netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

nie umiem się podnieść po odejściu męża

43 odpowiedzi21 386 wyświetleńzałożony przez Kaja112233, 09.12.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » nie umiem się podnieść po odejściu męża

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 44 ]

1

Temat: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Właśnie mija rok  jak wydał się romans mojego męża z koleżanką z pracy (rozwódką). Masze małżeństwo trwało sześć lat, mamy czteroletnie dziecko. Kochałam go nad życie, mieliśmy tyle planów  na przyszłość, nigdy w życiu nie pomyślałam, że mój mąż mógłby mnie zdradzić. Dziś wiem, że ostatni rok naszego małżeństwa to nieustanne kłamstwa mojego męża co do jego popołudniowych wyjazdów  i przeznaczenia naszych wspólnych pieniędzy. Mimo, iż  jak wydał się ten ukrywany związek kazałam mu się wyprowadzić, po miesiącu (naprawdę musiałam wszystko przemyśleć i mieć pewność, że to udźwignę i nie będę mu  wypominać do końca życia) postanowiłam dać mu szansę. Na początku mydlił mi oczy, że myśli, że się zastanawia, jednak przez cały czas spotykał i spotyka się z tą kobietą (oficjalnie mieszka u mamusi).  Ja do momentu złożenia przez Niego pozwu miałam nadzieję, że zrozumie swój błąd, że się zakochał, ale jednak w porę się opamięta. Zachowuje się jak w amoku. Nie mogę uwierzyć  jak może żyć i nie tęsknić na naszym dzieckiem, ta kobieta mu przesłoniła cały świat. Do pewnego momentu przyznawał się, że to jego wina, mówił, że  takich rzeczy się nie wybacza. W tej chwili słyszę pretensje, że jak ja byłabym inna (to znaczy: " nie chwaliłaś mnie, nie doceniałaś, czasami krzyczałaś" ) to On by tego nie zrobił. Te zarzuty to po prostu próba wyciszenia wyrzutów sumienia, wiedział, że jest dla mnie wszystkim, tylko jak można  się nie denerwować kiedy mąż trzy razy w tygodniu wraca o 23. 00 do domu pod jakimiś pretekstami, że coś się przedłużyło, czy był u matki. Nie kontrolowałam Go, nie sprawdzałam komórki, bo mu ufałam, często pytałam co się dzieje, czy ma w pracy problemy, mówił mi: "to się zmieni, jeszcze trochę wytrzymaj", obojętniał z dnia na dzień. Nie umiem sobie poradzić z poczuciem krzywdy i tym upokorzeniem.

2

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Strasznie to przykre... tyle lat, dziecko, wspólne sprawy, wspólne szczęścia i rozterki..a potem szlag wszytsko trafia bo pojawia sie inna.. Wydajesz sie silną osobą.. pojawiłaś się tu i dobrze.. tu dostaniesz od nas dobre słowo i wsparcie.... Pozbierasz sie.. napewno myślałaś milion razy czy on wart jest Twojego bólu... Ja dziś mogę powiedzieć,że róznie bywa... Życze Ci usmiechu... mimo wszystko.... i pisz tu .. będziemy z Toba..

3

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Kaja świetnie , że napisałaś. Jest nas tu więcej niż sobie wyobrażasz - zdradzonych, zranionych, oszukanych, okłamywanych....ech.

Piszesz, że minął rok odkąd wydał się romans twojego męza. To długo a jednak ból nadal tkwi w Tobie. To zrozumiałe. Także wiem jak boli, gdy romans bliskiej Ci osoby wychodzi na jaw. Boli jak cholera tym bardziej gdy macie wspólne dziecko - owoc waszej miłości. I te ciągle pojawiające się pytania - gdzie ta miłość sie podziała, skoro ON dopuścił sie takiego czynu, dla którego nie ma usprawiedliwienia. Miał sprzyjające warunki ku temu (kolezanka z pracy) zatem okazało się jak słabym człowieczkiem jest. A oskarżanie Ciebie o to, że to Twoja wina - to szczyt bezczelności i typowego męskiego tchórzostwa. Oni przeważnie w takich sytuacjach chowają głowe w piasek, odwracaja kota ogonem itp.

Kaja  wiem, że to trudne ale absolutnie nie możesz brać tego do siebie. To NIE JEST TWOJA WINA.
Będe trzymać za Ciebie kciuki byś wzięła się w końcu w garść i nie rozpamiętywała. On nie jest tego wart....

4

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Kaja....
Bardzo Ci współczuję i wiem że rok czy dwa to i tak ból w nas pozostaje.Trzeba jednak przynajmniej postarać sie iść do przodu choć to niebywale trudne.Ja sama mimo upływu czasu robiąc krok do przodu nie wiedzieć czemu po chwili cofam się o cztery....Błądze,cierpię bo wszystko wraca jak bumerang...Popadam w stany gdzie wydaje misię że cały świat jest przeciwko mnie...że wszyscy chcą mnie skrzywdzić...że kpią...szydzą.....błędne koło.....
Poczytaj me posty.....
Trzymaj się kochana....ściskam Cię wirtualnie....

5

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Kaja - życie jest zbyt krótkie żeby nadal tracić czas, siebie dla kogoś kto nie jest wart twoich łez i nieprzespanych nocy. Nawet nie wiesz w tej chwili jak dużo masz w sobie siły na pokonanie tej traumy i jak wiele jeszcze szczęścia przed tobą i twoim dzieckiem.
Przytulam cię wirtualnie.

6

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Kaja dokładnie wiem co aktualnie przechodzisz. Byłam w podobnej sytuacji tylko że mój prawie były mąż był w związku z inną kobietą prawie 3 i pól roku, mają 18-sto miesięczne dziecko. Jego kłamstwa którymi karmił mnie przez te lata, wydawały mi się takie prawdziwe. Jego późne powroty do domu, wyjazdy w weekendy, brak czasu dla dzieci. Boli bardzo kiedy sobie pomyśle jaką byłam idiotką. Ufną, zakochaną, oddaną żoną a on mnie tak potrafił zranić. Marzenia o cudownym życiu prysnęły jak mydlana bańka - karmiłam się złudzeniami, to takie poniżające. Ciężko otrząsnąć się i podnieść po takim upadku ale dasz radę. Ja też dałam, choć było różnie. Aktualnie czekam na drugą rozprawę rozwodową 16 grudnia po raz kolejny otworzą się rany - to boli. Przyznam się że mam także gorsze dni, kładę dzieci spać i płączę w poduszkę. Nie da się zapomnieć o tym że ktoś bliski tak bardzo nas skrzywdził. Potrzebny jest czas aby odnaleźć światełko w tunelu. Mamy dzieci to się liczy. Nie daj się tym ciężkim chwilą. Trzymam kciuki.

