Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Strony 1 2 3 55 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 2,981 ]

Temat: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Nerwica. Znam ją z autopsji i walczę już szósty rok. Wiem jak ciężkie jest z nią życie, ale dzisiaj nie chcę się skupiać na objawach i przykrościach. Ci, którzy chorują doskonale znają poranne biegunki, niepokój, zawroty głowy, wewnętrzne drżenie i inne przykre objawy. Ja też je miałam i nadal  - od czasu do czasu ? zmagam się z nimi, ale już w mniejszym stopniu.

Po tylu latach mogę Wam Drodzy Forumowicze i Forumowiczki powiedzieć: da się  walczyć z nerwicą i odczuć poprawę bez uciekania się do leków antydepresyjnych. Nie mówię, że te ostatnie są złe, bo sama przez kilka ładnych lat je brałam. Są pomocne w bardzo ostrych napadach paniki ale niestety nie leczą problemu. Zakrywają przykre objawy, poprawiają nastrój, ale po ich odstawieniu wszystko wraca do punktu wyjścia i nie widać szansy na przerwanie zaklętego kręgu. Wiem, bo 3 razy próbowałam je odstawić i za każdym razem musiałam znowu do nich wracać. Ale ? jak to mawiają ? do 3 razy sztuka. Obecnie nie biorę ich już 5 miesiąc i żyję. Nie jest łatwo, ale się nie poddaję i cały czas wierzę, że będzie lepiej. Mam motywację, ale znikąd się ona nie wzięła. Wypracowałam ją na przestrzeni nie miesięcy, ale lat i to metodą prób i błędów.

Efekty są takie, że zdołałam skończyć studia dzienne, podyplomowe i zrobić jeszcze dwa zaoczne kursy przygotowujące mnie do zawodu. Pracuję, odwiedzam miejsca, które wcześniej budziły moje przerażenie: poczta, fryzjer, kino, urząd, targowisko, a nawet jeżdżę z mężem na koncerty rockowe! Czasem odczuwam stan niepokoju, bywa że czuję się niepewnie i nieswojo, ale wówczas przypominam sobie kilka prostych technik relaksacyjnych i jeszcze nie zdarzyło się, żeby lęk wrócił. Przez tyle lat przekonałam się, że nie ma jednego cudownego środka na mój stan, ale ciężką pracą można wrócić do normalnego funkcjonowania, żyć godnie i bez poczucia winy. Są momenty, kiedy jest ciężko, kiedy wydaje mi się, że nie dam rady, ale wtedy przywołuje sobie obrazy innych ludzi, którzy również zmagają się z rozmaitymi przypadłościami: otyli muszą przestrzegać diety, jeżdżący  na wózkach zmagać się z przeszkodami na co dzień, inni mają chore dzieci, jeszcze inni ? długi. Każdy  zmaga się z jakimś problemem, choć nam nerwusom wydaje się, że inni żyją w raju w porównaniu do nas.

Na łamach tego forum chciałam Wam przedstawić moje sposoby na radzenie sobie z nerwami, które wypracowałam przez lata. Każdy jest indywidualistą, dlatego nie daje gwarancji, że podziałają na każdego, ale na pewno trzeba próbować, szukać, eksperymentować, nie poddawać się! Z każdego labiryntu jest wyjście, ale w tym trzeba odkryć swoją własną drogę. Moje ?kroki do wolności? wyglądały następująco:

     1.    Psychoterapia ? uważam, że to podstawa i każdy kto choruje na stany lękowe, ataki paniki, nerwicę natręctw przede wszystkim od tego powinien zacząć. Czytam różne opinie o terapiach, ale zauważyłam, że negatywne piszą zazwyczaj te osoby, które poszły na sesję raz, czy dwa i zrezygnowały twierdząc, że to im absolutnie nic nie dało. Sama zdecydowałam się dopiero po 4 latach i uważam, że zbyt długo zwlekałam. Wahającym mówię, że terapia to najlepsza inwestycja w wasze zdrowie, ale musicie być świadomi, że na jej efekty trzeba poczekać, zazwyczaj kilka ładnych miesięcy. Przyjdą niespodziewanie i nie będą takie jak się spodziewaliście, ale poprawa będzie i ją odczujecie. Najważniejsze to wybrać dobrego terapeutę (najlepiej popytać ludzi, albo sprawdzić w Internecie z kim mamy do czynienia), zaufać mu i nie liczyć, że udzieli nam gotowych odpowiedzi i rozwiązań. Terapia jest trudna, bolesna i kosztowna, ale uważam, że nasze zdrowie nie ma ceny. Nie zniechęcajcie się początkiem, nie denerwujcie kiedy terapeuta milczy i oczekuje reakcji od Was, przetrzymajcie konflikty i niepewność. Kiedy przyjdzie zaufanie, a tłumione emocje się wyleją ? odczujecie ulgę i będzie można iść dalej.

     2.    Edukacja ? czytajcie poradniki, książki, internet, relacje ludzi, innymi słowy wszystko, co można, żebyście mieli jak najpełniejszą wiedzę o swojej przypadłości. Ja osobiście polecam Wam kilka naprawdę świetnych książek:
    a)    ?Pokonać lęki i fobie? Bemis Judith Barrada Amr ? to chyba najbardziej wartościowa książka, z jaką się zetknęłam
    b)    ?Wyciszyć strach. Jak przezwyciężyć lęk, stres i agorafobię? Pauline McKinnon
    c)    ?Spokojnie. To tylko panika!? Shirley Trickett
    d)    ?Pokonaj depresję, stres i lęk, czyli terapia poznawczo-behawioralna w praktyce? Dr Stephen Briers.
Spróbujcie wykorzystać rady, które sugerują autorzy, są naprawdę sensowne i skuteczne. Postawcie się w roli odkrywcy, który odkrywa nowe lądy, na niektórych można znaleźć prawdziwe skarby!

     3.    Trening autogenny wg Schulza oraz relaksacja Jacobsona ? umiejętność rozluźniania ciała i prawidłowego oddechu to kolejna niezbędna umiejętność. Treningi są bardzo pomocne w momencie, kiedy musimy wytrzymać w miejscach mało dla nas komfortowych np. stanie w kolejce, czesanie u fryzjera. Za każdym razem, jak czujecie, że ogarnia Was panika przypominajcie sobie spokojny głos z treningu, starajcie się wyczuć napięcie i rozluźniać mięśnie. Niepokój zostanie, ale lęk nie przyjdzie, choćby się waliło i paliło! Oba treningi można ściągnąć z sieci.

     4.    Oswajanie uczucia lęku ? niemożliwe? Wręcz przeciwnie. Musicie sobie pozwolić na odczuwanie dyskomfortu. Nie walczcie z nim, nie czekajcie aż minie. Wychodźcie mu naprzeciw, a nawet oczekujcie przykrych uczuć. Nie jest to łatwe, ale po zdobyciu wiedzy na temat rozluźniania mięśni i prawidłowego oddechu dojdziecie do momentu, w którym głowa pozwoli Wam na zmierzenie się z lękiem twarzą w twarz. Kiedy to co Was dręczy opanuje ciało ? nie walczcie. Wyobraźcie sobie, że stoicie obok i przyglądacie się z perspektywy temu, co się z Wami dzieje. Pomyślcie sobie: ?Ok., odczuwam to wszystko, bo to jest prawda o mnie, ale mam świadomość że to tylko emocje i że wkrótce miną?. Gdy pozwolicie sobie na lęki, one znikną tak szybko, jak przyszły. Przetestowałam tą strategię i wierzcie mi ? to działa! Uciekanie przed paniką jest najgorszym możliwym wyjściem. Pozwólcie opanować się lękowi i starajcie się nie bać. Nie zrażajcie się pierwszymi niepowodzeniami, bo po kilku ćwiczeniach odczujecie poprawę. Tą strategię szerzej opisuje książka Judith Bemis, którą z całego serca wszystkim polecam!

     5.    Picie ziół i suplementów ? magnez i witamina B6 to konieczność przynajmniej raz dziennie. Uspakaja, dodaje energii, pozwala się zrelaksować. Mi bardzo pomaga. Również picie sporej ilości herbat ziołowych, takich jak melisa, rumianek, czy wyciągi z kozłka lekarskiego, szyszki chmielu i lawendy okazują się naprawdę skuteczne. Pijcie je codziennie i nie żałujcie sobie ? pomagają doraźnie i w dłuższej perspektywie. Wrażenie łatwiejszego oddechu potęgują też cukierki miętowe (najlepiej silna mięta np. hallsy), polecam jak macie wrażenie duszności i ciężkiego oddechu.

     6.    Unikajcie dużej ilości alkoholu i kawy ? kac wzmaga uczucie lęku, dlatego ja niemal w ogóle zrezygnowałam z alkoholu. Piję go rzadko, a jeśli już to ograniczam się do jednej lub dwóch lampek wina, ewentualnie jednej butelki piwa. Nie zapijajcie stresów alkoholem, bo pomaga na chwilę, a ?po? jest koszmarne. Kofeina to  kolejna rzecz, z którą trzeba uważać. Wypłukuje z organizmu magnez, wzmaga wewnętrzne drżenie i nasila potok nieprzyjemnych myśli. Starajcie się ograniczać kawę i red bule, albo całkiem z nich zrezygnujcie.

     7.    Ćwiczenia fizyczne, kąpiele i dieta ? ruch naprawdę pomaga! Przetestowałam i potwierdzam. Ciężko jest się zmusić, ale po wysiłku następuje błogie uczucie relaksu, a połączeniu z ciepłą kąpielą jest po prostu cudownie. Warto regularnie się ruszać (basen, rower zwykły lub stacjonarny, wieczorny spacer), bo ruch podnosi poziom serotoniny, czyli działa jak lek antydepresyjny. Jak wydaje Wam się, że nie macie siły ? zmuście się! Efekty przyjdą i to szybko!

     8.    Wychodzenie naprzeciw wyzwaniom ? nie ważne, czy to wyjście z domu, czy pójście na rozmowę o pracę. Każde wyzwanie, którego doświadczacie jest pozytywne i oswaja Was z lękiem. Ale uwaga: zostawcie sobie otwartą furtkę. Jeśli czujecie, że nie dacie rady ? pozwólcie sobie na powrót i nie odbierajcie tego jako porażki. Już sam fakt, że próbujecie jest pozytywny. Najgorsza jest bezczynność i uczucie bezradności. Ten który próbuje w końcu odniesie sukces.

     9.    Odpoczynek i hobby ? fajnie mieć jakieś zajęcia, bo one odwracają uwagę od lęku. Czytanie książek, robienie na drutach, rozwiązywanie krzyżówek i sudoku (to ostatnie okazało się dla mnie świetnym odwracaczem uwagi), słuchanie muzyki, sprzątanie domu i wszystko inne, co tylko może odwrócić myśli od lęku. Znajdźcie czas na hobby i pozwólcie sobie na odpoczynek. To ważna część w powrocie do zdrowia.

    10. Stosowanie antydepresantów i psychotropów ? polecam tylko w ostateczności, chyba że Wam lekarz zaleci. Kiedy jest bardzo źle czasem nie ma innego wyjścia, ale koniecznie stosujcie się do zaleceń lekarza. Antydepresanty są dobre, ale radzę połączyć je z psychoterapią, wówczas będziecie mogli powoli od nich odchodzić i nie bać się tego tak mocno. Psychotropów w ogóle nie polecam, mnie osobiście nie pomagały, a jedynie otępiały. Jeśli jednak nie macie już innego wyboru to doradzam hydroxyzynę bo to lek który nie uzależnia, jest stosunkowo bezpieczny i łagodny,  a działa nie gorzej od xanaxów i innych zamulaczy.

Mam nadzieję, że wlałam odrobinę nadziei w Wasze udręczone dusze. Gdybyście mieli jakieś pytania to zapraszam do dyskusji tu na forum, albo piszcie na prywatnego maila.

Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Nie choruję na nerwicę (chyba!) ale uważam ten wątek za bardzo pomocny, fajnie, że go założyłaś smile

3

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

dzięki, że umieściłaś taki post, ja jestem z tych co przydałyby się im te sposoby:)

4

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

ja również uważam ten watek za pomocny. Fajne są te sposoby i podziwiam Cię za to,że dałaś radę z nerwicą.
A terapia długo trwała u Ciebie, nadal na nią uczęszczasz?
Ja też zmagam się z nerwicą i właśnie niedługo chciałabym pójść w tym kierunku co Ty.
A leki lekarz przepisał Ci po jakim czasie? Od razu chyba nie będzie kazał brać?
Jestem negatywnie nastawiona na branie różnych lekarstw takich jak psychotropy..
Mam nadzieje,że terapia wystarczy:)

5

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka84, warto wkleić link do tego wątku na tym podobne wątki, których jest tu mnóstwo.

Ja jeszcze chętnie dodam ,ze bardzo pomocna jest wiara w Istotę Wyższą, silniejszą od nas i dobrą. Można odnaleźć spokój.

6 Ostatnio edytowany przez Stokrotka84 (2012-09-27 14:22:28)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Catwomen: dziękuję za umieszczenie posta w prawidłowych wątkach.
Alicja: ja nadal walczę z nerwicą, ale pracuję nad akceptacją tego stanu. Wydaje mi się, że trzeba ją w sobie zaakceptować jak abstynent musi zaakceptować, że już zawsze będzie alkoholikiem. Natomiast udało mi się wyrwać jej zęby, tzn. kąsa mnie nadal, ale nie wsącza swojego jadu pod skórę i tak mocno nie boli. Czasem uda mi się obłaskawić ją na tyle, że zapominam w ogóle o jej istnieniu.
Co do terapii to uczęszczam na nią już ponad 1,5 roku. Było ciężko. na początku wydawało mi się, że to w ogóle jest bez sensu, kłóciłam się z terapeutką, oczekiwałam natychmiastowych efektów, próbowałam nagiąć reguły terapii do swojego widzimisię. Przeszłam różne kryzysy np. konflikty w rodzinie, które wspólnie z terapeutką omawiałyśmy. dzieliłam się też radościami, często płakałam i się wściekałam, ale za każdym razem uparcie chodziłam.
To od niej usłyszałam, że nie choruję na chorobę psychiczną, że to zaburzenie emocjonalne, że nie umrę i nie muszę brać leków do końca życia, że damy radę bez. Zaufałam jej i pracujemy dalej. Bywa trudno, ale dzięki temu mam motywację i oparcie, mogę powiedzieć jej o wszystkim co mnie dręczy, o tym jak się czuję. To wyzwala i oczyszcza.

Zanim trafiłam na terapię minęły 4 lata, kiedy byłam na lekach antydepresyjnych. Zapisał mi je lekarz po ostrych atakach lęku napadowego. Byłam w takim stanie, że nie mogłam wyjść z domu, nie byłam w stanie pójść na uczelnię. Kazał mi je stosować od razu po pół tabletki dziennie, a po tygodniu po całej. Na poczatku było źle, ale po 8 dniach odczułam ogromną poprawę.Oglądaliście kiedyś taki film "Jestem Bogiem"? Ja się czułam podobnie do tego faceta, tzn. euforia, pewność siebie, nowe możliwości. Może nie pisałam książki w 4 dni, czy nie uczyłam języków w jeden dzień, ale funkcjonowałam bardzo dobrze. Wątpliwości pojawiły się, kiedy wyszłam za mąż i zapragnęłam mieć dzieci. Wykluczone jest branie antydepresantów w ciąży. Ponadto doskwierały mi pewne skutki uboczne np. przybranie na wadze 7kg, wzmocnione napięcie przedmiesiączkowe, nocne poty. Postanowiłam je odstawić i choć częściowo się to udało to lęki powróciły do mnie po jakimś czasie i to tak niewyobrażalnie silne, że wówczas postanowiłam ratować się inaczej. Wróciłam na rok do leków, ale jednocześnie poszłam na terapię. Po ich odstawieniu w maju tego roku pierwszy nawrót miałam w sierpniu i wicie co? Po raz pierwszy w życiu odniosłam zwycięstwo. Mała bitwa wygrana, ale wojna nadal się toczy. Stosowałam wszystkie wymienione techniki i one mi pomogły.

Szukajcie swojej drogi, bo naprawdę warto!

7

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka84 powinnaś prowadzić grupę terapeutyczną dla osób takich jak Ty. Pomyśl o tym.

8

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka84 dziękuję, za umieszczenie tego tematu na forum. Ja zmagam się z chorobą od maja tego roku... tzn. objawy nasiliły się do tego stopnia, że uniemożliwiają mi normalne funkcjonowanie. Do tego dochodzą lęki, depresja i myśli samobójcze. Byłem ostanio na skraju załamania, chodź nie chce umierać, chcę się wyleczyć i cieszyć się życiem. Teraz jest już trochę lepiej biorę Zoloft 50mg. Podobają mi się rady, które dajesz, może sięgnę po książkę, którą polecasz "Pokonać lęki i fobie". Staram się też trenować i trzymać dobrą dietę bo mi to pomaga. Największym problemem jest jednak u mnie odstawienie alkoholu. Wszyscy, dosłownie wszyscy moi znajomi piją go w ogromnych ilościach. W weekendy czasami 3 dni pod rząd leje się wódka a i na tygodniu to wcale nie rzadkość. Moja dziewczyna też pije dużo. Ja sam staram się np. tylko w soboty dla towarzystwa ale często kończy się to po prostu piciem równo z nimi. Poza tym każda z tych pijących osób czuje się tak dobrze, tacy są szczęśliwi i tak dobrze się bawią, wcale to nie wypływa na ich samopoczucie w następnym dniu - a ja czuje, że mnie to wręcz wykańcza. Nie pijąc czuję się jak odludek, który nie może złapać żadnego kontaktu z kimkolwiek a pijąc czuję się tragicznie przez parę następnych dni jak nie dłużej... co mam robić? Wiem, że mam własny rozum i sam o sobie decyduje ale to naprawdę dla mnie ciężki temat. Szczególnie jak odstawić alkohol w takim towarzystwie? Może ograniczyć się do jednego piwa po prostu? Z drugiej strony każdy w koło będzie bardzo pijany w tym pewnie moja dziewczyna i czasami też mam ochotę zabić stres kieliszkiem. Czy ktoś miał albo ma podobną sytuację do mojej? Każda odpowiedź i rada będzie dla mnie bardzo cenna. Pozdrawiam

9

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Hej, jestem tu nowa, tak jak wy mam problemy z nerwicą, a raczej stan depresyjno-nerwicowy. Powiedźcie mi co zrobić w przypadku kiedy nerwy Cię dopadają i nie nie umiesz sobie z nimi poradzić, najchętniej bym wtedy rozwaliła wszystko?

10

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka84 dziękuję że opowiedziałaś o tym co przeszłaś z tą chorobą.
Bardzo pomocne są twoje rady:)
zachęcam wszystkich, którzy walczą z nerwicą do przeczytania tego postu.

11

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Bardzo cenne rady :-)

12

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witajcie ponownie! Długo mnie nie było, bo...znowu miałam kryzys. Nerwica nie jest łatwym przeciwnikiem, szczególnie jak ma się dość trudną sytuację w rodzinie.
Ale kolejny raz mogę odbębnić sukces, kolejna potyczka wygrana! Pamiętajcie, nawet jak wraca to trzeba ją traktować jako stan przejściowy i starać się prowadzić normalne życie. Trudne? Pewnie, że tak! Ledwo zwlekałam się z łóżka, w pracy siedziałam struchlała, budziłam się nad ranem z drżeniem całego ciała. Myśli nie ułatwiały mi życia. Co mi pomogło?

- trening Schultza dwa razy dziennie (a jak trzeba to więcej);
- psychoterapia (wygadanie się zawsze niesie ulgę);
- neo-persen forte (jedna lub dwie tabletki);
- rozmowy z mężem i jego wsparcie;
- rozmowy z rodzicami i ich wspracie;
- książka Judith Bemis, której kilka tez powtarzałam w swojej głowie, jak modlitwę. I tak naprawdę rady w niej zawarte przyniosły ostateczne ukojenie i dały mi upragniony spokój. Niektóre zacytuje ku pokrzepieniu i solidarności z innymi:

1. Postarajmy się traktować każdy nawrót choroby jako naturalny i niezbędny, ale jedynie przejściowy etap na drodze do powrotu do zdrowia.
Pamiętajmy, że pomimo naszego wrażenia, jakbyśmy za każdym razem zaczynali od początku, tak naprawdę ciągle robimy krok naprzód;

2. Spróbujmy zaakceptować fakt, że czasem w wyniku dręczącego nas niepokoju straciliśmy kontrolę nad swoim życiem W momencie kiedy bez oceniania siebie w jakikolwiek sposób zaakceptujemy nasze lęki, uczynimy istotny krok  na drodze do odzyskania zdrowia;

3. Za nasz lęk i panikę w dużej mierze odpowiadzialny jest typ rozmowy, jaki przeprowadzamy sami ze sobą, gdyż może on powodować wstyd i stawianie sobie zakazów. Dobrze jest w sobie zmienić ten nawyk (w książce są podane przykłady jak to zrobić), a najlepiej zacząć od wykształcenia w sobie przekonania, że mamy prawo do odczuwania lęku;

4. Postarajmy się zaryzykować i przestać nieustannie unikać miejsc i sytuacji, które wywołują nasz niepokój. Spróbujmy siebie przekonać, że nic nam nie grozi i że potrafimy zachowywać się naturalnie nawet wtedy, gdy nie czujemy się zbyt dobrze;

5. Postarajmy się nie zwracać uwagi na to, jak długo trwa rekonwalestencja.
Spróbujmy nie wyznaczać temu procesowi żadnych ram czasowych. Postarajmy się zaakceptować nasze teraźniejsze możliwości bez porównywania ich z wcześniejszymi sukcesami. Spróbujmy się pogodzić z możliwością wystąpienia przyszłych stanów lękowych.

6. W procesie powrotu do zdrowia możemy dojść do etapu, w którym nie będziemy przewidywac następnych ataków. Z chwilą kiedy przestaniemy o nich myśleć, będą coraz rzadsze.

7. Pomimo, że czasami czujemy się bezradni, postarajmy się przyjąć zasadę, że każdy z nas ma w sobie siłę, którą może wykorzystać jeśli zajdzie taka potrzeba.

8. Wiedząc o nieuchronności wsytąpienia sytuacji, w której odczuwamy lęk, starajmy się zbytnio nie oczekiwać, że będziemy w stanie opanowac niepokój. Wydarzenie tego typu potraktujmy raczej jako ćwiczenie umiejętności zwalczania lęku.

Te i wiele innych rad pozwoliło mi na przetrwanie trudnego okresu. Teraz jest dobrze i powtwierdzam w/w tezy i rady: nerwica MIJA! Ale nie minie jeśli nie będziemy nic z nią robić, jeśli zamkniemy się w czterech ścianach i damy się opanować dręczącym nas myślom. Trzeba o niej mówić, wyrzucać ją z siebie, ćwiczyć i szukać wsparcia.
Jestem żywym przykładem na to, że można, bo w trakcie jej trwania znów postanowiłam pojechać z mężem na zamknięty koncert do warszawskiej Stodoły i...świetnie się bawiłam, a złe myśli były tylko okropnymi przeczuciami. Pamiętajcie: myśli (nawet jeśli są straszne) nie mogą Wam zrobić krzywdy, są tylko imaginacjami lęku, który nas trawi.
Spróbujcie zawalczyć o swoje życie. Zachęcam i służę wsparciem!

P.S.
Bardzo cenne porady znalazłam też na blogu "Historia pewnej nerwicy", który gorąco polecam!

13

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka84 bardzo cenne rady! Zgadzam się w 100% z tym co tu napisałaś. Pozdrawiam.

