Na początek kilka słów o mnie. mam 24 lata, jestem niezależna finansowo, mam swój samochód, trochę już odłożone. nie mieszkam w Polsce od paru lat.
Teraz do sedna. poznałam chłopaka (X), jesteśmy razem prawie rok. , on czuły, szarmancki, dobrze wychowany, inteligentny, opiekuńczy. wszystko było jak w bajce- do pewnej imprezy kiedy to X za duzo wypił i zmieszał mnie z błotem przy znajomych i rodzinie. po wszystkim przeprosił a ja zakochana zaufałam na nowo. po jakimś czasie zamieszkaliśmy ze sobą. sytuacja zmiany pracy wymagała takiego kroku. nie powiem cieszyłam się do pewnego momentu. kiedy to na kolejnej imprezie po wypiciu wódki mój X traktował mnie po chamsku, niemalże groził, kopał w samochód, mówił, że jestem taka sama jak jego była itp. wybaczyłam po raz kolejny.
mamy oddzielnie pieniądze, bo on ma duży kredyt w Pl, poza tym ja już kiedyś się sparzyłam mając wspólna kasę z byłym narzeczonym. i tu zaczynają się schody. zarabiamy na prawdę sporo, ale to ja płacę niemalże za wszystko. on opłaci swój kredyt lub 2 (bo wydaję mi się, że ma 2), który wziął będąc ze swoją byłą, odda część pieniędzy mojemu bratu, które pożyczył na samochód i niewiele mu zostaje. tak jest miesiąc w miesiąc. ja opłacam mieszkanie, prąd, kupuję jedzenie. na początku jeszcze opłaty szły na pół, ale odkąd oddaje mojemu bratu pieniądze za swoje auto rzadko mi oddaje. brat z żoną są w trakcie budowy domu i potrzebują tych pieniędzy, więc wiadomo, że najpierw dalsze długi, ok. problem w tym, że z miesiąca na miesiąc ten dług u mnie się powiększa. będzie już jakieś 10 tysięcy złotych. wszystko byłoby w porządku gdyby nie to jego podejście do tego wszystkiego. nawet nie porusza temaatu iddania mi chociaż paru złotych, nawet nie mówi "chodz policzymy ile jestem Ci winien". on chce zmienić auto to po pierwsze, lubi skupować jakieś pierdoły tylko, że w większości ja za nie płacę. jeśli wychodzimy na piwo, co rzadko się zdarza płacę ja. papierosy kupuję ja itp. mając na uwadze jego wiek, a 30 ma za pasem śmiem twierdzić, że nie widzę dla nas przyszłości
ja już nie mam pojęcia co robić, mieszkamy razem, pracujemy razem, on nie ma gdzie wrócić do Pl. na dodatek ja już jeden taki "rozwód" mam za sobą. wiem, że nie obędzie się bez gadania, wytykania mnie palcami, bo tak na prawdę niewiele ludzi wie jak to wszystko wygląda w naszych 4 ścianach. powiedziałam tylko najlepszej przyjaciółce. nie wiem co mam robić, zostanę sama w mieszkaniu,co z meblami, wszystko wspólne, żeby to była Polska to byłoby mi łatwiej, a tak jestem w czarnej d...pie
i coraz mniej mi się to wszystko podoba.
Na co dzień kłócimy się sporadycznie, podział obowiązków mamy obgadany perfekt. pracujemy obydwoje, więc jeden dzień gotuje ja, X sprząta i następnego dnia zmiana. ogólnie zgadzamy się, jest miło przytulnie, wspólne oglądanie filmów i takie tam. jednak ja czuję, że coś się we mnie wypala, to uczucie jakim darzyłam go na początku jego chyba już nie ma ![]()