Z samotności, z potrzeby bliskości, z nadzieją, że wreszcie mi się uda.
Jestem rozwódką, po 40-dziestce z nastolatką. Pochodzę z rodziny w której przez całe życie cierpiałam na brak miłości, jestem zakompleksiona z niskim poczuciem wartości. Zawsze trafiałam na nieodpowiednich mężczyzn. Mimo sukcesów zawodowych nie umiałam ułożyć sobie życia prywatnego. I znów trafiłam na mężczyznę, który mnie po roku luźnej znajomości "wychodził".
Obydwoje czuliśmy chemię jaka powstała między nami. Nasz kontakt doprowadził do pocałunku. A później do rozmowy o tym co się stało. Powiedział " mam dzieci, niczego nie mogę Ci obiecać ". Ja wtedy to usłyszałam, ale nie przyjęłam do wiadomości. Doszło do seksu, najlepszego w moim życiu. Gdy po kilku tygodniach powiedziałam mu, że się zakochałam usłyszałam, że "przecież mówiłem, że nie mogę Ci nic obiecać ". Upokorzyłam się sama przed sobą. Widujemy się od poniedziałku do piątku. W weekendy znika. Nasze spotkania odbywają się tylko wtedy, gdy on może. Zdarza się, że przychodzi do mnie tylko na buziaka, bywa że posiedzimy dłużej i porozmawiamy. Czasem jest tylko seks. Tyle z negatywów. Aż tyle, bo to mnie zabija. Poza tym przedmiotowym traktowaniem mnie jest mną zachwycony. Zapewnia mnie, że z nikim nie było mu tak dobrze, że jestem jego ideałem. Zapełnia braki, które mam od dzieciństwa.
A mnie to wszystko bardzo podbudowuje i jednocześnie staje się ogromnym cierpieniem. Wiem, że muszę to zakończyć ale nigdy nie umiałam podejmować jakichkolwiek ważnych decyzji. Nie chcę z niego rezygnować. Wolałbym, żeby to on się wycofał. Mam wrażenie, że każde parę minut szczęścia z Nim jest warte mojego późniejszego cierpienia. I niestety jest go o wiele, wiele więcej niż tego szczęścia, które mi daje.
Proszę Was o pomoc.
Jak się uwolnić, jak stanąć na nogi i zrozumieć, że z tego nic nie będzie. Jak nie żyć iluzją?
Proszę o pomoc.
Podobne tematy
Iść na terapię, żeby poradzić sobie z tym brakiem miłości, które pcha Cię w takie relacje. Przy okazji będziesz miała pracę nad sobą i szanse na to, że zaczniesz wreszcie podejmowac decyzje.
Bo tak realnie, wyobraź sobie, że za 10 lat Twoja corka przychodzi z takim problemem. Co byś jej doradziła?
3 2021-07-29 19:18:38 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-07-29 19:20:08)
Z samotności, z potrzeby bliskości, z nadzieją, że wreszcie mi się uda.
Jestem rozwódką, po 40-dziestce z nastolatką. Pochodzę z rodziny w której przez całe życie cierpiałam na brak miłości, jestem zakompleksiona z niskim poczuciem wartości. Zawsze trafiałam na nieodpowiednich mężczyzn. Mimo sukcesów zawodowych nie umiałam ułożyć sobie życia prywatnego. I znów trafiłam na mężczyznę, który mnie po roku luźnej znajomości "wychodził".
Obydwoje czuliśmy chemię jaka powstała między nami. Nasz kontakt doprowadził do pocałunku. A później do rozmowy o tym co się stało. Powiedział " mam dzieci, niczego nie mogę Ci obiecać ". Ja wtedy to usłyszałam, ale nie przyjęłam do wiadomości. Doszło do seksu, najlepszego w moim życiu. Gdy po kilku tygodniach powiedziałam mu, że się zakochałam usłyszałam, że "przecież mówiłem, że nie mogę Ci nic obiecać ". Upokorzyłam się sama przed sobą. Widujemy się od poniedziałku do piątku. W weekendy znika. Nasze spotkania odbywają się tylko wtedy, gdy on może. Zdarza się, że przychodzi do mnie tylko na buziaka, bywa że posiedzimy dłużej i porozmawiamy. Czasem jest tylko seks. Tyle z negatywów. Aż tyle, bo to mnie zabija. Poza tym przedmiotowym traktowaniem mnie jest mną zachwycony. Zapewnia mnie, że z nikim nie było mu tak dobrze, że jestem jego ideałem. Zapełnia braki, które mam od dzieciństwa.
A mnie to wszystko bardzo podbudowuje i jednocześnie staje się ogromnym cierpieniem. Wiem, że muszę to zakończyć ale nigdy nie umiałam podejmować jakichkolwiek ważnych decyzji. Nie chcę z niego rezygnować. Wolałbym, żeby to on się wycofał. Mam wrażenie, że każde parę minut szczęścia z Nim jest warte mojego późniejszego cierpienia. I niestety jest go o wiele, wiele więcej niż tego szczęścia, które mi daje.
Proszę Was o pomoc.
Jak się uwolnić, jak stanąć na nogi i zrozumieć, że z tego nic nie będzie. Jak nie żyć iluzją?
Jak nie żyć iluzją? Przecież ty nią nie żyjesz. Dobrze zdajesz sobie sprawę w jakie bagno wpadłaś, ale nie chcesz z tym nic zrobić, bo ci w tym bagienku cieplutko i wygodnie. Poza tym liczysz wciąż na cud, że coś się odmieni i on w końcu będzie cały twój. Naprawdę chciałabyś takiego faceta który kłamie, oszukuje, żyje podwójnym życiem? W czym czujesz się lepsza od jego żony, bo nawet nie wiesz czy cokolwiek z tego co ten facet ci mówi jest w ogole prawdą. Jeśli kłamie tam, dlaczego niby ma być szczery z tobą? Bo chciałabyś bardzo aby tak było? Niestety, to czego chcesz a co dostajesz, a co jest prawdą to kilka zupełnie odmiennych od siebie rzeczy. Dlaczego się tak nie szanujesz? Dlaczego nie chcesz normalnego związku, bez ukrywania się, z wolnym facetem, tylko zadawalasz się byciem pogotowiem seksualnym dla jakiegoś kłamcy? Masz aż tak zaniżoną samoocenę? Zrób coś z tym, a dopiero potem układaj sobie życie.
Wiesz co powinnaś? Wiesz
Panu podziękować za współpracę, wykasować jego numer, zablokować go wszędzie gdzie się da, pójść na terapię itp. Tylko ty niczego z tego nie zrobisz, nie chcesz. Choć dobrze wiesz, że to byłoby najlepsze co mogłabyś dla siebie teraz zrobić. Coż, jesteś dorosła i to są twoje wybory. Konsekwencje tych wyborów też poniesiesz ty, oby nie za poważne mimo wszystko. Wspólczuję ci.
A on ma żonę, partnerkę? Chyba nic nie było napisane o jego sytuacji osobistej.
A on ma żonę, partnerkę? Chyba nic nie było napisane o jego sytuacji osobistej.
A tytul? Jestem kochanką? Chyba autorka sama nie nadałaby sobie takiego miana, gdyby chodzilo tylko o dzieci jej faceta.
6 2021-07-29 20:34:09 Ostatnio edytowany przez Yazoo (2021-07-29 20:37:21)
Może chodzi po prostu o rolę jaką ma w ich znajomości. Kochanka, czyli tylko seks i nic więcej. Można być tylko kochanką wolnego mężczyzny.
Odnoście kluczowego pytania jak nie żyć iluzją. Co dla Ciebie jest tą iluzją? Jest układ z którego zdajesz sobie sprawę i na który się godzisz. Rozumiesz że to tylko seks. Czy tą iluzją mają być oczekiwania na coś więcej?
A ile on ma lat?
I bez urazu ale według mnie jesteś dla niego pogotowiem seksualnym i nikim więcej nie będziesz.
"Można być tylko kochanką wolnego mężczyzny."................... można !
" Powiedział " mam dzieci, niczego nie mogę Ci obiecać ".
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
facet idzie na skróty i przewiduje krok do przodu, przecież gdyby powiedział "mam żonę" i to było wymówką, znaczyłoby to że żona ważniejsza od kochanki...a on głupi nie jest i wie że rozmawia z kochanką więc od razu przeskoczył na dzieci
Wiem, że muszę to zakończyć ale nigdy nie umiałam podejmować jakichkolwiek ważnych decyzji. Nie chcę z niego rezygnować. Wolałbym, żeby to on się wycofał.
Powiem ci tak: zdecydowanie mniej boli, jeśli to my kogoś zostawiamy, niż jeśli to ktoś inny nas zostawia. A czasami może się to wiązać nawet z pewną satysfakcją, kiedy widzimy, jak zdecydowanie rzednie mina komuś, kto wcześniej deklarował, że mu na nas nie zależy.
Ale przede wszystkim, jak sama zauważyłaś, masz w sobie dziurę, którą ten ktoś zapełnia. Kiedy wypełnisz czymś satysfakcjonującym i podbudowującym swoje życie i załatasz tę dziurę, to zapewne łatwiej będzie ci zakończyć taką plasterkową znajomość. Może nawet poczujesz po prostu, że już nie potrzebujesz takiej namiastki.
On ma dzieci, znika w weekendy, widujecie się w tygodniu. Jego pojawianie się i te wasze spotkania są szczęśliwe... i Ty chcesz tych spotkań.
Zakochałaś się w nim, chciałabyś być z nim ciągle, dzień po dniu razem żyć. Ale on nie może lub nie chce Ci tego dać.
Zatem twoje szczęście jest tylko połowiczne. To jakby piwo wypite do połowy -- można płakać, że nie masz połowy piwa, że to nie jest całe piwo, a może się też cieszyć, że masz pół piwa.
Zerwanie kontaktu z nim, to jak wylanie tej reszty piwa do zlewu, bo kufel nie jest pełny. To nic nie da...
Bo zerwiesz z nim kontakt i co dalej? Poznasz kogoś fajnego, cooo? Za miesiąc? Za rok?
On daje tyle ile daje, nic więcej nie może mimo, że Ty chesz i oczekujesz.
Od Ciebie też się nie wymaga abyś dawała więcej niż możesz dać.
Ty pewnie możesz dać więcej niż on może/chce dać. I to boli, wiem.