14

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

WITAM SERDECZNIE,
MAM NA IMIĘ IWONA jestem tutaj nowa i czytając wypowiedzi kilku osób rozbeczałam się na dobre. Cierpię na nerwicę lękową trwa to prawie od zawsze chociaż pierwsze poważniejsze objawy pojawiły się w czerwcu 2012 roku. Od tego czasu boję się wyjść z domu, miewam ataki lęku z wszystkimi opisywanymi objawami. I pomimo iż zgadzam się, że walczyć należy, pokonywać lęk małymi krokami, nie udaje mi się. Myślę że osobom w moim wieku i starszym jest trudniej. Mam 48 lat. Szkoda mi życia na siedzenie w domu, płakaniu i ciągłym baniu się już wszystkiego. Jestem pod kontrolą lekarza psychiatry jak również rozpoczęłam terapię. Może terapia coś mi pomoże bo czasami mam wrażenie, że moje życie będzie tak wyglądało już do końca. Jest mi wstyd, złoszczę się, płaczę, czasami śmieję sama z siebie i czuję się samotna chociaż mam męża, córkę która już ma własną rodzinę i prześliczną 2 letnią wnuczkę. Płaczę gdy pomyślę, że zamiast sp0acerować z malutką siedzę w domu i nic nie robię..... tylko myślę.
Tak bardzo chciałabym wrócić do świata "żywych". Moim motto jest: " boję się żyć a jeszcze bardziej umrzeć"

Pozdrawiam   Iwona z Lublina

15 Ostatnio edytowany przez Stokrotka84 (2012-10-22 07:28:41)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Iwono z Lublina: zachorowałaś na nerwicę, jak wielu ludzi przed Tobą i za Tobą. Nie ma się czego wstydzić i obwiniać siebie o taki stan rzeczy. Nie jesteś sama, jest nas wielu i będzie pewnie coraz więcej, bo czasy i kraj w którym żyjemy nie sprzyjają zachowaniu dobrego samopoczucia.

Na początku musisz sobie uświadomić, że nerwica to nie choroba, tylko zaburzenie, którego nauczyłaś się w wyniku odruchu obronnego i niewłaściwego sposobu myślenia o sobie. A skoro mogłaś się nerwicy nauczyć, możesz się jej oduczyć. Wiem, łatwiej powiedzieć, a gorzej zrobić, ale przeczytaj jeszcze raz swoją historię i zobacz, że - choć jest ona przygnębiająca - zawiera również wątki, które świadczą o tym, że już zrobiłaś wielki krok naprzód i jesteś na dobrej drodze do wyzdrowienia.

Piszesz, że jesteś pod opieką psychiatry i uczęszczasz na terapię: nie jesteś więc całkowicie bezczynna, tylko podjęłaś walkę o siebie i powrót do równowagi. Jesteś świadoma swojego stanu i wiedz, że wszystkie poradniki, czy mądrzy ludzie mówią o połączeniu farmakoterapii i psychoterapii jako najskuteczniejszym sposobie na walkę z nerwicą.

Co jest też charakterystyczne w Twojej wypowiedzi (i wielu osób mających problem z nerwicą) to niewłaściwe prowadzenie ze sobą dialogu wewnętrznego. Używasz zwrotów typu: "nie udaje mi się", "jestem starsza więc jest mi trudniej", "życie będzie tak wyglądało do końca", "nic nie robię". Spróbuj zamienić te zwroty na: "postaram się", "spróbuję", "mam wiele powodów do radości (np. wspaniałą wnuczkę)", "mogę zrobić jeszcze wiele tak dla siebie, jak i dla innych", "życie  bywa trudne, ale każdy problem można rozwiązać". Najgorsze co możesz zrobić w swojej sytuacji, to używać w swojej głowie słów nakazujących i zakazujących typu:
- MUSZĘ (w domyśle: poczuć się lepiej);
- NIE DAM RADY (w domyśle: wyzdrowieć);
- CO BĘDZIE GDY ( np. stracę nad sobą kontrolę);
- NIGDY (w domyśle: nie poczuję się lepiej);
- ZAWSZE ( w domyśle: będę chora);

Taki sposób komunikacji odbiera szacunek do siebie, a to prosta droga do depresji. Nie dopuść do tego! Wyznacz sobie w ciągu dnia jakiś cel. Może być banalny, ale spróbuj go zrealizować, a na koniec sobie pogratuluj. Zachęcam szczególnie do jakiegoś wysiłku fizycznego. Mnie zawsze pomagają jakieś prace w domu, dlatego na początek spróbuj np. powiedzieć sobie: dzisiaj umyję wszystkie okna w domu, albo posprzątam łazienkę, albo poodkurzam mieszkanie. Fajnie by było jakbyś spróbowała od czasu do czasu wyjść jednak z domu np. na krótki spacer ( może być blisko domu i w towarzystwie męża).
Masz rodzinę: rozmawiaj z nimi, szukaj wsparcia, nie wstydź się i nie obwiniaj. Pomyśl sobie, że wielu ludzi ma problemy, ale z nich wychodzą. Ty też sobie poradzisz!
Trzymam kciuki Iwona!

16

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

opowiem wam moja historie , bo od kilku dni bardzo mnie omotała nasza wspólna znajoma NERWICA LĘKOWA i próbuje sobie z nią radzić jak umiem ,a jedną z tych rzeczy jest własnie wyżalenie się osobom które mają podobny problem....mam nadzieję że nie zanudzę, ale na pewno sobie ulżę:(

w 1996 roku na studiach skusiłam się na amfetaminę... raz, drugi, dziesiąty... tak bardzo mi sie to podobało że właściwie wydawało mi się że lepiej być nie może... studiowałam na AWF , byłam czynna sportsmenka zawsze dobrą uczennicą ale tez bardzo szalona i rozrywkowa:)
a jednak się skusiłam na ten narkotyk ,który  tak myślę że zakłócił pracę mojego mózgu.  Trafił się trefny towar - amfa była podejrzana jednego dnia ale i tak ze znajomymi ja wzięliśmy-  wszyscy sie źle po niej czuli ale ja jedna wylądowałam nad ranem na pogotowiu z silną arytmią z zaburzeniami świadomości, było tak źle że przyjechali po mnie  kochani rodzice  ponad 200 km z rodzinnego miasta.  Wszyscy myśleli ze jestem przemęczona. miałam dużo zajęć wzięłam 2 specjalizacje a jeszcze sobie dorabiałam  wieczorami . Na kilka miesięcy wyłączyłam się, nie mówiłam, płakałam, nikogo nie rozpoznawałam, badania były ok ale ja nie funkcjonowałam. Musiałam wziąć dziekankę z uczelni bowiem nie byłam w stanie się uczyć. W ogóle funkcjonować.
Zaczeły się wizyty u wszelakich uzdrowicieli:) którzy podejrzewali nerwice lękową . Ja nikomu nie powiedziałm ze wzięłam amfetaminę - całe życie to ukrywałam.
Z nerwicą po latach nauczyłam się  żyć.Wiedziałam że nie  nie mogłam pić kawy, alkoholu, nie mogłam brać udziału w wyzwaniach które tak bardzo kiedyś kochałam bo się nakręcałam, Serce waliło jak oszalałe, ręce i nogi odmawiały posłuszeństwa, drgania kończyn jak przy jakiejś padaczce, wydawało mi się że połknę język przy połykaniu śliny, zaburzenia widzenia, nie umiałam oddychać, cały czas mierzyłam sobie puls bo wydawało mi sie że serce za wolno bije.Uczucie gorąca, zalewanie zimnymi potami, jąkałam się  i silnie drżałam. Atak trwał zazwyczaj od 30 minut do 2 godzin. Przepisali mi leki bez których nie umiałam wyjść z domu LORAFEN- pomagały owszem ale bardzo otępiały umysł no i ciut uzależniły.
Gdy nie daj Boże zapomniałam ich wychodząc z domu  musiałam czym prędzej wstąpić do apteki i zakupić jakiekolwiek ziołowe uspokajające leki , byle by tylko coś przy sobie mieć. Strasznie się wstydziłam swojej choroby- zresztą nadal wstydzę!!!! Chodziłam rok na terapię , byłam tam najmłodsza, owszem pomagało bowiem nikt mnie tam nie znał i mogłam mówić o wszystkim i dziwiłam się jak dużo osób ma z NIĄ problem- bliscy żyli w niewiedzy co mi jest.
Poznałam wspaniałego faceta- dziś mojego męża od 13 lat. Poznał mnie gdy własnie miałam jeden z ataków , trzeba było wezwać pogotowie, była impreza wypiłam kilka drinków bowiem były miesiące w których radziłam sobie świetnie i myślałam ze już jestem całkiem zdrowa-  on zaakceptował mnie taką bowiem jego mama również miała podobne ataki.
Toleruje moją nerwicę ale nie umie mi pomóc, karze mi się wziąć w garść, a ja potrzebuje wtedy spokoju i przytulenia. Jemu jeden z lekarzy powiedział że musi mnie zmotywować do działania, ze ja sobie sama muszę ze sobą poradzić.
Przez kilka lat było super, urodziłam dziecko,  wróciłam do rodzinnego małego miasteczka , wzmocniłam swoją pozycję stworzyłam firmę dobrze prosperującą ......... i powróciło jak bumerang. Atak bicia serca taki ze myślałam ze mi wyskoczy, dusiłam się , zwijałam się z bólu głowy i zawrotów głowy w łazience i wyłam dlaczego JA?????? dziecko i mąż byli przerażeni, zawsze wzywali pogotowie, a ci z kolei zawsze podawali mi zastrzyk uspokajający i tak w kółko. Gdy atak przechodził, czytałam wiele artykułów i książek na ten temat, zaczęłam sama pisać o swojej chorobie, nawet pomagałam innym- zawsze wydawało mi sie ze ja umiem walczyć ze swoją NERWICĄ.Zrobiłam wszystkie możliwe badania przez te lata- bo  wmawiałam sobie wszystkie choroby . Lekka hipochondria- na pewno aż wstyd.
Ale niestety ona jak diabeł tasmański powraca  owija moje serce i odbija nim po klatce piersiowej jak piłeczka pingpongową. A ja wiem że to jest kolejny atak ale zawsze myślę że UMIERAM ze to juz koniec i........... wtedy mam jedna osoboę o której wcześniej nie wspomniałam-
Mój OJCIEC--<3
idę do niego, lub dzwonię, on wie o co chodzi, łapie mnie za rękę i wycisza, spokojnie do mnie mówi, opowiada różne historię i głaszcze mnie, nie krzyczy na mnie, a ja jak małe dziecko- pomimo że mam juz prawie 40 lat przytulam sie do niego i płaczę ale strasznie mnie to uspokaja a on  mówi:
"twoje serduszko jest zdrowe, ono tylko tak szybko bije, jestes taka kochana, moja malutka , popłacz troszke zaraz będzie dobrze, o niczym nie myśl, pamiętaj że nic nie musisz , nikt cię do niczego nie zmusi  , masz nas  i wsyztsko inne jest nieważne..."
to jest lepsze jak terapia, na którą teraz nie pójdę , bowiem........ się wstydzę, Prawie wszyscy mnie znają w moim mieście a ja nie umiem sie przyznać do CIEBIE TY WSTRĘTNA NERWICO-
Jutro ide po raz kolejny do Kardiologa,  i pewnie po raz kolejny sie dowiem ze po za arytmią nic mi nie jest, ale tak zyję i sie nakręcam przez prawie 17 lat:(
jak dobrze się czuję ja pomagam innym , a jak mam silne ataki ja szukam pomocy na innych forach i w lekturach.
Ale się rozpisałam przepraszam-- mam nadzieję że zasnę i jakoś będę funkcjonaowac  jutro w pracy aż do 17 bo wtedy  mam wizyte.
Chciałam jeszcze powiedzieć że najdłuższy mój okres bez żadnego ataku to 4 lata, i sukcesem jest to że  nawet jak mam atak nie wezwano do mnie pogotowia juz od 9 lat.
I dziwnym jest to ze zazwyczaj mam atak nie wtedy kiedy sa jakieś kłopoty, tylko jak jest dobrze- zazwyczaj na jesień lub w lipcu- nie wiem czy ma to jakies znaczenie ale tak mam:)a w torebce- ziołowy VALUSED:)

pozdrawiam ZNERWICOWANYCH......

