Trochę zimnej wody na głowy romantyków
1 2026-01-24 19:53:20 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-01-24 22:06:23)
Podobne tematy
Hmm ciekawe spojrzenie na małżeństwo ale powiem ze coś w tym jest miłość to chemia w naszy organizmie po paru latach mija i co w tedy
Ta pani ma racje ![]()
Ciekawe czy ta Chinka kocha swojego męża, a mąż ją.
Ciekawe czy ta Chinka kocha swojego męża, a mąż ją.
Ona mówi że miłość nie jest ważna to chyba nie
Czyli albo sadomaso albo na boku zdradza. Lepiej już być samemu.
6 2026-01-25 10:00:00 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-01-25 10:47:09)
Ciekawe czy ta Chinka kocha swojego męża, a mąż ją.
Tutaj pasuje powiedzenie, kochać to trzeba umieć. ![]()
Jej wypowiedź pokazuje mentalność Chińczyków, którzy wiedzą co to bieda. Dlatego są skupieni głównie na pracy i na dorabianiu się. Partner życiowy nie ma zapewnić motylków, tylko ma zapewnić ryż, a w Polsce kotlety.
W innych swoich wypowiedziach mówi, że przy takim podejściu Chińczycy w swoich małżeństwach są nieszcześliwi, męczą się w nich.
Odnośnie tej Chinki, małżeństwo było bramą do Europy. Trochę narzeka na męża, że muszą swoje zycie dzielić między Chinami, a Polską. Ona wolałaby bardziej mieszkać w Polsce, on o dziwo w Chinach, bo bardziej podoba mu sie tam klimat i przyroda. Dużo narzeka na męża, że nie wyznaje kultu pracy tak jak to jest w Chinach. Mówi też, że musi się przywczajac do życiowego balansu, między pracą a czasem wolnym od pracy. No i jest zaskoczona, że tak łatwo pieniądze w Polsce się wydaje, zamiast je odkładać na trudniejsze czasy.
Także tu mozna mówić o dużej różncy w mentalności w takim małżeństwie.
Akurat z biedą to chińskie podejście do małżeństwa wiele wspólnego nie ma, o ile ma w ogóle, ale fakt - tam jest pragmatycznie w tej sprawie od zawsze. I powszechnie. Radykalnie inna kultura, konfucjanizm+ taoizm z domieszką buddyzmu zamiast chrześcijaństwa, monogamia dopiero od XX wieku.
Teraz jakby zaczyna się zmieniać i ciut upodabniać do naszej koncepcji, że w małżeństwie miłość jest obowiązkowa, ale tysiące lat swoje czynią, powoli się zmienia.
Czy na lepsze to trochę trudno ocenić, oba podejścia, nasze i chińskie generują problemy, tyle że nieco inne.
8 2026-01-25 11:59:01 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-01-25 11:59:35)
Akurat z biedą to chińskie podejście do małżeństwa wiele wspólnego nie ma, o ile ma w ogóle, ale fakt - tam jest pragmatycznie w tej sprawie od zawsze. I powszechnie. Radykalnie inna kultura, konfucjanizm+ taoizm z domieszką buddyzmu zamiast chrześcijaństwa, monogamia dopiero od XX wieku.
Teraz jakby zaczyna się zmieniać i ciut upodabniać do naszej koncepcji, że w małżeństwie miłość jest obowiązkowa, ale tysiące lat swoje czynią, powoli się zmienia.
Czy na lepsze to trochę trudno ocenić, oba podejścia, nasze i chińskie generują problemy, tyle że nieco inne.
Miłość to podstawa małżeństwa. Ja sobie nie wyobrażam np mieszkac pod jednym dachem i spać w jednym łóżku z osobą, która nie kocham i która najprawdopodobniej nie kocha mnie
Samba napisał/a:Ciekawe czy ta Chinka kocha swojego męża, a mąż ją.
Tutaj pasuje powiedzenie, kochać to trzeba umieć.
Jej wypowiedź pokazuje mentalność Chińczyków, którzy wiedzą co to bieda. Dlatego są skupieni głównie na pracy i na dorabianiu się. Partner życiowy nie ma zapewnić motylków, tylko ma zapewnić ryż, a w Polsce kotlety.
W innych swoich wypowiedziach mówi, że przy takim podejściu Chińczycy w swoich małżeństwach są nieszcześliwi, męczą się w nich.
Odnośnie tej Chinki, małżeństwo było bramą do Europy. Trochę narzeka na męża, że muszą swoje zycie dzielić między Chinami, a Polską. Ona wolałaby bardziej mieszkać w Polsce, on o dziwo w Chinach, bo bardziej podoba mu sie tam klimat i przyroda. Dużo narzeka na męża, że nie wyznaje kultu pracy tak jak to jest w Chinach. Mówi też, że musi się przywczajac do życiowego balansu, między pracą a czasem wolnym od pracy. No i jest zaskoczona, że tak łatwo pieniądze w Polsce się wydaje, zamiast je odkładać na trudniejsze czasy.
Także tu mozna mówić o dużej różncy w mentalności w takim małżeństwie.
No tak, tylko jej mężem jest Polak, i czy nie przeszkadza mu to, że ona go nie kocha...? U nas, a jesteśmy krajem romantyków, więc - no zastanawiam się czy ten Polak nie miał brania tutaj, że wziął sobie taką brzydką Chinkę, czy co... o co w ogóle tu chodzi...
Ależ czemu zaraz, ze ona go nie kocha?
Chińczycy są zdolni także do miłości romantycznej. Plus - statystyczna Chinka z racji bycia Chinką ma kulturowo określony stosunek do rodziny jako takiej, zawierania małżeństwa i posiadania potomstwa, zauważalnie inny niż współczesna Europejka. Więzy rodzinne są dla niej zdecydowanie ważniejsze niż dla nas obecnej doby. Co dla iluś mężczyzn ma niezaprzeczalne zalety.
Chinka jaka jest każdy widzi - czy ładna? Jemu się ma podobać, nie nam. ![]()
Muqin - już kiedyś mieliśmy na ten temat rozmowę. Snujesz romantyczne fantazje nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Komunizm wyjebał im mentalność o jakiej piszesz z rowerka już dawno temu. Obecnie to kraj w głębokim kryzysie społecznym.
Jack, znowu cie przywiało?
Naprawdę uważasz, że menetalność kulturowa kształtowana przez kilka tysięcy lat na bardzo solidnej bazie filozoficznej została "wy..na z rowerka" przez banalne 70 lat zchińszczonego komunizmu? Kpisz czy o drogę pytasz?
Dla Chin ten "głęboki kryzys społeczny" nijakim kryzysem nie jest, dla nich to norma w historii, takie "luan" jak teraz mają regularnie co jakiś czas. Co absolutnie nie jest tematem wątku.
Jack, znowu cie przywiało?
Naprawdę uważasz, że menetalność kulturowa kształtowana przez kilka tysięcy lat na bardzo solidnej bazie filozoficznej została "wy..na z rowerka" przez banalne 70 lat zchińszczonego komunizmu? Kpisz czy o drogę pytasz?
Wyjdź na ulicę i zapytaj kogokolwiek czy robili sobie zaduszkowe wróżby, czy hallowinową zabawę.
Nasza własna kultura zanika na naszych oczach w ekspresowym tempie.
A ich, wyobraź sobie, jako że jest radykalnie, że nie powiem wręcz fundamentalnie odmienna od naszej, nie zanika. ![]()
15 2026-01-26 00:38:36 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-26 00:41:29)
Dla Chin ten "głęboki kryzys społeczny" nijakim kryzysem nie jest, dla nich to norma w historii, takie "luan" jak teraz mają regularnie co jakiś czas. Co absolutnie nie jest tematem wątku.