Ale jeśli ten układ Ci nie odpowiada, oraz jeśli nie chcesz być samotną, to już teraz znajdź sobie tego idealnego (??? czy się uda??) -- na zerwanie romansu, relacji, seksu, przyjaźni, spotkań, rozmów zawsze będzie moment w przyszłości.
Czy twoje cierpienie nie polega na tym, że nie otrzymujesz tak dużo jak byś chciała otrzymywać od życia?
I czy on jest winien, że nie może dać tak dużo jak byś chciała? Czy on korzysta bo ma seks? Hmm? Handel seksem może? Ty dajesz on bierze? Może wcale nie... może Ty bierzesz i on też bierze? Może wasza relacja dodaje Wam obojgu szczęścia? Mimo, że nie jest taka pełna jak być powinna (??? cóż znaczy "powinna")?
11 2021-07-29 23:43:56 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-07-29 23:44:29)
Gary bardziej rozważa korzyści, a autorce chodzi o to, że cierpi. Jej cierpienie jest związane z raną z dzieciństwa, kompleksem, że nigdy nie czuła się kochana, całe życie czekała na miłość.
Myślę, że ta sytuacja, kolejna nieudana próba znalezienia miłości, poczucia, że jest dla mężczyzny ważna i kochana powoduje odczuwanie bólu, który ma źródło w dzieciństwie. Mnie się coś takiego zdarzyło czuć, kiedy nagle przytłoczyły mnie dawne uczucia, odczuwane tak jak kiedyś i to było okropne, trudne do zniesienia.
Myślę, że najlepiej iść z tym na terapię.
... Jej cierpienie jest związane z raną z dzieciństwa... najlepiej iść z tym na terapię.
Pewnie terapia to dobre rozwiązanie, porozmawiać z żywą osobą.
Pomyśl tak, facet ma idealną sytuację. Siedzi sobie z żonką, gdzie pewnie ma obiad pod nos i wszystko fajnie. Z drugiej strony jak potrzebuje seksu, to ma kochankę, która ma na tyle niskie poczucie własnej wartości, że powie jej byle co, a ona będzie zadowolona i nie zostawi go. Źyc nie umierać. Zastanów się tylko, czy Tobie pasuje.
14 2021-07-30 17:07:18 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-07-30 18:57:47)
Lady Loka
Terapię, psychologów nawet miesięczną terapię w ośrodku przerabiałam. Z wieloma problemami sobie poradziłam, ale niestety temat związków z mężczyznami jest nadal moją słabą stroną.
Salomonka
Tak, liczę na cud , żę on będzie mój. I to jest ta iluzja, te moje pragnienia, które patrząc realnie nie mają szansy zaistnieć.
Nie porównuję się do jego żony, nie czuję się od niej lepsza. Ale wydaje mi się, że jednak mam w sobie coś co go do mnie przyciąga.
Oczywiście, że chcę normalnego związku, ale prawda jest taka, że się zwyczajnie głupio zakochałam.
Rozumiem to co mówisz, wiem że najlepszym rozwiązaniem byłoby odejść.
Tylko ja bym wolała, żeby to On skończył, żeby to nie była moja decyzja. Bo w swojej naiwności myślę, że gdybym ja skończyła to na własne życzenie odebrała bym sobie tą namiastkę szczęścia jaką on mi daje.
Domyślam się, że moje rozumowanie jest naiwne ale boję się odejść bo będę się zadręczać, że gdybym nie zerwała kontaktu to może coś więcej by z tego było.
Niestety to stary mechanizm mojego działania: ucieczka od podejmowania decyzji.
Yahoo
Tak, tą iluzją są oczekiwania na coś więcej.
maku2
Jest 8 lat młodszy ode mnie.
Zaczynam się czuć jak pogotowie seksualne.
Do tej pory było inaczej. Ponieważ on w seksie bardzo stawia na mnie, na moje spełnienie, na to by było mi jak najlepiej , dba o każdy centymetr mojego ciała. A później słyszę, że jest mu ze mną idealnie, że nigdy nie przeżył takich uniesień, nie miał takich doznań. Tylko mi to już nie wystarcza. Chcę jego. Nie tylko parę razy w tygodniu.
A potem żyję tym co od niego usłyszałam, nie biorę pod uwagę rzeczywistości, tego że jest żonaty i tkwię w tym licząc, że doprowadzi to do naszego bycia razem. I tak się oszukuję. I cierpię.
Ranna Panna
Tak, Że słowami " mam dzieci i na nich mi zależy " nie można dyskutować.
Mira Żmijewska
Rozumiem, ale jak pisałam wyżej boję się , że jak to zakończę będę się zadręczała myślami, że sobie coś odebrałam że gdyby nie ta decyzja coś by jeszcze z tego było.
aniu1
Jesteś w stanie zrozumieć dlaczego chwytam się takich sytuacji. Zabieram z nich ogrom szczęścia, ale po czasie przychodzi refleksja, że to znów pomyłka, potencjalne żródło bólu.
blankax99
Minęło parę miesięcy euforii a teraz zaczynam się czuć seksualną zabaweczką. Ale z seksu z nim czerpię niesamowitą przyjemność i to ona przećmiewa to , że staję się pogotowiem.
Gary
Tak, chcę tych spotkań bo się zakochałam.
A w weekendy cierpię.
No właśnie Gary gdybym poznała kogoś fajnego.....sprawa rozwiązałaby się sama.
" Na zerwanie będzie moment w przyszłości " - tak, oczywiście, że będzie. Tylko moja psychika już siada.
Zaczynam widzieć, że on też wypełnia mną jakieś swoje braki, samotność , chęć czucia bliskości, przytulenia, seksu.
A ja po tych kilku miesiącach chcę być kimś więcej niż lekarstwem na jego braki w małżeństwie.
Chcę pójść krok dalej, by nie czuć się kochanką w pełnym znaczeniu tego słowa.
Twój punkt widzenia jest dla mnie korzystny bo nie wymusza na mnie podjęcia decyzji.
"Może Ty bierzesz i on też bierze . Może Wasza relacja daje Wam obojgu szczęście " - tak, jemu na 100%. Mi na początku również. Ale ja wyszłam poza układ, zakochałam się i tym to wszystko skomplikowałam.
Tak się stało ze mną. Na dzień dzisiejszy chcę więcej. I tu zaczyna się moje cierpienie.
Coraz bardziej tracę szacunek do siebie.
Tiw07, na naszym forum nie umieszczamy kolejnych swoich postów pod poprzednimi, jest to niezgodne z regulaminem, a dokładnie z punktem nr 12 postanowień szczególnych.
Tymczasem Ty jesteś świeżo po lekturze naszych zasad, i umieszczasz dziesięć takich postów jeden pod drugim, robiąc ze swojego wątku nieczytelny śmietnik.
Możesz odpowiedzieć kilku osobom w jednym poście, nie musisz tego robić w ochnastu wpisach.
16 2021-07-30 20:05:42 Ostatnio edytowany przez Yazoo (2021-07-30 20:22:39)
Tak, tą iluzją są oczekiwania na coś więcej.
Masz oczekiwania jak każdy w związku. Tylko że jednego można być pewnym, kiedy mówią coś takie jak Tobie powiedział kochanek, to mówią szczerą prawdę
Nie wiem jak funkcjonuje kobieca psychika że nie przyjmuje tego do wiadomości. To znaczy tego, że jak słyszy "nic więcej" to tak jakby słyszała "zdobywaj mnie" czyli uruchamia się coś w rodzaju instynktu zdobywcy.
Gary
Tak, chcę tych spotkań bo się zakochałam.
A w weekendy cierpię.
No właśnie Gary gdybym poznała kogoś fajnego.....sprawa rozwiązałaby się sama.
No dobrze... Wyobraźmy sobie, że zerwałaś romans... Co się wtedy dzieje?
"Chcę tych spotkań bo się zakochałam" ---> ale spotkań już nie ma
"A w weekendy cierpię" --> cierpię i w weekend i w tygodniu
"gdybym poznała kogoś fajnego" ---> "ale nie ma nikogo fajnego, cierpię"
Ktoś powie, że pocierpisz trochę i już nie będzie romansu.
Ale co będzie?
Samotność...
Samotność boli...
Chyba że znajdziesz kogoś fajnego...
Wniosek? SZukaj kogoś fajnego... Nie trzeba zrywać romansu aby szukać kogś fajnego w końcu ślubu nie braliście
" Na zerwanie będzie moment w przyszłości " - tak, oczywiście, że będzie. Tylko moja psychika już siada.
Siada? Z jakiego powodu...? Dałabyś radę tak bardzo konkretnie odpowiedzieć na to pytanie?
Zaczynam widzieć, że on też wypełnia mną jakieś swoje braki, samotność , chęć czucia bliskości, przytulenia, seksu.
A ja po tych kilku miesiącach chcę być kimś więcej niż lekarstwem na jego braki w małżeństwie.
Kilku miesiącach? Uhhhh... to tak niewiele... To kolejny argument, aby nic nie robić... Gdybyś mówiła o latach to prędzej... Jak gdzieś tutaj obok pani jest kochanką 12 lat...
Trudno jest aby romans przetrwał wiele wiele miesięcy.
Chcę pójść krok dalej, by nie czuć się kochanką w pełnym znaczeniu tego słowa.
Twój punkt widzenia jest dla mnie korzystny bo nie wymusza na mnie podjęcia decyzji.
Czyli chcesz zrezygnować ze spotkań, aby nie czuć się kochanką? I to będzie dobre dla Ciebie? Bo wtedy będziesz mogła... no właśnie... co będziesz mogła? Będziesz wolna? I wtedy znajdziesz szczęście?
"Może Ty bierzesz i on też bierze . Może Wasza relacja daje Wam obojgu szczęście " - tak, jemu na 100%. Mi na początku również. Ale ja wyszłam poza układ, zakochałam się i tym to wszystko skomplikowałam.
Tak się stało ze mną. Na dzień dzisiejszy chcę więcej. I tu zaczyna się moje cierpienie.
Coraz bardziej tracę szacunek do siebie.
Jak to wyżej zauważono... możsesz iść na terapię...
Ale wg mnie całkiem świadomie działasz i na wiele pytań możesz sobie sama odpowiedzieć.
Zakochanie wiąze się czasem z cierpieniem z powodu tęsknoty i braku...
Aleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee... to dopiero parę miesięcy przecież...
miałam napisać: romanse nie są dla kogoś kto chce drugą osobą wypełniać jakieś braki.
