netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

21 odpowiedzi15 978 wyświetleńzałożony przez mała_smutna, 23.10.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 22 ]

1

Temat: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

witajcie. kilka miesięcy temu wyszłam za mąż i tu wszystko się zaczyna, cała moja historia.
zamieszkałam u męża z jego rodzicami i babką. kiedy go poznałam, myślałam złapałam Pana Boga za nogi, jakze się myliłam. nie jestem ja ideałem ale on... czuję się rozczarowana sad. przedtem był inny, inaczej się zachowywał wobec mnie a teraz mam wrazenie, że to ja muszę się dostosowywać do nich wszystkich, najbardziej do teścia. sam mąż powiedział mi ostatnio, ze jeśli teść coś tam nawet mówi z czym się nie zgadzam to mam mu przytakiwać. a gdzie ja w tym wszystkim, gdzie moje zdanie? mam być cichą myszą w jego domu bo to nawet nie nasz dom, ja tak się czuję.

kiedy tu się wprowadziałam byłam w szoku, wiedziałam, ze teściowie to brudasy, teściowa to leń ale że aż tak? na nastepny dzień po ślubie musiałam sprzątać kuchnię żeby móc normalnie zjeść,w szafkach znalazłam mysie odchody a okno było brudne tak ze męczyłam się z nim ponad godzine, podłoga niemyta miesiące, drzwi brudne, na wszystko nie chciało się aż patrzeć.i jak ja mam się czuć? jak mam się czuć po takiej akcji juz na przywitanie? oni wszyscy mieli to gdzieś, że ja się wprowadzam, oleli to, przyjdzie to przyjdzie, tak jakbym ja sama pochodziła z jakiegoś domu zarosniętego brudem ale tak nie jest, od dziecka sprzątałam sama, sama prałam, dbalam o dom mając chorą matkę.nawet gości nie przyjmowałam w syfie a gdzie tu mówić o mieszkaniu z kimś nowym w takich warunkach jak oni sobie zrobili.

teraz też jest bez zmian, ja sprzątam wspólną kuchnię, przeważnie ja gotuję pomimo, że teściowa cały dzień spędza przed telewizorem śpiąc. 
czuję sie sama w tym domu, nie mam z kim porozmawiać, mieszkamy na wsi, mąż cały dzień coś robi i nie ma go praktycznie do ciemnej nocy. nie
mam o czym porozmawiać ani z teściową ani z teściem, tymbardziej z babką która dzieki Bogu ma oddzielną kuchnię i pokój. wiecie co mnie ratuje? że mam rodziców 4 km stąd, wsiadam i jade pogadać, jakoś naładować akumulatory, a potem wracam to tej szarej codziennosci. rodzice na razie nić nie wiedzą co się tu dzieje.

czasem wydaje sie mi, że jestem potrzebna im wszystkim tylko do roboty, nawet dla męża, tylko mu pomagać, swoje zającia rzucaj bo on jest ważniejszy.tylko gotuj, sprzątaj, pomagaj, ja to rozumiem bo trzeba coś robić,pomagam mu w gospodarstie ale czy on daje mi cos w zamian? nawet nie docenia tego jak się staram, poświęcam mu wiele ale on potrafi tylko się denerwować na mnie gdy mu np.powiem że obiecał to i tamto a słowa nie dotrzymał.
a ja jestem gorsza nawet od tescia, to on jest numerem jeden u męża nie własna żona, taka jest prawda, tylko on tego nie widzi, że tak jest. boi się sprzeciwić dla ojca, nawet nie podniesie na niego głosu gdzie na mnie potrafi nakrzyczeć. nie raz płaczę przez niego to nawet nie przytuli, nie przeprasza ostatnio.jest mi z tym tak beznadziejnie źle że aż opisać to ciężko. kilka dni temu mąż powiedział mi, że nawet gdy teść mówi coś z czym sie nie zgadzam to mam mu przytakiwać pffff a ja to co, mam chować swoje zdanie w kieszeń?

