nie poradzi. wszystko zostało napisane. wiem co powinnam zrobić tylko najdalej jest przejść od słów do czynów hmm

22

Odp: Czuję się jego sponsorką...
ma réalité napisał/a:
Tendre77 napisał/a:

ma realite... co czas pokazał?

czas pokazał, że może być jeszcze gorzej...jakby źle to było mało. nie będę się wypowiadała. wiem, że on czasem czyta to forum. i to nie jest ze strachu. po prostu nikt mi tu nic więcej nie poradzi. wszystko zostało napisane. wiem co powinnam zrobić tylko najdalej jest przejść od słów do czynów hmm

nie brzmi to optymistycznie..
temat mi bliski, jak zawsze w przypadku parnerow po przejściach...
więc powodzenia życzę i konsekwencji :-)

23

Odp: Czuję się jego sponsorką...

narobi ci dlugow i zostawi i jeszcze to jego zachowanie po wypiciu! bedziesz nieszczesliwa zobaczysz a tak jestes niezalezna i masz to co chcesz! zastanow sie kobieto bo mozesz miec lepszego......

24

Odp: Czuję się jego sponsorką...

powracam na stare śmieci i wielu z was czytających wcześniej mój wątek może powiedzieć, że miało rację! cóż mój wybór nie był do końca słuszny. jak pisałam na początku doszło między nami do poważnej rozmowy. wyjaśniliśmy sobie wszystko. czym spowodowane były jego zachowania, moje i jaki miało to wpływ na nasz związek. nie powiem po rozmowie atmosfera między nami znacznie się oczyściła i obiecaliśmy sobie, że jeśli pojawi się jakiś problem to nie będziemy go zamiatać pod dywan. I tak nawet było jakieś 3 miesiące.

pod koniec września gdy już wróciliśmy z urlopu problem pieniędzy powrócił. mój X miał wypadek na meczu i nie może pracować. noga jest niesprawna. na rezonans magnetyczny trzeba bylo czekać 2 miesiące. w sumie nadal czekamy. on nie pracuje już 7 tydzień i szybko do pracy nie wróci ze względu na niesprawną nogę. ogólne nawet chodzić normalnie nie może. załamał się tym bardzo. wie, że ma do spłacenia kredyt, a z kredytami nie ma zmiłuj hmm parę razy upił się, ciągle chodził zdołowany. za ostatnie 2 miesiące zapłaciłam 2 raty razem 2400. teraz minął termin spłaty 3-ciej. miesiąc temu jak sie dowiedział, że noga szybko sprawna nie będzie zaczął pić. każdy weekend, a czasem i w tyg upijał się włączał jakieś stare piosenki i płakał:( mówił, że nie zasługuje na mnie, że jest dla mnie ciężarem, że jestem za dobre bo ciągle mu pomagam, że to on powinien mnie utrzymywać, a nie na odwrót. ogólnie straszny dół. ja sama  podłamałam się tym wszystkim. cała tą sytuacją. pomagałam mu jak mogłam, ale i mnie to wszystko  siadło na psychikę. przestaliśmy ze sobą rozmawiać. nie było normalnych rozmów. zamknęliśmy się w sobie. on zaczął właśnie pić, ja zawsze krzyczałam, że pije. on pił tym bradziej, ja tym bardziej krzyczałam sad pokiełbasiło się wszystko. doszło do tego, że raz po wypiciu sięgnał zenitu, płakał krzyczał, uderzał tym kolanem. mówił, że jest pierdolonym kaleką, że tylko obciąć tą nogę, że nie chce mu się żyć. płakałam razem z nim. akurat wtedy na urlop wybrali się do nas moja siostra i szwagier. wszystko widzieli. co się działo później to była trauma. oni poszli spać, a on w samochód i że jedzie się zabić sad nie mogłam go zatrzymać, nie udało mi się, płakałam, prosiłam. nic nie skutkowało. powiedział, że albo jadę z nim, albo on sam jedzie. może źle zrobiłam, ale nie wsiadłam z nim do samochodu. obudziłam siostrę z płaczem, że pojechał się zabić. płakałam nie wiedziałam co robić. zadzwoniłam po brata, żeby pojechał go szukać. znalazł go jak X już wracał. brat zabrał mu kluczyki od auta. położył się do mnie i płakał, że nawet taką ciotą jest, że nie ma odwagi się zabić. nie jestem psychologiem, starałam się mu pomagać zawsze. wiem, że odsunęłam się od niego jak zaczął pić i został z tym sam. pił 3dni pod rząd chyba co wieczór. dziś jeesteśmy razem, minął miesiąc. wie, że może na mnie liczyć, ale moja psychika też została zachwiana. wczoraj musiałam porobić opłaty i  zakupy, pół mojej wypłaty poszło. on do końca roku do pracy na pewno ze względu na nogę nie pójdzie. od tyg jest na kuroniówce. nie wiem, czy będziemy mięli za co jechać na święta do rodziców. jak zostanę tu to umrę chyba z tęsknoty sad wszystko do dupy.

