Mam pytanie. Chcę odejść od męża. Nie mam mieszkania, mamy za to dziecko. Nie wiem, czy dam radę finansowo się utrzymać. Zarabiam ok. 3200 zł, może dostanę z 500 zł alimentów (chcę zaskarżyć w razie czego jego rodziców, bo mąż od 11 lat nie zarabia na rodzinę), muszę kupić mieszkanie. Mam odłożone ok 25 tyś, nie mogę na nikogo liczyć. Mieszkania w moim mieście kosztują ok. 200 000 zł za 42 m2. Nie wiem, czy mnie stać, czy się utrzymam; nie wiem czy stać mnie będzie na kupno i utrzymanie samochodu. Co o tym myślicie? Proszę pomóżcie, bo od 10 lat chcę odejść od męża tylko strasznie się boję, że sobie nie poradzę.
Podobne tematy
Uważam, że spokojnie dałabyś radę się utrzymać, choć z kredytem na mieszkanie wcale nie byłoby lekko.
Moja mama zarabiała ok. 2000 zł na rękę, kiedy rozwodziła się z moim ojcem i też nie było kolorowo. Ale poradziła sobie. Więc jeżeli jesteś pewna decyzji o rozstaniu, nie pozwól, żeby argument finansowy trzymał Cię przy nim następne lata...
Decyzja o rozstaniu jest bardzo trudna. Mój mąż to duże dziecko: uroczy człowiek, ale zero odpowiedzialności. Wszystko jest na mojej głowie od zarabiania pieniędzy do mycia naczyń. Jedyną zaletą jest to, że świetnie nam z sobą gdy wyjeżdżamy, ale nas obecnie na nic nie stać. Poza tym małżeństwo to coś więcej. Mamy oddzielne pensje (tzn. jego wypłatę - ma niby własną firmę- trudno nazwać pensją), a on ode mnie ciągle pożyczał (czas przeszły nie jest przypadkowy). Nie chcę z nim walczyć i go wychowywać, bo nie na tym polega małżeństwo, kiedy mu o tym mówię to - według niego - tylko mój problem, bo ja jestem wiecznie niezadowolona dosłownie: nie mogę patrzeć na twoją skrzywioną gębę. Nie poślubił laluni, bo na lalunię trzeba byłoby zapracować, a wtedy pewno świergotałaby mu od rana do wieczora. Nikomu się nie zwierzam, bo mi zwyczajnie wstyd, że tak wpadłam. Zero pomocy w domu, bo go to nudzi, robi bezmyślnie i psuje. On ma mnóstwo koleżanek, na potwierdzenie, że jest świetny, tylko ja muszę go praktycznie utrzymywać i to mnie bardzo upokarza. Myślę, że mnie nie zdradza , przynajmniej fizycznie, raczej potrzebuje potwierdzenia, że super z niego facet. Zresztą on da się lubić, ale tylko jako kumpel. Nie to, że nie pracuje, owszem tworzy nawet wartościowe rzeczy, ale to jest jego pasja, która marne mu przynosi zyski. A poza tym moja teściowa, z którą praktycznie mieszkamy, jest chora psychicznie i to co ona mi robi to nie jest nawet podłość to piekło.
ja ci na poczatku powiem praktyczna sprawe, poradzisz sobie!!
pewnie bedziesz musiala troche zmienic zycie(przezyjesz jak kupisz torebke za 50zl a nie za 100zl czy serek za 1,5zl a nie 3zl)
ale se poradzisz a zobacz jaka co zyskasz, sokoj!!!!-bezcenne:)
wiesz co na poczatek mozesz mieszkanie wynajac to bedzie max1000-1500zl kosztowac, samochod-zalezy jak chcesz miec, jak jezdzisz duzo to kup disla(naprawde jezdzacy i dobry to kupi sie za 5-7tys a za 10ty juz gwarantuje ze pojezdzisz dobrych pale lat. a czym sie zmieni twoja sytulacja materiala skoro i tak mowisz ze ty utrzymujesz wszystko?
jesli masz sile do odchodz, poradzisz sobie a za rok dwa jak sie ogarniesz to porozgladasz sie za kredytem.
