Witam. Zabawne bo link do tego forum dostałam od własnego chłopaka,nie mógł sobie ze mną poradzić i w końcu znalazł to forum z myślą,ze skoro on nie może pomóc to może tutaj będę mogła uzyskać wsparcie...Historia jest skomplikowana i długa ale w skrócie opowiem...
Moje problemy mają związek z przeszłością....Mam ojca alkoholika..odkąd pamiętam najbardziej
z rodzeństwa przeżywałam jego powroty do domu,stałam pod drzwiami i nadsłuchiwałam czy nie bije mamy itp.tak się nie działo ale za to 'jeździł' po psychice..mój starszy brat nie jest jego synem-zawsze stawał w obronie mamy a ja płakałam, moje młodsze rodzeństwo spało.Minęło parę lat, teraz mam 22 lata,mój starszy brat ma 2 dzieci, 4lata po ślubie i od prawie roku nie jest z żoną bo usłyszał od kogoś-nikt nie wiem od kogo-że ona go zdradziła,nie da się przekonać,że może tego nie zrobiła itd tęskni za nią ale nie może wrócić ze strachu,że się w końcu okaże,że jednak go oszukała, jakiś czas przed temu miał taką sytuację,że został zdradzony i teraz się boi....
Ja niestety jestem bardziej skomplikowana...Mój chłopak jest kochany, dobry, jesteśmy razem od ponad roku, starszy o 9 lat.Wcześniej prawie 4 lata się znaliśmy ale nie chciał być ze mną a ja zakochana chciałam tylko jego..W końcu pojawił się ktoś, kto wydawał się być mądry,dobry czułam jakbyśmy się znali bardzo długo- rozgryzł mnie,ze mam jakiś problem... zaufałam poczułam się bezpiecznie, opowiedziałam o sobie...chciał mi pomoc żebym była pewniejsza siebie i otworzyła się, były plany na przyszłość choć krotko się znaliśmy bo tylko 3 miesiące- teraz dopiero się dziwie sobie dlaczego tak szybko zaufałam...po 3 miesiącach był koniec, bez słowa wyjaśnienia, przez SMS!!! porażka:(
Strasznie mnie zranił, zawsze to co w domu się działo było tajemnica dla innych a jemu powiedziałam...
Po rozstaniu i ochłonięciu mój obecny chłopak stwierdził,że jednak moglibyśmy spróbować być razem..Znaliśmy się 4lata a o mojej rodzinie dowiedział się dopiero w czasie związku..
Wiele jest sytuacji,gdzie okazuje się,że mu nie ufam choć sama myślę,że ufam-nie jest tak do końca..nie na 100% bo boje się,że jak zaufam w pełni zwinie się tj tamten..poza tym nie potrafię żyć w spokoju i szczęściu- Najbardziej na świecie chce być z nim, kocham ale też PSUJĘ SAMA:( Wiele jest sytuacji,kiedy odwracam coś na jego nie korzyść nawet zdanie jakieś wypowie, radę.. ja już myślę,że to negatywna opinia o mnie,...kiedy jestem z nim jestem spokojna ale jak się nie widzimy myślę,że jemu tak jest lepiej,że może z kimś innym woli rozmawiać i spotykać się,jestem zazdrosna o czas,o kolegów nawet o psa..
Nie rozumiem siebie,nie lubię siebie, swoje wyglądu, ciała, zachowania..Nie rozumiem siebie i nie daje sama ze sobą rady:( Kolejny raz przeszliśmy burzę w związku z mojej winy....przepłakałam cały tydzień przekształcałam każde jego zdanie tak,żeby było że mnie rani(nieświadomie) każda kłótnia taka tygodniowa jest prawie do rozstania aż w końcu się spotykamy i przepraszamy- on przeprasza chociaż nie ma za co mnie...Nie chciałam się widzieć z nim chociaż chciał proponował ale ja nie bo na pewno on nie chce, tak będzie lepiej itd. Płakałam cierpiałam, nie spalam nie jadłam w środku chciał
o mnie rozerwać...
Nie wiem dlaczego jeszcze to znosi, znosi mnie i moje 'chore jazdy' jak sam wiele razy powiedział..przed maturą kiedy próbowała sobie robić krzywdę zaczęłam chodzić do psychologa ale byłam silniejsza po tym i przerwałam, teraz na kolejnym etapie życia znów od poniedziałku zaczęłam chodzić..Wstydzę się że on o tym wie chociaż on nie robi z tego problemu,wczoraj było super spotkanie ale kiedy wyszedł zrobić herbatę przypomniałam sobie o byłym i przeraziłam że teraz kiedy obecny poznał mnie także z tej strony, zrobi to samo a nie przeżyłabym....znów przy nim płakałam strasznie i powiedziałam o tym i zaproponowałam,żeby znalazł sobie kogoś innego bo co mu po mnie i moich problemach, powinien mieć fajną dziewczynę, normalną a nie mnie, beznadziejną.:(
Nie mogę się pogodzić z tym wszystkim..wiem,ze gdyby było tj u mojego brata,ktoś powiedziałby mi że mój chłopak mnie zdradza czy oszukuje uwierzyłabym od razy bez wahania a teraz kiedy jest dobrze mogłabym zaufać bo nie dał powodu w czasie tego roku,żebym nie mogła- nie ufam..
Nie lubię kiedy mówi 'myśl pozytywnie' lub 'nie martw się, będzie dobrze'..nie będzie, niedawno powiedziałam ojcu,ze go nienawidzę bo wyżywał się pijany na mojej rodzinie chłopakowi nie powiedziałam, ze wstydu i strachu co sobie pomyśli o rodzinie i o mnie..znów robiłam jazdy a po 2 tyg powiedziałam mu o wszystkim, na co usłyszałam 'nie przejmuj się, będzie dobrze'- nie pomógł mi!!
Jest kochany,chce mi pomoc ale ja chyba powinnam być sama po co ja mu potrzebna, taka znerwicowana i beznadziejna:( Jestem tak rozchwiana,że już sama nie wiem co myśleć:(
Przepraszam,ze tak dużo...