Nie oczekuje od was jakiegoś zrozumienia, bo każdy rozpatrzy moją sytuacje inaczej ale moze jakies rady?? bo juz sama nie wiem czy ja jestem dziwna czy moj mąż.
Jesteśmy razem (po slubie) juz blisko 7 lat, inne kobiety narzekają ze ich mężowie przestali sie starac itp a u mnie jest odwrotnie.
Zanim sie pobraliśmy byliśmy jako ona i on, teraz jesteśmy jako "my". Podobała mi sie wersja z okresu narzeczenstwa, każde z nas miało swoje zycie, swoja prace itd, zylismy razem ale mielismy tez własne prywatne sprawy.
Mój mąż robi wszystko, stara sie bym była szczęśliwa, niema dnia zebym nie dostała jakiegoś drobnego prezentu!!!! sto razy dziennie potrfai mi powiedziec ze mnie kocha a mnie to wnerwia juz!!! kiedy idziemy na impreze on z nikim innym nie zatanczy tylko ze mną!! potrafi całować mnie przy ludziach, na ulicy, w autobusie no poprostu wszedzie!! uwierzcie ze jest to denerwujace!!
nie mamy dzieci bo ja jakoś nie widze sie w roli mamusi, sprzatajacej, pioracej itd. dzieci to chyba nie dla mnie. On z kolei przy kazdej okazji mowi ludziom ze jestesmy "w trakcie" robienia dzidziusia i na kazdym kroku podkreśla jaki to on wspaniały mąż. Ja mam juz serdecznie dość i jego i tych sytuacji, moze separacja by cos zmienila? juz sama nie wiem co robic, co myslec o tym, moze wy cos podpowiecie?
a i jeszcze jedno!! trudno w to uwierzyc ale przez 7 lat nigdy nie podniosl na mnie glosu, zawsze zalatwia wszystko po "cichu" na spokojnie, ja sie wydzieram a on na to wogole nie reaguje jakby byl gluchy. Jeszcze potrafi przyjsc i powiedziec "zlotko przeszlo ci juz??"