jak sobie z tym poradzic? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » jak sobie z tym poradzic?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

Temat: jak sobie z tym poradzic?

Witam. Zabawne bo link do tego forum dostałam od własnego chłopaka,nie mógł sobie ze mną poradzić i w końcu znalazł to forum z myślą,ze skoro on nie może pomóc to może tutaj będę mogła uzyskać wsparcie...Historia jest skomplikowana i długa ale w skrócie opowiem...
Moje problemy mają związek z przeszłością....Mam ojca alkoholika..odkąd pamiętam najbardziej
z rodzeństwa przeżywałam jego powroty do domu,stałam pod drzwiami i nadsłuchiwałam czy nie bije mamy itp.tak się nie działo ale za to 'jeździł' po psychice..mój starszy brat nie jest jego synem-zawsze stawał w obronie mamy a ja płakałam, moje młodsze rodzeństwo spało.Minęło parę lat, teraz mam 22 lata,mój starszy brat ma 2 dzieci, 4lata po ślubie i od prawie roku nie jest z żoną bo usłyszał od kogoś-nikt nie wiem od kogo-że ona go zdradziła,nie da się przekonać,że może tego nie zrobiła itd tęskni za nią ale nie może wrócić ze strachu,że się w końcu okaże,że jednak go oszukała, jakiś czas przed temu  miał taką sytuację,że został zdradzony i teraz się boi....
Ja  niestety jestem bardziej skomplikowana...Mój chłopak jest kochany, dobry, jesteśmy razem od ponad roku, starszy o 9 lat.Wcześniej prawie 4 lata się znaliśmy ale nie chciał być ze mną a ja zakochana chciałam tylko jego..W końcu pojawił się ktoś, kto wydawał się być mądry,dobry czułam jakbyśmy się znali bardzo długo- rozgryzł mnie,ze mam jakiś problem... zaufałam poczułam się bezpiecznie, opowiedziałam o sobie...chciał mi pomoc żebym była pewniejsza siebie i otworzyła się, były plany na przyszłość choć krotko się znaliśmy bo tylko 3 miesiące- teraz dopiero się dziwie sobie dlaczego tak szybko zaufałam...po 3 miesiącach był koniec, bez słowa wyjaśnienia, przez SMS!!! porażka:(
Strasznie mnie zranił, zawsze to co w domu się działo było tajemnica dla innych a jemu powiedziałam...

Po rozstaniu i ochłonięciu mój obecny chłopak stwierdził,że jednak moglibyśmy spróbować być razem..Znaliśmy się 4lata a o mojej rodzinie dowiedział się dopiero w czasie związku..
Wiele jest sytuacji,gdzie okazuje się,że mu nie ufam choć sama myślę,że ufam-nie jest tak do końca..nie na 100% bo boje się,że jak zaufam w pełni zwinie się tj tamten..poza tym nie potrafię żyć w spokoju i szczęściu- Najbardziej na świecie chce być z nim, kocham ale też PSUJĘ SAMA:( Wiele jest sytuacji,kiedy odwracam coś na jego nie korzyść nawet zdanie jakieś wypowie, radę.. ja już myślę,że to negatywna opinia o mnie,...kiedy jestem z nim jestem spokojna ale jak się nie widzimy myślę,że jemu tak jest lepiej,że może z kimś innym woli rozmawiać i spotykać się,jestem zazdrosna o czas,o kolegów nawet o psa..
Nie rozumiem siebie,nie lubię siebie, swoje wyglądu, ciała, zachowania..Nie rozumiem siebie i nie daje sama ze sobą rady:( Kolejny raz przeszliśmy burzę w związku z mojej winy....przepłakałam cały tydzień przekształcałam każde jego zdanie tak,żeby było że mnie rani(nieświadomie) każda kłótnia taka tygodniowa jest prawie do rozstania aż w końcu się spotykamy i przepraszamy- on przeprasza chociaż nie ma za co mnie...Nie chciałam się widzieć z nim chociaż chciał proponował ale ja nie bo na pewno on nie chce, tak będzie lepiej itd. Płakałam cierpiałam, nie spalam nie jadłam w środku chciał
o mnie rozerwać...
Nie wiem dlaczego jeszcze to znosi, znosi mnie i moje 'chore jazdy' jak sam wiele razy powiedział..przed maturą kiedy próbowała sobie robić krzywdę zaczęłam chodzić do psychologa ale byłam silniejsza po tym i przerwałam, teraz na kolejnym etapie życia znów od poniedziałku zaczęłam chodzić..Wstydzę się że on o tym wie chociaż on nie robi z tego problemu,wczoraj było super spotkanie ale kiedy wyszedł zrobić herbatę przypomniałam sobie o byłym i przeraziłam że teraz kiedy obecny poznał mnie także z tej strony, zrobi to samo a nie przeżyłabym....znów przy nim płakałam strasznie i powiedziałam o tym i zaproponowałam,żeby znalazł sobie kogoś innego bo co mu po mnie i moich problemach, powinien mieć fajną dziewczynę, normalną a nie mnie, beznadziejną.:(
Nie mogę się pogodzić z tym wszystkim..wiem,ze gdyby było tj u mojego brata,ktoś powiedziałby mi że mój chłopak mnie zdradza czy oszukuje uwierzyłabym od razy bez wahania a teraz kiedy jest dobrze mogłabym zaufać bo nie dał powodu w czasie tego roku,żebym nie mogła- nie ufam..
Nie lubię kiedy mówi 'myśl pozytywnie' lub 'nie martw się, będzie dobrze'..nie będzie, niedawno powiedziałam ojcu,ze go nienawidzę bo wyżywał się pijany na mojej rodzinie chłopakowi nie powiedziałam, ze wstydu i strachu co sobie pomyśli o rodzinie i o mnie..znów robiłam jazdy a po 2 tyg powiedziałam mu o wszystkim, na co usłyszałam 'nie przejmuj się, będzie dobrze'- nie pomógł mi!!
Jest kochany,chce mi pomoc ale ja chyba powinnam być sama po co ja mu potrzebna, taka znerwicowana i beznadziejna:( Jestem tak rozchwiana,że już sama nie wiem co myśleć:(

