Witam,
od jakiegoś czasu zastanawiam się czy to coś zemną jest nie tak, czy to ja nie wiem czego chce czy może jestem jakas nienormalna bo zamiast sie cieszyć to tylko marudzę...
....mam dobrego męża i dwie śliczne córki ale brak mi czegoś,... mój mąż pracuje całymi dniami od 7 rano do 18 albo i później, przychodzi do domu zje albo i nie i idzie na podwórko (mieszkam w domku) i cały czas ma zajęcie (mechanik).przychodzi koło 21 myje sie i idzie do łóżka,Prawie ze sobą nie rozmawiamy kocham sie z nim tylko dlatego ze on chce ja juz nie czuje potrzeby, żadko mnie przytula od tak ani miłego słowa od niego dawno nie slyszałam .Mówi mi ze mnie kocha jak go zapytam ale ja tego nie czuje .Jeśli chce spędzić z nim trochę czasu po za domem to wiecznie marudzi ze nie ma kasy (a zarabia dobrze), fakt ze chcemy sie wybudować i zbieramy pieniądze na to ale co z tego gdy on nie ma czasu nawet pozałatwiać papierów związanych z jego działką bo siedzi w pracy. wiecznie zapracowany i zmęczony, a gdzie dzieci?? spędzenie z nimi czasu?? ? Rozmawiałam z nim o tym,żeby wcześniej wracał z pracy, znalazł dla nas troche czasu to mi odpowiada ,że on wcale może nie pracować i wtedy czasu bedzie miał pod dostatkiem., Już mnie nie cieszy wyjazd na działkę gdzie obecnie sie budujemy, nie widze sensu, zaczą wiele rzeczy na działce ale niema czasu skończyć jeszcze więcej planów ale juz tym sie nie potrafie cieszyc bo i tak wiem ze nie bedzie miał czasu na ich zrealizowanie.Kocham go ale czegos mi brakuje czuje sie samotna. jesteśmy razem od 11 lat a od 7lat małżeństwem i zastanawiam sie czy nie zakończyć tego wszystkiego.Moze w tedy znajedzie więcej czasu dla dzieci...
wiem, możecie powiedzieć ,, głupia, mąż pracuje zapewnia rodzinie pieniądze na przeżycie a ona marudzi". Od 7 lat mieszkamy z moimi rodzicami i jak narazie nie zapowiada sie zeby cos miało sie zmienic. Możecie powiedzieć "życie jest drogie i w tych czasach ludzie tak żyją" ale ja czuje ze stoje w miejscu od 7 lat się budujemy. mój mąż biega za pieniądzem i za zapewnienie bytu finansowego,nie bije nas,jestem mu wdzięczna ale gdzie dzieci już nie mówiąc ja,gdzie my jako rodzina?? czuje sie źle, a co najgorsze zaczełam przyjaciela, ciepła i rozmowy szukac u innych i nie zawsze to jest moja przyjaciółka. Co mam zrobić ??czy to ze mna jest coś nie tak??czy to ja nie rozumiem czegoś??