No nie. Od kilku lat mówi się o tym wprost, ze sami sobie społeczeństwo rozjebali donosicielstwem, inwigilacją i demograficznymi debilizmami sprzed lat. Gwałtownie się starzeją.
Masz, poczytaj trochę. Zaktualizuj wiedzę.
https://www.osw.waw.pl/en/publikacje/os … isis-china
https://www.chinasource.org/resource-li … -problems/
China is probably the most family-oriented country in the world. “Country,” in Chinese, is guo-jia, which is not a cold and harsh political term but literally means the “collection of family units.” The key concept is that regardless of the size of the country, family units are its basic building block.
However, this social building block is in serious crisis amid the unprecedented economic growth and dramatic social change that China has experienced in recent decades.
Parents who do not enroll their children in weekend study sessions are considered irresponsible; playtime or free time is a foreign concept to city children. Sadly, for many children home or family is just another dreadful battlefield outside of school.
As a result, the moment they pass their college entrance exam, students are quick to exercise freedom from their parents’ control. For students, maintaining independence after attaining their degree is of highest importance. Hence, the traditional big family is even more difficult to maintain since no one wants to live with their parents. Today, one may still see a few young adults returning to live in their parents’ homes; however, the action is not motivated by preservation of tradition but purely by the desire to ease their own financial burden.
https://www.foreignaffairs.com/articles … g-families
https://www.taipeitimes.com/News/editor … 2003841543
https://www.asianstudies.org/wp-content … actice.pdf
https://chinachange.org/2011/03/17/the- … evolution.
I najważniejsze:
Mao saw the clan and the family as institutions that kept the peasants oppressed so he issued several policies to break down the family structure.
Oczywiście - związki rodzinne są tam dalej dość istotne - jak w sumie wszędzie na świecie, ale to już nie jest to samo co przed rewolucją.
16 2026-01-26 01:12:05 Ostatnio edytowany przez Muqin (2026-01-26 01:49:18)
Oj, Jack, Jack... przecież ja doskonale wiem, że umiesz korzystać z wyszukiwarki ![]()
I że nie znasz historii Chin za dobrze też wiem, i że Fenby'ego czy Gawlikowskiego do poduszki nie czytasz też wiem.
Oczywiście, ze w Chinach zachodzą zmiany także kulturowe, od tysięcy lat zachodzą.
Oczywiście, że Mao wykonał ileś akcji, także majstrując przy systemie rodzinnym, ale wiesz... była też za panowania Mao akcja walki z Konfucjuszem i Lin Biao. Z czego, żeby nie było, Konfucjusz wyszedł cało, choć wróżono w owym czasie kompletną destrukcję społeczną Chin. Co ciekawe Mao w sprawie Konfucjusza nie był nowatorski, to już w historii Chin było, walka z konfucjanizmem, korzystał bezczelnie z pomysłów wcześniejszych. Chińczycy są cykliczni. I funkcjonują na innym niż nasze oprogramowaniu podstawowym czyli na systemie etycznym odmiennym. Chrześcijańskiego ni w ząb nie przyjmują.
Przy Chinach rozpatrywanie jakichś "ostatnich dekad" jest bardzo zachodnim myśleniem. Słabo się sprawdza.
Tak tak, ja nic nie wiem, ale to ty pierdolisz takie farmazony, że o Chryste. Tam 90% narodu nie ma żadnej wiedzy wychodzącej poza ostatnie 3 pokolenia, bo większość rzeczy została zniszczona (z tych praktycznych, nie chodzi o zabytki, bo chodziło właśnie o złamanie kultu i trwałości rodziny na rzecz partii), a tylko niektóre rzeczy zostały sztucznie odtworzone na potrzeby np. turystyki czy biznesu.
Większość ludzi przedstawia tam dokładnie coś takiego jak ta babka. Kropka w kropkę. A wierność i lojalność rodzinie została zastąpiona lojalnością partii. Ci, którzy mają choć dwie klepki razem to próbują stamtąd spierdalać i wręcz zalewają nielegalne drogi migracji m.in do USA. A co ładniejsze to próbują złapać sobie męża z zachodu (jak ta babka na filmie).
Tak tak, ja nic nie wiem,
Tego akurat nie napisałam, napisałam, że wiesz niewiele. Co się idealnie potwierdza w tym, co piszesz dalej o Chinach. Zostań przy butkach górskich i ich membranach, na tym się przynajmniej znasz, to z zainteresowaniem sobie poczytałam nie próbując się mądrzyć.
Ponieważ o chińskiej historii i kulturze więcej dowiadywać się nie zamierzasz, za to oczywiście już twój ukochany czasownik się pojawił - jak zwykle pa! Jacuś, do następnego.
Ależ czemu zaraz, ze ona go nie kocha?
Chińczycy są zdolni także do miłości romantycznej. Plus - statystyczna Chinka z racji bycia Chinką ma kulturowo określony stosunek do rodziny jako takiej, zawierania małżeństwa i posiadania potomstwa, zauważalnie inny niż współczesna Europejka. Więzy rodzinne są dla niej zdecydowanie ważniejsze niż dla nas obecnej doby. Co dla iluś mężczyzn ma niezaprzeczalne zalety.
Chinka jaka jest każdy widzi - czy ładna? Jemu się ma podobać, nie nam.
Dobra, weszłam później na jej profil na yt i pisze, ze zakochała się w Polaku. Ale tą poduszką w salonie, o której mówiła na początku filmu, to mi podpadła. ![]()
No nie tyle ona osobiście ile raczej chińskie podejście Ci podpadło, Samba
Bo te historyjki o poduszce i druga o kocie w biurze rachunkowym to przekaz kulturowy, jaki odebrała, to jej od dzieciństwa wpajano i takich historyjek jest tam multum , od pokoleń. Z pokolenia na pokolenie to idzie od tysięcy lat. Oni kulturowo oddzielili starannie i bardzo dawno romantyczne uniesienia od instytucji małżeństwa i tyle.
Tak historycznie jak tu stawiać na romantyczne uniesienia gdy podstawą są małżeństwa poligamiczne? Dla nich monogamia to kulturowo nowość, przez tysiące lat u nich jedną żonę mieli tylko biedacy, bo ich stać nie było na drugą. Monogamię to im dopiero Mao z komunistycznym impetem wprowadził i to akurat zostało, monogamia przynajmniej formalna.
Co mieli tym swoim dziewczynom wpajać? Toć Chinka dobrze, jak była pierwszą żoną , ale ile z nich miało na to realne szanse? Nawet jeśli pierwszą została i tak miała pewność, że będzie żona druga, trzecia i dalsze plus konkubiny, plus nałożnice i to w ramach obowiązującego systemu społecznego, nie jakichś aberracji. Im bogatszy mąż tym więcej tych kobiet brał do domu. Nie miał nad nimi takiej władzy, jak w islamie, ale być to były. Plus oczywiście z usług kurtyzan korzystał. W takiej sytuacji romantyczna wyłączność jak pomysł na małżeństwo to prosta droga do szaleństwa, przynajmniej dla kobiety.
21 2026-01-26 18:00:49 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-26 18:02:39)
Tego akurat nie napisałam, napisałam, że wiesz niewiele. Co się idealnie potwierdza w tym, co piszesz dalej o Chinach.
W sensie co oni sami piszą o sobie? I w sensie to co piszą w kolejnych opracowaniach na ten temat bez względu z jakiego kraju?
Z pokolenia na pokolenie to idzie od tysięcy lat. Oni kulturowo oddzielili starannie i bardzo dawno romantyczne uniesienia od instytucji małżeństwa i tyle.
Tak, tak. Oczywiście.
When the ancestral temples were destroyed most families lost the records of their extended family. This has lead to a major shift in China, family is now seen as the 3 living generations, beyond that is largely forgotten.
