netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

166 odpowiedzi16 276 wyświetleńzałożony przez Piotr75, 28.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 167 ]

1

Temat: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Cześć. Jestem już nieco zdesperowany swoją relacją partnerską z moją narzeczoną stąd moja prośba o jakieś wskazówki, rady czy cokolwiek od Was Drogie Panie bo mi jest trudno samemu ocenić kto  tu odjechał.

Staliśmy się dla siebie wrogami naszych własnych wolności...

Najkrócej jak się da: Moja kobieta jest młodsza ode mnie o 9 lat, ma aktualnie 26 lat i średnie wykształcenie. Posiadamy 1,5 rocznego wspaniałego synka którego oboje kochamy ponad wszystko. Jednak od dłuższego czasu mamy świadomość że to jedynie dziecko trzyma nas razem. Problemy nawarstwiają się i nie znajdują rozwiązań. Wszystko sprowadza się do tego, że jak ona twierdzi: "nie potrafię się wsłuchać w jej problemy, nie potrafię jej zrozumieć i odpowiednio się z nią komunikować". Każda moja najdrobniejsza uwaga w jej stronę jest obracana w rozmowę o tonie mojej dyskusji, o sposobie, o formie wypowiadania się i tym podobne sprawy. Przez to nie dochodzimy nigdy do sedna sprawy, nie rozwiązujemy kłopotów bo z trzaskiem drzwi rozchodzimy się po pokojach.
Zaznaczę tu, że nie ma tu mowy o jakichkolwiek krzykach czy wrzaskach ani żadnej przemocy. Ja chce ratować i budować nasz związek, dałem jej wszystko co mam i czynami staram się to udowadniać. Jednak najdrobniejsze zwrócenie uwagi obraca miły poranek w totalną masakrę włącznie z tym, że okłada mnie pięściami. Dodam tu że ona słabo zajmuje się domem. Tzn świetnie gotuje - ale tylko dla gości, sprząta najdokładniej na świecie - ale raz na 2 miesiące. Nie potrafi sprostać codziennej rutynie, musi błyszczeć i być stale chwalona, nienawidzi regularności, jak ognia stroni od planowania i jakiejkolwiek dyscypliny. W życiu wiodło jej się lekko i przyjemnie i chciałaby aby tak pozostało. A ja stałem się jej naturalnym wrogiem. Gdy pojawiło się dziecko nie było możliwości już żyć inaczej.

A ja? w domu lubię porządek i schematyczne załatwianie spraw niezbędnych ale tylko po to by wieczorem móc się zająć własnym rozwojem, czytaniem, pisaniem, douczaniem. Mi nie wiodło się zawsze tak dobrze, ciężko pracowałem na to by dojść gdzie jestem, przeszedłem śmierć mojej wcześniejszej narzeczonej 4 lata temu kiedy świat zwalił mi sie na głowę. Objechałem z plecakiem pół świata z Afryką włącznie. Mogę nieskromnie powiedzieć, że mam otwartą głowę i dystans do świata. Byle co nie jest dla mnie problemem. Zajmuję wysokie stanowisko managerskie w firmie, mam skończone  2 fakultety i uwielbiałem swój świat. A teraz nie mogę się zwyczajnie wkurzyć w domu na zwykłą drobnostkę bo wiem że zostanę napiętnowany i zbesztany. i tak tłumie juz w sobie 90% rzeczy które bym powiedział. Ale nie da się żyć nie zwaracając sobie uwagi na rzeczy które nam nie pasują?. Najbardziej zależy mi na moim synku. Chcę obserwować każdy dzień jego życia i dla niego zaciskam zęby każdego dnia.

Ona zdaje sobie sprawę jak bardzo kocham dziecko i że przyjmę więcej na siebie. Wie że jak się rozstaniemy to nie będę go widywać  codziennie?.
Moja narzeczona od 6 lat nie może skończyć studiów licencjackich tylko z własnego lenistwa, doskonale wiem ze jest zdolna i inteligentna by to zrobić. Mimo że ciągle opiekuję się dzieckiem, wstaję w nocy, karmię, zostaję na chorobowym gdy jest chory i gotuję mu zupki - wciaż nie znajduję u niej cienia satysfakcji, a wszystkie plusy zostają przysłonięte przez "mój ton rozmowy". Dodam, ze mieszkamy w moim mieszkaniu i jeździmy moim autem, Ona w sensie materialnym nie wniosła nic, nie potrafi też zbudować dobrej atmosfery w domu, postrzątać, zapalić świeczki itp. Gdy się kłócimy potrafi wyjśc z domu z trzaskiem, zabrac moje auto i zostawić mnie w domu z mopem w garści i głodnym dzieckiem biegającym po podłodze.

Powiedzcie mi proszę czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś do tego brakuje?

2

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Dosyc smutna historia. Wydajesz sie naprawde otwartym, zdystansowanym, dojrzalym mezczyzna ktory wie czego chce, szanuje siebie ale tez wiele daje drugiej osobie.
A ja zapytam tak z drugiej stron: co spowodowalo ze zostaliscie para, potem malzenstwem? Czy wspolnie jakos spedzacie czas? Moze ona ma jakies problemy, o ktorycb ty nie wiesz? Ewidentnie cos sie dzieje, a ty przeciez nic zlego nie zrobiles, za co mialbys byc ukarany. Wyzywa sie na tobie, takie czepialstwo jest mi znane.
Jesli z czystym sercem mozesz powoedziec, ze probowales naprawic wszystko, szukales zrodla problemow (wielowymiarowo) to czas pomyslec o innym rozwiazaniu. Ale przedtem porusz niebo a ziemie- doqiedz sie o co jej chodzi.

3 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-28 08:00:13)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Wypowiem się a moje słowa sa z punktu widzenia faceta znającego podobne relacje...
Zupełnie nie rozumiem słowa "frajer" w kontekście Twojego wątku... To jakies nieporozumienie.

Piotr75 napisał/a:

...Wszystko sprowadza się do tego, że jak ona twierdzi: "nie potrafię się wsłuchać w jej problemy, nie potrafię jej zrozumieć i odpowiednio się z nią komunikować". Każda moja najdrobniejsza uwaga w jej stronę jest obracana w rozmowę o tonie mojej dyskusji...Przez to nie dochodzimy nigdy do sedna sprawy...

Znam takie relacja az za dobrze. Tyle tylko, ze z tej drugiej strony. Te Twoje "najdrobniejsze uwagi" potrafią skutecznie zatruć wszystko. Dziwne, ze tego nie widzisz... Rozumiem uwagę, zwrócenie jej na coś raz na jakiś czas. Ale gdy pojawia sie kazdego dnia, albo kilka razu na dzień od samego rana - kazdego to potrafiłoby wyprowadzic z równowagi. Twoja partnerka - jak widzisz - juz wychodzi z siebie i nie panuje juz nad swoimi emocjami. A to źle wyglada. Szkoda, ze nie widzisz jak tymi swoimi uwagami (pouczeniami?) niszczysz to wspólne zycie. W ten sposób nie dość, że działasz drażniąco, to jeszcze skutecznie niszczysz poczucie własnej wartosci w tej kobiecie. Bo to wyglada tak, jakbyś kwestionował wszystko w niej, że Twoim zdaniem jest pod kazdym wzgledem do niczego, nieudolna, niczego nie umie, nie potrafi i Ty - jak ktoś lepszy - co chwile ją ruga i poucza.
Znam to az za dobrze....

Piotr75 napisał/a:

Ja chce ratować i budować nasz związek, dałem jej wszystko co mam i czynami staram się to udowadniać. Jednak najdrobniejsze zwrócenie uwagi obraca miły poranek w totalną masakrę...

Dziwisz się? Chcesz ratować i budować. Pięknie... To przestań ją na kazdym kroku poprawiać. W ten sposób jej nie dopingujesz tylko werbalnie kopiesz i niszczysz jej psychikę. Czy pomyslałeś, że w taki sposób jak postępujesz ciagniesz wszystko w dół? Moze Twoja partnerka ma juz dość i nie widzi sensu w staraniu się, bo cokolwiek zrobi - zawsze znajdziesz jakiś mankament...
Wyglądasz na faceta dość małostkowego w moich oczach, wybacz. Czy troche narcyzmu też czasem w Tobie nie ma? Sporo też niespójnosci w tym, co piszesz, bo wspominasz o drobnych uwagach, na temat rzeczy jakie Ci przeszkadzają (wygląda na to, ze wszystko jest "coś nie tak" dla Ciebie i wszystko wymaga jakichś uwag...), a jednoczesnie piszesz, cyt.: "Mogę nieskromnie powiedzieć, że mam otwartą głowę i dystans do świata. Byle co nie jest dla mnie problemem."
Okazuje się, ze to tylko słowa, bo własnie BYLE CO JEST PROBLEMEM dla Ciebie. Tak ja to widzę niestety...

Piotr75 napisał/a:

Dodam tu że ona słabo zajmuje się domem. Tzn świetnie gotuje - ale tylko dla gości, sprząta najdokładniej na świecie - ale raz na 2 miesiące. Nie potrafi sprostać codziennej rutynie...
...Mogę nieskromnie powiedzieć, że mam otwartą głowę i dystans do świata. Byle co nie jest dla mnie problemem. Zajmuję wysokie stanowisko managerskie w firmie, mam skończone  2 fakultety i uwielbiałem swój świat. A teraz nie mogę się zwyczajnie wkurzyć w domu na zwykłą drobnostkę bo wiem że zostanę napiętnowany i zbesztany. i tak tłumie juz w sobie 90% rzeczy które bym powiedział. Ale nie da się żyć nie zwaracając sobie uwagi na rzeczy które nam nie pasują?
Moja narzeczona od 6 lat nie może skończyć studiów licencjackich tylko z własnego lenistwa, doskonale wiem ze jest zdolna i inteligentna by to zrobić. Mimo że ciągle opiekuję się dzieckiem, wstaję w nocy, karmię, zostaję na chorobowym gdy jest chory i gotuję mu zupki - wciaż nie znajduję u niej cienia satysfakcji, a wszystkie plusy zostają przysłonięte przez "mój ton rozmowy". Dodam, ze mieszkamy w moim mieszkaniu i jeździmy moim autem, Ona w sensie materialnym nie wniosła nic, nie potrafi też zbudować dobrej atmosfery w domu, postrzątać, zapalić świeczki itp.

Nie wiem co tu mają do rzeczy Twoje osiągnięcia zestawione z jej mankamentami. Powtórzę: masz trochę narcystyczne skłonności i wyglądasz na człowieka małostkowego, swoimi reakcjami zatruwajacym zwiazek. Skoro sam piszesz, ze masz otwartą głowę i byle co nie stanowi problemu - to wznieś sie ponad pierdoły codzienności, przestań zwracać ciągle uwagi i doceń to, co masz. Trochę spójności... Tak jak robisz dotychczas tylko zatruwasz swój związek i sprawiasz, ze dziecko to chłonie - te toksyczne relacje, nad którymi tak usilnie pracujesz...
Piszę to z punktu widzenia kogoś, kto był w związku o podobnych relacjach, ale jako ta druga strona. I wybacz, ale długo to nie trwało - u Ciebie też w takim trybie nie potrwa jesli nic nie zmienisz... Twoje atuty i osiągnięcia nie mają tu nic do rzeczy. Tu istotny jest Twój sposób komunikacji z tą kobietą, od tego powinieneś zacząć. Miast ją delikatnymi i ciągłymi uwagami łajać na każdym kroku - zacznij ją POZYTYWNIE dopingować, zachwyć sie czasem, pochwal coś, co zrobi - sam sie zdziwisz efektami...
Proponowałbym też - mimo wszystko - jakś terapię dla Was, nawet dla Ciebie, bo widze tu potrzebę pracy nad komunikacją, nad wspólnotą... Czemu miały służyć słowa o Twoich osiągnięciach, o Twoim mieszkaniu, Twoim samochodzie, o jej "nic" wniesionym do wspólnoty? Czy przypadkiem nie temu, bo pokazać jaki to Ty jesteś ...lepszy? No wybacz, musisz nad tym mocno pracować. Jak jest związek to jest JEDNOŚĆ, UZUPEŁNIANIE SIĘ, wspomaganie i wyrozumiałość. Nie moje/twoje, lepszy/gorsza...
Gdzie tu miejsce dla serdeczności? Dla ciepła rodzinnego? Dla jakiegos pozytywnego uczucia?
Musisz Autorze nad tym popracować, bo nikt nie wytrzyma długo tego, co fundujesz swojej kobiecie i matce Twojego dziecka...
Jeśli juz ktos tu powinien zadać pytanie, jakie postawiłeś za tytuł własnego watku, to chyba - wybacz - Twoja partnerka...

noname12_34 napisał/a:

...a ty przeciez nic zlego nie zrobiles, za co mialbys byc ukarany. Wyzywa sie na tobie, takie czepialstwo jest mi znane.

Dziwne, że ja widzę wszystko inaczej... Kto na kim sie wyżywa i kto jest "czepialski"? smile

4 Ostatnio edytowany przez nastuszka (2014-11-28 08:03:36)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

ok wiec....
jakie ma znaczenie w twoim poscie jej wyksztalcienie? jakie ma znaczenie gdzie byles na swiecie? jakie ma znaczenie twoje stanowisko w pracy i fakultety?
(pomijam juz reszte bo az od tego "MOIM" mi niedobrze) PO CO O TYM MOWISZ? chcesz sie przedstawic w najlepszym swietle czy co?

wiesz czemu ona chce blyszczec? wiesz czemu ma wszystko doslownnie gdzies? STOISZ NAD NIA I POUCZASZ NA KAZDYM MOZLIWYM KROKU bo nie robi czegos tak jak robisz to TY... ona sie czuje stłamszona i osaczona przez twoja osobe. tak przynajmniej widze to ja ...

swoja droga proponuje troche wyjac slomy z butow...

5

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Cześć Piotr75 - może obruszyłeś sie na powyższe posty ale jest moim zdaniem tak jak pisze kosmicznynick. Mówię to jako osoba bardzo podobna do ciebie i po rozwodzie z żoną bardzo podobną do twojej partnerki. Zawsze uważałem że wina leży po stronie mojej żony bo nie mogę z nią ustalić żadnych zasad czy kompromisów. Co więcej jej negatywne zachowanie wpływało na mnie mocno na czym cierpiał seks. Z drugiej strony jak widzisz ona potrafi wiele tylko nie ma motywacji do tego. Pewnie nie dasz rady z nią usiąść i porozmawiać i poczynić ustalenia;  psychologa też odradzam bo wyjdzie że ty wszystko robisz dobrze a ona wszystko źle. Przepraszam za porównanie ale chodzi mi tylko o mechanizm - ze zwierzęciem też sie nie dogadasz a jednak możesz ułożyć z nim wspólne relacje przez okazywanie emocji wspólne spędzanie czasu.  Ona działa emocjonalnie. Mów do niej emocjami a przede wszystkim chwal. Pewnie jest ekstrawertyczką - oni lubią pochwały i zacznie wtedy robić wiele rzeczy na których ci zależy. Na pozostałe machniesz ręką. Naładowana pozytywnie będzie przenosić góry - może niedokładnie te które chciałbyś przenieść ale pozwól jej działać - poprawki zrób sam bez ględzenia.  Ach żebym był taki mądry przed rozwodem...

