Cześć,
kumpela ciąglę "żebra" o pieniądze, na początku były małe sumki 100...200 nie było problemu oddawała, ale ostatnio pożyczyłam 500 zł, oddała we wrześniu 100 że niby w ratach, ale w październiku już nie oddała ani złotówki, bo mam poczekać coś musi zapłacić itd.
Ostatnio twierdziła że będa mieli dodatkową kasę na święta itd, to zwróci wszystko i prosi jeszcze o 100 zł, bo jakieś opłaty, paliwo itd.
Co ciekawe ma męża, mieszkają w domu pod Bydgoszczą, mają 2 synków (czyli pewnie 500 zł biorą) wypasione auto Volvo XC70 bodajże, podobno są spłukani budową mieszkania, a do tego interes męża (bo on prowadzi działalność) ostatnio słabo idzie.
Tylko co mnie to obchodzi, ja nie mam domu, mieszka w bloku i mam mniejsze dochody niż oni na miesiąc.
Jest o tyle perfidna i bezczelna, że "chociaż" 100 zł to mogę jej pożyczyć więcej nie chce (na razie)
Sama niby nie ma a twierdzi że to tylko 100 zł.
Poza tym inni u mnie w rodzinie twierdzą, że ona to robi celowo, ma kasę ale musi coś opłacić itd nie chce budżetu naruszac, no bo co? dzieci chodza głodne?
Wkurza mnie to że ja powiem że nie pożycze, to głupie komentarze właśnie że to tylko 100 zł, albo jeśli nawet nie, to mówi no trudno szkoda, za 2-3 tygodnie to samo.
Mam jej pożyczyć jak jeszcze nie oddała poprzedniej kasy? Poza tym raz kiedyś można ale nie non-stop co miesiąc.
Te jej argumenty są słabe że np w aucie może jeszcze przejechać 50 km jej pokazuje a wypłatę ma np 2-iego.
Albo że jakieś ubezpieczenie musi opłacić. Nikt jej ani mężowi nie chce pomóc, czy ja pomogę, czy pomogę i przeleje np 100 zl albo 200..
Może innych też tak porobiła i nie oddała do końca i teraz nie pożyczają.