Po Twoim pierwszym poście powstrzymałam się od niepochlebnego komentarza. Śledzilam tylko z zainteresowaniem wypowiedzi użytkowniczek. Ale po tym poscie już się powstrzymać nie mogę.
Nie wiem czy jesteś złą kobietą, ale we mnie budzisz same negatywne odczucia. Wyrachowana, zimna, egoistyczna. Wprawdzie piszesz, że nie oczekujesz oceny Twojej osoby tylko sytuacji, ale w takim razie po co założyłas wątek "jak zaakceptować sytuację", skoro już w pierwszym poscie odpowiedziałaś sobie i nam?
Bandosia napisał/a:Jestem mloda, mam 24 lata i nie chce mi sie marnowac zycia na akceptowanie czegos, co nijak sie ma do mojego swiatopogladu.
Wiedziałaś o tym przed ślubem, wyszłaś za niego za mąż, a teraz Ci się uwidziało, że nie umiesz tego zaakceptować?
Fakt, paskudnie ze strony Twojego męża, że trzymał przed Tobą ten fakt w ukryciu, ale z drugiej strony jest to dowodem, ze bardzo mu na Tobie zależało. Zapewne przeczuwał, jaka będzie Twoja reakcja, więc wolał się nie wychylać...
bandosia napisał/a:Gdybym wiedziala przed zanim calkiem przeorganizowalam swoje zycie dla mojego meza, to problem by nie istnial. Bo dla mnie to sytuacja nie do zaakceptowania. Ale gorszym aspektem jest klamstwo, zatajenie prawdy czy jakkolwiek by to nazwac.
Skoro jest nie do zaakceptowania to odejdź od męża. To dziecko jest, żyje i prawdopodobnie będzie dlużej chodziło po tym swiecie niż Ty. Więc albo się z tym pogodzisz, albo rozstań się z mężem. I pamiętaj, żeby nie oczekiwać od niego jakiegokolwiek kontaktu z Twoim dzieckiem, bo może to byc odebrane jako uprzykrzanie życia jego przyszłej partnerce. Że nie wspomne o tym, że ona może też nie chcieć miec nic wspólnego z "żywym dowodem kolorowej przeszlości" jej partnera. I zabraniać mu jakiegokolwiek kontaktu z tą okropną, konfiktową babą (czyli z Tobą).
Bandosia napisał/a:6 tygodni temu urodzilo sie nam Dziecko. I ja znosze bardzo zle jakiekolwiek komentarze na temat starszego brata... Nie toleruje jakichkolwiek kontaktow meza z matka tamtego dziecka (tak na marginesie: to okropnie konfliktowa kobieta, ktora zatruwa zycie).
I tu kwintesencja egoizmu. To jest dziecko Twojego męża. Osoba dla niego bardzo ważna. A on nie może nawet przy Tobie o nim mówić... Twój mąż ma widocznie pecha do konfliktowych kobiet, skoro już druga taka mu się trafiła... Aczkolwiek odnoszę wrażenie, że dla Ciebie każdy będzie konfliktowy, kto ośmieli się nie dopasowac idealnie do twoich scislych wytycznych.
Bandosia napisał/a:Jestem zmeczona ta sytuacja, malzonek w dodatku nie nalezy do osob latwych w pozyciu, czesto jest irytujacy, zmusza mnie do stosowania metody walki o kazda sprawe.
Rozumiem, że w kazdej sprawie powinien Ci przytaknąć? Bo jeśli jakikolwiek argument wytoczy to "zmusza Cię do walki"? Ja tez bym była irytująca, gdyby mój mężczyzna po jakimś czasie uznał, że jednak nie umie się pogodzić z faktem istnienia mojego dziecka i, zamiast wspierać, ciagle robil z tego problem.
Bandosia napisał/a:Smutno mi, ze istnieja malzenstwa, w ktorych kobiety moga bez ograniczen cieszyc sie swoim macierzynstwem i nie musza akceptowac jakichkolwiek zywych dowodow kolorowej przeszlosci swojego meza.
Owszem, istnieją. Ale albo są to kobiety, które wybrały sobie partnerów bez zobowiazań, albo takie, które akceptują to, co same wybrały
Bandosia napisał/a:Mam juz dosc tego malzenstwa, tak wlasciwie... Nie jestem szczesliwa, a istnienie tamtego dziecka tylko utwierdza mnie w przekonaniu, ze moj maz nie jest osoba, z ktora chcialabym spedziec reszte zycia...
Więc odejdź i oszczędź biedakowi dalszej mordęgi. Tym bardziej, że w innym wątku rozpatrujesz zdradę, bo męża za rzadko do seksu ciagnie. Smutne to, że udajesz kobietę zdecydowaną, która wie czego chce - tymczasem nie umiesz zrobić zdecydowanego kroku. Wolisz udawać, kłamać, robić to, za co sama masz zal do swojego męża.
Bandosia napisał/a:A dla malzonka tamto dziecko nie znaczy tyle, ile moze powinno. Przez dlugi czas tamta kobieta zabraniala mu kontaktow z dzieckiem, tak wiec nie wytworzyly sie pomiedzy nim a synem normalne wiezi. Dziecko traktuje go jako kolege do zabawy, i tyle. On moze i chcialby byc autorytem dla tamtego dzieciaka, ale teraz kiedy dziecko ma juz 7 lat, jest to dosc skomplikowane.
Jadyną komplikacją w tej sytuacji jest Twoja postawa.
Bandosia napisał/a:Rzecz jasna, nie mozna nazywac tamtego dziecka bratem mojej Coreczki, bo coz, tylko ojciec jest ten sam...
Rzecz jasna tamto dziecko jest bratem Twojej córeczki, czy Ci się to podoba czy nie
Bandosia napisał/a:I nie chce, zeby Ona byla jakos zmuszana, zeby go poznac... Wszystko w swoim czasie. Tak jak wspomnialam, postac matki tamtego dziecka jest bardzo negatywnym aspektem i mam podstawy, zeby przypuszczac, ze ona bedzie sie starala zachowywac niewlasciwie wobec mojej Corki - a ja chce jej zaoszczedzic przykrych sytuacji. W koncu nie moze odpowiadac za przeszlosc ojca.
A jak wygląda "zmuszanie" dziecka do poznania innego dziecka? Bo moje oczy jeszcze takiej sytuacji nie widziały. Jedyna zmuszaną osobą w takiej sytuacji byłabyś Ty. Kazde dziecko ma taki etap, kiedy marzy o tym, żeby mieć rodzeństwo. Twoja córka już je ma, ale Ty za wszelką cenę chcesz ją tego pozbawić.
Bandosia napisał/a:I mam przeswiadczenie, ze nikt nie powinien za jego przeszlosc odpowiadac. To on splodzil to dziecko, to on sklamal - choc moze moja reakcja na jego klamstwo powinno byc rozstanie, ale coz, milosc czasem sklania nas do podejmowania dziwnych decyzji - tak wiec, jego zadaniem jest starac sie zorganizowac wszystko tak, aby nie powodowac "nadmiernych szkod".
Nie da się. Bo w Twoim rozumieniu "nie powodowanie nadmiernych szkód" oznacza zerwanie kontaktu z tamtym dzieckiem. Więc może Ty podejmij odpowiedzialność za swoją decyzję (poslubienie faceta, który ma dziecko) i zorganizuj wszystko tak, zeby mu umozliwić pelnienie obowiązków ojca dla obojga dzieci?