kiedy wychodziłam za mąż miałam inne wyobrazenie o wszystkim, mąż przed ślubem był inny niż teraz. obiecywał wiele, dbał o mnie, troszczyl się jakoś inaczej.a teraz? teraz jestem w ciąży i czuję się nieraz sama z tym wszystkim. patrze na męża i nie widze żeby cieszył się z tego dziecka, nie rozmawia o nim, ja zaczynam jakiś temat o ciąży a on ucina to zaraz. siedze i myśle jaki będzie z niego ojciec skoro jako mąż mnie rozczarowuje na każdym kroku. źle znoszę ciąże, nie raz nie moge nic jeść, nie mam na nic siły, potrzebuję snu bo zasypiam na siedząco w środku dnia ale mąż tego nie rozumie, nie rozumie ile mnie to kosztuje, dla niego jestem zwykłym śpiochem.
ja nie pracuje i to mój największy błąd bo zamiast iść rozwijać się po ślubie mając wyższe wyksztalcenie, zostałam na wsi żeby mu pomagać a co mam w zamian? daje mi pieniądze na jedzenie ale nie interesuje go czy chce sobie coć kupić czy nie, czy mam w czym chodzić. jestem jego żoną, te gospodarstwo jest niby nasze a ja nie mam dostępu do jego kont, nie wiem ile mąż ma pieniędzy, które są niby i moje, nie wiem ile zarabia sprzedając coś bo nawet jego faktur nie widze. łzy mi kręcą się w oczach gdy to pisze sad(((. sama sobie takie życie zgotowałam to mam kurde:(.

dziecko ma urodzić się wiosną a mężulek wymyślił że akurat wtedy będzie robił remont na piętrze u teściów. mają zrywać podłogi w pokojach, na korytarzu, robić drugie schody i nowa boazerie, to wszystko z drewna, mówi że 2,3 miesiące mu to zajmie a co ze mną i maluszkiem? przecież w takich warunkach nie da się normalnie funkcjonować z małym dzieckiem sad. powiedzialam mężowi, że ja nie będę mieszkać tu gdy będą sypać piętro to się oburzył na mnie, się obraził i nawet nie spał ze mną w łożku sad.
nic nie rozumie, nic kompletnie. a ja wiem jak to bedzie gdy zaczną to wszystko kilka razy lakierować, jak ten smród rozejdzie się po calutkim domu.ale dla niego to nie problem.
mogłabym pisac i pisać ale juz nie mam siły sad((  przepraszam, że tak się rozpisałam sad

2 Ostatnio edytowany przez światełko89 (2015-10-23 12:30:34)

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

Nie będę owijał w bawełnę:
sytuacja jest dość beznadziejna, wpadłaś w sam środek patriarchalnego plemienia, mężczyźni są karmicielami rodziny, panami domu a kobieta jako opiekunka ma kochać, gotować, rodzić, opiekować i ogólnie usługiwać.
Opcje masz dwie: albo zacisnąć zęby, zapomnieć o sobie, stłumić swój indywidualizm, bo ewidentnie jesteś nowoczesną kobietą, i chwała Ci za to, ale nikt w tym domu cenić tego nie będzie, bo dla nich jest wszystko w porządku, a Ty jesteś wyłącznie cegiełką, i masz jakieś wybujałe wymagania; Ta opcja jest prostsza, musisz po prostu pozostać bierna a w końcu umrzesz emocjonalnie, ale nigdy nie będziesz świadomie szczęśliwa.
Opcja druga: musisz jak najszybciej stamtąd uciekać, im dłużej będziesz zwlekać tym trudniej będzie to zrobić, jak sama napisałaś masz do kogo więc powiedz im o wszystkim, będzie cholernie ciężko to zrobić, będzie Cie to kosztować dużo siły, łez i potu, ale kiedyś spojrzysz wstecz, i będziesz wiedzieć że było warto.

3

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

Poczytaj sobie, trochę podobna historia. Może uszczkniesz coś dla siebie:-)
http://www.netkobiety.pl/t18610.html

4

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

Jak dla mnie to uciekaj stamtąd jak tylko dasz radę. Masz wykształcenie, może uda ci się znaleźć pracę. Nie wiem jak jest u ciebie? Masz gdzieś bliżej jakieś większe miasto, żeby tam ewentualnie szukać? Możesz liczyć na pomoc swojej rodziny?
Pomyśl co będzie jak już dziecko się urodzi, pomyśl jaki przekład będziesz dawać mu od najmłodszych lat: matki-służącej. Potem twój syn będzie tak traktował swoją żonę, albo córka da się sprowadzić do podobnej roli.
Pomyśl czy chcesz do końca życia być niewolnicą męża i teściów, sprzątać i wykonywać za nich wszystkie inne prace, nie mieć własnego zdania, być tylko niezbędnym tłem.

