Witajcie! Chciałam Was prosić o opinię.Moja siostra tkwi w toksycznym związku i już sama nie wie co ma robić. Można powiedzieć,że pisze niejako w jej imieniu..
Jest z facetem 5 lat i w tym czasie już 2 razy byli zaręczeni!Dodam,że on raczej nie kwapił się do ślubu (jest rozwiedziony) to moja siostra chciała, jak część kobiet marzyła o tym.Obydwoje mają zupełnie inne priorytety przez co często się kłócili.Z tego co wiem siostra starała się jakoś pogodzić te różnice, dotrzeć się.
Jego niezdecydowanie sprawiło jednak,iż moja siostra powiedziała,że nie chce tak dalej żyć i odchodzi.On na drugi dzień przyszedł z pierścionkiem. Powiedział,że jest miłością jego życia i wyznaczył datę ślubu. Zaczęły się przygotowania do ślubu a on od początku nie interesował się przygotowaniami.Stwierdził,że to jej dzień i jemu wszystko pasuje co ona zaplanuje.Zero inicjatywy.Dodam,że w sferze łóżkowej nie było szału. Powiedział,że ma depresje i jeszcze nie doszedł do siebie po wcześniejszych kłótniach...
Teraz na dniach oznajmił jej, że jest miłością jego życia, ale nie kręci go seksualnie. Po tych słowach moja siostra uznała,że to koniec.Jak dowiedział się,że poszła szukać mieszkania,żeby się wyprowadzić to zaczął ją przepraszać i prosić o jeszcze jedną szansę. I takie błędne koło- co moja siostra chce odejść to on uderza w płacz i mąci jej w głowie! Siostra boi się,że zostanie sama i nikogo już nie pozna (ma 30lat)myśli o jego przeprosinach. Wcześniej wybaczyła mu flirtowanie z innymi panienkami na internecie (dlatego zerwała pierwsze zaręczyny)
Ja cały czas myślę o tym wyznaniu- nie kręcisz mnie seksualnie. A przecież ta sfera jest równie ważna a szczególnie dla mężczyzn.Skoro tak jest to po co jej zawraca dalej głowę? To pytanie skieruje chyba do Panów.To jest jak psychiczne nękanie!
Dla mnie sprawa jest oczywista, po takim wyznaniu w ogóle bym się nie zastanawiała. Zwłaszcza,że to już nie pierwszy raz.Facet w ogóle ma tendencje do takiego ciągłego stawiania się w roli biednego, zmuszanego chłopca.