Ale pomyślałam: przecież związki też nie są dla takich osób, które chcą wypełniać jakieś braki.
w jakiejkolwiek relacji, jak ktoś czuje się wykorzystywany, niech odejdzie.
po drugie trochę mnie odrzuca to, że z założenia chcesz rozbić czyjeś życie- bo uważasz że lepiej wpasujesz się w czyjeś życie jako żona, partnerka.
jest w tym coś niefajnego, bo masz tajemnicę przed kochankiem- jeśli tego chcesz- powinnaś mu powiedzieć od razu, by mógł zdecydować czy chce relacji z Tobą.
Jeśli czujesz się upokorzona jako kochanka, to zapewne jako żona też będziesz się czuła upokorzona, tylko nie brakiem obrączki, ale np niewystarczającą wg Ciebie uwagą męża, czy zajmowaniem sie dziećmi z 1 małżeństwa czy czymkolwiek.
i jeszczew pytanie na koniec? nie sądzisz że żona moze mieć coś czego Ty nie masz i nigdy mu nie dasz?
wracając do początku:
jak ktos w małżeństwie cierpi- to ma zwykle i tak wiele powodów by trwać, naprawiać.
Gdy ktoś cierpi w romansie- nie ma powodu by go ciągnąć- chyba że jest masochistą.
Tak bardzo go kochasz że... Chcesz to zniszczyć. Ciesz się tym co masz albo odejdź nieszczęśliwa jeszcze bardziej. Zacznij żyć i cieszyć się. Niektórzy chcieli by pokochać tak jak Ty.
Tak bardzo go kochasz że... Chcesz to zniszczyć. Ciesz się tym co masz albo odejdź nieszczęśliwa jeszcze bardziej. Zacznij żyć i cieszyć się. Niektórzy chcieli by pokochać tak jak Ty.
Ciesz się tym co masz? A co ona ma? Kocha faceta, który wraca do innej. Zasypia sama, weekendy spędza sama, pewnie nie może do niego zadzwonić o dowolnej porze. Gumę w aucie złapie i nie poprosi go o pomoc, bo akurat nie jej termin w grafiku. Tak można wymieniać.
Autorko, jeśli będziesz cieszyć się tym co masz, czyli wmawiać, że jest super, bo sex i komplementy i przecież on idealny, to dam sobie rękę uciąć, że Twoje ciało i zdrowie Ci za to któregoś dnia odpłaci. To jest równia pochyła z uniesieniami w międzyczasie. Będziesz cierpieć i będzie boleć, więc albo przyjmujesz to na klatę i na własne życzenie powoli się wykonczysz albo decydujesz się odejść. Możesz odejść teraz, w chwili największego zakochania, czyli ból masakryczny albo zrobić sobie plan. Powoli wychładzać relację, zdjąć faceta z piedestału, nie godzić się na każde spotkanie, powoli wplatać w swoje życie inne czynności, znaleźć sobie jakieś zajęcie, które stanie się pasją. Zastąpić myśli o nim czymś innym. To proces wiadomo, ale to też pewnego rodzaju plan naprawczy. Powoli uniezależniać się od gościa, wtedy jest szansa, że będzie łatwiej podjąć decyzję. Nigdy nie myśl, że jak się go pozbędziesz to czeka Cie już tylko samotność i dozgonny celibat. Skąd wiesz co będzie za tydzień, dwa, za rok albo pięć? Bardzo mnie wkurza takie gadanie, że po 40 to już wypada się z obiegu. G.. prawda! Znam co najmniej kilka kobiet, które po tych urodzinach ułożyły sobie życie, ale najpierw trzeba zrobić porządek ze sobą i nie czynić faceta, zwłaszcza żonatego celem swojego życia. Walcz o siebie! I popatrz na sytuację chłodnym okiem - jemu jest wygodnie, idealnie wręcz, a Ty cierpisz, Ciebie boli i się wykańczasz. A tak na koniec... on żony nie zostawi, bo z sytuacji idealnej nikt przy zdrowych zmysłach nie rezygnuje. Żona i kochanka a nad nimi on.. Pan sytuacji.
21 2021-08-01 18:37:04 Ostatnio edytowany przez Olinka (2021-08-04 02:05:02)
Tiw07 napisał/a:Tak, tą iluzją są oczekiwania na coś więcej.
Masz oczekiwania jak każdy w związku. Tylko że jednego można być pewnym, kiedy mówią coś takie jak Tobie powiedział kochanek, to mówią szczerą prawdę
Nie wiem jak funkcjonuje kobieca psychika że nie przyjmuje tego do wiadomości. To znaczy tego, że jak słyszy "nic więcej" to tak jakby słyszała "zdobywaj mnie" czyli uruchamia się coś w rodzaju instynktu zdobywcy.
Bo miałam nadzieję, że nie będę tylko do seksu
Mam w sobie wiele rzeczy, które mu imponują.
Jestem niezależna, odnoszę sukcesy w życiu zawodowym. Uznaję to za swoje atuty. I wiem , że jemu też to imponuje. Nie wywyższam się nad żoną od wielu lat siedzącą w domu i czekającą na pieniądze, które On przyniesie.
Bardzo dziękuję Wam za tak życzliwe podejście do mojej sytuacji.
On teraz był na urlopie. Nie odezwał się do mnie nawet smsem.
Przepłakałam cały weekend.
Podpowiedzcie czy to co chcę zrobić to dobre rozwiązanie. Nie chcę działać gdy nie jestem stabilną emocjonalnie.
Jutro do mnie przyjdzie i chciałabym się od niego dowiedzieć, zapytać go kim dla niego jestem. Chcę mu powiedzieć, że daje mi ogrom szczęścia tym , że jest. Ale ja zaczynam nienawidzić siebie , tracę dosiebie szacunek. Właściwie już go nie mam
Nie chcę być zabawką.
Proszę. Nakierujcie mnie , co zrobić by wyrwać się z tego cierpienia.
Bardzo dziękuję Wam za tak życzliwe podejście do mojej sytuacji.
On teraz był na urlopie. Nie odezwał się do mnie nawet smsem.
Przepłakałam cały weekend.
Podpowiedzcie czy to co chcę zrobić to dobre rozwiązanie. Nie chcę działać gdy nie jestem stabilną emocjonalnie.
Jutro do mnie przyjdzie i chciałabym się od niego dowiedzieć, zapytać go kim dla niego jestem. Chcę mu powiedzieć, że daje mi ogrom szczęścia tym , że jest. Ale ja zaczynam nienawidzić siebie , tracę dosiebie szacunek. Właściwie już go nie mam
Nie chcę być zabawką.Proszę. Nakierujcie mnie , co zrobić by wyrwać się z tego cierpienia.
Tiw, ale on Ci już wszystko powiedział w kwestii tego, kim dla niego jesteś.
Albo to akceptujesz albo odejdź od niego zamiast podejmować jakiś dialog. Dialog nie ma sensu.
24 2021-08-01 19:53:10 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-01 20:26:04)
Przepłakałam cały weekend.
Podpowiedzcie czy to co chcę zrobić to dobre rozwiązanie. Nie chcę działać gdy nie jestem stabilną emocjonalnie.
Jutro do mnie przyjdzie i chciałabym się od niego dowiedzieć, zapytać go kim dla niego jestem. Chcę mu powiedzieć, że daje mi ogrom szczęścia tym , że jest. Ale ja zaczynam nienawidzić siebie , tracę dosiebie szacunek. Właściwie już go nie mam
Nie chcę być zabawką.Proszę. Nakierujcie mnie , co zrobić by wyrwać się z tego cierpienia.
Nie należysz chyba do osób ,które romans uszczęśliwia w skutkach,nie nadajesz się do tego - taki charakter
to nie zarzut ,komplement też nie ,sam też się do tego nie nadaje sprawdziłem ![]()
Twoja obecna niestabilność jest po części spowodowana romansem z żonatym mężczyzną ,który jasno i wyraźnie mówi Ci że jesteś kochanką i on od żony która siedzi w domu nie odejdzie,ma być może jedną zaletą jest wierną zoną i dobrą matką jego dzieci.Wcześniej też miałaś problem z emocjami i deficytami z dzieciństwa i w małżeństwie to masz nieprzepracowane romans Ci szkodzi i eskalują braki poczucie pustki.
W jakiś sposób jesteś istotna dla niego ,jednak nie tak jakbyś sobie tego oczekiwała i życzyła głęboko i naprawdę godzisz się na namiastkę i podróbkę,on nie będzie Twój nigdy nawet jak odejdzie od tej żony to nie zawłaszczysz jego przeszłości i powiązań które wytworzyli razem przez lata z zoną ,nie wygrasz nie pokonasz tego,ponieważ to niemożliwe i poza zasięgiem,jedynie pogodzenie się jest sposobem na spokój,ale najpierw do tego potrzebny jest sposób na pogodzenie się z sobą ,nie ma innej drogi i to nie do ominięcia,nawet jak zerwiesz ,odetniesz się i znienawidzisz kochanka to spokoju nie osiągniesz ,nie wessiesz całej miłości świata w siebie,jedyne co możesz to na początek pokochaj siebie małymi krokami każdego dnia ,potem zrób coś dla kogoś obcego bezwarunkowo ,bez nagrody,wdzięczności,bez interesu,potem się zobaczy co dalej.
Przestań pytać bo jesteś czytelna jak na tacy dostaniesz taką odpowiedź jaka Ciebie niby uspokoi ale nie do końca ,bo to sposób niektórych kochanków na trzymanie kochanki na smyczy emocjonalnej ,zgodziłaś się na układ na który nie miałaś wewnętrznej zgody a to może świadczyć o większej ilości konfliktów w Tobie, nie rozwiązanych i nie uspokojonych,tylko znieczulonych romansem ,marzeniami,fantazjami i wspomnieniami ,to złudzenia są ,uczucia natomiast czujesz prawdziwie i cierpisz,krzywdzisz siebie walczysz z sumieniem i nierealnymi żądaniami, roszeniami za które też siebie karzesz,nie zniesiesz takiej bezradności i bezsilności,rezygnacja z oczekiwań nawet tych ukrytych i reakcje na rozczarowania po prostu Ciebie przerastają tak jak wielu wielu ludzi..
