Witam,
Wczoraj się rozstałam po 5 latach związku. Mam 46 lat i nie umiem się podnieść. Nigdy nie szukałam pomocy w necie. Moja relacja była burzliwa. Partnera poznałam gdy sama rozstałam się z mężem. On wtedy był, pomagał, wyciągał mnie z czeluści ciemności. Pewnie gdyby wtedy go nie było załamałyby się zupełnie. A teraz po 5 latach znowu musze podnosić się z kolan. Wczoraj się wyprowadził. Dziś ma jeszcze podjechać i zabrać reszte rzeczy. Jak to przetrwać.
Poznałam go w momencie gdy sama potrzebowałam pomocy. On zaopiekował się wtedy mną był aniołem który swoimi skrzydłami chronił mnie. Zaufałam mu i uwierzyłam ze może dam rade jeszcze stworzyć prawdziwa relacje. Gdy zaczęłam wracać do żywych po rozstaniu z mężem zaczęłam tez dostrzegać ze moj anioł ma wiele swoich problemów i ze nie jestem jedyna osoba z która ma kontakt. Wtedy dotarło do mnie ze nie jest uczciwy wobec mnie. Obiecał ze się zmieni ze będę tylko ja w jego zyciu. Zaufałam, wybaczyłam i trwałam. Pierwszy raz pomyliłam się co do jego osoby gdy odkryłam ze okłamał mnie w swoich sprawach zawodowych. W tej kwestii kłamał kilkakrotnie do momentu aż mu udowodniłam na piśmie ze to co mówił i kolorował to jedno wielkie kłamstwo. Drugi raz okłamał mnie gdy wyszły na jaw jego problemy z prawem . Gdy dowiedziałam się o tym to zaczął mnie przepraszać, płakać i zaczekać ze nigdy więcej już mnie nie okłamie . Nie musiałam długo czekać okłamał mnie . Byliśmy na wyjeździe gdy policja zatrzymała nas do zwykłej rutynowej kontroli gdy jechał moim autem. Dalej już musiałam jechać sama bo jego zatrzymali. Okazało się ze musi dwa miesiące spędzić w więzieniu. Wtedy tez go nie zostawiłam . Odwiedzałam chociaż później mi wygarnął ze byłam tylko trzy razy przez całe dwa miesiące gdy tam był. Po powrocie do domu przez pół roku było dobrze znowu uwierzyłam ze teraz już będzie tylko lepiej. Miał swoje długi wiec zdecydowaliśmy ze wyjedzie za granice. Pojechał i po dwóch miesiącach od wyjazdu okazało się ze nawiązał bliski kontakt z inna kobieta. Czytałam jego rozmowy z ta panią, gdy wyznawał jej uczucie. Rozpadłam się wtedy na milion kawałków. Gdy dowiedziałam się o tym to powiedział ze to moja wina bo go zostawiłam samego za granica ze go nie wspierałam i nie kontaktowałam się. Pewnie miał racje. Kłóciliśmy sie wtedy często. Czasami faktycznie milczałem ale tez cierpiałam i było mi zle. Ale wybaczyłam, zapomniałam i starałam się nie wracać do tych gorzkich dla mnie chwil. Ale za chwile znowu dostałam w policzek. Pokłóciliśmy się i on wyjechał nad morze. Mówił ze musiał pobyć sam. Wyłączył wtedy telefon abym nie kontaktowała się z nim. To było dla mnie ogromnie ciężkie ale znowu uwierzyłam ze mówi prawdę chociaż na początku zapierał się ze tam był dopóki nie udowodniłam mu pokazując połączenia do hotelu. Wiem co myślicie o mnie. Wiem ze byłam naiwna ale nadal wierzyłam ze nam się uda ze on w koncu będzie uczciwy wobec mnie. Ale nie był okłamał mnie jeszcze wiele razy ale ja trwałam bo wiem ze wina zawsze leży po środku . Pewnie miał racje ze za mało okazywałam mu uczuć ze to on zawsze walczył o nas. Teraz wiem ze to jest definitywny koniec tylko ze ja nie umiem się z tym pogodzić . Zostawił mnie w ciężkim czasie. Za tydzień mam wesele na którym musze być i na którym będzie moj były maz z kobieta swojego życia. Ja będę sama ale nie to jest problemem tylko to ze ja nie mogę wstać z łóżka. Dobrze ze jestem na urlopie i ze nie musze iść do pracy bo nie dałabym rady. Jak się podnieść po raz n-ty. Wiem ze nie zawsze wspierałam go tak jak powinnam. Miesiąc temu gdy wyjechał do pracy było bardzo dobrze między nami ale po tygodniu od wyjazdu spytał się czy zostanę jego żona . Pierścionek dostałam już trzy lata temu i wtedy ustaliliśmy ze wrócimy do tematu gdy on ureguluje swoje długi. Jeszcze ich nie spłacił do konca ale powoli to robi. Ja mu odpowiedziałam ze w tej chwili nie jestem jeszcze gotowa na ten krok ale chce być jego żona i to jest kwestia czasu gdy wrócimy do tego tematu. Od tego momentu zmienił się i stwierdził ze chciał zobaczyc ile dla niego znaczę. Gdyby coś znaczył dla mnie to powinnam bez swoich wywodów od razu się zgodzić. Dał mi ultimatum ze albo w grudniu bierzemy ślub albo się rozstajemy. Gdy tydzień temu przyjechał to prosiłam abyśmy dali sobie jeszcze szanse ze ja chce być z nim i zależy mi bardzo na nim. W niedziele spytałam się dlaczego zmienił hasło do telefonu , odpowiedział ze koniec mojej kontroli. Z tym ma racje. Telefon to osobista rzecz każdego i jest mi wstyd ze w taki sposób go kontrolowałam. Tylko ze gdyby nie telefon to nigdy nie wiedziałabym o jego kontaktach z innymi kobietami. Wole najgorsza prawdę ale prawdę. Nie jestem bez winy i wiem ze w wielu sprawach napaliłam. Kocham go i może złe zrobiłam nie godząc się na ślub ale boje się i to bardzo bo on tak wiele razy zawiódł moje zaufanie .., teraz jest już za późno cokolwiek zmieniać bo on i tak nie chce mieć już ze mną nic wspólnego . Powiedział ze walczył 4 lata a ja nic nie robiłam. Obarcza mnie ze jest w nim smutek, ze nic nie zrobiłam aby mu pomoc przezwyciężyć ten smutek, ze ma depresje przeze mnie.