7 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2011-12-09 22:03:47)

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Nawet nie wiecie ile te słowa dla mnie znaczą. Nie wiem jak poradziłabym sobie przez ten rok bez pomocy mojej rodziny, ale nie mam już serca po raz setny  męczyć moją siostrę pytaniem" dlaczego właśnie ja?". Wiem , że wiele z Was przeżyło to co ja i wiem, że człowiek  nie jest w stanie przewidzieć swojej reakcji dopóki nie zmierzy się z tym koszmarem i naprawdę poza tą panią, która tak sprytnie odebrała mi męża nikomu tego nie życzę, by to poczuł.  Ja zawsze uważałam, że jakby mój mąż mnie zdradził (nie mówiąc  już o rocznym romansie) to chyba musiałby mnie na kolanach błagać o wybaczenie. Tymczasem jak opadły pierwsze emocje  to  ja mu zaczęłam tłumaczyć, że mamy wspaniałe dziecko, że tyle nas łączy, że byliśmy udanym małżeństwem, że przecież On mnie kochał (czemu nawet teraz nie zaprzecza), że mimo wszystko chcę z Nim być, stawiam tylko jeden warunek koniec z tą panią raz na zawsze i zmiana pracy. To chyba nie tak wiele, sadząc, że romans był dość wyczynowy, skoro mój mąż sam mówił, że tego co on zrobił nie da się wybaczyć. Wiem, że oszukiwał mnie, iż  jedzie do pracy, w tym dniu miał urlop, który spędzał u niej w domu, a potem wracał jakby nigdy nic do swojej rodzinki. Uważałam, że jak będę ponad to, to On to doceni. Niestety wszystkie nasze rozmowy konsultował z nią, bo  ona odważyła się do mnie zadzwonić żebym przestała się wreszcie ośmieszać, bo on ją kocha i zrobi dla niej wszystko. Coś w tym jest, bo nawet zabrał ją do naszego nowego domu, w którym mieliśmy lada moment zamieszkać. W tej chwili mój mąż uważa, że dom jest w zasadzie Jego i to chyba (oprócz tej niuni) jedyne na czym mu zależy. Nie silę się na super żonę, bo może faktycznie potrzeba nam było trochę szaleństwa, oddechu od obowiązków, ale ja miałam pracę, dziecko, przy którym mój  mąż niewiele mi pomagał. Tłumaczyłam Go, że ma pracę, budowę, jak wreszcie będziemy mieszkać u siebie wszystko się zmieni. Nie mogę sobie darować, że nie zauważyłam tak groźnego przeciwnika, tylko, że  ja uważałam, że mój mąż  do czegoś takiego nie byłby nigdy w życiu zdolny, do prowadzenia podwójnego życia. Nie mogę tylko zrozumieć dlaczego skoro tak ją kocha nie zamieszkał z nią tylko  siedzi sobie u mamusi, z panną spędza 2 - 3 nocki w tygodniu, złożył pozew bez orzekania o winie i jeszcze robi ze mnie idiotkę i mówi,  że  od dawna jest sam. Serce mi się kroi jak odwiedza synka, wszystko wraca, ja w nim widzę  nadal tego chłopaka, który mi się szaleńczo podobał, którego wybrałam na ojca swojego dziecka. Jestem dość rozsądną osobą, ale bardzo długo liczyłam na cud........., który niestety się nie zdarzy.

8

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

bardzo Ci współczuję, wiem jak długo i ciężko to przeżywamy. U mnie koszmar był po 25 latach, pierwszą zdradę wybaczyłam (po 10 latach), drugiej nie dałam rady wybaczyć. Szybko zaczęłam walczyć o swoje życie, bo nie miałam wyboru. Teraz, 4 lata po rozstaniu, pół roku po rozwodzie, gdy żyję szczęśliwie, spokojnie, gdy córki już powychodziły z traumy jaką im ojciec zgotował, a ja jestem ze wspaniałym mężczyzną, rzadko myślę o ex. On się stoczył finansowo, zawodowo, życiowo i nawet mu współczuję. Może nawet czasami czekam na cud, że spadnie na samo dno i w końcu będzie mógł się odbić, że kiedyś przeprosi i szczerze powie, że żałuje. Ale być z nim już nie mogłabym.

Najwyższy czas, żebyś zaczęła myśleć o sobie. Nie Ty zdradziłaś, rozwaliłaś rodzinę, decydowałaś o rozwodzie. To nie Twoja wina. Jeśli masz dowody jego zdrady, skorzystaj z nich. Ja mam rozwód z winy ex. Zawsze myślałam, że jeśli zgodzę się na rozwód bez orzekania, to jakbym pomagała mu we wszystkim złym co nam zrobił: okradł, zdradził, porzucił. I tak obarcza mnie winą za całe zło tego świata, ale tym już się nie przejmuję. Głowa do góry, będzie dobrze

9

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Mieszka u matki, bo boi się, że jeśli zamieszka z panną, to będzie to w sądzie uznane jako jego wina. Rozumiesz? Że nie zakończył jeszcze formalnie małżeństwa, a już mieszka z kobietą, z którą cię zdradził. Bardzo to przebiegłe z jego strony. Możesz napisać odpowiedź na pozew, postaraj się też udowodnić że u panienki spędza te 2-3 noce, choćbyś miała prywatnego detektywa wynająć. Idź do jakiegoś prawnika, on ci wszystko powie co i jak. Nie może być tak, że gnojek się wywinie. Rozwód musi zostać orzeczony z jego winy. Co do domu, to bądź nieustępliwa, połowa jest twoja, nie podoba mu się, to niech cię spłaca. Na dziecko alimenty, koniecznie, jak największe. Puść go w samych skarpetkach, wtedy niunia też go zostawi, zobaczysz. Pewnie poleciała tylko na ten domek. Poza tym nie rozumiem takich kobiet, skoro jest po rozwodzie to życie musiało jej nieźle dokopać, dlaczego teraz robi z życia piekło innym kobietom?
Jeśli zgodzisz się na rozwód bez orzekania o winie, to za jakiś czas będzie ci z tym bardzo źle. Bo winny jest on, nie ty. I on powinien ponieść tego konsekwencje. Ja się rozwiodłam bez orzekania o winie i nastał czas, kiedy żałowałam, że toksynie uszło płazem zrobienie ze mnie psychicznego wraka. Dlatego walcz o siebie, o sprawiedliwość i o alimenty w odpowiedniej wysokości na dziecko.

10 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2011-12-10 14:09:53)

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Dla mnie najgorsze jest to, że człowiek, który był miłością mojego życia w tej chwili jest tak bezwzględny i traktuje mnie jak zupełnie obcą osobę, nie interesuje Go jak ja sobie radzę, co u nas się dzieje. Praktycznie do ostatniej chwili kiedy byliśmy razem  dawał mi odczuć, iż  to co nas łączy jest dla Niego ważne, trwałe. Mężczyzn, którzy zostawiają własne dzieci potępiał i mówił, że on czegoś takiego nie rozumie. Przed nami była naprawdę wspaniała przyszłość, czasami nawet myślałam, że  na tak młody wiek mamy naprawdę bardzo wiele. Ja  Mu dawałam to odczuć, iż jestem dumna z takiego męża, czułam się z Nim bezpiecznie i naprawdę dałabym głowę, że On nas nigdy nie zostawi. Teraz słyszę, że to co się stało to tylko moja wina. Ta kobieta wyprała mu mózg. Dzięki  niej kontakt z dzieckiem jest coraz mniejszy.  Ja nie rozumiem jak mógł tak oszaleć na jej punkcie. Na początku tłumaczył mi, że zbłądził, ale nie było warto, że ona jest bardzo ciepła i dobrze mu się z nią rozmawia na każdy temat. W tej chwili już w ogóle ze mną nie rozmawia, a jak już to oczywiście mówi, że kobiety nie ma i nigdy nie miał.  Ja naprawdę nie wiem kim On jest, nie mogę uwierzyć, że to ten  sam człowiek. Niestety ten ból  nie mija.Miałam nadzieję, że te różowe okularki po jakimś czasie mu spadną, ale na to nie ma co liczyć, bo oni spotykają się jak na randkach i nadal jest cudownie.  Lżej by mi było gdyby ten ich związek padł, mam nadzieję jednak, że Bóg jest na świecie  i każde z nich dostanie to na co zasłużyło. W tej chwili zmagam się z poczuciem ogromnej krzywdy jaką wyrządził mi najbliższy człowiek, bo to niestety On przysięgał mi miłość do końca życie, nie ona.  Ani ja, ani mój synek nie zrobiliśmy nic złego. Nie wiem dlaczego nas to musiało spotkać. Chciałam Mu to wybaczyć, bo czym innym jest romans, a czym innym porzucenie, a nas niestety spotkało to drugie (jeszcze bezczelnie mówi, że nikogo nie zostawił, bo on żyje i jest w pobliżu  jakby coś - ciekawe co , bo z dzieckiem czasami nie widzi się miesiąc).

