witam,jestem w związku juz 6 lat.. mam córeczkę 19 sto miesięczna. piszę tu bo potrzebuje jakiegos wsparcia, pomocy, zmobilizowania... pierwsze półtora roku bylo cudowne poznalismy sie w szkole na wystepach walentynkowych, codzienne były spotkania, przytulania,czułe smsy, był młodszy ode mnie prawie 2 lata miał wtedy 16 lat ja miałam 18lat.zakochałam sie po 2 misiącach chociaż to nie byl mój typ ale miał coś w sobie co mnie pociągało. a potem... zaczęły sie kłamstwa, dwa razy mnie zdradził, okłamywał... ubliżał bardzo często od jakich tylko, bił bo twierdził że zasługiwałam na to bo bez powodu nie dostałam a powody były błachie, np. że napisałam ze jestem w domu a byłam u kolezanki drzwi obok(mieszkałam wtedy w bloku,a teraz od prawie 4 lat mieszkamy razem). zawsze przepraszał powtarzał ze tego nie zrobi mimo to powtarzało sie to i powtarza do dziś :(ja nie potrafie odejśc od niego bo nie umiem wyobrazić sobie innego życia, dużo myślałam o śmierci ale teraz przy życiu trzyma mnie moja córka :. najbardziej boli mnie to że on nic sobie z tego nie robi nie raz usiadłam koło niego płakałam jak dziecko i prosiłam a nawet błagałam zeby sie zmienił i był inny dla mnie. ale to nic nei dawało i nie daje, dzwoniłam nawet do jego mamy lecz ona trzyma jego stronę, dochodzilo do takich sytuacji przy których mi groził ze mnie zabije bo życie ze mna to katorga... któregos dnia pobił mnie tak że zadzwoniłam po tate (a była już córka z nami) nie chciał mi oddac dziecka i nawet nie zwracał uwagi na to ze ona bardzo plakała, przyjechała policja partner był pod wpływem alkocholu i nawet przy policji mi ubliżał, spakowałam sie i pojechałam do rodziców lecz po tyg wróciłam bo nie mogłam wytrzymac bez niego. teraz tez ostatnio 2 tygodnie temu byliśmy u koleżanki wypił i tez mnie pobił bo nie chciałam sie z nim kochac, szarpał mnie pluł w twarz, a nawet uderzył z pięści w twarz ze przez tydzien nie wychodziłam z domu, tez były smsy kochanie wybacz mi to zrobię wszystko abys tylko nie iodchodziła i daj jeszcze jedna szansę(nie pamiętam ile ich było)zostalama teraz powiedzil ze ciezko mu ze mna ze gdyby nie mała nie był by ze mna pózniej przepraszał bo to w nerwach.wraca do domu na weekendy i jemu nic sie nie chce moim obowiązkiem jest pranie, sprzątanie, i dupy dawanie bo on pracuje i przyjeżdza do domu odpocząc. jak chcę gdzieś wyjsc córka idzie ze mna bo on musi sie przespac jemu wolno jechac wszedzie samemu a mi nie. wrócił teraz w piatek pobawił sie troche z córka i poszedł spac w sobote wstał rozpalił w pice oczywiscie lezał i nie było pana zeby isc po drzewo, ja musiałam po południu wyszedł z domu niby porozmawiac o sprzedazy samochodu wrócił w niedziele po 10 i jeszcze z pretensjami ze nie miał czym wrócic i mogłam po niego przyjechac, płakalam, krzyczałam ze nie chce z nim byc bo juz nie daje rady, ze czuje sie nieszczesliwa i ze nie chce takiego zwiazku w którym ja jestem tylko z dzieckiem a on wraca jak do hotelu, powiedział ze on juz taki jest i nie zmieni sie ... nie wiem co robić chce miec cała rodzinę.. moze ja powinnam sie zmienić?
Podobne tematy
z tego co przeczytalam jestes uzalezniona od swojego faceta... To nie jest normalne tkwic w toksycznym zwiazku. Moim zdaniem powinnas isc do psychologa, on powinien nauczyc Cie i wytlumaczyc ze robisz zle. Jestes kobieta i kazda z nas zasluguje na szacunek. Nikt nie ma prawa Cie krzywdzic, nie zasluzylas na to, a on nie zasluzyl na Ciebie. Musisz sie wziac w garsc, stanac na nogi i przede wszystkim wyprowadzic sie z tego mieszkania razem z dzieckiem. Za przemoc grozi mu wiezienie, a Ty jestes w niebezpieczenstwie. Chcesz tak zyc?
powiedz a co jeszcze musi się stać żebyś zdała sobie sprawe jak wygląda Twoje życie z nim...
To koszmar. I wybacz, ale nie ma tu mowy o całej czy normalnej rodzinie. Bo dla Mnie to patologia
nie ja nie chce tak życ ale ja nie umiem sie zebrac do kupy i powiedziec tym razem to dość naprawdę... dużo razy to mówiłam ale nie potrafię wiem,że krzywdze siebie, ja nawte marzeń nie mam.. nie raz zadaje sobie pytanie a może ja jestem chora?,,, przecież ni8e jestem ani brzydka ani garbata tylko mam niską samoocene bo duzo słyszałam ze kto Cie wezmie zobacz jak ty wyglądasz, chyba ze bedziesz dawać to bedziesz miała duzo partnetów ja z Toba bo dobrze dajesz potem znów przeprasza... podczas kochania mówi jaka Ty jestes cudowna, kocham Cie za wszystko co w Tobie jest...tez sie czuje jakbym była w rodzinie patologicznej.. u mnie w domu było to samo dopiero teraz od jakis 3 lat tata nie unosi ręki... boze nie wiem co robić jak życ
kiedy zostaję sama z córka czesto płacze,co ja robie nie tak ze mam takie życie? a może cos ze mna jest nie tak? szczerze to jesli odwaze sie odejsc to wole być sama bo nie chce i boję sie zaufać innemu facetowi, a przecież moje zycie miało byc cudowne, kiedys umiałam sie smiac łapac zycie garściami... dziś niestety tak nie umiem. dziś nie jestem ta dziewczyna co byłam 6 lat temu... i pewnie nigdy nie bede nią stałam sie szarym człowiekiem, który dusi wszystko w sobie... ja tylko chciałam kochac( moze za bardzo kocham) i byc kochana. dla niego kiedyś bylam jedna na milion a zdarza sie tak ze jestem ku..ą albo szma... która jest zerem,
nie prawda, możesz być jeszcze szczęsliwa i taka jak kiedyś, ale napewno nie w tym związku.
Słyszałaś kiedyś że kobiety szukają partnerów podobnych do swoich ojcow albo totalnych przeciwieństw...
A i jeszcze jedno ja po rozstaniu z mężem też tak myślałam i dopiero jak słyszałam od znajomych "Aga znów uśmiechasz się jak przed ślubem" uświadomiłam sobie że znów zaczynam czerpać radość z życia.
