Witam. Jestem "Villemo" - mam 34 lata. Do zeszłego roku miałam szczęśliwą rodzinkę: męża i córeczkę. Rok temu mój mąż skończył 40 lat i bardzo się zmienił:( Zaczął być agresywny: rozwalał mi sprzęt, raz uderzył, wmawiał mi zdradę itp. Wyprowadziłam się z domu z córeczką. Mąż miał się leczyć - niestety nie zrobił tego, ale z czasem zmienił się - stał się faktycznie spokojniejszy. Wróciłam do domu i miało być pięknie - niestety nie jest. Okazało się, że mąż ma kochankę,która w dodatku przyjechała do mojego domu - nikomu nie życzę takiego spotkania.
Pomijając wiele bardzo niemiłych zdarzeń, które miały miejsce w międzyczasie: walczyłam o męża bo bardzo go kocham, kocham też moją 4-letnią córeczkę i chciałam by miała pełną, szczęśliwą rodzinę. W końcu mąż doszedł do wniosku, że rodzina jest najważniejsza i że mnie kocha - pozory niestety
Miał nie kontaktować się z podobno ex-kochanką, ale dziś okazało się, a raczej moja dociekliwość sprawiła iż wydało się, że rozmawia z nią codziennie przez tel. Nie wiem czy się z nią spotykał. Tak czy inaczej dziś owa ex-kochanka połknęła jakieś prochy i powiadomiła o tym mojego męża, a ten pojechał do niej zostawiając znów rodzinę. Na noc oczywiście nie wróci bo musi jej pilnować żeby nie połknęła więcej.
Myślę, że nie ma sensu już o niego walczyć, ale strasznie boję się zostać sama ![]()
Jak sobie z tym wszystkim poradzić i co zrobić?
Sama nie umiem chyba żyć ![]()
Podobne tematy
Kochana. Samaotną zostać? A mi sie wydaje że tylko się boisz sama być za siebie odpowiedzialna. Mnustwo facetów szuka takich kobiet. A tu taka Ci napisze że się boi życ sama. no szok. Jak jej pewnie dzrwi i okna się od naporu facetów nie zamykają. popatrz w okół siebie. A napewno ktoś się znajdzie.
Villemo Ty jesteś samotna. Bardziej samotna od każdej jednej singielki. Patrzysz na zdradę męża. Bardziej upodliść samej siebie nie mogłaś. Zastanawia mnie jedno - czy mężowi "odbiło" i zaczął Cię zle traktować dlatego że znalazł sobie kochankę i chciał się Ciebie pozbyć z domu czy dlatego że jest chory psychicznie?
Pomyśl też o córce- teraz ma nie pożądany obraz mamy i "koleżanki Taty" ( czy jak ją przy dziecku nazywasz). Dziecko czuje na pewno że coś nie gra.
Radzę przełamać strach - to Ci da siłę i szczęście. A kolejny autobus
nadjedzie ( jak napisał Czerepach).
Villemo bardzo Tobie współczuję, że jesteś taka bezsilna, bezbronna, przestraszona, ale ... czy troche nie jest to Twoja wina, że tak sie dałaś zniewilić?
Walcz o swoje szczęście!
Jestem po rozstaniu - patrz na moje wątki - tęsknię, czuję się samotna, ale jestem samodzielna, sama się utrzymuję, cały czas mam ochotę poznawac życie, podróżuję, czytam, spaceruję - żyję.
Da się żyć bez faceta, szczególnie tego, który nas rani.
Villemo - nicka masz bardzo silnej i wojowniczej kobiety, więc skąd ta słabość? Co Cię trzyma przy mężu? Chyba tylko strach przed samotnością. Samotność w Twojej sytuacji to wybawienie. To spokój. Brak awantur. Brak podejrzeń. Nie musisz się zastanawiać czy do niej dzwonił czy nie, czy wróci na noc czy nie, czy się będzie wściekał czy nie... A dla Twojego dziecka to szansa na normalne dzieciństwo. Bo w tej "rodzinie" normalnego dzieciństwa mieć nie będzie.
Poczytaj sobie to forum. Znajdziesz tu wiele wątków kobiet szczęśliwych po rozstaniu z toksycznym partnerem. Uwierz, że szczęście dopiero przed Tobą. Ja też mam 4-letnią córeczkę. Odeszłam jak miała 3 lata. Nie chciałam, żeby patrzyła na awantury, na smutną mamę. Zresztą uświadomiłam sobie, że nie umiem wybaczyć zdrady. Nie chciałam nowego związku - ale szybko poznałam mężczyznę, który mi nastawienie zmienił. Jest fantastycznym facetem, a dla mojej córki lepszym ojcem niż "tata" biologiczny. Więc nie bój się samotności, bo zakończenie gehenny w której teraz trwasz wcale z samotnością nie jest jednoznaczne.
Zamiast zastanawiać się czy umiesz żyć sama - przeanalizuj swoje możliwości - czy masz gdzie podziać się z dzieckiem, czy masz się za co utrzymać. I nie daj sobą pomiatać, kobieto!
Witam. Jestem "Villemo" - mam 34 lata. Do zeszłego roku miałam szczęśliwą rodzinkę: męża i córeczkę. Rok temu mój mąż skończył 40 lat i bardzo się zmienił:( Zaczął być agresywny: rozwalał mi sprzęt, raz uderzył, wmawiał mi zdradę itp. Wyprowadziłam się z domu z córeczką. Mąż miał się leczyć - niestety nie zrobił tego, ale z czasem zmienił się - stał się faktycznie spokojniejszy. Wróciłam do domu i miało być pięknie - niestety nie jest. Okazało się, że mąż ma kochankę,która w dodatku przyjechała do mojego domu - nikomu nie życzę takiego spotkania.
Pomijając wiele bardzo niemiłych zdarzeń, które miały miejsce w międzyczasie: walczyłam o męża bo bardzo go kocham, kocham też moją 4-letnią córeczkę i chciałam by miała pełną, szczęśliwą rodzinę. W końcu mąż doszedł do wniosku, że rodzina jest najważniejsza i że mnie kocha - pozory niestetyMiał nie kontaktować się z podobno ex-kochanką, ale dziś okazało się, a raczej moja dociekliwość sprawiła iż wydało się, że rozmawia z nią codziennie przez tel. Nie wiem czy się z nią spotykał. Tak czy inaczej dziś owa ex-kochanka połknęła jakieś prochy i powiadomiła o tym mojego męża, a ten pojechał do niej zostawiając znów rodzinę. Na noc oczywiście nie wróci bo musi jej pilnować żeby nie połknęła więcej.
Myślę, że nie ma sensu już o niego walczyć, ale strasznie boję się zostać sama
Jak sobie z tym wszystkim poradzić i co zrobić?
Sama nie umiem chyba żyć
jesteś panią,zrób,to co dyktuje ci serce