Under Xi Jinping’s leadership, China has withdrawn from the ‘one-child policy’ and started promoting a model of larger families. However, the Chinese public is undergoing cultural changes that contradict the government’s pronatalist approach. Add to this budget constraints, minimal immigration and the rapidly declining number of women of reproductive age, and this problem becomes practically unsolvable. As a result, the demographic downturn will significantly impact both domestic and foreign policy in China.
According to data (see Appendix) published on 17 January by the National Bureau of Statistics of China (NBS), the country’s population at the end of 2023 stood at 1.409 billion, 2.08 million smaller than the previous year. This marks the second consecutive year of demographic decline, with a larger decrease than in 2022, when it was 0.85 million. At the same time, there was a larger decline (by over 10 million) in the working-age group (16–59 years), which numbers 864.8 million people, and its share in total population has dropped to 61.3%.
It seems evident that China’s population will continue to decline at least until the end of this century, and the process will accelerate each year.
The declining birthrate in China is linked to several economic and cultural factors. The cost of raising a child in this country is nearly seven times (6.9) China’s per capita GDP, and is much higher than in the United States (4.11) or Japan (4.26).
The Communists changed family in another fundamental way by giving Chinese women the same rights as Chinese men. This means that far more women are now working outside the home, and women now also exercise their right to divorce.
China has undergone similar cultural changes to those seen in other East Asian countries such as Japan and South Korea, as well as in the West.
Napisz to jeszcze raz jakim priorytetem dla Chinek jest rodzina i jak to te same wartości tam są wciąż podtrzymywane od tysięcy lat i jak to komunizm niczego tam nie zmienił.
Romantyczne bajki opowiadasz. Nieaktualne od kilkudziesięciu lat.
No tak, tylko jej mężem jest Polak, i czy nie przeszkadza mu to, że ona go nie kocha...? U nas, a jesteśmy krajem romantyków, więc - no zastanawiam się czy ten Polak nie miał brania tutaj, że wziął sobie taką brzydką Chinkę, czy co... o co w ogóle tu chodzi...
Tak mi sie przypomniało z innego forum, gdy ktos mówił, że żona patrzy na niego łaskawszym okiem, gdy np. wprawnie zamontuje gniazdko elektryczne.
Z moich obserwacji też widzę, że wiele kobiet jest związanych z kimś życiowo zaradnym. Cięzko wniknac w ich duszę, czy męczą się w takim związku, bo nie ma motylków, a może pojawiają się właśnie przy wprawnie zamontowanym gniazdku.
Czy ta Chinlka jest brzydka? Chyba nie. Gdy narzeka na meża, ma wiele komentarzy, że gdyby jej z meżem nie wyszło, to komentatorzy byliby chętni na bliższą znajomość.
Ta Chinka też trochę prowokuje (dla zasięgów). Mówi np. że ciężko jej idzie z językiem polskim, a całkiem dobrze mówi po polsku.
23 2026-01-26 21:18:19 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2026-01-26 21:18:36)
Może Chinka za piękna nie jest, za to bardzo dobrze wykształcona i inteligentna. Doktorat z matematyki.
Ci, którzy mają choć dwie klepki razem to próbują stamtąd spierdalać i wręcz zalewają nielegalne drogi migracji m.in do USA. A co ładniejsze to próbują złapać sobie męża z zachodu (jak ta babka na filmie).
25 2026-01-26 21:51:16 Ostatnio edytowany przez Muqin (2026-01-26 21:51:38)
Jack, w pewnym sensie i owszem, bez względu na to co "oni piszą o sobie" albowiem jeśli Polak pisze o Polakach czy sytuacji w Polsce nie oznacza to, ze z automatu ma rację oraz że należy się pokornie a bezkrytycznie zgodzić z tym , co napisał. Co do opracowań dotyczących Chin to istnieją dwa nurty narracji, zachodni oraz uwzględniający różnice kulturowe. Ten zachodni jest mi oczywiście znany, zaczął się w XIX wieku czyli w okresie silnej dominacji Zachodu, takiej dosyć globalnej. Czasy się zmieniły, nasza zachodnia narracja nie jest już jedyną obowiązującą. Jest dla ludzi Zachodu łatwiejsza do przyswojenia, ale za to używając jej nie za bardzo da się pojąć Chiny i Chińczyków oraz wszelkie procesy tam zachodzące.
"China has undergone similar cultural changes to those seen in other East Asian countries such as Japan and South Korea, as well as in the West. "
To co powyżej na przykład to jest bzdura kompletna.
Jesteś, Jack pierwszym chyba człowiekiem w moim niekrótkim życiu, który mi przypiął opowiadanie romantycznych bajek
Postrzeganie panowania Mao jako czegoś, co kulturowo Chiny przeorało jest na Zachodzie dosyć częste. W długiej historii tego kraju takie przeorania miały miejsce wcześniej, konkretnie Mao był czwarty, licząc orkę głęboką, bo takie płytsze im się trafiały częściej. Pierwszego "oracza", jako osoba wykształcona, wykorzystał nawet propagandowo bardzo umiejętnie. Innymi słowy - wiedział, co robił, do tradycji nawiązał, znał bowiem doskonale i historię i kulturę swoich poddanych i wcale jej niszczyć nie zamierzał, on się na niej umiejętnie oparł iżby sobie porządzić i do historii przejść, co zresztą mu się niewątpliwie udało. Chińczycy wcale Mao nie postrzegają jako ohydnego komunistycznego dyktatora.
Opozycja rodzina versus partia w chińskiej kulturze nie ma racji bytu.
Legat, z tymi motylkami przy okazji gniazdka elektrycznego to coś jest chyba na rzeczy...
wiesz, taki co to gniazdko zamontuje znaczy o wspólne nasze gniazdko dba, zależy mu. Może nie jest to poetyckie ale jednak ze sprawnym gniazdkiem przyjemniej niż bez niego, co jakoś tam może, choć pośrednio, te nieco uwiędłe z upływem czasu motylki do życia pobudzić. Osobiście wolę zamontowane osobiście przez pana gniazdko elektryczne niż bukiet róż od pana i konieczność wzywania elektryka.
Chinka może się podobać albo nie, poza tym jest egzotyczna będąc Chinką, to niektórych kręci.
Po polsku mówi naprawdę dobrze, wymawia trochę dziwnie, ale biorąc pod uwagę to, jak trudny jest nasz język, to naprawdę dobrze, zrozumieć da się bez wysiłku.
Z tym zwiewaniem z Chin na Zachód to trochę podobnie do emigracji z PRL-u. Skala masowa to nie, ale zjawisko i owszem, występuje. Emigracja poprzez małżeństwo pomysłem nowym nie jest. Podobnie jak za PRL - coś tam o tym Zachodzie ludzie wiedzieli, coś sobie wyobrażali, potem się aklimatyzowali albo i nie. Chiny to nie Somalia, że wszędzie lepiej niż tam, bez przesady.
Co do opracowań dotyczących Chin to istnieją dwa nurty narracji, zachodni oraz uwzględniający różnice kulturowe.
To popatrz na źródła.
Popatrzyłam i podtrzymuję. Są Chińczycy stosujący zachodni nurt narracji, także ci z pełną aprobatą ChRL czyli oficjalni. Gdyby nie to, że akurat tobie w naszej rozmowie zależy tylko na tym, żeby mi wykazać, że się nie znam, to bym ci wyjaśniła dlaczego tak jest. Narracja tzw. zachodnia nie jest przypisana sztywno do tego, czy ktoś jest Chińczykiem czy nie i czy jest Chińczykiem z Zachodu czy z ChRL. Pokrętne, nie? Za to ciekawe.