Wierzę, że Tobie też się uda
Rety,Dziewczyno...Co można zrobić, żebyś zrozumiała że żyjesz w skrajnej patologii, a nie w żadnym związku? Zwiazek, miłość to szacunek, odpowiedzialność, przyjaźń, wsparcie, bezpieczeństwo...Wszystko to, czego u Was brak. Jesteś od niego silnie uzależniona, od niego i od słów "kocham cię", dlatego tylko wydaje Ci się, że nie potrafisz bez niego żyć...Nic bardziej mylnego. Zajrzyj koniecznie do wątku dla kobiet kochających za bardzo...
Musisz się wyrwać z tego piekła, siebie i córkę, bo bedzie tylko gorzej. Pomyśl jakie życie, jaki przyklad czeka Twoją córkę w takim domu.
Niestety i zarazem stety bardzo dobrze Cię rozumiem, sama tkwiłam w podobnym związku, mamy syna, ale jednak znalazłam siłę by odejść i dziś wiem, że to była najlepsza decyzja...Cały czas zastanawiam się jak mogłam być tak zaślepiona i żyć w ten sposób, narażać synka...
Dlatego mówię-można się z tego wyrwać, można i trzeba.
Z jakich okolic jesteś jeśli można wiedzieć?
Nie mogę tego czytać... On dla mnie jest nikim ale na Boga dlaczego Ty na to pozwalasz. Czemu nie zostawisz tej patologii za sobą dla swojego niewinnego dziecka. Uciekaj i nie skazuj dziecka na takie życie. To jest chore. ON SIĘ NIE ZMIENI!
nadusia86 ogarnij sie KOBIETO i zacznij myslec o sobie i o swoim zyciu ! Jest mnostwo osob ktore sa w stanie Ci pomoc uwolnic sie z tego zwiazku. Pogadaj tez ze swoja rodzina. Pisalas juz ze mieszkalas u rodzicow. Wroc do nich i z nimi zostan. Tym razem badz konsekwentna swoich decyzji i zmien swoje zycie na zycie pelne radosci i szczescia.
teraz obecnie mieszkam z partnerem w Borkowie wielkiem to jest koło Sierpca do Warszawy mam 130 km.. własnie czytałam to "kochać za bardzo" i tez stwierdziłam że jestem uzależniona bo nigdy tak nie kochałam jak teraz, moja córka jest strasznie podobna do niego i jest mocno za nim mimo tego ze zaczał sie nia interesowc dopiero jak powiedziała słowo tata... wiecie wczoraj płakałam i powiedziałam mu ze nie czuje sie szcześliwa ze taki ten zwiazek jest to stwierdził ze to sa moje wymysły bo juz zaczynam robić coś z niczego i ze wiecznie mam jakieś ale ... ja mam dobry charakter i za miekkie serce i z tym mam zle bo wszystko wybaczam mimo tego ze jestem zła, ale nie potrafie sie gniewać... wiem ze mam duży problem i to ze soba. rodzice moi powiedzieli ze to jest moje życie ze sama sobie takie wybrałam i nie bede sie wtracac, wiem ze moge u nich mieszkac ale nie wiem jak damy sobie rade, mama nie pracuje tata jest na emeryturze po wypadku, zyja za 700 zł miesiecznie , mam jeszcze braci którzy sie uczą tzn jeden ostatni rok mam, drugi zrezygnował, babcia mnie wspiera ale u babci mieszka starsza siostra z dwójką dzieci męża sie jak narazie pozbyła ale u nich jest tak 10 lat z tym ze taraz przestał unosic reke , obydwie mamy złe zycie ,,,, jak coś napiszcie na gg31670039
Powiem Ci coś co wiem z "doświadczenia". Mój ojciec był alkoholikiem, bił mamę, awanturował się i czasami mojemu starszemu rodzeństwu też sie dostawało, ja byłam mała i pamiętam jak przez mgłe to co się działo. Nie pamiętam dobrych wspomnie za to pamiętam dwa, ale takie które zapadły mi w pamięć na zawsze. Pierwsze to takie, że raz poszłam z ojcem do jego matki, to było niedaleko naszego bloku. Kiedy ojciec był juz nieźle podchmielony uciekłam z bratem do domu. Kiedy wrócił dostaliśmy takie baty ze na tyłku prze dobry tydzien nie mogłam usiedziec. A drugie to, to kiedy byłam z mamą w kuchni i robiła nam kolacje. Kanapki z białym serem. I wtedy wrócił podpity ojciec. Zaczął się szarpać z mamą i wtedy tracił mnie i wypadł mi z rączek ten talerz z kanapkami i ten biały ser rozsypał się po podłodze, a ja ze strachu schowałam się pod stołem i zwinełam się w kłębek, słyszałam tylko krzki. Może to i głupie, ale własnie te dwa wspomnienia zostały mi w pamięci. Kiedyś zapytałam mamę dlaczego od niego nie odeszła. POwiedziała ze kilka razy próbowała, nawet papiery o rozwód wniosła, ale zawsze wybaczała, bo kiedy był trzeźwy to był dobrym człowiekiem, a ja myśle że poprotu nie mogła się od niego uwolnić tak jak Ty od swojego faceta. Moje starsze rodzenstwo pamieta wiecej, szczególnie siodtra, która teraz jest naprawde rozgoryczona takim zyciem jakiem miała. Jeśli ktos pije,potem Cię bije a potem mówi, że to ostatni raz-NIGDY MU NIE WIERZ!!!!! dziewczyno nie pozwól, żeby Twoje dziecko miało takie życie przecież je kochasz prawda!!! Jeśli nie potrafisz zrobić tego dla siebie zrób to dla swojej córeczki. Mój ojciec nie żyje. Zmarł kiedy miała 6-7 lat. Tydzien po tym kiedy urodziła sie moja najmłodsza siostra. W sumie mam piatke rodzenstwa, ale Ci młodsi nie dostąpili zaszczytu poznania tatusia. Może to i lepiej. Przedtem może było trudniej odejść, ale teraz o takich sprawach jest coraz głóśniej. Są różne stowarzyszenia, fundacje. Nie musisz być z tym wszystkim sama. I PAMIETAJ w dniu kiedy ten GNÓJ uderzył Cię po raz pierwszy Wasza miłość się skończyła, a zaczęła Twoja walka o życie. Zycze Ci powodzenia i podjęcia mądrych decyzji