5

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać
Nigdy napisał/a:

Poczytaj sobie, trochę podobna historia. Może uszczkniesz coś dla siebie:-)
http://www.netkobiety.pl/t18610.html


Ten sam link miałam wkleić, bo jest to identyczny scenariusz.
Od razu po przeczytaniu paru zdań wydawało mi się, że czytam historię Jeżyka.

Autorko, naprawdę poczytaj sobie tamten wątek.

6

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

Od początku widziałaś że jest źle. Chciałaś być w tym układzie żeby mieć dziecko a potem jakoś to będzie, odejdziesz lub nie. Kobiety zawsze tak postępują, byle mieć dziecko. To jest bardzo głupie.

7

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

Dziewczyno uciekaj od nich,lepiej nie będzie. Wiem co mówię. Oni się nie zmienią. Jeśli możesz to do rodziców. Nie marnuj źycia.alimenty na dziecko. Inaczej będziesz służącą i popychadłem . Masz wykształcenie, więc jak dziecko urośnie trochę to szukaj pracy, opiekunki lub ź łóżka i przedszkola. Poradzisz sobie. Pa

8

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać
Krejzolka82 napisał/a:
Nigdy napisał/a:

Poczytaj sobie, trochę podobna historia. Może uszczkniesz coś dla siebie:-)
http://www.netkobiety.pl/t18610.html


Ten sam link miałam wkleić, bo jest to identyczny scenariusz.
Od razu po przeczytaniu paru zdań wydawało mi się, że czytam historię Jeżyka.

Autorko, naprawdę poczytaj sobie tamten wątek.

Ja też o tym pomyślałam.

Polecam smile

9

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

Jesteś w ciąży, dbaj o siebie, a póki tam mieszkasz, nie wdawaj się w żadne dyskusje z teściem. Nie musisz mu przytakiwać, ignoruj jego wynurzenia, nie musisz też wykonywać jego poleceń.
Ewentualne problemy rozwiązuj z mężem, nie kłóć się, nie krzycz. Postaraj się spokojnie i do bólu tłumaczyć mu jak się czujesz,  podkreślać swoje zasługi, to co robisz w domu, nie daj sobie wmówić, że jesteś leniem i śpiochem, żądaj szacunku i opieki z racji Twojego stanu.
Poproś męża, żeby w miarę możliwości przeprowadził ten remont jeszcze przed narodzeniem się dziecka. Uświadom mu, że jeśli nie zmieni tego terminu, to Twoja wyprowadzka z dzieckiem do rodziców, będzie koniecznością w trosce o zdrowie dziecka, a nie złośliwością wymierzoną w męża.
Rozumiem, że jest Ci trudno, że nie tak łatwo podjąć decyzję o ostatecznym rozstaniu, zwłaszcza, gdy dziecko w drodze.
Ważne, że masz blisko rodziców i wykształcenie. Postaraj się, gdy dziecko trochę podrośnie,  szybko znaleźć pracę.
Swoją drogą, czy przed ślubem nie bywałaś u nich w domu, nie widziałaś tego brudu i stosunków tam panujących?
Teraz jednak skoncentruj się na ciąży, nie wywalczysz wszystkiego od razu (o ile Ci się uda cokolwiek).

