Jest tu kilka wątków o pierwszej miłości i kobiety piszą, że pamiętają, wspominają, nie mogą zapomniec... Ciekawa jestem czy mężczyźni czują podobnie. Mężczyźni - wypowiedzcie się czy wspominacie pierwszą miłośc? Czy zastanawiacie się jak Waszej pierwszej miłości się ułożyło życie, co obecnie robi, czy wspominacie tamten związek po kilku latach od jego zakończenia???
Podobne tematy
Oo, dobry temat. Tez sie zastanawiam. Czy faceci tez do usranej smierci wspominaja raz na jakis czas, po kilku glebszych, swoja pierwsza milosc?
Czy wspominamy? Nie wiem....
Wiem, że ja czasem tak - rzadko, bo rzadko, ale jednak się zdarza. Dałem jej w końcu kawałek siebie - część mojej duszy. Zawsze w związku z tym będę o niej pamiętać. Podobnie jak o innych moich partnerkach, z którymi tworzyłem krótszy czy dłuższy związek emocjonalny. Nie wymarzę przecież tego z pamięci. Ale też nie będę rozpamiętywał. Nie ma to sensu.
Mój mąż czasami(rzadko) wspomina swoją pierwszą. Na głos, do mnie. Jak coś mu ją przypomni (np. zdjęcie, starzy znajomi, itd.). Bez emocji, raczej jako miłe wspomnienie sprzed lat. Nie przeszkadza mi to. Przecież to część jego życia.
Ja też wspominam swoich byłych.
no niby tak,ale nie czujesz nawet malutkiej nutki zazdrosci?ciekawe czy faceci porownuja swoje partnerki do tej pierwszej milosci
Nie wiem jak inni, ale ja nie porównuję. Każda miłość jest inna. Tak samo jak każda kobieta jest inna i inny jest każdy związek.
Ja nie wspominam bo nią żyję.
Glock, trochę Ci zazdroszczę też bym chciała żeby moja pierwsza miłość była zarazem tą ostatnią i jedyną . ![]()
Mój były, czasami wspominał o niej, ale to raczej miało charakter informacyjny niż sentymentalny.
Glock, trochę Ci zazdroszczę też bym chciała żeby moja pierwsza miłość była zarazem tą ostatnią i jedyną .
Mój były, czasami wspominał o niej, ale to raczej miało charakter informacyjny niż sentymentalny.
Bo moją Pierwszą Miłością jest moja Żona, przed nią były tylko podboje i krótsze lub dłuższe znajomości na ściśle określonych zasadach ![]()
U mnie podobnie jak u Glock'a. Co prawda nie jest to jeszcze moja żona i obecnie trochę się od siebie oddaliliśmy, ale głęboko wierzę, że to przetrwamy.
Co do poprzednich dziewczyn - nie wspominam, było minęło. Ale to może dlatego, że nie były to przemyślane związki, tylko przelotne 'a czemu by nie'.
Ja nie wspominam bo nią żyję.
Glock - masz szczęście.
A czy są mężczyźni, którzy zaangażowani byli w związek z przeszłości, który się wtedy zakończył - i jeśli tak, to czy raczej nie wracacie myślami do tej osoby czy jednak czasem tak?
Mi ostatnio 'chodzi po głowie' pierwsza miłośc właśnie (ciekawa jestem co teraz robi, jak żyje) i zaczęłam się zastanawiac czy mężczyzn tez nawiedzają takie myśli.
Jeśli chodzi o takie wspomnienia to tylko właśnie z pierwszą miłością tak mam - może dlatego, ze rozstaliśmy się w nietypowych okolicznościach, które nas wtedy przerosły (On ciężko zachorował i poszedł do szpitala i będąc w nim rozstał się ze mną i mimo że zaraz potem się jeszcze 2 razy widzieliśmy to kontakt ostatecznie się urwał). Teraz wiem tylko, że skończył studia i pracuje.
To chyba jest tak, że wspominamy to co chcemy wpominać, coś dobrego, z czym jesteśmy pogodzeni. Wszelkie niepowodzenia i złe decyzje za które moze nam byc tylko wstyd wolimy zapomnieć. Jednak jako że większość jest raczej pozytywna, to chyba jako część życia która wpływała na dalsze losy jest warta wspomnienia.
