Jestem z kimś 6 lat. Obecnie skończyłam studia i od października będę pisała doktorat. To dla mnie nowa szansa, zupełnie nowa, czuje się podekscytowana tym faktem, że coś w moim życiu "się rusza". Ale problem jest z moim życiem osobistym- nie wiem czy kocham jeszcze mojego chłopaka.
Problem polega na tym, że on wciąż zachowuje się jak dziecko chociaż ma już ponad 25 lat. Mówi, że wie że chce ze mną być zawsze, ale z kolei, że jest niedojrzały więc żadnych konkretnych decyzji w tej materii. Jestem tym zmęczona...potrzebuję jakiegoś zapewnienia, większego niż słowa, jakiś działań, na które jak widać on nie jest jeszcze gotowy. Nie wiem czy ja się w ogóle kiedykolwiek doczekam czegoś z jego strony i czy jest sens czekać. Złości mnie ta jego "pierdołowatość", bo ja czuję, że wkraczam w dorosłe życie sama, z kimś kto jeszcze do tego życia nie dorósł.
Przez to, że mam takie wątpliwości, nasze spotkania mnie nie cieszą, wręcz ich unikam, udaję, że mam coś pilnego. Kiedy do mnie dzwoni złości mnie to, że powie coś, że mu się coś nie chce, albo z inną głupotą. Ja chciałabym spróbować żyć w prawdziwym związku, może ze sobą zamieszkać, zobaczyć jak będzie, a wciąż jest tak jak byśmy mieli po te 17-19 lat, bo co z tego, że jesteśmy ze sobą 6 lat jak nigdy nie mieszkaliśmy ze sobą itd. mam wrażenie, że niewiele o sobie wiemy.
Boję się tego wszystkiego, że ja go już nie kocham, albo że to po prostu rutyna sprawiła, że tak jest, że jest dobrze i po co to zmieniać. Próbowałam z nim kiedyś rozmawiać na ten temat, ale na wszystko jest odpowiedź "kiedyś", albo "jestem jeszcze niedojrzały". Mam czasami ochotę uciec i powiedzieć mu, że nie będę czekała następnych 6 lat.
Ktoś widzi jakieś wyjście z sytuacji? Walczyć o to by dojrzał do tego czy przełknąć te 6 lat i po prostu odejść...
Podobne tematy
2 2010-06-26 23:09:43 Ostatnio edytowany przez RollingDot (2010-06-26 23:11:41)
Kulko , powiedz mu o swoich pragnieniach i zobacz jak sie do tego ustosunkuje. Poprostu zasugeruj ze jesteście ze sobą tyle czasu ,że moglibyście przynajmniej ze soba zamieszkać, "zasmakować " życia codziennego spędzanego we dwójkę. Nie wiem czy dobrze wywnioskowałam,ale liczysz też na jego krok także w sprawie zmiany stanu cywilnego , dobrze wydedukowałam? W każdym razie warto porozmawiać o swoich pragnieniach związanych z tą drugą osobą. Zapytaj się go jak widzi waszą wspólną przyszłość.
"jestem jeszcze niedojrzały"
Sama sobie odpowiedzialas na pytanie.
Kulko, a ile macie lat?
Z jednej strony widzę po twoim niku, że można by wnioskować, że urodziłaś się w 87 roku. Jednak wydaje mi się to co najmniej niemożliwe - ja również jestem z 87 i ledwo co skończyłam licencjat (miałam co prawda rok przerwy po liceum ale jednak).
Nie pytam bezpodstawnie - w wypadku dojrzałości do zakładania rodziny wiek partnerów ma ogromne znaczenie. Jeżeli faktycznie masz 22 czy 23 lata to wydaje mi się, że sama dopiero zaczynasz dojrzewać do tak poważnego kroku.
Jestem z 87 roku i rok wcześniej skończyłam studia (4 i 5 rok w tym roku akademickim)
Wcale mi nie chodzi o zakładanie rodziny, ale poważniejszy związek niż to było 4-5 lat temu. O jakieś próby sprawdzenie czy to właśnie to. Ale jak widać chyba na to nie ma szans...
Ja Ci powiem tak: skoro jesteście ze sobą już tak długo, to chyba raczej mówicie sobie o wszystkim, tak? No właśnie, w takim razie nie powinnaś czuć się nieswojo pytając ile czasu potrzeba mu do zdecydowania, czy coś ruszyć do przodu w związku, czy stajemy na tym etapie i "papa", bo Ty chcesz wiedzieć na czym właściwie stoisz, określ się (ale naprawdę bardzo delikatnie!) że liczysz na to, że w ciągu powiedzmy 3 miesięcy określi się, czy robicie konkretny krok do przodu, czy lepiej się rozstać. I jeśli mówi, że chce być z Tobą a nie jest dojrzały, to w końcu jak jest? A może mu wygodnie z tym, że może korzystać z wolności? To go oświeć że nie oczekujesz po ślubie w domu trzymać go jak więźnia :-). I ja zawsze sobie mówię, że kobieta też ma uczucia! To nie jest tak, że tylko chłopak decyduje o Waszej przyszłości! Jesteście już z długim stażem i nie powinnaś kryć się ze swoimi potrzebami. Zauważ, że to Ty teraz oddalasz się do niego właśnie przez to, że poróżniła Was wizja przyszłości.
