Witam Wszystkich...
Chyba jedynie tutaj mogę się wygadać i dostać kilka słów wsparcia...
Jesteśmy małżeństwem od prawie 2 lat...Przed ślubem byliśmy wzorem miłości, szacunku, słowem troszkę jak papużki-nierozłączki...
A teraz???No właśnie...
Dlaczego tak to jest ,że na serce ofiarowywane każdego dnia otrzymuję oschłość, obojętność,słyszę jedynie słowa,że on tego nie potrzebuje?
Stoję w kuchni,żeby przygotować coś pysznego, a w zamian dostaję tylko zimne słowa,że on na to dziś nie ma ochoty...
Jestem w ciąży,a słyszę,że na darmo robię cokolwiek ,aby ugościć jego gości, zamiast serca znów puste słowa,że pożali się ludziom,jak to "skaczę w ciąży",żeby jego znajomym dogodzić...
Zamiast spokoju w ciąży są ciągłe kłótnie, nerwowa atmosfera,brak przytulenia i ciepłych słów...
Zawsze wydawało mi się,że za dobre serce jest chociaż uśmiech, odrobina docenienia, a nie tylko ochłapy mężczyzny i obojętne wzruszanie ramionami...Zawsze patrzę najpierw na wszystkich,a dopiero na siebie i taką właśnie mam zapłatę - nawet gdybym się na nogach słaniała, staram się być dobrą i kochającą żoną, ale wychodzi na to,że mojemu mężowi nie jest to do niczego potrzebne...bo najwyżej obiadu nie zje, pójdzie w niepoprasowanej koszuli, wyjdzie z domu sam a nie ze mną...Totalna obojętność...
Strasznie mi z tym źle...Nie doceniał mnie jako młodej żony, teraz nie liczy się z tym ,że potrzebuję odrobiny szacunku,miłości i dobrego słowa chociażby ze względu na ciążę...
Czy ja jestem aż tak bardzo wymagająca, skoro chciałabym móc czekać na męża z otwartymi ramionami i widzieć szczęście i radość z tego,że dbam o niego lepiej niż o siebie samą??Że zaspokajam jego wybredne podejście do wielu spraw rezygnując z wielu rzeczy, które mnie sprawiają radość, a w zamian dostaję jedynie oschłość???
Chciałam mieć kochająca się rodzinę,chciałam być doceniana,kochana...a tak naprawdę czuję,że przy mężu stałam się gorszym i uboższym o wiele pozytywnych emocji człowiekiem...
On nie potrafi się cieszyć, nie potrafi się wzruszyć, całe życie traktuje jak jeden wielki dowcip...
Chyba już nie mam sił,żeby tłumaczyć coś, czego on w ogóle nie ma w sercu...To walka z wiatrakami...