Mi też się zdarza wspominać. Podobnie jak yoghurt007 nie rozpamiętuję, ale właśnie zdarza się, że po prostu wpadnie myśl, gdy coś przypomni o niej i wtedy się zastanawiam, gdzie jest, co teraz robi itp.
a wydaje sie ze faceci sa tacy nie sentymentalni bylo minelo,a jednak im tez przychodza takie mysli do glowy...
To chyba jest tak, że wspominamy to co chcemy wpominać, coś dobrego, z czym jesteśmy pogodzeni. Wszelkie niepowodzenia i złe decyzje za które moze nam byc tylko wstyd wolimy zapomnieć. Jednak jako że większość jest raczej pozytywna, to chyba jako część życia która wpływała na dalsze losy jest warta wspomnienia.
Oj, nie sądze żeby większość wspomnieć była pozytywna, raczej więcej jest tych gorszych. Dlatego ludzka podświadomość je wypycha - inaczej wszyscy by powariowali.
A tak do tematu:
- pierwsze zakochanie - nic z tego nie wyszło, oboje to czuliśmy ale że to był początek liceum to nikt nie zrobił kroku [ i nikt na pewno nie był na to gotowy], czyli pozostał niesmak. Pamiętam to dokładnie, dlatego poniekąd krytykuje te wszystkie nastolatki mające się za dorosłych.
- pierwszy kontakt fizyczny - dość 'późno', wyszło pół przypadkowo, nie spodziewałem się, dziewczyna okazała się hmm.... 'otwarta na znajomości', czuje że dałem jej coś wyjątkowego, w zamian nie dostałem nic, coś jakby ktoś obdarł mnie z tej wartościowszej części człowieka. Czuje jakby ta druga strona 'wygrała' w jakiś sposób, zyskała coś, albo skolekcjonowała. Po czym stwierdziła że z powodu mojego braku doświadczenia na pewno nie będzie się ze mną spotykać.
Tak więc pierwsza miłość okiem mężczyzny w moim przypadku jest usilnie 'zapominana' jak tylko się da.
Moja pierwsza prawdziwa miłość była i jest za razem ostatnią. Trzymając ją za rękę wiedziałem,że trzymam cały swój świat. Niestety zostawiła mnie po jakichś 2 miesiącach. Ale ja ciągle ją kochałem , mówiła,ze miłość to nie wszystko itp. Cierpiałem z powodu jej romansów i wygłupów, które charatały mi serce lecz nigdy nie przestałem jej kochać. Po dziś dzień czuję do Niej mocną chemię, np. przy Niej nie czuje głodu, nogi robią mi się jak z waty i odpływam w myślach. I niespodziewanie po prawie 2 latach odkąd mnie zostawiła odezwała się znowu, mówiąc,że nie wyobraża sobie życia beze mnie,że dorosła do mnie i chce ze mną być. Kocham ją i jednocześnie nienawidzę przez cierpienie jakiego doznałem. Spotkaliśmy się kilka razy i zauważyłem ,że znowu zaczyna się robić wobec mnie obojętna i spadły jej chęci do tego związku. Bardzo ją kocham, codziennie o Niej myśle i śnię, często nie mogę się skupić na niczym bo biega po mojej głowie, och tak bardzo jej całej pragnę i nie wiem jak do końca ją zdobyć, jak pokazać ,że bardzo ją kocham. Co zrobić, aby to doceniła, to że chcę codziennie sprawiać jej wiele szczęścia... Boję się,że mi ucieknie,że nie będe potrafił jej utrzymać blisko, że ciągle czegoś będzie między Nami brakować.
Tak, pierwsza miłość moim okiem jest bezgranicznie silna i piekielnie mocno we mnie zakorzeniona, przenika mnie całego. To Ona tak na prawdę trzyma mnie na tym świecie mocniej od grawitacji.
Tylko jak jej to uświadomić dobitnie,ze jest dla mnie wszystkim i chcę jej szczęścia? Może będziecie potrafiły mi pomóc drogie Panie? P.S. Mamy po 20 lat, ona jest delikatnie starsza,ale chodzi o dziewczynę w takim właśnie wieku, która zaczyna marzyć o swojej rodzinie.
17 2012-09-11 08:55:28 Ostatnio edytowany przez vinci92 (2012-09-11 08:58:09)
Chcę się dzisiaj z Nią spotkać i zaproponować coś wyjątkowego. Właśnie myślę co to mogłoby być.
Tylko jak jej to uświadomić dobitnie,ze jest dla mnie wszystkim i chcę jej szczęścia?
