Witajcie.
Mialem tu nie pisac ale co mi tam. Skróce jak sie da. Dzwoni do mnie rok temu telefon, pewna dziewczyna zamawia korepetycje. Traktuje ja jak klientke, czyli jak kazda inna osobe ktora w podobnej sprawie dzwoni.
Jeszcze nie wiem ze ta osoba ma ochote sie ze mna spotkac.
Mija jakis czas a ja o tej osobie mam dziwne zdanie, z czasem drazni mnie, w koncu gdzies pada
ot tak propozycja zartobliwie zeby sie spotkac razem.
Zbywa mnie a ja powoli koncze kontakt i kasuja ja z listy gg.
Pol roku potem cos popsulo sie z moja lista i wszedlem na webgadu. Nie wiedziec jak ale ponownie pojawila sie u mnie na liscie.
Gdy zaklikalem do niej czulem niesamowity opor. Jednak od tego momentu wszystko sie zmienia.
Wszelkie niejasnosci zostaly wyprostowane a dziewczyna stala sie moim najlepszym kontaktem.
Przed pierwszym spotkaniem rozmowy na skype i gg po 10h jak nawiedzeni.
Potem pierwsze udane spotkanie, mimo ze nie widzialem jej fotografii, spotkalem sie jak to ja - lubie tak.
Drugie spotkanie, sylwester. Mozna go nazwac bardzo udanym, troche nas glowy rozbolaly, nie wiem w sumie po czym.
Sądzilem ze to dwutlenek węgla z junkersa ;]
Po nowym roku dowiaduje sie ze ona nic nie czuje, po trzecim chyba spotkaniu czy jakos tak.
Coz, z zalem koncze znajomosc i sie zegnam. Ona mnie nawraca placze, zatrzymuje.
Dwa kolejne spotkania a ja mam wrazenie ze ona jest zdystansowana jakby przestraszona, nie taka jak w sylwestra ![]()
Zas sie wycofuje i zas plakanie... Nie pamietam ile razy tak.
Finalnie powiedziala mi przyduszona na skype ze 100% nie, wiec uwolnilem sie i odetchnalem ze wkoncu wszystko jest jasne.
Uwaga, żegnam sie na dobre w niedziele, zas placze - dorzucila ze wyje caly dzien.
Podobno ona mnie postrzega tylko jako przyjaciela.
Przyznam ze wyć a nie płakać, to chyba za przyjacielem aż tak nie tęsknimy ja sie tam nie znam. Dlatego tutaj napisalem.
Ogólnie ona zachowuje sie tak jakby nie wiedziala czego chce.
Pozwala mi sie spotkac z inną, a jak sie juz wycofuje i zegnam to placze.
Kiedy ja mowie ze czuje sie teraz swietnie bo jestem wolny, to ona mowi ze tak srednio sie z tym czuje.
Eh, ja to zawsze mam pecha.
Wiem ze nie da sie opisac w paru linijkach tego co sie odczuwa itd, byc moze z tego postu nic nie wyniknie.
Chce podkreslic ze dziewczyna wychowywala sie w domu gdzie ojciec wstawial niezłe sceny jak ona miala sie z kims spotkac. Nie mogla z nikim przez ojca, ktory zawsze ma racje itd. Ze wszsycy jestesmy tacy sami itd....
Takze ja nie wiem powaznie czy to wina ojca i babci ze ja gasili ciagle jak kogos chciala poznac, czy costam.
Jestem w nieciekawej sytuacji bo czuje ze to najpiekniesza istota jaka spotkalem, jest mądra i wogole rozmawia nam sie idealnie o wszystkim, nie ma granic.
Najgorsze ze cos mnie nadal trzyma, juz mam to pominac i umowilem sie na spotkanie z inna. Jednak w sercu czuje powaznie ze ta dziewczyna ma to cos czego nie da sie zapomniec. Jej kultura, sposob bycia zachowanie.
Jej zainteresowania takie jak moje, jej znak zodiaki taki jak moj. Ilosc podobienstw przytlacza.
Nie wiem co powiedziec. Wkoncu powiedziala NIE na 100%, a potem wyła. I weź tu być mądry.
Kolega powiedzial daj spoko, jego zona ze ona jest dziwna. Kolezanka mowi czy jestem w stanie to znosic i tak zyc.
Kazdy ma jakas teorie i jakos zadna mnie do konca nie zaspokaja.