Ciagle napotykam posty o teściowych. Złych, wścibskich, zazdrosnych, wtrącających się w życie młodych itd, itp. Padają przy tym epitety niezbyt miłe i oskarżenia o samo zło. Ponieważ sama jestem tesciową, proszę Was, abyście napisały, jakie cechy według Was ma mieć wystarczająco dobra tesciowa. Nie mowię idealna, bo takich nie ma, ale taka do zaakceptowania. Stwórzmy taki portret dla tych co już są teściowymi i dla tych które będą nimi w bliższej i dalszej przyszłości.
Podobne tematy
2 2011-02-28 19:02:09 Ostatnio edytowany przez orszulik (2011-02-28 19:03:15)
Chciałabym aby
- była uczciwa
-nie spiskowała po kątach
-nie ,,adoptowała" nie swoich rzeczy
- na równi traktowała dzieci swojej córki jak i swojego syna
-nie porównywała ciężkiego porodu swojej córki, która rodziła pod opieką położnej do porodu synowej, gdy ta dopiero zdązyła urodzić swoje dziecko
-chciałabym aby przynajmniej gdy dziecko leży po wypadku była człowiekiem i odwiedziła swoją wnuczkę
- chciałabym aby nie wchodziła bardzo wcześnie rano do mieszkania bez pukania
- chciałabym aby była poprostu człowiekiem dla mnie i dla dzieci
a swojego syna nie traktowała jak wroga tylko dlatego że odważył się sprzeciwić i stanąć po naszej stronie
3 2011-02-28 19:16:37 Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-02-28 19:19:51)
Ponieważ też będę teściową za jakieś naście lat (mam dwóch synów - na razie) jako teściowa chciałabym:
1. Nie mieszkać pod jednym dachem z dziećmi - synom (wiek: 4 lata i 1 rok) opłacam comiesięczne składki w programach oszczędnościowych, będą mogli nimi dysponować w wieku 25 lat - będą mieli na start jakiśtam wkład na własne lokum. Absolutnie jestem przeciwna sprowadzeniu przyszłych wybranek (lub wybranków - jestem paskudnym liberałem) pod mój dach.
Uczę samodzielności od małego - 4 latek umie całkowicie sprzątnąć swój pokój - poukładać zabawki, wytrzeć kurze, w kibelku podnosi klapę, wie gdzie w pralce sypie się proszek, gdzie leje płyn i którym przyciskiem włącza. Sic!
2. Jako teściowa zamierzam poświęcić się blogiemu odcinaniu kuponów od aktualnej ciężkiej harówy - w związku z powyższym będę wraz z mym teściowatym mężem podróżować, czytać zaległe książki, znajdę sobie nowe hobby - z przyjemnością zaproszę dzieci raz w miesiącu na obidek tudzież grilla. Wnuki chętnie ugoszczę, rozpieszczę i obsypię prezentami ale nie będę robić za babysitting. Babcia też człowiek. I już piszę dlaczego.
Ponieważ moimi dziećmi zajmuję się ja i od biedy mój mąż - babć deficyt - jest tylko moja mama - pracująca na pełen etat, więc kiedy mam emergency - ona bierze wolne z pracy a ja zwracam jej kasę dokladnie taką jaką dostałaby w swojej pracy za dniówkę (a tak). Moja siostra jak robi za nianię ma płaconą stawkę za godziny. Uważam że jest to bardzo zdrowy układ przeciwdziałający wykorzystywaniu babć i cioć.
3. Od dzieci oczekuję tylko i wyłącznie miłości i szacunku. Na starość pracujemy ze swoim mężem tak - aby stać nas było albo na opiekę w domu (z zewnątrz) albo na miły pensjonacik z seksownymi pielęgniarkami i pielęgniarzami w obcisłych podkoszulkach.
4. Będę dbać maksymalnie o swoje i męża zdrowie (raz do roku robimy sobie totalny przegląd podwozia i nadwozia łacznie ze stomatologiem i badaniem prostaty, wynikami krwi na prawie wszystko, cytologie, bakteriologie etc) żeby w wieku około 60 wyglądać przebosko i czuć się równie dobrze.
5. Ćwiczę "nie dawanie dobrych rad" na mojej 15 lat młodszej siostrze, choć mnie czasem korci jak skurczysyn żeby się odezwać na jej wyczyny. Ale siedzę cicho. Ona taktownie czasem pyta o radę. Ja jej taktownie odpowiadam. Trudne ale do zrobienia. Idzie mi coraz lepiej.
