Kochani!
Coś się tu ostatnio wyprawia niedobrego.
Moja dziewczyna (wciąż jeszcze nie zdążyłem jej o tym powiedzieć), chyba kogoś poznała.
Strasznie ją ta znajomość absorbuje i emocjonuje.
Najpierw chodziła jak w skowronkach, radosna i wesoła, by po kilku dniach przypominać burzę gradową.
Była nie do zniesienia, wściekła i milcząca. Czasem tylko pod nosem mówiła ze złością;
- "ja ci dam 90 kg ty stary łysy gamoniu!"
Martwię się o mojego okrągłego pączusia, ona źle znosi stres. Ciągle podjada słodycze, a to jej nie służy.
Myślałem że ta znajomość się skończyła, ale koleś nie odpuszcza. Robi się coraz bardziej poważnie.
Ona przed chwilą coś mówiła do siebie, że nie będzie wysyłać żadnych nagich zdjęć, ale już od godziny pozuje przed lustrem jak ją Pan Bóg stworzył, dobierając odpowiednie oświetlenie by zgubić kilka fałdek.
Znów się denerwuje, biedna.
Ona jest taka łatwowierna i naiwna, martwię się by jej ktoś nie skrzywdził.
Co robić?