A jemu możesz powiedzieć coś w stylu (tekst z książki "Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy"): "świetnie się ze sobą bawiliśmy. Nie żałuję czasu, który wspólnie spędziliśmy, ale widocznie każde z nas pragnie czegoś innego. Dlatego powinniśmy podjąć odpowiednią decyzję. Kocham Cię i chcę, żebyś był szczęśliwy, chcę również, żebyś odnalazł to, czego szukasz. Moim zdaniem nadeszła pora na to, żebyśmy posunęli się do przodu".
Jeśli postawi jednak na swoim, to ja na Twoim miejscu przełknęłabym te 6 lat, wiem, trudne do wykonania bo to pewnie jest Twój pierwszy chłopak (?) ale pomyśl sobie, że życie nie kończy się na nim :-)
Jestem z kimś 6 lat. Pisałam o swoim związku już parę razy, ale teraz jest już chyba gorzej niż źle. Ciągle na siebie krzyczymy, nie widujemy się, są dni a czasami po pół tygodnia nie gadamy ze sobą wcale, ani przez telefon ani internet. Chyba mi tego nawet nie brakuje chociaż myślę o nim w te dni. Bywa że mamy się widzieć ale jestem np zmęczona i zwyczajnie nie chcę mi się. Czy ja go już nie kocham? Czy to przyzwyczajenie trzyma mnie przy nim? Kiedy wreszcie po wielu awanturach dochodzi do spotkania(potrafimy się o to kłócić dwa dni, że nie mamy się kiedy spotkać zamiast tracić czas na kłótnie i się po prostu zobaczyć) jest fajnie, staramy się być mili dla siebie, gadamy ze sobą, jest normalnie. Nie wiem co jest przyczyną że jak się rozstajemy to "wstępuje w nas diabeł" i mówimy sobie różne przykre rzeczy albo w ogóle się olewamy. Nie wiem może ktoś obiektywnie umiałby powiedzieć o co może chodzić? Czasami są chwile, że wolałabym się rozstać tak jak np dzisiaj. Mieliśmy się zobaczyć po całym tygodniu a pokłóciliśmy się o to kto ma przyjść do kogo w efekcie czego w ogóle się nie widzieliśmy i powiedzieliśmy sobie masę niepotrzebnych rzeczy! ;/ Co ja mam zrobić?
8 2010-07-30 23:23:57 Ostatnio edytowany przez Bliźniaczka22 (2010-07-30 23:26:14)
Skoro tak sie meczycie itp nie mozecie dojsc do porozumienia to niestety- widać wszystko zmierza ku końcowi, wiem bolesne ale sama sobie to przemysl...wypisz sobie wady waszego zwiazku i zalety pomysl kiedy ostatni raz byliscie ze sobą tak naprawde szczesliwi itp, ile juz sie lat kłocicie itp? wiesz...wy juz jesteście jak przysłowiowe stare małżenstwo skoro macie takie relacje i kłotnie w zwiazku...wiec odpowiedz chyba jest jasna...czy to ten z którym chcesz być?
wiecie co? też dużo przeżyłam miłość, zdradził i porzucił mnie facet (4lata zwiazku z oświadczynami) i doszłam do wniosku że my kobiety jesteśmy beznadziejne, same się pogrążamy w niepotrzebym smutku, bólu czekając na cud aż nasz kochany facet się zmnieni itp i co? I tracimy tylko czas, zdrowie i życie które warto lepiej przeznaczyć na co innego niż płacz, nerwy i modły żeby tylko być z tym "gnojem" co mi tak życie mąci bo boje się zostać sama i takie inne ble ble ble, nasze głupie kobiece myślenie, jesteśmy dużo więcej warte! A skoro taka osoba "ograniczona" nie docenia tego i naszej miłości to co dla niej robimy itp. no to arrivederci roma kretynos, miejmy swoją godność na boga dziewczyny
pomyśl warto robić to co teraz robisz?
Kochana kulko, myślę, że powinnaś jeszcze troszkę wytrzymać . Pogadaj z nim. Być może gadka o tym, że jest niedojrzały może stać się usprawiedliwieniem głupich wybryków. Tak to już jest z tym gatunkiem, kobiety szybciej dojrzewają psychicznie. Ja mam 22 chciałabym już złożyć rodzinę, mój chłopak jeszcze nie.