11

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

To cię z pewnością nie pocieszy ale u mnie jest tak samo. Przykro mi jest gdy nie odwiedza dzieci, nawet nie był na urodzinach. Wciąż zadaje sobie pytanie: czemu są winne dzieci?

12

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Ojojoj, Kaja, Kicia, co za historie... szkoda slow, jestem z Wami dziewczyny!

13 Ostatnio edytowany przez zakłamani (2011-12-10 15:31:09)

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Współczuję, że i Ciebie spotkało to co większość nas tutaj.....ja jestem po dwóch rozwodach i jak czytam co mężczyźni robią z kobietami już co raz bardziej wątpię, że ułożę sobie jeszcze życie sad  Może są gdzieś fajni mężczyźni ale Ci fajni są już dawno zajęci......Bardzo mi Cię żal tak jak i wszystkich nas które zostałyśmy zdradzone....ja musiałam dwa razy podnieść się...... ostatnio też konkubinat mi nie wyszedł 1,5 roczny. Powód jak zwykle ten sam, inna kobieta....tylko że tu akurat nie nowa tylko "stara" eks..... Naprawdę mężczyźni potrafią niszczyć kobiety sad( ....Ty może jeszcze znajdziesz Miłość teraz musisz skupić  się na szczęściu synka....ja wychowałam już dziś 19 letniego syna....kolejnego mężczyznę... Musisz dać radę i nie poddawać się.... bo masz kolejnego mężczyznę na wychowaniu...Przed Tobą bardzo trudne wyzwanie, ja wiem co to znaczy wychować samej kobiecie mężczyznę.....to jest dopiero praca przed Tobą. Dam Ci radę nie pokazuj przed synem słabości żadnej i nigdy nie mów nawet jednego złego słowa na jego tatę....a wręcz przeciwnie tzn. neutralnie się zachowuj ani źle nie mów o tacie ani wspaniale... Nawet może powiedz synkowi że rozstaliście się bo mieliście troszkę inne charaktery ale na pewno nie mów, że tato znalazł sobie inną panią itd.  Naprawdę ja synkowi tak powiedziałam że tato znalazł inną panią i zrobiłam błąd. Teraz musisz być bardzo silna bo musisz syna wychować. Pomyśl co ja przeszłam dwa rozwody, konkubinat też nie udany, studia, praca i jeszcze sama syna wychowałam.... Musisz być silna bo wychowujesz przyszłego mężczyznę a to jest dopiero sztuka..........

14

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Ja mam na wychowaniu dwóch przyszłych mężczyzn. Nigdy nie powiedziałam przy nich złego słowa na swojego już prawie byłego męża. Przecież nie powiem im że mają ojca kretyna, idiotę, samoluba,kłamcę i oszusta. Jest ciężko dzieci mają dopiero 7 i 5 lat. Staram się być przy nich silna. Ale mąż odebrał mi raj, rzadna miłość nie jest lekiem na  ból który czuję. Przez niego zginę bo nawet nie wiem jak żyć dalej. Chce dalej kochać tak jak wtedy kiedy miałam dwadzieścia lat ale czy to jeszcze jest możliwe. Czasami myślę że umarły we mnie te dobre uczucia.

15

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Kicia, kochana, nie obejrzysz sie, jak zycie przyniesie Ci niespodziewanie nowa milosc, masz jeszcze tyle czasu i mozliwosci przed soba, tylko ich nie widzisz jeszcze. i dobrze, jeszcze nie jestes gotowa na przyjecie nowego uczucia, podziwiam za troske o synkow i zachowanie dobrego obrazu ojca w ich oczach. Kajusiu, a Ty nie życz nawet owej paniusi źle, życie jest sprawiedliwe, samo rozsądzi, kto jest dobry, a kto zły, a zło powróci do tych, którzy je zadali bliskim sobie osobom, to jest najpaskudniejsze w postępowaniu naszych ex .......

16 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2011-12-11 00:29:35)

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Wiecie co  najgorsze jest chyba to, że ja jestem z jakiegoś innego świata. Mojego męża  znam prawie  pół mojego życia,  mamy wspaniałego  syna i oprócz tego, że był moim mężem był też człowiekiem, który mnie rozumiał jak przyjaciel.  Zdradzał mnie ponad rok mieszkając ze mną pod jednym dachem, zdradza mnie nadal, mimo iż opowiada  jakieś bzdury o tym iż jest sam, spędza z tą kobiety mnóstwo czasu, a ja nie mogę o Nim zapomnieć. Ja nawet nie mogę sobie wyobrazić, że mogłabym być z kimś innym. Czasami się zastanawiam nad tym, że gdyby to się nie stało to nigdy nie dowiedziałabym się jak bardzo Go kocham. Niestety  ta miłość ma bardzo gorzki smak. To nie chodzi tylko o poczucie przegranej z tamtą kobietą, bo to nie o nią tu chodzi, być może za rok, dwa ona będzie już tylko wspomnieniem także dla Niego, ale nasza rodzina zapłaci za to najwyższą cenę. Takich rzeczy się po prostu nie robi. On bardzo chciał mieć ze mną dziecko, a teraz kiedy jego syn pisze pierwsze litery, uczy się czytać tata  tego nie widzi, bo siedzi sobie u kochanki  i ma inne  zainteresowania i obowiązki. Gdyby nawet mnie zdradził i powiedział mi o tym sam to nie ujrzałoby to światła dziennego.  Ta sytuacja uświadomiła mi jak wiele da się wybaczyć jeśli się kocha. Ale ciosem nie do zniesienia  jest to, że mimo tego co zrobił On mnie nie chce. Mój mąż do tego stopnia jest pod wpływem tej pani, że to, iż nie zgadzam się na rozwód bez orzekania o winie nazwał szczytem chamstwa. Czasami jak budzę się w nocy to  przez ułamek sekundy wydaje mi się, że to nie może być prawda. Moja świadomość nie dopuszcza tego, że mogłabym pokochać kogoś innego, bo z mojej strony to  była jednak ta prawdziwa miłość tylko jak widać bez wzajemności. W tej chwili daje mi odczuć, iż jestem największym złem jakie Go mogło w życiu spotkać. Nasze życie było normalne, teraz ma wakacje. Nie mogę pozbyć  się wrażenia, że ona daje mu coś czego ja nie mogłam mu dać.

17

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Nie jest prawdą że one dają im tego czego my nie dałyśmy. Minie trochę czasu, zamieszkają razem, pojawią się dzieci, rutyna,problemy, rachunki do zapłaty i też szybką się znudzą. Ja także zadawałam sobie mnóstwo pytań, obwiniałam się za ten nieudany sprawdzian z bycia razem - ale to nie tak. Moim jedynym błędem było to iż tak bardzo go kochałam, ufałam, wierzyłam - a on to wykorzystał.
Co do życia codziennego. Wiem jak jest ci ciężko. Mam w domu pierwszoklasistę i przedszkolaka. Pracuję i ponadto przyjęłam pracę na umowę zlecenie. Wstaje o 5.30. Szybki prysznic, zrobienie siebie na bóstwo, śniadanko i pobódka dzieci. Wychodzimy o 7.20, przedszkole, szkoła i do pracy. Kończę o 16.00, wpadam jeszcze do drugiej firmy po papiery, szkoła i przedszkole........i dom. Zabawa z dziećmi, lekcje, kolacja. Oni zasypiają a ja siedzę jeszcze przy papierach. Kładę się spać o 23, a czasami nawet o 24. Pracuję jako asystentka prezesa, zarabiam 1700 złotych, ale to mało zwłaszcza ze mój prawie były aktualnie nie pomaga. Podjęłam się pracy na umowę zlecenie. Skończyłam także drugi kierunek studiów więc mogę prowadzić rachunkowość, i to właśnie robię wieczorami. Dzięki temu mam 800 złotych dodatkowo. Nie mam pomocy. Mój tata zmarł jak miałam 3 i pół roku, mama jak miałam 12 lat. Jest ciężko. Kiedyś nawet nie pomyślałabym że tak  może wyglądać moje życie. Mam żal do mojego prawie byłego że skreślił ze swojego życia nasze dzieci. Ale zrobię wszystko aby wychować ich na pożądnych ludzi. Mam tylko nadzieję że starczy mi sił.