asiek_110 wiesz czytajac to zły mi płyna po policzku bo przed oczami stanął mi obraz moich rodziców jak tata wrócił ze słóżby policyjnej pijany, nie powiem moja mama sie nie dawała ale wtedy złapał ja za włosy i przeciągnął przez cały przedpokój az do kuchni ja miałam 10 lat biegłam jej pomóc to tak mnie uderzył ze odbiłam sie od sciany... dziś tego nie robi lecz znów pije.. ja zawsze byłam zła bo nie umiałam sie z nimi godadac a dzis kiedy mama go nie wpuszcza do domu to ja jestem kochana córka bo wtedy u mnie spi... kiedy miałam 17 lat zaczełam brac narkotyki poprostu chciałam sie wykonczyc, brałam je nie cały rok, w tym czasi miałam 3 czyny samobójcze tata strasznie sie przejął, byłam miesiac w osrodku dla uzależnionych w otwocku, kiedy wyszłam z niego chciałam być inna osoba, mimo tego ze wstydziłam sie wyjsc z domu bo przyniosłam wstyd rodzinie.. moja mama zamiast mnie wspierac, rozmawiac ze mna to kazdego dnia słyszałam... ooo wstałaś może chcesz połówkę białego bo mam schowane dla Ciebie...poznie własnie poznałam jego izycie sie zmieniło w wieku 20 lat wyprowadziłam sie od rodziców i mam dobry kontakt z nimi... teraz inna bajka jak zaszłam w ciaze partner mój brał narkotyki i zawsze mi wypominał ze ja brałam on tez moze inne gadki były takie ze moze wiecej czsu spedzic ze mna dzieki temu walczyłam zeby nie brał po 2 latach udało mi sie... znów zaczął popijac jezdzic samochodem do czsu jezdził zabrali mu prawko na 10 miesiecy.. było troche spokoju... jakis 4 miesiace temu znów był proplem nocne wracanie do domu bo maszyny gry były wazniejszcze zaczeły sie długi.. jednego dnia musiał oddac tysiac zł wiec udało mi sie zebrac oddał i do dzis z nich nie wyszłam... i teraz zawsze słysze nic mi nie wolno grac nie mogę,pić nie moge, brać nie moge najlepiej zabroń mi wszystkiego i zamknij w domu.. ale ja tylko chciałm zeby nam czas poswiecił to on Ci powie ze on tez chce troche czasu spedzic z kolegami (mimo tedo ze jest z nimi w pracy od poniedziałku do piatku to ciezko mu poswiecic te dwa dni nam) ale ja nie moge wyjsc sama tylko z córka bo przeciez on praca jest zmeczony,ja byłam tego zdania ze dziecko to obowiazek dwojga rodziców... lecz myliłam sie i on teraz w wieku 22 lat powie ze jemu nic nie wolno ale nie do przesady ze on bierze albo garz a po alkocholu nie odzywam sie bo jest agresywny... wiec moje zycie to jedenwielki dół z ktorego nie potrafię wyjsc ![]()
Napisz ile masz lat pewnie jesteś młodą osobą , i sobie życie ułożysz , ja bym się rozstała jakby mnie bił .Trzymaj sie
mam 24 lata skonczone ,,, szczerze to jesli sie rozejde wole być sama nie chce drugi raz tego przezywac bo to boli
nadusia..piszesz ze moze pownnaś się zmienić...
A przepraszam...jak zmienić?- masz moze pozwolić się bić, poniżać i tak traktować...?
na to wszystko patrzy twoje dzieciątko...
sama miałaś tak smutne przeżycia ze swojego dziecinstwa...czy ty chcesz aby Twoja córka miała takie wspomnienia?
Ten człowiek nie ma do Ciebie za grosz szacunku...
Dzięki niemu straciłaś WIARĘ W SIEBIE I LUDZI....straciłaś wiarę w życie...
Sama napisałaś iż kiedyś byłaś inna...
Pozwól sobie i swojej córce odnaleść siebie na nowo...
dziewczyny wiem , ze zycie jest piekne tylko ze ja dzis nie umiem z niego korzystac,... po pierwsze strach przed tym ze sama nie dam rady, po drugie boje sie samotnosci a zarazem chce byc sama... ja juz nie wiem co myslec i jak myslec jak mam zyc nie ma dnia zebym nie mysała o tym zwiazku w srodku gdzieś jest cicha nadzieja ze moze jednak sie zmieni lecz zaraz wszystko mnie przerasta i wiem ze mowi mi to 4 lata jest tydzień, dwa dobrze a na trzeci coś odwali ja tez sie dużo czepiam(nie bronie go tu teraz) chodzi mi o to ze chce w spokoju sie wykąpac polezec w wannie ale nie mam na to czasu bo wraz ze mna jest córka, jem w biegu bo moja córka wymysla rozne zabawy, on nie wiedzi tego ze ja nie raz bym chciała mieć te 5 minut dla siebie...wieci moze zeby tesciowa trzymała moja strone to on by wtedy wiedział ze matka mu nie pomoze ale tak nie jest bo przeciez wina lezy po mojej stronie.. kiedys byłam taka ze jak mnie wyzwał albo nie wrócił na noc zaraz do niej dzwoniłam a ona twierdziła ze musiałam cos zrobic skoro Arek tak postąpił...jak powiedziałam ze mnie uderzył to ona "cytuję: widocznie miał powód".... i ona tez twierdzi ze jej syn pracuje to ja w weekendy powinnam latac koło niego bo on pracuje na nas... podły ma charakter moja tesciowa jest straszna materialistka i bezczelna jest jak zaszłam w ciąze to powiedziała ze chce zobaczyc testy dna bo napewno sie zkurwiłam.. dobre relacje miałam z nia przez rok dopóki nie poszła ze wsi mieszkac do miasta.. znalazła sobie fagasa innego.. jej mąż sie upił polał denaturatem i podpalił był wiecznie osadzany o zdrady dostawał po mordzie za nic... wkoncu zostawiła go bo stwierdziła ze ma inna nawet chłopaka nie pozwalała sie z nim spotykac to mieli kontakt smsowy.. a była taka głupia ze na pogrzeb nie chciala jechac...
a dziś odkad moja córka jest to jest taką dobra babcia ze opisac ja tylko w jakiejs gazeci i zawsze słysze wnuczusiu jaka ty do tatusia podobna ja nie jestem taka swinia jak ona i mam wychowanie bo ona go nie ma bo jak kłłóce sie z jej synem to nie moge do nich przyjezdzac...
ja juz nawet nie wiem co mam pisac wiec pisze wszystko o sobie ...
Słońce, Ty to musisz skończyć. Chcesz tak spędzić całe życie? Wierz mi, są na świecie jeszcze mężczyźni odpowiedzialni, czuli, kochający prawdziwie i szczerzy. Zabierasz sobie i swojej córce szansę na szczęście tkwiąc w tym chorym układzie.