Pierdolisz farmazony teraz, aby tylko nie przyznać, że twoja wiedza jest nieaktualna i romantyzuje chiński tradycjonalizm. Który owszem - w teoretycznych podstawach jest fajny, a w praktyce to źródło masakrycznego spierdolenia i absurdalnych wojen, (naziole to małe jasie przy nich), a ostatecznie poziomu uzależnienia od opiatów w takiej skali, że doprowadziło to do ich upadku i zapanowania zbrodniczego komunizmu.
Chiny są krajem komunistycznym. Z kompletnie spierdoloną mentalności i społecznie zniszczone.
29 2026-01-26 23:16:38 Ostatnio edytowany przez Muqin (2026-01-26 23:18:02)
Zszedłeś zdecydowanie poniżej poziomu, na którym jestem w stanie rozmawiać.
Oczywiście, bo w twojej wizji Chiny są zajebiste. Takie prorodzinne i w ogóle.
Chuj tam, ze komuniści wymordowali ponad 70 milionów w czasie swoich rządów, a wcześniej to mordowali się na taką skalę, że powstanie Tajpingów (XIX wiek) okrzyknięto najkrwawszą wojną domową w historii świata.
Mnogi ich. Można romantyzować znaczenie rodziny.
Nie są zajebiste, są inne. I ciekawe.
Ja nie podchodzę ani do historii ani do obcych kultur na emocjach. Nie mogłabym prowadzić zawodowego życia nijakiego, gdybym wchodziła na wysokie C omawiając przyczyny i skutki powstania czy to Tajpingów, czy An Lushan'a, nie wspominając o hekatombie budowy Wielkiego Muru czy równie dużej, choć nie tak popularnej, budowy Wielkiego Kanału. Historia ludzkości jest krwawa. Polityka jest dosyć paskudna, zawsze była.
To skończ to bezsensowne romantyzowanie i jakieś dziwaczne fantasmagorie.
Z tym zwiewaniem z Chin na Zachód to trochę podobnie do emigracji z PRL-u. Skala masowa to nie, ale zjawisko i owszem, występuje.
Tak było dekadę temu:
Według zaprezentowanych niedawno danych niezależnego pekińskiego think tanku Centrum Chin i Globalizacji (CCG) w ciągu ostatnich 23 lat – a więc od początku wielkiego otwarcia ChRL na świat – z Chin wyemigrowało około 10 milionów osób. Co więcej – liczby dotyczące świeżej emigracji wciąż rosną.
A tak jest teraz (szczególnie istotne dla dalszej części poniżej):
Liczba osób chcących opuścić Chiny gwałtownie rośnie w ostatnich latach, wynika z danych ONZ. Tylko w pierwszym półroczu 2023 roku ponad 120 tys. obywateli Chin ubiegało się o azyl polityczny na całym świecie
"Nie masowa skala". Ale dotkliwa w chuj:
Na wyjazd za granicę decydują się głównie ludzie zamożni, przedsiębiorczy i wykształceni. Jak uspokaja Zhang Yiwu, zajmujący się socjologią emigracji naukowiec z Uniwersytetu Pekińskiego, nie ma powodów do paniki, jednak biorąc pod uwagę, że liczba ludzi uznawanych za majętnych i stanowiących elitę współczesnych Chin to nie więcej niż 15–20 mln osób „utrata krwi" jest już odczuwalna. Władze niepokoi też drenaż mózgów, czyli wyjazd najlepiej wykształconych obywateli, potrzebnych do dalszego napędzania rozwoju państwa.
I co lepsze:
Według szacunków CCG tylko w 2011 r. bogaci Chińczycy wywieźli z ChRL 462 mld dolarów, czyli ok. 3 proc. chińskiego PKB.
Jak pisałem wcześniej - kto ma mózg i choć trochę finansów, to próbuje stamtąd spierdalać.
Ale uparciuszek z ciebie, Jack. Wyszukujesz i wyszukujesz , jakby to cokolwiek zmienić mogło...
Nie ma powodów do paniki w/s emigracji to owszem, z tym się akurat spokojnie zgodzę.
Twoja prywatna opinia czyli "kto ma mózg to sp...dala z Chin" pozostaje twoją prywatną opinią. Miej ją sobie na zdrowie. Ostatecznie w tej sprawie wolność mamy.
Choć przyznam na koniec, że uznanie za "zjawisko masowe" prośby o azyl w wykonaniu 120 tys obywateli przy populacji 1,41 miliarda to mi się spodobało. Dla mnie to jednak od szukania azylu na skalę masową jest jednak dosyć odległe. No ale co ja tam wiem... toż to Jack WIE LEPIEJ.
Fajna ta Chinka, dobrze po polsku gada a nawet żartuje:))
Twoja prywatna opinia czyli "kto ma mózg to sp...dala z Chin" pozostaje twoją prywatną opinią.
To są liczby. Nie opinia. A jak emigracja zabiera ci 3% PKB to jest to ogromny problem.
Masz nabożne podejście do liczb? Bo ja to mam krytyczne. Z wyjątkiem rzecz jasna nauk ścisłych, ale ekonomia z całą pewnością do nich nie należy ![]()
Nabożne? No można sobie pierdolić co się chce i jak się chce, ale jak emigracja ci podpierdala 3% PKB i obejmuje wykształconych specjalistów, to jest to OGROMNY problem.
Czyli wierzysz bez zastrzeżeń w te 3% PKB. Ok, z wiarą to ja nie dyskutuję ![]()
Twarde dane liczbowe nie są wiarą. Można się spierać o wiarygodność, bo liczby pochodzą od samych chińczyków (czyli można domniemywać, że realnie było to więcej). Niemniej jednak są to jakieś informacje i dane na jakich można bazować, a nie romantyczne bajki i fantazje.
Co ty z tym romantyzmem i fantazjami? Obsesje jakąś masz?
W życiu by mi z klawiatury nie spłynęło, że w ChRL jest jakiś "system prorodzinny", pojęcie zresztą typowo współczesne i raczej zachodniego chowu, niespecjalnie przydatne do opisu kręgu kultury konfucjańskiej szeroko pojmowanej. A coś takiego już mi przypisałeś. Podobnie jak przypisałeś mi jakieś idealizowanie tradycyjnego chińskiego systemu rządzenia czy relacji rodzinnych. Jedyne co napisałam, to to że u nich jest INACZEJ. Nie że lepiej oraz nie że idealnie. Z tego inaczej zaś wynika sporo ciekawych rzeczy.
Dane liczbowe są danymi liczbowymi. Do danych liczbowych też można podchodzić krytycznie albo bezkrytycznie. No to ja z zasady krytycznie. Do PKB też. W kontekście emigracji z ChRL coś ono mówi, czegoś zaś nie. Tobie mówi "jest tak a tak", a mnie zaciekawia, ale bazę to może stanowić co najwyżej do podrążenia czyli być punktem wyjścia do czegoś dalej.
Co ty z tym romantyzmem i fantazjami? Obsesje jakąś masz?
W życiu by mi z klawiatury nie spłynęło, że w ChRL jest jakiś "system prorodzinny", pojęcie zresztą typowo współczesne i raczej zachodniego chowu, niespecjalnie przydatne do opisu kręgu kultury konfucjańskiej szeroko pojmowanej. A coś takiego już mi przypisałeś. Podobnie jak przypisałeś mi jakieś idealizowanie tradycyjnego chińskiego systemu rządzenia czy relacji rodzinnych. Jedyne co napisałam, to to że u nich jest INACZEJ. Nie że lepiej oraz nie że idealnie. Z tego inaczej zaś wynika sporo ciekawych rzeczy.
acha.
pewnie
Chińczycy są zdolni także do miłości romantycznej. Plus - statystyczna Chinka z racji bycia Chinką ma kulturowo określony stosunek do rodziny jako takiej, zawierania małżeństwa i posiadania potomstwa, zauważalnie inny niż współczesna Europejka. Więzy rodzinne są dla niej zdecydowanie ważniejsze niż dla nas obecnej doby.