18 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2011-12-11 15:52:07)

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Droga Kiciu Ja Cię podziwiam, bo ja mam wsparcie nie tylko psychiczne, ale też ogromną pomoc w opiece nad synkiem w rodzicach i mojej siostrze.  Jesteś niezwykle silną kobietą i na pewno wychowasz swoich synków na wspaniałych chłopaków. Wraz z moim mężem półtora roku temu podjęłam decyzję o zmianie pracy (gdzie zarabiałam bardzo dobrze), ponieważ atmosfera  była już  nie do zniesienia, a czas wydłużał się do 10 - 12 dziennie. Mój wspaniały mąż mnie wspierał, że na pewno znajdę coś innego, a póki co on pracuje, nieźle zarabia  i nie muszę się spieszyć. Możesz sobie wyobrazić co ja przeżyłam jak zostałam z dnia na dzień sama z dzieckiem i bez pracy. Reakcja męża "sama chciałaś się zwolnić" i koniec dyskusji to wszystko co miał mi do powiedzenia. Zadziwia mnie to jak te  nasze historie są bardzo podobne, bo mnie też zgubiła miłość, gdybym Mu mniej ufała  i nie była tak w Niego wpatrzona coś na pewno zauważyłabym wcześniej, a tak nie ma już czego ratować. Ja z Nim byłam pół mojego życia. Uwierz szlag mnie trafia, jak moje dziecko jest u dziadków przez cały weekend, bo ja musiałam wziąć pracę jaka mi się trafiła, a mój mężuś siedzi i swojej damy (samochód pod jej blokiem już na dobre się zadomowił) i nawet nie zamartwi się co to dziecko robi. Tak się składa, że o urodzinach też zapomniał, łaskawie przyjechali teściowie, ale wtedy jeszcze mieli nadzieję, że mąż do nas wróci , teraz umyli rączki, no bo przecież ich synuś jest dorosły, a skoro tak zrobił , no to czegoś mu brakowało w tym małżeństwie.  Skąd ten twój mąż wytrzasnął tą babę?Jak to jest, że taka jedna bezwzględna k.... może zrujnować życie tylu osobom, a przede wszystkim małym dzieciom, bo takie dzieciństwo, to namiastka tego co miało być, dzieci chcą widzieć mamę uśmiechniętą, a nie wiecznie zamyśloną i smutną. Za jakie grzechy los dał nam taką nauczkę?Czy Ty też masz 33 lata, może to jakieś fatum?
Czy może któraś ( na panów to raczej nie liczę) z Was mogłaby mi podpowiedzieć jak mogłabym póki co  na moim mężu się odegrać? bo jak na razie to ja z dzieckiem liczymy każdy grosz i żyjemy z poczuciem opuszczenia przez naszego tatę, a tymczasem tatuś w żywe oczy udaje kawalera  i z nas się śmieje. Nie mam na myśli spotkania na jego oczach z kimś innym, bo to nie wchodzi w grę, tylko może jest jakiś sposób żeby poczuł, że takie życiowe wybory drogo kosztują?

19

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Zemsta, to dobre. Nie mam pomysłu na nią ale kiedyś też o niej myślałam. Teraz mi przeszło, po co zniżać się do ich poziomu. Chce mieć czyste sumienie - taka właśnie jestem, za dobra. Szlak mnie trafia że ona tuli mojego faceta a on ją....................a ja sama. Przyjdzie czas że ja będę na górze a oni na dole.

20

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Co do tego, w czym ona lepsza - jak to powiedział mój eks, który zdradzał mnie z brzydką, grubą, niską babą - ona była miła dla niego. Miła czyli zawsze gotowa na seks, bez ustanku komplementująca gada, nie każąca mu wynosić śmieci, zmywać po obiedzie itp., obsługująca go i nadskakująca mu. I wmawiająca, że czekała na niego całe życie i tylko on się dla niej liczy. Po prostu baba robiła mu pranie mózgu, łechtała jego ego i miłość własną do granic możliwości. Bo tylko w ten sposób mogła go w sobie rozkochać i zatrzymać. Kłamstwem i manipulacją.

Osobiście wierzę, że nie ma takiego zła, które nie wróci do osoby, która krzywdzi innych. To zło wróci do kochanki w postaci rozmaitych problemów życiowych, osobistych i zdrowotnych. Zawsze tak jest. Wyrządzona krzywda jest jak bumerang. Wszechświat jest sprawiedliwy i bilans zawsze wychodzi na zero.

A jak "taka bezwzględna k... może zrujnować komuś życie"? Chyba tylko przez gigantyczne kompleksy i zanik uczuć wyższych, zaburzenia emocjonalne, nieumiejętność rozróżniania dobra od zła, interesowność, brak zdolności do odczuwania empatii i współczucia, skrajny egoizm. To jakiś rodzaj upośledzenia.

21 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2011-12-11 19:43:24)

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Wiem, że macie wiele racji tylko ja sobie nie umiem poradzić z tym, że to miały być najlepsze nasze lata, może właśnie przyszedł czas na drugie dziecko, a nagle mój mąż tak się zakochał, że cały świat przestał dla Niego istnieć. Myślę, że mimo iż podczas rozmów z Nim  już teraz potrafię zachować spokój On wie, że bardzo za Nim tęsknię. On mnie bardzo dobrze zna (14 lat razem) i wie, że  jestem uczciwa do bólu (niestety). "Siłę" daje mi synek  i poczucie  prawdy, że mogę spokojnie spojrzeć w lustro i zobaczyć tą kobietę, która przysięgała mu miłość i wierność i nie zmieniło się nic. Dla mnie to jednak coś znaczy, choć ta jego  pani coś mi tam wspominała, że teraz to wolne związki i w ogóle, ona mu tyle ciepła daje, którego ja nie potrafiłam dać, a poza tym gdzie ta moja klasa, o której nawet ona słyszała.  A tak przy okazji mężowi  się udzieliło i powiedział, że przez 7 lat przed ślubem to nie zdążył mnie dobrze poznać. Wiem, że ludzie mają poważnie chore dzieci  i to jest dopiero nieszczęście, tylko  na takie rzeczy nie mamy wpływu, a mój mąż miał świadomość  co będzie jak to wszystko się wyda, a mimo to angażował się coraz bardziej. Próbując Go odzyskać tłumaczyłam, że ta kobieta potrzebuje go wyłącznie dla rozrywki, szczerze wierząc, że romans potrwa pół roku no i jak zwykle się pomyliłam. Myślę, że wiecie jak mi Go brakuje i to nie chodzi o pieniądze, czy obowiązki z którymi jestem sama, chodzi o Niego - ja już chyba do końca życia nie zmądrzeje. Ta jego  niestety też jest miła, bo mąż mówił,że nawet " zawsze jest dla niego  miła", ale do dzisiaj myślałam, że po prostu jest sympatyczna, a tu chodzi o coś innego chodzi..... tylko ile można żyć nie wychodząc z łóżka.

