Witam Was wszystkie..
Jest mi bardzo ciezko, i juz niewiem jak sobie poradzic.. z tym ogromnym bolem wewnetrznym..
Kiedy bylam w 4 miesiacu ciazy, moja mama(39) odeszla od taty(40).. bylo to we wrzesniu, 2010r.
Tlumaczyla to tym, ze tata nie ma pracy od 2 lat (wczesniej pracowal za granica).. ze nie rozmawiaja juz ze soba, mijaja sie we wlasnym mieszkaniu.. traktuja jak powietrze.. ze chcialaby, odpoczac, poprzemyslac.. no i wyprowadzila sie..
Dla taty byl to ogromny cios.. plakal, zalil mi sie.. ja mieszkam za granica, wiec moglam mu tylkopomoc przez telefon.. jakos sie pozbieral, i zyl nadzieja, ze mama wroci.. ze poprzemysla, zateskni i wroci..
Zadzwonil do niej jakis czas pozniej, i mama strasznie mu nawtykala.. ze kazde wakacje, jakie spedzalismy, nie byly fajne, ze na wszystko musiala sama sobie zapracowac (nieprawda, tata za zarobione pieniadze, tak wyremontowal mieszkanie, jak zadna z kolezanek w domu nie miala).. ale wtedy byly pieniadze.
I tate strasznie zabolaly te slowa, uslyszal ze wiekszosc ma domy, a oni mieszkali cale zycie w 2 pokojowym mieszkaniu, ale nie o to chodzi, prawda?..
Sadze, ze mama mowila to pod wplywem emocji.. wcale tak nie myslala, chciala chyba zeby tata nie dzwonil, nie prosil.. chciala odpoczac od tego wszystkiego..
No nic.. tata jakos sie pozbieral, swieta spedzil z moim bratem.. ja tutaj.. strasznie mnie to bolalo, ze nie moge z nim byc, kocham mame , i mam z nia dobry kontakt, ale toona odeszla i pewnie lepiej to przechodzi..
Wczoraj do niej zadzwonilam, i mowila ze planuje przyjechac w marcu, zobaczyc drugiego wnuczka, i ze przyjedzie z L.. tzn ze on ja tu przywiezie, i on pojedzie do swojej cioci, w miejscowosci oddalonej ok. 70km od mojej.
I powiedziala ze zaczyna sobie ukladac zycie na nowo, wlasnie z nim.. z L..
Ze, ona i tak by nie wrocila do taty, po nawet nie teskni..
Ja to rozmumiem, naprawde, chce sobie ulozyc zycie na nowo, i powiedzialam jej, ze ja do tego nic nie mam, ale co z tata, kiedy on ma sie dowiedziec, bo zyje nadzieja ze mama wroci.. cisza.. niewiedziala o tym..
Powiedziala, ze chce powiedzeic o tym tacie, kiedy znajdzie prace i zacznie zyc, swoim zyciem..
Ja odrazu powiedzialam, ze moze byc tak, ze ja wczesniej powiem, bo nie bede mogla z nim rozmawiac, smiac sie i oklamywac jednoczesnie.. powiedziala ok, ze moge powiedziec, jak nie dam rady.. i nie dalam
Zadzwonilam dzis do taty, i mu powiedzialam, w sluchawce odpowiedziala mi cisza, prosilam tate zeby nie mial do mnie zalu, ze ja nie umiem inaczej, i nie chce z nim rozmawiac i klamac go jednoczesnie.. powiedzial, ze nie ma, ze zaluje, ze po 20latach malzenstwa, nie dowiedzial sie tego od mamy..i nagle uslyszalam jak tata placze, i powiedzial ze nie chce teraz rozmawiac.. ze potem zadzwoni..
Dziewczyny, ja siedze i placze non stop.. nie mam sily sie dziecmi zajac, tak mi zle.. co mam zrobic? co mam tacie powiedziec jak bede z nim rozmawiala?.. mam tyle pytan, a w glowie pustka.. tak mi zle.. poradzcie cos, bo zwariuje.