Przepraszam,ze tak dużo...

wieczna wojna myśli niespokojnych...
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: jak sobie z tym poradzic?

Hmmm... Po pierwsze, bardzo dobrze, że wybrałaś się do psychologa. Problemów jest wiele i raczej nie uporasz się z nimi sama. To najlepsze, co mogłaś zrobić i za nic z tego nie rezygnuj. Walczysz o samą siebie i o swoje szczęście. Po drugie, nie ma się czego wstydzić. I mam na myśli zarówno wizyty u psychologa, jak i zachowanie Twojego taty. To nie jest Twoja wina, że urodziłaś się w takiej, a nie innej rodzinie. Nikt jej sobie nie wybiera, nikt też nie ma prawa (i raczej nie będzie) sądził cię na podstawie tego, kim jest twój ojciec. I zupelnie naturalne jest, że dziewczyna, która wychowywała się w takiej atmosferze, szuka pomocy specjalisty. Trudno, żeby sytuacje, jakie opisałaś nie zostawiły ran i blizn w twojej psychice. Nie jest to natomiast powód do wstydu, szczególnie przed własnym chłopakiem, któremu wydaje się bardzo na Tobie zależeć, ani do obwiniania samej siebie (ale to pewnie w pełni uświadomi ci dopiero psycholog). Sama chodziłam przez jakiś czas do psychologa bo nie byłam w stanie uporać się z pewnymi zmorami z przeszłości. I tylko dzięki temu jestem w stanie dzisiaj funkcjonować w zdrowym związku.

Co do problemów z chłopakiem, naprawdę nie wiem, co ci doradzić. Wiem z własnego doświadczenia, że problemy rodzinne tego typu zadają głębokie rany i potrzeba dużo czasu, żeby, za przeproszeniem, cały ten bajzel w głowie posprzątać. Ja w którymś momencie zdecydowałam, że w takim stanie, w jakim jestem, nie nadaję się do żadnego związku i dość długo byłam sama. Ten czas był mi potrzebny żeby pewne rzeczy nie tyle zrozumieć - bo ja je zawsze rozumiałam, jak np. to, że nic nie jest moją winą - co zaakceptować. To nie jest tak, że pójdziesz 3 razy do psychologa i wszystkie twoje lęki i obawy znikną. Do tego potrzeba czasu. Twój chłopak narazie dzielnie znosi wszystkie "jazdy" jakie mu fundujesz, ale któregoś dnia pokłady cierpliwości się wyczerpią i rzeczywiście odejdzie. Może nawet nie odejdzie przez twoje zachowanie, ale przez poczucie, że jest zupełnie bezużyteczny bo w żaden sposób nie jest w stanie ci pomóc. Jeśli naprawdę go kochasz, musisz przede wszystkim zacząć być z nim bardziej otwarta. On już pokazał, że stać go na dużo wyrozumiałości więc na pewno zrozumie. Jak piszesz, dał ci link do tego forum - więc wie, że potrzebujesz pomocy i jak może, tak pomaga. Nie stracisz w jego oczach, jeśli będziesz mu o swoich problemach i uczuciach otwarcie mówiła. Stracisz natomiast jeśli będziesz stosowała swoją obecną taktykę zatajania problemów w domu, a jednocześnie wyładowywania całe frustracji w związku poprzez urządzanie "jazd", jak to sama nazywasz. Musisz też zdać sobie sprawę z tego, że on nie zostawi cię dlatego, że twój ojciec jest alkoholikiem, ale może cię zostawić bo ty nie pozwalasz mu być ze sobą. Nie oczekuj też od niego, że rozwiąże wszystkie twoje problemy. Piszesz:

bezsens napisał/a:

Nie lubię kiedy mówi 'myśl pozytywnie' lub 'nie martw się, będzie dobrze'..nie będzie, niedawno powiedziałam ojcu,ze go nienawidzę bo wyżywał się pijany na mojej rodzinie chłopakowi nie powiedziałam, ze wstydu i strachu co sobie pomyśli o rodzinie i o mnie..znów robiłam jazdy a po 2 tyg powiedziałam mu o wszystkim, na co usłyszałam 'nie przejmuj się, będzie dobrze'- nie pomógł mi!!