10

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

przed ślubem bywałam ale wiecie ile to można zobaczyć, nie wszystko niestety. dopiero po ślubie wyszło na jaw , że np. teściowie wiecznie się kłócą, czasem nawet spać przez to nie można bo od samego rana darcie gęby. miałam prawie żaden kontakt z nimi, taka jest prawda. a teraz? dziś usłyszałam tekst od teścia że co ja rozumu nie mam czy co. ale w d... to mam, ja im jeszcze pokaże kto ma rozum a kto nie, nawet jeśli tu zostanę to kiedy dziecko podrośnie idę do pracy, to postanowiłam i będę do tego dążyć, nikt mi nie zabroni.
czasem mam takie mysli, że i tak nie wytrzymam tu i kiedyś ucięknę stąd, to smutne ale prawdziwe, trzymam do głęboko w sercu i nikomu tego nie mówię. co będzie czas pokaże ale dobrze to nie wygląda. dziś teść mnie obraził a mąż stał po jego stronie, że on taki jest i mam wyluzować, nie widzi w tym nic straznego ale że mi cholernie przykro się zrobiło to już nie widzi sad .a ja chcę szacunku po prostu. dziś przyglądnełam się jaki jest maż przy ojcu i wiecie co? jest tak jak juz dawno myślałam, on boi się go, przytakuje, nie ma swojego stanowczego zdania, takie pitu pitu, moze to może tamto. ręcę opadają bo co to za facet hmm. 30 lat a nie ma prawie nic do powiedzenia we własnym domu. pffffffffffff

11

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać
mała_smutna napisał/a:

30 lat a nie ma prawie nic do powiedzenia we własnym domu. pffffffffffff


Mylisz się.  Nie we własnym tylko u rodziców.  I to rodzice stawiają warunki. Mogą was przyjąć ale nie muszą. 
Może i wzięli cie na służącą ale tylko za twoją zgodą.
Nie musisz tam mieszkać. 
Myśleliście ze pobawicie się w rodzinę a trzeba było najpierw zapracować na wynajęcie czegokolwiek.

12

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

Nie chcę Cię dobijać ale sytuacja beznadziejna. Dlaczego nie zamieszkaliście u Twoich rodziców?
Dokładnie jak napisano wyżej, nie w swoim domu tylko u rodziców. Jeśli mieszka się u rodziców, tym bardziej teściów nie ma się za wiele do gadania. To ile się ma do powiedzenia zależy tylko i wyłącznie od nich. Sama mieszkam u teściów, tyle, że mam ten luksus osobna kuchnia i łazienka, 2 pokoje, ale i tak nie jestem u siebie. Czuję się jak współlokator tyle, że właściciel mieszkania może sobie do mnie wchodzić bez zapowiedzi - właśnie tak. Nic do teściowej nie mam, lubię ją, ale traktuję mieszkanie tam jako przejściowy wynajem - może na najbliższe kilka lat, do puki nie dorobimy się czegoś swojego, oby jak najszybciej. Dlatego trzeba pracować, trzeba kształcić się rozwijać, kobieta nie może mieć nic do powiedzenia pamiętaj to. Nigdy nie zwalaj winy na teściów, nawet najgorsi, jeśli mąż nie da sobie wejść na głowę będzie dobrze. Wiele zależy od Twojego męża, jeśli Ciebie będzie szanował będzie ok. Wybacz, ale Twój post nie jest optymistyczny jeśli chodzi o Twojego męża. Musisz być twarda i nie dać sobą manipulować, stawiać sprawy jasno, rozmawiać z mężem. Jeśli on Cie nie zrozumie to kiepsko.

13 Ostatnio edytowany przez adiafora (2015-11-28 19:42:17)

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

sądząc po poście, jesteś niegłupią dziewczyną, dziwi mnie więc, że dałaś się zwieść pozorom i w kimś takim, jak Twój mąż, zobaczyłaś "księcia".
Zero intuicji. Myślałaś, że złapałaś pana Boga za nogi, jak napisałaś a po krótkim czasie już masz dość. Człowiek aż tak nagle się nie zmienia. Twój mąż zawsze taki był. Patrzyłaś na niego przez różowe okulary. Miłość jest ślepa, jak mówią. Ale trudno mi sobie wyobrazić, żeby aż tak.
Może ja mam inną percepcję...

14

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

Uciekaj ile sił w nogach. Trzymam kciuki smile

15

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

mała_smutna odezwij się, napisz co u Ciebie, jestem ciekawa.