A to jest kompletną bzdurą wyssaną z palca. Bo kobiety przed rewolucją komunistyczną nie miały tam za wiele do gadania (w niższych kręgach społecznych), natomiast po uzyskaniu praw są bardziej zainteresowane robieniem kariery niż zakładaniem rodziny. Dość wspomnieć, że Chiny przodują w ilościach aborcji. Żebyś miała świadomość skali - aborcji przeprowadza się tam więcej niż żywych urodzeń.
Naprawdę wyssane z palca?
Toż rodzina jest w konfucjańskim systemie etycznym jednym z pojęć podstawowych. Cnota xiao, dosyć niezręcznie tłumaczona jako "posłuszeństwo synowskie", to jedna z podstawowych wartości etyki konfucjańskiej. Chińczyk czy Chinka jest socjalizowany wedle innego wzorca etycznego niż osoba z kręgu kultury chrześcijańskiej i tyle.
Z czego wynika między innymi inny ich stosunek do więzów rodzinnych niż nasz. Tak w skrócie.
Naprawdę nadal zakładasz, że ja nic o Chinach nie wiem?
Że mi oczy otwierasz na ilość aborcji ? Ich kulturowe podejście do aborcji jest radykalnie inne niż nasze, inna etyka podstawowa. Nie chcą mieć dzieci to nie mają, na jakieś lobby antyaborcyjne to tam miejsca nie ma. Pytanie otwarte - jak długo to potrwa i co z tym zrobią. Coś zrobią, co - czas pokaże. Bo to są Chiny, nie Europa.
43 2026-01-28 20:02:20 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-28 20:04:44)
Toż rodzina jest w konfucjańskim systemie etycznym
Chiny są przede wszystkim KOMUNISTYCZNE. Tam nie ma etyki konfucjańskiej. Jest lojalność i oddanie wobec partii oraz totalna inwigilacja.
Naprawdę nadal zakładasz, że ja nic o Chinach nie wiem?
Ty w każdym swoim wpisie to udowadniasz. Radośnie pomijając UJEMNY przyrost naturalny, problemy społeczne i ekonomiczne oraz liczne ludobójstwa jakich dokonali komuniści w czasie swoich rządów oraz inne ich zbrodnicze czyny mające na celu wymazanie ich tożsamości narodowej na rzecz tożsamości komunistycznej.
Gdybyś znała realia aborcyjne to nie pierdoliłabyś o wartości rodziny
No to pas z mojej strony. Masz racje we wszystkim co napisałeś, w tym czego nie napisałeś też masz, na wszelki wypadek na dowolny temat, tak hurtem i apriorycznie.
Wygrałeś!!! WIESZ WSZYSTKO.
A po chińsku to mówisz w ilu dialektach?
Nie pierdol. Zachwycasz się zbrodniczym reżimem, bo jest "inny i ciekawy" snując jakieś swoje fantazje o konfucjanizmie.
Chinami łatwo się zachwycić, oczywiście z daleka. Poniżej przykład ogromnego blokowiska na pięknej wyspie, w którym mieszka garstka ludzi.
No mają rozmach skurwysyny i to trzeba im oddać. Rozwijają się w zatrważającym tempie.
Ogólnie konfucjanizm, buddyzm czy taoizm i całe TCM są bardzo ciekawe, ale to ile tam jest debilizmów na każdym kroku, oszustw i matactwa oraz czystego wyzysku to ja pierdole. Witki czasem opadają. Chińczycy są strasznie spaczeni tym swoim komunizmem. Nie mają żadnej moralności. Za grosz.
Oj, Legat, z tym to się zgodzę w 100%. Piękne na obrazku, zdjęciu czy filmie to są. W realu jakby mniej, no ale na to, że ze zdjęcia przed puszczeniem w świat można usunąć niepotrzebne elementy iżby ładne było to od dawna wiadomo. Poza tym zdjęcia nie pachną, w przeciwieństwie do Chin.
Rozmach faktycznie mają, od wieków... ostatecznie nie kto inny ino oni wykonali Wielki Mur. Z rozmachem, nawet z kosmosu widoczne. Cholera, wtedy nie było tam komunizmu... jak oni to zrobili ?
Swoją drogą informacja, iż Chińczycy nie mają moralności jest fascynująca, jakim sposobem stworzyli cywilizację? Tak zupełnie bez jakiejkolwiek moralności? Nic, żadnej?
Pisałeś Jack o Powstaniu Tajpingów, no przecież to było przed komunizmem. Wtedy mieli jakąś moralność czy nie mieli?
49 2026-01-30 14:17:41 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-01-30 14:20:18)
Wracając do głównego tematu nie tylko Chińczycy mają takie podejście do małżeństw. Prawda jest taka, że niemal wszędzie na świecie dominują małżeństwa z rozsądku. O tym jak to wygląda w Islamie już sobie daruję bo to za duży temat. Weźmy przykład dość blisko Chinom czyli Japonię. Niedawno oglądałem jakiś stary odcinek jak Martyna Wojciechowska była w Japonii i pokazywała życie Japończyka, który mieszkał z lalką. Gość normalnie miał żonę tylko nie mieszkali razem, a on miał ludzkich rozmiarów lalkę, z którą sobie żył. Mówił, że nigdy nie było w ich małżeństwie tej miłości o jakiej my mówimy w Polsce. Przedstawiał znajomych, którzy mieli taką samą sytuację. W ogóle okazało się, że ten przemysł lalkarski jest dość dochodowy i twórcy takich lalek nieźle zarabiają. A to wszystko się działo już ładne parę lat temu. Od siebie dodam, że w Japonii podejście do związków jest dość specyficzne. Oni dużą uwagę przykładają do statusu związku. Dziewczyna, narzeczona, żona i matka to zupełnie inne osoby, oczywiście wciąż w jednym ciele. Przykładowo kiedy już urodzi się dziecko żona staje się matką więc seks niemal całkowicie znika. Dlatego też w Japonii jest tak dużo i są tak popularne płatne usługi seksualne. Tam żonaty facet może sobie na legalu korzystać z takich usług i jeśli przez to nie zaniedba swojej rodziny to często nawet nie jest to uznawane za zdradę. Co ciekawe prostytucja w Japonii jest nielegalna ale jest to tak sformułowane w prawie, że nawet nie muszą tego obchodzić by mieć ten rodzaj usług na dość wysoko rozwiniętym poziomie.
No pewnie, ze nie tylko Chińczycy , Shini ![]()
Japonia zaliczana jest do kręgu kultury konfucjańskiej i choć bardzo rzecz jasna różni się od Chin akurat podejście do małżeństwa ma podobne w wielu punktach, podobne jest też w Korei Południowej, Wietnamie i tamtych rejonach.
Podobnie z podejściem do ludzkiej seksualności, inne jest fundamentalnie w tamtym kręgu kulturowym.
51 2026-01-30 15:33:37 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-30 15:37:38)
Japonia to jednak stan umysłu.. Za każdym razem podziwiam mieszane pary, gdzie każde z nich pochodzi z kompletnie odrębnego kręgu kulturowego.
Owszem, nieraz udaje się nawiązać porozumienie, ale ile takich prób skończyłoby się już na samym wstępie..
Co do Wielkiego Muru, to warto pamiętać, ilu ludzi zginęło przy jego budowie... Zresztą, nie tylko same Chiny. Wielkie cywilizacje raczej nie rodziły się wspaniałomyślnie z romantycznego ducha. Nawet pragnienie osiągnięcia wielkich dokonań kosztowało nieraz życie wielu istnień ludzkich.