6

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Piotr Introwertyk napisał/a:

...może obruszyłeś sie na powyższe posty...Zawsze uważałem że wina leży po stronie mojej żony...psychologa też odradzam bo wyjdzie że ty wszystko robisz dobrze a ona wszystko źle. Przepraszam za porównanie ale chodzi mi tylko o mechanizm - ze zwierzęciem też sie nie dogadasz a jednak możesz ułożyć z nim wspólne relacje przez okazywanie emocji wspólne spędzanie czasu.  Ona działa emocjonalnie. Mów do niej emocjami a przede wszystkim chwal...oni lubią pochwały i zacznie wtedy robić wiele rzeczy na których ci zależy...

Z mieszanymi uczuciami czytałem Twoje słowa...
No wybacz, ale fakt, przyrównanie do głupiutkiego zwierzątka wypadło tu bardzo ...niefortunnie smile
Do jasnej cholery! Kazdy jest TYLKO człowiekiem z jakimiś wadami. Kto ich nie ma? Takie "głaskanie" by "zwierzątko" dobrze sie czuło dziwnie zabrzmiało... A gdzie traktowanie tej drugiej "niedoskonałej" osoby jak CZŁOWIEKA? Gdzie jakas wyrozumiałoś? Gdzie jakieś ...wzniesienie sie ponad małostkowość i docenianie? Nie rozumiem tego...
Tu nie chodzi o chwalenie za nic, tu chodzi o docenianie tego, co robi - bo tym (czy bezpodstawnym? Czy faktycznie taka osoba jest tak mierna, ze na żadna pochwałę, docenienie nie zasługuje?) daj sie jakąś motywację do działania. Gdy za kazdym razem znajdzie sie problem, mankament (przy odrobinie złej woli u kazdego mozna znaleźć) to jak to motywuje?
Jesli są same przytyki, krytyka i własnie: czepianie się - to z czasem odechciewa sie wszystkiego... Nie dziwię sie wcale partnerce Autora.
A wystarczy traktować drugą osobę jak normalnego człowieka, nie jak maszynkę do rodzenia dzieci, do gotowania/sprzątania/zarabiania kasy/do umilania czasu. Coś chyba kiedyś spowodowało to, że zwiazałes sie z tą osobą? Były jakies pozytywne cechy, zalety? Były wady? Jakoś pomimo tych wad powstał zwiazek, prawda? Z czasem zalety sie ...gdzies zatraciły a w ich miejsce rozrosły sie same wady, czyz nie?
Odradzasz Piotrze Autorowi terapię... Na czego podstawie twierdzisz, że okaże się...? Bo powie to jak wygląda z jego strony? Że jest przecież taki DOSKONAŁY i nieomylny, perfekcyjny? To miałoby oznaczać, że i tak: doskonale, nieomylnie i perfekcyjnie traktuje własna partnerkę? Wypadałoby liczyc na dociekliwość i intuicje psychologa...
Moze też miałby pogląd na całość jaki ja wczesniej wykazałem...

7

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Piotr75 napisał/a:

Cześć. Jestem już nieco zdesperowany swoją relacją partnerską z moją narzeczoną stąd moja prośba o jakieś wskazówki, rady czy cokolwiek od Was Drogie Panie bo mi jest trudno samemu ocenić kto  tu odjechał.

Staliśmy się dla siebie wrogami naszych własnych wolności...

Najkrócej jak się da: Moja kobieta jest młodsza ode mnie o 9 lat, ma aktualnie 26 lat i średnie wykształcenie. Posiadamy 1,5 rocznego wspaniałego synka którego oboje kochamy ponad wszystko. Jednak od dłuższego czasu mamy świadomość że to jedynie dziecko trzyma nas razem. Problemy nawarstwiają się i nie znajdują rozwiązań. Wszystko sprowadza się do tego, że jak ona twierdzi: "nie potrafię się wsłuchać w jej problemy, nie potrafię jej zrozumieć i odpowiednio się z nią komunikować". Każda moja najdrobniejsza uwaga w jej stronę jest obracana w rozmowę o tonie mojej dyskusji, o sposobie, o formie wypowiadania się i tym podobne sprawy. Przez to nie dochodzimy nigdy do sedna sprawy, nie rozwiązujemy kłopotów bo z trzaskiem drzwi rozchodzimy się po pokojach.
Zaznaczę tu, że nie ma tu mowy o jakichkolwiek krzykach czy wrzaskach ani żadnej przemocy. Ja chce ratować i budować nasz związek, dałem jej wszystko co mam i czynami staram się to udowadniać. Jednak najdrobniejsze zwrócenie uwagi obraca miły poranek w totalną masakrę włącznie z tym, że okłada mnie pięściami. Dodam tu że ona słabo zajmuje się domem. Tzn świetnie gotuje - ale tylko dla gości, sprząta najdokładniej na świecie - ale raz na 2 miesiące. Nie potrafi sprostać codziennej rutynie, musi błyszczeć i być stale chwalona, nienawidzi regularności, jak ognia stroni od planowania i jakiejkolwiek dyscypliny. W życiu wiodło jej się lekko i przyjemnie i chciałaby aby tak pozostało. A ja stałem się jej naturalnym wrogiem. Gdy pojawiło się dziecko nie było możliwości już żyć inaczej.

A ja? w domu lubię porządek i schematyczne załatwianie spraw niezbędnych ale tylko po to by wieczorem móc się zająć własnym rozwojem, czytaniem, pisaniem, douczaniem. Mi nie wiodło się zawsze tak dobrze, ciężko pracowałem na to by dojść gdzie jestem, przeszedłem śmierć mojej wcześniejszej narzeczonej 4 lata temu kiedy świat zwalił mi sie na głowę. Objechałem z plecakiem pół świata z Afryką włącznie. Mogę nieskromnie powiedzieć, że mam otwartą głowę i dystans do świata. Byle co nie jest dla mnie problemem. Zajmuję wysokie stanowisko managerskie w firmie, mam skończone  2 fakultety i uwielbiałem swój świat. A teraz nie mogę się zwyczajnie wkurzyć w domu na zwykłą drobnostkę bo wiem że zostanę napiętnowany i zbesztany. i tak tłumie juz w sobie 90% rzeczy które bym powiedział. Ale nie da się żyć nie zwaracając sobie uwagi na rzeczy które nam nie pasują?. Najbardziej zależy mi na moim synku. Chcę obserwować każdy dzień jego życia i dla niego zaciskam zęby każdego dnia.

Ona zdaje sobie sprawę jak bardzo kocham dziecko i że przyjmę więcej na siebie. Wie że jak się rozstaniemy to nie będę go widywać  codziennie?.
Moja narzeczona od 6 lat nie może skończyć studiów licencjackich tylko z własnego lenistwa, doskonale wiem ze jest zdolna i inteligentna by to zrobić. Mimo że ciągle opiekuję się dzieckiem, wstaję w nocy, karmię, zostaję na chorobowym gdy jest chory i gotuję mu zupki - wciaż nie znajduję u niej cienia satysfakcji, a wszystkie plusy zostają przysłonięte przez "mój ton rozmowy". Dodam, ze mieszkamy w moim mieszkaniu i jeździmy moim autem, Ona w sensie materialnym nie wniosła nic, nie potrafi też zbudować dobrej atmosfery w domu, postrzątać, zapalić świeczki itp. Gdy się kłócimy potrafi wyjśc z domu z trzaskiem, zabrac moje auto i zostawić mnie w domu z mopem w garści i głodnym dzieckiem biegającym po podłodze.

Powiedzcie mi proszę czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś do tego brakuje?

się wtrącę jako kolejny facet po lub wtrakcie przejść big_smile

nie "szata" zdobi człowieka, niestety
argumenty które stawiasz, napewno tez są ważne, pewnie kosztowały Cię energii
fajnie że Cię to cieszyło, byłeś zmotywowany, coś osiągnąłeś

tylko popatrz, jednego nie możesz osiągnąć sad i gdzie w tym widzisz na równi siebie swoją partnerkę
musisz zmienić podejście do zostaniesz z ręką w "nocniku"

kwestia czy tego chcesz, bo to na razie napisałeś optymistycznie niestety nie rokuje

nie odbieraj tych postów źle
czasem zderzenie ze "ścianę" nie jest zabójcze, tylko wskazane

pozdr

8

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
kosmiczny nick napisał/a:
Piotr Introwertyk napisał/a:

...może obruszyłeś sie na powyższe posty...Zawsze uważałem że wina leży po stronie mojej żony...psychologa też odradzam bo wyjdzie że ty wszystko robisz dobrze a ona wszystko źle. Przepraszam za porównanie ale chodzi mi tylko o mechanizm - ze zwierzęciem też sie nie dogadasz a jednak możesz ułożyć z nim wspólne relacje przez okazywanie emocji wspólne spędzanie czasu.  Ona działa emocjonalnie. Mów do niej emocjami a przede wszystkim chwal...oni lubią pochwały i zacznie wtedy robić wiele rzeczy na których ci zależy...

Z mieszanymi uczuciami czytałem Twoje słowa...
No wybacz, ale fakt, przyrównanie do głupiutkiego zwierzątka wypadło tu bardzo ...niefortunnie smile
Do jasnej cholery! Kazdy jest TYLKO człowiekiem z jakimiś wadami. Kto ich nie ma? Takie "głaskanie" by "zwierzątko" dobrze sie czuło dziwnie zabrzmiało... A gdzie traktowanie tej drugiej "niedoskonałej" osoby jak CZŁOWIEKA? Gdzie jakas wyrozumiałoś? Gdzie jakieś ...wzniesienie sie ponad małostkowość i docenianie? Nie rozumiem tego...
Tu nie chodzi o chwalenie za nic, tu chodzi o docenianie tego, co robi - bo tym (czy bezpodstawnym? Czy faktycznie taka osoba jest tak mierna, ze na żadna pochwałę, docenienie nie zasługuje?) daj sie jakąś motywację do działania. Gdy za kazdym razem znajdzie sie problem, mankament (przy odrobinie złej woli u kazdego mozna znaleźć) to jak to motywuje?
Jesli są same przytyki, krytyka i własnie: czepianie się - to z czasem odechciewa sie wszystkiego... Nie dziwię sie wcale partnerce Autora.
A wystarczy traktować drugą osobę jak normalnego człowieka, nie jak maszynkę do rodzenia dzieci, do gotowania/sprzątania/zarabiania kasy/do umilania czasu. Coś chyba kiedyś spowodowało to, że zwiazałes sie z tą osobą? Były jakies pozytywne cechy, zalety? Były wady? Jakoś pomimo tych wad powstał zwiazek, prawda? Z czasem zalety sie ...gdzies zatraciły a w ich miejsce rozrosły sie same wady, czyz nie?
Odradzasz Piotrze Autorowi terapię... Na czego podstawie twierdzisz, że okaże się...? Bo powie to jak wygląda z jego strony? Że jest przecież taki DOSKONAŁY i nieomylny, perfekcyjny? To miałoby oznaczać, że i tak: doskonale, nieomylnie i perfekcyjnie traktuje własna partnerkę? Wypadałoby liczyc na dociekliwość i intuicje psychologa...
Moze też miałby pogląd na całość jaki ja wczesniej wykazałem...

Piotr jest w trakcie przemiany wink

pozdr

9

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Piotr75 napisał/a:

...Objechałem z plecakiem pół świata z Afryką włącznie. Mogę nieskromnie powiedzieć, że mam otwartą głowę i dystans do świata. Byle co nie jest dla mnie problemem. Zajmuję wysokie stanowisko managerskie w firmie, mam skończone  2 fakultety i uwielbiałem swój świat. A teraz nie mogę się zwyczajnie wkurzyć w domu na zwykłą drobnostkę...

A może podłożem wszystkiego jest to, że teraz Twój "uwielbiany świat" sie SKOŃCZYŁ, a partnerka i Wasze dziecko stało sie kulą u nogi? I to Cię drażni, irytuje, a upust frustracjom dajesz w swoich reakcjach na postepowanie partnerki?
Wykształcenie, pozycja zawodowa nie upoważnia do uzurpowania sobie praw do nieomylnosci i doskonałosci - podstaw do kwestionowania drugiej osoby...
Wiecej skromności... Te zwykłe "drobnostki" (pomimo "otwartej głowy") chyba przesłaniają Ci wyższe wartosci jakie przedstawia związek.

10

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

A jeśli ona ciągle się czepia o "ton głosu" to co zrobiłeś, żeby ten ton zmienić? smile

11

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
vinnga napisał/a:

A jeśli ona ciągle się czepia o "ton głosu" to co zrobiłeś, żeby ten ton zmienić? smile

Coś nam Autor umknął...
I owszem, trudno rozmawiać i dyskutować z kimś, kto w rozmowie ma ton protekcjonalny, kto na kazdym kroku wytyka jakieś "drobnostki" i wiecznym niezadowoleniem i krytyką "próbuje" dotrzeć smile

12

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Dziękuję Wam wszystkim za słowa, za kubły zimnej wody również. To prawda, że dobijam swój związek swoimi uwagami a poczucie wartości mojej partnerki jest stale obniżane i ona tez ma tego dosc. Próbowałem wiele razy zmieniać formę, wiele tygodni nie zwracałem w ogóle uwagi na nic. Jednak to wraca często nieświadomie. I mała iskra od razu rozpala tak wielki ogień, że padają słowa o rozwodzie i wyprowadzce. Ona jest bezlitosna i bezkompromisowa a ja czuję się jak szara mysz w kącie.