A co innego mógł zrobić? Na dobrą sprawę, jedyne, co może zrobić to cię przytulić i pozwolić się wypłakać. Zastanów się nad swoimi oczekiwaniami wobec niego i może trochę je zweryfikuj.

Jeśli masz taką finansową możliwość, powinnaś wyprowadzić się od rodziców. Wiem, że od tego typu problemów nie da się uciec poprzez wyprowadzkę, ale uniknięcie pewnych scen na pewno by trochę pomogło.

Dopiero w środku zimy przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato.

3 Ostatnio edytowany przez bezsens (2010-06-02 20:35:00)

Odp: jak sobie z tym poradzic?

Dzięki za zainteresowanie, szczerze mówiąc pierwszy raz korzystam z forum i nie sądziłam, że ktoś odpisze zwłaszcza po obszernej wiadomości.
Na tym etapie nie wiem sama co myśleć i zrobić ze sobą. Nie mam pracy,jestem przed obroną pracy licencjackiej i przez ostatnie problemy z ojcem wszystko z dzieciństwa odżyło. Wiem,że nikt do końca nie jest wstanie zrozumieć co przeżyłam, jeśli sam nie przeżył czegoś podobnego. Nie mogę pogodzić się z tym,że to wszystko wyszło właśnie teraz,właśnie kiedy jestem z chłopakiem z którym tak dawno chciałam być.. teraz ma dziewczynę z samymi problemami, która zamiast cieszyć się fajnymi chwilami traci czas na dziwne kłótnie, w dodatku nie z jego winy- nie rozumiem tego sama. Ja w tych kłótniach wierze  w to co sama czasem wymyśle,lub przekształcę jego jakąś wypowiedź, płaczę wyżywam się...
Pękło by mi serce bez niego ale zaproponowałam wczoraj,żeby poszukał kogoś lepszego, nie zgodził się wręcz był zły,że tak w ogóle myślę.Jednak boje się,że gdy uwierzę mu tak na 100% coś sie stanie,boje sie znów rozczarowania i cierpienia:( cały czas chyba żyję w takim lęku...
Teraz wiem,że to,że moj ojciec pije nie jest moją wina ale teraz kiedy znów zaczął wracać pijany,znęcać sie psychicznie coś we mnie pękło..Byłam silniejsza po tych kilku wizytach u psycholog 3 lata temu,nie przeżywałam tego aż tak,jednak coś się stało że nie potrafię się podnieść i zapomnieć sytuacji z przed miesiąca...
Po tym jak rozpadł sie związek mojego brata zrozumiałam,że ja mam tak samo jak on,że łatwiej uwierzyć w zdradę partnera niż w to,że może tak nie być..
W poniedziałek,kiedy pogodziłam się z chłopakiem poczułam ulgę chociaż mam cały czas taką myśl, że nie poradzę sobie z tym wszystkim,z myślami,obawami(przecież ja nawet jestem zła o kolegów, o psa, o czas...że jestem nie ważna dla niego bo woli rozmowę czy piwo z kolegą, chociaż wiem,że czasem potrzeba spotkać się z kimś innym, obejrzeć mecz itd..)
Czasem się czuje taka beznadziejna,patrze na koleżanki wyluzowane,w fajnych związkach, które osiągają niemalże to,co chcą..u siebie natomiast czuje,że wszystko pod gore,o wszystko muszę zabiegać,denerwować się i nawet jeśli jest coś dobrze za chwile to się szybko psuje...

wieczna wojna myśli niespokojnych...

4 Ostatnio edytowany przez kendy (2010-06-02 21:56:56)

Odp: jak sobie z tym poradzic?

Postaraj się zrozumieć, że nic nie dzieje się samo. Koleżanki nie są wyluzowane bo takie się urodziły. Nic nie przychodzi im łatwiej, mają po prostu inne podejście. Jeśli wierzysz, że nic nie ma sensu i wszędzie masz pod góre, wszystko automatycznie wydaje się być trudniejsze. Musisz bardzo nad sobą popracować - tak jak napisałam wcześniej, najlepiej z psychologiem. A tymczasem przestań się tak nakręcać, spróbuj skoncentrować się na czymś pozytywnym. Zdajesz sobie sprawę ze swojego problemu, wiesz gdzie popełniasz błedy, wiesz, dlaczego je popełniasz.. Najtrudniejsze za tobą. Teraz musisz to tylko zmienić. Wiem, że łatwo się mówi ale innej drogi nie ma. Walczyłam z czymś podobnym i wiem, że tak naprawdę dopóki naprawdę nie CHCESZ tego zmienić, nie pomoże ci nikt i nic. Twoje podejście do życia i związku wydaje się być wygodne bo pozornie chroni cię przed porażką, ale pamiętaj, że jednocześnie zamyka drogę do szczęścia...
Sama jesteś kowalem swojego losu. Poddawanie się takim nastrojom, w jakim jesteś teraz do nikąd cię nie zaprowadzi. Znajdź w sobie wolę, żeby coś zmienić i zmień to. Łatwo nie będzie, ale warto. A nawet trzeba.