Nie ma takich sztuczek jak porównywanie się z żoną na przykład, które spowodują to że poczujesz się w równowadze ,oceniasz siebie osądzasz żonę i dalej boli ,ponieważ facet nie chce zmiany ,żadna złość ,uraza ,żal ,manipulacja, ultimatum,szantaż,,rozmowa ,Twoja dyspozycyjność, rezygnacja z czasu dla siebie i czekanie,marnowanie chwil z życia, na niego, ulegle i cierpliwe,żadne słowa,tego może nie zmienić ,żaden gest,mina płacz ,czy nowe fikołki w łóżku,nowe ciuchy super makijaż ,nie masz takiego wpływu jak byś chciała ,to też boli i powoduje narastające rozgoryczenie frustracje i dręczenie się .Szukasz winnych oprócz siebie i odpowiedzialnych za swój ludzki błąd ,po prostu przestań naciskać na siebie bo to wzmacnia i nadaje siły rozdarciu,nie wypali się jeżeli jątrzysz Cięgle w żądaniach wobec faceta udając jednocześnie ,bojąc się je mieć i okazać przyznać się do nich i jakie one są .
Ukryta zaborcza wyparta zazdrość może zatruć powoli ,swoimi deficytami się zajmij ponieważ nic i nikt oprócz Ciebie nie wypełni ich i nie uspokoi .Użalanie się nad sobą uzależnia jest jak nałóg .
Teraz nie wierzysz że to możliwe .bo doświadczenie i myślenie podpowiada Ci że jak on przyjdzie to będziesz szczęśliwa jak on coś powie zrobi przytuli ,to właśnie zależność od znieczulenia ,facet nie ma żadnej mocy,Ty nadałaś mu tę moc swoimi słabościami,które są Tobie wygodne i jesteś do nich przywiązana ,zmiana myślenia jednak jest możliwa i skuteczna ,mówią Ci .
Odpuść sobie brak szacunku i miłości do siebie a zobaczysz co zacznie się dziać w Twoim życiu,tylko zrób to na prawdę i tak żeby się tobie udało a nie żeby udowodnić sobie że jesteś nic nie warta w związkach i relacjach z drugim człowiekiem który wydaje Ci się lub nawet jest bliskim dla Ciebie,z tym facetem to chyba już niemożliwe .
Ja to widzę trochę inaczej Ty cierpisz ukrywając to cały tydzień żeby cierpieć bardziej w weekend i od poniedziałku cierpieć znowu nieznacznie mniej tylko trochę znieczulona i otępiana do piątku.Potem ból i abarot to samo tak się dzieje po kilku miesiącach i nie od razu w romansie.
Podobne tematy jak chcesz to przeczytaj
jest tam wiele podobieństw do Twojej sytuacji i historii.
https://www.netkobiety.pl/t126004.html
https://www.netkobiety.pl/t122587.html
https://www.netkobiety.pl/t124770.html
Tiwi - jedynym dobrym wyjściem dla Ciebie, jest opuszczenie tej relacji. Uwierz mi, wiem co czujesz, wiem jak się teraz miotasz. Kiedy jest spotkanie, telefon - fruwasz 20 cm nad ziemią. Kiedy on jest ze swoją żoną i dziećmi, wyjesz w poduszkę i tęsknisz jak pies. Chcesz tej relacji, bo kiedy jesteście razem - jest Ci dobrze, a jednocześnie jej nie chcesz - bo w chwilach gdy go nie ma - cierpisz. Wiesz, że musisz opuścić tę relację, ale boisz się bólu związanego z rozstaniem. Teraz przecież tez cierpisz. I tak ni masz niczego. Nie masz wspolnych wakacji, weekendów, Świąt. Nie możnesz na niego liczyć. SAMA jesteś ze wszystkim. Utnij to i przemęcz się tydzień - dwa. Potem będzie z każdym dniem coraz lepiej. Odzyskasz siebie. Teraz sama odbierasz sobie szansę na szczęście. Przeczytaj co pisze Paslawek - mądry człowiek, zawsze służy dobrą radą.
26 2021-08-02 10:16:49 Ostatnio edytowany przez Badas (2021-08-02 10:19:32)
Hm, ty założyłaś że z kochanki staniesz się żona, a on założył, że woli za żonę osobę, która nie jest czyjąś kochanką tylko wierną żoną. I tyle. Więc cierp sobie spokojnie skoro wiedziałaś że będziesz kochanką. Za głupotę trzeba w życiu płacić. Szkoda, że często za czyjąś. Ty płacisz za swoją, a jego dzieci i żona płacić będzie za waszą głupotę i zabawę.
Przyszedł. Po tygodniu urlopu. Rozmawialiśmy praktycznie o niczym. Powiedział mi, że dziwnie się zachowuje, że nie chciałam go pocałować. Powiedziałam, że nie chcę o tym rozmawiać .
On na to " nie będę drążył" .
Wstał i wyszedł.
Ból mnie rozrywa.
Przyszedł. Po tygodniu urlopu. Rozmawialiśmy praktycznie o niczym. Powiedział mi, że dziwnie się zachowuje, że nie chciałam go pocałować. Powiedziałam, że nie chcę o tym rozmawiać .
On na to " nie będę drążył" .
Wstał i wyszedł.
Ból mnie rozrywa.
Wstał i wyszedł.. co za gość. Kochana, wyplacz się teraz, wyrycz jak możesz, wyrzuć z siebie, bo wcale się nie dziwię, że Cie rozrywa. Spędził wakacje z rodziną, nie odzywał się, a teraz wraca jak król i myśli, że będziesz czekać uśmiechnięta i gotowa? A co Ty robot jesteś? Daj sobie czas, nie dzwon do niego, nie pisz, nie reaguj. To nie Ty zrobiłaś źle, tylko on zachował się jak człowiek bez serca. Popatrz w lustro i zobacz do czego doprowadza Cię ten człowiek. Tak jak pisałam wyżej- równia pochyła, a wierz mi, wiem o czym piszę. Byłam tam, gdzie jesteś teraz Ty i jestem w mniej więcej w Twoim wieku. Trzymaj się.
29 2021-08-02 14:12:18 Ostatnio edytowany przez Badas (2021-08-02 14:13:36)
Tiw07 napisał/a:Ból mnie rozrywka.
To nie Ty zrobiłaś źle,
Śmieszna jesteś z tym bólem kochanki.
Nie, ona nie zrobiła nic złego, działała nieświadomie, po omacku? Nie wiedziała, że facet ma zonę, dzieci, nie wiedziała, że zostaje kochanką? Wiedziała. W czym problem.
30 2021-08-02 14:41:31 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-02 14:56:32)
Tiw07 napisał/a:Przyszedł. Po tygodniu urlopu. Rozmawialiśmy praktycznie o niczym. Powiedział mi, że dziwnie się zachowuje, że nie chciałam go pocałować. Powiedziałam, że nie chcę o tym rozmawiać .
On na to " nie będę drążył" .
Wstał i wyszedł.
Ból mnie rozrywa.Wstał i wyszedł.. co za gość. Kochana, wyplacz się teraz, wyrycz jak możesz, wyrzuć z siebie, bo wcale się nie dziwię, że Cie rozrywa. Spędził wakacje z rodziną, nie odzywał się, a teraz wraca jak król i myśli, że będziesz czekać uśmiechnięta i gotowa? A co Ty robot jesteś? Daj sobie czas, nie dzwon do niego, nie pisz, nie reaguj. To nie Ty zrobiłaś źle, tylko on zachował się jak człowiek bez serca. Popatrz w lustro i zobacz do czego doprowadza Cię ten człowiek. Tak jak pisałam wyżej- równia pochyła, a wierz mi, wiem o czym piszę. Byłam tam, gdzie jesteś teraz Ty i jestem w mniej więcej w Twoim wieku. Trzymaj się.
Dla faceta nic jak na razie się nie zmieniło ,twardo idzie zapowiedzianą jasno wobec Autorki drogą ,u niej doszły do głosu o wiele bardziej skryte i tłumione oczekiwania,pojawił się niechciany i być może nieprzewidywalny ale prawdziwy ból , pod wpływem podtrzymywanych złudzeń i fałszywej wiary i nadziei ,dla tego faceta to co widzi u Autorki to być może jest tylko foch i fanaberie ,sprawa do przeczekania nie istotna, bo układ został określony, wcześniej i jego zasady ustalone ,na renegocjacje nie ma miejsca.Co najwyżej jakieś niejasne obietnice obietnic na osłodę Autorka usłyszy, co na chwilę ją pozornie uspokoi,do następnego razu ,sytuacji w której będzie chciała bliskości,deklaracji a jej z wiadomych względów nie dostanie.
Rozstrzyganie w tej sytuacji kto zrobił źle jest trochę bez sensu i o wiele za późno,z pewnego punktu widzenia oboje postąpili źle,on bo zdradza żonę,za co Tiwi bierze jakąś odpowiedzialność lub nie chce jej widzieć ,ona godzi się/nie godzi na rolę tylko i wyłącznie ukrytej kochanki bez perspektywy na związek oraz na współudział w zdradzie ,ponieważ przynajmniej teoretycznie oboje dobrowolnie weszli w ten układ - robiąc sobie niby dobrze jedno drugie i sami siebie krzywdzą - nie chcąc tego widzieć,jednak równowagi w nim nie ma i nie będzie ,ta niby zgoda na coś na co nie ma pełnej i dobrowolnej zgody u Tiwi to uniemożliwia osiągnięcie porozumienia i spokoju .
Zbyt duży półmrok dla rozwoju uczuć i więzi ,jedno jest za słabe na życie pod kloszem ,a drugie niewiele się przejmuje tym ,ma się to wszystko nie wydać przed żona i otoczeniem reszta nieważna ,chyba że trzeba uspokoić kochankę i odroczyć uniknąć rozwiązania ,bo szkoda takiej urobionej kobiety ,niewiele jej było do szczęścia potrzeba ,teraz tylko szuka problemów niepotrzebnie ,wiedziała na co się pisze niby ,choć sama w pełni tego nie wiedziała straciła kontrolę nad emocjami i oczekiwaniami .Kochanek jej w niczym nie pomoże .