17 Ostatnio edytowany przez Stokrotka84 (2012-11-05 13:19:04)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

CASANDRA 111: dziękuję, że podzieliłaś się swoimi doświadczeniami na łamach tego forum. Twój przypadek to dowód na to, że z nerwicą da się żyć godnie i funkcjonować normalnie. Masz dziecko, męża, własną firmę i - co najważniejsze - udowadniasz, że nerwica w miarę upływu czasu SŁABNIE. To bardzo pozytywna informacja dla wszystkich chorujących: nerwica najgorsza jest na początku, następne ataki nie są już tak silne i przerażające, bo zyskujemy świadomość, uczymy się jak sobie radzić (każdy na swój sposób), podejmujemy leczenie, aż wreszcie dochodzimy do momentu w którym ona już nie przeraża. Każdy ma własny czas, indywidualną drogę, którą musi przebyć sam aż będzie wolny.

Zwróciłam też uwagę na ciekawy paradoks nerwicy, który tutaj przytoczyłaś, a mianowicie: okoliczności poznania męża. smile
Jako nerwusy uważamy, że nasza przypadłość to przekleństwo życia, a najbardziej na świecie boimy się kompromitacji w dużej gromadzie ludzi. Myśl, że się zemdleje, zwymiotuje, czy dostanie zawału na imprezie (lub innym zatłoczonym miejscu) sprawia, że zamykamy się w domu i unikamy ludzi w obawie przed odrzuceniem.
A Ty nie dość, że nie zostałaś odrzucona, czy wyśmiana to jeszcze znalazłaś miłość życia. smile czy to nie jest najlepszy dowód na to, że nerwica może nam czasem pomóc, a nie tylko zaszkodzić? Czy nie jest to dobry motywator do wyjścia z czterech ścian i otwarcia się na ludzi? Jako nerwusy mamy zbyt małą wiarę w ludzi. Istnieje bowiem małe prawdopodobieństwo, że ktoś nas wyśmieje, prędzej będzie nam współczuł.

Dobrze, że opisałaś też swoje doświadczenia z używkami. Ja po narkotyki nigdy nie sięgałam, ale alkohol i kawa owszem się zdarzały. Nie były to duże ilości, ale i tak źle się po nich czułam. Alkohol i narkotyki rozregulowują układ nerwowy człowieka, organizm zaczyna fiksować, dlatego nerwusy: alkohol pijcie umiarkowanie i rzadko, a z narkotykami dajcie sobie spokój. To kolejna ucieczka, która może tylko bardziej zaszkodzić niż pomóc.
Paradoksem nerwicy są też leki. Z jednej strony pomagają, a z drugiej nie służą budowaniu w sobie odporności. Ja odstawiłam leki niemal w ogóle, ale ziołowe mam w torebce w razie "w". Z czasem jednak zamierzam odejść też od nich na zasadzie eksperymentu: skoro udało mi się odstawić antydepresanty, to dam sobie radę z nerwicą nawet bez ziołowych wspomagaczy. Jeszcze nie doszłam do tego etapu, ale wierzę, że kiedyś mi się uda.
A nerwica? Wiem, że będzie i być może nie minie jeszcze bardzo długo, ale nie mam zamiaru się nią przejmować, a w razie czego umiem sobie z nią radzić, bo wiem, że to tylko emocje.

Na koniec chciałam jeszcze poruszyć jedną kwestię: problem wstydu. Casandra: to jest coś, co u Ciebie wypadałoby przepracować na terapii, najlepiej indywidualnej. Mimo ogromnych postępów jakie poczyniłaś tkwi w Tobie konflikt, który  psycholog może rozwiązać. Wstyd to problem większości nerwicowców (również mój) i jest ciężarem, który nie pozwala uwolnić się z nerwicy do końca. Tu chodzi o nieprawidłowy obraz własnej osoby, jaki nosimy w sobie od dzieciństwa.
Życzę Ci Casandra wszystkiego najlepszego i jeszcze raz dziękuję za Twoją historię.

18

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

czesc
czy moge doł.do WAs?
ja tez mam nerwice
a dokł.lekowa

a u mnie to tak wyglada

boje sie np owadow
ze bede jesc/pic i np osa bedzie a ja nie zauwaze i połkne i sie udusze


pozatym znow czuje bol w kl piersiowej.,ze zl;e mi sie oddycha jak chce wziąc gł.oddech
boje sie ze moge miec np raka

moze dlatego ze dziadek ze str taty miał i jak mu pobrali jakis wycinekto choroba postap;iła tak ze po 2mies zmn
po dzaiadku miała tez raka ciocia-siostra taty
chodziła na chemioterapie ale tez przegrała

ja poterm jak cos mnie boli to sobie to wmawiam ze ja tez moze cos mam

a dodam ze mam tez wrodz.niedoczynnosc tarczycy
a w lipcu tego roku byłam u kardiologa,bo lek rodzinna stwierdziła ze słyszy szmer
...miałam u kardiologa jakies bad podobne do usg tyle ze serce widział
i wyszło ze jestem zdrowa ale wypada mi zastawka,tyle ze to taka moja "uroda"
,ze powinnam magnez brac
   mam tez duzo natrectw-jeszcze z dziecinstwa to wyniopsłam
zawsze widziałam ze tata zanim poszedł spac to pae razyu spr czy zamkn drzwi,gaz wył i takie tam
ja mam to po nim!
tez sprawdzam pare razy czy drzwi zamkniete
czxy gaz wył,woda zakrecona...
czasem zapominam czy robiłam cos wczesniej.gdzie dałam jakas rzecz...itd
a piłam melise ale nie bardzo mi pomagała

juz w podst.miiała kl w kl.piuersiowej
osłuchałam sie oid babci sw.pam.i taty o chorobach
i wmawiałąm sobie ze tez moge cos miec
raz dostałam takiej paniki ze pogot przyjechało
potem byłam w szkole ponadpot.i tez miewałam takie mysli,takie kłucuia
zawsze czułam ze moge miec nerwice ale dopiero 8list poszłam do psychiatry i zdiagnozował to
zapisał tabl.-bo na terapie nie mam jak chodzic,nie mam z kim dzieci zostawiac na ten czas-
maz pracuje a mojej mamy nie chce wykorzystywac
  i powiedział ze własnie moge to czuc-szyli przysp.bicie serca,mysli ze zaraz sie cos stanie
alboi bol gardła-ze jakbym miała sie dusioc
biegunki tez miewam-jak mam spr do załatwienia np urzędową
tabl jednmak zaczełan brac w zeszłą sob
najpoierw dawka
przez 1tydz-1/4 tabl
w 2-poł
w 3t-1/3
a w 4-cała
i mam potem przyj pow jak sie moge czuc

dodatk jestrem zestresowana
ciagle dzieci i jestem z nimi non stop a mam 3
te ich wrzaski,kłotnie i fochy doprowadzaja mnie do szału
dre sie na nich

w sob.nadz tez czułam jakis lek
ot tak
ale przeszło
a wczoraj...
wysprzatałam mieszkanie
Weronisia mi pomogła
o gdyby nie ona...wolno by mi szło
po 18:00cos mnie zacvzeło kuc w kl piersiowej
a w nocy obudziłąm sie
tak mi serce omotało
goraco było
myslałam ze zemdleje
ze karetke F wezwie bo..kipne
ale przebr sie w koszulke bezrekawnik
i jakos zasnełam
potem jak sie obudziłąm było mi zimno

miałam jakios sen ze gdzies byłam,jakas dyskoteka
szłam gdzies po schgodach
lelartze byli
ja sie poslizgnełam i wywaliłam
tzn musiąłm wejsc pod jakas gorke..betonowa
i na tym ujechałam
na betonie-jasne..
ale pow o tym co sie dzieje
,ze mam nerwice
i jedna ze tak moge sie własnie czuc

Ja pierdziele
zas
nie moge ods tabl
ten psych.,mowił ze taksie to odczuywa własniue
ze nie od razu poprawa
a skad to?miałąm w week juz takie ale tylko niepokoj,i zelzało
a z sob/ndz
a wczoraj zden sie na dzieci wieczoremn
ale troche
wczesniej syn dał miu mietusa
a potem sobie mysle-a moze było cos w tym?
osa?()i zas schizy skad osa w cuk.owinietym papierkierm a wziełam go z papierka
ja pierd..Fabian ze jestem panikara'
ze ma zone chore
ze zataiłam przed nim ze mam nerwice(bo nie od dzis)
ja-ale ja nie jestem chora umysłowo
ok mam jakies schizy ale nie jestem awriatka
i pytam-a co?nie ozeniłbys sie ze mną?
ale usmiechał sie
i mowi-a od kl piersiowej do głowy to krotka droga
ja-no,niby tak i smiałam sie
a on-powinnas z jajami do zytcia podchodzic-tj zartowac jak teraz

ja niestety strasznie zrobiłam sioe powazna
duzo rzeczy mnie irytuje
np jak syn ...spiewa
bo wg mnie fałszuyje
i nie jestem w stanie go słuchac
czy jak jedno czy cała 3 chce cos ode mnie(mam 3 dzieci)
mama wie ze tak sie czuje,ale mowi ze sie wykoncze przy dzieciach
no to mnie pociesza,nie ma co
pomaga mi tez
bo przychodzi do nas np jak mam tez isc cos załatwic,na zakuypy

a mzoe naparwde mam cos z głową?:(

19 Ostatnio edytowany przez anna82 (2012-11-21 09:28:23)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
CASANDRA 111 napisał/a:

opowiem wam moja historie , bo od kilku dni bardzo mnie omotała nasza wspólna znajoma NERWICA LĘKOWA i próbuje sobie z nią radzić jak umiem ,a jedną z tych rzeczy jest własnie wyżalenie się osobom które mają podobny problem....mam nadzieję że nie zanudzę, ale na pewno sobie ulżę:(