A co do chłopaka - to nie jest przykuty do Ciebie łańcuchem. Gdyby chciał, to by odszedł. Widocznie nie chce. Nie staraj się tego zmienić, skoro piszesz, że nie przeżyłabyś gdyby odszedł.

Dopiero w środku zimy przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato.

5

Odp: jak sobie z tym poradzic?

Może rzeczywiście tylko pozornie jestem chroniona swoim podejściem,nie mogę uwierzyć,że wszystko może być dobrze,sama nie wiem jak to do końca określić...nie mogę uwierzyć,że możliwe jest bym była spokojna,szczęśliwa,kochana..kiedyś nawet myślałam,że ja nie mam prawa się śmiać,dobrze bawić czy wypić piwo bo stane sie taka jak ojciec..
Chce to wszytsko zmienić,chce!! tylko boje sie, że znów bd na chwile,bd mocniejsza silniejsza ale nigdy nie będe miala pewności..pewności siebie,tego,że jestem kochana...wiele razy zastanawiałam sie co moj chłopak miałby teraz  z tego gdyby mnie oszukał,małżeństwem nie jesteśmy,dzieci nie mamy spokojnie mógłby mnie zostawić gdyby chciał ale on wybacza wszystkie 'jazdy' i spokojny etap w naszym związku z nadzieją na lepsze...
Wiem,że jestem uparta w tym co pisze ale cały czas się boję,że zaufam poczuje sie pewniej i coś sie wydarzy,nawet teraz on jest na gg ja też- nie piszemy cały czas i mnie już chyba 100 razy dopadła taka myśl,że pewnie rozmawia sobie z jakąś inną...sama siebie nie rozumiem. Czasami patrze na niego,przyglądam się i zastanawiam po co ja mu potrzebna,nie stabilna emocjonalnie,beznadziejna zakompleksiona(dużo by wymieniać)On fajny,przystojny,mądry z poczuciem humoru dorosły facet mógłby mieć lepszą ode mnie...
Wstydze sie zapraszać go do domu mimo,że czasami tata jak nie pije jest spoko! dziś spoko a jutro może przepić tygodniową pensje i wszystkich zmieszać z błotem...
Wymiękam po prostu!!wiem,że to,że nie mogę sobie ułożyć życia ma związek z dzieciństwem,pamiętam wszystko jak dziś,że jedną wielką niewiadomą był każdy następny dzień i strach,że może jak wyjdę na autobus czy do sklepu spotkam pijanego ojca,leżącego gdzieś pod barem.Nawet zdarzało sie,że po kilku dniach po niego szłam i przy znajomych z miejscowości prosiłam,żeby już wrócił do domu..
To może teraz co pisze niema bezpośrednio związku z moim chłopakiem ale naprawde trudno jest zapomnieć żyć spokojnie,kiedy tak naprawde 20 lat życia to były właśnie takie przejścia...Teraz jestem na etapie planowania z kimś życia,spędzania czasu, prób odkrywania się i jest po prostu jedna wielka obawa kolejnego cierpienia,zawodu i rozczarowania...
Ciesze się,że poszłam do tej psycholog-już raz pomogła mi bo naprawde było ze mną źle i zagrażało życiu.Chciałabym poradzić sobie z przeszłością i z tym,że teraz ojcu nadal zdarza się wracać pijany i niszczyć psychikę,przede wszystkim nie chciałabym przelewać tych złych emocji na chłopaka..
Czasami wierze,żę może się udać jednak częściej  brakuje wiary i wygrywa strach i lęk.

wieczna wojna myśli niespokojnych...

6

Odp: jak sobie z tym poradzic?

To nie Twoja wina, że masz taką rodzine. Nie Twoja wina, że ojciec byl taki a nie inny..Nie obwiniaj się o jego glupote. Inaczej tego nazwać nie można... Co do faceta, to powiem Ci, że ja tez im nie ufam... Nie mam za wesolo w życiu, ale tez nie zaufalabym mu mowiac o swoich problemach bo tez mi wstyd, ale teraz wiecej o tym mowie bo tez wiem, ze to nie moja wina,ze tak sie w zyciu mojej rodziny ulozylo także że tak powiem mam to gdzieś...
Myślę, ze on zaakceptowalby sytuacje Twojej rodziny... Moim zdaniem powinnas mu powiedziec. Pomysl..bedziecie malzenstwem albo cos i wtedy nie bedziesz mu mowic nic?? Musisz byc z nim szczera.

Gdy jedyna osoba, która może sprawić, że przestaniesz płakać to ta, przez którą płaczesz...

7

Odp: jak sobie z tym poradzic?
kendy napisał/a:
bezsens napisał/a:

Nie lubię kiedy mówi 'myśl pozytywnie' lub 'nie martw się, będzie dobrze'..nie będzie, niedawno powiedziałam ojcu,ze go nienawidzę bo wyżywał się pijany na mojej rodzinie chłopakowi nie powiedziałam, ze wstydu i strachu co sobie pomyśli o rodzinie i o mnie..znów robiłam jazdy a po 2 tyg powiedziałam mu o wszystkim, na co usłyszałam 'nie przejmuj się, będzie dobrze'- nie pomógł mi!!