Dla faceta nic jak na razie się nie zmieniło ,twardo idzie
Jakie zasady zostały ustalone? Facet, który zdradza żonę nie mówi kochance "Wiesz, z żoną mi całkiem spoko, ale potrzebuję kogoś jeszcze do pełni szczęścia. Czy będziesz tym kimś?". Facet, który chce przyprawić rogi żonie to sprytny gracz. On chce mieć ciastko i zjeść ciastko. Słabą psychicznie kobietę, do tego spragnioną męskiej uwagi, z obniżoną samooceną owinie wokół palca w niedługim czasie. Będzie sprzedawał bajki jaka krzywda mu się dzieje w życiu, jak tylko z nią (kochanką) mu dobrze, najlepiej na świecie. I ona w to w końcu uwierzy, bo racjonalnie to się myśli w szkole na matematyce, a nie w sferze uczuć. Tutaj kalkulacja wysiada, zwłaszcza jeśli kochanka jest osobą wrażliwą. Ona się zakochała w tych wszystkich bajkach, w tym jaki obraz siebie on jej sprzedał. A sprzedał jej nieistniejący ideał i teraz z tego korzysta. Najbardziej w trójkątach szkoda mi kochanki i żony, one często się nie znają nawet. Facet tu podejmuje decyzje o zdradzie. Trzyma dla wygody dwie sroki za ogon. A cały ciężar emocjonalny nosi sobie na plecach kochanka. On wychodzi po prostu... bo mu się nie podoba, że ona płacze i nie daje buziaka. Przeczeka aż jej przejdzie, niech sobie kochanka przypomni na spokojnie gdzie jej miejsce, po czym znowu roznieci aurę cudowności jaki on dobry i wielkoduszny.
Tiwi.. to, że byłam w Twoich butach pisałam wyżej, to na dokładkę, dla równowagi powiem.. zdradzoną żoną też byłam. Zabieraj się powoli z tego szamba. Gdyby przyszlo Ci być żoną kogoś takiego, równie mocno bym Ci współczuła.
Najbardziej w trójkątach szkoda mi kochanki i żony, one często się nie znają nawet. Facet tu podejmuje decyzje o zdradzie.
Kochanka też podejmuje świadomą decyzję o wejściu w układ z facetem który ma żonę, czyli bierze udział w zdradzie. To że ona nie przysięgała i że to niej żona, nie zmniejsza jej udziału w tym procederze zwanym zdradą. Czyli świadomie krzywdzi inną osobę.
W tym trójkącie tylko żona jest nieświadoma.
33 2021-08-02 16:09:21 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-02 18:53:36)
Dla faceta nic jak na razie się nie zmieniło ,twardo idzie
Jakie zasady zostały ustalone?
Powiedział " mam dzieci, niczego nie mogę Ci obiecać ". Ja wtedy to usłyszałam, ale nie przyjęłam do wiadomości. Doszło do seksu, najlepszego w moim życiu. Gdy po kilku tygodniach powiedziałam mu, że się zakochałam usłyszałam, że "przecież mówiłem, że nie mogę Ci nic obiecać ".
Ano właśnie takie zasady ,o ile to zasady.
Ale nie ma w tym w gruncie rzeczy wielkiej filozofii i manipulacji.
Facet, który zdradza żonę nie mówi kochance "Wiesz, z żoną mi całkiem spoko, ale potrzebuję kogoś jeszcze do pełni szczęścia. Czy będziesz tym kimś?". Facet, który chce przyprawić rogi żonie to sprytny gracz. On chce mieć ciastko i zjeść ciastko. Słabą psychicznie kobietę, do tego spragnioną męskiej uwagi, z obniżoną samooceną owinie wokół palca w niedługim czasie. Będzie sprzedawał bajki jaka krzywda mu się dzieje w życiu, jak tylko z nią (kochanką) mu dobrze, najlepiej na świecie. I ona w to w końcu uwierzy, bo racjonalnie to się myśli w szkole na matematyce, a nie w sferze uczuć. Tutaj kalkulacja wysiada, zwłaszcza jeśli kochanka jest osobą wrażliwą. Ona się zakochała w tych wszystkich bajkach, w tym jaki obraz siebie on jej sprzedał. A sprzedał jej nieistniejący ideał i teraz z tego korzysta. Najbardziej w trójkątach szkoda mi kochanki i żony, one często się nie znają nawet. Facet tu podejmuje decyzje o zdradzie. Trzyma dla wygody dwie sroki za ogon. A cały ciężar emocjonalny nosi sobie na plecach kochanka. On wychodzi po prostu... bo mu się nie podoba, że ona płacze i nie daje buziaka. Przeczeka aż jej przejdzie, niech sobie kochanka przypomni na spokojnie gdzie jej miejsce, po czym znowu roznieci aurę cudowności jaki on dobry i wielkoduszny.
Tiwi.. to, że byłam w Twoich butach pisałam wyżej, to na dokładkę, dla równowagi powiem.. zdradzoną żoną też byłam. Zabieraj się powoli z tego szamba. Gdyby przyszlo Ci być żoną kogoś takiego, równie mocno bym Ci współczuła.
O sytuacji małżeńskiej kochanka Autorki bardzo niewiele wiadomo ,oraz niewiele sama napisała o tym co on mówi o żonie i ich relacjach na co dzień,prawdopodobnie niewiele sama wie o tym dokładnie.Wie tyle ile jej powiedziano i w co chce lub nie chce wierzyć oraz jak i w jaki sposób interpretuje otrzymane informacje lub ich brak
to czyni jakieś nastawienie i konsekwencje w emocjach i dalszych oczekiwaniach .Co mówi facet i jak on to przedstawia może być, że stereotypowo, a może i nie
z tym bywa różnie ,nie ma jednego schematu,jedni narzekają na żony,użalają się nad sobą szukając niby zrozumienia,inni już tylko nienawidzą i gardzą eskalują urazy,krzywdy, urojone lub nie urojone, inni nie specjalnie o tym mówią,milczą , a jeszcze inni twierdzą że kochają dwie osoby, dwie kobiety, dwóch facetów, tak samo ,inaczej lub różnie ,jedni maja naprawdę spore dylematy, rozterki skrupuły, wyrzuty, inni udają że je mają dla wywołania jakichś emocji i wrażenia, a jeszcze inni ich nie mają,są dumni z robienia tego co robią innym i sobie - takie życie.
Wiele osób kochanek i kochanków wchodzi w takie układy mając ogromne problemy ze sobą ,to wiadomo nie od dziś.
Otwartą i dyskusyjną kwestią jest kto za kogo jest odpowiedzialny w życiu i za co, za jakie wybory i wpływy w nim dopuszczamy dajemy na nie przyzwolenie lub nie dajemy
Kiedy osiągamy dorosłość jakie role sobie wyznaczamy i na jakie godzimy świadomie i podświadomie ,komu też oddajemy władzę i nadajemy jakieś znaczenie, raczej kochanek nie pisał się na profesjonalnego terapeutę Autorki w sensie psychoterapii ,spotkania, pogaduszki, seks to wszystko i nic więcej.Oczekiwania Tiwi to jej problem .
"Słabość" psychiczna Autorki patrząc realnie to też nie jego problem,to co mówi jest mało istotne,bo może kłamać wierząc w to że nie kłamie jej,to co zrobił ma znaczenie dużo większe,ona daje się wykorzystywać i sama też wykorzystuje nieudolność moralną,oraz lekceważąc,unieważniając to co widzi u kochanka,jest pełnoletnia i dorosła teoretycznie ,jej deficytów nikt nie jest w stanie za nią wypełnić to też stara psychologiczna prawda choć czasem bywa kontrowersyjną zależy od nurtu i podejścia.
Poza tym przedmiotowym traktowaniem mnie jest mną zachwycony.
Co tu powiedzieć jak już zostało powiedziane...
35 2021-08-02 18:42:30 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-08-02 18:51:53)
Przyszedł. Po tygodniu urlopu. Rozmawialiśmy praktycznie o niczym. Powiedział mi, że dziwnie się zachowuje, że nie chciałam go pocałować. Powiedziałam, że nie chcę o tym rozmawiać .
On na to " nie będę drążył" .
Wstał i wyszedł.
Ból mnie rozrywa.
No tak... zabawka się psuje, to lepiej wrócić do żoneczki i mieć święty spokój. Ty masz być zawsze uśmiechnięta, gotowa na seks i zadowolona, taka jest twoja rola w jego życiu. Nie myśl sobie, że będziesz mieć focha ![]()
Poza tym przedmiotowym traktowaniem mnie jest mną zachwycony.
Dwie rzeczy ci się mylą; Przedmiotowe traktowanie ciebie, za które TY PŁACISZ i jego zachwyty nad tobą. Każdy podobny jemu zdradzacz i oszust byłby zachwycony, gdyby mógł kogoś traktować podle i przedmiotowo, a ten ktoś nie wnosił sprzeciwu i jeszcze dopatrywał się dobrych stron swojego upokorzenia. Idylla wprost dla takiego faceta.
Góral_ka napisał/a:Najbardziej w trójkątach szkoda mi kochanki i żony, one często się nie znają nawet. Facet tu podejmuje decyzje o zdradzie.
Kochanka też podejmuje świadomą decyzję o wejściu w układ z facetem który ma żonę, czyli bierze udział w zdradzie. To że ona nie przysięgała i że to niej żona, nie zmniejsza jej udziału w tym procederze zwanym zdradą. Czyli świadomie krzywdzi inną osobę.
W tym trójkącie tylko żona jest nieświadoma.
Nikogo nie chcę tłumaczyć, ale byłeś kiedyś kobietą po przejściach, spragnioną czyjejś uwagi? Nie jesteśmy robotami, jesteśmy ludźmi, popełniamy błędy i czasem nawet świadoma decyzja jest niemożliwa do podjęcia. Do tego jak ktoś kusi i naciska wszędzie tam gdzie ta kobieta potrzebuje, obsypuje komplementami, przekonuje, czaruje. To wciąga jak bagno, tylko dopiero po czasie człowiek zdaje sobie faktycznie sprawę z tego, że w bagnie siedzi. A hasło "Nie mogę Ci nic obiecać" cholernie asekuracyjne, jakby niedomknięte drzwi. Dlaczego facet nie powie wprost "bzykajmy się, ale zostaniesz wieczną kochanką, będę wpadał jak żonie nie będę potrzebny"? To by chyba było bardziej uczciwe.
Tiwi, pamiętam siebie z tego okresu miliona motylków i moje próby ucieczki z trójkąta. Myślę, że dopóki nie dotkniesz dna, ale tak porządnie, to się z tego nie uwolnisz. Zawalcz o siebie, masz dziecko, jesteś warta dużo więcej niż zdradzający facet z fochami. Facet z fochami to tragedia, a on już się książę obraził i pokazał jak mało go interesujesz.