w 1996 roku na studiach skusiłam się na amfetaminę... raz, drugi, dziesiąty... tak bardzo mi sie to podobało że właściwie wydawało mi się że lepiej być nie może... studiowałam na AWF , byłam czynna sportsmenka zawsze dobrą uczennicą ale tez bardzo szalona i rozrywkowa:)
a jednak się skusiłam na ten narkotyk ,który  tak myślę że zakłócił pracę mojego mózgu.  Trafił się trefny towar - amfa była podejrzana jednego dnia ale i tak ze znajomymi ja wzięliśmy-  wszyscy sie źle po niej czuli ale ja jedna wylądowałam nad ranem na pogotowiu z silną arytmią z zaburzeniami świadomości, było tak źle że przyjechali po mnie  kochani rodzice  ponad 200 km z rodzinnego miasta.  Wszyscy myśleli ze jestem przemęczona. miałam dużo zajęć wzięłam 2 specjalizacje a jeszcze sobie dorabiałam  wieczorami . Na kilka miesięcy wyłączyłam się, nie mówiłam, płakałam, nikogo nie rozpoznawałam, badania były ok ale ja nie funkcjonowałam. Musiałam wziąć dziekankę z uczelni bowiem nie byłam w stanie się uczyć. W ogóle funkcjonować.
Zaczeły się wizyty u wszelakich uzdrowicieli:) którzy podejrzewali nerwice lękową . Ja nikomu nie powiedziałm ze wzięłam amfetaminę - całe życie to ukrywałam.
Z nerwicą po latach nauczyłam się  żyć.Wiedziałam że nie  nie mogłam pić kawy, alkoholu, nie mogłam brać udziału w wyzwaniach które tak bardzo kiedyś kochałam bo się nakręcałam, Serce waliło jak oszalałe, ręce i nogi odmawiały posłuszeństwa, drgania kończyn jak przy jakiejś padaczce, wydawało mi się że połknę język przy połykaniu śliny, zaburzenia widzenia, nie umiałam oddychać, cały czas mierzyłam sobie puls bo wydawało mi sie że serce za wolno bije.Uczucie gorąca, zalewanie zimnymi potami, jąkałam się  i silnie drżałam. Atak trwał zazwyczaj od 30 minut do 2 godzin. Przepisali mi leki bez których nie umiałam wyjść z domu LORAFEN- pomagały owszem ale bardzo otępiały umysł no i ciut uzależniły.
Gdy nie daj Boże zapomniałam ich wychodząc z domu  musiałam czym prędzej wstąpić do apteki i zakupić jakiekolwiek ziołowe uspokajające leki , byle by tylko coś przy sobie mieć. Strasznie się wstydziłam swojej choroby- zresztą nadal wstydzę!!!! Chodziłam rok na terapię , byłam tam najmłodsza, owszem pomagało bowiem nikt mnie tam nie znał i mogłam mówić o wszystkim i dziwiłam się jak dużo osób ma z NIĄ problem- bliscy żyli w niewiedzy co mi jest.
Poznałam wspaniałego faceta- dziś mojego męża od 13 lat. Poznał mnie gdy własnie miałam jeden z ataków , trzeba było wezwać pogotowie, była impreza wypiłam kilka drinków bowiem były miesiące w których radziłam sobie świetnie i myślałam ze już jestem całkiem zdrowa-  on zaakceptował mnie taką bowiem jego mama również miała podobne ataki.
Toleruje moją nerwicę ale nie umie mi pomóc, karze mi się wziąć w garść, a ja potrzebuje wtedy spokoju i przytulenia. Jemu jeden z lekarzy powiedział że musi mnie zmotywować do działania, ze ja sobie sama muszę ze sobą poradzić.
Przez kilka lat było super, urodziłam dziecko,  wróciłam do rodzinnego małego miasteczka , wzmocniłam swoją pozycję stworzyłam firmę dobrze prosperującą ......... i powróciło jak bumerang. Atak bicia serca taki ze myślałam ze mi wyskoczy, dusiłam się , zwijałam się z bólu głowy i zawrotów głowy w łazience i wyłam dlaczego JA?????? dziecko i mąż byli przerażeni, zawsze wzywali pogotowie, a ci z kolei zawsze podawali mi zastrzyk uspokajający i tak w kółko. Gdy atak przechodził, czytałam wiele artykułów i książek na ten temat, zaczęłam sama pisać o swojej chorobie, nawet pomagałam innym- zawsze wydawało mi sie ze ja umiem walczyć ze swoją NERWICĄ.Zrobiłam wszystkie możliwe badania przez te lata- bo  wmawiałam sobie wszystkie choroby . Lekka hipochondria- na pewno aż wstyd.
Ale niestety ona jak diabeł tasmański powraca  owija moje serce i odbija nim po klatce piersiowej jak piłeczka pingpongową. A ja wiem że to jest kolejny atak ale zawsze myślę że UMIERAM ze to juz koniec i........... wtedy mam jedna osoboę o której wcześniej nie wspomniałam-
Mój OJCIEC--<3
idę do niego, lub dzwonię, on wie o co chodzi, łapie mnie za rękę i wycisza, spokojnie do mnie mówi, opowiada różne historię i głaszcze mnie, nie krzyczy na mnie, a ja jak małe dziecko- pomimo że mam juz prawie 40 lat przytulam sie do niego i płaczę ale strasznie mnie to uspokaja a on  mówi:
"twoje serduszko jest zdrowe, ono tylko tak szybko bije, jestes taka kochana, moja malutka , popłacz troszke zaraz będzie dobrze, o niczym nie myśl, pamiętaj że nic nie musisz , nikt cię do niczego nie zmusi  , masz nas  i wsyztsko inne jest nieważne..."
to jest lepsze jak terapia, na którą teraz nie pójdę , bowiem........ się wstydzę, Prawie wszyscy mnie znają w moim mieście a ja nie umiem sie przyznać do CIEBIE TY WSTRĘTNA NERWICO-
Jutro ide po raz kolejny do Kardiologa,  i pewnie po raz kolejny sie dowiem ze po za arytmią nic mi nie jest, ale tak zyję i sie nakręcam przez prawie 17 lat:(
jak dobrze się czuję ja pomagam innym , a jak mam silne ataki ja szukam pomocy na innych forach i w lekturach.
Ale się rozpisałam przepraszam-- mam nadzieję że zasnę i jakoś będę funkcjonaowac  jutro w pracy aż do 17 bo wtedy  mam wizyte.
Chciałam jeszcze powiedzieć że najdłuższy mój okres bez żadnego ataku to 4 lata, i sukcesem jest to że  nawet jak mam atak nie wezwano do mnie pogotowia juz od 9 lat.
I dziwnym jest to ze zazwyczaj mam atak nie wtedy kiedy sa jakieś kłopoty, tylko jak jest dobrze- zazwyczaj na jesień lub w lipcu- nie wiem czy ma to jakies znaczenie ale tak mam:)a w torebce- ziołowy VALUSED:)

pozdrawiam ZNERWICOWANYCH......

az mi łzy staneły  w oczach
napisałąs o uzywkach i ze od tamtrego dnia kiedy wziełas ten trefny topwar
i zaczeło sie cos dziac
Ale masz meza,zaakceptował Cie-jak piszesz poznał Cie w tym momencie gdy miałąs jeden z atakow
m,asz TATE ktory Cie wspiera,wycisza,uspokaja i przytula
to bardzo duzo

Ja paru pos powiedziałam ze mam nerwice
niech sobie mysla co chcą,ale jak sie jest komu zwierzyuc to jest wtedy lzej na sercu
ah ja nie wszystkim o tym mowie ale tym zkt mam jakies blizze ralacje
kogo znam na tyle ze moge mu powiedziec
ale do psychaitry pojechałam boi wiem ze nie dałabym sobioe rady
chciałabym nawet isc na terpaie ,zeby z innymi porozmawioac na ten temat

doberze ze jest takie forum'
ze nie tylka,ja Tyt, i kazda tu z nas ma ten problem

pozdrawiam serdecznie:)
i rowniez zycze wszystkiego  co najlepsze

ah odn uzywek
ja nie moge pic kawy-i nie lubie
kiedys u tesciow-wtedy jeszcze nie byli tesciami-wypiałm kawe zwykłą
nie poprosiłamn o smietanke
a bnie było rozpuszczalnej
a potem na balkonie słabo mi sie zrobiło
serce waliło
panikowałam
tesciowa chciała dac jakas tab ale sie bałam zazyc
jakies krople na uspokojenie miała
ale ja chciałam do domnu
na 2 dzien zadzwoniła jak sie cvzuje
wstyd mi było
teraz na to wspomnienie smiejemy sie bo coz..było mineło
papierosow nie pale,choc jako 17-18l sprobopwałam
dla szpanu
ale nie moge byc w tpowarzustwie palacych
czuje kto palił i duzi mnie to
a alkohol-zdrazyło sie ze kiedys przegiełam
piwo,szampan,drink
...ale raz tylko
czasem wypije piwko ale tylko typu karmi/reds ale nie całe
ost w pazdz wypiłam drinka-a poitem nienajl.sie czułam
nie przepadam za alk.ogolnie zeby sie opic
a narkotykow NIGDY NIE PROBOWŁAM I NIE ZAMIERZAM!

20

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

tak przyznaje rację to forum jest bardzo nam wszystkim ZNERWICOWANYM potrzebne:)
Ten kto nie ma nerwicy naprawdę nas nie zrozumie , dlatego piszcie, gdy macie problem, a ci co umieja walczyć ze "swoją " nerwicą pomagajmy innym - BO TAK ŁATWIEJ.

21 Ostatnio edytowany przez mental-riot (2012-12-30 13:21:05)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam wszystkich. Uważam, że wątek ten jest szalenie przydatny. Mam niespełna 18 lat, uczę się w technikum, raczej miernie i mam ze sobą problem. Przeczytałam kilka forów z podobnymi problemami, jednak tym razem zdecydowałam się zarejestrować-jeżeli inni mogą, to czemu ja nie, prawda? Otóż, będąc małym dzieckiem (ok 4 lat) stwierdzono u mnie nerwicę wegetatywną, tak twierdzi matka. Bardzo często w tamtych czasach lądowałam w szpitalu odwodniona, miałam problemy z żołądkiem i tym podobne. Matka prowadzała mnie czasami do psychologa w późniejszym okresie, lecz byłam zbuntowana, odkąd pamiętam. Nie lubiłam tam chodzić, nie wiem dlaczego, chyba sądziam, że jest mi to zbędne. Przyznam, miałam ciężkie dzieciństwo, rodzice kłócili się i wojowali odkąd pamiętam. Pragnę jednak skupić się na teraźniejszości. Otóż, mieszkam z matką w małym mieszkaniu w bloku. Około pół roku temu zachorowałam na jakąś infekcję, związaną z migdałami, właściwie nic poważnego. I chyba tu się zaczęło. Bałam się przyjmować leków przepisywanych przez lekarzy, leżałam w domu z nadzieją, że mi przejdzie aż w końcu trafiłam do szpitala na zapalenie węzłów chłonnych. Dodam, iż mając 39 stopni gorączki, pijana matka potrafiła robić mi awantury i usiłować wyrzucić mnie z domu. Był ze mną mój chłopak, niemal cały czas. Obecnie jesteśmy ze sobą 2 lata, lecz nie dogadujemy się za dobrze. Jest niedojrzały emocjonalnie, jednak czuję, że bez niego było mi o stokroć gorzej. Czasami. Wcześniej, moja nerwica objawiała się tym, że wpadałam w szał-krzyczałam, rzucałam przedmiotami i trzęsłam się. Teraz jest zupełnie inaczej. Po wyjściu ze szpitala miałam nadzieję, że wszystko wróci do normy. Jednak zaczęłąm miewać napady lęków, bałam się zostać sama, było mi słabo i duszno, bałam się, że zemdleję i nikt mi nie pomoże. Byłam także drażliwa i ciężko było się ze mną porozumieć. Matka nigdy nie miała na mnie dobrego wpływu, sama ma nerwicę i do tego problem alkoholowy. Nawet do szpitala potrafiła przyjść nawiana. Krótko po wyjściu zdecydowałam się przeprowadzić do ojca. Liczyłam, że będzie lepiej, osiągnę wewnętrzny spokój i-tak jak kiedyś będę potrafiła zamknąć się SAMA w czterech ścianach i pisać własne powieści. Uwielbiałam to. Ojciec często wyjeżdża, związane jest to z jego pracą, ma duży dom jednorodzinny w nieprzyjemnej okolicy. Podczas gdy byłam zajęta przeprowadzką, mój chłopak wylądował w szpitalu, zaraził się ode mnie. Nie mogłam być przy nim tak często jak on przy mnie, a gdy już byłam, bałam się oddychać. Wydawało mi się, że wdycham skażone powietrze i zaraz coś mi się stanie. Byłam tak bardzo zajęta sobą i widocznie tak bardzo drażliwa, że nawet nie zauważyłam, że mój chłopak prawie popadł w nałóg narkotykowy. Nie wiedziałam co robić, ale od 'przyjaciół' dostałam potwierdzenie. Znowu się załamałam.
Nie potrafiłam wytrzymać w zimnej chacie ojca, moja siostra musiała wyjechać i gdy zostawałam tam sama czułam się okropnie. Najgorzej było wieczorami, bałam się zasnąć. Znajdowałam sobie setki powodów na to, że rano się nie obudzę, albo, że zaraz coś mnie opęta. To było straszne. W sierpniu wyjechałam na Woodstock, mój drugi z kolei, uwielbiałam ten festiwal. Jednak zabawa nie była już taka przednia... W poiągu miałam napady paniki, klaustrofobii i inne. Byłam zła na siebie, że nie potrafię bawić się tak jak z zeszłym roku. Najbardziej trapi mnie chyba fakt, że nie mogę się przemóc i od wyjścia ze szpitala nie potrafię wypić nawet jednego piwa. Boję się, że wpłynie to na moje samopoczucie bardzo niekorzystnie. Jedno, głupie piwo. Nie rozumiem tego. Moi przyjaciele, rówieśnicy chodzą z nami na różnego rodzaju koncety i do pub'ów, dobrze się bawią, są wyluzowani, a ja nie potrafię. Do tego wmawiam sobie różne choroby. Byle ból, głowy, brzucha, zaraz przed oczami staje mi najczarniejszy scenariusz. Obecnie znowu mieszkam z matką. Staram się schodzić jej z drogi, bo byleco i krzyczy na mnie, poniża, wyzywa... W styczniu kończę 18 lat i nie wiem gdzie pójdę. Będę musiała coś sobie znaleźć, nie wiem jednak czy poradzę sobie sama. Uczęszczam do psychologa od kilku miesięcy, po rozmowie jest mi lepiej, lecz na chwilę. Tabletki nie wchodzą w grę. Czasami jestem strasznie załamana, nie wiem po co wstaję z łóżka i żyję z przekonaniem, że nic dobrego nie czeka mnie w życiu i śmierć czyha za rogiem.
Będę wdzięczna jak ktoś przeczyta te wypociny, wybacznie, że tak się rozpisałam.
A wspominałam już, że brak mi pewności siebie? smile

22

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Najlepszym sposobem na nerwicę jest niemyślenie o niej. To choroba umysłu. A umysł można opanować, zmusić do innego myślenia. Nie trza leków, trza nie myśleć o tym. Wiem, bo pare lat temu mnie uderzyła. W ciągu paru mcy sobie poradziłem smile

Raz się żyje, więc przestań patrzeć, na to co powiedzą inni tylko :
Rób to co uważasz za stosowne !