Wyprowadź się do rodziców niezależnie od tego ile mają pieniędzy, przecież tez nie chcą żebyś cierpiała. Skoro mama nie pracuje pomoże Ci przy małej, a Ty pójdziesz do pracy. Będzie ciężko, ale od czegoś trzeba zacząć. A z czasem będzie coraz lepiej, zwłaszcza, że odzyskasz spokój, równowagę i szacunek do siebie. Zwłaszcza szacunek... Wiesz, co z Tobą będzie za kilka lat jak z nim zostaniesz? Wrak człowieka. Dodatkowo będziesz nienawidziła siebie za to, że dajesz się traktować, a Twoja córka na to patrzy. Nie daj się chamowi i prostakowi. Błagam, zrób coś ze sobą, ratuj się.
witaj, siedze i placze czytajac twoje posty...Boze jak mi przykro ze tak masz, na co ty czekasz dziewczyno??
dlaczego powielasz horror z dziecinstwa??
dlaczego chcesz tego samego dla swojej corki??
niechcesz? to zrob cos!
idz do poradni, idz do psychologa!!
dlaczego tak postepujesz? bo chcesz miec rodzine cala? nie widzisz ze lepiej bedzie miala corka tylko z toba niz z pelna rodzina ktora jest horrorem?
nie pojmuje jak mozna tak postepowac!
powiesz ze nie rozumiem?
kolezanka mnie w ciazy ponizyl i wiele wiecej zrobil moj wtedy maz...wyjechal za granice a ja bez niego, bez kasy, bez pracy, bez nawte mozliwosci powrotu do domu...ale byla cora...ta mala dziecina w brzuchu ktora dodala mi duzo sily, odeszlam od niego, pracowalam dzien i noc zeby miec kase na potem i se poradzilam!! i wiem ze dalam duzo lepsze zycie corce niz jakbym mial ata pelna rodzine!
gdy przeszedl bol, a wiesz mi ze po latach przejdzie, spotkalam czlowieka ktory jest ojcem dla mojej cory i w koncu moge powiedziec ze wiem co to normalnosc!!
opisuje ci to zeby ci pokazac ze sie da! skoro mama nie pracuje, to zostawiaj ejj corke a sama idz do pracy i nie mow ze nei ma, bo zawsze cos sie znajdzie, postaw na szczescie swoje i swojego dziecka, zeby nie musiala przechodzic tego co i ty w dziecnstwie, a on sie nie zmieni uwiesz w to...
obawiam sie jednego, ze odejsc to dojzejesz, ale po 40stce gdy jzu bedziesz wypalona do cna...
jeszcze raz powiem, potrzebujesz dobrego psychologa, zeby ci pomogl stanac na nogi, bo mam wrazenie ze nigdy mocno na nich nie stalas
MASZ DOBRE WRAZENIE BO TERAZ CAłY CZAS SIE CZUJE JAKBYM CHODZIłA PO RUCHOMYCH PIASKACH... CIężKO MI JEST DZIEWCZYNY NAPRAWDę CIężKO TO WSZYSTKO STRASZNIE MNIE PRZEROSłO ZE TAK JEST.. ALE NIE ROZUMIEM CZEMU JA TAK JESTEM TRAKTOWAN PRZECIEż ROBIłAM WSWZYSTKO KIEDY ZACZYNAłAM Z NIM CHODZIć MIESZKAL Z MAMA I BRATEM W DWóCH POMIESZCZENIACH W TYM SAMYM DOMU MIESZKALI JEGO DZIADKI, NIE MIELI łAZIENKI, BIERZąCEJ WODY, OGRZEWANIA... PAMIęTAM JEGO SłOWA NIE CHCIAłAEM ZEBYś DO MNIE PRZYJEżDZAAłA BO BAłEM SIE ZE JAK ZOBACZYSZ JAK MIESZKAM NIE BEDZIESZ CHCIAłA BYć ZE MNA.. ALE PRZECIEZ JA NIE PATRZYLAM NA KASE I NA TO JAK KTO MA W DOMU, MOI RODZICE CAłY CZAS MI TLUMACZYLI ZE ON NIE JEST DLA MNIE ZE POWINNAM POSZUKAC INNEGO KTóRY MI COS ZAPEWNI... MIESZKAL ODE MNIE 30 KM WIEC CO WEEKEND JEZDZIłAM DO NIEGO NA ROWERZE TAK MOCNO KOCHAłAM ZE CZY WIATR CZY SNIEG CZY DESZCZE MNIE NIE POWSTRZYMALY...ON ODCHODZAC ZE SWOJEGO DOMU NIE MIAł WIELE, MIAL ZEPSóTY ROWER, PAMIETAM ZAWSZE JAK MIAłAM JEKIES PIENIADZE TO KUPOWAłAM JEMU JAKIES CIUCHY , BUTY, KOSMETYKI A SOBIE NIE... JAK MIESZKALIśMY RAZEM WYJECHALAM DO PRACY ZA GRANICE, ON WTEDY SIE UCZYł MNIE NIE BYłO 5 TYG PRZYWIOZLAM 7 TYS NA CZYSTO PRZEZ TEN CZAS MóJ PARTNER ZREZYGNOWAł ZE SZKOłY BO SAM NIE WIEDZIAł CO MA ZE SOBA ZROBIC ZAłAPAł SIE U KOLEGI DO PRACY, OCZYWISCIE JEGO MATKA MIAłA PRETENSJE DO MNIE ZE TO PZREZE MNIE JEJ SYN NIE SKONCZYł SZKOłY.. KIEDY OBYDWOJE WYPROWDZALISMY SIE Z DOMU JEGO MATAKA STRASZNIE SIE OBRAZIłA I NIE ROZMAWIALI ZE SOBA PRZEZ DWA LATA I WTEDY BYłO JAK CIE MOGE NIE WTRACAłA SIE , DO MOMENTU KIEDY NIE URODZIłą SIE MOJA CORKA , BYLA NA TYLE BESZCZELAN I PRZYJECHALA DO MNIE DO SZPITALA JAKBY NIC SIE NIE STALO... A TAK TO MNIE OBGADALA DO CALEJ SWOJEJ RODZINY ZE NAPEWNO SIE PUSCILAM...
PZREPROWDZILISMY SIE DO MIASTA JA ZNALAZLAM PRACE ON TEZ ZNALAZL INNA, WIDYWALISMY SIE CO DWA TYG JA PRACOWAłAM OD PONIEDZIAłKU DO NIEDZIELI PO 11 GODZ W FAST FUDACH PENSJE MIAłAM 1300ZL, ZA MIESZKANIE PłACILISMY 1100ZL OGOLEM, KIEDY JA POSZLAM NA ZWOLNIENIE A JEGO SZEF SPLAITOWAL MUSIELISMY ZMIENIC MIESZKANIE BO NIE BYLO NAS STAC NA UTRZYMANIE , WZIELAM KREDY 9 TYS GDZIE SPLACILISMY DLUG WYNAJMU, I ZA RESZTE KUPILAM SAMOCHOD, OCZYWISCIE ON WIECEJ KORZYSTAL JAK GO NIE BYLO TO JA JEZDZILAM ALE ZWSZE WYSLUCHIWALAM ZE ABY TYLKO JEZDZE I NIC WIECEJ...
