Witam wszystkie Miłe Panie!
Jestem facetem, ale faceci nie potrafią mi odpowiedzieć w racjonalny sposób na mój problem. Pytanie jest stare jak świat: Jak dać do zrozumienia kobiecie, że jestem nią zainteresowany i ona zaczęła odczuwać coś podobnego? Bardziej szczegółowo: Jak ,,zrobić?, aby moja koleżanka stała się moją dziewczyną?
Mam te dwadzieścia parę lat i jestem singlem od kilku lat. Studia, dwa kierunki, jakieś wymiany i staże zagraniczne i tak jakoś się potoczyło, że nie było okazji się z kimś związać. Poza tym, jestem dosyć nieśmiały ? szczególnie, kiedy mi się jakaś dziewczyna podoba ? dlatego z reguły ,,obiektem? (nie lubię tego stwierdzenia) moich uczuć stają się koleżanki, bo z nieznajomymi raczej nie porozmawiam. Jeszcze z tymi mniej atrakcyjnymi, to jakoś idzie, ale jak mi się podoba, to nie ma szans.
Teraz trochę tła do sytuacji obecnej: Znam pewną dziewczynę dosyć długo (około 3 lat) i od ostatniego czasu zaczęliśmy więcej z sobą rozmawiać, nawet raz udało nam się razem wyjść. Jak kiedyś zacząłem żartować, że moglibyśmy być razem, to odpowiedź była, że się zbytnio różnimy charakterami itd. Ona jest z tych bardziej spontanicznych, natomiast ja z tych planujących. Poza tym, jakoś nie widzę większych różnic, więc nie wiem skąd jej teza.
Czy da się wyjść jakoś z tej sytuacji czy może dać sobie spokój, żeby zaoszczędzić sobie cierpienia?
Generalnie, to poprzednie związki toczyły się wg schematu:
1. Poznajemy się
2. ja się zakochuję
3. robię dla niej wszystko co chce
4. ona w końcu w przypływie ,,litości? wyraża zgodę na związek
5. po pewnym czasie stwierdza, że to jednak nie to
6. zaczynam się więc starać bardziej
7. ona mnie zostawia
8. około pół roku zajmuje mi powrót do względnej równowagi psychicznej.
Po 5 takich sytuacjach, wiem, że powinienem być bardziej stanowczy, ale jak staram się taki być, to znajomość staje na etapie: ,,Poznajemy się?.
Co robić? ,,Jak żyć?? ![]()