23

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
Remi napisał/a:

Najlepszym sposobem na nerwicę jest niemyślenie o niej. To choroba umysłu. A umysł można opanować, zmusić do innego myślenia. Nie trza leków, trza nie myśleć o tym. Wiem, bo pare lat temu mnie uderzyła. W ciągu paru mcy sobie poradziłem smile

No świetnie świetnie, takie rady dla naprawdę chorych, aby nie brali leków, może ich doprowadzić do śmierci nawet. Jak to się ludzie za fachowców mają w każdej dziedzinie.

24 Ostatnio edytowany przez vinnga (2013-11-27 13:29:18)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Treść postu usunięta na prośbę autorki. Mod. Vinnga

25

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

ja sie dolacze niby tak fajnie jest to pokonac ale ja nie daje rady czytalam ksazki pokonac strach i fobie ,myslenie pozywywne , kazda proba wychodzenia  domu samej konczy sie dla mnie ucieczka do domu  z placzem powinnam brac parogen 20 ale sie boje tych lekow pilam melise ale nic nie daje teraz mam w domu valused i  drazetki meliski wzielam jedna tabletke valuset i potym mi serce tak walilo od wczoraj zaczelam brac meliski nie wiem ale az tak sie nie boje chociaz z rana mi serce tak wali czuje jakis lek jak sie budze mija w ciagu dnia ja naprawde juz nie wiem co ja mam robic brac ten parogen czy nei wiem oddac sie na leczenie do zakladu zamknietego mam 2 dzieci syn ma 7 lat corka 2 musze byc aktywna jak narazie to siedze domu i sie wszystkiego boje najgorsze sa te ataki paniki ja juz nei wiem naprawde co robic sama nie wyjde nigdzie nawet skims juz sie boje wyjsc a tak nie mialam sad jestem zalamana

26

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ma ktoś ?Pokonać lęki i fobie? Bemis Judith Barrada Amr w formacie doc lub pdf?

Chcialabym to przeczytać

27

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
iwonap napisał/a:

WITAM SERDECZNIE,
MAM NA IMIĘ IWONA jestem tutaj nowa i czytając wypowiedzi kilku osób rozbeczałam się na dobre. Cierpię na nerwicę lękową trwa to prawie od zawsze chociaż pierwsze poważniejsze objawy pojawiły się w czerwcu 2012 roku. Od tego czasu boję się wyjść z domu, miewam ataki lęku z wszystkimi opisywanymi objawami. I pomimo iż zgadzam się, że walczyć należy, pokonywać lęk małymi krokami, nie udaje mi się. Myślę że osobom w moim wieku i starszym jest trudniej. Mam 48 lat. Szkoda mi życia na siedzenie w domu, płakaniu i ciągłym baniu się już wszystkiego. Jestem pod kontrolą lekarza psychiatry jak również rozpoczęłam terapię. Może terapia coś mi pomoże bo czasami mam wrażenie, że moje życie będzie tak wyglądało już do końca. Jest mi wstyd, złoszczę się, płaczę, czasami śmieję sama z siebie i czuję się samotna chociaż mam męża, córkę która już ma własną rodzinę i prześliczną 2 letnią wnuczkę. Płaczę gdy pomyślę, że zamiast sp0acerować z malutką siedzę w domu i nic nie robię..... tylko myślę.
Tak bardzo chciałabym wrócić do świata "żywych". Moim motto jest: " boję się żyć a jeszcze bardziej umrzeć"

Pozdrawiam   Iwona z Lublina

Doskonale rozumiem co przeżywasz,mam bardzo podobnie,jest mi też cięzko,mam skończone 50 lat,i nerwicę lękowo depresyjną.Tak naprawde od dziecka,żyłam z nią w nieświadomości ,swoje problemy tłumaczyłam nieśmiałością i innośćią,Zycie wciąż nie szczędziło mnie ,co dla niej było używką.Zerowała tak sobie i rozwijała się aż pękło wszystko we mnie i ujawniła się.Podjęłam walkę,nie poddam się!!Walczę dwa lata temu byłam w szpitalu w Ciborzu,a teraz czekam na miejsce w Obrzycach .Konsultowałam to i chodziłam do psychiatry i psychologa.Mam problemy z tym zniechęceniem,brakiem wiary w siebie ,lękami i blokadami wewnątrz...

28

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam wszystkich, zarówno świeży narybek, jak i starych wyjadaczy. big_smile Nie sądziłam, że ten wątek tak się rozrośnie, ale cieszy mnie to, że nawet jak w/w rady nie pomagają, to chociaż inspirują do szukania rozwiązania.
U mnie w rodzinie nie jest kolorowo, ale z nerwicą cały czas wygrywam, a dzięki terapii na problemy patrzę z dużym dystansem.

Asertin: książkę mam w tradycyjnym wydaniu, nie posiadam kopii internetowej. Polecam jej zakup, nie jest to wielki koszt, bo na allegro stoi za mniej niż 20 zł.
Co do twoich dolegliwości to powiem, że masz problem z emocjami i nierozwiązanymi konfliktami z przeszłości. Nerwica eksplodowała w momencie, kiedy Twój chłopak związał się z inna dziewczyną. Musiała być to dla Ciebie bolesna zadra, a wcześniejsze doświadczenia tylko ją przypieczętowały. Żeby oduczyć się natrętnego myślenia potrzebna jest albo terapia z psychologiem, albo bardzo konsekwentna praca nad sobą. Polecam jednak tą pierwszą, bo w przypadku drugiej nie każdy ma tyle siły i samozaparcia, żeby temu podołać.

DagAsia: nerwicy się "fajnie" nie pokonuje. To droga prób i błędów. To pot, krew i łzy. W Twoim przypadku dochodzi jeszcze skrajna nieodpowiedzialność, bo po pierwsze: nie stosujesz się do zaleceń lekarza, a po drugie: pozwalasz, żeby dzieci patrzyły na znerwicowaną i panikującą matkę. Czemu boisz się leków? Mogą Ci tylko pomóc wrócić do równowagi, wielu z nas pomogły i jak widzisz - żyjemy, piszemy tutaj, mamy swoje rodziny, marzenia i plany. Wszystko można, tylko trzeba chcieć. A Ty chcesz żyć dalej tak jak żyjesz?

29

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witajcie dziewczyny czytam czytam i jakby moje zycie mi tu przed oczami lecialo ja walcze juz 8lati od 3lat zaczelam wychodzic na zakupy zadko sama ale nieraz sie tozdazy mam 4synow  w wieku8-13lat i oni i tylko oni trzymaja mnie przy zyciu bardzo sie ciesz ze znalazlam was bo naprawde sa osoby jeszcze w gorszej sytuacji jak ja i tlumacze sobie wtedy oj widzisz masz jednak szczescie modle sie za NAS wszystkich chorych i niepytam juz DLACZEGO JA ?Bo do dzis nieznam odpowiedzi pozdrawiuam was serdecznie

30

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotko dzięki za ten temat na forum.Mam nerwicę natręctw jako same obsesje -myśli...Męczę się z tym już od jakiegoś czasu może i 12 lat ,ale rozpoznane mam od półtorej roku.Wtedy to szaleństwo wybuchło myślę ,że pod wpływem zapalenia marihuany uaktywniła się na dobre bo tak nie mogła się u mnie przebić .Pierwszy atak paniczny miałam po zapaleniu marihuany a później to już ataki były co jakiś czas bez palenia...Niestety na początku miałam obsesje na punkcie zdrowia ,ale i też takie przeciwne ludziom.Niestety miałam agresywne myśli piszę że miałam bo powoli radze sobie z tym ...Dzięki jeszcze raz za forum takie jak to...Jak sobie radzę???Podobnie jak Ty .Dużo czytam informacji na temat jak sobie radzić ,brałam antydepresanty i też jakiś czas chodziłam do psychologa ...aktualnie sama wyszukuje info bo niestety terapeutka do której chodziłam i ja nie zgraliśmy się ...Uważam że ona po prostu nie miała chęci współpracować...W końcu chodziłam za NFZ.Ale pierwsza psycholożka do której chodziłam sporo pomogła bo dała mi do zrozumienia ,że nie zwariowałam...Pozdrawiam.

31

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam Wszystkich.

Fajnie, że Stokrotka założyła ten wątek. Jest wiele takich forów, ale tu jest, przynajmniej na razie, trochę porządku. No i Stokrotka ma dużą wiedzę na temat walki z nerwicą.

Ja walczę z nią już kilka lat (a mam ich już 45), a właściwie to pewne objawy mam znacznie dłużej. W młodości jakieś samookaleczenia, alkohol, nieustabilizowane życie emocjonalne. Jednym słowem, dużo niedojrzałości, pogubienia chyba też.

Przyczyny są różne, część z nich została wymieniona w innych historiach. W każdym razie ostatnio mam gorszy okres, przeszedłem terapię, ale jakoś tak mnie ona otworzyła, wpadłem w histerię i lęki, wróciłem do leków i tkwię w przeświadczeniu, że NIGDY z tego nie wyjdę. Dlatego z radością przeczytałem rzeczowe rady Stokrotki.  Jest w nich trudna nadzieja, że możemy, choć nie od razu z tego wyjść, a przynajmniej trochę sobie ulżyć. Ja przygotowuję się do tego, że moja nerwica lękowa (lękowo-depresyjna?) nigdy się nie skończy, ale chciałbym opracować jakąś strategię życia z nią. Także ze względu na swoją rodzinę, dzieci i żonę (która ma dla moich stanów dużo zrozumienia). W każdym razie, jednym z moich głównych problemów jest przekonanie o własnej niskiej wartości, niewiara w siebie.

Piszę teraz, bo potrzebuję kontaktu z ludźmi, którzy mają podobne problemy. Głosu z zewnątrz.

Stokrotko, dziękuję. Pozdrawiam wszystkich.