Ja już czekam tak długo, że mi się ogólnie to już nic nie chce. Dzisiaj powiedział, że wpadnie do mnie któregoś tam dnia, ale jakoś mnie to nie cieszy ani nawet nie za bardzo interesuje który to będzie dzień. Mam ochotę powiedzieć mu że przez wakacje nie chcę się widywać i żebyśmy dali sobie do września czas na przemyślenia. Uważacie że to dobry pomysł? Takie rozłąki dają coś czy tylko bardziej oddalają?
Kłótnia o to kto do kogo ma przyjść jest niezmiernie na poziomie nastoletniej miłości. Jesteście już tyle ze sobą, zachowujecie się jak starsze małżeństwo, któremu grozi rozwód. Ale nawet takie kłótnie można przejść i ja wierzę w to, że Wasz związek przejdzie. Pozdrawiam.
Kłótnia o to kto do kogo ma przyjść jest niezmiernie na poziomie nastoletniej miłości. Jesteście już tyle ze sobą, zachowujecie się jak starsze małżeństwo, któremu grozi rozwód. Ale nawet takie kłótnie można przejść i ja wierzę w to, że Wasz związek przejdzie. Pozdrawiam.
Zdaję sobie sprawę z poziomu tych kłótni i że to jest beznadziejne
dlatego właśnie mówię o tym, że to chyba nie ma sensu być z kimś 6 lat a ciągle bawić się w takie coś.
13 2010-08-12 17:55:15 Ostatnio edytowany przez karrusia (2010-08-12 18:37:55)
Witam wszystkie dziewczyny,nie wiem od czego zacząc tym bardziej że jest to mój pierwszy raz na forum,jestem męzatką od 11lat,mam wspaniałą dziewięcioletnią córkę i to chyba tyle co jest wspaniałego w moim życiu.Wyszłam za mąż mając osiemnascie lat i z biegiem lat coraz bardziej tego żałuję.Byłam zakochana,zresztą on też,ale teraz....cóż już chyba się wypaliło,on twierdzi ze mnie bardzo kocha,ale wykańczamy się oboje psychicznie!Boże jak ja zazdroszcze zakochanym parom na ulicy!!!Cały czas się kłócimy,dosłownie o pierdoły,po czym nie odzywamy się po kilka tygodni,póżniej zgoda i wspaniale,ale tylko na parę dni...i znowu to samo.Jak by ktoś chciał pogadac to zapraszam, piszcie na meil.Muszę kończyc
Mój też jest niedojrzały, niemalże identyczna sytuacja, tyle że staż krótszy.
Nie mam na niego sposobu. Jest uparty jak osioł i jaką bym nie podjęła rozmowę to usłyszę kilka jego "mądrości", że nie wiem czy śmiać się czy płakać jak to słyszę, ale wytłumaczyć mu się nic nie da. Bo on wie lepiej. To jego życie i on będzie robił tak jak chce.
Oczywiście też słyszę zapewnienia, że mnie kocha, że będziemy razem już na zawsze. Ale co z tego? To tylko słowa. On nic nie robi w tym kierunku
Ani jakiejś rozsądnej pracy (ta jest dobra, bo jest, nie chce mu się szukać nowej, a 1200zł pensji w pełni go satysfakcjonuje bo mieszkając z mamusią starcza mu na wszystkie jego wydatki), żadnej wzmianki o wspólnym mieszkaniu czy przyszłości. Bo trzeba gdzieś mieszkać, a na wynajem kasy szkoda, a w kredyty to on się ładować nie będzie, mieszkanie kupi dopiero jak na nie zarobi (ciekawe czy z tą pensją wyrobi się z kupnem mieszkania do końca życia
). No masakra. Ja skończyłam studia i szukam pracy i chciałabym już pomyśleć od odcięciu sie od rodziców, ale z nim to nie da rady.. Porażka jakaś..
Tak więc ja też posłucham chętnie jakichś sensownych rad w tym temacie ![]()
ten typ tak ma,albo to zaakceptujesz(to że on nie ma większych aspiracji życiowych i jest mu dobrze tak jaj jest)albo będziesz się z nim męczyła,bo w kazdym nowym pomysle na zycie będzie cię ograniczał.A jak jest tak bardzo z mamusią związany to ja ci współczuję,bo zawsze będzie bardzo liczył sie z jej zdaniem,chociaz to mozna wykorzenic(jak tak zrobiłam,ale za to teraz z ojcem bardzo sztame trzyma)Wiesz co,kazdy ma wady,jezeli go kochasz i umiesz go podejsc to ci sie uda go przekonac..Ach z tymi chłopami,jeden pije,drugi zdradza,trzeci jest nieporadny,czwarty mamisynek,piąty tak jak mój bardzo pracowity i zaradny,ale za to nerwowy i ciągle się czepia dosłownie wszystkiego,chce rządzic całym swiatem i ma zawsze racje.
Ja od dłuzszego czasu czuje ze cos jest nie tak z moimi uczuciami co do niego,tak jakby się powolutku ulatniały i teraz zostalo juz przyzwyczajenie,wspolny majątek,dziecko..