22

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

W końcu i ich dopadnie szara, smutna rzeczywistość, życie codzienne, kłótnie o pieniądze, niezapłacone rachunki, zmywanie po obiedzie itd. itp. Wtedy opadną klapki z oczu i pewnie się rozstaną.
Poza tym myślę, że on nie jest wart twojego uczucia, twojej tęsknoty. Wiem też, że to jeszcze potrwa jakiś czas, ale to uczucie do niego w końcu umrze, zobaczysz. Za jakiś czas będzie ci łatwiej.
Tekst o tym, że przez 7 lat nie był w stanie cię poznać był tylko po to, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia. Próbuje się na siłę usprawiedliwić.
Co do zemsty - znajdź dobrą adwokatkę. Kobietę, która ma dobrą opinię, jeśli chodzi o rozprawy rozwodowe. I oskub go ze wszystkiego. Alimenty na dziecko to jedno, ale do tego alimenty na ciebie - bo przecież po rozwodzie pogorszy ci się sytuacja materialna. Rozwód tylko i wyłącznie z orzekaniem o winie. Adwokatka może na świadka powołać jego kochankę, jeśli się nie stawi, to sąd może nałożyć jej taką grzywnę, że się nie pozbiera, potem drugą grzywnę i na końcu może ją doprowadzić siłą do sądu (czujesz: kobita w pracy a tu po nią policja przyjeżdża i na siłę do radiowozu zabiera hahah). Powinna też zostać pouczona o tym, co grozi jej za składanie fałszywych zeznań (zawiasy na dwa lata). Adwokat ją dokładnie przemagluje, tak samo eks. Musisz mieć dowody zdrady, ale na to wystarczą maile, sms-y, ewentualnie zdjęcia, no i zeznania. Jeśli tatuś nie interesuje się dzieckiem, nie odwiedza, to możesz też ograniczyć mu kontakty. Oczywiście alimenty będzie płacił tak czy inaczej. Jeśli macie nowy dom, to przy podziale majątku dostaniesz połowę, albo będzie musiał cię spłacić, nie zgadzaj się na żadne spłacanie w ratach, powiedz że chcesz dziecku zapewnić porządne warunki lokalowe i musi zapłacić od razu całą kwotę - przecież możesz za to kupić mieszkanie dla ciebie i dziecka. Wtedy pewnie będziecie musieli sprzedać dom i podzielić się kasą, ale będziesz miała gwarancję, że się tam z konkubiną nie wprowadzi. W sądzie musisz mówić o zdeptaniu twojej kobiecości, zszarganiu nerwów, znieważeniu, braku szacunku i o tych rozmowach twoich z jego kochanką też powiedz, że ta kobieta nie dawała ci spokoju, zdeptała cię, czujesz się poniżona itp. itd. Jeżeli sędzia będzie kobietą, to na pewno cię zrozumie. Mów spokojnie, patrz sędzi prosto w oczy, powiedz na zakończenie zeznań, że wierzysz w sprawiedliwość i przyszłaś do sądu, by ją znaleźć (ja tak powiedziałam i widać, ze na sędzinie zrobiło to duże wrażenie). To na pewno będzie ciężka walka, ale eks dostanie w sądzie po dupie i jak wszystko dobrze pójdzie, to straci kupę kasy. Pomyśl, gdybyś była na miejscu kochanki, to czy chciałabyś wściekłego, rozgoryczonego faceta, z byłą żoną, z kilkuset pln alimentów nie tylko na dziecko, ale i na byłą żonę?? Który w dodatku musi byłej spłacać dom, a pewnie i inne rzezy, z połową tylko tego majątku, który miał wcześniej? Ja bym takiego nie chciała big_smile. Moim zdaniem oskubanie faceta jest najlepszą zemstą. Aaaa i jeszcze jedno: opowiadaj wszystkim waszym wspólnym znajomym, jak okropnie cię potraktował, jak cię okłamywał, jak cię poniżył i że wyparł się własnego dziecka, że dał tak się otumanić, że już mu na dziecku nie zależy. I płacz przy tym. Niech straci nie tylko kasę, ale i przyjaciół.

23

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Nam Sąd postanowił dać szansę (pani sędzia to kobieta). Myślę, że mimo, iż ani ja, ani On jeszcze  nie zeznawaliśmy chyba widać kto kłamie i jak się sprawy mają naprawdę. Mój mąż dostał czas do namysłu czy jest pewien swojej decyzji, bo jeśli nawet z jakiegoś powodu pojawiał się kobieta w jego życiu czy jest pewien, że warto zniszczyć rodzinę. Ja w nim żadnych uczuć  do siebie już nie widzę, Sąd jest jednak innego zdania  i powiedział Mu to wprost żeby nie udawał, że  jest mu wszystko jedno. Wiem, że sędzia chce nam pomóc jednak ten czas w przypadku mojego męża będzie stracony, bo "panna" (powinnam ją nazwać dosłownie) jest skuteczniejsza niestety. To źle, że przeżyłyście to co ja, ale dzięki temu mogę na Was liczyć i wiecie co czuję, bo to niestety wie tylko ten kto to poczuł.

24

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Czytam Was i aż nóż się w kieszeni otwiera na tych facetów... Oczywiście serce nie sługa, ale najbardziej bulwersuje mnie fakt, że oni nie mają na tyle tej tzw. cywilnej odwagi, żeby powiedzieć: nie kocham, odchodzę... Tylko to mydlenie oczu. Powiem z doświadczenia: jak facet zdradzi raz to zdradzi i drugi. Nie warto próbować, lepiej zacząć życie od nowa. Wiem, że to trudne, bo sama to przeszłam i opłakałam, ale trzeba żyć dalej... bez kłamstwa.

25

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Bo faceci to tchorze.. najpierw uwija sobie gniazdko bezpieczne.. wyeliminują wszelkie zagrozenia (wina rozwodu) ..i jesli im sie to uda dopiero wtedy ida sobie.. Moja hostoria polegała na tym ,że było nam dobrze przez 16 lat ( !!) i jako związek i finansowo... ale przeciez znalazł LEPSZĄ..alternatywe.. zarabiała 10 tys. na ręke .. i obiecała mu życie jak w bajce .. i poszedł.. ja dzis się z tego ciesze.. jest dla mnie nikim... zerem... i dziś mogę dziekowac Bogu, że się rozwiedliśly... ja niestety mocno zawodze sie na ludziach...

26

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Dobija mnie to, że jestem zupełnie bezradna. W tej sytuacji, tak naprawdę to ja powinnam dyktować tu warunki i łaskawie zgodzić się albo nie na powrót męża. Tymczasem on daje mi do zrozumienia, iż ani ja, ani te lata które spędziliśmy razem nic dla niego nie znaczą. Ja chyba za bardzo o ten związek walczyłam, bo jeśli w momencie kiedy wydał się romans miał jeszcze dla mnie jakiś szacunek, tak w tej chwili jestem zupełnie  dla niego nikim. Powinnam  wtedy ująć się honorem i czekać (może wspomnieć o rozwodzie), a nie tłumaczyć, że to może po coś, że taka ciężka próba, ale przecież damy radę, w jego oczach straciłam resztki godności. Pamiętam chwilę kiedy to się wydało płakał, całował mnie w czoło, a ja wtedy powiedziałam:"musimy się rozstać" i tego powinnam się trzymać, ale nie wiedziałam, że tak będę tęsknić, myślę, że w głębi duszy byłam przekonana, że będzie o mnie walczył, a tu nic. Choć powiem szczerze może ma duuużo seksu z tą panią, ale wielkiego szczęścia to po Nim nie widać, ale jest cel w końcu się rozwieść ze mną i mieć święty spokój.

27

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Kaja nie znam Cię, trudno mi pisać z perspektywy "ja wiem lepiej i mam receptę", bo nie mam. Ale z tego co piszesz to nie warto... Tak mi mówi moja dedukcja, przykro mi. Pamiętaj: jeśli Ty nie bedziesz mieć szacunku do siebie, on też nie będzie miał. Jeśli on nie walczy to Twoja walka nic nie da. Pozdrawiam ciepło.