Z pewnego punktu widzenia nie tylko Japonia ale w ogóle inne kręgi kulturowe to zaiste stan umysłu zupełnie serio. Uczenie mówiąc umysł socjalizowany wedle innego wzorca etycznego niż nasz. Po ludzku weź sobie wyobraź, bagienni_k, że Dekalog jest pojęciem etycznie pustym dla kogoś. Jakby go w ogóle nie było. Na przykład nie istnieje "nie zabijaj" uogólnione, jest w zamian uzasadnione filozoficznie podejście relatywistyczne czyli "zależy kogo oraz dlaczego i w jakiej sytuacji". A wiara w ogóle nic do sprawy etyki nie ma, bo żadem Bóg nie porządkuje ludzkich i ziemskich spraw, także małżeńskich.
Z tymi parami mieszanymi to albo rozwala się bardzo szybko albo ...albo jest ciekawie, bo mają nieco inne problemy.
Na przykład wielce u nas okropne czyli "domyśl się" w związku u nich nie jest tak niszczące, bo niejako z góry zakładają, ze ta druga strona nie ma się jak domyślić (inna kultura) i mniej o to nie domyślanie się mają do siebie wzajem pretensji. Więcej chyba ze sobą rozmawiają o takich sprawach, które dla nas są w pakiecie "on/ona powinna to wiedzieć oraz uwzględnić sam/sama z siebie". Mam wrażenie, że radykalna odmienność kulturowa wymusza niejako albo szybkie rozstanie albo lepszą komunikację werbalną w związku, no bo uruchamia się na przykład "on ma prawo nie wiedzieć, że mi powinien dać kwiatki i prezent na urodziny bo u nich się urodzin nie obchodzi/obchodzi inaczej" czyli zamiast focha i poczucia "jemu na mnie nie zależy" od niej płynie informacja "u nas powinieneś tak a tak zrobić, żebym była szczęśliwa", on się nie czuje skarcony tylko poinformowany i per saldo nie ma problemu tam, gdzie mógłby być.
Przy budowie Wielkiego Muru zginęło masę ludzi, przy budowie piramid zapewne też. Wielki Mur i podobne choć mniej znane chińskie przedsięwzięcie czyli Wielki Kanał przynajmniej miały znaczenie praktyczne i choć ludzi poginęli, pozostałym przy życiu oraz szerzej państwu wykonane budowle się ewidentnie przydały także w czasach późniejszych, Wielkiego Kanału do dziś używają.
Co do Wielkiego Muru, to warto pamiętać, ilu ludzi zginęło przy jego budowie... Zresztą, nie tylko same Chiny. Wielkie cywilizacje raczej nie rodziły się wspaniałomyślnie z romantycznego ducha..
Ani z wysokiej etyki czy moralności.
A jacy są Chińczycy to każdy widzi - lecą w kulki na każdym kroku. Uroków komunizmu chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć....
A co to jest wysoka etyka?
Dekalog jest pojęciem etycznie pustym dla kogoś. Jakby go w ogóle nie było. Na przykład nie istnieje "nie zabijaj" uogólnione, jest w zamian uzasadnione filozoficznie podejście relatywistyczne czyli "zależy kogo oraz dlaczego i w jakiej sytuacji".
Tyle tylko, że w dekalogu 'nie zabijaj' jest interpretowane jako "nie morduj swoich". Co z kolei jest bardzo uniwersalne i funkcjonuje w zasadzie na całym globie.
Na przykład wielce u nas okropne czyli "domyśl się" w związku u nich nie jest tak niszczące, bo niejako z góry zakładają, ze ta druga strona nie ma się jak domyślić (inna kultura) i mniej o to nie domyślanie się mają do siebie wzajem pretensji. Więcej chyba ze sobą rozmawiają o takich sprawach, które dla nas są w pakiecie "on/ona powinna to wiedzieć oraz uwzględnić sam/sama z siebie".
Poznałem kiedyś ciekawą parę mieszaną. Już w wieku emerytalnym. To było wiele lat temu, ale mieli oni własny język. W dosłownym sensie. Bo jedno nie mówiło w języku drugiego więc rozmawiali po angielsku, w którym oboje dukali. Z czasem zaczęli uzupełniać angielski ojczystą mową (każde swoim) i wzajemnie nauczyli się rozumieć pojedyncze słowa. Po wielu lata wyszedł z tego jakiś dziwaczny mix, którego nie rozumiał absolutnie nikt poza nimi. Ciekawe to było doświadczenie.
Moralnością i etyką to doskonale wiesz o co chodzi, więc nie dziel włosa na czworo, bo to kompletnie bez sensu. Wielkie osiągnięcia inżynieryjne nie mają z nią żadnego związku. A to, że Chińczycy to złodzieje i wręcz skrajni nacjonaliści to też nihil novi i jest to przyczyna ich wielu problemów (np wojny gospodarczej pomiędzy USA i UE a Chinami).
Ależ czemu zaraz, ze ona go nie kocha?
Chińczycy są zdolni także do miłości romantycznej. Plus - statystyczna Chinka z racji bycia Chinką ma kulturowo określony stosunek do rodziny jako takiej, zawierania małżeństwa i posiadania potomstwa, zauważalnie inny niż współczesna Europejka. Więzy rodzinne są dla niej zdecydowanie ważniejsze niż dla nas obecnej doby. Co dla iluś mężczyzn ma niezaprzeczalne zalety.
Chinka jaka jest każdy widzi - czy ładna? Jemu się ma podobać, nie nam.
Chinka jest raczej... niezbyt ładna, brzydka może nie, ale ładna? Na pewno nie.
Nie znałam zbyt wielu Chińczyków, ale kilku jednak tak, mających rodziny itd.
Co tak z autopsji mogę o nich powiedzieć?
Mieli w Chinach obwiązek posiadania jednego dziecka, byli karani bardzo surowo gdy kobieta urodziła drugie dziecko. Gdy udalo im się wyjechać z Chin, a w Kalifornii było ich naprawdę sporo, każda chińska rodzina miała więcej niż dwoje dzieci ![]()
Mają świetną kuchnię, nigdy w życiu tak dobrze nie jadlam jak w chińskiej dzielnicy L.A. I tylu dziwnych potraw, przypraw i w ogóle dziwnych rzeczy jakie widziałam w chińskiej dzielnicy, nigdy potem nie widziałam.
Ogolnie Chińczycy bardzo rożnią się między sobą, w zależności od regionu w Chinach z którego pochodzą. W Stanach są postrzegani jako bardzo pracowici i dobrzy pracownicy.
Kobiety są zdominowane przez obowiązki domowe, pracę itd. ale mimo to potrafią nosić w domu spodnie i zdominować swojego męża, tak "w białych rękawiczkach". Często w chwilach wielkiej traumy, to one zachowują "zimną krew", gdy np. mężczyźni płaczą, histeryzują i nie widzą wyjścia z sytuacji.
To moje, na gorąco zebrane, oparte na wspomnieniach opinie o Chińczykach. W Chinach nigdy nie byłam, choć z radością bym ten kraj odwiedziła.
57 2026-01-31 18:23:21 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-31 18:41:32)
Wyjątkowo silne te więzy rodzinne. Takie ciepłe, pełne serca i życzliwości. Takie skrajne odmienne od naszych......a nie....czekaj..... ![]()
Tyle tylko, że w dekalogu 'nie zabijaj' jest interpretowane jako "nie morduj swoich". Co z kolei jest bardzo uniwersalne i funkcjonuje w zasadzie na całym globie.
Nie do końca - albowiem jest różnica między interpretowaniem a całkowitym brakiem zakazu jako takiego.