A co innego mógł zrobić? Na dobrą sprawę, jedyne, co może zrobić to cię przytulić i pozwolić się wypłakać. Zastanów się nad swoimi oczekiwaniami wobec niego i może trochę je zweryfikuj.

Jeśli masz taką finansową możliwość, powinnaś wyprowadzić się od rodziców. Wiem, że od tego typu problemów nie da się uciec poprzez wyprowadzkę, ale uniknięcie pewnych scen na pewno by trochę pomogło.

1.W takich momentach kazde slowo zdaje sie byc banalne.
2.Zgadzam sie,nie widze innej opcji.

Jeśli stoisz przed trudnym zadaniem, pamiętaj, że stary dąb był kiedyś małą roślinką.

8

Odp: jak sobie z tym poradzic?
bezsens napisał/a:

Może rzeczywiście tylko pozornie jestem chroniona swoim podejściem,nie mogę uwierzyć,że wszystko może być dobrze,sama nie wiem jak to do końca określić...nie mogę uwierzyć,że możliwe jest bym była spokojna,szczęśliwa,kochana..

Chce to wszytsko zmienić,chce!! tylko boje sie, że znów bd na chwile,bd mocniejsza silniejsza ale nigdy nie będe miala pewności..pewności siebie,tego,że jestem kochana...

Wiem,że jestem uparta w tym co pisze ale cały czas się boję,że zaufam poczuje sie pewniej i coś sie wydarzy

sama siebie nie rozumiem.

Przechodzilam przez dokladnie to samo wiec naprawde rozumiem, jak sie czujesz. Mam troche wrazenie, ze slucham samej siebie sprzed kilku lat. Psycholog powiedziala mi wtedy, ze moje zachowanie to wrecz podrecznikowy przyklad zapierania sie rekami i nogami przed wyjsciem ze swojego bezpiecznego kokonu, jaki uwiłam z roznych lęków i dziwnych przekonań - takich na przyklad, ze jesli zaufam, to na pewno cos zlego sie stanie. Wiec lepiej nie ufac - tak jest cieplo i bezpiecznie.
Wszystko w Tobie opiera sie przed wyjsciem z tego kokona w wielki, niebezpieczny swiat... Wiem... Wydaje ci sie, ze nie jestes w stanie podjac tego ryzyka (bo co tu duzo ukrywac - za kazdym razem, keidy decydujesz sie komus zaufac, ryzykujesz... bol, strate, placz, bycie oszukana lub zostawiona... Nie ulatwiam ci tego teraz ale powtarzajac tylkio, ze swiat jest piekny, wcale bym ci tak naprawde nie pomogla). Niemniej jednak piszesz, ze chcesz to wszystko zmienic . Coz, swiata nikt nie zmieni, nikt ci nie da gwarancji na pismie, ze twoj chlopak cie nie zdradzi ani nie oszuka, nikt nie zagwarantuje, ze zadna krzywda ci sie nie stanie. To jest pierwsza prawda, z ktora musisz sie oswoic. A jak juz sie z nia blizej zapoznasz, nastepnym krokiem bedzie pomimo tego zdecydowac sie komus zaufac. To wcale nie jest latwe. Jest cholernie trudne. Musisz pozbyć się przekonania, ze jeśli zaufasz, to na pewno spotka cie cos zlego, a jednoczesnie musisz nauczyc sie akceptowac ryzyko nieodlacznie wpisane w zaufanie. Trudne... Ale innej opcji nie ma...

Idz do psychologa. Laź do niego uparcie aż poczujesz, że w niczym nie jest juz w stanie ci pomoc, a nawet jesli jest - to i tak dasz sobie rade sama. Nic innego ci nie doradze...

Dopiero w środku zimy przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato.

9

Odp: jak sobie z tym poradzic?

Dzięki,że jeszcze odpisałaś 'kendy':)myślałam, że czytając moje posty drażni Cie moje podejście...
Skoro chodziłaś do psychologa i pomógł Ci, rozumiem,że wyszłaś z tego dziwnego stanu pełnego lęku....ufasz teraz komuś? Wiesz teraz przez ten tydzień było fajnie i nawet spokojnie miedzy mną a chłopakiem ale wiem,że przyjdzie taki czas,że znów będzie tydzień darcia kotów z mojej winy bo znajdę coś złego..i to nie chodzi o to,że tak zakładam z góry,że się stanie- po prostu jesteśmy rok ze sobą i w kółko sie kręci(najpierw cud sielanka a potem.....)
I tj pisałam CHCĘ zmiany bo w tych momentach kłótni ja tak na prawdę też cierpię, płacze i wogóle ale jakoś nie umiem sobie wyobrazić czy jest możliwe zaufanie nawet ukochanej osobie tak do końca...
Jednak tj pisałaś- będę łaziła do tej psycholog,robię to dla siebie i chłopaka. Tata się nie zmieni,pewnie zawsze będzie mówił,że ja się źle zachowuje od zawsze(bo ostatnio się dowiedziałam,że źle się zawsze zachowywałam..a tak na prawdę przeszkadza mu,że mam chłopaka i chce szczęśliwa)
Wiesz, mam tyle sprzecznych myśli,wątpliwości owianych lękiem..teraz po tym tygodniu,kiedy pogodziłam się z Piotrkiem to nawet nie myślę, nie dręczę sie, cały czas jest we mnie nie pewność i taka nieufność..ale tez jestem spokojniejsza, nie szukam zaczepki, byle powodów do kłótni..
Niby cieszę się,że mnie kocha,chciałam,żeby mi to mówił, potwierdza to tez zachowaniem ale właściwie zastanawiam się czy aby na pewno?- to jest silniejsze.... Właściwie dlaczego mnie kocha?z taką historią,problemami, ciągłą niepewnością...

wieczna wojna myśli niespokojnych...