28

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Wiem, że masz rację, bo facet to jednak zdobywca i nie doceni niczego o co nie musi się starać i co przychodzi samo. Ja to wiem dzisiaj, potrzebowałam na to okrągły rok. Miałam tylko nadzieję walcząc o ten związek, że pewnego dnia  usłyszę "podziwiam Cię, że potrafiłaś być ponad to co ja zrobiłem, że byłaś wytrwała  i nas uratowałaś", ale nic z tego jak do tej pory to się nie stało to już się nie stanie. Nawet wtedy  jak widziałam, że coś się dzieje i zadawałam wiele różnych pytań, a przede wszystkim  czy mnie jeszcze kocha, słyszałam "gdybym Cię nie kochał to bym z tobą nie był". Myślę, że nie miał odwagi mi powiedzieć prawdy, że  zakochał się w kimś innym. Smutne, ale prawdziwe.

29

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Niestety faceci nigdy nie docenią tego jakie jesteśmy dla nich dobre. Urodzili się aby kłamać. Są z nami kłamią, odchodząc kłamią - te kłamstwa mają we krwi. Czasami kiedy leżę w łóżku uświadamiam sobie że tak od 4 lat moje małżeństwo było tylko kłamstwem i szlak mnie trafia że byłam taka naiwna.

30

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Jedyne co naprawdę sobie mam do zarzucenia to naiwność i bezgraniczne zaufanie do Niego. On wiedział jaka jestem  i w żywe oczy mnie okłamywał. Byliśmy normalnym młodym małżeństwem na dorobku (całkiem okazałym zresztą) i niestety stało się, ale to co wczoraj usłyszałam od swojego męża to już szczyt. Odbierając telefon powiedział do mnie "koteczku" (nie spojrzał na numer i myślał, że to tamta dzwoni) i bez żadnej żenady stwierdził, że przecież jestem jego żoną i może do mnie tak mówić, a potem mi wygarnął tak przy okazji, że to ja zniszczyłam rodzinę i on mi tego nie wybaczy do końca życia, chciał mi dać gwiazdę z nieba, a mnie i tak było źle. Tak rozmawiać to nie będziemy,  tego to już za wiele. Ta kobieta działa na niego jak sekta.

31

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Kiciu jeśli tu jesteś, pamiętaj jutro jesteśmy z Tobą. Ja naprawdę wiem co czujesz, ale nie wyjścia trzeba to wytrzymać, to jedna z cięższych prób z jaką musimy się zmierzyć. Miejmy nadzieję, że niedługo to będą tylko złe wspomnienia. To jest dzień wyjęty z życia, a przecież takich dni miało w ogóle nie być, bo byłaś Ty, On i Wasze dzieci, ale trudno, może  jest to zamiast czegoś innego. Trzymaj się kochana.

32

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża
Emilia napisał/a:

Niech straci nie tylko kasę, ale i przyjaciół.

Emilio, zgadzam sie z kazdym Twoim zdaniem z Twojego postu, poza tym ostatnim, raz jeden zdarzylo mi sie zlorzeczyc exowi i źle zyczyć, a robiłam to drąc do niego gębę schodząc po schodach. I wiesz co ? Zleciałam jak kula armatnia z tych schodów na łeb, na szyje i tylko dzięki dobremu Panu Bogu nic mi się poważnego nie stało, ale to był jeden jedyny raz, gdy życzyłam exowi źle. Myślałam sobie o nim i jego lafiryndzie różnie, przeklinałam w duchu i wymyślałam od najgorszych, ale już bardzo się pilnowałam i dyscyplinowałam, żeby jemu/jej/im a także nikomu innemu nie zyczyć źle ! To bardzo cenna dla mnie nauczka życiowa.

33

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Wiem, że nie powinno się nikomu życzyć źle i że zło zawsze do nas wróci, jak bumerang. Ale z drugiej strony chęć zemsty jest bardzo silna. Nie mówię żeby się posuwać do kłamstwa, ale można takiemu kłamliwemu dupkowi nieźle zaszkodzić. Zresztą pisałam to w kontekście postów Kai, bo ja mojemu eks już nie życzę źle. Teraz to on mi zwisa i powiewa.

34 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2011-12-18 16:26:53)

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Im bliżej świąt tym ze mną gorzej. Jak sobie pomyśle jak mogło być wspaniale, kiedy nasz synek jest już samodzielny, moglibyśmy znowu zadbać o siebie. Ja go nadal kocham i to mnie bardzo boli. Mimo tego upokorzenia i bólu jaki mi zadał  ja nadal pamiętam te wspaniałe chwile, które dały mi siłę na walkę o Niego. Nadszedł dla mnie jakiś ciężki czas, że znowu odzywa się we mnie poczucie, że może jakbym ja zachowywała się inaczej nie doszłoby do tego wszystkiego. ja póki co przegrałam życie. jestem zdradzona i zdradzana, okłamywana przez około dwóch lat  a mimo to jest mi Go strasznie brak, szczególnie teraz, mój mąż natomiast pamięta tylko to co było nie tak. Z ta kobietą ma zupełnie inne życie zarówno teraz jak i plany na przyszłość (w naszym domu, w którym w tej chwili moglibyśmy we trójkę ubierać choinkę). Może ja faktycznie nie dałam Mu tego szczęścia jakie powinnam. Najbardziej boli mnie jego bezwzględność, bo on nie poczuwa się do żadnej winy, za wszystko obwinia mnie, a na dodatek nie ma i nie miał żadnej kobiety. Ja nie wiem jak on może z tym żyć. Niestety bywało ze mną lepiej, teraz święta, za chwilę trzecia rozprawa, nie wiem jak dam radę. W mojej głowie i sercu On nadal jest mój. Nie wiem czy kiedykolwiek to się zmieni. On natomiast adoruje swoją miłość, a ja jestem osobą, która zniszczyła rodzinę i On mi tego nigdy nie wybaczy(to ostatnio usłyszałam). No i jeszcze jedno powiedział, że takiego "barana" jak On to już nie znajdę, bo takich głupich to już nie ma. Chciał mi dać w życiu dać  wszystko, a  mnie było źle. Nie wiem kiedy to miało być, bo oprócz pracy to w domu przez ostatni rok tylko spał, dla nas nie miał w ogóle czasu, a  na nasze wspólne chwile to nawet nie miał ochoty, bo był wiecznie zmęczony. Było mi źle bo byłam cały czas sama. Chciał mnie załamać i chyba mu się udało. Nie wiem dlaczego mi to robi, czy ktoś przeżył coś takiego. Byliśmy fajną rodziną i on tak mówił do ostatniego dnia kiedy ze mną mieszkał , teraz słyszę "jaką my k.... wa byliśmy rodziną?" Ja już nic nie wiem. Rok rozłąki z nami przyniósł jeden jedyny plus jest oczarowany dzieckiem. Po ostatniej wizycie ( po 2 miesiącach niewiedzenia dziecka) powiedział:" on jest nadzwyczajny, jest tak mądry, że nie sądziłem, że takie są dzieci  i zobaczysz ja mu powiem jaka dla mnie byłaś". Ja po prostu zamarłam, bo tego się nie spodziewałam nigdy. Ostatnio próbuje mi uzmysłowić, że On  był wspaniały, a ja Go straciłam na własne życzenie.. Dlaczego  On mi to robi, przecież kocha inną , ona jego, dlaczego jeszcze mnie dobija. Jest mi strasznie źle.