16

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać
światełko89 napisał/a:

Nie będę owijał w bawełnę:
sytuacja jest dość beznadziejna, wpadłaś w sam środek patriarchalnego plemienia, mężczyźni są karmicielami rodziny, panami domu a kobieta jako opiekunka ma kochać, gotować, rodzić, opiekować i ogólnie usługiwać.
Opcje masz dwie: albo zacisnąć zęby, zapomnieć o sobie, stłumić swój indywidualizm, bo ewidentnie jesteś nowoczesną kobietą, i chwała Ci za to, ale nikt w tym domu cenić tego nie będzie, bo dla nich jest wszystko w porządku, a Ty jesteś wyłącznie cegiełką, i masz jakieś wybujałe wymagania; Ta opcja jest prostsza, musisz po prostu pozostać bierna a w końcu umrzesz emocjonalnie, ale nigdy nie będziesz świadomie szczęśliwa.
Opcja druga: musisz jak najszybciej stamtąd uciekać, im dłużej będziesz zwlekać tym trudniej będzie to zrobić, jak sama napisałaś masz do kogo więc powiedz im o wszystkim, będzie cholernie ciężko to zrobić, będzie Cie to kosztować dużo siły, łez i potu, ale kiedyś spojrzysz wstecz, i będziesz wiedzieć że było warto.

najpierw piszesz jak to beznadziejnie bo trafiła w patriarchalne plemie a potem jak to dobrze, że nie jest nowoczesną kobietą no jakiś dziwny paradoks ci się tu wdarł.
A co do Ciebie autorko to postaw się mężowi i pogadaj z nim szczerze. Na pewno nie słuchaj tych rad, żeby się zgadzać z teściem ale też nie warto wszczynać o byle co awantury. To złe dla dziecko ten remont oczywiści, Twój mąż powinien to zrozumieć. Chyba też chce dobra swojego dziecka?
Jak to możliwe, że jesteście małżeństwem i nawet nie wiesz ile on zarabia? Dziwne to. Czy on nie traktuje cię serio?
A nie ma możliwości byście zamieszkali u twoich rodziców? Nie warto dawać sie poniża czy żyć tak jesłi jesteś nieszczęśliwa. Bo w imie czego niby. Nawet w imie macierzynstwa nie warto.

17

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać
MrSpock napisał/a:

Od początku widziałaś że jest źle. Chciałaś być w tym układzie żeby mieć dziecko a potem jakoś to będzie, odejdziesz lub nie. Kobiety zawsze tak postępują, byle mieć dziecko. To jest bardzo głupie.

Nie mierz wszystkich jedną miarą.

18

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

Uciekaj gdzie pieprz rośnie... Przeszłam taki cyrk - z teściową na wsi, a ów wtedy 30-latek był właścicielem domu...
Bał się postawić, bo darowizna, bo matka starsza, należy się szacunek... To co że cała jego rodzina przychodziła do naszego-JEGO domu i mu ubliżała bez nawet "dzień dobry"...
To co że matka od pierwszych dni nawet nie odpowiadała "dzień dobry" (on tłumaczył ze ma problemy ze słuchem wink ale do podsłuchiwania i butowania syna szeptem za plecami, miała całkiem niezły wink ), wyzywała mnie od "żmij" - bo dużo gadam, że jestem przemądrzała, bo ja wykształcona, każdy ze mną mógł porozmawiać, wzięłam się za zasyfiały przez ich 30-lat gospodarowania "dom" (obora lepiej wyglądała, były chociaż podłogi... nie było nawet toalety, łazienki, kuchni, ogrzewania, pleśń, grzyby na ścianach, okna potłuczone i przyklejane na taśmę klejącą).
Poświęciłam swoje środki, czas, karierę zawodową i firmę - dla niego, dla nas, a gospodarstwo miało być nasze.
Tak mówił... dopóki był ze mną i naszymi bliskimi, nigdy nie odważył się powiedzieć, czy poprawić rodzinki że to nie "moje" tylko "nasze".
I... tak straciłam wiele lat życia.
A było tak pięknie - do czasu kiedy nie ruszyłam niewygodnego tematu, rodzinki która wchodziła nam na głowę (matka właziła nawet do naszej sypialni kiedy sypialiśmy razem, bez pukania! rozkazywała mi co mam robić chociaż guzik wiedziała co robię, czy jestem zajęta (a pracowałam sporo online i przez komputer).
Dał namówić się na terapię, nawet sam zabiegał, zostawiałam go - przepraszał błagał o powrót, płakał - do czasu kolejnych jazd i problemów, te same (pieniądze i rządzenie przez niego, rodzinka i ich wtrynianie się, jego strach przed nimi - mogą wchodzić nam na głowę - nawet rzucać się do bicia, on nic).
Ponoć tylko to może pomóc takim osobom, ale niestety, nie zjawiał się na kolejne spotkania z terapeutą,

Reasumując - radzę Ci z własnego doświadczenia, UCIEKAJ. Jak nie docenia i nie zawalczy o Was - to nie masz czego żałować, bo nic się nie zmieni.
Ja żałuję że tego nie zrobiłam i dziś walczę o odzyskanie swojej godności, pieniędzy, życia...