10

Odp: jak sobie z tym poradzic?

chciałabym się jakoś obronić przed rozczarowaniem...skoro miałam takie dzieciństwo, dołożę starań teraz,żeby zmienić nastawienie to,żeby moja przyszłość była spokojna...Nie wiem co bym zrobiła,gdyby mój chłopak tak bardzo kochający zostawił mnie po tym czasie walki o siebie, tj kiedyś tamten facet(wcześniej pisałam)

wieczna wojna myśli niespokojnych...

11

Odp: jak sobie z tym poradzic?

Bezsens, kilka twoich zachować wobec twojego chłopaka mogę przypisać do siebie, postępuję bardzo podobnie.
Mój ojciec również był alkoholikiem, zmarł gdy miałam 6 lat. Moje rodzeństwo bardziej " zasmakowało" życia z ojcem alkoholikiem. Ja byłam mała i teraz nie pamiętam co się działo sad Jedynie tyle co z opowiadań.
Problemy z rodziną mam jednak teraz. Niby na codzień jest wszystko dobrze, jednak sa takie dni, że rodzeństwo już sporo starsze i mama mają do mnie pretensje nawet o błahostki, ale owszem zdarzają się poważniejsze problemy. Czuje się jak tarcza w którą moja rodzina wbija lotki swoich problemów, wyładowując się w ten sposób.
Wszyscy z wyjątkiem mojej rodziny z którą mieszkam powtarzają mi że jestem dobrą dziewczyna, ambitną, dobrze się ucze i w ogóle. W domu myslą co innego sad Nie chce rozwijać tego tematu. za każdym razem gdy o tym komuś mówię, bardzo cierpię ;( Cięzko mi z tym.
Potrafiłam jednak zaufać swojemu chłopkowi, bowiem tylko przy nim mogę się wypłakać i opowiedzieć jak Oni bardzo mnie ranią. Mówi mi to samo co tobie twój chłopak. Dla nas może się wydawać, ze nam nie pomagają. Ale tak nie jest oni bardzo się martwią, kochają nas i starają się nas pocieszyć. Na tym etapie bycia razem ( jestesmy razem 3 lata, jeszcze uczę się w technikum) jest problem z tym, aby zamieszkac razem, sama jednak nie jestem w stanie się stąd wyprowadzić, co innego bedzie jak udam się na studia.
Wracając do tematu, chce powiedzieć, że postępuje podobnie w stosunku do swojego chłopaka, jak ty do swojego. Czasami sama stwarzam durne problemy, płacze przy nim bez powodu, powtarzam jaka to ja głupia jestem itd.itp. Po prostu jakiś koszmar. Wiele razy nawet, choć w duszy tego nie chciałam, mówiłam mu, aby mnie zostawił znalazł sobie fajna ładną dziewczynę z którą będzie szczęsliwy. Nie godził się na to! Mówi, ze kocha i nie zostawi, bowiem tak jak ja, nie potrafiłby zyć beze mnie.

Byłam raz u psychologa, ale ta wizyta nic nie dała sad Zbieram się aby iść podobnie, ale z wszystkim teraz jakoś ciężko.

Nie chce go ranić, ale robię to nawet nieświadomie. Jestem okropna i zastanawiam sie w ogóle czy jestem w stanie załozyć z nim prawdziwą, kochającą się rodzine sad:(:(
Nie daję sobie z tym wszystkim rady ;(

12

Odp: jak sobie z tym poradzic?

Elnett więc jesteśmy podobne...Mi też nie jest lekko opowiadać komukolwiek o tym co przeszłam,mój chłopak też późno sie dowiedział,chciałam jak najdłużej to zataić..
Chociaż tyle,że nie zaznałaś tego wszystkiego co z pewnością rodzeństwo...może nie potrafią inaczej żyć...takimi się wyrasta w rodzinie alkoholika. Sama pewnie jestem podobna do Twojego rodzeństwa....ranie bliskich bo taki miałam widok w dzieciństwie-ja to wiem,ale to jest wszystko silniejsze, głęboko w psychice:((
A mój chłopak tj Twój jest kochany i dobry, wiadomo ideałem nie jest(chociaż dla mnie mogą nie istnieć inni)-dużo przeszliśmy razem zanim zostaliśmy parą, też zranił, jednak teraz jest przy mnie i właśnie jest taką tarczą do której ja rzucam lotkami:/Kocham go ale moje zachowanie jest silniejsze, czasami wymyślę coś, uwierzę i jest awantura czy kłótnia...Niby mu ufam ale on widz,że mimo moich zapewnień tak nie jest. Ja sama wiem napewno,że nie ufam mu w pełni. A skoro kocham-powinnam też ufać...
Z drugiej strony uważam,żę powinien mieć lepszą dziewczynę i być bardziej szczęśliwy, ja funduje tylko tygodniowe 'jazdy' itd ale nie przeżyłabym tego rozstania..
Tyle we mnie sprzecznych myśli,że czasami sama się boje, nie wiem co myśle:(
Jesteśmy bardzo podobne:)) i radzę jednak spróbować pójść do psychologa,porozmawiać-powiedzieć wszystko choćbyś miała płakać tam- ja 3 lata temu musiałam pojść bo chciałam sobie coś zrobić- wzbraniałam się i milczałam na pierwszych spotkaniach,później nie wiem kiedy odczułam jakąś zmianę,zwłaszcza wtedy,gdy ojciec wracał znów pijany...Przerwałam a teraz od tamtego poniedziałku zaczełam znów chodzić....