37 2021-08-03 06:28:48 Ostatnio edytowany przez Ranna_Panna (2021-08-03 06:42:54)
"................ Dlaczego facet nie powie wprost "bzykajmy się, ale zostaniesz wieczną kochanką, będę wpadał jak żonie nie będę potrzebny"? To by chyba było bardziej uczciwe.........."
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
Ależ on to mówi Góral_ka, właśnie wtedy, kiedy nie ukrywa że jest żonaty, tylko trzeba to umieć odczytać bo faktycznie wprost tego nie mówi......ale kochanka też nie od razu mówi wprost że chce go wyłuskać z rodziny i mieć na wyłączność.....raczej idzie w 'wyrozumiałość' i chyba nie jej mówić o uczciwości w relacji
"................ Dlaczego facet nie powie wprost "bzykajmy się, ale zostaniesz wieczną kochanką, będę wpadał jak żonie nie będę potrzebny"? To by chyba było bardziej uczciwe.........."
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
Ależ on to mówi Góral_ka, właśnie wtedy, kiedy nie ukrywa że jest żonaty, tylko trzeba to umieć odczytać bo faktycznie wprost tego nie mówi......ale kochanka też nie od razu mówi wprost że chce go wyłuskać z rodziny i mieć na wyłączność.....
Zgadzam się z tym "toczka w toczkę"...
Ludzie wchodzą w relacje typu romans, seks przyjaźń, a potem oczekują więcej niż było wiadome na początku, w końcu cierpią z powodu niedostatku szczęścia...
Jak bardzo jestem Wam wdzięczna, że tak dogłębnie analizujecie sytuację w którą się zaangażowałam.
Każdy z postów przeczytałam i prawi 100 razy.
I robię sobie notatki, żeby jeszcze dokładniej zrozumieć Wasz spostrzeżenia.
Dziękuję z całego serca.
Ale co tu rozumieć? Facet traktuje Cie jak lalę na boku, bo tak sie dajesz traktować. Desperacja bardzo rzadko jest dobrym doradca w sprawach sercowych. Zamiast robić za darmowy materac dla tego gościa, ja raczej zajęłabym się swoim poczuciem wartości, bo ono lezy i kwiczy.
O codziennie przed swoją pracą do mnie przychodził.
Codziennie rano mieliśmy tą chwilę dla siebie.
Zostawiamy samochody na tym samym pargingu, przed moją pracą. Rana spojrzałam przez okno , zobaczyłam, że już przyjechał.
I czekałam. Byłam pewna, że przyjdzie.
Nie doczekałam się.
Wpadłam w wir pracy, żeby nie myśleć żeby nie czuć.
Ale znów moje serce idzie powoli na dno rozpaczy.
Bo gdy dzisiaj już na chłodno analizuję to jak on się wczoraj zachował to myślę sobie , że jego reakcja nie była nawet w 1% adekwatna do tego , żeby zwyczajnie wyjść, uciec, zachować się jak dziecko.
I teraz podarowuje mi ciszę.
Czyli byłam i jestem dla niego nikim.
Jakie to upokarzające.
42 2021-08-03 16:29:06 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-08-03 16:34:49)
Czyli byłam i jestem dla niego nikim.
Jakie to upokarzające.
I co zrobisz z tymi przemyśleniami?
Pewnie nic i jak tylko facet uzna że już dostecznie cię ukarał za twojego focha to znów się zjawi, a ty jak narkoman na głodzie przyjmiesz z jego ręki następną dawkę haju. Bez znaczenia będzie co on z tobą zrobi, może cię upokorzyć, skopać, zadać ci fizyczny ból, ale najważniejsze jest że dał nową dawkę narkotyku jaką jest on sam. I tak do następnego razu; gdy znów zaczniesz nieco mądrzej myśleć, zostaniesz odstawiona na jakiś czas od swojego "źródełka" aż zmiękniesz i tak do czasu, aż to jemu się znudzisz, spowszedniejesz, zestarzejesz się i staniesz się mu niepotrzebna. Wtedy już go więcej nie zobaczysz i dopiero poczujesz, co to znaczy odwyk "na surowo".
O codziennie przed swoją pracą do mnie przychodził.
Codziennie rano mieliśmy tą chwilę dla siebie.
Zostawiamy samochody na tym samym pargingu, przed moją pracą. Rana spojrzałam przez okno , zobaczyłam, że już przyjechał.
.
Następny biurowy romans..
Też mi się wydaje, że chociaż niby Autorka sie tu wypłakuje, to tak naprawde nie jest gotowa odstawić swój narkotyk. Bo nie ważne jak okropnie by ja nie traktował, to przynajmniej nie jest sama. To jest desperacja, a nie zadna milość. I w sumie dosyć smutne.
O codziennie przed swoją pracą do mnie przychodził.
Codziennie rano mieliśmy tą chwilę dla siebie.
Zostawiamy samochody na tym samym pargingu, przed moją pracą. Rana spojrzałam przez okno , zobaczyłam, że już przyjechał.
I czekałam. Byłam pewna, że przyjdzie.
Nie doczekałam się.
Wpadłam w wir pracy, żeby nie myśleć żeby nie czuć.
Ale znów moje serce idzie powoli na dno rozpaczy.
Bo gdy dzisiaj już na chłodno analizuję to jak on się wczoraj zachował to myślę sobie , że jego reakcja nie była nawet w 1% adekwatna do tego , żeby zwyczajnie wyjść, uciec, zachować się jak dziecko.
I teraz podarowuje mi ciszę.
Czyli byłam i jestem dla niego nikim.
Jakie to upokarzające.
Jesteś od niego uzaleziona emocjonalnie..
Czytając wiele różnych opinii można odnieść wrażenie że jeśli chcesz to przerwać wyjscie masz jedno - kompletne zerwanie kontatku..
Wasze dalsze relacje mogą przejść na grunt przyjaźni ale do tego trzeba ogromu czasu i przedewszystkim musisz się "odkochac".
Inaczej tego nie widze - będzie wracalo jak bumerang
Tiw07 napisał/a:Czyli byłam i jestem dla niego nikim.
Jakie to upokarzające.I co zrobisz z tymi przemyśleniami?
Pewnie nic i jak tylko facet uzna że już dostecznie cię ukarał za twojego focha to znów się zjawi, a ty jak narkoman na głodzie przyjmiesz z jego ręki następną dawkę haju. Bez znaczenia będzie co on z tobą zrobi, może cię upokorzyć, skopać, zadać ci fizyczny ból, ale najważniejsze jest że dał nową dawkę narkotyku jaką jest on sam. I tak do następnego razu; gdy znów zaczniesz nieco mądrzej myśleć, zostaniesz odstawiona na jakiś czas od swojego "źródełka" aż zmiękniesz i tak do czasu, aż to jemu się znudzisz, spowszedniejesz, zestarzejesz się i staniesz się mu niepotrzebna. Wtedy już go więcej nie zobaczysz i dopiero poczujesz, co to znaczy odwyk "na surowo".
Dokładnie tak. Poczytaj sobie Tiw07 o wyjściu z uzależnienia, powinno być stopniowe. Mimo że racjonalnie, najlepsze wyjście to odcięcie się całkowite, ale nie dasz rady na tym etapie. On Cię przetrzyma, poczeka aż Twoje nerwy o jego braku odzewu z wakacji miną, wszystko przeczeka i wroci jak będziesz na głodzie. Postaraj się pozbyć takiego trolla, który Ci mówi w głowie cały czas, że ten facet to pępek świata, że to jakaś ostatnia deska ratunku, że bez niego to już tylko czarna dziura, mogiła i koniec życia. Nie jest tak! Wycisz się, przekieruj uwagę gdzieś indziej, policz ile rzeczy w życiu masz ważniejszych od niego. I w końcu podejdź na chłodno. Dopóki będziesz wzdychać za nim, myśleć tylko o nim, robić z niego tlen potrzebny Ci do życia, dotąd będziesz w tym ciężkim wyniszczającym bólu i nie spojrzysz trzeźwo na sytuację. A on wykorzysta to tak, że za jakiś czas będziesz cieniem samej siebie. Walcz o siebie kobieto I miej do siebie szacunek.
46 2021-08-03 20:22:13 Ostatnio edytowany przez blueangel (2021-08-03 20:38:54)
kobieto, masz 40lat i potrzeba bliskosci nie jest zadnym wytlumaczeniem na robienie takiego swinstwa. on jest zonaty i dzieciaty i ty o tym wiesz (ze on sam jest moralnie na dnie i 5 metrach mulu chyba wspominac nie musze). jest wielekobiet, ktore tez nigdy nie byly kochane, ani w rodzinie, ani przez kolezanki, ani przez jak to sie wydawalo "tego jedynego" i nie sypiaja z zonatymi.
rozumiem, ze rozum jedno, uczucia drugie, bo sama musialam ucinac podejmowac podobne decyzje, i nikomu nie jest wtedy latwo, ale to rozum nas odroznia od zwierzat.
a onse znajdziekolejna glupia. nie jestes pierwsza, ani ostatnia.ot, zwykly worek na sperme.
a jeslinie wiesz jak to uciac porozmawiaj z jego zona. napewno wam w tympomoze. (nie zartuje). chcesz zeby ktos inbny podjal decyzje i wszystko poprowadzil- najlepsze wyjscie.
najlepiejsiez nia spotkaj. niczym nie ryzykujesz to on bedzie mial konsekwencje,bo to on jest jej mezem. nie powinnas tez mu wspolczuc,po tym jak traktuje i ja i ciebie i swoje dzieci.
mam alergie na takich kolesi.
sorry za spacje. cos mi sie dzieje z klawiatura...
Głupszej rady, jak ta - by powiedzieć żonie, nie słyszałam. W sytuacji, gdy wiedziałaś, że ma żonę byłoby to idiotyczne. Poza tym, większość żon uznaje kochankę za tę, co to misia chciała ukraść. Przecież "to tylko facet", wiadomo, że im wolno więcej, a ty sama się "podkładałaś". Reymont wiecznie aktualny. Zranione ego żony zażąda krwawej zemsty. Zostaniesz poczęstowana epitetami, o jakich ci się nie śniło.
Zostaw żonę. Zostaw misia. Najlepsze, co ci mogę doradzić, to zostawienie tej wątpliwej jakości relację. Istota posiadająca genotyp XY (bo trudno nazwać go facetem) rżnie głupa, wciska ci kity i manipuluje tobą, że aż zęby bolą.