6. Starszemu synowi jak pyskuje już dzisiaj mówię: to jest dom mamy i taty i panują zasady mamy i taty. Jak się wyprowadzisz będziesz miał swój dom i swoje zasady. Oswajam go z myślą.
Tak mi się marzy i robimy z mężem wszystko aby tak się stało - zasuwamy 24/7 aby wszystko zabezpieczyć maksymalnie.
Co za piękny temat - pomarzyć każdemu wolno ![]()
Chciałabym żeby pod naszym wspólnym dachem - bo tak się upiera mój narzeczony - były dwa osobne piętra, gdzie kobiety nie zamieszkujące będą same decydować o wszystkim, co się w ich obrębie dzieje ![]()
Miło było, gdyby teściowa nie otwierała nigdy drzwi naszej sypialni. To NASZA sypialnia.
Żeby nie była tak bardzo natrętna, niezadowolona, z wiecznymi problemami że my gdzieś wychodzimy, gdzieś jedziemy, planujemy wakacje!
Żeby się nie wtrącała w nasze wydatki skoro w nich nie partycypuje.
Żeby zajęła się swoim życiem.
Żeby nie była toksyczną matką swojego synka, piorącą mu majty, ścielącą łóżko i robiącą kanapki do pracy.
Gdyby obdarzała równą miłością swojego syna i córkę, która jest po prostu IDEALNA, też byłoby dobrze.
Nie musi niańczyć moich dzieci, nie musi mi gotować ani sprzątać. Świetnie dam sobie radę sama.
Ave ![]()
Przestrogi dla tesciowych!
1.Nie doszukujcie sie u nowo narodzonego wnuka podobieństwa tylko i wyłącznie do członków własnej rodziny z całkowitym pominięciem synowej! To moje osobiste doświadczenie z młodosci, które powodowało, że czułam się jak murzyn, który może odejść. Dzięki dobrej pamieci udało mi się nie zrobic przykrości synowej.
2.Teściowe lubią doradzać. Najlepiej więc powiedzieć synowej na samym poczatku, żeby nie brała sobie naszych rad do serca, bo to taka przywara starszych pań. Dobrze wogóle działa nazywanie głosno naszych wad i obsmiewanie ich. Poczucie humoru rozładowuje atmosferę.
3.Absolutnie nie pozwalać zonatemu synowi na ucieczki do mamusi po kłótni z zoną, a już nie daj boże godzić się na nocowanie w naszym domu. Jeśli teściowo raz to zrobisz, masz w synowej wroga!
4.Nie dzielić wnuków na te bardziej i mniej kochane, mniej lub więcej potrzebujące. Wszystkie wnuki są równe!
5.Jeśli rozmawiasz z synową, bądź zainteresowana jej osobą, nie wychwalaj pod niebiosa swojej córki, choćby właśnie dostała Nobla. Nie wiem dlaczego, ale między synową a córką jest jakieś napięcie.
To takie migawki z życia.
Kriss, wspaniała wizja teściowstwa! Realizuję podobną. Syn na swoim, córka jeszcze w domu, ale całkowicie samowystarczalna i w przededniu wyprowadzki, kupony odcinam, wnuka rozpieszczam i obsypuję prezentami, ale wychowują go rodzice. Zgrzybiała starość zaplanowana w pobliskim domu spokojnej starości. Na piśmie, w razie utraty mowy i władz umysłowych!
Jak na razie podwozie i nadwozie sprawne, lakier już tylko trochę zdarty, ale jeszcze ujdzie!
Życie jest piękne!
Przestrogi dla tesciowych!
3.Absolutnie nie pozwalać zonatemu synowi na ucieczki do mamusi po kłótni z zoną, a już nie daj boże godzić się na nocowanie w naszym domu. Jeśli teściowo raz to zrobisz, masz w synowej wroga!
Ten punkt to święta racja, na którą pewnie nikt nie zwraca uwagi. A dokładnie tak się dzieje w wielu przypadkach, że jak się z żoną nie układa, to leci do mamusi i mamusia robi mu kolacyjkę, pociesza, że tak, tak, ta żona to podła zołza. I co potem, godzić się czy nie, skoro mamusia mówi, że ona taka zołza?