Być może z opisu wydaje się że jestem czepialski i małostkowy oraz zrzędliwy. W jakimś stopniu tak. Miałem do czynienia z wieloma ludźmi, przeszedłem wiele związków i tego problemu nie było. Były dyskusje po świt z butelką wina i problemy znikały. A teraz się wyłącznie nawarstwiają. Dla niej słowa i drobne gesty są ważniejsze  niż najbardziej pracochłonne czyny. Próbowałem to wykorzystać  i nawet z sukcesem - ale na krótko. Wracała rzeczywistość i codzienność- pranie, gotowanie, sprzątanie itp, do którego moja kobieta w ogóle się nie garnie. Wchodzi do domu, siada do laptopa i przegląda strony z ciuchami , a reszta niech się wali. Nie potrafię prowadzić życia jak w akademiku mając 35 lat, małe dziecko, karierę zawodową i chęć rozwoju. Jej sposób bycia rozkłada na łopatki wszystkie moje cele życiowe. Wcześniej szedłem przez życie jak burza, teraz stoję w miejscu z braku czasu, czuję się przywalony obowiązkami i przez to słaby- nie mam sił na powstrzymanie swoich uwag. Pisałem o jej wykształceniu i moich "osiągnięciach" po to by zobrazować Wam różnicę między nami. Ona od 6 lat nie potrafi się zmobilizować by skończyć studia licencjackie kiedy jej rówieśniczki już pokończyły magisterki. Jej sposób bycia jest destrukcyjny również dla niej samej. Zastanawialiśmy się również ostatnio na terapią ale nie wiem czy to dobry pomysł by jednej osobie przypadkowego psychologa powierzać kawał swojego życia. Jeśli tak jak pisze kosmiczny nick - postawię siebie jako głównego sprawcę zła - ona będzie na pewno zadowolona a z mojego punktu widzenia problemy zostaną zamiecione pod dywan. Bo skoro ona nie potrafi czy nie chce zainwestować w siebie i skończyć studia, to przypuszczam że w nasz związek też nie zainwestuje, lub zrobi to nieudolnie. Jest mistrzynią w niekończeniu spraw, rozgrzebywania i zostawiania w połowie. Przegrywa z własną fizjologia i idzie spać wcześnie wieczorem zostawiając sprawy tak jak leżą. A ja chciałbym być z kobietą partnerem i przyjacielem, rozwiązywać problemy wspólnie i móc na siebie liczyć a nie wychowywać 26 letnie dziecko. I ufać że jak ktoś nawet się wkurzy - to być może ma powód.
Nasze początki były bardzo odległe od spraw codziennych i domowych. Jeździliśmy po świecie, poznawaliśmy super miejsca, było dziko i namiętnie - sceny nie do powtórzenia w codziennych realiach?.tylko na urlopie.

13

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Piotr75 napisał/a:

...Nasze początki były bardzo odległe od spraw codziennych i domowych. Jeździliśmy po świecie, poznawaliśmy super miejsca, było dziko i namiętnie - sceny nie do powtórzenia w codziennych realiach?.tylko na urlopie.

I proza życia obnażyła Wasze prawdziwe oblicza...
Sugerując terapię nie liczyłem na przypisanie winy Tobie. Terapia moze pozwoliłaby Wam spojrzeć na te wszystkie bolaczki z innej perspektywy. Cóż, duże róznice między Wami - szkoda, że dopiero teraz, gdy pojawiło sie dziecko - poznajecie się...
Żeby to wszystko wróciło do normy musiałbyś wyluzować, zmienic swoje podejście, odpuścić, być wyrozumialszy i POZYTYWNIE nastawiony - mimo wszystko. Ona z kolei miałaby wówczas motywację "wziąść sie garść". Wiem jak takie ralacje potrafią wyczerpywać psychicznie... I podejrzewam, że Twoja partnerka jest na skraju wyczerpania - z resztą Twoje opisy tego dowodzą...
Jedyna rada, by zwiazek nie zakończył sie prawdziwą katastrofą: zmień nastawienie, uswiadom sobie, ze bywają WAŻNIEJSZE rzeczy w życiu niż wysprzątane "na błysk" mieszkanie czy wykwintna potrawa na stole...
Wszystko jest tylko chwilą, a to, co teraz tak Cię często irytuje, za jakiś czas bedzie tylko wspomnieniem - nie pozwalaj, by przesłaniało Ci istotniejsze sprawy.
"...i to minie"

14

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Piotr75 napisał/a:

Dziękuję Wam wszystkim za słowa, za kubły zimnej wody również. To prawda, że dobijam swój związek swoimi uwagami a poczucie wartości mojej partnerki jest stale obniżane i ona tez ma tego dosc. Próbowałem wiele razy zmieniać formę, wiele tygodni nie zwracałem w ogóle uwagi na nic. Jednak to wraca często nieświadomie. I mała iskra od razu rozpala tak wielki ogień, że padają słowa o rozwodzie i wyprowadzce. Ona jest bezlitosna i bezkompromisowa a ja czuję się jak szara mysz w kącie.

Być może z opisu wydaje się że jestem czepialski i małostkowy oraz zrzędliwy. W jakimś stopniu tak. Miałem do czynienia z wieloma ludźmi, przeszedłem wiele związków i tego problemu nie było. Były dyskusje po świt z butelką wina i problemy znikały. A teraz się wyłącznie nawarstwiają. Dla niej słowa i drobne gesty są ważniejsze  niż najbardziej pracochłonne czyny. Próbowałem to wykorzystać  i nawet z sukcesem - ale na krótko. Wracała rzeczywistość i codzienność- pranie, gotowanie, sprzątanie itp, do którego moja kobieta w ogóle się nie garnie. Wchodzi do domu, siada do laptopa i przegląda strony z ciuchami , a reszta niech się wali. Nie potrafię prowadzić życia jak w akademiku mając 35 lat, małe dziecko, karierę zawodową i chęć rozwoju. Jej sposób bycia rozkłada na łopatki wszystkie moje cele życiowe. Wcześniej szedłem przez życie jak burza, teraz stoję w miejscu z braku czasu, czuję się przywalony obowiązkami i przez to słaby- nie mam sił na powstrzymanie swoich uwag. Pisałem o jej wykształceniu i moich "osiągnięciach" po to by zobrazować Wam różnicę między nami. Ona od 6 lat nie potrafi się zmobilizować by skończyć studia licencjackie kiedy jej rówieśniczki już pokończyły magisterki. Jej sposób bycia jest destrukcyjny również dla niej samej. Zastanawialiśmy się również ostatnio na terapią ale nie wiem czy to dobry pomysł by jednej osobie przypadkowego psychologa powierzać kawał swojego życia. Jeśli tak jak pisze kosmiczny nick - postawię siebie jako głównego sprawcę zła - ona będzie na pewno zadowolona a z mojego punktu widzenia problemy zostaną zamiecione pod dywan. Bo skoro ona nie potrafi czy nie chce zainwestować w siebie i skończyć studia, to przypuszczam że w nasz związek też nie zainwestuje, lub zrobi to nieudolnie. Jest mistrzynią w niekończeniu spraw, rozgrzebywania i zostawiania w połowie. Przegrywa z własną fizjologia i idzie spać wcześnie wieczorem zostawiając sprawy tak jak leżą. A ja chciałbym być z kobietą partnerem i przyjacielem, rozwiązywać problemy wspólnie i móc na siebie liczyć a nie wychowywać 26 letnie dziecko. I ufać że jak ktoś nawet się wkurzy - to być może ma powód.
Nasze początki były bardzo odległe od spraw codziennych i domowych. Jeździliśmy po świecie, poznawaliśmy super miejsca, było dziko i namiętnie - sceny nie do powtórzenia w codziennych realiach?.tylko na urlopie.

ja mam nadzieje ze to o czym piszesz, jest automatycznie dla Ciebie odpowiedzią na Twoję problemy, zagwozdki

piszesz że wczesniej jak burza przez zycie, poginałeś
czyli de facto ona cie niby teraz blokuje trzyma
tak ??

a moze ona sie czuje odrzucona, poniewierana, ponizana, jesli z jej perspektywy nie popatrzysz,
to nie zrozumiesz
mozesz sie powstrzymywac, ale to zawsze wraca jak tego nie zalapiesz
cos co dla Ciebie jest blachostka moze mocno na nia wplywac,
rownie dobrze ona mogla by powiedziec ze twoej zachowanie, podcina jej skrzydla, odbiera chęć
blokuje,

pomyśl, popatrza na to inaczej, nie tylko przez to wszsytko co zdobyłes zrobiłeś
bo tak naprawd eto wszsytko jest wielkie G, warte
jak nie ma z kim sie tym podzielić ??

a żeby może docenić, partnerkę, proponuję, posprzątać, ugotować, wyprać
a potem zadań pytanie sobie, czemu ona się nie garnie do tego big_smile

piszesz że dl aniej drobne slowa i gesty sa wazniejsze
no to kurde, po co się pocić, gnieść porywac na coś większego, jak można to drobnymi sprawami zdobyć
co ??
nie mówi Ci coś powiedzenie nie ilość tylko jakość !!

generalnie twierdze że o czymś nie mówisz, bo psycholog, w TWOIM kawałem życia, nic złego nie zrobi

więc nie rozumie obaw, recepty tam nie dostaniesz, tylko ewentualnie kierunek

takie mam przynajmniej przemyślenia, być moze ktoś mnie poprawi

15

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Martwi mnie, że przedstawiasz bardzo negatywny obraz swojej partnerki. Sprowadza się to do tego, że jest zupełnie bezużytecznym złogiem w Twoim życiu, którym musisz się jedynie zajmować i przezeń tracisz resztki swojej wolności i czasu na rozwój. W tym kontekście nie dziwie się, że Twoja "walka" nie przynosi żadnych skutków. Jeśli jest tak jak piszesz, to niestety nie widzę tu żadnych szans na dalsze trwanie w tym układzie.
Myślę jednak,że powinieneś zadać sobie pytanie czy Twoja partnerka faktycznie jest tak beznadziejna? Czy jesteś w stanie dostrzec w niej coś pozytywnego? I od tego wyjść.
To przykre, że zapytany o Waszą przeszłość i powody, dla których zdecydowaliście się być razem, odpowiadasz bardzo zdawkowo, umniejszając jej przy tym. Nie dostrzegasz wartości w związku, w którym jesteś, a to powoduje, że nie umiesz wyjść z tej lawiny wzajemnych oskarżeń i cierpień. Chyba, zę tych wartości nie ma, ale wtedy raczej nie prosiłbyś o radę. Mam wrażenie, że dla Ciebie umyte gary i parujący na stole obiad są ważniejsze od szczęścia własnego, od szczęścia swojego dziecka i partnerki (bo taka hierarchia wartości mi się układa, czytając co piszesz). Tu kolejne potwierdzenie, że nie do końca jest tak jak piszesz cyt.: "Byle co nie jest dla mnie problemem." A jednak...
Swoją drogą zastanawiam się co z Waszym dzieckiem? Piszesz, że tylko Ty się nim zajmujesz i na dodatek przejmujesz wszystkie obowiązki domowe, trochę trudno mi w to uwierzyć. Czy to naprawdę tak wygląda? Wracasz do domu... dziecko brudne, zaniedbane, a w domu jeden wielki bajzel, patrzysz gdzie w tym wszystkim ona... i zastajesz ją przeglądającą szmaty. Sam zajmujesz się dzieckiem, a ona nadal przegląda szmaty... potem sprzątasz, robisz obiad, dla siebie i dziecka, a ona dalej nic? Taki obraz się rysuje z Twojego opisu. Czym zajmuje się Twoja partnera na co dzień? Pracuje, a może jest w domu i Ty ją utrzymujesz, wtedy faktycznie mógłbyś miec wymagania, żeby bardziej zaangażowała się w prace domowe. Ale jeśli pracuje, to gdzie w tym wszystkim jesteś Ty?
Mówisz, że ona bardzo kocha waszego dzieciaka, w czym się to Twoim zdaniem objawia (może tu znajdziemy jakiś jej pozytyw) skoro zupełnie nie zajmuje się dzieckiem i domem, a jedynie przeglądaniem ciuchów? Ja też dostrzegam pełno niespójności w tym co piszesz. Wydaje mi się raczej, że kobieta jest już tak zgnębiona przez Ciebie, że ciężko jest jej się podnieść i z uśmiechem amerykańskiej gospodyni z lat 60. serwować faszerowanego indyka. Sam zwracasz uwagę, że jej poczucie wartości jest stale obniżane, a dodatkowo nakłada się na to brak wspólnoty, o której wspominał Kosmiczny Nick. Moim zdaniem to bardzo ważna sprawa. Wybacz, ale to że przywiązujesz kwestie do takich rzeczy... hmm... Pewnie jej też to artykułujesz... Z punktu widzenia kobiety, matki Twojego dziecka, która słyszy od Ciebie, że mieszka w TWOIM domu i jezdzi TWOIM samochodem, nie widzę podstaw na budowanie czegoś wspólnie, razem. Zastanowiłeś się może co ona myśli? Jak się czuje jako Twoja kobieta? Albo właśnie jak się w ogóle czuje jako CZŁOWIEK? Sam sobie odpowiedz kim dla Ciebie jest, bo Twoja postawa wskazywałaby, że jest raczej dodatkiem do życia, a nie jego częścią.
Szkoda mi Was, ale walczcie, bo gdyby Wam się udało, świadczyłoby, że jesteście ludźmi, których stać na wiele, ale przede wszystkim na wyjście ze swoich szufladek.
Trochę mnie martwi Twoja postawa, bo wydaje mi się, że nie dostrzegasz w sobie błędów i piszesz tu żeby znaleźć poparcie dla swojej postawy i stanowiska, że to z nią jest coś nie tak. A że tak trące banałem: prawda jest zawsze pośrodku. Z tym, że Jej - zaszczutej i niskim poczuciem wartości, bardzo trudno będzie z tego wybrnąć.

16

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Wrzaśnij na nią raz, drugi; nie daj się zepchać do defensywy i nie wdawaj w dyskusje o tonie swojego głosu to będzie spokój po tygodniu.

17 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2014-11-28 16:48:23)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Jeżeli ja bym posprzątała w domu a mój facet po powrocie z pracy zacząłby mi pokazywać niedociągnięcia, przestałabym sprzątać. Jeśli usłyszałabym, że zupa jest niezbyt dobra, przestałabym gotować. A z tego co czytam to myślę, że tak jest u was. A potem zdziwienie, że ona nie robi tego czy tamtego. Jeżeli facet pochwali kobiete, widzi jej starania, to i ona bardziej się stara. Może czasem warto powiedzieć kochanie, pyszna zupa zamiast smaczna, ale mało słona? Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi.

18

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Pod wieloma względami jestem podobna do Twojej partnerki. Niestety, cały ten długi post można opisać w kilku słowach - moja partnerka nie zachowuje się tak, jak ja bym sobie życzył, ma inne podejście do życia, niż ja chciałbym, żeby miała, w dodatku nie chce się zmienić, by mi odpowiadała. Tu nie ma jakichś skomplikowanych konfliktów, wszystko się rozbija o to, że ona jest inna, niż byś chciał, a to Ci nie pasuje. Trochę nie w porę. Ja też bym nie sprzątała z pieśnią na ustach i gotować też mam w zwyczaju najczęściej dla gości. Problem w tym, że Ty trochę za późno zdałeś sobie z tego sprawę.

Pisałeś gdzieś, że ona uniemożliwia Ci realizację Twoich planów. Rozumiem, że jej plany/chęci są nieistotne. Ma się dostosować, bo tak i już.

