Witam, mam mały problem z facetem. Jesteśmy razem prawie 2 lata. Świetnie sie dogadujemy i uzupełniamy, ale...
Problem nr 1. Wspólne mieszkanie.
Ciągle sie ociąga z tą decyzją, zawsze ma jakiś powód dlaczego nie może sie do mnie przeprowadzić, np. był to brak pracy, a gdy ją znalazł to powodem było m.in to, że nie ma umowy na stałe lub za mała pensja. Wcześniej jeszcze oczywiście był powód związany z pisaniem pracy mgr oraz obroną.
Męczy mnie to już trochę, bo mam wrażenie że nie traktuje mnie poważnie
ja dla niego przeprowadziłam sie do Jego miasta, utrzymuje się sama,gdzie często ledwo mi starcza pieniążków. Oczywiście mogę liczyć na jego pomoc finansową, bardzo mi pomógł wiele razy, jednak do wspólnego życia i mieszkania jakoś zbytnio sie nie kwapi
czasami coś wspomina na ten temat, że jak sie przeprowadzi to cos tam cos tam...ale nic w tym kierunku nie robi
Problem nr 2
Praktycznie wcale nie mówi mi że mnie kocha. Owszem zawsze odpowiada "ja ciebie tez kocham" z czułością, jednak przez te 2 lata może 2 razy powiedział mi to pierwszy i to w jakiś kryzysowych sytuacjach a brzmiało to "przecież wiesz że cie kocham"... Kurcze, chciałabym słyszeć to częściej, jednak jakoś mnie to dowartościowuje,ale niestety... Rzadko słyszę od niego miły komplement na swój temat, częściej za to zaczął sobie ze mnie żartować. Niby ma taką naturę, takiego żartownisia, ale czasami przesadza... Próbowałam zwracać mu uwagę, ale on nie widzi w tym nic złego.. Czuję, że przez to moja samoocena spadła...
Nie wiem po co to pisze, chyba chce to jakoś wyrzucić z siebie... Kocham go, ale obawiam się, że mamy inne podejścia do życia i nam sie przez to nie uda... Czasem mam wrażenie, że wolalby kogoś lepszego ode mnie... ciągle mówi, że jestem leniwa, bo nie uprawiam sportów tak jak on... zachęca do diet, żebym lepiej wyglądała bo przybyło mi kilka kilogramów... że jestem niezdarna, bo coś tam mi nie wychodzi...a i ostatnio słyszę też że się czepiam o byle co...
hmm czuję się beznadziejnie...
Może lepiej dać mu wolność teraz niż mam cierpieć za niedługo, bo on odejdzie?
Dzięki za przeczytanie...