![]()
Nigdy tego nie doświadczyłam, żeby tak było, bo raz mój narzeczony w trakcie "jakby" sprzeczki z matką o nas powiedział jej "I tak z nią nie w wygrasz" mówiąc o mnie, więc matka już nie próbuje podważać tego, co jest między nami.
Choć osobiście nie podobało mi się bardzo, że tak jej powiedział, bo przecież to jest jego matka. Ale cóż, padło.
A co do listy życzeń:
tu takie moje bardziej prywatne - żeby moja teściowa nie miała takich ograniczonych horyzontów - żeby wszystko co nowe, nie wydawało jej się takie niespotykane i z kosmosu, żeby obejrzała czasem w telewizji jak się ładnie dekoruje mieszkania, co się nowego gotuje, co się w ogóle w świecie dzieje. Bo niestety tematów wspólnych brak ...
Jej się niestety wydaje, że to, co było 30 lat temu, teraz też jest super i nie ma co tego zmieniać. Smutne jest to, że to samo przekazała córce, która po wprowadzeniu się do męża nawet kroku nie zrobiła w stronę tego, żeby mieć to mieszkanie jakoś tak fajnie urządzone, ładnie. Niestety pospolicie tak bardzo zostało, wiem że każemu wolność tomku w swoim domku, ale smuci mnie że w moim nowym domku to wszystko takie zaniedbane, zapuszczone i nikt poza mną i moim facetem (bo zaszczepiłam w nim to po tych kilku latach) nie widzi, że trzeba się starać, żeby było ładnie, bo dom jest najważniejszą przestrzenią życia.
Cóż za piękny temat!
Oj ja to bym chciała aby moja teściowa wreszcie się zorganizowała, płaciła na czas rachunki, i aby nie robiła sobie wiecznie długów.
Chciała bym równiez aby się mnie nie pytała milion razy gdzie jadę i po co!
Aby była wobec mnie szczera.
Aby się nie wtrącała bo ja dam sobie sama świetnie rade.
A dziś taka ciekawostka, kupiłam sobie buty, weszłam do domu z tobołkami ale ona od razu zobaczyła właśnie pudełko z butami i od progu krzyczy żeby wszyscy w domu słyszeli "a co tam masz w tym pudełku???" Możecie mnie uznac za dziwoląga ale nie cierpie tego! Czy ona zawsze wszystko musi wiedziec??
Witam ja także się wypowiem bo tez posiadam teściową.
Na poczatku podchodziła nie ufnie do mnie, widziała mnie dwa razy przed ślubem wiec wcale jej się nie dziwie.
Zapracowałam sobie na to by moja teściowa miała do mnie szacunek. Nie wtrącałam się w jej sprawy, nie pouczałam swojej teściowej i ona nie pouczała mnie.
Zasługuje na mój wielki szacunek bo to kobieta która pięknie wychowała mojego męża, kocha go bezgranicznie gdy go widzi płacze ze szczęścia.
Jednak wychowała i kochała mądrze, miłością nie zaborcza a mądrą.
Odeszła sama z 5 małych dzieci w czasach prlu i dała sobie rade. Urabiała sobie ręce by w ich skromnym domu było czysto, bezpiecznie i żeby była miłość.
Teraz ma swoje pasje na emeryturze, śpiewa w zespole, ma koleżanki wyjazdy. Jak do niej pojadę godzinami mi opowiada ile widziała.
I nie jest nadskakująca, nie stara się wyróżniać gdy jestem u niej. Traktuje mnie jak swoje dzieci. Nie oczekuje przytulania, wspólnych wypadów na zakupy , wybierania farb do włosów i innych pierdół.
Moja teściowa jest ode mnie starsza o ponad 30 lat, akceptuję ja jaka jest z jej wadami bo i ja mam swoje.
Jedynym moim życzeniem może być by się nigdy nie zmieniała.
Dla mnie sprawa jest dość prosta. Żyj i daj żyć. Jeśli ja się nie wtrącam w twoje życie to oczekuję tego samego od Ciebie - nie wtrącaj się. Jeśli natomiast mam żądania - np. zamieszkałam u ciebie - to godzę się żyć wg twoich reguł - bo to ja wchodzę w zastany porządek rzeczy. Trudne to w realizacji bywa, ale wykonalne
Zawsze kieruję się empatią i w sytuacjach konfliktowych staram się postawić na jej miejscu - jak ja bym się czuła, gdybym w tym momencie była nią? Ale wszystko zależy od dobrej woli obu stron - warto szukać dobrych stron i zalet u drugiej osoby zamiast samych wad. Gdy jakaś sytuacja jest niejasna dopytuję i wyjaśniam do obrzydzenia - nienawidzę bowiem niedomówień i rodzących się z tego knowań i intryg, zwłaszcza za plecami. ![]()
Jestem teściową, ale też od bardzo dawna synową. Moja tesciowa ma 84 lata, ale nie jest niedołęzna staruszką, wręcz przeciwnie, elegancką , inteligentną damą w kapeluszu!