TERAZ OBECIE NIE MAM NA TO ZEBY SPLACAC KREDYT RATE MAM 410ZL JA JESTEM NA KURONIOWCE 420 ZL WIEC MIESIECZNIE WPLACAM PO 50 ZL ZEBY BLOKOWAC KONTO IM, BYLAM PEWNA ZE MI POMOZE ALE NIE , WZIELAM KOMPUTER KTORY ON MIAL SPLACAC NIE POWIEM SPLACIL CHYBA 10 RAT A TERAZ DWIE JUZ JA SPACE BO ON ZAWSZE MA JAKIES DLUGI... NIE PAMIETAM KIEDY SOBIE COS KUPILAM, JAK MAM JAKIS GROSZ TO KUPUJE CORCE, LEM MYSLE ZE KIEDYS SOBIE ODBIJE TO LECZ KIEDY? NIE UMIEM ODPOWIEDZIEC...
TERAZ KIEDY ON ZNóW MAM KONTAK Z MATKA ZACZELO SIE PSUC BO ZARAZ WSZYSTKO JEJ MOWI A JAK NIE ROZMAWIALI TO BYLA KURWA I SZMATA NIE WART NIC NAWET U BABCI JA OBGADAł(ZE STRONY OJCA) ZE JEST ATKA I TAKA A JAK SIE POGODZILI TO O MALO W DUPE JEJ NIE WEJDZIE...
Być może właśnie dlatego jesteś tak traktowana...bo robiłaś dla niego wszystko nie wymagając niczego w zamian. Z czasem uznał to za oczywiste, że nie musi się starać w ogóle, nawet nie musi Cię szanować, bo Ty i tak nie odejdziesz. Egoista i prostak wykorzysta czyjąś dobroć, a nie ją doceni. To własnie robi Twój "partner". Piszę w cudzysłowie, bo partnerstwa to tu nie ma za grosz.
Jak ja dobrze znam to, co opisujesz...Wierz mi, że ja też mojego byłego zawsze usprawiedliwiałam - że matka taka owaka, że ciężka sytuacja finansowa, że okoliczności...Że to kontakt z jego rodziną ma na niego zły wpływ...Tylko, że to wszystko jest samooszukiwanie. To on Cię krzywdzi, poniża, nie szanuje, nie docenia, traktuje jak rzecz. I niezależnie od tego, czy akurat zbliżył się z matką, czy macie więcej czy mniej kasy-będzie źle.
Jesteś silną kobietą. Wiele złego przeszłaś przy nim, to uzależnienie od niego dawało Ci nadludzką siłę by starać się za dwoje byle tylko być przy nim. Przekuj tę siłę teraz w zdrowy zamiar odejścia od niego. Zaczerpnij z pewnego źródła miłości do córki. Ochroń ją przed domem, który sama miałaś. Syla ma rację, potrzebujesz psychologa, pracy i uniezależnienia się od niego. Przestań się oszukiwać! Jego słowa nie mają żadnego znaczenia, tylko CZYNY. A powiedz sama, jakie jego czyny świadczyć mogą o miłości do Ciebie?
DZIECKO CIERPI, UCIEKAJ OD NIEGO! wolałabym byc w domu samotnej matki niz z oprawcą, w koncu zrobi z Ciebie kalekę.. co wtedy?????
Witaj nie wiem czy masz gdzie w razie czego podziać się z dzieckiem ale domu matki z dzieckiem nie polecam.
Podobnie miałam On rozrywkowy ,jemu wolno mi nie .Zamknięta w obcym domu miałam spełniać zachcianki i rozkazy jego matki bo on był i dalej jest jej podporządkowany.A teraz zapominam powoli o tych latach poniewierania i w końcu jako wolna kobieta to ja kieruję swoim życiem już beż tego toksycznego duetu
Mam 41 lat 3 dzieci i jestem nie zależna .Ciężko czasami jak diabli ale w końcu jestem szczęśliwa.Ciężko jest podjąć taką decyzję bo w naszym państwie nie ma pomocy dla normalnych matek z dziećmi i opieka ma to w głębokim poważaniu.Musisz poradzić sobie sama ale inne kobiety w podobnej sytuacji Ci pomogą i będą Cię wspierać nie tylko moralnie
A jest nas coraz więcej i co w przyrodzie nie spotykane nie warczymy na siebie ale zaczynamy konkretnie sobie pomagać .
Powodzenia ![]()
Dla swojej córki,która przecież kiedyś będzie kobietą nie pozwól na takie traktowanie.Ona patrzy a przecież Ty jesteś dla niej wzorcem,od Ciebie uczy się co znaczy być kobietą.
Ja też doświadczyłam przemocy - a więc policja,rozmowa z dzielnicowym,pobyt w schronisku dla ofiar przemocy.On musi wiedzieć że nie jesteś sama,że nie może bezkarnie Cie bić.Przemoc domowa jest przestępstwem ściganym z urzędu.
Nie płacz za długo.Zacznij działać.Małymi kroczkami.
nie powiem wasze wsparcie mi bardzo pomaga mimo tego ze jestesmy sobie obce ale wy jestesci bliskie mojej osobie bo potraficie czytac to co pisze i czytajac to czujecie sie tak jak ja...
teraz obecnie dzwonimy do siebie pisze ze mnie kocha ze zmieni sie dla mnie i dla córki bo nie chce nas stracic, jestem swiadoma tego ze duzo razy mowiłam doś.. na poczatku on sie bał bo widział ze to nie przelewki ale juz za któryms razem przestał wogóle zwracac na to uwagę bowiedział ze głupia Beata i tak zostanie z nim..
25.12.2008r mialam brac slub.. suknie juz miałam , orkiestra była zamówiona, sala równiez u ksiedza byliśmy, ale wiecie cos we mnie pękło i powiedziałam ze nie chce, powiedziałam mu ze jesli teraz jest taki to po ślubie moze byc gorzej i niech zostanie tak jak jest
moi rodzice byli z jednej strony zadowoleni a z drugiej nie bardzo bo tyle jezdzenia łatwienia o nic z tego.. dzis patrzac na suknie wszafie ciesze sie ze nie włożyłam jej widocznie tak miało byc i tak zostalo...
czasami nie moge na niego patrzec budze sie w nocy i mówie w duszy sama do siebie "co ja w Tobie widzialam?" moze i nie jestem ładna ale stac mnie było na lepszego ja nie chcialam ksiecia z bajki, chciałam kogoś na kim bym mogła polegac , czuc sie bezpiecznie, smiac sie, rozmawiac o wszystkim i o niczym..
własnie na poczatku tak było ale do czasu..
teraz jestem szara dziewczyna która sie czuje jakby chodziła boso po sniegu i co chwila ocierała jedna stope o druga ze łzami w oczach szukajac szczescia..:(
serce boli nie raz jak patrze na pary albo rodziny gdzie spedzaja miło czas w swoim gronie.. a ja w czterech scianach, ktore mi zbrzydły...
moze ja musze sobie poszukac kogos innego spotykac sie z nim i wtedy bede umiałą odejsc...
może i jestem jeszcze młoda i zycie mi nie raz da kopa w tyłek...
ale nawet najgorszemu wrogowi nie zyczyłabym takiej chorej "miłości" jaka ja mam ...