25

Odp: Czuję się jego sponsorką...

Witam Cię serdecznie.    smile

réalité, nie jest ważne to, że wiele osób miało racje w ocenie Twojego związku.
Ważne jest to, że nadal tkwisz w tym marazmie.
Ale to Twoja droga życia...taką wybrałaś i nie chcesz zawrócić.

réalité napisał/a:

(...)dziś jeesteśmy razem, minął miesiąc. wie, że może na mnie liczyć, ale moja psychika też została zachwiana. wczoraj musiałam porobić opłaty i  zakupy, pół mojej wypłaty poszło. on do końca roku do pracy na pewno ze względu na nogę nie pójdzie. od tyg jest na kuroniówce. nie wiem, czy będziemy mięli za co jechać na święta do rodziców. jak zostanę tu to umrę chyba z tęsknoty (...)

Zawsze mógł na Ciebie liczyć i nadal tak jest...i nie mnie to oceniać, że to był Twój błąd. Ale, to go z pewnością nie mobilizowało, żeby stanąć o własnych siłach -na własne nogi. Oczywiście, nie mam na myśli, obecnej jego sytuacji zdrowotnej.

Teraz, pozostało Ci tylko życzyć, aby Twój X powrócił do zdrowia, podjął pracę, co pozwoli na unormowanie Waszej sytuacji finansowej.

Trzymam kciuki.   smile

26

Odp: Czuję się jego sponsorką...

No sytuacja bardzo trudna...
Ale inaczej wyglądałoby to gdybyście byli ze soba i wszystko byłoby ok, a tu nagle ten wypadek i sytuacja losowa... ale tutaj juz wczesniej były w sferze materialnej problemy... teraz sorry, że tak to ujmę ale przynajmniej on ma oficjaną wymówkę... i dobry powod do picia, a jednocześnie uczepiony twojej spódnicy będzie powodował u ciebie wyrzuty sumienia, a ty przecież nie zostawisz biednego kaleki... bo to nieludzkie.
A czy on nie ma rodziców, którzy mogliby mu pomoc? Dlaczego ty masz go utrzymywać?
A jak to będzie dalej wyglądało? Chcesz założyć rodzinę? mieć dzieci? Z nim? A kto będzie dziećmi się zajmował? Może się okazać, że i w tym noga będzie mu przeszkadzała. Posprzątać? Ugotować? Skoro nie może zarabiać - to może w tym mógłby Cie odciążyć? Zapijanie smutków i robienie wyrzutów do niczego dobrego nie doprowadzi ani jego ani tym bardziej ciebie. A masz prawo do szczęścia.

27 Ostatnio edytowany przez ma réalité (2012-12-01 15:45:38)

Odp: Czuję się jego sponsorką...

zjeżdżamy do Pl. w dzień badania odwołali rezonans bo ponoć sprzęt się popsuł. będzie się leczył w Pl i jego choroba top nie jest żadna wymówka. nigdzie nie powiedziałam kurcze też, że on mi w niczym nie pomaga. codziennie było posprzątane, codziennie wchodziłam do kamienicy to już na klatce czułam zapach obiadu. codziennie rano wstawał ze mna albo przede mną robił mi kawę i odgrzewał jedzenie do pracy.

ma matkę chorą i ponoć już bez pracy. rodzice rozwiedli się 12 lat temu. ojciec z nimi nie utrzymuje kontakt. ma siostrę za granicą . pomocy od rodziny żadnej.

28

Odp: Czuję się jego sponsorką...

a co z ubezpieczeniem zdrowotnym? powinien dostawac ''pensje'' z ubezpieczenia skoro normalnie wczesniej pracowal, a wypadek zdazyl sie w trakcie kontraktu/umowy o prace. a jezeli mial ubezpieczenie nie przez firme tylko normalnie prywatnie to tym bardziej stale i pelna fajna opieka lekarska

29

Odp: Czuję się jego sponsorką...

czyli musisz się zastanowić czego chcesz i co jest dla ciebie ważne... czy tylko picie jest problemem...
skoro Ci pomaga, sprząta, gotuje, a pomimo tego nie czujesz się szczęśliwa... to znaczy, że nie tego szukasz i nie tak chcesz żyć... ale to ty wiesz najlepiej

30 Ostatnio edytowany przez brokegirl (2012-12-05 15:20:58)

Odp: Czuję się jego sponsorką...