19

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Piotr, bez obrazy, ale czy ty jesteś kapralem w wojsku czy normalnym facetem w związku?

20

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Dla mnie Piotrze temat- woda na młyn.

Właśnie po 20 latach(dopiero) zakończyłam związek, w którym nic nie byłam warta.
On miał pracę, pieniądze, mieszkanie, studia i kursy w trakcie małżeństwa, imprezy firmowe, wyjazdy, lepiej sytuowaną rodzinę, ogólnie cały jest "lepszy".
I co z tego wynika? Chyba tyle, że nie ma już naszej rodziny. Nie udało się zbudować nic trwałego.


Czas poukładać priorytety...
Że tak zapytam: czy wcześniej nie rozmawialiście na temat przyszłości związku? Np ile dzieci i kiedy, kto czym ma się zająć, kto co chce jeszcze w życiu osiągnąć tylko podróże, namiętność i żywioł?
Na jakiej zasadzie się dobraliście? Co kierowało tym wyborem? Czy Ona okazała się inna niż obiecała, czy Ciebie przerosła sytuacja?

Rozumiem czego oczekujesz, ale nie wiem czy Twoja partnerka ma podobną wizję przyszłości.No i problem komunikacji.
Może Ty mówisz do niej jak "szef a nie współpracownik"

21

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Brush79 napisał/a:

Martwi mnie, że przedstawiasz bardzo negatywny obraz swojej partnerki. Sprowadza się to do tego, że jest zupełnie bezużytecznym złogiem w Twoim życiu, którym musisz się jedynie zajmować i przezeń tracisz resztki swojej wolności i czasu na rozwój.

Oczywiście mój opis jest skrócony i nie pokazuje całości naszego związku, opisałem tylko te elementy które wydały mi się kluczowe dla objaśnienia sprawy. To siłą rzeczy jest subiektywne i niepełne. Być może wyszedłem w tym własnym opisie jak materialista, burak i ciemiężca w jednym, a ona jak skrzywdzony, wolny ptaszek zdeptany pod moim butem.   Jednak nie piszę tu - jak ktoś zasugerował - po to by znaleźć poparcie dla własnych racji. Jest wręcz odwrotnie szukam konstruktywnej krytyki  i cieszę się, że ją odnajduję w Waszych postach. Dzięki!

Moje czepianie się nie dotyczy źle zrobionych rzeczy lecz w ogóle nie zrobionych rzeczy. Różnica jest istotna. Nauczyłem się już dawno ją chwalić za dobry obiad, za to, że fajnie wygląda, że kupiła fajnę rzecz dziecku,  za każdą drobną inicjatywę. Ale potem staję twarzą w twarz z niespodziankami. Wracam do domu i nie wiem czy obiad będzie czy nie. Umawiamy się na sprzątanie w konkretny dzień i wiem że to tylko kwestia jej nastroju czy to zrobi. Owszem , ma do tego prawo - ale tak jest zawsze. Ile razy można się uśmiechać na takie coś? Zwracam uwagę najdelikatniej jak umiem i tu wybucha bomba.

Piszecie, że ugotowany obiad jest dla mnie ważniejszy niż spójna rodzina. Nic bardziej mylnego. Chcę mieć jedynie możliwość wyrażenia, że mi się coś nie podoba i nie być zaszczuty groźbą kolejnej wielkiej kłótni w domu.
Zdajcie sobie sprawę, że istnieją ludzie, którzy są po prostu leniwi ? Owszem mogę analizować przyczyny jej lenistwa czy braku motywacji i dojść do tego, że problemem jestem ja. Ale od samego początku gdy zamieszkaliśmy razem  tak samo było. Gdy ją odwiedzałem w jej wcześniejszym mieszkaniu to widziałem, że nie była perfekcyjną panią domu. I to było dla mnie ok. Świetnie nam się rozmawiało, imprezowało i seks był znakomity. Widzieliśmy fajną przyszłość i to było najważniejsze. Zgodziłem się na ten układ ale teraz mamy dziecko i spraw przybyło. Trzeba się uwijać przez cały dzień by móc wieczorem spokojnie poczytać książkę.

Wiem, że już dziś z dużo pełniejszą świadomością sytuacji zrobić to:

kosmiczny nick napisał/a:

Żeby to wszystko wróciło do normy musiałbyś wyluzować, zmienic swoje podejście, odpuścić, być wyrozumialszy i POZYTYWNIE nastawiony - mimo wszystko. Ona z kolei miałaby wówczas motywację "wziąść sie garść".

22 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2014-11-28 22:30:01)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

A czemu nie związałeś się z byłymi dziewczynami jak się z Nimi tak dobrze dogadywałeś? Niestety Twoja satysfakcja życiowa zawsze będzie na 1 miejscu, bez względu na okoliczności. Biegniesz. Jesteś przy mecie. Gdy widzisz partnerkę biegnącą za Tobą, zamiast podbiec, podać rękę i biec jak równy z równym. Ty krzyczysz "rusz się!". Ja np. nie lubię jak ktoś prosi o zrobienie czegoś (bo Mu, a nie mi to ułatwia życie), a później stoi i poucza. To niech to zrobi Sam. Chyba Twoja partnerka uważa podobnie do mnie.
Niestety dobre studia, fakultety, dobra praca itp. to ZA MAŁO, aby stworzyć dobry, kochający się związek. Bo o ile "idąc jak burza" przez świat byłeś Sam i decydowałeś jak ma wyglądać Twoje życie. Tak teraz "telepie" Ciebie w środku, jak coś nie idzie po Twojej myśli. Szacunek masz tylko do pracy, która według Twoich kryteriów jest wykonana prawidłowo. Słowo ideał jest bardzo subiektywne i chyba w tym wieku powinieneś to wiedzieć wink.
Więc moja rada! Nie zachowuj się jak OJCIEC w stosunku do swojej Narzeczonej, tylko jak PARTNER! Porozmawiajcie ze Sobą jaki macie STOSUNEK do różnych prac. Może dla Twojej partnerki błyszczące naczynia nie są priorytetem, a według Ciebie tak?
Jednak i tak najbardziej polecam specjalistę (licząc na Twoją otwartość smile), bo On powie Wam prawdę. Pomoże spojrzeć oczami partnera. Jakie ma potrzeby i wymagania. Chyba najbardziej się tego boisz. Zmian, ale we Własnym zachowaniu, które CI NIE PRZESZKADZA.
Jednak najbardziej mnie niepokoi, że nie potrafisz dać Sobie na luz i nie traktować domu, jak pracy. Może nie nadajesz się do związku?

Dałeś odpowiedź Piotrze, gdy pisałam komentarz. A nie wydaje Ci się, że Ona zaprzestała robienia czegokolwiek po Twoim zachowaniu?

23

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Każde z Was ma swoje problemy, które rzutują na związek, poszukajcie dobrego psychologa, który zajmuje się terapią par. Czasami spojrzenie osoby postronnej, która wysłucha obydwu stron może dać sporo do myślenia. Znam jedną taką parę, mężczyzna - wykształcony, na wysokim stanowisku, jego żona zajmująca się domem, nie pracująca (on ją utrzymywał), mają dwójkę dzieci. Też im się nie układało, on jej nie rozumiał, ona jego a po terapii (z tego co wiem to on chodzi na indywidualną psychoterapię) coś tam zaskoczyło i nadal są razem.

24

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Ja nie za bardzo rozumiem dlaczego jesteś z kimś, kto zupełnie jest z innej bajki.

Poza tym, mam takie wrażenie, że Ty się napawasz faktem, że Twoja kobieta jest gorsza od Ciebie: wytykasz jej wszystko, narzekasz, strofujesz, żeby tylko powiedzieć, że byłeś taki super. Twoja babka nie jest GORSZA, jest inna, ma inne priorytety. I wcale się nie dziwię, że zarzuca Ci brak dialogu. Ty nie rozmawiasz- Ty pouczasz.

25 Ostatnio edytowany przez stokrotka88 (2014-11-28 23:27:12)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Przeczytałam oba Twoje tematy i uważam, że trafiła Ci się wyjątkowo rozkapryszona księżniczka, którą sam przyzwyczaiłeś do tego, że wokół niej się skacze. Wiadomo, że teraz nawet najmniejsze bunty z Twojej strony jej się nie podobają.

Przykro mi, ale sam jesteś sobie winien. Trzeba było reagować już wcześniej, bo przecież wątpliwości co do niej miałeś od samego początku.

Poświęciłeś dla niej bardzo poważne rzeczy na początku, a ona nie okazała Ci nawet wdzięczności.

26

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
stokrotka88 napisał/a:

Przeczytałam oba Twoje tematy i uważam, że trafiła Ci się wyjątkowo rozkapryszona księżniczka, którą sam przyzwyczaiłeś do tego, że wokół niej się skacze. Wiadomo, że teraz nawet najmniejsze bunty z Twojej strony jej się nie podobają.

Przykro mi, ale sam jesteś sobie winien. Trzeba było reagować już wcześniej, bo przecież wątpliwości co do niej miałeś od samego początku.

Poświęciłeś dla niej bardzo poważne rzeczy na początku, a ona nie okazała Ci nawet wdzięczności.

Czytając mój temat sprzed 2 lat wiesz trochę więcej, dzięki. To jest właśnie rozkapryszona księżniczka również w mojej ocenie. Tylko musi to usłyszeć od kogoś innego niż ja. Muszę się rozejrzeć z terapią dla par czym prędzej.

27 Ostatnio edytowany przez renesans (2014-11-29 09:40:14)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Piotr75 napisał/a:
stokrotka88 napisał/a:

Przeczytałam oba Twoje tematy i uważam, że trafiła Ci się wyjątkowo rozkapryszona księżniczka, którą sam przyzwyczaiłeś do tego, że wokół niej się skacze. Wiadomo, że teraz nawet najmniejsze bunty z Twojej strony jej się nie podobają.

Przykro mi, ale sam jesteś sobie winien. Trzeba było reagować już wcześniej, bo przecież wątpliwości co do niej miałeś od samego początku.

Poświęciłeś dla niej bardzo poważne rzeczy na początku, a ona nie okazała Ci nawet wdzięczności.

Czytając mój temat sprzed 2 lat wiesz trochę więcej, dzięki. To jest właśnie rozkapryszona księżniczka również w mojej ocenie. Tylko musi to usłyszeć od kogoś innego niż ja. Muszę się rozejrzeć z terapią dla par czym prędzej.

Również przeczytałam smile Dzięki stokrotka za wnikliwość.
Ja jednak nadal nie przerzucę całej winy na partnerkę Piotrze. Nie obwiniam też Ciebie. Od kilku lat ciągle nie rozwiązaliście najważniejszego problemu...Obydwoje zmagacie się z przeszłością jednak mimo wszystko to co się stało miało jak sam pisałeś ogromny wpływ na Ciebie i na Sylwię.

Pozwól że przytoczę to co kiedyś napisała WIELOKROPEK, jakoś najbardziej mi tu pasuje:

Mumin napisał/a:
Wielokropek napisał/a:

(...)***
Jeżeli niepewność Sylwii nie jest udawaną, to... czego tak naprawdę ona się boi? Czego przykrywką jest osoba Anny?

Zapewne przykrywką wrodzonych kompleksów i wiary w samą siebie, co w rezultacie przechodzi w nienaturalną wręcz zazdrość. Być może Sylwia jest osobą zakompleksioną i to nie pozwala jej uwierzyć w to że szczerze ją kochasz i że może odgrywać pierwszoplanową rolę w Twoim życiu. Jak ona zazwyczaj ocenia samą siebie?

Wielokropek napisał/a:

Obawiałabym się związku z kimś, kto myśli o pozycjonowaniu. hmm
To, że według Ciebie Sylwia jest osobą pewną siebie i atrakcyjną, nie oznacza braku kompleksów. A kompleksy nie są jedynym wytłumaczeniem jej obaw.

I tu znów rodzi się moje pytanie: NA JAKIEJ ZASADZIE SIĘ DOBRALIŚCIE? CO SKŁONIŁO CIEBIE, A CO JĄ? JAKIE WTEDY BYŁY WASZE OCZEKIWANIA? CZY TEN ZWIĄZEK EWOLUOWAŁ?

Piotr wydaje mi się, że ciągle stoicie w miejscu, mimo tych 5 lat, mimo zaręczyn i potomstwa nie ma w Was spójnej wizji przyszłości.
Piotr czy Ty oczekujesz, że Sylwia w życiu da Ci to co kiedyś "obiecała" Anna? Czy nie poszedłeś trochę skrótem myślowym?
Sylwia nie znała Cię przed, kiedy byłeś z Anną, a kiedy już poznałeś Sylwię "szybko" chciałeś z nią "wyrównać" to co przepracowałeś już z Anną?
Do tego różnica wieku... czy Sylwia była już gotowa na dojrzałą miłość? Nie chodzi tylko o Twój wiek ale także "bogactwo-bagaż" doświadczeń.

Dziś kiedy spojrzałam na ten temat jawisz mi się bardziej jako opiekun, ojciec, nauczyciel niż partner. To oczywiście moja opinia ale może jest w niej "ziarenko prawdy"?
To tłumaczyło by jej kompleksy a zarazem rozkapryszenie, przecież taki układ daje jej "prawo" do takich zachowań.

Pozdrawiam, i dziękuję, że podzieliłeś się z nami swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniem. Może mi pozwoli to włączyć inne myślenie na moje życiowe dylematy?

28 Ostatnio edytowany przez Mrs.Ice (2014-11-29 10:00:25)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Prawda jest taka, że w związku władzę ma ten, komu mniej na nim zależy. I w tej roli widzę twoją partnerkę. Ależ ma babka kompleksy! Nie realizuje się zawodowo, nie rozwija się( ona nie jest gorsza-ona CZUJE się gorsza, chociaż się nie przyzna),na polu bitwy jakim jest codzienne prowadzenie domu daje ciała,z czego zdaje sobie sprawę,a ty jej to wytykasz, co jeszcze bardziej ją wkurza. Tu nie chodzi o komunikację, nie daj sobie mydlić oczu. Trzeba postawić sprawę jasno- czego oboje od siebie oczekujecie.  I nie mówić : bo ty...ale ty...nigdy ,zawsze,itp. Może nie rozmawiasz z nią odpowiednim tonem, ale sens wypowiedzi chyba może załapać?
Może ona chce być panią domu.Ok, niech się szlifuje, nie święci garnki lepią. Kura domowa może być oczytana i elokwentna, nie ma powodów do wstydu.
Może chce pracować zawodowo, skończyć szkołę. Zróbcie coś w tym kierunku.
Jeśli nie chce rozmawiać na te tematy, cóż.,,uświadom Pani, że chociaż ci na niej i dziecku zależy, to życie nie polega na kłótniach. Zaproponuj wysokość alimentów, i ewentualnie nakreśl jak to będzie potem wyglądało...To jest jak sól trzeźwiąca.Daj czas do namysłu, i przedstawienia jej oczekiwań wobec twojej osoby. Potem jest czas na kompromis.
Tylko nie krzyczcie, na miłość bosą, a dziecko najlepiej oddać do niani na ten czas. Takie rozmowy są dla dziecka wstrząsające, nawet jesli nie rozumie slów. Masz niedojrzałą  kobietę, mój drogi. Albo zechce dojrzewać przy tobie, albo niech robi to gdzie indziej.
Życzę powodzenia, bo to trudne, bolesne sprawy...