Wiesz,mam 38 lat i dziś najbardziej żałuje że nie byłam wierna samej sobie,że nie słuchałam własnej intuicji.Tak pragnęłam kochać i być kochaną że uwiesiłam się pierwszego który chodz trochę się mną zainteresował.Dziś staram sobie wszystko poukładać i uczę się innym mówić "stop,to mnie rani nie będę tego tolerować".
" ze głupia Beata i tak zostanie z nim.." -zostanie tak długo póki nie uświadomi sobie że zasługuje na szacunek,miłość,akceptacje.
Ten facet nie zasługuje na Ciebie.Może zaproponuj mu terapie dla sprawców przemocy.Jeśli odmówi nie licz że się zmieni.
Raz powiedziałaś " NIE CHCE" i dziś wiesz że to było słuszne.Dobrze że możesz liczyć na pomoc rodziców.
Posłuchaj piosenki Edyty Górniak "List"
'
ale nawet najgorszemu wrogowi nie zyczyłabym takiej chorej "miłości" jaka ja mam ...
ALe czy oby to jest napewno miłość??
bo nie sądze...
wiem ze to chore co opisuje i nie jedna czyta to z myslami ze to nie mozliwe ze taka miłosc jest ale ja czuj e w sercu ze nadal go kocham lecz zadaję sobie pytanie "za co...?"
Nadusia86 proszę cię zakończ ten toksyczny związek. Nie pozwól na to aby ktokolwiek podnosił na Ciebie rękę. Dziś możesz to być ty a jutro nie daj Boże twoja córcia. Nikt nie ma prawa poniżać się i znęcać się nad toba psychicznie i fizycznie. On wyżywa się na Tobie bo znalazł sobie łatwy cel, a ty mu to ułatwiasz będać z nim. ON SIĘ JUŻ NIGDY NIE ZMIENI I NIE WIERZ W JEGO OBIETNICE. cokolwiek byś nie zrobiła będzie bił ale coraz mocniej.
Wiem że odejście od osoby którą kochamy boli, strasznie boli, ale pomyśl sobie jak będzie wyglądało dalej twoje i córci życie. Chcesz aby zaczął bić twoją córkę bo ty mu już nie wystarczysz???
Jestem pewna że za jakiś czas poznasz wspaniałego mężczyzne, który pokocha Ciebie i twoją córeczkę i w końcu bedziesz miała tą wymarzoną szczęśliwą rodzinę.
A teraz spakuj siebie i dziecko i idz do rodziców, nie oglądając się za siebie!!!
Witam dawno mnie tu nie bylo, nadal jestem z tym samy partnerem jak zwykle wzloty i upadki.... bez zadnych rewelacji jest..... od tygodnia nie rozmawiamy w sumie o glupia blachostke, mam problem poznalam przez sms-y chłopaka o 7 lat starszego, jest bardzo mily, czesto rozmawiamy, wie, ze ma corke i jestem w tym zwiazku. Bardzo chce mnie wziac do siebie ale ja oczywiscie nie wiem co mam robic jestem pod wielkim znakim zapytania pomocy......
32 2011-07-30 18:54:09 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-07-30 18:57:08)
...mam problem poznalam przez sms-y chłopaka o 7 lat starszego, jest bardzo mily, czesto rozmawiamy, wie, ze ma corke i jestem w tym zwiazku. Bardzo chce mnie wziac do siebie ale ja oczywiscie nie wiem co mam robic jestem pod wielkim znakim zapytania pomocy......
I tak jak tamten wyglądał CUDNIE na początku, to teraz ten jest CUDNY, bo to początek?
Teraz nie tak hop, siup. Masz dziecko i odpowiadasz za nie. Pomyśl, jakie rozwiązanie będzie dla dziecka dobre. Może najpierw skończ ten aktualny niefortunny związek, zanim wplączesz się w coś nowego a nie pewnego? Powodzenia ![]()
Witam dawno mnie tu nie bylo, nadal jestem z tym samy partnerem jak zwykle wzloty i upadki.... bez zadnych rewelacji jest..... od tygodnia nie rozmawiamy w sumie o glupia blachostke, mam problem poznalam przez sms-y chłopaka o 7 lat starszego, jest bardzo mily, czesto rozmawiamy, wie, ze ma corke i jestem w tym zwiazku. Bardzo chce mnie wziac do siebie ale ja oczywiscie nie wiem co mam robic jestem pod wielkim znakim zapytania pomocy......
Kobieto,
od kilku lat żyjesz w toksycznym związku, jesteś uzależniona od swego partnera.
Zaledwie kilka miesięcy temu planowałaś odejść od niego i żyć bez jakiegokolwiek mężczyzny. Tymczasem kilka SMS-ów, informacja od rozmówcy, że chce Cię zabrać (jak buty do szewca) z Twojego domu i przenieść do swojego. I Ty już w blokach startowych, już w myślach układasz sobie życie z tym drugim.
A jak tam Twoje uzależnienie? Jeśli nic z nim, oprócz pielęgnowania, nie zrobiłaś, to masz 100% gwarancję, że te same błędy popełnisz w tym planowanym związku. Ponownie uwiesisz się na kolejnym facecie i po raz kolejny, po kilku latach zagłaskiwania go na śmierć, stwierdzisz to samo co teraz. Że jest Tobie źle w związku.
Pamiętaj o jednym:
żaden, nawet najbardziej cudny, facet nie będzie doceniał i szanował kobiety, która jego traktuje jak bóstwo, a sama siebie lekceważy i nie szanuje.
nadusia86 napisał/a:Witam dawno mnie tu nie bylo, nadal jestem z tym samy partnerem jak zwykle wzloty i upadki.... bez zadnych rewelacji jest..... od tygodnia nie rozmawiamy w sumie o glupia blachostke, mam problem poznalam przez sms-y chłopaka o 7 lat starszego, jest bardzo mily, czesto rozmawiamy, wie, ze ma corke i jestem w tym zwiazku. Bardzo chce mnie wziac do siebie ale ja oczywiscie nie wiem co mam robic jestem pod wielkim znakim zapytania pomocy......
Kobieto,
od kilku lat żyjesz w toksycznym związku, jesteś uzależniona od swego partnera.