Bardzo Ci współczuję, nie dziwie Ci sie, że siadło Ci to wszystko na psychice. Jednakże uważam, że ten związek nie ma sensu, niech facet wyzdrowieje, podejmie prace i przestanie ciągle liczyć na Ciebie. Rozumiem, że Twoim obowiązkiem jest go wspierać, ale do czasu aż stanie na nogi. Nie wierze, ze po tym wszystkim nagle stanie sie cudownym facetem...

31

Odp: Czuję się jego sponsorką...

rozstałam sie z nim! zmieniam mieszkanie. wczoraj miał operacje i sie udała. za 2 tyg wchodze do mojego nowego mieszkania smile on okazał się zwykłą kur.., wredną i do tego chamem. pomogłam do końca , mam czyste sumienie i spierda... jak najdalej od niego. mam tylko nadzieje, że jego matka odda mi kasę.

przyznaję, że byłam głupia, naiwna, nie słuchałam Waszych rad i bardzo żałuję. powinnam była się z nim rozstać w maju tamtego roku. to tyle

32

Odp: Czuję się jego sponsorką...

No to co - powodzenia na nowej drodze życia! smile

Jak mówią - dupek z wozu,  babie lżej. Wszystkiego dobrego!

33

Odp: Czuję się jego sponsorką...

Co się takiego stało , że aż tak ostro go nazwałaś? Chyba nie chodziło tylko o kasę?

34

Odp: Czuję się jego sponsorką...
onaona napisał/a:

Co się takiego stało , że aż tak ostro go nazwałaś? Chyba nie chodziło tylko o kasę?

już nie o kasę. przed operacją pił na umór 2, 3 razy w tygodniu, po alko miał pretensje do mnie o to chyba, że żyje. wyzywał, kłamał i raz chciał uderzyć. te 3 ostatnie czynniki zmieniły definitywnie wszystko. poza tym nas łączyło tylko wspólne mieszkanie i jego problemy, które na szczęście już nie są moimi. od października nie kochaliśmy się i zdałam sobie sprawę, że to jest koniec. gwoździem do trumny była rozmowa z jego matką, która okradła mnie na 900zł, bo moim zdaniem pożyczyć i nie oddać, to to samo co ukraść! a ona mnie zbywała od lipca, ak asy jak nie było tak nie ma. teraz nawet telefonów nie odbiera. wpadłam w niezłe bagno, powiedziałabym nawet, że patologię. na szczęście zebrałam się na odwagę i zrobiłam to co planowałam od maja. szkoda, tylko straconego roku, nerw i pieniędzy.

35

Odp: Czuję się jego sponsorką...
nocnalampka napisał/a:

No to co - powodzenia na nowej drodze życia! smile

Jak mówią - dupek z wozu,  babie lżej. Wszystkiego dobrego!

dziękuję

36

Odp: Czuję się jego sponsorką...

ma réalité dużo złości w twoim poście...
widocznie musiałaś dojść do pewnego poziomu emocji i wiedzy żeby podjąć decyzje, które od samego początku były dla innych oczywiste.
Zanim wejdziesz w kolejny związek przeanalizuj swoje błędy, by ich więcej nie popełniać. Współczucie to nie jest dobra podstawa związku, ale jak widać czyste sumienie i świadomość, że zrobiłaś wszystko co w twojej mocy pomoga Ci. Powodzenia.

37 Ostatnio edytowany przez onaona (2013-04-03 09:44:02)

Odp: Czuję się jego sponsorką...

Szkoda, że ten PAN nie miał takiego samego zapału do pracy jak do sprzątania i gotowania. Widocznie te czynności go nie męczyły, a praca zarobkowa już tak. Przeczytawszy tę cała historię bardzo szkoda mi chłopaka, ale naprawdę nie rozumiem jego zachowania.
On wzbudzał w Tobie jawną litość.
Sama miewam okresy w życiu kiedy jestem mocno zaburzona, miałam tak po rozstaniu, ale wiem że życie jest życiem, potrzebna jest kasa, niestety.