29

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Piotr75 napisał/a:

Dziękuję Wam wszystkim za słowa, za kubły zimnej wody również. To prawda, że dobijam swój związek swoimi uwagami a poczucie wartości mojej partnerki jest stale obniżane i ona tez ma tego dosc. Próbowałem wiele razy zmieniać formę, wiele tygodni nie zwracałem w ogóle uwagi na nic. Jednak to wraca często nieświadomie. I mała iskra od razu rozpala tak wielki ogień, że padają słowa o rozwodzie i wyprowadzce. Ona jest bezlitosna i bezkompromisowa a ja czuję się jak szara mysz w kącie.

Być może z opisu wydaje się że jestem czepialski i małostkowy oraz zrzędliwy. W jakimś stopniu tak. Miałem do czynienia z wieloma ludźmi, przeszedłem wiele związków i tego problemu nie było. Były dyskusje po świt z butelką wina i problemy znikały. A teraz się wyłącznie nawarstwiają. Dla niej słowa i drobne gesty są ważniejsze  niż najbardziej pracochłonne czyny. Próbowałem to wykorzystać  i nawet z sukcesem - ale na krótko. Wracała rzeczywistość i codzienność- pranie, gotowanie, sprzątanie itp, do którego moja kobieta w ogóle się nie garnie. Wchodzi do domu, siada do laptopa i przegląda strony z ciuchami , a reszta niech się wali. Nie potrafię prowadzić życia jak w akademiku mając 35 lat, małe dziecko, karierę zawodową i chęć rozwoju. Jej sposób bycia rozkłada na łopatki wszystkie moje cele życiowe. Wcześniej szedłem przez życie jak burza, teraz stoję w miejscu z braku czasu, czuję się przywalony obowiązkami i przez to słaby- nie mam sił na powstrzymanie swoich uwag. Pisałem o jej wykształceniu i moich "osiągnięciach" po to by zobrazować Wam różnicę między nami. Ona od 6 lat nie potrafi się zmobilizować by skończyć studia licencjackie kiedy jej rówieśniczki już pokończyły magisterki. Jej sposób bycia jest destrukcyjny również dla niej samej. Zastanawialiśmy się również ostatnio na terapią ale nie wiem czy to dobry pomysł by jednej osobie przypadkowego psychologa powierzać kawał swojego życia. Jeśli tak jak pisze kosmiczny nick - postawię siebie jako głównego sprawcę zła - ona będzie na pewno zadowolona a z mojego punktu widzenia problemy zostaną zamiecione pod dywan. Bo skoro ona nie potrafi czy nie chce zainwestować w siebie i skończyć studia, to przypuszczam że w nasz związek też nie zainwestuje, lub zrobi to nieudolnie. Jest mistrzynią w niekończeniu spraw, rozgrzebywania i zostawiania w połowie. Przegrywa z własną fizjologia i idzie spać wcześnie wieczorem zostawiając sprawy tak jak leżą. A ja chciałbym być z kobietą partnerem i przyjacielem, rozwiązywać problemy wspólnie i móc na siebie liczyć a nie wychowywać 26 letnie dziecko. I ufać że jak ktoś nawet się wkurzy - to być może ma powód.
Nasze początki były bardzo odległe od spraw codziennych i domowych. Jeździliśmy po świecie, poznawaliśmy super miejsca, było dziko i namiętnie - sceny nie do powtórzenia w codziennych realiach?.tylko na urlopie.

piszesz,,padaja słowa o rozwodzie,,---a wcześniej ze to twoja narzeczona---wiem ,czepiam się ,no ale ty powinienes mnie zrozumieć bo czepiasz się wszystkiego

nie rozumiem jednego-dlaczego uważasz ze narzeczona MUSI skonczyc studia ,skoro ona tego nie chce,najwyrazniej,to nie jest obowiązkiem ,,dobrej narzeczonej czy dobrej zony,,

jezdziliscie sobie po swieie było szaleństwo i goracy sex,pojawilo się dziecko i jest doopa,bo narzezona nie sprząta,kto powiedział ze TO ONA MUSI SPRZATAC?


z twojej wypowiedzi wynika ze NIEUSTANNIE  strofujesz narzeczona ,pouczasz,ty ja starasz się  WYCHOWYWAC i to jest twój glowny problem

30

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Po zagłębieniu się w Twoje porzednie wątki dochodzę do coraz pewniejszych wniosków, że jako dojrzały facet wykorzystałeś tą wtedy młodą, atrakcyjną dziewczynę, która mogła ukladać sobie życie z kimś bez takich doświadczeń. Tylko dlatego, że sam nie byłeś w stanie poradzić sobie z tą traumą. A to że zdecydowała się wejść w taki związek jest raczej oznaką jej siły, że zdecydowała się podjąć temat, a nie nieudolności. Każda z nas jest trochę rozkapryszoną księżniczką, ale Ty z tej księżniczki zrobiłeś niewolnicę swoich wyobrażeń i oczekiwań z poprzedniego związku. Nigdy nie pisałeś o Sylwi w sposób, który wskazywałby że cenisz jej indywidualność, albo jesteś z nią. W Twoich myślach ona cały czas stoi w cieniu Anny, która jest ideałem do którego dążysz. To chore i gdybym mogła coś Ci radzć, to oszczędź proszę tej dziewczynie więcej cierpień, bo nigdy nie będzie tym kim ty chciałbyś, a jedynie zniszczysz ją wewnętrznie i po latach wyplujesz jako wrak człowieka, bez jakiejkolwiek osobowości. Starając się być kimś innym, kimś kogo Ty oczekujesz, nigdy nie będzie sobą, a po latach zagubi sibie kompletnie. To co piszesz wskazuje, że taki proces już się rozpoczął.
Miej odwagę chociaż teraz kierować się jej dobrem, a nie swoim egoizmem.

31

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Renesans dobrze Ci to napisala.

Ja mam podobnie tez sie czuje gorsza w malzenstwie.
I powiem ci moj maz mi wcale nie zwraca uwagi ze mam balagan i na dodatek nie pracuję.Tak postanowilismy ze sie zwolnie z pracy i zajme sie dzieckiem.Jakbys przez kilka lat wszystko robil za darmo też by ci sie odechcialo.A tu jeszcze wojskowy w domu ciagle cos mu sie nie podoba.

Teraz od kobiet wymaga sie wszystkiego,ma byc sprzataczka,kucharka, praczka, opiekunka, pielegniarka,businesswoman,,kochanka( nie wszystko wymienilam)nie zawsze da sie wszystko wypelnic jak facet jest jak krol Julian (jak ktos ma starsze dziecko to wie kto to jest, obejrzyj bajke "Pingwiny z Madagaskaru".Pozwolilam sobie na taka przerysowana postac bo teraz w w ogole nie szanuje sie kobiet.








Zycze tobie i sobie lepszej relacji

32 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-11-29 11:42:22)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Brush79 napisał/a:

Po zagłębieniu się w Twoje porzednie wątki dochodzę do coraz pewniejszych wniosków, że jako dojrzały facet wykorzystałeś tą wtedy młodą, atrakcyjną dziewczynę, która mogła ukladać sobie życie z kimś bez takich doświadczeń. Tylko dlatego, że sam nie byłeś w stanie poradzić sobie z tą traumą. A to że zdecydowała się wejść w taki związek jest raczej oznaką jej siły, że zdecydowała się podjąć temat, a nie nieudolności. Każda z nas jest trochę rozkapryszoną księżniczką, ale Ty z tej księżniczki zrobiłeś niewolnicę swoich wyobrażeń i oczekiwań z poprzedniego związku. Nigdy nie pisałeś o Sylwi w sposób, który wskazywałby że cenisz jej indywidualność, albo jesteś z nią. W Twoich myślach ona cały czas stoi w cieniu Anny, która jest ideałem do którego dążysz. To chore i gdybym mogła coś Ci radzć, to oszczędź proszę tej dziewczynie więcej cierpień, bo nigdy nie będzie tym kim ty chciałbyś, a jedynie zniszczysz ją wewnętrznie i po latach wyplujesz jako wrak człowieka, bez jakiejkolwiek osobowości. Starając się być kimś innym, kimś kogo Ty oczekujesz, nigdy nie będzie sobą, a po latach zagubi sibie kompletnie. To co piszesz wskazuje, że taki proces już się rozpoczął.
Miej odwagę chociaż teraz kierować się jej dobrem, a nie swoim egoizmem.

tez wlasnie przeczytalam poprzedni watek autora i dochodzee do PODOBNYCH WNIOSKOW, nie znając przeszlosci autora zastanawiałam się skad to dazenie do doskonalosci ,skad się w nim wzial jakiś ideal,co to musi koniecznie skonczyc studia,sprzatac tak jak on chce,robic milion innych rzeczy jak on chce,uderzalo takie jakies dazenie do idealu,do jakiejś WYIMAGINOWANEJ DOSKONALOSCI ,teraz już wiem ta DOSKONALOSCIA, TYM IDEALEM BYLA ANNA a Sylwia,Sylwia ma po prostu być taka jaka Anna byla,i już............

to dosyć czeste u wdowcow,chcieliby aby kolejna zona była taka jak poprzednia,a wlasciwie taka jak CHCA PAMIETAC TA POPRZEDNIA,bo tamta tez miała wady ,nie była doskonaloscia,ale wady zatarly się ,czas i bol wyidealizowal ,biedna jest ta co musi temu sprostać......

33

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Szkoda mi tej twojej narzeczonej. W 2012 roku już byliście zaręczeni. Zaraz będzie 2015, macie dziecko a ona nadal nie nosi obrączki. Do tego ciągle musi znosić jakieś "ale" - wieczna krytyka. Ta kobieta musi albo bardzo ciebie kochać albo nie ma gdzie iść. Jak by nie było - współczuję jej.

34

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

A co jeśli facet ma rację? Jeżeli kobiecie się po prostu nie chce? Jak czytam twój post to mam wrażenie,że ona za żadne skarby nie umie przyjąć krytyki. Czuje atak na swoją osobę. Jeżeli walnie się na tydzień do łóżka bo tak to będziesz analizował swoje życie i charakter, że może rok temu w walentynki byłeś za mało nastawiony pozytywnie? Nie mówimy tu o gnębieniu psychicznym tylko o tym, że jej się nie chce ruszyć tyłka żeby posprzątać. Nie wiem czy jest dla ciebie ratunek, ona ma po prostu dosyć, znudziło ją życie, schemat rodziny. Prośby, groźby, terapie, komplementy, całuski, wrzaski jeżeli ona ma wszystko w dupie nie widzę sensu się produkować.

35 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-29 15:50:37)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Siemka napisał/a:

A co jeśli facet ma rację? Jeżeli kobiecie się po prostu nie chce? Jak czytam twój post to mam wrażenie,że ona za żadne skarby nie umie przyjąć krytyki. Czuje atak na swoją osobę. Jeżeli walnie się na tydzień do łóżka bo tak to będziesz analizował swoje życie i charakter, że może rok temu w walentynki byłeś za mało nastawiony pozytywnie? Nie mówimy tu o gnębieniu psychicznym tylko o tym, że jej się nie chce ruszyć tyłka żeby posprzątać. Nie wiem czy jest dla ciebie ratunek, ona ma po prostu dosyć, znudziło ją życie, schemat rodziny. Prośby, groźby, terapie, komplementy, całuski, wrzaski jeżeli ona ma wszystko w dupie nie widzę sensu się produkować.

Siemka, z całym szacunkiem, ale byłeś/byłaś w związku, gdzie na kazdym kroku druga strona non stop wynajdywała powody do zwracania uwagi? Masz pojecie jak znajduje sie psychicznie w zwiazku taka ciagle "niedoskonała" osoba? Jeśli nie - to nie masz pojecia o czym piszesz...

36 Ostatnio edytowany przez Nataluszek (2014-11-29 16:09:33)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Spróbuj ją zrozumieć Autorze.
Starszy, wykształcony obierzyświat na wysokim stołku, stoi i wytyka błąd za błędem niedouczonej studentce, w taki sposób, że ta czuje się jak kupa śmieci.

Zwracanie uwagi, zwracaniem uwagi, ale czy zrobiłeś coś, aby ona poczuła się ważna i doceniona? Czy przyszedłeś kiedyś do domu i mimo tego, że nie było idealnie pochwaliłeś ją?

Uwagę można zwrócić delikatnie, a nawet motywująco tak, aby ona czuła, że chce to zrobić i poprawić, a nie musi to zrobić bo ktoś na nią wsiada.

Jesteś jej największą demotywacją, a chyba nie o to chodziło?:)

37 Ostatnio edytowany przez stokrotka88 (2014-11-29 16:21:04)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Ja po prostu nie rozumiem co Ci wszyscy ludzie od Ciebie chcą.
Ewidentnie od samego początku Ty jesteś wykorzystywany jak tylko się da, starałeś się jak mogłeś.
Chciałeś znów pięknie pokochać, no ale niestety ciężko jest znaleźć ponownie kogoś takiego jak Twoja zmarła Ukochana.
Wiadomo, że po tak traumatycznym wydarzeniu niełatwo było Ci zakończyć nowy związek z bardzo niedojrzałą osobą, ponieważ szukałeś bliskości. Zresztą próbowałeś jej nie krytykować, zawsze jakoś jej zachowanie tłumaczyłeś. Chciałeś zaakceptować taką jaka jest, ale u pewnych ludzi się nie da, bo zaczynają to wykorzystywać. Naprawdę zrobiłeś bardzo dużo - mnie nikt nie byłby w stanie zabronić chodzić na cmentarz do bliskiej osoby. A znów będąc na miejscu Twojej obecnej Partnerki, wstydziłabym się o czymś takim w ogóle pomyśleć, że zabraniam. Uważam takie zachowanie wręcz za nieetyczne. Chodziłabym razem z Tobą na cmentarz. Skoro dawała miłość i szczęście osobie, którą ja kocham to starałabym się okazać tragicznie Zmarłej szacunek.

Kiepsko trafiłeś. Szkoda tylko, że nieodpowiedzialnie zrobiłeś z nią dziecko i teraz na dziecku będzie musiało się wszystko odbić.