Zaledwie kilka miesięcy temu planowałaś odejść od niego i żyć bez jakiegokolwiek mężczyzny. Tymczasem kilka SMS-ów, informacja od rozmówcy, że chce Cię zabrać (jak buty do szewca) z Twojego domu i przenieść do swojego. I Ty już w blokach startowych, już w myślach układasz sobie życie z tym drugim.
A jak tam Twoje uzależnienie? Jeśli nic z nim, oprócz pielęgnowania, nie zrobiłaś, to masz 100% gwarancję, że te same błędy popełnisz w tym planowanym związku. Ponownie uwiesisz się na kolejnym facecie i po raz kolejny, po kilku latach zagłaskiwania go na śmierć, stwierdzisz to samo co teraz. Że jest Tobie źle w związku.
Pamiętaj o jednym:
żaden, nawet najbardziej cudny, facet nie będzie doceniał i szanował kobiety, która jego traktuje jak bóstwo, a sama siebie lekceważy i nie szanuje.
Wielekropek- pięknie zostało to ujęte. Zwłaszcza zdanie napisane "tłustym" drukiem jest szalenie mądre i prawdziwe.
Wielokropek napisał/a:nadusia86 napisał/a:Witam dawno mnie tu nie bylo, nadal jestem z tym samy partnerem jak zwykle wzloty i upadki.... bez zadnych rewelacji jest..... od tygodnia nie rozmawiamy w sumie o glupia blachostke, mam problem poznalam przez sms-y chłopaka o 7 lat starszego, jest bardzo mily, czesto rozmawiamy, wie, ze ma corke i jestem w tym zwiazku. Bardzo chce mnie wziac do siebie ale ja oczywiscie nie wiem co mam robic jestem pod wielkim znakim zapytania pomocy......
Kobieto,
od kilku lat żyjesz w toksycznym związku, jesteś uzależniona od swego partnera.
Zaledwie kilka miesięcy temu planowałaś odejść od niego i żyć bez jakiegokolwiek mężczyzny. Tymczasem kilka SMS-ów, informacja od rozmówcy, że chce Cię zabrać (jak buty do szewca) z Twojego domu i przenieść do swojego. I Ty już w blokach startowych, już w myślach układasz sobie życie z tym drugim.
A jak tam Twoje uzależnienie? Jeśli nic z nim, oprócz pielęgnowania, nie zrobiłaś, to masz 100% gwarancję, że te same błędy popełnisz w tym planowanym związku. Ponownie uwiesisz się na kolejnym facecie i po raz kolejny, po kilku latach zagłaskiwania go na śmierć, stwierdzisz to samo co teraz. Że jest Tobie źle w związku.
Pamiętaj o jednym:
żaden, nawet najbardziej cudny, facet nie będzie doceniał i szanował kobiety, która jego traktuje jak bóstwo, a sama siebie lekceważy i nie szanuje.Wielekropek- pięknie zostało to ujęte. Zwłaszcza zdanie napisane "tłustym" drukiem jest szalenie mądre i prawdziwe.
Dziękuję bardzo i trzymam za Ciebie kciuki (przeczytałam Twój wątek). ![]()
Wielokropku, napisałaś wszystko... Ja mogę tylko dodać, że czytając wątek od początku ręce mi opadały - jak można być tak bezwolną istotą i zgadzać się na takie traktowanie? Przerażało mnie potwierdzanie teorii, że patologia rodzi patologię. Ojciec autorki tłukł matkę, więc ona uważa, że to nic wielkiego, że jej partner tłucze ją (swoją drogą - skąd się biorą tacy smarkacze - 22 lata- którzy mają już tak bardzo zwichniętą psychikę?).
Ale kiedy przeczytałam ostatni wpis Nadusi to opadło mi już dokumentnie wszystko. Nadusia, jeśli nie pójdziesz do jakiegoś psychologa to możesz być pewna, że przegrałaś życie. W dodatku powodujesz wielkie prawdopodobieństwo, że Twoje dziecko też swoje życie przegra. Twoim problemem jest nie tylko uzależnienie od toksycznego partnera i wielka potrzeba miłości. Za słowo "kocham" (wypowiadane wyłącznie w trakcie seksu - o zgrozo!!!) jesteś w stanie zgadzać się na poniewierkę w każdej pozostałej chwili. Twoim problemem jest niesamowicie niska samoocena, brak właściwych wzorców normalnego związku. Powiem tak: faceta do normalnego związku nie poznaje się przez smsy! Facet do normalnego związku nie proponuje przeprowadzki kobiecie z dzieckiem, której nawet na oczy nie widział. Kobieta, która chce normalnego związku nie boi się być sama. Jest jest tak uzależnionym od uczuć i bycia z kimś stworzeniem jak Ty - z całą pewnością w kolejnym związku będzie tylko ofiarą. Bo takich kobiet jak Ty szukają takie świry jak Twój obecny partner. Normalny facet nie zainteresuje się dziewczyną, która poniewierana i bita przez swojego faceta nie potrafi od niego odejść. Przykre, ale prawdziwe.
yyy.... powiem tak...
ja mam 2 letnią córkę i też "tatuś" nie zajmuje się nią ani w dzień ani w nocy...
ciągle szuka wymówek-a to idzie posprzątać na podwórku,a to do mamusi musi pojechać,a to go sąsiedzi zawołali na piwko,a to idzie na ryby zawsze coś a mnie szlak trafiał....
"tatuś" z przyczyn losowych nie pracował i był na długo terminowym zwolnieniu lekarskim co w konsekwencji po komisji lekarskiej miało się kończyć rentą rehabilitacyjną...
słyszałam ciągle od niego tylko JA!!!
ja jestem zmęczony,ja coś tam zrobiłem,ja zarabiam na te rodzinę....ja,ja i jeszcze raz ja!!!!
od rana do wieczora tylko zgrzyty przy którejś konwersacji padły z jego ust słowa że mam iść do pracy bo brakuje kasy w domowym budżecie i że każdy grosz się przyda no więc to dało mi zielone światło!!!
szukałam pracy prawie rok... a że byłam świeżo po szkole z 2etnia przerwą na odchowanie córki nie miałam żadnych szans z rywalkami... no więc wpadłam na pomysł pójścia do szkoły zaocznej aby podnieść kwalifikacje... ![]()
w związku z czym co drugi weekend miałam wolny od prania,sprzątania,pieluch,płaczu dziecka ujadania psa i marudzenia "tatusia"!!!!!
a potem pomalutku wraz z dorastaniem córeczki zamierzam iść dalej na studia wieczorowe i przede wszystkim szukać dalej pracy!!! bo uwierzcie mi dziewczyny teraz za nic nie oddałabym tych 2weekendów wolnych w miesiącu;)trzeba walczyć o swoje a "tatuś" też nie był zadowolony obcją zostawania z córeczką ale się przyzwyczaił;)
Witam, ja juz naprawde nie wiem co mam robic, wszystko mnie przytłacza odechciewa mi sie wszystkiego, od kilku dni nie jestem soba
nie wiem moze ze mna jest cos nie tak moj partner stara sie cos zmieniec ale ja jakos nie potrafię, zrobilam sie zimna, pytal mnie czy kocham go, czy kogos mam ze tak sie zachowuje.... ale ja nie powiedzialam mu ze pisze z kims bo boje sie jego reakcji... teraz kiedy sa takie dni jest mi go szkoga kocham go ale to nie to samo co bylo,,, boze nawet nie chce mi sie pisac co bylo przez ostatni czas ale przymykam oczy.... bo staram sie nie myslec o tym co mam robic nie wiem sama... pomożcie mi jakos wiem ze napiszecie mi ze jestem glupia bo tak to wyglada wszystko uuuuuuuuuuuu ![]()
Witam, ja juz naprawde nie wiem co mam robic, wszystko mnie przytłacza odechciewa mi sie wszystkiego, (...)