Och, ależ ona to doskonale wie. Dlatego sobie przychodzi, odchodzi, romansuje. Wie, że zawsze może do ciebie wrócić, a ty przyjmiesz ją z otwartymi ramionami.
Tylko jak jej to uświadomić dobitnie,ze jest dla mnie wszystkim i chcę jej szczęścia?
Och, ależ ona to doskonale wie. Dlatego sobie przychodzi, odchodzi, romansuje. Wie, że zawsze może do ciebie wrócić, a ty przyjmiesz ją z otwartymi ramionami.
Nom, może tak być jakkolwiek nie brzmi to żenująco.
Nie znam nikogo kto zostałby ze swoją pierwszą miłością do końca. Nawet te stare małżeństwa np z wpadki przed 20stką, sypią się później. Tak to chyba wszystko jest że jest tylko na chwilę, jakiś okres czasu, potem jest coś nowego, czasem lepszego. ![]()
yoghurt007 jest dużo racji w tym co mówisz, wiem o tym. Tylko,że teraz jest taki czas kiedy no raczej powinienem jej to okazywać,żeby ten związek wreszcie zapoczątkować, żeby coś się zmieniło i ruszyło! Jak będę dla Niej obojętny to wszystko się rozpłynie,a jak będę czekał na jej inicjatywę to powie,ze nie widzi,abym cokolwiek robił.
Ha, ciekawy temat.
Ja swoją pierwszą miłość poznałem na kolonii i to dopiero pod sam koniec turnusu. Byłem tak zakochany, że wygrałem kolonijną olimpiadę w biegu wokół placu apelowego
a dodatkowo strzeliłem bramkę i wywalczyłem karnego w meczu z kolonią z sąsiedniego ośrodka
A potem była ostatnia dyskoteka i ... tyle ją widziałem i słyszałem. Problem w tym że nie bardzo pamiętam jak wyglądała ta moja pierwsza miłość:)
Dorosłą pierwszą miłość pamiętam lepiej bo, po pierwsze bylem już starszy (zacząłem studiować), a po drugie z Ewką straciłem dziewictwo
I choć na poczatku wydawało się, że nie możemy życ bez siebie (zarówno w sferze fizycznej jak mentalnej) to po pół roku wróciła do swojego wcześniejszego chłopaka
:(:(
Moja pierwsza prawdziwa miłość była i jest za razem ostatnią.
moze i jest ale z pewnoscia nie bedzie. Jak z tej kupy dziecinady i zabawy w kotka i myszke ma powstac zdrowy i silny zwiazek to mi do jutra kaktus na dloni wyrosnie.
Vinci - milosc ma dawac radosc i szczescie a nie cierpienie i codzienne kombinowanie. Dorosniesz to sam zobaczysz;)
23 2012-09-11 11:13:33 Ostatnio edytowany przez vinci92 (2012-09-11 11:14:59)
Mussuko droga, to Ona bawi się ze mną w kotka i myszkę. Moje podejście jest poważne jeśli chodzi o uczucia i plany-odkąd się poznaliśmy. Jednocześnie nie jest jakieś staroświecko sztywne czy nudne. Ja jak najbardziej chcę stworzyć z tego coś pięknego. Ona podobno też dorosła, więc nie powinno się jej odwidzieć tak nagle skoro zaczeła mnie doceniać i snuć plany, które na prawdę są poważne. Ciekawy tylko jestem co sobie mysli albo czego tak na prawdę wymaga bo chyba wie,ze to nigdy nie będzie wyglądać jak w marzeniach. Myślę,że wiesz co mówisz i jest w tym dużo prawdy, chwała Ci za to ![]()
Ale nie po to przez te 2 lata unikam innych dziewczyn(mówiąc nieskromnie,ale szczerze: niejednej się podobam), a przede wszystkim wchodzenia w bliskie relacje z Nimi bo czekam na Tą konkretną, którą kocham, żeby teraz to olać. Zwłaszcza, że piekielnie mi zależy no i wiem,że z Nią moje życie będzie spełnione. Problemem dla mnie jest ten okres wchodzenia w związek, stworzenie go. I najważniejsze: bez Niej czułem się pusty w środku i cholernie nieszczęśliwy. Ja wiem,że miliony ludzi przede mną cierpiało podobnie by po latach powiedzieć sobie: "To było niepotrzebne zmartwienie" czy coś takiego. Moze mógłbym być z rozsądku z inną kobietą, która nawet by mnie kochała,ale czułbym się okropnie mając w snach i przed oczyma tą pierwszą, najprawdziwszą miłość, którą nie potrafiłbym już obdarzać osoby ,z którą jestem. Wszystko ma swoje dobre i złe strony ![]()
vinci92 przeczytaj nagłos sam siebie. Ona się bawi z tobą w kotka i myszkę, a niby "dorosła", a ty dajesz wodzić się za nos.....i czekasz jak ten wierny psiak. I z takim podejściem nie wzbudzisz w nikim innych emocji, jak ów psiak: "o jaki słodki...jaki uroczy....a jak mi go szkoda".