38

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Nataluszek napisał/a:

Starszy, wykształcony obierzyświat na wysokim stołku, stoi i wytyka błąd za błędem niedouczonej studentce,

Na własne życzenie jest "niedouczoną studentką". Ja też nie toleruję nierobów, ponieważ sama jestem osobą ambitną. Najłatwiej to jest leżeć i narzekać, a inni niech na Ciebie harują. Ja już sobie wyobrażam co za ludzie ją bronią.

39

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
stokrotka88 napisał/a:
Nataluszek napisał/a:

Starszy, wykształcony obierzyświat na wysokim stołku, stoi i wytyka błąd za błędem niedouczonej studentce,

Na własne życzenie jest "niedouczoną studentką". Ja też nie toleruję nierobów, ponieważ sama jestem osobą ambitną. Najłatwiej to jest leżeć i narzekać, a inni niech na Ciebie harują. Ja już sobie wyobrażam co za ludzie ją bronią.

Może ta wyobraźnia Cie troche zawodzic - weź to pod uwagę i nie obrażaj....

40

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
kosmiczny nick napisał/a:
stokrotka88 napisał/a:
Nataluszek napisał/a:

Starszy, wykształcony obierzyświat na wysokim stołku, stoi i wytyka błąd za błędem niedouczonej studentce,

Na własne życzenie jest "niedouczoną studentką". Ja też nie toleruję nierobów, ponieważ sama jestem osobą ambitną. Najłatwiej to jest leżeć i narzekać, a inni niech na Ciebie harują. Ja już sobie wyobrażam co za ludzie ją bronią.

Może ta wyobraźnia Cie troche zawodzic - weź to pod uwagę i nie obrażaj....

Ale rozumiem, że ta uwaga to do Natalki? Bo u mnie to cytat (takie 4 kreseczki to sugerują).

Nie, ja nie używam takiego słownictwa. Moi rodzice nie mają nawet ukończonej szkoły średniej, ale ciężką, uczciwą pracą i poświeceniami sporo osiągnęli. To charakter, a nie kwestia tytułów.

41 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-29 17:08:38)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
stokrotka88 napisał/a:
kosmiczny nick napisał/a:
stokrotka88 napisał/a:

Na własne życzenie jest "niedouczoną studentką". Ja też nie toleruję nierobów, ponieważ sama jestem osobą ambitną. Najłatwiej to jest leżeć i narzekać, a inni niech na Ciebie harują. Ja już sobie wyobrażam co za ludzie ją bronią.

Może ta wyobraźnia Cie troche zawodzic - weź to pod uwagę i nie obrażaj....

Ale rozumiem, że ta uwaga to do Natalki? Bo u mnie to cytat (takie 4 kreseczki to sugerują).

Nie, ja nie używam takiego słownictwa. Moi rodzice nie mają nawet ukończonej szkoły średniej, ale ciężką, uczciwą pracą i poświeceniami sporo osiągnęli. To charakter, a nie kwestia tytułów.

Nie Stokrotko. Miałem na mysli insynuację pod adresem "broniacych" jej (czyt. partnerki Autora).
Moje wypowiedzi mają znamiona takiej obrony, bo aż za dobrze potrafie sobie wyobrazić jej stan psychiczny (na podstawie wypowiedzi Autora mimowolnie obnażajacej relacje). Mam za soba cos porównywalnego i -mimo, ze jej w jakimś sensie bronię - w swoim zyciu nie byłem kimś - jak to zasugerowałaś - o kim mozna było powiedzieć: "Najłatwiej to jest leżeć i narzekać, a inni niech na Ciebie harują"...
Bo to ja byłem tą stroną "harującą" a jednoczesnie wciąż krytykowaną.
Ale to taka moja dygresja... smile
A wracając do meritum:
Myślę, że problemy zaistniałe w drugim, wcześniejszym wątku Autora na przestrzeni tych kilku lat rozmyły się i przestały isntnieć. I jako takie - moim zdaniem - nie powinny mieć związku z obecnym stanem opisywanym w niniejszym... Związek "posunął się" do przodu, pojawiło sie dziecko. Wygląda na to, ze partnerka odnalazła sie w tym, na tyle poczuła sie pewnie by zdecydować sie na dzielenie życia - w pełni tego słowa znaczeniu - z Autorem. Też zastanawia mnie fakt, na który zwróciła uwagę samotnax4, ze pomimo wspólnego zycia i dziecka ...związek w dalszym ciągu jakiś nieformalny. Może i to także, jakaś niepewność wszystkiego w połączeniu z jakąś protekcjonalnością Autora wpływa deprymujaco na tą kobietę?

42 Ostatnio edytowany przez stokrotka88 (2014-11-29 17:15:07)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

No wiesz, wiadomo, że nikt im w mieszkaniu nie siedzi.
Na podstawie kilku wypowiedzi - napisanych w internecie - w dodatku tylko jednej ze stron, byłoby dość niepoważne upierać się, że On na 100% jest święty, a Ona to zła kobieta.
Ale jednak trzymając się tylko tego co przeczytałam nie rozumiem na jakiej podstawie jego oskarżacie.
Skoro tutaj za każdym razem pisze, jak już nie wie co może jeszcze zrobić - wydaje mi się, że to już świadczy o tym, że on walczy z problemem, chce go rozwiązać. Gdyby był takim, za jakiego go macie, w życiu by tu nie napisał. Opowiadałby to swoim koleżkom, narzekałby przy znajomych, obrażał przy obcych ludziach, poniżał. Ale na pewno nie fatygowałby się szukać pomocy na forum psychologicznym.

On bardzo ładniej o niej mówi. Nie chce jej obrażać. Prawi jej komplementy już w pierwszym poście, mimo że jest na nią zły. mówi, że gotuje najlepiej na świecie, że sprząta najdokładniej jak się da. Jej nigdy nic nie pasuje. Od samego początku w ich związku tak było. Ja wyobrażam sobie już tę księżniczkę. Znam takich wystarczająco dużo.

Choć generalnie stoję po stronie kobiet.

Ps. Myślę, że nieformalny na jej własne życzenie. Facet od początku był w niej po uszy zakochany i szybko jej się oświadczył. Chciał, żeby czuła się pewnie. Gdyby dała spokój z tą Byłą i z tym wiecznym marudzeniem to pewnie ślub już dawno by miała. Mój kolega też wycofał się z planowanego małżeństwa, które przez jakiś czas było jego jedynym marzeniem, bo nie dało się z jego kobietą. To dopiero była "wykorzystywaczka".

43

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
stokrotka88 napisał/a:

Ja po prostu nie rozumiem co Ci wszyscy ludzie od Ciebie chcą.
Ewidentnie od samego początku Ty jesteś wykorzystywany jak tylko się da, starałeś się jak mogłeś.
Chciałeś znów pięknie pokochać, no ale niestety ciężko jest znaleźć ponownie kogoś takiego jak Twoja zmarła Ukochana.
Wiadomo, że po tak traumatycznym wydarzeniu niełatwo było Ci zakończyć nowy związek z bardzo niedojrzałą osobą, ponieważ szukałeś bliskości. Zresztą próbowałeś jej nie krytykować, zawsze jakoś jej zachowanie tłumaczyłeś. Chciałeś zaakceptować taką jaka jest, ale u pewnych ludzi się nie da, bo zaczynają to wykorzystywać. Naprawdę zrobiłeś bardzo dużo - mnie nikt nie byłby w stanie zabronić chodzić na cmentarz do bliskiej osoby. A znów będąc na miejscu Twojej obecnej Partnerki, wstydziłabym się o czymś takim w ogóle pomyśleć, że zabraniam. Uważam takie zachowanie wręcz za nieetyczne. Chodziłabym razem z Tobą na cmentarz. Skoro dawała miłość i szczęście osobie, którą ja kocham to starałabym się okazać tragicznie Zmarłej szacunek.

Kiepsko trafiłeś. Szkoda tylko, że nieodpowiedzialnie zrobiłeś z nią dziecko i teraz na dziecku będzie musiało się wszystko odbić.

Zgadzam się w 100%. Takie jest nasze babskie forum. Facet chciał rady, jego każde zdanie zostało przeanalizowane, dorobiono 100 teorii na jego temat -jaki on jest, jakby był,  zrobiono marny słaby obraz psychologiczny jego osoby. Bezkompromisowo stwierdzono, że jest katem, psychicznie wykańczającym swoją biedną smutną leniwą żonę, która ma wyjebane w ten związek. A teraz my kobiety pokłócimy się między sobą o to co autor sam miał na myśli : )

Spróbowałeś wszystkiego każdej metody, jak z jajeczkiem, z bezmyślnym dzieckiem, które zwyczajnie w świecie nie chce cie zrozumieć.

44

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Piotr75 napisał/a:

Cześć. Jestem już nieco zdesperowany swoją relacją partnerską z moją narzeczoną stąd moja prośba o jakieś wskazówki, rady czy cokolwiek od Was Drogie Panie bo mi jest trudno samemu ocenić kto  tu odjechał.

Staliśmy się dla siebie wrogami naszych własnych wolności...

Najkrócej jak się da: Moja kobieta jest młodsza ode mnie o 9 lat, ma aktualnie 26 lat i średnie wykształcenie. Posiadamy 1,5 rocznego wspaniałego synka którego oboje kochamy ponad wszystko. Jednak od dłuższego czasu mamy świadomość że to jedynie dziecko trzyma nas razem. Problemy nawarstwiają się i nie znajdują rozwiązań. Wszystko sprowadza się do tego, że jak ona twierdzi: "nie potrafię się wsłuchać w jej problemy, nie potrafię jej zrozumieć i odpowiednio się z nią komunikować". Każda moja najdrobniejsza uwaga w jej stronę jest obracana w rozmowę o tonie mojej dyskusji, o sposobie, o formie wypowiadania się i tym podobne sprawy. Przez to nie dochodzimy nigdy do sedna sprawy, nie rozwiązujemy kłopotów bo z trzaskiem drzwi rozchodzimy się po pokojach.
Zaznaczę tu, że nie ma tu mowy o jakichkolwiek krzykach czy wrzaskach ani żadnej przemocy. Ja chce ratować i budować nasz związek, dałem jej wszystko co mam i czynami staram się to udowadniać. Jednak najdrobniejsze zwrócenie uwagi obraca miły poranek w totalną masakrę włącznie z tym, że okłada mnie pięściami. Dodam tu że ona słabo zajmuje się domem. Tzn świetnie gotuje - ale tylko dla gości, sprząta najdokładniej na świecie - ale raz na 2 miesiące. Nie potrafi sprostać codziennej rutynie, musi błyszczeć i być stale chwalona, nienawidzi regularności, jak ognia stroni od planowania i jakiejkolwiek dyscypliny. W życiu wiodło jej się lekko i przyjemnie i chciałaby aby tak pozostało. A ja stałem się jej naturalnym wrogiem. Gdy pojawiło się dziecko nie było możliwości już żyć inaczej.

A ja? w domu lubię porządek i schematyczne załatwianie spraw niezbędnych ale tylko po to by wieczorem móc się zająć własnym rozwojem, czytaniem, pisaniem, douczaniem. Mi nie wiodło się zawsze tak dobrze, ciężko pracowałem na to by dojść gdzie jestem, przeszedłem śmierć mojej wcześniejszej narzeczonej 4 lata temu kiedy świat zwalił mi sie na głowę. Objechałem z plecakiem pół świata z Afryką włącznie. Mogę nieskromnie powiedzieć, że mam otwartą głowę i dystans do świata. Byle co nie jest dla mnie problemem. Zajmuję wysokie stanowisko managerskie w firmie, mam skończone  2 fakultety i uwielbiałem swój świat. A teraz nie mogę się zwyczajnie wkurzyć w domu na zwykłą drobnostkę bo wiem że zostanę napiętnowany i zbesztany. i tak tłumie juz w sobie 90% rzeczy które bym powiedział. Ale nie da się żyć nie zwaracając sobie uwagi na rzeczy które nam nie pasują. Najbardziej zależy mi na moim synku. Chcę obserwować każdy dzień jego życia i dla niego zaciskam zęby każdego dnia.

Ona zdaje sobie sprawę jak bardzo kocham dziecko i że przyjmę więcej na siebie. Wie że jak się rozstaniemy to nie będę go widywać  codziennie.
Moja narzeczona od 6 lat nie może skończyć studiów licencjackich tylko z własnego lenistwa, doskonale wiem ze jest zdolna i inteligentna by to zrobić. Mimo że ciągle opiekuję się dzieckiem, wstaję w nocy, karmię, zostaję na chorobowym gdy jest chory i gotuję mu zupki - wciaż nie znajduję u niej cienia satysfakcji, a wszystkie plusy zostają przysłonięte przez "mój ton rozmowy". Dodam, ze mieszkamy w moim mieszkaniu i jeździmy moim autem, Ona w sensie materialnym nie wniosła nic, nie potrafi też zbudować dobrej atmosfery w domu, postrzątać, zapalić świeczki itp. Gdy się kłócimy potrafi wyjśc z domu z trzaskiem, zabrac moje auto i zostawić mnie w domu z mopem w garści i głodnym dzieckiem biegającym po podłodze.

Powiedzcie mi proszę czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś do tego brakuje?

No, jeśli ty jesteś frajerem, to ja jestem hiperfrajerem

45 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-29 19:23:02)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Siemka napisał/a:

...Facet chciał rady, jego każde zdanie zostało przeanalizowane, dorobiono 100 teorii na jego temat -jaki on jest, jakby był,  zrobiono marny słaby obraz psychologiczny jego osoby. Bezkompromisowo stwierdzono, że jest katem, psychicznie wykańczającym swoją biedną smutną leniwą żonę, która ma wyjebane w ten związek. A teraz my kobiety pokłócimy się między sobą o to co autor sam miał na myśli : )
Spróbowałeś wszystkiego każdej metody, jak z jajeczkiem, z bezmyślnym dzieckiem, które zwyczajnie w świecie nie chce cie zrozumieć.

No niekoniecznie... Wystarczy odrobina wnikliwości + czytanie miedzy wierszami + jakieś własne doswiadczenia by czasami wyczytać coś, co - jak tutaj Autor - mimowolnie i nieswiadomie sam pokazuje. I to nie jest rozwałkowywanie kazdego słowa i tendencyjne analizowanie by sie czegos "na siłę" doszukać, a normalna i trzeźwa ocena. Fakt, wypadałoby tu takze poznać stanowisko jego partnerki, bo mogłaby sama rzucić nieco światła na sytuację. Jednak sam sposób przedstawiania faktów przez Autora, wtrącane uwagi dają jakies podstawy, by mieć na czym bazować i w konsekwencji stworzyć właściwy (niekoniecznie jakbyś sama chciała) obraz całosci.
Ponawiam pytanie zadane poprzednio do Ciebie: masz jakies doświadczenia z tak funkcjonujacym związkiem?