Ma swoje życie i to najbardziej w niej lubię. Oczywiście ma wady i to sporo, ale żyje swoim zyciem, nie naszym. Odkąd owdowiała częściej u nas bywa, w zasadzie pomieszkuje. Lubię gdy przyjeżdża. Lubię z nią pogadać przy porannej kawce. Potem zajmujemy się swoimi sprawami. Jej obecność nie jest ciężarem, bo teściowa szanuje zwyczaje naszego domu, wpasowuje się w nie. Gdy jest pogoda wędruje po okolicy, bo jest maniaczką przyrody i zbierania grzybów. Gdy pada, siedzi z nosem w książce i przeczytała już chyba wszystko co zostało napisane. Nie narzeka, nie wygłasza referatów na temat swoich chorób, nie komentuje naszego życia. Bardzo o siebie dba, by jak mówi, pozostac samodzielną jak najdłużej i nie byc ciężarem dla nas. Po tygodniu wakacji u nas wraca do siebie, bo ma "sprawy do załatwienia". Śmiejemy się, że babcia zatęskniła za lataniem po sklepach. Wyjeżdża, ale wróci znów za dwa tygodnie. I oby było tak jak najdłużej!
Myslę sobie, że kluczem do bycia normalną teściową jest posiadanie własnego zycia, jakichś pasji, zainteresowań, którym poświęcimy czas. Różyczka pisze o swojej teściowej, że ma pasje, śpiewa w zespole, ma koleżanki, wyjeżdża. Kobieta zajęta swoimi sprawami nie ma pustego życia i nie musi go zapełniać wtykając nos w życie swoich dzieci.
Anhedonia, napisałaś coś bardzo ważnego "jeśli mam żądania - np.zamieszkam u ciebie- to godzę się żyć wg twoich reguł - bo to ja wchodzę w zastany porządek" . Wspolne mieszkanie jest wyzwaniem, ale jeśli osobie wchodzącej przyświeca ta myśl od razu łatwiej jest o kompromis.
Ja nie zgodziłam sie na wspólne mieszkanie z synem i synową, nie czułam się na siłach by decydować się na rewolucję w swoim poukładanym zyciu. Młoda rodzina zyje innym rytmem, a ja lubię swój rytm. Nie da się zachować odrębności w domu, gdzie jest jedna kuchnia, schody na poddasze w salonie. Siłą rzeczy byłabym w środku żywiołu, wśród małzeńskich sprzeczek, smoczków i kolek. Gdzie miałabym sie podziać ze swoimi przyzwyczajeniami, psem i kotami? Nie, to nie wchodziło w grę, znaleźlismy inne rozwiązanie. Synowa mi to wytyka, to, że ich nie chciałam!
Tak, nie chciałam, bo uważam że mam PRAWO żyć tak jak chcę i lubię w SWOIM domu! Niektórzy mówią, że to egoizm, ale mam to gdzieś, bo wiem co by było gdybym sie zgodziła. Byłabym zła, sfrustrowana, wiecznie niezadowolona i zmęczona, aż w końcu zamieniłabym się z pogodnego człowieka w jędzę, o której moja synowa pisałaby na tym lub innym forum. Dziękuję, nie!
Współczuję wszystkim teściowym i synowym, które z KONIECZNOŚCI muszą razem mieszkać. I powiem Wam, że nie znam ani jednej kobiety, która z tego wyszła z dobrymi wspomnieniami i dobrym nastawieniem do tej drugiej.
Synowa mi to wytyka, to, że ich nie chciałam!
A to nie w porządku - co źle jej tak na swoim? Jakby to lepiej przemyślała, to może by tak nie mówiła - ja bym się ucieszyła, gdyby moja teściowa ukróciła zapędy mojego narzeczonego do sprowadzenia swojej nowej rodziny do domu, i to bardzo bym się cieszyła ![]()