35

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

jak ja Cie Kochana doskonale rozumie......wszystko runęło....bo nowa pani się pojawiła....alllleeeee to przecież nasz wina....a wiesz dlaczego??????bo byłyśmy za dobre.....za bardzo ufałysmy iiiiiiiiiiiiii za bardzo KOCHAMY.....tak kochamy....bo mimo tej całej krzywdy on nadal jest najważniejszy:(

36

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Kaja, zastanawia mnie w tej całej Twojej historii jedna sprawa. Pisałaś, że wydał się romans Twojego męża, ze go złapałaś na tym, ze ta panna do Ciebie dzwoniła, a jednoczesnie, ze on wypiera, ze nikogo nie ma. To trochę zakręcone. Chyba, że on twierdzi, ze juz się znia nie spotyka. Wiesz u mnie do dzisiaj maż kłamie mi w zywe oczy. Ja go nie złapałam za rękę, chociaż mam okazję, tylko po co. On wie, ze ja mam jakieś dowody na jego zdradę, chociaż nie wie jakie. A mimo wszystko sie wypiera. Wiem, ze nadal się z nia spotyka, chociaż był moment, ze jej nie było, i chyba wtedy chciał wrócić, bo tak to wyglądało, jednak wróciła i on zmienił front. On się wypiera przed wszystkimi, nikt nie wie że kogoś ma, udaje że jest sam.

37

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Kaja112233
Kochana nie myśl tak. Skąd wiesz co on myśli naprawdę w głowie.A mówić może co chce. Zobacz Ty masz dziecko, on traci niepowtarzalne chwile z jego dzieciństwa. TEGO się nie da nadrobić. Myśl o sobie, o tym co Tobie sprawia przyjemność. Nie o nim. Wiesz po co on Ci to wszystko mówi - żeby utwierdzić się w przekonaniu, że dobrze zrobił. Nie daj mu tej satysfakcji.
Sama mówisz, że spał cały czas, nie miał dla was czasu. Kochana chciałabyś tak dalej?
Ja miałam tak samo. Dąsy, wylegiwanie się, wiecznie coś nie tak. My żyjemy marzeniami o nich jako o wspaniałych mężach, o tych chwilach, kiedy się poznaliśmy, były motylki, kolorowy zawrót głowy... Ale tak żyć wiecznie się nie da. Oni w tych nowych związkach myślisz że długo będą szczęśliwi? Że tak cudownie spędzą święta bez swoich dzieci? ŻE o nich nie pomyślą?
Ja wiem, że nie jestem bez winy jeśli chodzi o kryzys, ale to nie tak,że to tylko nasza wina. Nie daj sobie tego wmówić. Jak coś takiego słyszysz, nie dyskutuj. Powiedz mu - o Twoje zdanie. I tyle. Ja przestałam się odzywać. To nie ma sensu.
Zastanów się czego chcesz. Jego na dzień dzisiejszy mieć nie możesz. I obojętnie co zrobisz to tego nie zmienisz, nie przywiążesz go za nogę do siebie.
Wiem co czujesz, też jestem sama ale z dwójką. Ale wiesz- zdecydowałyśmy, że będziemy matkami. Odpowiedzialnymi. Oni pracują na to jakimi są ojcami. Po latach syna będziesz mieć po swojej stronie jak on dalej tak będzie postępować.
A życie pisze różne scenariusze. Nie zawsze jest tak jak my chcemy. Niestety. Pozdrawiam i głowa do góry - u nas za oknem słońce. A święta przejdą, będą kolejne i następne...

38 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2011-12-21 01:48:23)

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Jesteście kochane, mimo, iż jest  późno zajrzałam tu w nadziei, że może ktoś do mnie napisał. Mój mąż  najprościej mówiąc stracił głowę. Sam w obecności moich i swoich rodziców przyznał, że spotyka się z kobietą. On w życiu nie spodziewał się, że jest obserwowany przez obcego mężczyznę (nie dla wszystkich obcego, bo tę jego pannę pan zna baaaardzo blisko, skoro powiedział mi o niej tyle szczegółów). Ja specjalnie zabrałam teściową  jadąc pod wskazany adres, bo wiem, ze nie uwierzyłaby mi, że jej synuś jeździ sobie wieczorkami do kochanki.  Przecież jego rodzice doskonale wiedzą kto to jest i gdzie mieszka, to już teraz wszyscy wiedzą, tam non stop stoi jeden z naszych samochodów. Pierwszym zdaniem jakie do mnie powiedział było "ty sobie niczego nie zarzucaj to moja wina, takich rzeczy się nie wybacza". Ale do rzeczy, mój mąż umawiał się z moją siostrą na rozmowę, czy ewentualnie pomogłaby mu wrócić do rodziny, byliśmy u psychologa, też się przyznawał, ale nadszedł moment kiedy rodzice  tej  pani dowiedzieli się, że spotyka się z żonatym facetem, który ma dziecko i sprawa się skomplikowała, bo zażądali rozwodu bez orzekania o winie, bo nie wyobrażają sobie żeby ich córcia rozbiła komuś małżeństwo.  Więc państwo młodzi zaczęli przekonywać rodziców, że to nie wina córci lecz małżeństwo się posypało dużo wcześniej - to jest odpowiedź na pytanie dlaczego mąż się wypiera , że kogoś ma. To jest tak żałosne, że po prostu nawet mnie czasami chce się śmiać. Można ujawnić bilingi i treść sms - ów między nimi  i sprawa będzie jasna. Oni obydwoje chyba przestali racjonalnie myśleć. Im się wydaje , że jak mnie tak długo oszukiwali to teraz  też oszukają sąd. On sam na początku wiele mi o niej opowiadał, sama nie wiem po co pytałam, ale przynajmniej teraz coś wiem, a jak będzie trzeba to sprawdzimy czy pod tym adresem taka pani mieszka (to znaczy ja wiem , że mieszka tylko sąd będzie sobie musiał sprawdzić). Dla mnie to szczyt głupoty to co oni robią. Teraz biedaczek twierdzi, że kochanki nie było i nie ma. Szkoda tylko mojego zdrowia i mojej rodziny, która niestety musi w tym uczestniczyć, ale jak jemu nie jest wstyd to ja mam czas. On nazywa szczytem chamstwa, to, że nie zgodziłam się na rozwód bez orzekania o winie. Tak zachowuje się człowiek bez zasad. Powiedziałam, że dam mu wolność skoro tak jej pragnie, ale pozew musi być innej treści, no ale jak nie to nie. Jak sobie pomyślę ile skrajnego egoizmu jest w tej kobiecie, myśląc wyłącznie o zaspokojeniu własnych potrzeb (różnych: towarzyskich, uczuciowych  no i jeszcze innych) zniszczyła nam rodzinę. Mój mąż do ostatniego dnia mówił  do mnie "kotuś"  i nigdy nie wspominał, że nasze małżeństwo dobiega końca więc nie było mu ze mną na tyle źle żeby podjąć tak dramatyczną decyzję jak rozwód. Już po wszystkim powiedział, że gdyby ten facet do mnie nie zadzwonił on skończyłby ten romans.  Jak czytam  wątki tych kochaneczek, które piszą " on mówił ,że mu się z żoną nie układa, seks z nią to masakra" (ostatnio na taki trafiłam) to mnie  pusty śmiech ogarnia.  Skoro jeden , czy drugi tak się męczył to skąd wzięły się te kolejne dzieci, dlaczego oni ukrywają te swoje królewny  i nie mają odwago tej żonie która jest do niczego powiedzieć prawdy tylko z nią mieszkają, a z panienką ukradkiem mają randki. Te panie nie mają niczego do zaoferowania oprócz wiadomej dziedziny życia i pocieszają się jak mogą ile to one znaczą.
Ale macie rację dziewczyny syna mam niezwykłego, mimo, iż taki mały jest nadzwyczajny, a dla mnie jest ogromnym oparciem. On mówi o swoim tacie dobrze, już wam to kiedyś chyba pisałam " mamusiu to minie, tata cię kochał, ja to wiem". Zawsze jak mówimy o naszej rodzinie, on mimo wszystko tatę też do niej zalicza. Tatuś musiał rok z nami nie mieszkać żeby zachwycić się swoim dzieckiem, bo jak był z nami to nawet głowy mu się nie chciało z kanapy podnieść jak syn się uderzył o futrynę, no bo ta głowa myślała o kimś innym. On nie może uwierzyć, że dzieci mogą być takie mądre.