Hetman napisał/a:
Piotr75 napisał/a:

...Powiedzcie mi proszę czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś do tego brakuje?

No, jeśli ty jesteś frajerem, to ja jestem hiperfrajerem

Hetman, fajnie byłoby jakbyś troche rozwinął swoja wypowiedź....

46 Ostatnio edytowany przez Siemka (2014-11-29 20:31:06)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Kosmiczny Nick. Byłam w związkach od faceta mitomana, do manipulatora i zwykłego rozrywkowicza. Gdybym była w związku z facetem co mi zwraca na wszystko uwagę to rozumiem, że mogłabym się wypowiadać. Tu nie o to chodzi co ja przeżyłam i w jakim związku ty byłaś/eś (co samo przez siebie może rzutować na twój brak obiektywizmu). Facet pisze, że chce naprawić związek. Podkreśla, że nie chodzi o żadną formę znęcania się czy przemocy. Skupmy się tylko na faktach - o tym co on sam pisze ( a nie to co ja czuję bo byłam/em w podobnym związku). ON CHCE naprawy ona jest bierna.  "nie potrafię się wsłuchać w jej problemy, nie potrafię jej zrozumieć i odpowiednio się z nią komunikować" TO jest wymówka kobiety, która ma dosyć faceta jest nim znudzona, szuka powodów.. Ten chłopak jest na przegranej pozycji, bo czego nie zrobi zostanie to odwrócone przeciwko niemu. Albo jak ktoś napisał powyżej porządnie nia wstrząśnie albo tak wywróci kota ogonem, że zostanie rozwodnikiem ofc z orzeczeniem o jego winie.. ' bo nie umiał się komunikować'. Chociaż stawał na głowie i próbował nic nie wskóra bo wygląda na to, że ona tego nie chce. Rozumie co do niej mówi po prostu nie chce.

47 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-29 20:47:16)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Siemka napisał/a:

Kosmiczny Nick. Byłam w związkach od faceta mitomana, do manipulatora i zwykłego rozrywkowicza. Gdybym była w związku z facetem co mi zwraca na wszystko uwagę to rozumiem, że mogłabym się wypowiadać. Tu nie o to chodzi co ja przeżyłam i w jakim związku ty byłaś (co samo przez siebie może rzutować na twój brak obiektywizmu). Facet pisze, że chce naprawić związek. Podkreśla, że nie chodzi o żadną formę znęcania się czy przemocy. Skupmy się tylko na faktach - o tym co on sam pisze ( a nie to co ja czuję bo byłam w podobnym związku). ON CHCE naprawy ona jest bierna.  "nie potrafię się wsłuchać w jej problemy, nie potrafię jej zrozumieć i odpowiednio się z nią komunikować" TO jest wymówka kobiety, która ma dosyć faceta jest nim znudzona, szuka powodów.. Ten chłopak jest na przegranej pozycji, bo czego nie zrobi zostanie to odwrócone przeciwko niemu. Albo jak ktoś napisał powyżej porządnie nia wstrząśnie albo tak wywróci kota ogonem, że zostanie rozwodnikiem ofc z orzeczeniem o jego winie.. ' bo nie umiał się komunikować'. Chociaż stawał na głowie i próbował nic nie wskóra bo wygląda na to, że ona tego nie chce. Rozumie co do niej mówi po prostu nie chce.

smile
No to moze gdybys była w podobnym jak tu opisywany, ale w roli tej kobiety - inaczej widziałabys to wszystko. I ciesz się, że z takim, co by zwracał Ci na wszystko uwagę nie byłaś. Co innego cos sobie "wyobrażać" a coś skrajnie innego czuc na własnej skórze.
I mylisz się zarzucając mi brak obiektywizmu. Własnie dzięki własnym doswiadczeniom ten OBIEKTYWIZM mam i tą umiejetność czytania między wierszami wypowiedzi takiej przemocowej (w pewnym sensie) osoby.
"Podkreśla, że nie chodzi o żadną formę znęcania się czy przemocy" - ha ha ha... Dobra jesteś, przepraszam. A kto to potwierdzi? Jaki przemocowiec, tyran związkowy czy toksyk potwierdzi, przyzna, ze własnie chodzi o jego własną forme przemocy? To naiwne, wybacz. Przemoc nie jedno ma imię... Takie werbalne "pouczanie" też jest forma przemocy i potrafi sporo spustoszyć w związku...
Z resztą - poczytaj, co w tym wątku sam pisałem.
"Facet pisze, że chce naprawić związek", "Ten chłopak jest na przegranej pozycji, bo czego nie zrobi zostanie to odwrócone przeciwko niemu" - pieknie aż dech zapiera... Tyle tylko, ze wciąż uważa (między innymi dzieki takim jak Twoja wypowiedziom), ze słuszność jest po jego stronie i wszystko robi dobrze. A wcale tak byc nie musi i nie jest. Jego "drobne uwagi" to nic innego jak kopanie psychicznie juz leżącej ofiary... Zmiana w sposobie komunikacji, skrajnie inny ton (ton prawdziwie kochającego partnera a nie nauczyciela i osobistego kuratora). A rada, by "nią porządnie wstrząśnął" to - mam nadzieję była przewrotną... Bo przyniesie coś przeciwnego w tym związku. Wiesz, mną moja partnerka próbowała tez "wstrząsać" - tyle tylko, ze trochę dziwnie to sie skończyło smile
A... - jestem facetem jakby co smile

48

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Dla autora wątku, życzę szczęścia. Sprawy się i tak rozwiążą tylko nie wiadomo z jakim skutkiem. Daj znam znać jeżeli zechcesz oczywiście.
Do odpowiedzi powyżej ja nie jestem tu żeby się łapać za słówka i udowadniać, że wiem więcej od innych bo mnie facet gnębił. Chciał rady, moje zdanie zostało tu zawarte, przepychanki z innymi i udowadnianie swoich racji jest stratą czasu i na pewno nie doprowadzi do kompromisu. Z forum nie chcę robić śmietnika.
Pozdrawiam.  <EOT>

49 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-11-29 21:19:05)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Siemka napisał/a:

Dla autora wątku, życzę szczęścia. Sprawy się i tak rozwiążą tylko nie wiadomo z jakim skutkiem.

Odkrywcze wink
PRZYPUSZCZAM, że wątpię, by jednak autor "spróbował wszystkiego" jak mu się TU sugeruje...
Bo czemu, jako facet "na wysokim stanowisku" nie odda "sprawy w ręce fachowców?

Wszak pisze: "najdrobniejsze zwrócenie uwagi obraca miły poranek w totalną masakrę włącznie z tym, że okłada mnie pięściami. Dodam tu że ona słabo zajmuje się domem. Tzn świetnie gotuje - ale tylko dla gości, sprząta najdokładniej na świecie - ale raz na 2 miesiące. Nie potrafi sprostać codziennej rutynie, musi błyszczeć i być stale chwalona, nienawidzi regularności, jak ognia stroni od planowania i jakiejkolwiek dyscypliny. W życiu wiodło jej się lekko i przyjemnie i chciałaby aby tak pozostało(...)
A ja? w domu lubię porządek i schematyczne załatwianie spraw niezbędnych ale tylko po to by wieczorem móc się zająć własnym rozwojem, czytaniem, pisaniem, douczaniem"
Skoro "dobrała się woda z ogniem" to ktoś musi pomóc im znaleźć jakiś kompromis. Wątpię by to mogło się stać metodą "wstrząsania" (udry na udry)- no chyba, że sparing stałby się rozwiązaniem zadowalającym... Ona już ręce wyciąga - niech teraz ON się postawi... wielce mądre.
Jak człek chory - idzie do lekarza. Jak ma problem z psychiką, a taki tu występuje (nawet jeśli u żony), to i DO tego są fachowcy wink terapię małżeńską - WSPÓLNĄ mam na myśli... żeby nie było, że z niej chce zrobić niezrównoważoną! ZNAMY RACJE (i relacje TYLKO jednej strony) więc "obwiniona" nie może się bronić!
Warto spróbować, by nie MIEĆ SOBIE nic do wyrzucenia.
Do radykalnych kroków zawsze zdąży się uciec, gdy INNE ŚRODKI zawiodą.
Jeśli żona odmówi współpracy zawsze można postawić jej ultimatum...

50

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Stokrotko, to nędzną masz wyobraźnię. Nie baw się nią lepiej.
Jeżeli o mnie chodzi to pracuję, uczę się, a prócz tego zajmuję się domem i dzieckiem. Nie jestem pachnącą damą opierdzielającą się na kanapie. Ale to tak gwoli ścisłości.

Jej wybór, nie jej, aczkolwiek to nie powód do umniejszania jej wartości. Widziały gały co brały? To niech teraz ją szanuje.
Pretensjonalnym tonem jeszcze nikt nic dobrego nie wskórał, a ja się nie dziwie, że ona nie chce nic robić skoro i tak zawsze wszystko jest źle.

51

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Jak już napisałam, nie jest moim celem przekonanie Ciebie do swoich racji. Po Twoich chaotycznych wypowiedziach i kierowaniem się emocjami jestem w 99% pewna, że rozmawiam z kobietą podszywającą się pod faceta : ) lub z bardzo przewrażliwionym mężczyzną.

52 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-29 22:17:17)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Siemka napisał/a:

Jak już napisałam, nie jest moim celem przekonanie Ciebie do swoich racji. Po Twoich chaotycznych wypowiedziach i kierowaniem się emocjami jestem w 99% pewna, że rozmawiam z kobietą podszywającą się pod faceta : ) lub z bardzo przewrażliwionym mężczyzną.

smile czyzbym nadepnął na jakiś czuły punkt kwestionując coś wcześniej?
Posunąłem sie tylko do uprzejmego wykazania pewnych błednych i bezpodstawnych założeń, bez posuwania sie - jak Ty tutaj - do jakichś osobistych, o prowokującym zabarwieniu wypowiedzi.
Wiesz, moze i "chaotyczne" - kwestia smaku...  Być może i wobec tego jestem pełen uznania wszystkim tu piszącym, potrafiącym wyłuskać z tego mojego chaosu "to, co miałem na myśli".
Czy przewrażiwiony? - to już inne osoby, dłuzej tu bywajace mogą ocenić. Widać masz dość powierzchowne pojecie o męskiej psychice, współczuję. Nie kazdy facet jest troglodytą o inteligencji młotka czy wrażliwości wiadra smile
Pozdrawiam serdecznie i liczę na zaprzestanie takich "osobistych wycieczek" smile

53 Ostatnio edytowany przez kasia2303 (2014-11-29 22:14:40)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Eileen napisał/a:

Pod wieloma względami jestem podobna do Twojej partnerki. Niestety, cały ten długi post można opisać w kilku słowach - moja partnerka nie zachowuje się tak, jak ja bym sobie życzył, ma inne podejście do życia, niż ja chciałbym, żeby miała, w dodatku nie chce się zmienić, by mi odpowiadała. Tu nie ma jakichś skomplikowanych konfliktów, wszystko się rozbija o to, że ona jest inna, niż byś chciał, a to Ci nie pasuje. Trochę nie w porę. Ja też bym nie sprzątała z pieśnią na ustach i gotować też mam w zwyczaju najczęściej dla gości. Problem w tym, że Ty trochę za późno zdałeś sobie z tego sprawę.

Pisałeś gdzieś, że ona uniemożliwia Ci realizację Twoich planów. Rozumiem, że jej plany/chęci są nieistotne. Ma się dostosować, bo tak i już.

Bez przesady, plastikowa jak laka barbie ksiezniczka ma fochy i to ma byc dobre?? facet daje z siebie wszystko i nawet jeszcze wiecej a ona jeszcze ma pretensje?? faktycznie musisz nia wstrzasnac i ewentualnie udac sie na terapie dla par, szkoda ciebie i dziecka. wielka ksiezniczka jest niezadowolona i  wszyscy niech schodza jej z drogi bo inaczej sie bidulka obrazi, niestety kto ma miekkie serce to powinien miec dwardy tylek, ona cie wyciska jak cytryne i krzyczy jeszcze, jeszcze. wez ja na rozmowe, nie pozwol jej wyjsc z domu, wykrzycz co ci lezy na sercu a jesli jest jej zle to daj jej wolnosc, niech zobaczy jak sie zyje bez faceta ktory usuwa jej spod nog kazdy pylek. no i co do tego co lezy ci na sercu, to wykrzycz to jak najszybciej bo w koncu wybuchniesz a wtedy bedzie jeszcze gorzej. pozdrawiam ciebie

54 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-29 22:22:42)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
kasia2303 napisał/a:
Eileen napisał/a:

Pod wieloma względami jestem podobna do Twojej partnerki. Niestety, cały ten długi post można opisać w kilku słowach - moja partnerka nie zachowuje się tak, jak ja bym sobie życzył, ma inne podejście do życia, niż ja chciałbym, żeby miała, w dodatku nie chce się zmienić, by mi odpowiadała. Tu nie ma jakichś skomplikowanych konfliktów, wszystko się rozbija o to, że ona jest inna, niż byś chciał, a to Ci nie pasuje. Trochę nie w porę. Ja też bym nie sprzątała z pieśnią na ustach i gotować też mam w zwyczaju najczęściej dla gości. Problem w tym, że Ty trochę za późno zdałeś sobie z tego sprawę.

Pisałeś gdzieś, że ona uniemożliwia Ci realizację Twoich planów. Rozumiem, że jej plany/chęci są nieistotne. Ma się dostosować, bo tak i już.

Bez przesady, plastikowa jak laka barbie ksiezniczka ma fochy i to ma byc dobre?? facet daje z siebie wszystko i nawet jeszcze wiecej a ona jeszcze ma pretensje?? faktycznie musisz nia wstrzasnac i ewentualnie udac sie na terapie dla par, szkoda ciebie i dziecka. wielka ksiezniczka jest niezadowolona i  wszyscy niech schodza jej z drogi bo inaczej sie bidulka obrazi, niestety kto ma miekkie serce to powinien miec dwardy tylek, ona cie wyciska jak cytryne i krzyczy jeszcze, jeszcze. wez ja na rozmowe, nie pozwol jej wyjsc z domu, wykrzycz co ci lezy na sercu a jesli jest jej zle to daj jej wolnosc, niech zobaczy jak sie zyje bez faceta ktory usuwa jej spod nog kazdy pylek. no i co do tego co lezy ci na sercu, to wykrzycz to jak najszybciej bo w koncu wybuchniesz a wtedy bedzie jeszcze gorzej. pozdrawiam ciebie

Ech... Przesadą i to jaskrawą jest tu całkowite ignorowanie spraw, jakie wyniknęły "po drodze" w dyskusji... Takie uproszczone spojrzenie niczemu dobremu nie służy. A le tyle juz tu o tym napisano, że nie ma sensu sie powtarzać.
Nie ma to jak ktoś, kto na własnej skórze nie zaznał takiego "perfekcyjnego" partnera, w taki sposób "dającego z siebie wszystko" udziela takie oczywiste i dobre rady smile

55

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Piotrze... Nie zrozum mnie źle. Widzę w Tobie elementy mojego ex. Sposób traktowania partnerki...