Mussuko droga, to Ona bawi się ze mną w kotka i myszkę.
wiem i to o jej uczucia mi chodzilo. Ale sam ze soba zwiazku nie zbudujesz a ta panna brzmi jak bumerangowa maskotka..pojawia sie i znika:)
Moje podejście jest poważne jeśli chodzi o uczucia i plany-odkąd się poznaliśmy. Jednocześnie nie jest jakieś staroświecko sztywne czy nudne. Ja jak najbardziej chcę stworzyć z tego coś pięknego. Ona podobno też dorosła, więc nie powinno się jej odwidzieć tak nagle skoro zaczeła mnie doceniać i snuć plany, które na prawdę są poważne. Ciekawy tylko jestem co sobie mysli albo czego tak na prawdę wymaga bo chyba wie,ze to nigdy nie będzie wyglądać jak w marzeniach. Myślę,że wiesz co mówisz i jest w tym dużo prawdy, chwała Ci za to
hmm, nagle Cie docenila? byliscie para 2 miesiace (tyle co nic) potem odeszla a teraz po 2-ch latach (kupa czasu jak na takie przemyslenia) odzylo w niej jakies uczucie i to ma byc milosc? Oj, zebys Ty sie nie sparzyl. Spytam tak: byla sama przez te dwa lata? Czy moze byla z kims, kto ja ostatniop dal w odstawke?
Ale nie po to przez te 2 lata unikam innych dziewczyn(mówiąc nieskromnie,ale szczerze: niejednej się podobam), a przede wszystkim wchodzenia w bliskie relacje z Nimi bo czekam na Tą konkretną, którą kocham, żeby teraz to olać. Zwłaszcza, że piekielnie mi zależy no i wiem,że z Nią moje życie będzie spełnione. Problemem dla mnie jest ten okres wchodzenia w związek, stworzenie go.
o! i tu Cie rozczaruje. Po pierwsze: skad wiesz, ze zycie z ta a nie inna bedzie spelnione? Poki co ani nie mieszkacie razem ani nawet nie jestescie jakos szczegolnie zwiazani. Wiec tyle o niej wiesz co zobaczysz na randkach i co sobie sam dospiewasz. Nie wchodzac zbyt daleko z butami..odnosze wrazenie, ze ten zwiazek nie jest nawet consummatum (ale to domniemanie) wiec dalekosiezne wnioski wysnuwasz na podstawie kilku-nastu spotkan.
No i najwazniejsze: zwiazku sie nie tworzy, nie wchodzi w niego pod gorke - to sie samo robi, latwo i przyjemnie i niezauwazalnie..pod warunkiem, ze obie strony tego chca tak samo.
I najważniejsze: bez Niej czułem się pusty w środku i cholernie nieszczęśliwy. Ja wiem,że miliony ludzi przede mną cierpiało podobnie by po latach powiedzieć sobie: "To było niepotrzebne zmartwienie" czy coś takiego. Moze mógłbym być z rozsądku z inną kobietą, która nawet by mnie kochała,ale czułbym się okropnie mając w snach i przed oczyma tą pierwszą, najprawdziwszą miłość, którą nie potrafiłbym już obdarzać osoby ,z którą jestem. Wszystko ma swoje dobre i złe strony
a skad Ty kochanie wiesz jaka jest ta "najprawdziwsza" milosc skoro nie masz wlasciewie zadnego jeszcze porownania?:) moze zwyczajnie zbyt idealizujesz uczucie do tej pierwszej w Twoim zyciu kobiety, ktora nota bene bawi sie Toba w bardzo wyrafinowany sposob? no chyba, ze juz zeby na roznych wczesniejszych milostkach zjadles?;) Powiem Ci vinci, mlody jestes a tego kwiatu to pol swiatu - pouzywaj sobie troche zycia a potem sam na 100% bedziesz wiedzial, kiedy trafisz na te wlasciwa. Albo ona trafi Ciebie prosto w serce:)
Przez te 2 lata byłą z kilkoma chłopakami i dziewczynami, jednocześnie śmiejąc mi się w oczy. Nigdy nie czuła się winna,ani ,ze robi coś złego. Mówiła po prostu:"Nie jestem zobowiązana". Często się zmieniała emocjonalnie jakby po trochu dorastała, nigdy nie wiedziała czego chce. Zawsze mnie lubiła. W sumie utrzymywaliśmy pewien kontakt ,czasem się spotykaliśmy. Pomagałem jej jeśli mogłem. Mówiła kilka razy,ze powinniśmy się poznać kilka lat później. Ona według mnie jest idealna, pomimo,że nie akceptuje niektórych jej cech bo są na prawdę wadliwe. Wiesz, trudno powiedzieć czy ta miłość nie jest najprawdziwsza bo wywarła na mnie ogromny wpływ- zmieniłem się przez to uczucie i w sumie dla niego. Zacząłem dla tej dziewczyny robić rzeczy, których nie robiłem nigdy dla nikogo i nie sądziłem,ze kiedykolwiek będę robił.