Po prostu przestań z nim gadać. Nic dobrego ci ta relacja nie daje. I tak jesteś SAMA i blokujesz sobie szanse na normalny zdrowy związek. Ten ktoś traktuje cię bez szacunku. I ty sama, też siebie nie szanujesz. Zacznij wreszcie, bo nikt nie zrobi tego za ciebie.
Głupszej rady, jak ta - by powiedzieć żonie, nie słyszałam. W sytuacji, gdy wiedziałaś, że ma żonę byłoby to idiotyczne.
Może nie taka głupia, w końcu Tiw wolałaby, aby to on podjął decyzję o zakończeniu tego romansu. W takiej sytuacji mogłoby to nastąpić bardzo szybko, niemal błyskawicznie
.
Swoją drogą niezmiennie dziwi mnie oczekiwanie kochanek, że zdradzający facet będzie zachowywał się z klasą. Przecież to brzmi jak klasyczny oksymoron.
Mam pełne przekonanie, że jeżeli ktoś raz lub dwa posunie się do zdrady to stanie się to jego stylem życia.
Zdradził żonę, z tego co wiem niejednokrotnie. Nie jestem pierwsza. Ona nie była mu dłużna. To wiem od niego, a to wątpliwe żródło informacji.
Wiem, że pewnie niepotrzebne szukam odpowiedzi na pytanie, jak można związać się z drugą osobą emocjonalnie, spędzić z nią kilka miesięcy bez żadnej sprzeczki, żadnej ostrej wymiany zdań. A w momencie, kiedy okazałam po raz pierwszy chłód ostentacyjnie wstać i wyjść. "Nie będę tego drążył ".
Czuję, że wciąż mi na nim zależy, ale na drugiej szali pojawia się poczucie krzywdy jaką mi wyrządził, nie przychodząc wczoraj pokazał mi całkowity brak szacunku.
Dziś już nie liczę, że przyjdzie.
Dziś czuję, że przeszłam dla niego do historii.
Ogromna praca teraz przede mną, by znów podnieść głowę, przestać mieć do siebie pretensje za to co zrobiłam.
Zabrzmi to drastycznie, ale od teraz zaczynam planować.
Planować morderstwo tej głupiej miłości jaką go darzę.
Jak długo trwa ten romans?
4 miesiące.
Ale tyle mi wystarczyło, żeby się mocno zakochać.
4 miesiące.
Ale tyle mi wystarczyło, żeby się mocno zakochać.
Wysłałem Ci meila.. Jeśli masz ochotę pogadać poza forum to zapraszam
4 miesiące... to za wcześnie, żebyś z tego zwiała, choć tak byłoby najlepiej dla Ciebie. Za mało jeszcze upokorzeń doznałaś. Pan zadzwoni, albo z miną psiaka przydzie powiedzieć "przepraszam" i na jednej nóżce będziesz fikać z radości. Wiecznie te same historie, schematy... Biedny mąż, żona sekutnica i kochanka - zbawicielka, której ryj najbardziej zostanie obity w tej historii. I koleś seryjny zdradzacz. Oddajesz swoje serce takiemu pacanowi. To tak, jakbyś oddała własne ciężko uzbierane pieniądze do popilnowania złodziejowi. Obudź się.
54 2021-08-04 09:28:57 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-04 09:39:21)
Mam pełne przekonanie, że jeżeli ktoś raz lub dwa posunie się do zdrady to stanie się to jego stylem życia.
Zdradził żonę, z tego co wiem niejednokrotnie. Nie jestem pierwsza. Ona nie była mu dłużna. To wiem od niego, a to wątpliwe żródło informacji.Wiem, że pewnie niepotrzebne szukam odpowiedzi na pytanie, jak można związać się z drugą osobą emocjonalnie, spędzić z nią kilka miesięcy bez żadnej sprzeczki, żadnej ostrej wymiany zdań. A w momencie, kiedy okazałam po raz pierwszy chłód ostentacyjnie wstać i wyjść. "Nie będę tego drążył ".
Czuję, że wciąż mi na nim zależy, ale na drugiej szali pojawia się poczucie krzywdy jaką mi wyrządził, nie przychodząc wczoraj pokazał mi całkowity brak szacunku.
Dziś już nie liczę, że przyjdzie.
Dziś czuję, że przeszłam dla niego do historii.Ogromna praca teraz przede mną, by znów podnieść głowę, przestać mieć do siebie pretensje za to co zrobiłam.
Zabrzmi to drastycznie, ale od teraz zaczynam planować.
Planować morderstwo tej głupiej miłości jaką go darzę.
Teraz to macie oboje kryzys romansu ,jak to zwykle bywa po kilku miesiącach .
Przypomnij sobie Tiwi czemu okazałaś chłód.
Dopowiadasz sobie uczucia i myśli w kochanku ,nakręcasz się zupełnie niepotrzebnie tracąc energię na tłumienie.
Wypisz sobie wszystkie pretensje,żale i urazy do kochanka,nawet takie które wydają Ci się głupie,infantylne,niestosowne ,nielogiczne nieprawidłowe ,niesłuszne,po prostu sięgnij w pamięć i spojrzyj jakie masz co do niego przekonania i oczekiwania.
Mordowanie "miłości" (jakkolwiek rozumiesz to słowo w stosunku do niego) to podpowiem Ci nie jest najlepszy pomysł ponieważ na sobie będziesz wymuszać mnóstwo złych uczuć prawdopodobnie,szukać i wzmacniać wady faceta ,będziesz go być może w duchu dyskredytować i deprecjonować ,wszystkie uczucia z tym związane to Ty będziesz przeżywać ,kilka razy dziennie zatruwać się kortyzolem.To bywa taki etap ,ale skutki często są odwrotne od zamierzonego celu - wzmocnisz tylko wspomnienia zamiast pozwolić im odpływać dodatkowo dowalisz sobie
W podświadomości jednak wielowątkowo będziesz go idealizować wspominać piękne chwile ,marzyć i modyfikować przeszłość fantazjując ,tak czy inaczej takie wirowanie podświadomości i podświadomości ze skonfliktowanymi emocjami prowadzi do dręczenia siebie poczucia krzywdy i użalania się totalnego nad sobą.
Następne uczucia wypisz do samej siebie napisz czemu jesteś rozczarowana i rozgoryczona ,za co czujesz się odpowiedzialna i winna jakie masz skrupuły.Swoje najskrytsze marzenia i pragnienia też opisz (napisz to dla siebie nie na forum) opisz to czego nie wiesz i to czego chcesz dla siebie i kochanka .
Na razie zrób to napisz o uczuciach bez osądzania i oceniania ich.
Za parę dni facet Cię pewnie sprawdzi,przyjdzie i zagada "to co z nami,będzie ?"albo coś w ten deseń
,czy to był Twój foch i jakie jego milczenia sprawiło na Tobie wrażenie zbada co może dalej z Tobą zrobić,teraz jeżeli jest w miarę "doświadczonym romansowcem" zabawi się w przyciąganie i odpychanie,w zimno ciepło,i wpędzanie Ciebie w odpowiedzialność nad rozterkami dylematami i emocjami które w nim tym chłodem i niewypowiedzianymi uczuciami być może wywołałaś a jeżeli nawet się nie przejął to będzie udawał że wywołałaś w nim niepokój i zamieszanie - czyli Twoją winą będzie to że stwarzasz problemy,ale on Ci wybaczy a Ty bardzo chcesz odpuszczenia,tym samym jeżeli to zrobisz głębiej wikłasz się w uzależnienie od emocji,kara i nagroda tak dasz sobą sterować i Twoimi emocjami ,uwagą czasem energią .
4 miechy?! I Ty masz takie rozkminy? Przy kolesiu, który jest seryjnym zdradzaczem? Rece opadają...
56 2021-08-04 09:36:27 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-04 09:59:00)
4 miechy?! I Ty masz takie rozkminy? Przy kolesiu, który jest seryjnym zdradzaczem? Rece opadają...
No zdarza się Beyond zdarza ![]()
poza tym facet "po roku luźnej znajomości wychodził" sobie Tiwi więc należy założyć że subtelnie dużo wcześniej zaczął działać
Dostrzec i wyhaczyć takie "samotne nieszczęście" wśród kobiet to żadna sztuka,zwłaszcza kobietę która godzi się i daje sobą powodować-
mając za zasłonę tylko swoje sukcesy zawodowe zaradność.
4 miechy?! I Ty masz takie rozkminy? Przy kolesiu, który jest seryjnym zdradzaczem? Rece opadają...
Z własnego doświadczenia (niestety) powiem Ci, że romans, te chore emocje - bo moim zdaniem one są w romansie skrzywione, jakieś takie niezdrowe mocno - robią z mózgu ciaprakę. Ta aura tajemniczości początkowo poczucie jakiejś takiej wyjątkowości (co jest nieprawdą przecież - nie ma tu nic wyjątkowego) .
Autorce brakowało uczucia, rozmowy, dotyku poczucia, że coś sie dla kogoś znaczy. Romans to daje, ale tylko pozornie. No bo co dostajesz Tiwi? Uczucie jest z jego strony udawane. Znaczysz tyle co nic, bo można cię zastąpić.
Rozumiem autorkę, ale najchętniej osobiście poszłabym nią potrząsnąć. Robi krzywdę przede wszystkim sobie. Tracie bezpowrotnie to, czego odzyskać nie można - CZAS.
Beyondblackie napisał/a:4 miechy?! I Ty masz takie rozkminy? Przy kolesiu, który jest seryjnym zdradzaczem? Rece opadają...
Z własnego doświadczenia (niestety) powiem Ci, że romans, te chore emocje - bo moim zdaniem one są w romansie skrzywione, jakieś takie niezdrowe mocno - robią z mózgu ciaprakę. Ta aura tajemniczości początkowo poczucie jakiejś takiej wyjątkowości (co jest nieprawdą przecież - nie ma tu nic wyjątkowego) .
Autorce brakowało uczucia, rozmowy, dotyku poczucia, że coś sie dla kogoś znaczy. Romans to daje, ale tylko pozornie. No bo co dostajesz Tiwi? Uczucie jest z jego strony udawane. Znaczysz tyle co nic, bo można cię zastąpić.
Rozumiem autorkę, ale najchętniej osobiście poszłabym nią potrząsnąć. Robi krzywdę przede wszystkim sobie. Tracie bezpowrotnie to, czego odzyskać nie można - CZAS.
czas i energię ,
ale w tym szaleństwie (jest metoda) ma okazję coś w sobie dostrzec i poznać się bliżej i głębiej choć to bolesne jest.