Byłam porównywana do jego poprzednich przyjaciółek. Słyszałam mnóstwo pochwał pod ich adresem: x zrobiła czwarty fakultet, y jest bardzo zaradna itp. Jego pierwsza miłość nie schodziła z topu długi okres czasu. Kiedy zdarzyło się, że wyszedł ze mną na spacer i z dzieckiem, musiałam wysłuchiwać komentarzy o mijających nas kobietach.  I uwierz mi: nie sądzę bym czuła już wtedy cokolwiek do niego, ale jego słowa bardzo bolały. Wyobraź sobie matkę pchającą wózek rok po porodzie. to mało istotne, bo doszłam do siebie wagowo po jakichś trzech miesiącach. W niemodnych ciuchach (bo po co miałam sobie cokolwiek kupować skoro siedziałam w domu) i bez najzwyklejszego makijażu. Gorzej jak Kopciuszek. Kiedyś usłyszałam komentarz zaraz po tym, gdy przy nim zaczęłam malować rzęsy: "po co się malujesz..." Reszty nie dopowiem.

Nie znam Twojej  żony. A na Ciebie patrzę przez pryzmat tego co spotkało mnie w przeszłości. On też jest wykształcony, ale co z tego. Kawał g...ja z niego. Potrafił zaboleć słowami. Potrafił zranić gestem...


Nie należę już do niego. Trochę za późno się wyzwoliłam. Będę zbierać resztki mojej godności. Bo odebrał mi wszystko.

56

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

doprawdy cieszy mnie ze ty dajesz takie dobre rady:) czy od kobiety majacej dziecko mozna wymagac odrobiny dobrego wychowania i zachowania sie jak na osobe dorosla przystalo i porozmawiac jak czlowiek z czlowiekiem a nie trzaskac drzwiami i uciekac?? gdyby potrafili ze soba rozmawiac i traktowali sie powaznie sprawa wygladalaby troche inaczej. moj partner tez jest perfekcjonista a ja jestem troche roztrzepana i czasami tez lapie mnie leniuszek a potrafimy sie dogadac i normalnie ze soba zyc ale to wymaga zaangazowania obu stron i ja nigdy nie bylam typem malej rozowej ksiezniczki

57

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
kasia2303 napisał/a:
Eileen napisał/a:

Pod wieloma względami jestem podobna do Twojej partnerki. Niestety, cały ten długi post można opisać w kilku słowach - moja partnerka nie zachowuje się tak, jak ja bym sobie życzył, ma inne podejście do życia, niż ja chciałbym, żeby miała, w dodatku nie chce się zmienić, by mi odpowiadała. Tu nie ma jakichś skomplikowanych konfliktów, wszystko się rozbija o to, że ona jest inna, niż byś chciał, a to Ci nie pasuje. Trochę nie w porę. Ja też bym nie sprzątała z pieśnią na ustach i gotować też mam w zwyczaju najczęściej dla gości. Problem w tym, że Ty trochę za późno zdałeś sobie z tego sprawę.

Pisałeś gdzieś, że ona uniemożliwia Ci realizację Twoich planów. Rozumiem, że jej plany/chęci są nieistotne. Ma się dostosować, bo tak i już.

Bez przesady, plastikowa jak laka barbie ksiezniczka ma fochy i to ma byc dobre?? facet daje z siebie wszystko i nawet jeszcze wiecej a ona jeszcze ma pretensje?? faktycznie musisz nia wstrzasnac i ewentualnie udac sie na terapie dla par, szkoda ciebie i dziecka. wielka ksiezniczka jest niezadowolona i  wszyscy niech schodza jej z drogi bo inaczej sie bidulka obrazi, niestety kto ma miekkie serce to powinien miec dwardy tylek, ona cie wyciska jak cytryne i krzyczy jeszcze, jeszcze. wez ja na rozmowe, nie pozwol jej wyjsc z domu, wykrzycz co ci lezy na sercu a jesli jest jej zle to daj jej wolnosc, niech zobaczy jak sie zyje bez faceta ktory usuwa jej spod nog kazdy pylek. no i co do tego co lezy ci na sercu, to wykrzycz to jak najszybciej bo w koncu wybuchniesz a wtedy bedzie jeszcze gorzej. pozdrawiam ciebie

'ona cie wyciska jak cytryne i krzyczy jeszcze, jeszcze'
Otóż to!

58

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Ja mam mentalny blok JAK można być w związku z kobietą, która zupełnie Autorowi nie odpowiada. Również PO CO wchodzić w związek jeżeli notorycznie porównuje się narzeczoną do eks, która nie żyje?

Narzeczona może być flejtuchem, leniem, prokrastynantką, osobą pozbawioną ambicji- tylko, że chyba Piotr ślepy i głuchy nie był kiedy zdecydował się z nią dzielić życie i mieć dziecko? Dziwacznym mi się wydaje tresowanie partnerki by odpowiadała Autora wyobrażeniom o ideale.

Przepraszam, ale albo narzeczoną kochamy jaka jest, albo nie powinniśmy być w związku.

59

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Sponiewierana napisał/a:

Piotrze... Nie zrozum mnie źle. Widzę w Tobie elementy mojego ex. Sposób traktowania partnerki...

Byłam porównywana do jego poprzednich przyjaciółek. Słyszałam mnóstwo pochwał pod ich adresem: x zrobiła czwarty fakultet, y jest bardzo zaradna itp. Jego pierwsza miłość nie schodziła z topu długi okres czasu. Kiedy zdarzyło się, że wyszedł ze mną na spacer i z dzieckiem, musiałam wysłuchiwać komentarzy o mijających nas kobietach.  I uwierz mi: nie sądzę bym czuła już wtedy cokolwiek do niego, ale jego słowa bardzo bolały. Wyobraź sobie matkę pchającą wózek rok po porodzie. to mało istotne, bo doszłam do siebie wagowo po jakichś trzech miesiącach. W niemodnych ciuchach (bo po co miałam sobie cokolwiek kupować skoro siedziałam w domu) i bez najzwyklejszego makijażu. Gorzej jak Kopciuszek. Kiedyś usłyszałam komentarz zaraz po tym, gdy przy nim zaczęłam malować rzęsy: "po co się malujesz..." Reszty nie dopowiem.

Nie znam Twojej  żony. A na Ciebie patrzę przez pryzmat tego co spotkało mnie w przeszłości. On też jest wykształcony, ale co z tego. Kawał g...ja z niego. Potrafił zaboleć słowami. Potrafił zranić gestem...


Nie należę już do niego. Trochę za późno się wyzwoliłam. Będę zbierać resztki mojej godności. Bo odebrał mi wszystko.

Facet pisze o tym, że jego żona za żadne skarby nie chce poprawić jakości ich związku a ty piszesz o tym jak cię eks traktował i dorabiasz ideologię do tego co napisał autor. Dwa różne życia, dwie inne sytuacje. Nie kierujesz się tym co jest faktem, co jest napisane tylko tym co wam się przypomina z waszych związków i każda się żali bo jej się przypomniało! Jeden wielki śmietnik nie mający nic wspólnego z głównym postem.

'Wyobraź sobie matkę pchającą wózek rok po porodzie. to mało istotne, bo doszłam do siebie wagowo po jakichś trzech miesiącach'

CO MA PIERNIK DO WIATRAKA?!

'Nie znam Twojej  żony. A na Ciebie patrzę przez pryzmat tego co spotkało mnie w przeszłości'

PRZYWRÓĆ MI WIARĘ W PŁEĆ ŻEŃSKĄ.. bo to co piszesz to zlepek twoich wspomnień a nie to o czym tu mówimy! Swoje doświadczenia dopasowujesz do faceta, który pisał kompletnie o czymś innym. Jedyne co ich  łączyło to wykształcenie jak sama napisałaś i tyle wystarczy, żeby go osądzić według babskiej miary.
'On też jest wykształcony' On też jest wykształcony więc musisz być dokładnie taki jak mój zły niedobry eks w końcu tyle was łączy.

Co z wami kobiety?

60 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-11-29 23:24:28)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
kasia2303 napisał/a:

doprawdy cieszy mnie ze ty dajesz takie dobre rady:) czy od kobiety majacej dziecko mozna wymagac odrobiny dobrego wychowania i zachowania sie jak na osobe dorosla przystalo i porozmawiac jak czlowiek z czlowiekiem a nie trzaskac drzwiami i uciekac?? gdyby potrafili ze soba rozmawiac i traktowali sie powaznie sprawa wygladalaby troche inaczej. moj partner tez jest perfekcjonista a ja jestem troche roztrzepana i czasami tez lapie mnie leniuszek a potrafimy sie dogadac i normalnie ze soba zyc ale to wymaga zaangazowania obu stron i ja nigdy nie bylam typem malej rozowej ksiezniczki

No i pogratulować takiego partnera. Zatem nie spotkałas się - chocby z racji pewnych różnic (perfekcjonista-roztrzepana) - z tym, że jako ta ...mniej poukładana osoba w zwiazku, od samego rana słyszysz jakieś "drobne uwagi"? I nie raz na jakiś dłuższy czas, ale co dnia? Bo według partnera to przecież tylko drobne uwagi. A dla Ciebie to byłyby już (bo by sie nazbierało) co krok kwestionujace całą Ciebie przytyki i wykazawanie nieudolnosci. Wiem, to nawet trudno sobie wyobrazić smile
Nie mniej, gdy takie miłe poranki i miłe chwile tego typu zdarzają się aż nazbyt często - coś zaczyna się złego dziać. A jak do tego dochodzi protekcjonalny ton zwracania się - nikt chyba tego na dłuższą metę nie jest w stanie traktować normalnie...
Odrobiną tego "dobrego wychowania i kultury" jak na osobę dorosłą przystało jest także umiejętność wzniesienia sie ponad pierdoły i wyzbycie zatruwającej małostkowości. Widzisz tylko to, co opisał Autor. Nie widzisz tego drugiego dna całej sytuacji. Masz wyrozumiałego, cierpliwego i kochajacego partnera. Gdyby było inaczej - zupełnie inaczej też oceniałabyś to tutaj.
A tak na marginesie nawiązując do innych tu teraz wypowiedzi:
przeraża mnie tu ślepota i traktowanie dosłowne całosci, bez intuicyjnego dostrzegania ukrytych treści... Ale wszystko tłumaczy albo młody wiek i brak doswiadczenia, albo nieznajomość zasad i ukrytych mechanizmów panujących w podobnych związkach...

61 Ostatnio edytowany przez stokrotka88 (2014-11-29 23:26:37)

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?
Nataluszek napisał/a:

Stokrotko, to nędzną masz wyobraźnię. Nie baw się nią lepiej.
Jeżeli o mnie chodzi to pracuję, uczę się, a prócz tego zajmuję się domem i dzieckiem. Nie jestem pachnącą damą opierdzielającą się na kanapie. Ale to tak gwoli ścisłości.

Jej wybór, nie jej, aczkolwiek to nie powód do umniejszania jej wartości. Widziały gały co brały? To niech teraz ją szanuje.
Pretensjonalnym tonem jeszcze nikt nic dobrego nie wskórał, a ja się nie dziwie, że ona nie chce nic robić skoro i tak zawsze wszystko jest źle.

Nataluszku, "gwoli ścisłości" - co Ty robisz, zapewne ani autora, ani mnie specjalnie nie interesuje i nie wnosi nic do wątku.
I gwoli ścisłości, nie widziały oczy co brały, gdyż nie ma małżeństwa. To tylko związek, a z tego co mi wiadomo, w związku istnieje taka opcja komuś podziękować jak nie pasuje. No ale autor wciąż walczy.

Autorze, powodzenia podczas terapii, mam nadzieję, że okaże się skuteczna.

Ps. Aha..bo teraz się zorientowałam, że szanowna Pani nie zrozumiała...więc gwoli ścisłości...zdanie o nierobach było bez adresata. Tak się czasem mówi.

62

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

I się narobiło. Pokrzyczałeś sobie? Nie znoszę, gdy ktoś nie potrafi zachować spokoju i dystansu do wypowiedzi innych. To pewnie kwestia temperamentu.

Co ma piernik do wiatraka? Moja Córka mówi, że mąkę wyrabiało się w młynie z okazałym wiatrakiem...

Nie oceniałam Piotra. Przypomina mi swoim zachowaniem ex. I tyle. Dąży do tego, by jego partnerka była doskonała. Niby jak on. Najgorsze, że tego nie widzi.

A Ciebie drogi ripostowiczu proszę o powściągliwość w wyrażaniu opinii z tak dużą dawką emocji. Trzymaj je na więzi.

63

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

I nie jest tak, że mam uprzedzenia do mężczyzn. Nie...

Nie znoszę krzykaczy i rodzinnych komando.

64

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

fakt, nie znamy relacji drugiej strony to nam utrudnia calkowicie obiektywne spojrzenie na ta sprawe ale w tej sytuacji musimy spojrzec na to co przedstawil nam autor. tez  nie idze potrzeby pisania tyle o sobie, to nie ma z ta sprawa nic wspolnego, studia, wysokie stanowisko, podroze? bez sensu,  rozpatrujemy relacje międzyludzkie a nie osiagniecia zyciowe. autor wstaje w nocy do dziecka, karmi je, to dobrze w koncu przyczynil sie do jego poczecia. dziewczyna ma wszystko, o nic nie musiala sie starac, nawet sprzata raz na jakis czas i to ze partner jej zwroci uwage juz jest postrzegany jako okropny pan i wladca? na zwrocenie uwagi ona ucieka lub oklada go piesciami, to jest normalne?

65

Odp: Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Cieszę się Kosmiczny Nick, że trzymasz rękę na pulsie i z pełną świadomością trwasz przy swoim stanowisku, co do którego odniósł się z resztą sam Autor, sugerując, że skorzysta z Twojej rady. To mogłoby wskazywać, że w tym co mówisz jest sporo prawdy i chyba Autor też zdał sobie z tego sprawę. Szkoda, że przesiąknięta jadem Stokrotka88 tego nie zarejestrowała i niestety trzyma się kurczowo, tylko sama nie wiem czego. Bo co można powiedzieć o kobiecie na podstawie kilku zdań i to jeszcze wyjątkowo subiektywnych. A już nazywać kogoś plastikową barbie... Bardzo to niskie i niczego nie wnosi do dyskusji.

Posty [ 1 do 65 z 167 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Czy już jestem frajerem czy jeszcze mi coś brakuje?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026