Pomimo coraz większej świadomości i tolerancji społecznej w naszym otoczeniu, osoby niepełnosprawne wciąż mogą czuć się zepchnięte na jego margines. Zastanawiam się jak bardzo musimy jeszcze zmienić nasze nastawienie i myślenie, aby będąc niepełnosprawną osobą nie czuć izolacji, jak bardzo musimy się jeszcze otworzyć, aby ktoś, kto na co dzień boryka się z ograniczeniami jakie niepełnosprawność ze sobą niesie, nie czuł lub odczuwał w najmniejszym możliwym stopniu, ciężar funkcjonowania w (i tak utrudnionej już) codzienności.
Czy małżeństwo dwóch niepełnosprawnych osób, czyli mowa tu o związku, w którym żadne z partnerów nie ma możliwości przełamania tych barier, z którymi osoba zdrowa w ogóle nie musi się mierzyć, ma szansę funkcjonować zupełnie normalnie, bez narażenia na utrudnienia, ograniczenia i nieprzyjemności?
A może są wśród nas osoby niepełnosprawne, które pomogą nam naświetlić jak wygląda ich codzienność, jak w rzeczywistości funkcjonuje nasze zrozumienie (?) i pomoc?