Beyondblackie napisał/a:4 miechy?! I Ty masz takie rozkminy? Przy kolesiu, który jest seryjnym zdradzaczem? Rece opadają...
Z własnego doświadczenia (niestety) powiem Ci, że romans, te chore emocje - bo moim zdaniem one są w romansie skrzywione, jakieś takie niezdrowe mocno - robią z mózgu ciaprakę. Ta aura tajemniczości początkowo poczucie jakiejś takiej wyjątkowości (co jest nieprawdą przecież - nie ma tu nic wyjątkowego) .
Autorce brakowało uczucia, rozmowy, dotyku poczucia, że coś sie dla kogoś znaczy. Romans to daje, ale tylko pozornie. No bo co dostajesz Tiwi? Uczucie jest z jego strony udawane. Znaczysz tyle co nic, bo można cię zastąpić.
Rozumiem autorkę, ale najchętniej osobiście poszłabym nią potrząsnąć. Robi krzywdę przede wszystkim sobie. Tracie bezpowrotnie to, czego odzyskać nie można - CZAS.
Myślę że autorka posta to wszystko wie.. Większość osób w takich układach doskonale zdaje sobie sprawę z rzeczywistości w jakiej tkwią.. Trzeba nie lada samozaparcia żeby wyjść z tego ciągle kochając ten obiekt pożądania.. Myślę że tylko seryjni zdradzacze mają do tego podejście stricte lozkowe - idealnie jeśli obie strony takie samo.
Cała reszta która uwiklala się w romans i zakochała ma problem bo angażuje się emocjonalnie i fizycznie.. Dla nich to związek - a jego ukrywany charakter tylko podsyca jego sile.. Niestety w pewnym momencie te zakochane osoby zazwyczaj chcą czegoś więcej - jeśli chcą tego obie osoby jest szansa na normalne bycie razem.. Never ending story dopóki ciągle kochamy.
Dayzee napisał/a:Beyondblackie napisał/a:4 miechy?! I Ty masz takie rozkminy? Przy kolesiu, który jest seryjnym zdradzaczem? Rece opadają...
Rozumiem autorkę, ale najchętniej osobiście poszłabym nią potrząsnąć. Robi krzywdę przede wszystkim sobie. Tracie bezpowrotnie to, czego odzyskać nie można - CZAS.
czas i energię ,
ale w tym szaleństwie (jest metoda) ma okazję coś w sobie dostrzec i poznać się bliżej i głębiej choć to bolesne jest.
Ja straciłam 1,5 roku. Plus kolejne 1,5 na dochodzenie do siebie, unikanie jak ognia dalszego kontaktu z kochankiem (który do dziś się dobija), użeraniem się ze zranioną żoną (bo to przecież wszystko moja wina, że miś zdradza)
Mam nadzieję, że autorka straci tylko 4 miesiące.
Nie ma, moim zdaniem bardziej upokarzającej relacji, niż romans. Nawet moje beznadziejne małżeństwo mniej mnie upokorzyło. No bo byłam przecież KIMŚ - ŻONĄ. A kochanka to nikt. Ostatnia w kolejce petentka do czasu, ktorym dysponuje zajęty facet.
Zastanawiam się, na co liczysz Tiwi? Przecież nie awansujesz na żonę (bardzo Ci tego nie życzę), a rola kochanki Ci zbrzydła.
Dalej jesteś sama wieczorami, w weekendy, w wakacje, czas dla ciebie to odpady czasu pana żonatego. Nic cię w tej relacji nie cieszy, za to wszystko boli. Odetnij się i zacznij szukać tego czegoś w sobie, co pozwoliło ci wejść w taką relację i w niej tkwić. Znosić upokorzenia dla kilku fałszywych chwil z seryjnym zdradzaczem, dla ktorego jesteś jedną z wielu koleżanek do łóżka.
Dayzee napisał/a:Beyondblackie napisał/a:4 miechy?! I Ty masz takie rozkminy? Przy kolesiu, który jest seryjnym zdradzaczem? Rece opadają...
Z własnego doświadczenia (niestety) powiem Ci, że romans, te chore emocje - bo moim zdaniem one są w romansie skrzywione, jakieś takie niezdrowe mocno - robią z mózgu ciaprakę. Ta aura tajemniczości początkowo poczucie jakiejś takiej wyjątkowości (co jest nieprawdą przecież - nie ma tu nic wyjątkowego) .
Autorce brakowało uczucia, rozmowy, dotyku poczucia, że coś sie dla kogoś znaczy. Romans to daje, ale tylko pozornie. No bo co dostajesz Tiwi? Uczucie jest z jego strony udawane. Znaczysz tyle co nic, bo można cię zastąpić.
Rozumiem autorkę, ale najchętniej osobiście poszłabym nią potrząsnąć. Robi krzywdę przede wszystkim sobie. Tracie bezpowrotnie to, czego odzyskać nie można - CZAS.
Myślę że autorka posta to wszystko wie.. Większość osób w takich układach doskonale zdaje sobie sprawę z rzeczywistości w jakiej tkwią.. Trzeba nie lada samozaparcia żeby wyjść z tego ciągle kochając ten obiekt pożądania.. Myślę że tylko seryjni zdradzacze mają do tego podejście stricte lozkowe - idealnie jeśli obie strony takie samo.
Cała reszta która uwiklala się w romans i zakochała ma problem bo angażuje się emocjonalnie i fizycznie.. Dla nich to związek - a jego ukrywany charakter tylko podsyca jego sile.. Niestety w pewnym momencie te zakochane osoby zazwyczaj chcą czegoś więcej - jeśli chcą tego obie osoby jest szansa na normalne bycie razem.. Never ending story dopóki ciągle kochamy.
Problem w tym że to - kochamy - to zwykła fikcja, nie kochacie osób tylko ich wyobrażenie a przecież te osoby to oszuści, kłamczuchy, zdrajcy. Uważacie że takie osoby są wartościowe w związku? Bo ja uważam ze to egoiści którzy dostali swoje i poszli dalej a Wy trwacie w miejscu no bo przecież -KOCHAM - taka zaćma.
Problem w tym że to - kochamy - to zwykła fikcja, nie kochacie osób tylko ich wyobrażenie a przecież te osoby to oszuści, kłamczuchy, zdrajcy. Uważacie że takie osoby są wartościowe w związku? Bo ja uważam ze to egoiści którzy dostali swoje i poszli dalej a Wy trwacie w miejscu no bo przecież -KOCHAM - taka zaćma.
Osobiście znam kilka par które zaczynały od romansu i są teraz szczęśliwi od wielu lat.. Oczywiście warunkiem jest prawdziwe uczucie obustronne.. Nie generalizowalbym że każdy kto jest w romansie to seryjny oszust..
.. jak się "podzieliły" dziećmi??
.. jak się "podzieliły" dziećmi??
Fakt - dzieci ciezko to znoszą/znosily.
Ale z drugiej strony czy te osoby - szczęśliwe teraz z kimś z kim miały romans, powinny dla dzieci romans olać (zdusic) i trwać za wszelką cenę przy ojcu?/matce dzieci..
65 2021-08-04 11:36:52 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-04 12:32:21)
cześka8 napisał/a:.. jak się "podzieliły" dziećmi??
Fakt - dzieci ciezko to znoszą/znosily.
Ale z drugiej strony czy te osoby - szczęśliwe teraz z kimś z kim miały romans, powinny dla dzieci romans olać (zdusic) i trwać za wszelką cenę przy ojcu?/matce dzieci..
Dobrze by było jakby te osoby miały świadomość tego co w życiu ich dzieci się stało i choć trochę je zrozumiały,zadośćuczyniły im ale nie w poczuciu winy tylko rzeczywiście ,nie patrzyły tylko i wyłącznie na to swoje "szczęście" jak coś oczywistego jak na koniec własnego nosa i coś co automatycznie "uświęca" krzywdę własnych dzieci zburzenie ich świata rozdarcie zagubienie etc,
a jak jest w życiu ?
konsekwencje są nieuniknione i nieuchronne ,nie da się stale uciekać ,nie widzieć ,szczęście to nie odlot to też odpowiedzialność za dzieci.
Dzieci dostały nie za swoje ,kiedyś odejdą zachowają jednak swój stosunek i pamięć szacunek lub jego brak ,można to widzieć można udawać że się tego nie widzi i nie chcieć dostrzegać unikając wypierając zakłamując racjonalizowaniem czyli dalej uciekać w to co łatwiejsze w kontynuacje ucieczki ,takie to "szczęście" gorzko słodkie ,to co na zewnątrz to często pozór,
wnętrze się liczy o wiele bardziej i to co się zrobi a nie tylko wybiórczo to co się myśli i niby chciałoby się czuć czuje.
Wcale nie jest tak że jak rodzice wydaje im się że są szczęśliwi to dzieci też takie są ,prawdziwe szczęście to spokój nie odlot haj błogostan,który łaskawie spływa na dzieci i one powinny z tego się cieszyć i być wdzięczne ,nie prosiły o takie atrakcje rodziców i kochanków rodziców ,mają prawo nawet zdziczeć z braku poświęconej im należnej uwagi ,co z tym zrobią w dorosłym życiu to osobna obszerna kwestia ,teraz są dziećmi,dorosną i oddadzą co dostały .
Pytanie na ile taki romans czy związek po rozwodzie jest też ucieczką od dzieci i odpowiedzialności za nie ,nie tylko od byłego partnera i partnerki ? Czy porzuci się własne dzieci z ulgą i zostawi albo zmusza je do czegoś wiedząc że są bezbronne i bezradne,czy poświęci się im uwagę czas na rozwiązanie trudności i przeszkód,wiele problemów z tym związanych,czy machnie się ręką i powie że jakoś to będzie,czyli na ogół byle jak ,łatwo jak widzę niektórym "szczęśliwcom "po rozwodzie ulec intensywnym emocjom i być zapatrzonym w siebie ponad miarę i zdrowy rozsądek,licząc że niby wszystko samo się ułoży a nowa miłość wszystko uspokoi.
Tu konkrety się liczą i to co można z tym zrobić precyzyjny plan i realne skuteczne pomysły działania na rzecz dzieci ,bez kolejnego uciekania w niby ckliwości,przekupstwo rozpuszczanie dzieci , rozczulanie się ,użalanie i w haj nowego związku i inne nieistotne sorry romantyczne pierdoły i sentymenty, emocje które się zmieniają .