Uczucie w Niej nie odżyło tylko uświadomiła sobie,że jeśli ma z kimś spędzić przyszłość to widzi w tej roli tylko mnie.
Ona nie wierzy w prawdziwą miłość,z resztą jest ona dla Niej prawie bez znaczenia-ja uważam przeciwnie. Dla mnie najważniejsze to być z ukochaną osobą i kochać ją do utraty tchu. Zawsze. Ponad wszystko. Boję się ,ze Ona umrze przede mną i wtedy nie wiem co zrobię bo jest moją kotwicą na tym świecie. każdego dnia zadaje sobie pytanie: Czy dzis zrobiłeś wszystko, aby Ona była Twoja?
Nie potrafię używać życia bez Niej. W ogóle to moje życie przez wiele lat mogło z boku wyglądać jak asceza, zdyscyplinowana służba,a Ona zawsze robiła co chciała i dostawała co chciała. Ma zimne serce i nie liczy się z uczuciami innych. Jest zła po prostu. To są głównie jej słowa, wiem,że to prawda. Ewidentnie jesteśmy przeciwieństwami.
Co nie zmienia faktu,że jestem w stanie jej wszystko poświęcić i...kocham ją.
Przez te 2 lata byłą z kilkoma chłopakami i dziewczynami, jednocześnie śmiejąc mi się w oczy. Nigdy nie czuła się winna,ani ,ze robi coś złego. Mówiła po prostu:"Nie jestem zobowiązana". Często się zmieniała emocjonalnie jakby po trochu dorastała, nigdy nie wiedziała czego chce. Zawsze mnie lubiła. W sumie utrzymywaliśmy pewien kontakt ,czasem się spotykaliśmy. Pomagałem jej jeśli mogłem. Mówiła kilka razy,ze powinniśmy się poznać kilka lat później. Ona według mnie jest idealna, pomimo,że nie akceptuje niektórych jej cech bo są na prawdę wadliwe. Wiesz, trudno powiedzieć czy ta miłość nie jest najprawdziwsza bo wywarła na mnie ogromny wpływ- zmieniłem się przez to uczucie i w sumie dla niego. Zacząłem dla tej dziewczyny robić rzeczy, których nie robiłem nigdy dla nikogo i nie sądziłem,ze kiedykolwiek będę robił.
Uczucie w Niej nie odżyło tylko uświadomiła sobie,że jeśli ma z kimś spędzić przyszłość to widzi w tej roli tylko mnie.
Ona nie wierzy w prawdziwą miłość,z resztą jest ona dla Niej prawie bez znaczenia-ja uważam przeciwnie. Dla mnie najważniejsze to być z ukochaną osobą i kochać ją do utraty tchu. Zawsze. Ponad wszystko. Boję się ,ze Ona umrze przede mną i wtedy nie wiem co zrobię bo jest moją kotwicą na tym świecie. każdego dnia zadaje sobie pytanie: Czy dzis zrobiłeś wszystko, aby Ona była Twoja?
Nie potrafię używać życia bez Niej. W ogóle to moje życie przez wiele lat mogło z boku wyglądać jak asceza, zdyscyplinowana służba,a Ona zawsze robiła co chciała i dostawała co chciała. Ma zimne serce i nie liczy się z uczuciami innych. Jest zła po prostu. To są głównie jej słowa, wiem,że to prawda. Ewidentnie jesteśmy przeciwieństwami.
