Witam moje drogie Forumowiczki.
Piszę do Was ponieważ potrzebuję opinii kogoś trzeciego.. Na pewno nie jedna z Was przeszła coś takiego.. Więc zacznę od początku:
Jesteśmy ze sobą dwa lata. (Pana nazwiemy Karol, żeby było wiadomo o kogo chodzi)
Pierwszy poważny kryzys mieliśmy równo po roku spotykania.. Jakoś z niego razem wyszliśmy.
Teraz po kolejnej rocznicy pojawił się nowy problem..
Jako, że oboje mieszkamy jeszcze z rodzicami, to problem się pogłębia.
Ojciec Karola wrócił zza granicy.. Siedział tam trochę czasu, ale zawsze jak przyjeżdżał bardzo chętnie zapraszał mnie na obiady, imprezy rodzinne itd.. Zawsze gdy przyjeżdżałam był bardzo miły..
Teraz gdy ojciec wrócił na stale problemy zaczęły się od tego ze jadłam obiady po pracy u Karola.. Stwierdził, że jestem milej widziana w ich domu niż on.. Wynikła z tego awantura miedzy nimi ale jakoś ucichło.. Znowu było okej chociaż nie pozostało to bez odbicia na naszym związku.. Po jakimś czasie, kiedy my z Karolem zaczęliśmy się nie dogadywać.. Coraz rzadziej spotykać, kłócić itd.. Nagle jego ojciec stwierdził ze Karol nie może być ze mną.. Że ściągam go na zła drogę.. Że Przeze mnie olewa rodzinę.. Wspomnę, że dziadkowie Karola (od strony ojca) również mnie poznali.. Ale to para fałszywych ludzi.. I przeciwstawili wszystkich przeciwko mnie.. Efekt jest taki:
Karol powiedział wszystkim, że nie jesteśmy już razem...
Spotykamy się z ze dwa razy w miesiącu na góra 2 godziny.. Przez resztę czasu za nic nie możemy się dogadać.. Wiecznie się kłócimy.. Cały czas coś któremuś z nas nie pasuje.. Bez przerwy jedno udowadnia coś drugiemu.. Gdy ja odpuszczę i chce się pogodzić spada na mnie cała fala jego agresji.. Jego żalu.. Gdy to on odpuszcza to wtedy ja nie potrafię przestać się wściekać i mieć żal.. Nie potrafimy ze sobą normalnie rozmawiać.. W sumie nigdy nie umieliśmy dojść do kompromisu.. Zawsze udawaliśmy, że jest po problemie i żyliśmy dalej.. Teraz się zebrało to wszystko i na dodatek jego rodzina..
Chciałam się z nim wyprowadzić.. Zacząć nowe życie.. Straciłam niestety pracę a on i tak stwierdził, że nie zostawi matki z tymi ludźmi.. Że nie będzie zaczynał życia od kredytu.. Że on sam nie wie czego chce.. Że najpierw musimy sprawdzić czy potrafimy być ze sobą.. Że się dogadujemy..
Czuję, że brakuje mi sił by walczyć o ten związek.. Z każdym dniem wstając rano myślę, żeby to zakończyć.. Jednak potem uświadamiam sobie, że go kocham!
Dziewczyny powiedzcie mi.. Co zrobić, żeby chociaż z Karolem się dogadać.. Żebyśmy staneli po tej samej stronie, a nie jeszcze przeciwko sobie walczyli... Doradźcie proszę bo czuję, że już sama sie poddaję...