a poza tym pamietaj ze nalezy ci sie polowa waszego majatku, czyli jego firmy, jak niechce on jej stracic to niech splaci albo daje ci co miesiac zyski po pol, (dobrze by bylo zeby o tych 25tys nikt nie wiedzial i zebys ty je miala) poza tym jesli udowdnisz ze twoja sytulacja sie zmieni po rozwodzie na gorsze (sytulacja materialna) to i przez 5 lat maz bedzie musial na ciebie placic alimenty.
dobra koniec, wszystko ci powie prwnik
trzymam kciuki
gdybym ja miala kase to bym sie wyprowadzila od swego meza juz dzis.
aha dla przykladu, moja kolezanka (chco ma mieszkanie wlasne ale wiadomo musi placic czynsz) jest samotna matka blizniaczek i za 1200zl no moze czasem na maxa 1500zl przezywa caly miesiac i jeszcze pozycza kase swemu nieporadnemu ojcu.
musle ze to dobry przyklad:)
powodzenia
Poradzisz sobie na pewno o ile estes juz pewna ze chcesz odejsc!Moja siostra ma 3 dzieci,synow 7lat,5lat i 1,5roku
Pracuje z Zabce,zarabia okolo 1500-1700 zl na miesiac,jest po niedawnym rozwodzie.Dzieci zostaly przy niej,napisala rozne pisma wiec za przedszkole i zlobek nie bedzie musiala placic.Mieszkanie na razie wynajmuje,nie ma luksusu-jeden duzy pokoj,Ale jakos wiaze koniec z koncem.Alimenty od tego drania to niedoczekanie,ale zlozyla dokumenty do funduszu alimentacyjnego-zasadzili na kazde dziecko po 450 zl miesiecznie(na najstarszego tez,choc nie jest synek tego skunksa-ale 6lat temu go przysposobil)Fundusz wyplaca jej alimenty,a nad nim zawisnal komornik za wymigiwanie sie.Siostra dlugo nosila sie z zamiarem odejscia,NIE MIALA ODWAGI,BYLA BITA I PONIZANA,na kazdym kroku osadzana o zdrade.Teraz choc jest jej szalenie ciekzo,nie poddaje sie.A podkresla,ze ma dopiero 28 lat...Do mieszkania nie miala prawa,bo nalezy do jej ex-tesciowej.TY tez sobie poradzisz,msz wiecej na start niz ona..Trzymam kciuki!
Bardzo Wam dziękuję dziewczyny za wsparcie. Ja mam ponad 40 i nie chcę wynajmować mieszkania. Może to głupie, ale przeraża mnie to, że nic nie zostawię dziecku. Poza tym szkoda mi tych pieniędzy na wynajem, wolałabym mieć coś swojego. Nie wiem kompletnie nic, ani jakie mieszkanie (jak widzę ceny i za jakie mieszkania, to trochę mnie to dołuje) i ile wyniesie spłata kredytu. Boję się, że do końca życia zęby w ścianę, a z drugiej strony ta wolność i przede wszystkim odzyskanie godności mnie uszczęśliwia. Z tą firmą mojego męża to jest ta, że jemu się do pracy chodzić nie chciało, więc taki mam wrażenie sposób na życie sobie wynalazł. Wiem też, że to mój ostatni dzwonek, potem będzie coraz trudniej go zostawić i ze zdolnością kredytową (o ile ją mam) też. Już nie ma we mnie żalu i poczucia krzywdy do losu i Boga. Po prostu wiem, że muszę być silna. Pozdrów siostrę i trzymajcie się dziewczyny.
Bede trzymac za Ciebie kciuki z calego serca,abys miala w sobie sile i walczyla o swoje szczescie
Dziekuje za pozdrowienia dla siostry, daj znac gdy juz uregulujesz swoje sprawy,pamietaj ze tu zawsze znajdziesz wsparcie.Twoja sprawa nie jest mi obojetna,dasz sobie rade :*
poradzisz sobie .................................