19

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

Takie życie jest bardzo ciężkie. Najważniejsze to żebyś to ty była szczęśliwa. Jeżeli ty nie jesteś to nie to widać i inni wokół ciebie również nie są.

20

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

Szkoda,że przed ślubem nie zajrzałaś do domu rodziców i dziadków obecnego męża. Przecież wiedziałaś gdzie będziesz mieszkać.

21

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

Ludzie potrafią stwarzać pozory. Takie poczciwe "wieśniaki" potrafią pokazać miastowej gdzie jej miejsce, ale to dopiero po ślubie big_smile Z teściami nigdy, przenigdy nie wolno mieszkać, stara prawda zawsze się powtarza.

22

Odp: moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

witajcie moje drogie. dawno tu nie zaglądałam, widze ktoś prosił żebym odezwała się więc prośbę spełniam smile.
a co u mnie? hmm od czego tu zacząć? mieszkam dalej z teściami, niestety. to moja zmora dnia codziennego. choćbym nie wiem jak starała się zobaczyć coś pozytywnego w tych ludziach to nie potrafię hmm. teściowa nic się nie zmieniła, chyba jest jeszcze gorsza, teść dalej ma  niewyparzony język i chamski charakter. za mną pierwsza Wigilia i święta z nimi. wiecie jak było? beznadziejnie. zero atmosfery, jakiejs dobroci, wiecie o co chodzi, najważniejsze to się nażreć i dupa przed telewizor. wigilia- nawet bez składania życzeń każdy każdemu, ja się pytam co to jest sama siebie do tej pory sad. teściowa praktycznie nic mi nie pomogła przy przygotowaniach, zrobiłam po swojemu i co? teściowi oczywiście nie pasowało. ale kij mu w oko, nie da się każdemu dogodzić. babka nawet nie przyszła na kolację wigilijną więc jakie można i mieć o niej zdanie? wiadomo jakie.
a mąż? z mężem wciąż mamy jakieś spięcia większe i mniejsze. raz że przez ciąże nie jest się ta samą kobietą co przed a dwa, mąż mało zmienil się. jedyne z czego jestem zadowolona to to, ze widze że ciszy się z dziecka,i na tym niestety to się kończy. chciałabym już zacząć kompletować wyprawkę dla dziecka ale on tym się  nie przejmuje. czekałam cierpliwie, myśle może w końcu coś sam z siebie zaproponuje ale gdzie tam. w końcu pokócilismy się, powiedziałam mu, że nawet nie zapyta czy chcę coś kupić dziecku itd, że chyba ani ja ani ono nie jesteśmy ważni dla niego. to co usłyszałam? że dziecko jest ważne ale on ma i inne ważne sprawy. i w tym momencie wygląda to tak, że nie mam jeszcze nic dziecku a kupić też nie mam za co bo mąż trzyma kasę i to co daje starcza ledwo na kupienie jedzenia. jestem wściekła ale czekam dalej co będzie. do porodu zostały 3  miesiące a mąż tkwi wciąż tylko w świecie swoich jakże ważnych spraw. nie wiem, może ja przesadzam? ale jak można nie przesadzać, przecież teraz to dziecko powinno być najważniejsze. usłyszałam ostatnio od męża, że nie ma dużo kasy ale czemu gdy jego ojciec wymyśla kupno jakiś niepotrzebnych na tą chwilę rzeczy to mąż to funduje a mnie olewa? boli to okropnie ale jakoś na razie to kryje w sobie, do czasu.
temat remontu na razie przycichł ale na pewno przed porodem znowu się odezwie sad.

Posty [ 22 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » moje smutne życie po ślubie... muszę się wygadać

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026