Cześć
Chciałabym prosić o pomoc, radę jak przetrwać ten czas i jak poukładać sobie w głowie żeby moc normalnie funkcjonować.
Wydaje mi się ze nie potrafię..
jestem w trakcie świeżego rozstania. Niezwykle trudnego.
Nasz związek był trudny od samego początku. Mój mąż był zawsze wybuchowy, porywczy. Z jego strony doświadczyłam przemocy fizycznej niejednokrotnie.
Ale miał tez dobre strony mimo wszystko, był pomocny, można było na niego liczyć a wszystkie złe rzeczy tłumaczyłam jego charakterem. I tak tkwiłam w tym, bo a to miał zły humor, a to faktycznie może się złe zachowałam - każdy powód był dobry żeby moc mnie obrazac i wyzywać.
Czas mijał, ja pracowałam coraz więcej, mój mąż nie pracował bo każda praca była nieodpowiednia, zaczął pic coraz więcej.
Wtedy coś we mnie pękło, rozstaliśmy się. Wyprowadził się z domu, przez pol roku nie byliśmy ze sobą.
Po tym czasie wróciliśmy do siebie. Deklarował zmianę. Podjął prace. Początkowo było naprawdę dobrze.
Z czasem okazało się ze jest uzależniony od amfetaminy. Mówiłam prosiłam, gadałam, nic to nie dawało. Ukrywał się z tym, myślał ze ja nie widzę tego. Przestał pomagać w domu, przestał czymkolwiek się interesować, mnie zaczął traktować jak powietrze poza momentami gdy mnie wyzywał, obrazal bo każdy powód jest dobry. Dwa lata nie dokładał się do opłat, nie interesowało go nic. Ja uciekałam w prace coraz bardziej. Doszło do tego ze pracowałam po 350 godz w miesiącu. W międzyczasie połamał mi nos, podbił oczy, i inne ...
zaczął okłamywać mnie w każdej kwestii, robił mi straszna huśtawkę emocjonalna, raz dzwonił z pretensjami ze się nie odzywam, raz ze znowu do niego pisze czy dzwonie, rozmawialiśmy o czym a potem wypierał się ze takiej rozmowy nie było bo jestem wariatka i sobie to wymyśliłam.
Kiedyś użyłam jego komputera i znalazłam jego profil na portalu erotycznym.. umawiał się z kobietami i facetami na seks. Zrobiłam awanturę, mówiłam a on się wypierał a ja? Zaczęłam wierzyć ze to prawda. Kolejne kłamstwa. Dziwne wiadomości o różnych porach, przesiadywanie w toalecie pol nocy, wychodzenie pod byle pretekstem. Jak spałam to wzięłam jego telefon, pisał z jakimiś dziewczynami, które zaczepiał w sklepie itd. Kolejne ciosy. Dla mnie jest zimny od ponad roku, nie pamietam żeby odezwał się do mnie normalnym słowem, a ja jak ta mucha lgnęłam i prosiłam się o najmniejszy okruch dobroci , pozniej już jakiejkolwiek normalności.
Ta sytuacja trwała i trwała a ja zaczęłam mieć przekonanie ze to faktycznie ja jestem zła, niedobra, ze wszystko co się dzieje jest przeze mnie, ze to ja mam chore wymagania, ze to ja się czepiam i chce niewiadomo czego. Zaczęłam zyc w przekonaniu ze to naprawdę tak jest. Poczucie winy ze jestem tak słaba i niewystarczająca mnie tak przygniotło ze nie potrafię normalnie funkcjonować.
Już nie chce tak żyć, chce żyć normalnie, w spokoju, bez awantur, bez wyzwisk i ciągłych kłamstw. Bez ignorowania mnie i nie szanowania,nie chce żyć z kimś kto jest dla mnie taki.
Nie wiem skąd wzięłam sile ale jak wyszedł do pracy zmieniłam zamki, bo to jest moje mieszkanie.
Nie wiem jak mam teraz funkcjowac. Czuje się tak jakbym bez niego obok nie potrafiła żyć, mimo ze nic dobrego od ponad roku od niego nie dostałam. Czułam tylko złość, nienawiśc i zimno.
Przestałam w końcu odzywac się w jakimkolwiek temacie.
Prosiłabym o radę kogoś kto przechodził już coś takiego jak w tym wytrwać. Nie chce wracać do tego, bo wierze ze można żyć inaczej.
Mam wrażenie ze życie jest bez sensu, jestem cały czas przygnębiona , bez energii, nie moje jeść bo jestem zdenerwowana, ciezko mi się skupić.
Mam wyrzuty sumienia ze go wyrzuciłam bo „kiedyś „ był dobry...
Poszłam do psychoterapeuty, jestem po dwóch sesjach, mam do niej przychodzić na ten moment co tydzień.
Blokuje go i odblokowuje, jak się odzywa to mnie tylko oczernia, jak się nie odzywa to jestem zła ze jest cisza. Nie potrafię odnaleźć się w tym wszystkim .
Wiem ze to co napisałam może być bardzo chaotyczne. Nie mal 15 lat, a czuje się tak jakbym miala.
Jak to przetrwać?