Szczerze powiem,że boje się zmiany-zawsze było mi ciężko, zawsze były łzy, myśli o skończeniu tego wszystkiego, zawsze niepokój i lęk przed kolejnym dniem,spokoju się boję chociąż go potrzebuje....
To jest jakaś masakra.Moje myśli same sobie zaprzeczają

wieczna wojna myśli niespokojnych...

13

Odp: jak sobie z tym poradzic?
bezsens napisał/a:

Dzięki,że jeszcze odpisałaś 'kendy':)

Chyba zartujesz...

bezsens napisał/a:

myślałam, że czytając moje posty drażni Cie moje podejście...

Znowu żartujesz... Nie drażni mnie. Niby dlaczego miałoby mnie draznic? Czuje sie obrazona...

bezsens napisał/a:

Skoro chodziłaś do psychologa i pomógł Ci, rozumiem,że wyszłaś z tego dziwnego stanu pełnego lęku....ufasz teraz komuś?

Jasne, że tak... Zdarzaja mi sie potkniecia ale w granicach dopuszczalnej normy i nigdy bezpodstawnie. Zakladalam tu kiedys watek, po tym jak znalazlam zdjecie 'bylej' swojego faceta, ale to byly chyba w miare ludzkie, normalne odruchy, a nie nieuzasadnione napady watpliwosci i strachu...

Wiesz, z tym jest jak z alkoholizmem. Mozesz byc abstynentem cale zycie, ale to i tak w tobie siedzi. Niemniej jednak, moj zwiazek nie przypomina hustawki - raz na gorze, raz na dole. Duzo czasu minelo zanim wypracowalam 'nowe' podejscie do zycia... Bo to wyniesione z domu nie nadawalo sie do uzytku. Wazne jest tylko, zeby sie nie poddawac. Jak to ktos powiedzial - nie wazne ile razy upadniesz, wazne ile razy sie podniesiesz. To nie jest latwe - hop siup, skoczylam kilka razy do psychologa, wylozylam sie na kozetce, pogadalam sobie i mi przeszlo. To jest ciezka praca, ktora wymaga ogromnej sily woli i sporo czasu. I wszystko zalezy tylko i wylacznie od ciebie. Psycholog nie zalatwi za ciebie sprawy - nie zapisze ci recepty na cudowny srodek, ktory rozwieje wszystkie twoje lęki. Moze najwyzej pokazac ci droge, ale pojdziesz nia sama. Bo robisz to tylko i wylacznie dla siebie. Ale jesli naprawde tego chcesz, to to jest do zrobienia. Spokoj, jaki znajdziesz jest nie do przecenienia.

Nie wiem, jak to jest u ciebie. Ja budowalam poczucie wlasnej wartosci od zera. I musialam je porzadnie zbudowac bo to jest fundament. To jest to cos, co jak juz pozbedziesz sie starchu przed zaufaniem/ryzykiem, bedzie cie chronilo przed porazką.

Wiele razy mialam tez ochote olac wszystko i zawinac sie z powrotem w swoj kokon bo tam bylo latwiej i bezpieczniej. Byc moze musisz naprawde znienawidzic ten strach, zeby z nim walczyc... Moze musisz stracic przez niego cos naprawde wartosciowego, zeby zrozumiec, ze on ci wcale nie pomaga... Mam nadzieje, ze tak nie jest i ze tobie ta lekcja nie jest potrzebna. Naprawde, nie czekaj bo, tak jak juz pisalam, poklady cierpliwosci i milosci twojego chlopaka, ktore tak nierozsadnie eksploatujesz, nie sa niewyczerpane. Kiedys na pewno się skończą, jesli czegos z tym fantem nie zrobisz. Jesli bedziesz go dalej w ten sposob traktowala to w koncu odejdzie i twoja samospełniająca się przepowiednia się sprawdzi. I najgorsze bedzie to, ze winic bedziesz mogla tylko siebie i swoj strach. A bardziej siebie, bo zdajac sobie sprawe ze swojego problemu, nie probowalas tego rozwiazac...