Witaj Epilenko. Masz taki sam problem jak ja. Czuję dokladnie to samo. Chcę rozstać się z męzem od ok 3 lat jednak nie mam odwagi. Powodem tych obaw jest to czy poradzę sobie finansowo. Mam 45 lat i nie chcę po rozwodzie żyć w złych warunkach. Będę mogła sobie pozwolić tylko na kawalerkę, to mało gdyż mam dwóch synów jeszcze nie samodzielnych, choć dorosłych. Mogą zamieszkać z ojcem ale wolałabym mieć ich przy sobie co w kawalerce nie będzie możliwe. Mój maksymalny dochod jaki jestem sama w stanie osiągnac to od 1500 do 2000 miesięcznie. Mąż zarabia ok 6000 więc wiadomo , że to ja na tym stracę. Wychowując dzieci miałam przerwy w pracy i teraz trudno być w pełni samodzielną. Mam obawy i wciąż sie boje tego kroku a żyć z nim nie potrafie. Przecież możecie sprzedać wspólne mieszkanie i podzielić pieniądze. Dołożysz oszczedności i coś sobie kupisz. Ja tak właśnie chce zrobić. Sprzedamy 3 pokojowe mioeszkanie i dokladając trochę chce kupić kawalerkę. Jego będzie stać na 2 pokojowe mieszkanie. Boże jakie to trudne a może tylko więcej wiary w siebie i można wszystko.
Niestety nie mamy wspólnego mieszkania. To w którym teraz mieszkamy należy do teściowej, która w związku z tym ma nas w ręku i może nas szantażować. Moja teściowa jest emocjonalnie szantażuje całą rodzinę, a mieszka obok nas, mnie wykańcza psychicznie, bo nie ma rzeczy do której się ona nie posunie. To osobowość narcystyczna, nikogo nie umie kochać, ma się za najwspanialszą na świecie, każe wszystkim się podziwiać, a jak tego nie robisz, jesteś jej wrogiem, wymyśla niestworzone rzeczy, np. że jesteś narkomanką, a to nie jest najgorsze. Jest bardzo sugestywna i tylko ci, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że ona jest podła. Mnie to zresztą, co ona gada nie obchodzi, ale ... Mąż jest w tym konflikcie po mojej stronie, więc teściowa mieszkanie przepisała na córkę, jego chce wydziedziczyć jako wyrodnego syna. Od lat proszę go byśmy się wyprowadzili i kupili coś wspólnie, ale on tego nie podejmuje, jak dziecko chowa głowę w piasek. Siostra mojego męża wielokrotnie próbowała ułożyć sobie życie (ilość facetów ok. 30), każdy odszedł mówiąc o tej rodzinie najgorsze rzeczy. Oni na pozór sprawiają świetne wrażenie: otwarci, spontaniczni, dowcipni, uczuciowi, ekscentryczni, ale po poznaniu zgroza.
Nie daj się teściowej, skoro masz takie możliwości jakie masz to uciekaj póki pora.
Moja mama rozwiodła się z moim ojcem gdy miałam 14 lat.. Wtedy akurat zwolnili ją z pracy, miała kredyty do płacenia, a mimo wszystko się nie bała.
W niedługim czasie po rozwodzie znowu znalazła pracę i wyszła na prostą, prócz tego dostawała alimenty i nigdy nie przypominam sobie, aby było źle, więc Ty z tym co masz nie powinnaś się obawiać.
Powodzenia ;**
a moze poprostu sprawdz swa zdolnosc kredytowa, sa nawet w internecie symulacje.
poza tym wiesz ze na kredycie jest blisko 100%przeplaty?
mysle ze musisz byc ty pewna a napewno potem jakos sie ulozy.
mysle ze spokoj od meza i tesciowej(wymysl diabla:P) jest bezcenny.
spokojnie pokalkuluj i ci wyjdzie jesli to chodzi tylko o kase.
bo jak nie jestes pewna czy odejsc to kasa to tylko szczegol
Jeżeli nie masz co podzielić po rozwodzie i masz mało oszczędności będzie Ci bardzo trudno.Rozumiem Cię, Nie ma jednak sytuacji bez wyjścia. Życzę Ci siły i odwagi
Ja uwazam ze dasz rade sie utrzymac,no wiadomo z tym mieszkaniem bedzie ciezko.Sa kobiety ,które zarabiaja ok 1500zl miesiecznie i z dwójka trójka dzieci odchodza i daja rade musisz w siebie wierzyc......
Epilenko, a mnie zainteresował ciąg dalszy Twojej historii... :-)