Absolutnie nie uważam Ciebie za materialistkę jak to niektórzy panowie tutaj piszą. Jak dla mnie mają chyba oni kompleksy, bo inaczej nigdy by tak Ciebie nie określili.
Jak dla mnie ten świat przewraca się do góry nogami. Kiedyś mężczyźni mieli ideały i cel główny aby zapewnić rodzinie byt. Nie mam pojęcia co dziś się z tym stało.

Tacy mężczyźni nie mogą być szczęśliwi. Zaprzecza to ich pierwotnym instynktom łowcy i przewodnika stada.

Postawa chłopaka opisana w tym wątku jest troszkę egoistyczna. Szkoda mi go, ale wiem że litością człowieka się nie uratuje. Naprawdę szkoda takiego życia, bo ludzie, którzy wytrwale dążą do celu naprawdę mogą osiągnąć wiele, nie muszą tonąć w długach i strachem przed komornikami. Ehhh...

38

Odp: Czuję się jego sponsorką...
Tendre77 napisał/a:

ma réalité dużo złości w twoim poście...
widocznie musiałaś dojść do pewnego poziomu emocji i wiedzy żeby podjąć decyzje, które od samego początku były dla innych oczywiste.
Zanim wejdziesz w kolejny związek przeanalizuj swoje błędy, by ich więcej nie popełniać. Współczucie to nie jest dobra podstawa związku, ale jak widać czyste sumienie i świadomość, że zrobiłaś wszystko co w twojej mocy pomoga Ci. Powodzenia.

dużo złości owszem, masz całkowitą rację. zła jestem sama na siebie, że dałam się tak wmanewrować w bycie "samcem". ja płaciłam, ja pożyczałam, ja się martwiłam o kasę...masz też zupełną rację, że forumowicze zakończenie znali od początku. masz też rację, że musiała się przelać czara goryczy, żebym zrobiła coś co odetnie mnie od tego, czyt. zakończyła związek. od bardzo długiego czasu kierowało mną współczucie. a on tę litość jeszcze na mnie "wymuszał".

co do kolejnego związku powiem tak: na razie mam DOŚĆ. nie mówię, że wszyscy faceci są źli bla bla bla niedobrzy, kłamią i wykorzystują. nie tędy droga. teraz muszę odzyskać swoje ja, zainwestować w siebie, poczucie własnej wartości. odbudować to co on we mnie zabił.


onaona napisał/a:

Szkoda, że ten PAN nie miał takiego samego zapału do pracy jak do sprzątania i gotowania. Widocznie te czynności go nie męczyły, a praca zarobkowa już tak. Przeczytawszy tę cała historię bardzo szkoda mi chłopaka, ale naprawdę nie rozumiem jego zachowania.
On wzbudzał w Tobie jawną litość.
Sama miewam okresy w życiu kiedy jestem mocno zaburzona, miałam tak po rozstaniu, ale wiem że życie jest życiem, potrzebna jest kasa, niestety.

Absolutnie nie uważam Ciebie za materialistkę jak to niektórzy panowie tutaj piszą. Jak dla mnie mają chyba oni kompleksy, bo inaczej nigdy by tak Ciebie nie określili.
Jak dla mnie ten świat przewraca się do góry nogami. Kiedyś mężczyźni mieli ideały i cel główny aby zapewnić rodzinie byt. Nie mam pojęcia co dziś się z tym stało.

Tacy mężczyźni nie mogą być szczęśliwi. Zaprzecza to ich pierwotnym instynktom łowcy i przewodnika stada.

Postawa chłopaka opisana w tym wątku jest troszkę egoistyczna. Szkoda mi go, ale wiem że litością człowieka się nie uratuje. Naprawdę szkoda takiego życia, bo ludzie, którzy wytrwale dążą do celu naprawdę mogą osiągnąć wiele, nie muszą tonąć w długach i strachem przed komornikami. Ehhh...

wydaje mi się, że podsumowałaś to najlepiej jak można. czasem cięzko coś ubrać w słowa...

pójdę dalej z bagażem doświadczeń na przyszłość. czy mądrzejsza? wydaje mi się, że lekcję życia dostałam niezłą. "ręcę mam brudne, ale sumienie czyste"...

dziękuję wszystkim, za rady, najczęściej trafne. nie powiem, że nie docierały do mnie. mi po prostu ciężko było odciąć pępowinę, wiedząc, że on zostanie sam. 

c'est la vie...

Posty [ 39 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czuję się jego sponsorką...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026