Co nie zmienia faktu,że jestem w stanie jej wszystko poświęcić i...kocham ją.
uff..dzieki Ci za te slowa, bo juz czulam swedzenie na dloni ale teraz juz wiem, ze to nie ten kielkujacy kaktus:)
albo jestes vinci masochista albo pod wplywem srodkow odurzajacych albo robisz nas tu w balona jakas prowokacja. Tak czy siak zycze Ci spotkania jeszcze dziesieciu takich prawdziwych milosci na swej drodze zanim naprawde sie o ktoras potkniesz i wpadniesz po uszy:)
Dzięki dzięki
Ale masochista chyba jest najbliżej. Nie ćpałem w życiu bo mam zasady i nie latałbym po forach dla żartu. Szukam ludzi wyrozumiałych i empatycznych takich jak Ty, którzy potrafią się pochylić nad problemami innych osób i starają się pomóc.
Myślę, że po prostu kocham. Mam szczęście bo spotkało mnie tak wielkie uczucie, taka energia i mam nieszczęście bo działa to w jedną stronę. Wpompowałem w to chyba cały swój potencjał i boję się, że nigdy nie będę już potrafił tak kogoś kochać.
Wpompowałem w to chyba cały swój potencjał i boję się, że nigdy nie będę już potrafił tak kogoś kochać.
no jasne. W ustach 20-latka to "naprawde" nabiera powagi:)) Zwlaszcza to NIGDY:))
Zawsze unikałem słowa "nigdy" i jeśli w tym zdaniu go użyłem to znaczy, że tego właśnie się obawiam. mam to do siebie,że jako dzieciak myślałem już jak dorosły, w sensie ,ze zmartwienia miałem własnie takie i to przez okres dorastania się nie zmieniło. Lubię ważyć słowa. Ciągle uważam się za duże dziecko pomimo,że w większości sam sie już utrzymuje bo zawsze szybko sie usamodzielniałem.
No i własnie Mussulko znam trochę siebie i stąd nie mam pewności czy będę potrafił w przyszłości kogokolwiek kochać, co najmniej tak, że będzie się od tego we mnie gotowało ![]()
Przez te 2 lata byłą z kilkoma chłopakami i dziewczynami, jednocześnie śmiejąc mi się w oczy. Nigdy nie czuła się winna,ani ,ze robi coś złego....
...Uczucie w Niej nie odżyło tylko uświadomiła sobie,że jeśli ma z kimś spędzić przyszłość to widzi w tej roli tylko mnie....
...Ona nie wierzy w prawdziwą miłość,z resztą jest ona dla Niej prawie bez znaczenia...
Czy dzis zrobiłeś wszystko, aby Ona była Twoja?....
.... Ma zimne serce i nie liczy się z uczuciami innych. Jest zła po prostu....
Co nie zmienia faktu,że jestem w stanie jej wszystko poświęcić i...kocham ją.
Gdzieś jeszcze wyżej pisałeś że jest Twoim ideałem.Jeśli tak postępuje ideał to wypada tylko pogratulować.
Zgadzam się w 100% z Mussaką że chyba jesteś masochistą albo pod wpływem srodków odurzających.
A czy ona kiedykolwiek zrobiła cokolwiek dla Ciebie? Jeśli będziesz ciągle za nią biegał jak ten psiak, nadskakiwał jej, będziesz na każde zawołanie robił wszystko byle się jej przypodobać to nigdy nie będzie Cię szanowała.
Zawsze początki związku kojarzyłam z mega pozytywnymi emocjami, a w tym przypadku to wyrachowanie z jej strony, a z Twojej strony świadomość jej wyrachowania i udręczanie się, ale w imię czego? Na jakiej podstawie sądzisz że przy niej Twoje życie będzie spełnione? Bo wybacz ale nie rozumiem...
nie mam pewności czy będę potrafił w przyszłości kogokolwiek kochać, co najmniej tak, że będzie się od tego we mnie gotowało
jak chcesz to Ci wysle gwarancje na pismie:) nie raz i nie dwa jeszcze sie "zabulgoczesz" od srodka. Oby tylko bylo warto..naucz sie oddzielac ziarna od plew.
vinci92 napisał/a:Przez te 2 lata byłą z kilkoma chłopakami i dziewczynami, jednocześnie śmiejąc mi się w oczy. Nigdy nie czuła się winna,ani ,ze robi coś złego....