32

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Stokrotka84 - chciałam ci powiedzieć, że w tym co napisałaś jest dużo mądrość (takich prostych prawd, które najtrudniej zrozumieć) i generalnie -  bardzo inspirujące jest to co napisałaś (że można stawać naprzeciw swoich lekom i przełamywać je).
smile

"Kobiety, nie jesteście centrum rehabilitacyjnym dla źle wychowanych mężczyzn. To nie wasze zadanie zmieniać ich, wychowywać czy im matkować. Potrzebujecie partnera, a nie projektu." J. Roberts

33

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witajcie smile
Dziękuję za wszystkie ciepłe komentarze, cieszę się, że na łamach tego forum mogę dzielić się swoimi doświadczeniami i spoglądać na swoją dolegliwość również z Waszej perspektywy.
Nie długo minie rok odkąd rozstałam się z lekami antydepresyjnymi. Przez ten czas nabyłam sporego doświadczenia, poczyniłam też wiele obserwacji dotyczących funkcjonowania siebie i swojego ciała w nowych warunkach.
Przyznam, że pierwsze pół roku było bardzo ciężkie. Organizm dopiero uczył się radzenia sobie z nadmiarem emocji (antydepresanty zazwyczaj bardzo skutecznie tłumią ich nadmiar) i to było wielkie wyzwanie. Miałam różne wahnięcia nastrojów: bywało że źle sypiałam, byłam przeczulona na punkcie każdej, większej emocji (zarówno tej dobrej, jak i złej), zdarzały się napady płaczu, poranne biegunki, wewnętrzne drżenie, momenty zwątpienia. Wszystko omawiałam z psycholożką na terapii i dzięki temu jakoś trwałam z nadzieją, że to nie jest powrót do nerwicy, tylko normalna reakcja ciała na pozbycie się chemii z organizmu.
Przy tym starałam się prowadzić normalne i aktywne życie: pracowałam, jeździłam z mężem na koncerty, na zakupy do galerii handlowych, spotykałam się z przyjaciółmi etc.
Po jakimś czasie poczułam się...inaczej, tzn. sztuką ciągłego ignorowania swoich objawów doszłam do etapu, gdzie większość z w/w ustała. Można to chyba porównać do filmu "Piękny umysł" z Russelem Crowe. Tam główny bohater po zrozumieniu swoich urojeń, zaczyna je konsekwentnie ignorować, choć te starają się na wszystkie możliwe sposoby przyciągnąć jego uwagę.

Było to mniej więcej w okolicach listopada zeszłego roku. Po tym czasie życie zaczęło się układać, nabrałam nowej siły, a moje poczucie własnej wartości niebywale poszybowało w górę. Zawsze jednak w tyle głowy miałam włączony czujnik, ale cieszyłam się że wszystko idzie w dobrym kierunku.
W marcu dopadł mnie bardzo duży kryzys. Tzn. nie wiązał się on z nagłym nawrotem lęków, ale z moją sytuacją zawodową. Firmie w której pracuję grozi bankructwo, co niestety było i jest dla mnie kolejnym testem wytrzymałości. Dodatkowo wyszło na jaw wiele problemów rodzinnych, o których nigdy wolałabym się nie dowiedzieć. Z każdej właściwie strony spadł na mnie grad złych i bardzo złych wiadomości.
Jak na to wszystko reaguje moja nerwica? Znowu bywa różnie. Nastrój waha się w zależności od sytuacji. Żeby jednak wyjść problemom naprzeciw postanowiłam szukać nowej pracy i tym samym dołożyłam sobie stresów. Od dwóch lat nie byłam na żadnej rozmowie, wypadłam trochę z wprawy, a chcę zaznaczyć, że takowe bardzo przeżywam i każde niepowodzenie jest dla mnie konfrontacją z własnym ego (na zasadzie: nadaję się do czegoś, czy jestem do niczego).
Ostatnio właśnie przeżyłam 3-etapową rekrutację, w której dwa pierwsze etapy zaliczyłam wprost śpiewająco, a na trzecim (najważniejszym) zdenerwowałam się tak mocno, że jąkałam się, czerwieniłam i jeszcze na koniec się potknęłam, żeby dopełnić rozmiaru klęski.
Po tych przeżyciach znowu stałam się bardzo przeczulona: często płaczę, kiepsko sypiam, rozmyślam, bywa że jestem "obecna nieprzytomna".

Czy nerwica wróciła? Staram się nie traktować tego w ten sposób. Po prostu nadal czasem trudno mi zaakceptować siebie taką, jaka jestem, kiepsko znoszę trudności i sytuacje stresowe, za dużo rozmyślam, rozpamiętuję i biorę "na klatę" rzeczy na które nie mam faktycznego wpływu.

Piszę to wszystko nie po to, żebyście stracili nadzieję, ale po to, żeby pokazać, że mimo tych wszystkich przykrych sytuacji ja nadal normalnie funkcjonuje. Tzn. nie poddałam się chorobie, nie chowam się w domu, wstaję z łóżka codziennie o 6 rano, idę do pracy i mam nadzieję usłyszeć lepsze wieści, albo telefon z propozycją od innej firmy. Wysyłam CV, wieczorami, 2-3 razy w tygodniu biegam z mężem 2 km (super sprawa, polecam na rozładowanie napięcia!), podejmuję wyzwania, a niepowodzenia omawiam na terapii.
Idę do przodu i choć jest mi czasem bardzo ciężko, to staram się żyć normalnie, nie biorę żadnych leków (poza ziołowymi w sytuacjach bardzo kiepskich) i gratuluję sobie, że pomimo złej passy ja nadal to wytrzymuję i nie poddaję się.
Wy też się nie poddawajcie, zawsze trzeba podejmować próby, bez względu na wszystko.
Pozdrawiam

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

WITAM WSZYSTKICH:) JESTEM TU NOWA. MAM NADZIEJĘ ZE WSPOLNIE JAKOS DAMY SOBIE RADE ZE WSZYSTKIM. U MNIE NERWICA LEKOWA ZACZEŁA SIE 5 LAT TEMU:( NA POCZATKU NIE WIEDZIAŁAM CO SIE ZE MNA DZIEJE. ROZPACZ, PANIKA MASAKRA TOTALNA. DO TEGO DEPRESJA. LĘKI POTWORNE PRZED WYCHODZENIEM Z DOMU. DOSTAŁAM OD LEKARZA COAXIL I CHODZIŁAM NA TERAPIE ALE PANI PSYCHOLOG BARDZO MNIE DOŁOWALA I PRZESRWAŁAM. POTEM ZAKUPIŁAM KSIĄZKE"POKONAC LĘKI I FOBIE " I POSTANOWIŁAM ZASTOSOWAC SIE DO RAD W NIEJ PRZECZYTANYCH. BYŁO DUZO LEPIEJ DZIEKI SAMOZAPARCIU. NA JESIEN CZUŁAM SIE JUZ TAK DOBRZE ZE POSTANOWIŁAM NAWET ŻE MOZEMY Z MEZEM POSTARAC SIE O DZIECKO.NA POOCZATKU CZUŁAM SIE WRECZ WSPANIALE. CZUŁAM JAKBY CIAZA MNIE WYLECZYŁA AZ DO 6 MIESIACA. POTEM ZNOWU ZMECZENIE LĘKI ITD. PO PORODZIE PŁACZ NERWOWOSC ITP ZACZEŁAM BRAC CLONAZEPAM. I ZNOWU WSPANIAŁE UCZUCEI ALE GDY MŁODA SKONCZYŁA 3 MIESIĄCE POSTANOWIŁAM GO PRZERWAC GDYZ BAŁAM SIE UZALEZNIENIA, LATWO NIE BYŁO ALE STARAŁAM SIE I DAŁAM RADE. BAŁAM DUUUŻO MAGNEZU I BIORE NADAL. ROK MIAŁAM SPOKÓJ. CZUŁAM SIĘ JAKBYM NIGDY NIE CHOROWAŁA ALE OD MIESIACA ZNOWU CZUJE NIEPOKÓJ LĘKI. POMIMO ZE CIAGLE RYZYKUJE I JEZDZE WSZEDZIE GDZIE SIE BOJE ODCZUWAM DYSKOMFORT. MAM NADZIEJE ZE SZYBCIUTKO MINIE BO NIE NAWIDZE TEGO UCZUCIA. RANO ZAWOZIAM MĘZA DO PRAZCY I CZUŁAM LEKKI NIEPOKOJ ALE BIORĘ LEK HOMEOPATYCZNY SEDATIF PC I JAKO TAKO MNIE USPAKAJA. PO POŁUDNIU MUSZE JECHAC DO MISTA I JUZ JESTEM NIESPOKOJNA. ALE MAM NADZIEJĘ ZE SOBIE PORADZE JAK ZAWSZE. NIERAZ CZUJE SIE TAK CAŁY DZIEN ALE PO PODJĘCIU RYZYKA I OLEWANIU UCZUCIA WIECZOREM CZUJĘ SIĘ JUŻ WSPANIALE PONIEWAZ DAŁAM RADE.
MAM NADZIEJĘ ZE UDA MI SIĘ PONOWNIE JĄ POKONAC. UDAŁO SIE JUZ 2 RAZY.
TYLE W SKRÓCIE O MNIE I CHOROBIE. TROCHE TO NAPISANE Z NIEŁADEM ALE  MAM NADZIEJĘ ZE DZIEKI WAM BEDZIE MI LZEJ. WIECZOREM JAK WRÓCE Z IASTA TO ZAKUKAM I NAPISZE JAK MI POSZŁO. MAGDA

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

STOKROTKO NAPISZ PROSZĘ JAK SOBIE TERAZ RADZISZ?

36

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam! Od dziś jestem z Wami, a od X-lat jestem z nerwicą. Cieszę się, że Was znalazłam! Jestem obecnie w nie najlepszym stanie. Nerwica nie pozwala mi samej prowadzić samochodu i oddalać się od domu,ale piszę do Was żeby podziękować Wam za rady i opowieści pisane przez życie. Ja sama stosuję kilka z podanych rad, a najczęściej stosuję nagradzanie siebie za każdy ,,WIELKI" wyczyn, który dla innych może być błahostką. TO DZIAŁA! Dodaje wiary we własne siły, motywuje do działania.
Ps. 3 tygodnie temu odstawiłam antydepresanty. Walczę, bo wierzę, że warto!

37

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Ja też od lat zmagam się z nerwicą, doświadczyłam wielu długich okresów depresji.
U mnie przełom nastąpił, odkąd rzuciłam palenie, zaczęłam odkrywać swoje zainteresowania, założyłam bloga i działam na rzecz chorych dzieci . Odwracanie uwagi od objawów nerwicy i wypełnienie czymś pożytecznym każdego dnia bardzo pomaga.

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

FAJNIE ZE JEST Z KIM POPISAC. JA JAKOS DAJE RADE. TYDZIEN TEMU W MIESCIE LĘK JAK CHOLERA I CHEC UCIECZKI ALE OLAŁAM TO UCZUCIE I MINEŁO. POTEM CZUŁAM SIĘ WSPANIALE:)

39

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Witam, mam 40 lat i od 5 mam nerwicę lękową, a leczę się od 1,5 roku....Znalazłam was przez przypadek.... i jeśli pozwolicie opiszę trochę swoje perypetie zwiazane z tym g...., al później, teraz niestety muszę pojechać zarejestrować się na zabieg usunięcia trzonu macicy i jestem w totalnej rozsypce.....

