do zazdrośnica:
będąc na studiach przeżywałam rozstanie podobnie jak Ty, myślałam, że świat mi się zawalił, studia mnie nie ekscytowały, nie widziałam sensu w codziennej egzystencji. A prawda jest taka, że dzięki tamtym doswiadczeniom stałam się silniejsza, zdobyłam wykształcenie, które dziś pozwala mi realizować i siebie i swoje marzenia.
Teraz znów przeżywam rozstanie - a myślałam, że ten to już będzie "to" (złudne nadzieje)...i fakt, myślę, tęsknię, analizuję, ale przeżywam inaczej, jakoś tak doroślej, mniej emocjonalnie i wiem jedno, jakby zapukał do moich drzwi, to nic by nie osiągnał. On się nie zmieni, ja się nie zmienię, a raczej moje pragnienia, więc... Nie czekam na niego, nie wnikam, co robi i z kim...
Myślę, że tak lepiej, niż potem rozwodzic się po kilku latach małżeństwa z dzieckiem w tle..
Wszystko ma swój cel.
Ktos kiedyś powiedział, że raz serce złamane, potem już jest odporniejsze.
Poza tym nie myśl, co będzie za 2-3-4 miesiące, tylko jaki masz plan dnia na dziś. Mnie to bardzo pomaga. Nie myślę, boże a co ze świętami, co z sylwestrem, co będzie na wiosnę, bo tego nikt nie wie...może będę sama, może nie. Ale nie chcę mierzyć szczęścia przez pryzmat faceta - bo to jest załosne. Jesli nas skrzywdzili, to po prostu nie są tego warci.