...Uczucie w Niej nie odżyło tylko uświadomiła sobie,że jeśli ma z kimś spędzić przyszłość to widzi w tej roli tylko mnie....
...Ona nie wierzy w prawdziwą miłość,z resztą jest ona dla Niej prawie bez znaczenia...
Czy dzis zrobiłeś wszystko, aby Ona była Twoja?....
.... Ma zimne serce i nie liczy się z uczuciami innych. Jest zła po prostu....
Co nie zmienia faktu,że jestem w stanie jej wszystko poświęcić i...kocham ją.Gdzieś jeszcze wyżej pisałeś że jest Twoim ideałem.Jeśli tak postępuje ideał to wypada tylko pogratulować.
Zgadzam się w 100% z Mussaką że chyba jesteś masochistą albo pod wpływem srodków odurzających.
A czy ona kiedykolwiek zrobiła cokolwiek dla Ciebie? Jeśli będziesz ciągle za nią biegał jak ten psiak, nadskakiwał jej, będziesz na każde zawołanie robił wszystko byle się jej przypodobać to nigdy nie będzie Cię szanowała.
Zawsze początki związku kojarzyłam z mega pozytywnymi emocjami, a w tym przypadku to wyrachowanie z jej strony, a z Twojej strony świadomość jej wyrachowania i udręczanie się, ale w imię czego? Na jakiej podstawie sądzisz że przy niej Twoje życie będzie spełnione? Bo wybacz ale nie rozumiem...
W imię miłości, rozsądek zawsze podpowiadał mi co innego.
Jest dla mnie idealna bo przeważają jej pozytywne cechy nad tymi marnymi. A to pisałem,zeby pokazać ile zniosłem już. Pierwszy Nasz początek był bombą emocjonalną i uczuciową jak z bajki, zapewniam
Tylko ,ze ja ciągle wybucham.
vinci92 napisał/a:nie mam pewności czy będę potrafił w przyszłości kogokolwiek kochać, co najmniej tak, że będzie się od tego we mnie gotowało
jak chcesz to Ci wysle gwarancje na pismie:) nie raz i nie dwa jeszcze sie "zabulgoczesz" od srodka. Oby tylko bylo warto..naucz sie oddzielac ziarna od plew.
Oj nie chce gwarancji wolałbym już,żeby ten związek mi się udał albo pojawił się inny w ogóle silniejszy...a potem niech wali się świat ![]()
Wow bomba emocjonalna (uczucia to to samo co emocje) w dwumiesięcznym "związku" ? No kto by pomyślał...
Ogarnij się chłopie, bo mi ciebie żal się robi. Tkwisz w tym szambie po szyję na własne życzenie. Ona nigdy nie będzie z tobą. Kiedy to do ciebie dotrze? Zerwij z nią wszelki kontakt i żyj SWOIM, a NIE JEJ życiem.
Była jeszcze przed związkiem. Według mnie uczucia płynął z serca,a emocje z głowy.
Nie powiem,że nie masz racji,ale teraz dochodzi fakt,że Ona chce zmienić swoje życie i ze mną być, więc skoro czekałem na ten moment ponad 2 lata w rzeczywistości to conajmniej dziwnie byłoby z tego teraz zrezygnować. A jak znowu się rozmyśli to kiedys będzie żałowała.
Była jeszcze przed związkiem. Według mnie uczucia płynął z serca,a emocje z głowy.
Nie powiem,że nie masz racji,ale teraz dochodzi fakt,że Ona chce zmienić swoje życie i ze mną być, więc skoro czekałem na ten moment ponad 2 lata w rzeczywistości to conajmniej dziwnie byłoby z tego teraz zrezygnować. A jak znowu się rozmyśli to kiedys będzie żałowała.
OK, czekales to Ci sie nagroda nalezy. Tylko przygotuj sobie jakis jasiek pod siedzenie, bo bedziesz twardo ladowal. Ale masz racje, jak sie sam nie przekonasz to bedziesz do konca tak zyl ta pierwsza, wielka, jedyna, niespelniona, romantyczna, na wieki wiekow miloscia. A tak to chociaz masz szanse, ze Ci klapki z oczu pospadaja:)
Jak nie chcesz tego spierniczyć, to niech ona się teraz trochę o ciebie postara. Inaczej to jak pisze Mussuka - szykuj poduchę pod zadek.