Moralnością i etyką to doskonale wiesz o co chodzi, więc nie dziel włosa na czworo, bo to kompletnie bez sensu. Wielkie osiągnięcia inżynieryjne nie mają z nią żadnego związku. A to, że Chińczycy to złodzieje i wręcz skrajni nacjonaliści to też nihil novi i jest to przyczyna ich wielu problemów (np wojny gospodarczej pomiędzy USA i UE a Chinami).
Wybacz, Wielki Nauczycielu - ale z tą wysoką etyką naprawdę nie wiem i z nadzieją czekam, aż mroki mej niewiedzy rozjaśnisz.
Osiągnięcia inżynieryjne nie wiszą w próżni - ktoś to mianowicie robi. Ludzie. W zorganizowany sposób. Funkcjonujący w jakimś uporządkowanym systemie państwowym. W którym jakaś etyka istnieje, bo bez zasad etycznych by system państwowy nie zaistniał.
Że Chińczycy to skrajni nacjonaliści to owszem, prawda. Od tysięcy lat to mają i obawiam się nic a nic im nie przeszło. Już sporo przed naszą erą krążył "opis barbarzyńcy" iżby lud prosty i ten nieco mniej prosty wiedzę posiadał i barbarzyńcę łatwo umiał od osoby cywilizowanej (Chińczyka) odróżnić, i po wyglądzie i po zachowaniu. Odróżnił i odpowiednio (gorzej) traktował. A jak zaczęli masowo drukować wymyśliwszy czcionkę ruchomą, to się podejście utrwaliło. To akurat zdarzenia grubo sprzed narodzin Marksa czyli nie komunizm to wyprodukował.
Złodzieje, mówisz - kłania się Dekalog - brak ogólnego "nie kradnij" swoje robi. Coś, co dla nas jest kradzieżą godną potępienia co do zasady u nich jest nią albo i nie. Inna etyka.
A co do więzów rodzinnych w Chinach to nigdy nie napisałam, ze są wspaniałe - są silniejsze niż u nas i nieco inaczej poustawiane odnośnie emocji i wzajemnych obowiązków.
Tak, ich rodzinne relacje są skrajnie miejscami odmienne od naszych. Nie z powodu komunizmu, tylko konfucjanizmu.
Ale ze Chińczycy też ludzie - wiadomo, w rodzinach różnie bywa. Także tam.
@Salomonka - Chińczycy bardzo się różnią miedzy sobą regionalnie to fakt. Jeśli kiedyś do tych Chin pojedziesz zobaczysz, ze to co w Chinatown to nic w porównaniu z realem ![]()
Nie do końca - albowiem jest różnica między interpretowaniem a całkowitym brakiem zakazu jako takiego.
Nie ma i nigdy nie było zakazu zabijania jako takiego.
Osiągnięcia inżynieryjne nie wiszą w próżni - ktoś to mianowicie robi. Ludzie. W zorganizowany sposób. Funkcjonujący w jakimś uporządkowanym systemie państwowym. W którym jakaś etyka istnieje, bo bez zasad etycznych by system państwowy nie zaistniał.
Etyka nie ma żadnego związku z inżynierią. Najmniejszego. Prawo i filozofia nie są tożsame z etyką.
Złodzieje, mówisz - kłania się Dekalog - brak ogólnego "nie kradnij" swoje robi. Coś, co dla nas jest kradzieżą godną potępienia co do zasady u nich jest nią albo i nie. Inna etyka.
A jak cię zgwałci mieszkaniec Kongo to oczywiście zrobi to etycznie, zgodnie ze swoją etyką. Chińczycy kradną i inwigilują na potęgę. Dorabianie do tego filozofii o moralności i etyczności nie zmienia ostatecznego rozrachunku - to kraj za nic mający międzynarodowe normy i wymogi prawne.
A co do więzów rodzinnych w Chinach to nigdy nie napisałam, ze są wspaniałe - są silniejsze niż u nas i nieco inaczej poustawiane odnośnie emocji
Widać jakie są inne i jakie silne. Kłócisz się z Chinką, że wiesz lepiej jak to wygląda u niej w rodzinnym kraju.
Wyjątkowo silne te więzy rodzinne. Takie ciepłe, pełne serca i życzliwości. Takie skrajne odmienne od naszych......a nie....czekaj.....
Dziś też to oglądałem.
Te same problemy co w Rzeczpospolitej. Tylko, że tam z hierachią rodzinną jest dramat, co potwierdziła opowieścią o płaczącym i strofującym wszystkich dziadku.
Te same problemy co w Rzeczpospolitej.
Oj tam, oj tam. ![]()
W całym rozwiniętym świecie problemy są sumarycznie bardzo podobne: przepracowanie, zadłużenie, zanik więzi rodzinnych, samotność i spadająca dzietność.
Coraz mniej wolności i swobody.
Nie ma i nigdy nie było zakazu zabijania jako takiego.
Gdy Dekalog powstawał - nie było. Dekalog jak wiemy to jeszcze judaizm. Ale że czasu nieco upłynęło ...mamy obecnie także chrześcijaństwo. Które jak wiemy ewoluowało i w efekcie jest jak jest - mamy nie zabijaj ogólne.
Osiągnięcia inżynieryjne nie wiszą w próżni - ktoś to mianowicie robi. Ludzie. W zorganizowany sposób. Funkcjonujący w jakimś uporządkowanym systemie państwowym. W którym jakaś etyka istnieje, bo bez zasad etycznych by system państwowy nie zaistniał.
Etyka nie ma żadnego związku z inżynierią. Najmniejszego. Prawo i filozofia nie są tożsame z etyką.
O, Wielki Nauczycielu - dzięki za mądrość twoją - mnie wprawdzie uczono, że etyka to dział filozofii badający moralność, dobro i zło i takie tam. Najwyraźniej pozostawałam w mrokach niewiedzy, od dziś WIEM, że etyka nijakim działem filozofii nie jest.
Tak przy okazji - Konfucjusz był etykiem.
Złodzieje, mówisz - kłania się Dekalog - brak ogólnego "nie kradnij" swoje robi. Coś, co dla nas jest kradzieżą godną potępienia co do zasady u nich jest nią albo i nie. Inna etyka.
A jak cię zgwałci mieszkaniec Kongo to oczywiście zrobi to etycznie, zgodnie ze swoją etyką. Chińczycy kradną i inwigilują na potęgę. Dorabianie do tego filozofii o moralności i etyczności nie zmienia ostatecznego rozrachunku - to kraj za nic mający międzynarodowe normy i wymogi prawne.
Na wszelki wypadek omijam z daleka Afrykę.
Owszem, Chiny mają w poważaniu wiele z tego, co Zachód uznaje za normę. Co się Zachodowi bardzo nie podoba.
A co do więzów rodzinnych w Chinach to nigdy nie napisałam, ze są wspaniałe - są silniejsze niż u nas i nieco inaczej poustawiane odnośnie emocji
Widać jakie są inne i jakie silne. Kłócisz się z Chinką, że wiesz lepiej jak to wygląda u niej w rodzinnym kraju.
Z Chinką to ja się nie kłócę, z Chinką to byśmy się spoko dogadały w locie.
Legat od razu zauważył ten fragment o dziadku.
Gdy Dekalog powstawał - nie było. Dekalog jak wiemy to jeszcze judaizm. Ale że czasu nieco upłynęło ...mamy obecnie także chrześcijaństwo. Które jak wiemy ewoluowało i w efekcie jest jak jest - mamy nie zabijaj ogólne.
Nie mamy. I piszę to ze względu nie tylko na to, czego uczono mnie na religii w szkole (już abstrahując od naszej przeszłości z krzyżakami, czy wypraw krzyżowych, ale pod kątem samoobrony, posiadania służb mundurowych przez państwo itp), ale i ze względu na nauki wojskowych kapelanów, kiedy już sam służyłem.
etyka to dział filozofii badający moralność, dobro i zło i takie tam.