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

BYŁAM W MIESCIE I OCZYWISCIE CZUŁAM LĘK PODCZAS DROGI ALE STARAM SIE NIE ZWRACAC NA NIEGO UWAGI I GO OLEWAŁAM.MINĘŁO. I MUSZE PRZYZNAC ZE JECHAŁO MI SIE WSPANIALE.POSZŁAM NAWET DO MARKETU I POMIMO ICZUCIA DYSKOMFORTU POWTARZAŁAM SOBIE ZE TO UCZUCIE TYLKO I NIC MI NIE GROZI. PORADZIŁAM SOBIE I TYM RAZEM.
TERAZ JESTEM TROCHE OSZOŁOMIONA I ZMECZONA ALE STARAM SIĘ TO OLEWAC. NIE DAM SIĘ TEJ KUR...( BO TAK JĄ NAZYWAM. MÓSIMY ZROZUMIEC ZE TO TYLKO UCZUCIE I NIC ONO NAM NIE MOZE ZROBIC POMIMO GŁUPICH ODCZUC.  WIEM Z WŁASNEGO DOSWIADCZENIA ZE NAJWAZNIEJSZE JEST RYZYKO RYZYKO I JESCZE RAZ RYZYKO. POWINNISMY DAC PO GŁOWIE NERWICY . ONA CZYCHA TYLKO NA NASZA SŁABOSC. POKONAŁAM JĄ 2 RAZY I WIERZE ZE POKONAM JĄ I TYM RAZEM SAMA. NAJWAZNIEJSZE TO SIE NIE PODDAWAC. W SUMIE TO RADZE SOBIE CAŁKIEM NIEZLE. NAJBARDZIEJ CO MNIE DENERWUJE TO CZESTE ZMECZENIE KTÓRE NIE POZWALA MI NORMALNIE FUNKCJONOWAC ALE NIERAZ TAK SIĘ ZAPRE ZE POMIMO TEGO ZE NIE MAM NA NIC SIŁY ROBIE WSZYSTKO CO MĘCZ NP MYJE OKNA ALBO KOSZE TRAWE I WIERZCIE MI ZE PO TAKIM WYSIŁKU CZUJĘ SIĘ WSPANIALE. PISZCIE JAK NAJWIĘCEJ. WSPIERAJMY SIE WZAJEMNIE. TO POMAGA.
KASIU TRZYMAJ SIĘ KOCHANA:).
W MOJEJ RODZINIE 3 OSOBY MIAŁY USUNIETE CAŁE MACICE I ŻYJĄ CAŁKIEM NIEZLE. TRZYMAM ZA CIEBIE KCIUKI

41

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Nie miałam czasu, ani siły pisać jak wróciłam, a wczoraj byłam na zakupach w markecie z dzieciakami i tez totalnie wymęczyła mnie trzęsiawa.
U mnie zaczęło się po samobójstwie matki, która przed tym co zrobiła chorowała na depresję.... Gdy znaleźliśmy ją z siostrą, poczułam nagle jak coś we mnie pękło, dosłownie pękło.... no i zaczęło się.... strach, lęki, przestałam wychodzić z domu, sprzątać, gotować, właściwie gdyby nie chłopaki i moje poczucie obowiązku nie robiłabym nic... Ale w końcu wzięłam się w garść poszłam do psychologa, psychiatry, przeszłam terapię grupowa i nadal chodzę na terapię podtrzymującą..... i jest lepiej, dużo lepiej, ale niestety nie idealnie sad Obecnie najbardziej dokuczają mi zawroty głowy i takie uderzenia gorąca, nagle robi mi się ciepło, słabo, pocę się i mam wrażenie, że zaraz padnę....wykańcza mnie to totalnie, no i nie lubię też drżenia rąk i nóg, zawsze wtedy boję się że ktoś kto widzi mnie z boku pomyśli, że jestem alkoholiczką.....
Ostatnio potrzebuję trochę pogadać bo czeka mnie zabieg usunięcia trzonu macicy a boję się tego okropnie. W poniedziałek poszłam się zarejestrować, ale nie dostałam jeszcze terminu bo najpierw 03.06 czeka mnie łyżeczkowanie, jestem normalnie przerażona.... Kiedy weszłam na oddział, to świat ze mną wirował, ja nie wiem jak opanuję strach przed tym łyżeczkowaniem, a później przed zabiegiem...
Owszem radzę sobie już w sklepach, w urzędach, na imprezach rodzinnych, na ulicy, ale to teraz.... nie wiem. Od tej wizyty w szpitalu czuję się dziwnie, nie mogę coś tego odreagować... Zawsze po jakimś większym ataku paniki odsypiałam i było ok, a teraz nic mi nie pomaga, nic z moich sposobów nie działa....Czuję się jakby ktoś związał mi nogi, ręce, żołądek i usta, głos mi wysechł i uwiązł. Wczoraj w tym markecie - koszmar, już dawno nie było tak źle, no i dziś od rana .....

42

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Super że ktoś napisał tyle o walce z nerwicą. Ale moim zdaniem każdy przeżywa inaczej nerwicę i każdy ma inna odmianę tej choroby. Ja choruję na nerwicę lekową i chodź nie wiem co bym zrobiła i tak się będę bała mimo, że robię wszystko co mogę. Nie mogę spać w nocy. gdy nie wezmę leków mino, że się dobrze czuje dostaje drgawek (dosłownie trzęsę się cała i nie mogę tego powstrzymać, a gdy to się dzieje to nie potrafię utrzymać nic w rękach). Zmiana leków nic nie pomaga, a przez strach śpię dziennie po 4 albo 5 godzin. I tak już ok kilku lat. Ale zawsze idzie się przyzwyczaić.

43

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Nie chcę zakładać tutaj nowego wątku. Ale widzę, że można liczyć na Wasze rady więc bardzo Was proszę o pomoc. Dwa lata temu zakończyłam toskyczny związek, facet zmuszał mnie do wielu nieprzyjemnych rzeczy, zamykał w "klatce" nie chciał bym szukała pracy, bym była tylko jego, nie miała z nikim kontaktu. Ciężko było mi z nim zerwać bo naprawdę go kochałam. Ale gdy już to zrobiłam zaczął mnie śledzić, wypisywał do mnie bzdury tego typu że nikt mnie nie pokocha, że ja przede wszystkim nikogo nie pokocham, że bawię się ludźmi i że nie zasługuję na szczęście. Długo się po tym zbierałam bo tak jak pisałam mijają dwa lata. Niedawno temu poznałam chłopaka cudowny, troskliwy, kochany, zależało mi na tej znajomości odkąd go poznałam, wiedziałam że będzie dobrze, jest wspaniałym człowiekiem, ale od jakiegoś czasu dręczą mnie natrętne myśli że nic z tego nie będzie, że go nie będę w stanie pokochać, walczę z natręctwem by go zostawić, cały czas jakiś głos we mnie wrzeszczy żebym go zostawiła, to pojawiło się w sekundzie, byłam taka szczęśliwa a nagle od pstryknięcia palcem wszystko się zmieniło, od dwóch lat z nikim się nie spotykałam choć poznałam mnóstwo facetów to nigdy nie czułam na początku tego co z tym chłopakiem, nie wiem co robić, czasem nie mam siły walczyć POMÓŻCIE mi bo wiem że mogę stracić kogoś cennego, jak mam się ratować przed natręctwami które niszczą mi życie? sad

44

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Masz po prostu problem jak każdy. Bo zapewne była to twoja pierwsza prawdziwa miłość. Wiem, że nie jest łatwo zapomnieć, bo się nie da. Nawet jeśli będziesz mieć już swoją rodzinę to i tak nie zapomnisz o tym kimś. nie możesz myśleć że on jest najważniejszy, bo to nie prawda. Skup się na sobie, a będzie wszystko OK.

45

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Tylko jak pokonać te myśli, ja nie mogę normalnie funkcjonować sad nie potrafię ze sobą wytrzymać, było tak pięknie i nagle pstryk i nie ma tak być nie może wiem że to w mojej głowie się coś podziało jak z tego wyjść jak nie zmarnować mojej szansy na szczęście? sad

46

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Idź do psychologa, bo na pewno i pomoże, a na pewno nie zaszkodzi. Moim zdaniem masz uraz po tamtym związku i teraz uważasz, że każdy następny związek będzie taki sam. Polecam ci z całego serca psychologa. Psycholodzy również są na NFZ.

47

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Zapisałam się do psychologa na 24.06 to bardzo długo dla mnie sad Prywatnie nie mam jak pójść, boję się by do tego czasu nie zrobić czegoś głupiego, a walka z takimi myślami jest okropna bo ja już sama nie wiem co ze sobą zrobić, boję się. Nie chcę go stracić a wszystko we mnie wrzeszczy by z nim zerwać znajomość, bo nic nie czuję naprawdę byłam w takiej euforii jak go poznałam i jakiś czas później a teraz są te głupie myśli sad

48

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Widzę, że potrzebujesz rozmowy z kimś może mogę ci jakoś pomóc?

49

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
Joasia126p napisał/a:

Widzę, że potrzebujesz rozmowy z kimś może mogę ci jakoś pomóc?

Z  chęcią bym porozmawiała tylko nie wiem jak mogę się skontaktować może podam moje gg 42874128 siedzę zazwyczaj na niewidocznym.

50

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Kolejny dzień batalii ze swoimi natrętnymi myślami, że nic nie czuję. Jak to możliwe że z takiej euforii i naprawdę ogromnego zaangażowania popadłam w taką pustkę i w głowie mam myśli, że nic nie czuję to jest straszne, przeraża mnie to i już sama nie wiem co o tym myśleć.. sad

51

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

U mnie też nie najlepiej. Wyprawiłam męża i syna, pojechali do Gdyni, syn ma tam konkurs informatyczny.... Tak dawno nie byłam nad morzem, też chciałam jechać, ale w ostatnim momencie zrezygnowałam, a teraz dół.....
Ostatnio nie mogę zebrać się w sobie, a było już tak dobrze.....
Niektórzy piszą, że z tego można wyjść, ale ja już w to nie wierzę. Można okresowo czuć się lepiej, ale nerwica zawsze wraca i coraz to w innej formie....

52

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Jestem w podobnej sytuacji. Niedługo mam spędzić urlop z mężem i młodszym synem nad morzem, dodam, że uwielbiam morze, a jedyne o czym myślę, to to, że będę mieć ataki paniki. Im bliżej wyjazdu, tym mi trudniej. Jak sobie z tym poradzić? Nie chcę zepsuć urlopu rodzinie!

53 Ostatnio edytowany przez lili91 (2013-06-08 17:29:57)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
kicia7565@wp.pl napisał/a:

Jestem w podobnej sytuacji. Niedługo mam spędzić urlop z mężem i młodszym synem nad morzem, dodam, że uwielbiam morze, a jedyne o czym myślę, to to, że będę mieć ataki paniki. Im bliżej wyjazdu, tym mi trudniej. Jak sobie z tym poradzić? Nie chcę zepsuć urlopu rodzinie!

Nie wiem co poradzić i doradzić, może gdy pojedziecie zajmiesz się relaksem to ataki nie nadejdą, staraj się nie myśleć o nich. Mam podobny problem, jak mam spokój to myślę kiedy te myśli nadejdą i nadchodzą ze zdwojoną siłą sad

Mam do Was pytanie odnośnie mojego problemu, którego opis znajduje się powyżej. Czy natrętne myśli mogą zabić uczucia, czy tylko moje uczucia schowały się gdzieś głęboko. Ja już nie wiem co ze sobą zrobić. Non stop mam myśli, które mnie męczą. Nie potrafię się ich pozbyć, że nic nie poczuję, że nie czuję a CZUŁAM BOŻE CZUŁAM TO i nagle pstryk nie ma? sad sad

54

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

W Odpowiedzi do Lili ,nie natrętne mysli nie zabija Twoich uczuc bo są tylko i wyłacznie myslami ,nie maja zadnej mocy Twoje mysli to nie jestes Ty, gdy przychodza nie staraj sie im na sile zaprzeczac bo to je wzmacnia staraj sie je ignorowac albo zaakceptowac oswoic ze sa ,z tego co piszesz wnioskuje ze nadal podoba Ci sie ten chlopak a  mysli sa tlyko rodzajem natrectwa , mialam podobnie i  w niektorych sytuacjach tez jeszcze mam;)

55 Ostatnio edytowany przez lili91 (2013-06-13 08:59:13)

Odp: Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących
Edita19 napisał/a:

W Odpowiedzi do Lili ,nie natrętne mysli nie zabija Twoich uczuc bo są tylko i wyłacznie myslami ,nie maja zadnej mocy Twoje mysli to nie jestes Ty, gdy przychodza nie staraj sie im na sile zaprzeczac bo to je wzmacnia staraj sie je ignorowac albo zaakceptowac oswoic ze sa ,z tego co piszesz wnioskuje ze nadal podoba Ci sie ten chlopak a  mysli sa tlyko rodzajem natrectwa , mialam podobnie i  w niektorych sytuacjach tez jeszcze mam;)

Ehhh jest mi z tym bardzo ciężko. One są w każdej minucie. Do tego wrzeszczy we mnie to, że przecież nic do niego nie czuję, że nie poczuję... A kiedy z nim jestem to wszystko jest tak cudnie. A jak zostaję sama to zamiast za nim tęsknić, cieszyć się z tego że go mam, są te myśli i wtedy nie wiem co robić. Jeszcze nigdy tak się nie bałam jak teraz ;( Czy to minie? Czuję się po prostu pusta tak bardzo pusta w środku jak nigdy

Posty [ 1 do 55 z 2,981 ]

Strony 1 2 3 55 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Walka z nerwicą, kroki do wolności - moje rady dla cierpiących

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018