Nie wiem, czy zauwazasz ale probuje cie jakos zmotywowac. Nie wiem tez, czy mi wychodzi ale wiem, ze trudno jest sie naprawde za siebie wziac i dlatego tak ględze. Jesli mozesz wykorzystac jakos moje doswiadczenie, zrob to- oszczedzisz sobie wiele czasu, moze cos wiecej...

Powodzenia!

Dopiero w środku zimy przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato.

14

Odp: jak sobie z tym poradzic?

No nie chciałam obrazić:) Poprostu jako pierwsza odpisalaś na mój post,kiedy sie zalogowałam i zdecydowałam opowiedzieć o sobie i czekałam aż znów coś napiszesz:)
Mój chłopak  jest kochany i dobry,  jest przy mnie..Kocham go ale moje zachowanie jest silniejsze, Niby mu ufam ale on widz,że mimo moich zapewnień tak nie jest. Ja sama wiem na pewno,że nie ufam mu w pełni. A skoro kocham-powinnam też ufać...
Z drugiej strony uważam,żę powinien mieć lepszą dziewczynę i być bardziej szczęśliwy, ja funduje tylko tygodniowe 'jazdy' itd ale nie przeżyłabym tego rozstania..
Tyle we mnie sprzecznych myśli,że czasami sama się boje, nie wiem co myślę:(  w kółko sprzeczne myśli.....
Tak jak deklarowałam będę chodziła do tej psycholog na pewno- już dawno chciałam zacząć na nowo tam chodzić ale zawsze znalazł się jakiś błahy powód,żeby nie jechać i tłumaczenie,że może sama dam radę. Teraz jednak będę chodziła i starała się zmienić moje myśli bo na tą chwilę to jest w mojej głowie jeden wielki mętlik i chaos..wiele strachu i niepewności....
Nie jestem pewna siebie, nie akceptuje ani swojego życia a ni siebie samej,moje poczucie własnej wartości jak powiedziała ostatnio pani psycholog= jest zeru! Wiem,że czeka mnie wiele pracy nad sobą ale wiem te,że muszę coś zmienić...Chcę być szczęśliwa, mieć swoją rodzinę- nie zmarnować sobie życia jak mój ojciec, jak mój brat...

Wiesz kendy to wszystko co powyżej napisałam- to są takie ładne pobożne życzenia i niby tak myślę ale nawet jeśli tak pisze, tak czuje-wiem,że muszę do konać wielu zmian w swoim życiu- i tak czuje lęk.....wszystko owiane jest lękiem..

wieczna wojna myśli niespokojnych...

15

Odp: jak sobie z tym poradzic?

Mam to samo, z tym że mój tata jest chory na schizofrenię. Żyłam z tą świadomością od maleńkości, widziałam głupie uśmiechy i spojrzenia ludzi (gdy przechodziłam z tatą).
Wiem, że też nie umiem się z tym uporać, mimo, że jestem dorosłą osobą to ciągle we mnie siedzi sad
Nie mówię ludziom o chorobie ojca, tylko nieliczne osoby wiedzą.
Nie wiem, czy odcięcie się od tego jest najlepszym rozwiązaniem, a może to znak, że trzeba zrobić porządek z samym sobą..Tylko to nie takie proste, bo ciągle włącza się ta 'stara płyta' z dzieciństwa hmm

16

Odp: jak sobie z tym poradzic?

w takim momencie,jakim ja jestem teraz, kiedy wszystko na nowo wróciło i 'zbiło z tropu' tzn że  już jakoś dawałam sobie rade z problemem taty i różnymi przy tym sytuacjami w domu tak teraz nie daje sobie rady z niczym:( naprawdę czuje,że z niczym sobie rady nie daje, przelewam swoje problemy na chłopaka który niczemu nie jest winny,straciłam jakiekolwiek poczucie wartości(nigdy wysokie nie było)byle jaka sytuacja-wstydzę się swojego ciała przed chłopakiem, chociaż widział mnie już nie raz...albo kłóce się z nim o byle co...cały czas coś jest. Nawet sam powiedział,że zamiast cieszyć się że jesteśmy razem to tracimy czas na jakieś dziwne kłótnie...

Jak wyżej pisałam, chodzę do psychologa-wczoraj miałam drugą wizytę i opowiedziałam jej co się ze mną dzieje ostatnio,że moje myśli są sprzeczne,że chwilami czuje się jak jakaś obłąkana, nie wiem co się ze mną dzieje- powiedziała,że jest we mnie mała skrzywdzona dziewczynka, która krzyczy że ktoś kiedyś ją skrzywdził...
Może to jest bezsensu,że wciąż to 'wywlekam',że psuje sobie związek itd ale nawet jakbym chciała sobie mówić,że 'będzie dobrze'  'mam prawo być szczęśliwa'  'mogę zaufać chłopakowi bo przecież jemu na prawde zależy' - ja mogę sobie to powiedzieć ale ja w to nie wierze, zaraz wydaję mi się, że to nie dla mnie, nie w moim życiu.:(

Wiem dziewczyny, jestem cholernie skomplikowana,łatwiej mi jest pewnie być nieszczęśliwą niż szczęśliwą....masakra!

wieczna wojna myśli niespokojnych...

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » jak sobie z tym poradzic?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018