No właśnie - dział. A ty postawiłaś znak równości pomiędzy prawem i filozofią a etyką.
Na wszelki wypadek omijam z daleka Afrykę.
LOL. Jak jakiś murzyn z Kongo gwałci "ja tam omijam Afryką". Jak chińscy komuniści mordują miliony, inwigilują, kradną, łamią prawa człowieka i kłusują to "jest to ciekawy kraj o rozbudowanych wartościach rodzinnych i etyce".
Legat od razu zauważył ten fragment o dziadku.
No i co w związku z tym? Przecież to jest praktycznie to samo co i u nas. Też miałem taką babcię (w zasadzie jej starszą siostrę). Tylko nie w duchu partii, ale pod kątem KK. Ona zwichrowana kościelnie była, a tu masz zwichrowanie partyjne. I też takie laurki wystawiała przy każdych świętach, jej urodzinach i imieninach. Tylko zamiast czerwonych, papierowych kwiatów wygrywało się obrazki ze świętymi.
Muqin napisał/a:Gdy Dekalog powstawał - nie było. Dekalog jak wiemy to jeszcze judaizm. Ale że czasu nieco upłynęło ...mamy obecnie także chrześcijaństwo. Które jak wiemy ewoluowało i w efekcie jest jak jest - mamy nie zabijaj ogólne.
Nie mamy. I piszę to ze względu nie tylko na to, czego uczono mnie na religii w szkole (już abstrahując od naszej przeszłości z krzyżakami, czy wypraw krzyżowych, ale pod kątem samoobrony, posiadania służb mundurowych przez państwo itp), ale i ze względu na nauki wojskowych kapelanów, kiedy już sam służyłem.
Cóż, pomijajac kwestie takie, że chrześcijaństwo to nie tylko katolicyzm, czyli już będą różnice w nauczaniu i to znaczące to cóż, nauczanie katolickie ku "nie zabijaj" w wersji coraz bardziej rozszerzonej ewidentnie zmierza. Ostatnia zmiana to 2018 rok - zmiana w nauczaniu dotyczącym kary śmierci (Katechizm Kościoła Katolickiego 2267). Samoobrona tak ogólnie podpada pod "zostaje popełniony grzech, ale wina za grzech spada na atakującego" czyli mocno skomplikowanie się robi.
Tego ani na katechezie nie uczą, ani kapelani też tak głęboko w teologię nie wnikają, przynajmniej z tego, co mi wiadomo.
etyka to dział filozofii badający moralność, dobro i zło i takie tam.
No właśnie - dział. A ty postawiłaś znak równości pomiędzy prawem i filozofią a etyką.
Prawa to ja w ogóle póki co nie tykałam. No to tknę, w ramach różnic kulturowych - my mamy prawo oparte o prawo rzymskie. Chiny nie, dokładniej zaś to dopiero się zaczynają przymierzać do tej koncepcji i to zaczęli w latach 90-tych XX wieku. Nie żeby prawa nie mieli, ale to, co w Chinach nazywamy prawem, jest kompletnie inne niż to, co dla nas jest mniej więcej oczywiste.
Na wszelki wypadek omijam z daleka Afrykę.
LOL. Jak jakiś murzyn z Kongo gwałci "ja tam omijam Afryką". Jak chińscy komuniści mordują miliony, inwigilują, kradną, łamią prawa człowieka i kłusują to "jest to ciekawy kraj o rozbudowanych wartościach rodzinnych i etyce".
W Chinach mordowano/ginęły miliony także przed komunizmem. Takie powstanie An Lushan'a na przykład zmniejszyło populację zauważalnie także w skali populacji globu. Ja się tym nie zachwycam, żeby nie było. Ale komunizm z tym nic wspólnego nie miał, bo mieć nie mógł.
Inwigilacja - jak wyżej, podobnie jak odmienne od zachodniego podejście do kradzieży. Prawa człowieka są oparte o etykę Zachodu.
Tak, Chiny to ciekawy kraj.
Nie napisałam o "rozbudowanych wartościach rodzinnych" - napisałam o odmiennym od zachodniego miejscu rodziny w chińskiej mentalności.
Legat od razu zauważył ten fragment o dziadku.
No i co w związku z tym? Przecież to jest praktycznie to samo co i u nas. Też miałem taką babcię (w zasadzie jej starszą siostrę). Tylko nie w duchu partii, ale pod kątem KK. Ona zwichrowana kościelnie była, a tu masz zwichrowanie partyjne. I też takie laurki wystawiała przy każdych świętach, jej urodzinach i imieninach. Tylko zamiast czerwonych, papierowych kwiatów wygrywało się obrazki ze świętymi.
Z zewnątrz podobne, w środku - inne.
A czerwony w chińskiej kulturze to kolor pomyślności, wielowiekowa tradycja - znacznie starsza od komunizmu.
Tego ani na katechezie nie uczą, ani kapelani też tak głęboko w teologię nie wnikają, przynajmniej z tego, co mi wiadomo.
A ja jakoś to miałem prawie na każdym etapie nauczania (również w kontekście wydarzeń w Polsce i na świecie - ataków terrorystycznych, pedofilii i kary śmierci, czy w kontekście etapów nauki historii i języka polskiego np wypraw krzyżowych, polskich problemów z krzyżakami i tak dalej) i na spotkaniach psycholog/duchowny w wojsku.
Nie żeby prawa nie mieli, ale to, co w Chinach nazywamy prawem, jest kompletnie inne niż to, co dla nas jest mniej więcej oczywiste.
Nie bez przyczyny wspomniałem o Kongo i gwałtach. Jak jesteśmy u siebie to etyczne będzie przestrzeganie naszych zasad, czy tych skąd delikwent przybył? Jak jesteśmy na miejscu, to możemy robić wszystko to co jest legalne tam na miejscu, czy jednak oceniając to z naszej perspektywy? Zanim zaczniesz odpowiadać na te retoryczne pytania - to jest szara strefa łamania wszelkich praw, z czego korzystają nie tylko wszystkie możliwe korporacje, ale i zwykli ludzie.
Był swego czasu dym, bo jedna z firm zrobiła sobie biznes - zapraszała na wycieczkę w roli....ochrony statków towarowych w rejonach ataków piratów (głównie somalijskie wybrzeże), bo można sobie legalnie postrzelać do ludzi. Legalne? Etyczne? A z poszanowaniem lokalnej przyrody i pompowanie chemicznych ścieków wprost do rzek, bo lokalne prawo nie wymaga ich oczyszczania? Praca dzieci w kopalniach metali ziem rzadkich?
Legalność nie oznacza jakiejkolwiek moralności. Podobnie jak tradycja czy filozofia. A prawo gwarantuje porządek lub raczej - możliwość utrzymania się przy władzy ściśle określonej grupki ludzi. Im dłużej to trwa - tym więcej można zbudować lub zniszczyć. I nie ma to żadnego związku z etyką czy moralnością.
W Chinach mordowano/ginęły miliony także przed komunizmem.
Co ewidentnie jest dowodem wysoko rozwiniętej etyki i moralności. A nie....chyba nie....
Ja się tym nie zachwycam, żeby nie było.
Nie napisałam o "rozbudowanych wartościach rodzinnych" - napisałam o odmiennym od zachodniego miejscu rodziny w chińskiej mentalności.
LOL, Dobra wolta. Solidne 8/10, bo twarz ewidentnie zamortyzowała upadek.
A czerwony w chińskiej kulturze to kolor pomyślności, wielowiekowa tradycja - znacznie starsza od komunizmu.
Podobnie jak nazistowska swastyka. Co i tak niczego nie zmienia z punktu widzenia ich "dokonań".