Witam was wszystkich a w szczególności drogie panie - wiadomość tą kieruję głównie do was bo staram się zrozumieć sytuację którą zaraz opiszę.
mam 26 lat - pracuję w biurze i dobrze zarabiam, moja Kobieta ma 24 i również pracuje ale w sklepie, oboje jesteśmy po studiach i wynajmujemy kawalerkę. Znamy się ponad 5 lat - od 2 lat jesteśmy razem jak i razem mieszkamy.
Czasem lubię poleniuchować ale również cenię sobie jazdę na rowerze, bieganie itd. moja połówka zaś uwielbia leżeć i oglądać seriale - czytać o modzie i ciuchach. Jestem dosyć rozrywkowy i to zawsze ja inicjuję wspólnie wyjście do kina, na spacer czy jakąś wycieczkę. Oboje nie posiadamy zbyt wielu znajomych bo jest to dla nas nowe otoczenie, jeśli jest jednak możliwość wyjścia to z niej korzystamy (znacznie częściej ja). Zawsze znakomicie się nam rozmawiało na praktycznie każdy, nawet najbardziej zwariowany temat.
Jednak ostatnimi czasy przestaję chyba patrzeć przez "zaczarowane okulary" i dostrzegam rzeczy które wcześniej jakoś mi umykały?
Przyznam, że bardzo mnie to martwi bo nie miałem czegoś takiego i planowaliśmy wspólnie naszą przyszłość, nie miałem nigdy takich myśli...
Moja kobieta jest bardzo nieśmiała i strachliwa, wydaje mi się że stroni ogólnie od ludzi i zdecydowanie woli otoczenie rzeczy i osób jej dobrze znanych - nasze mieszkanie. Myślę, że dobrą nazwą byłaby Domatorka - filmy, seriale, kolorowe gazetki i ciuchy pod kołdrą w łóżku.
Ja jednak mimo usilnych chęci nie potrafię żyć w taki sposób: Praca, dom, telewizor, przytulanie, sen i tak w kółko...
Chciałbym wyciągnąć ją na miasto, na lody czy na wycieczkę rowerową - czasem się uda ale jest to zawsze z mojej inicjatywy a nie jestem ślepy- widzę że robi to na siłę.
Z mojej strony wygląda to tak: gdy mam dzień wolny posprzątam trochę idę gdzieś pobiegać/myję auto/robię obiad spotykam się ze znajomymi na piwie itd.
Z jej: wraca do domu, kładzie się i śpi albo siedzi na necie i ogląda seriale - w domu robi niewiele -obojętnie czy ma wole czy też jest po pracy efekt w/w.
Mam wrażenie, że jej albo przestało zależeć i myśli że taka sielanka będzie przez całe życie albo sam nie wiem...
Zamiast szukać bardziej ambitnej pracy, woli leżeć. Nie ma zainteresowań nie licząc ciuchów i seriali ...
W łóżku też nie jest dobrze, staram się być troskliwy kochany i romantyczny na ile tylko potrafię - często ją rozpieszczam kupuję kwiatka czy gdzieś zabieram ale niewiele to daje. Inicjuję w różnych szalonych miejscach, wysyłam sms'y z podtekstem - kiedyś tj. rok temu? jeszcze jej się to podobało a teraz w ogóle się nie stara. Mówi, że ma niskie libido i nie zawsze gdy mi się chce to jej też musi - Rozumiem to! Ale gdybym nic nie inicjował to byśmy się kochali raz na tydzień? Do tego boli ją podczas stosunku - byliśmy u ginekologa i nic nie wykrył. Staram się za nas dwoje ale coraz bardziej ręce mi opadają...
Jestem chodzącym sfrustrowanym człowiekiem, i coraz częściej zastanawiam się czy to tylko mi na tym wszystkim zależy, czy właśnie tak ma wyglądać związek dwojga ludzi? Dużo rozmawiamy, ona o wszystkim wie ale nic z tym nie robi, mówi że jest zmęczona; cały dzień leżała/oglądała filmy to pewnie jest znudzona ale do cholery ile można? Podczas naszych rozmów to ja muszę coś opowiadać bo inaczej będzie martwa cisza, rutyna?
Pomocy! co ja mam robić? Kocham ją i chcę pomóc ale to chyba też samemu trzeba chcieć - gdy jej mówię co mnie boli to się stara tydzień i znów to samo. Do niedawna myślałem że znalazłem tą - to właśnie ta, teraz oczy zaczynają mi się otwierać i chyba nie chcę zobaczyć co tam się wyłania...