dzien dobry.. z gory przepraszam za bledy ktore pewnie bede robic pisząc szybko..terazniejszego meza poznalam majac 17lat, on wtedy mial 21. Zaczelismy chodzic ze soba jak to sie wtedy mówiło. Po 5 latach wzielismy slub.. jestesmy lacznie juz 12 lat razem od poznania sie.. po okolo 5, 6 latach mąż coraz zadziej zaczal kochac sie zemna.. zwracac na mnie swoja uwage, rozmawiac, chciec wpolnie spedzac czas, przytulac sie... i mase mase innych rzeczy ktore sprawiaja ze zwiazek kwitnie....
dzis jestesmy na etapie ze chce jechac po papiery rozwodowe i sie z nim rozwiesc bo od paru miesiecy nie ma wogole bliskosci, nie kocha sie ze mna nigdy nie wychodzi z taka inicjatywa.. ma swoje ciagle zainteresowania, nawet jak juz siedzi niby "razem" to jest nieobecny, cichy spokojny myslami gdzies indziej.. wyglada to tak jakbym mu sie znudzila a musialm na sile bym nie odeszla od niego wysłuchiwac mnie i spedzac ze mna czas... nawet nie wiecie jak psychicznie mnie tym zniszczyl...................
bedac 17latka bylam pelna wiary w zycie ciagle chodzilam usmiechieta wierzylam w milosc.. pragnelam tej milosci i poznac kogos z kim bedziemy razem szczesliwi.. a dzis jestem ciagle nerwowa kobieta, poirytowana i sfrustrowana tym wszystkim, ciagle przez to chodze nerwowa.... smutna, raz czuje zal ze zniszczyl mi zycie... bo przeciez ktos kto kocha stara sie o swoja kobiete o milosc.. pomimo uplywu lat... a raz czuje zrezygnowanie .... wiele razy z nim rozmawialam... z jakies 300 razy!!!!!!!
raz na spokojnie, raz juz z nerwami bo nie wytrzymywalam psychicznie juz... kolejny z placzem, kolejny z krzykiem.. zadne sposoby zadne moje wolanie o pomoc nie przynosi efektu.. mowi " wiem ze zawalam ciagle wiem ze to moja wina ale kocham cie" a nastepnego dnia mowi" co ty chcesz wogole odemnie, co sie czepiasz"
nie widzi wogole problemu... dla niego zycie chyba takie jak to u nas jest jest czyms normalnym.. mamy teraz ja po 28lat a on 34.. i zyjemy nie przytulajac sie, nie rozmawiajac bez sexu.. bez CZULOSCI....
to nie jest normalne bo ja czuje ze to nienormalne!!!!... dzis jade do sadu po papiery rozwodowe.. on o tym wie i nie chce sie rozwiesc.. mowi ze JA ROZWODZAC SIE NISZCZE DZIECKU RODZINE.. bo mamy corke brak slow..... czuje ze go nie znam, albo chory na glowe jest albo tak mu wygodnie sie zyje... bo zona jest co domem sie zajmie dzieckiem malym a on ma gdzie wrocic i pujsc spac.... Czuje sie wykorzystywana!!!! nienawidze go... chcialabym zeby nie zyl.. lub wolala juz zeby zdradzil i odszedl sam... niz mowi ze kocha a czynami robi cos zupelnie innego... Ja zyje tylko dla coreczki, bardzo ja kocham.. gdyby nie ona nie wierzylabym juz ani w boga, ani w milosc, ani w nic.. bo przez tego "czlowieka" stracilam wiare w milosc.. i w ludzi..:(((((((((((((((((((((((((((((((((((
ile ja sie staralam w tym zwiazku, ile wypocilam ile prob dokonywalam by sie cos zmienilo.. ale nic... z 20 razy odchodzilam juz od niego ale zawsze przekonal mnie ze sie zmieni.. i co????.... pomimo tego ze obiecywal jestem tu dzis i pisze ten post!!!!!.... zadnych zmian.. nie rozumiem tego czlowieka.. najpierw sie obwinialam ze moze to moja wina.. ale przeciez robilam wszystko.. dbalam o siebie.. ubieralam ladnie, sexowna bielizne, robilam kolacje przy swiecach.. kupywalam piwo na zrelaksowanie, czy drinka robilam.. co mi po tym przyszlo???... te smieszne programy telewizyjne w ktorych mowia o urozmaicaniu sexu bielizna itd... co to za bzdury komercja.. to sama nieprawa!!! ja tak robilam i co??? jestesmy szczesliwi..???
maz pracuje, poza praca idzie na dzialke robi tam altane, i oglada mecze w telewizji.. to jego zycie... nie chodzi do kolegow na piwo, nie pali papierosow.. ktos moglby powiedziec SUPER IDEAL FACETA.. ale ja bym wolala juz takiego co leje chyba niz to co mam OBOJETNOSC ZERO UWAGI ... JAKBYM ZYLA Z KIM A BYLA DALEJ SAMA JESZCZE BARDZIEJ SAMOTNA NIZ NIE MAJAC NIKOGO... mialam juz nawet mysli samobojcze jakis czas temu... mialam depresje przez niego, leczylam sie pol roku i wyzdrowialam... myslalam znow ze moze sie cos zmieni ale nie... dalej jest tak samo.. po urodzeniu corki jest jeszcze gorzej... a tez myslalam ze to cos zmieni. Tak go nie nawidze za to ze tak zaniedbal mnie i ten zwiazek ze chcialabym zeby nie zyl umarł.. zeby go auto przejechalo.. mam tyle zalu do niego..:(((((
nie rozumiem go, jak majac zone kochajaca mozna takim dupkiem byc. Rozwiode sie bo to jedyne wyjscie. Wiem ze on albo w kolejnym zwiazku bezie robil dokladnie to samo.. i ktoras odejdzie od niego, tylko predzej niz ja, albo bedzie inny zmieni sie .. albo bedzie udawal dobrego meza...