39

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Witaj Kaja:) witam Wszystkich zranionych, wspólczuje, sama to przechodze wiem co to znaczy. Po 5 latach związku bylismy zaręczeni mam córkę z innego związku 9 letnią razem ją wychowywaliśmy był dla niej ojcem bo ona ojca nie zna nie mieszkała  z nim. A on tak poprostu zauroczył się inna przez internet 2 spotkania i nasza miłość runęła- nie wyszło mu z tamtą szukał kontaktu ze mną nie potrafię być z nim bo wiem, że nie będzie już zaufania. Jestem w totalnym dołku nie wiem czy zerwać z nim kontakt całkowity bo moja córka chce sie  znim widywać a mnie każde spotkanie   z nim kosztuje dużo zdrowia. Pozdrawiam i życze duzo siły wewnętrznej

40

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

No i dzisiaj poległam. W przedszkolu synka była wigilia, nie miałam pojęcia, że mąż na nią przyjdzie, a on przyszedł. Jak zaczęły się jasełka zobaczyłam  jak mój synek  nagle zrobił się wesoły, a w oczach jakiś blask. Jeszcze zdążył mnie zapytać czy jego tata przyszedł, powiedziałam, że nie, a on  na to, że właśnie tak. Jak się odwróciłam przy drzwiach zobaczyłam jak mąż płacze. Byłam tak zdenerwowana, że nie wiedziałam co mam zrobić. Jak mu już trochę przeszło to udawał, że nic się nie dzieje. Potem zabrał synka do domu teściów (gdzie niby on  mieszka) po prezent  no i koniec. Nie mogę dojść do siebie, bo to było jak grom z jasnego nieba. Myślę , że przyszedł dlatego by na sprawie rozwodowej powiedzieć, że interesuje się dzieckiem i w ogóle. Jak zobaczyłam te jego łzy to oczywiście wszystko wróciło, bo pamiętam sytuacje rok temu, kiedy dokładnie tak było i mówił mi, że myśli o powrocie do nas, dzisiaj  już oczywiście nic nie mówił o nas, po prostu uważał, że dla niego będzie lepiej jak przyjdzie i przyszedł. Jak sobie pomyślę jakie my mogliśmy mieć fajne święta razem to mnie po prostu szlag trafia.

41

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża
Kaja112233 napisał/a:

. Jak sobie pomyślę jakie my mogliśmy mieć fajne święta razem to mnie po prostu szlag trafia.

A skąd ta pewność, że byłyby fajne?  Te emocje, które w nas są niestety nie wymażą się, nagle nie będzie jak dawniej. Bo niby jak? Byłabyś w stanie siedzieć spokojnie obok tego człowieka, uśmiechać się jakby się nic nie stało? Fantazjować możemy. Ale co to da. Wyrzuć te myśli z głowy, bo szkoda na nie twoich nerwów.
Ja jak zaczynam myśleć o tym jak mogło być fajnie to szybko przywołuję jakieś złe wspomnienie (np odzywki do córki typu - zamknij ryj) i od razu myślę - tego nie chcę i koniec. Skupiam się na dzieciach i radości z ich uśmiechu, przytulania, wygłupów razem. Choć wieczorem ryczę w poduszkę... To też potrzebne. Oczyszcza jak nie wiem co.
Niestety prawda jest taka, że to są egoistyczne świnie i tchórze.
A czas pokaże to ich szczęście bez rodziny. Może założą inną i znów kogoś unieszczęśliwią.
Wszystkim życzę wesołych Świąt.

42

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Wiem jak ci ciężko bo ja mam podobną sytuacje! mąz po 10 latach odeszedł  co sie za tym kryło dziewczyna z czata która poznał i sie zakochali w sobie jest włąsnie jak mówisz w amoku nic go nie interesuje nawet swoje dziecko!!!  teraz tez mi mówi jaka to ja zła ze mu uczuc nie dawałam itp!! od kwietnia mnie kłamał i oszukiwał ufałam mu i wszytko na nic!! mieszka u swojej mamusi a do swojej ukochanej jezdzi raz na miesiac na 2 dni i tak sie cieszy zyciem a zemnie sie wysmiewa ze zostałam sama!! chodziłam do psychologa teraz małymi krokami staje na nogi a on widzi ze zaczoł mi byc obojetny!! cieszył sie  ztego ze ja nie jadłam nie spałam płakałam !! a teraz zaczynam wychodzic do znajomych i powoli staje na nogi chodz naprawde ciezko mi jest ale musimy pokazac ze dajemy rade pamietaj ze kij ma 2 konce jeszcze my bedziemy szczesliwi wieże w to i ta nadzieje zyje ze jeszcze kiedys bende szczesliwa a on zostanie sam jak palec:-) głowa do góry bedzie dobrze kochana całuje cie bardzo buziak... pozdrawiam

43 Ostatnio edytowany przez Kaja112233 (2012-01-10 19:55:38)

Odp: nie umiem się podnieść po odejściu męża

Mój mąż jeszcze trochę musi poczekać aż Sąd orzeknie nasz rozwód, bo póki co doszedł do przekonania, że są szanse na uratowanie małżeństwa tylko mąż po prostu ich nie chce zobaczyć, więc zamieszkał ze swoją kochanką  u niej  w domu. Ja nie jestem człowiekiem który łatwo godzi się z tym co złe, dlatego czuję się z tym źle. Myślę jednak, że to jedyna droga żeby on ją naprawdę poznał, bo do tej pory były randki z kolacją, seksem i rzeczy do prania wiózł do mamusi więc, niech może pani zacznie się spełniać w swojej roli. Mój synek wczoraj powiedział żebyśmy kupili nowe meble to może tatusiowi się spodobają i do nas wróci. Po prostu serce mi stanęło, co ja mam temu dziecku powiedzieć, że jego tata nie chce patrzeć jak on dorasta, jak się wszystkiego uczy, woli patrzeć na inną babę. Najgorsze jest to, że przez tyle czasu nie zasłużyłam na te minimum szacunku żeby mi oszczędzić tego zeznawania, tłumaczenia, udowadniania, bo on nadal do nikogo się nie przyznaje, a ze mnie się po prostu śmieje jaka jestem bezsilna, bo jak twierdzi nikt kto go widzi u niej nie przyjdzie i tego nie powie.

Wsparcie jakie tu dostaję jest nieocenione, zastanawiam się tylko nad tym co mężczyźni myślą o mojej historii, bo być może facet myśli inaczej, dla mnie  moja trzyosobowa rodzina On, Synek i ja była całym moim światem i ten świat mi runął i wszystko wskazuje, że już nigdy nie powstanie. Zastanawiam się też nad tym, że romans  mojego męża mógł trwać  dużo dłużej niż ktokolwiek się podziewa, dopiero jak mąż tamtej kobiety  nie  dał  jej  kolejnej szansy i postanowił się z nią rozstać wtedy zrobiło się dla niego miejsce w jej domu, dlaczego wcześniej jej  i jemu (mojemu mężowi) pasowało życie na dwa fronty, bo ona miała super faceta, który ją utrzymywał i przy którym błyszczała, tylko niestety było panience za dobrze i zaczęła go zdradzać z moim mężem, a że wcześniej już coś miała na sumieniu to miarka się przebrała i sobie poszedł, a ona przecież nie będzie sama, wtedy postawiła mojego pod ścianą, a myślę, że miała czym go szantażować , bo to gdzie razem byli i kiedy to odrębna historia, no a poza tym była kochanką właściciela ich firmy (jak miał facet w domu problemy, no ale jakoś na szczęście minęły)  gdzie pracują razem, więc mogłaby mojego mężusia z pracy wywalić.

Posty [ 44 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » nie umiem się podnieść po odejściu męża

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026