Przeczytaj uważnie wszystkie posty w Twoim wątku. Znajdziesz tam sporo propozycji dalszego Twego postępowania. W wielkim skrócie:
- nie traktuj swego męża jak bóstwo;
- przestań biadolić nad swoim ciężkim losem;
- poszukaj psychologa, umów się na spotkanie, podejmij własną terapię;
- zobacz, że stoisz na własnych nogach i nikogo nie potrzebujesz do uwieszania się;
- zacznij szanować siebie.
(...)od kilku dni nie jestem soba
(...)
A kim jesteś teraz?
Sąsiadką? Makiem? Wiśnią?
(...) ja nie powiedzialam mu ze pisze z kims bo boje sie jego reakcji... teraz kiedy sa takie dni jest mi go szkoga kocham go ale to nie to samo co bylo,,, boze nawet nie chce mi sie pisac co bylo przez ostatni czas ale przymykam oczy.... bo staram sie nie myslec o tym co mam robic nie wiem sama... pomożcie mi jakos wiem ze napiszecie mi ze jestem glupia bo tak to wyglada wszystko uuuuuuuuuuuu
Przyznam, że mnie korciło. ![]()
Za każdym razem, kiedy myślisz "co mam zrobić" i na myśleniu się kończy, podejmujesz decyzję, by w swoim życiu nic nie zmieniać, zgodnie z zasada, że "brak decyzji, to też decyzja".
Nikt tutaj nie podejmie za Ciebie żadnej decyzji, możemy jedynie Tobie podpowiadać. Nikt nie zmusi Ciebie do jakiegokolwiek działania. Twoje życie, Twoja odpowiedzialność, Twoje zasługi.
nadusia86 napisał/a:Witam dawno mnie tu nie bylo, nadal jestem z tym samy partnerem jak zwykle wzloty i upadki.... bez zadnych rewelacji jest..... od tygodnia nie rozmawiamy w sumie o glupia blachostke, mam problem poznalam przez sms-y chłopaka o 7 lat starszego, jest bardzo mily, czesto rozmawiamy, wie, ze ma corke i jestem w tym zwiazku. Bardzo chce mnie wziac do siebie ale ja oczywiscie nie wiem co mam robic jestem pod wielkim znakim zapytania pomocy......
Kobieto,
od kilku lat żyjesz w toksycznym związku, jesteś uzależniona od swego partnera.
Zaledwie kilka miesięcy temu planowałaś odejść od niego i żyć bez jakiegokolwiek mężczyzny. Tymczasem kilka SMS-ów, informacja od rozmówcy, że chce Cię zabrać (jak buty do szewca) z Twojego domu i przenieść do swojego. I Ty już w blokach startowych, już w myślach układasz sobie życie z tym drugim.
A jak tam Twoje uzależnienie? Jeśli nic z nim, oprócz pielęgnowania, nie zrobiłaś, to masz 100% gwarancję, że te same błędy popełnisz w tym planowanym związku. Ponownie uwiesisz się na kolejnym facecie i po raz kolejny, po kilku latach zagłaskiwania go na śmierć, stwierdzisz to samo co teraz. Że jest Tobie źle w związku.
Pamiętaj o jednym:
żaden, nawet najbardziej cudny, facet nie będzie doceniał i szanował kobiety, która jego traktuje jak bóstwo, a sama siebie lekceważy i nie szanuje.
Wielokropku..... masz rację, Nadusia sama nie wie, czego chce.
Prosiła o radę.
Wszystkie dziewczyny, doradzały z serca, co ma zrobić.
Większość z nich, wiedziała o czym pisze, bo znały takie uzależnienie z autopsji.
I CO? I NIC!!!
Dziewczyna brnie dalej, nic nie zmieniając w swoim życiu.
Nic nie zmienia też w życiu córeczki.
Wasze posty nic nie dały, ale kilka sms-ów od nieznajomego mężczyzny, obudziły w niej nadzieję.
Tylko na co?
Jeżeli zdecyduje się na przeprowadzkę do niego, opowie mu o wszystkim, to za jakiś czas historia może się powtórzyć.
Może, a nie musi.
Możliwe, że to porządny facet, ale aby to stwierdzić, trzeba czasu.
Niekoniecznie musi przeprowadzać się do niego.
Powrót do rodziców ,rozstanie z obecnym partnerem to priorytet.
Nieznajomy niech udowodni, że zasługuje na miano partnera, a przede wszystkim na opiekuna małej córeczki.
Gdy już będzie tego pewna, to może odkurzy suknię ślubną lub kupią nową, piękniejszą....czego życzę Jej z całego serca.
no i juz niwe wiem nic dziewczyny
wiecie to ze go poznalam ciesze sie bardzo bo patrze inaczej na zycie wiedzac ze moge jeszcze kogos znalezc, ja chce tylko jechac do niego zobaczyc co i jak nie chce sie przeprowadzac ni nic z tych rzeczy bo na to wszystko jest jeszcze za wczesnie.... moj obecny partner jeszcze niec nie wie tylko tyle ze ten zwiazek nasz mnie meczy ze dluzzej tak nie moge, ze chyba cos peklo we mnie,,, bo niby mamy wszystko razem a tak naprawde nie mamy nic... dziecko i udany sex to co mamy on mysli ze skoro sex jest super to i zwiazek taki bedzie ale to nie na tym rzecz polega... moim zdaniem. ja chce byc szanowana, bezpieczna, kochana... ale nie wszystko na raz... ja piszac z innym znalazlam wsparcie, pocieszenie i zrozumienie, kogos kto praktycznie mnie nie zna, ale mimo ze znamy sie troche zawsze sms-em jest blisko, nie zrazil sie tym ze mam chłopaka i dziecko... moze kiedys cos bedzie.... ale ja musze zycie ulożyc powoli i z sensem nie tak jak te bo zakochalam sie do szalenstwa i miala tylko jego w glowie nikt ani nic sie nie liczylo teraz liczy sie corka i ja!!!! a jemu chce powiedziec KONIEC...