Ja nie mam klapek na oczach. Po prostu czekam na finał tego całego epizodu. W końcu o to właśnie zabiegałem ostatnio, zaprzeczyłbym sobie rezygnując. Twardych lądowań już zaliczyłem kilkanaście jeśli chodzi o całą tą kwestie z Nia
Także spokojnie, najwyżej stanę się jak Boguś Linda w Psach i Psach2
On miał oddzielną teorię na temat kobiet ![]()
najwyżej stanę się jak Boguś Linda w Psach i Psach2
On miał oddzielną teorię na temat kobiet
To jak mowil :"co Ty wiesz o zabijaniu..itd.?";)
Jako,że nie mogę wstawić linku prawdopodobnie z innego portalu to trzeba wpisać na YT: Psy2-rozmowa o kobietach i tam jest ładny fragment ![]()
pierwsze co pomyslalam to czy moja pierwsza milosc tez tak o mnie mowila tak swiecie wierzyla w ta nasza milosc do konca zycia....
Mi też się zdarza wspominać. Podobnie jak yoghurt007 nie rozpamiętuję, ale właśnie zdarza się, że po prostu wpadnie myśl, gdy coś przypomni o niej i wtedy się zastanawiam, gdzie jest, co teraz robi itp.
a dużo czasu minęło od Waszego związku?
Tak więc pierwsza miłość okiem mężczyzny w moim przypadku jest usilnie 'zapominana' jak tylko się da.
no to faktycznie, widocznie to nie była miłośc...
Vinci92 - Skoro tak długo na Nią czekałeś to bądź dla niej kochany, kilka razy powiedz/zrób coś miłego i popatrz na jej reakcję. Jeśli wywołasz w niej prawdziwą radośc i wdzięcznośc to jest ok, a jeśli raczej będzie obojetna - zmień się na nieco bardziej obojętnego i asertywnego i wtedy jeśli Ona poczuje, że coś traci - to Ona się zmieni w stosunku do Ciebie na lepsze, a jeśli Ona nadal po tym będzie obojętna - tzn że już szuka innego chłopaka...
Powodzenia.
Kochałem ją.pierwsza piękna wszystkie moje myśli.jak dzwoniła na stacjonarny (kiedyś) to wiedziałem że to ona.rozmawialismy bez słów.bylismy ja (imię)ona (imię) od siebie 372 km 680 m .byłem za mało ambitny.mam żonę dzieci kocham ich lecz wiem że raz stracona nigdy wróci .za to co mam teraz nie oddał bym nic.po 20 latach cały czas wracam do niej myslami byłem z nią 7 lat.nie wiem czy był bym z nią szczęśliwy ale to była ONA
Cóż, pierwsz miłość...
Dosyć jednostronna. Ona widziała w mnie chyba raczej tylko doświadczonego mężczyznę, który gładko ją pozbawi dziewictwa. Ja dzięki uczuciu do niej przerwałem spiralę w dół ku autodestrukcji. Ona zoswtawiła mnie, bo chciała porównania. Zaorało mnie to równo...
Po dwóch latach chciała wrócić, ale miała już tyle doświadczenia, że wzbudzała u mnie odrazę. Nawet gdybym wierzył w sens takich powrotów.
Czasem wspominam to sam początek. Śmiech, wino i krakersy z serem, noce spędzone na wielogodzinnej miłości. Jej błyszczące oczy i śmiech.
Podobnie intensywne emocje miałem potem tylko raz.
Nie wspominam o tym moim partnerkom, zwłaszcza tym, które nie potrafią mnie tak pobudzić. Uważam, że gadki o swoich poprzednich i porównania należy zostawić niewypowiedziane.
Kilka miesięcy temu, po ponad 20 latach spotkałem swoją pierwszą miłość. Ja rok po zakończonym nieudanym związku, Ona podobnie.
Nie wspominałem jej przez te lata, nie idealizowałem. Ona chyba trochę tak. W niej odżyło wszystko prawie natychmiast, ja potrzebowałem trochę czasu, ale w końcu wpadłem po uszy również.
Trochę jak z bajki, choć to życie pisze takie scenariusze.
Moja pierwsza miłość miała na imię Jowita. Podkochiwałem się w niej od 5 klasy podstawówki. Przez trzy lata była moim światem. Pisałem liściki, wydeptałem chodnik pod jej domem;-) Ale..nigdy z nią nie zagadałem. Byłem strasznie zakompleksionym chłopakiem.
Jedyne co powiem, o to, że pierwszą miłość, zakochanie, pamięta się do końca życia.