Rozstanie i wspólne mieszkanie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie i wspólne mieszkanie

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 60 z 94 ]

1

Temat: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Cześć wszystkim,
Piszę na tym forum w temacie rozstania. Bardzo świeżego, bardzo bolesnego dla mnie. Nie wiem czego oczekuję po tym wpisie. Chyba chce się wygadać, bo nie mam komu tego powiedzieć.
Mój związek z byłym, który zakończył się na raty po dwóch rozmowach – w ubiegły wtorek i niedzielę, trwał 4 lata. Poznałam go z nastawieniem na zabawę, nie chciałam poważnych znajomości. Deklarowałam mu, że nie chce ślubu ani dzieci. On wówczas również był po rozstaniu ze swoją byłą partnerką. Po kilku tygodniach naszego spotykania się przekazał mi, że jest z nim w ciąży, o której dowiedział się po tym jak uprzednio się rozstali, co spowodowało próbę zejścia, zakończoną niepowodzeniem. Historię znam jednak tylko z jego strony, bo jego była partnerka nienawidzi mnie do głębi, gdyż myśli, że ja jestem przyczyną rozpadu ich związku, chociaż tak nie było. W tym czasie on również deklarował, że skupiony jest na innych tematach, na dziecko alimenty będzie płacić i nie kontaktować się i to jest dla niego niezmienne. Dziecko mieszka z matką w innym mieście, deklarował, że nie ma czasu tam jeździć. Ja sama nie chciałam wiązać się z facetem z dzieckiem, ale jako, że sama nie miałam w planach poważnej znajomości, nie zastanawiałam się jak będą wyglądać relacje z jego dzieckiem.
Związek jednak trwał, on w między czasie odwiedził dziecko dwa lub trzy razy, powodowało to niestety napięcia. Po niecałym roku związku sama zaszłam w nieplanowaną ciąże. Był to szok i niedowierzanie, gdyż potwierdzono mi, że bez leczenia nie jest to możliwe. On naciskał na aborcję, argumentując, że jedno dziecko już ma. W kraju, w którym mieszkam jest to zabieg legalny i dostępny, nie tak jak w Polsce. Początkowo też tego chciałam, potem ta decyzja zmieniła się, jednak ciąża układała się źle, a związek tragicznie – jedyne sporadyczne spotkania kończyły się kłótniami. W tym czasie byłam bez mieszkania i na beznadziejnej posadzie. Ostatecznie uległam. Doświadczenie to było bardzo traumatyczne, po nim rozstaliśmy się na kilka tygodni. Ja byłam w kiepskim stanie psychicznym, potrzebowałam wsparcia, on się odezwał, niestety wówczas wróciliśmy do siebie. Powinnam być mądrzejsza.
Po kilku miesiącach zamieszkał ze mną. Początkowo układało się nie zbyt dobrze. Dużo awantur, w tle aborcja, moja zazdrość, że on dziecko ma, ja swojego już nie. Na pewno miało to wpływ na brak kontaktu z dzieckiem, które było wtedy małe. W tym czasie jego relacje z byłą partnerką również były napięte – chociaż znów znam tę historię jedynie z jego strony, ona była w związku z innym, chciała by nie ingerował i nie spotykał się z dzieckiem, on na to przystał, dla mnie było tak łatwiej.
Ostatecznie zaczęło się układać, poza spięciami bieżącymi (oboje dość wybuchowe i nerwowe charaktery). Ja zaczęłam przebąkiwać o ślubie i dziecku, on początkowo się wzbraniał, potem zaczęliśmy się starać. W lutym ubiegłego roku zaręczyny.
Styczeń tego roku to przełomowy moment w tym związku. Ja podjęłam leczenie niepłodności, on nie, mówił, że problem leży po mojej stronie, bo on dziecko już ma. On chodził posępny, zaczął więcej pić. Raz zapytałam czy chodzi o jego dziecko, zaprzeczył, a ja nie drążyłam. Ja robiłam afery o ślub i dziecko, on niby się nie wycofywał, ale nie potwierdzał, że nadal chce. Dwa tygodnie temu awantura o to samo, bardzo wiele przykrych słów, potem on wyjechał na tydzień. Po powrocie przyznał, że on nie chce ze mną ani ślubu, ani dzieci. Nie chce ze mną dłużej być. Przyznał, że czuł, że wymusiłam na nim zaręczyny, że on nigdy nie wszedł by ze mną w związek gdyby wiedział, że tego chce. Podobnie decyzje o dziecku. Dowiedziałam się też, że w styczniu jego była partnerka napisała, przekazała, że dziecko pyta o tatę, nie wie co ma odpowiedzieć, zapytała czy chce utrzymywać kontakt z dzieckiem. On chciał, mnie nie mówił nic, a ja byłam zbyt skupiona na własnych frustracjach, związanych z niepowodzeniem ciąży, brakiem ślubu. Przekazał mi również, że za szybko wszedł w związek ze mną, że nie miał czasu zastanowić się czy nie chce do niej wrócić. Ma żal, według niego to ja uniemożliwiłam mu kontakt z dzieckiem. Na pytanie czy jest w stanie to pogodzić, spróbować, odpowiedział, że nie, że teraz dziecko jest priorytetem. Poinformował mnie też, że może zejdzie się z byłą. Jedyne o co ma poczucie winy, to że rozwalił mi życie, bo on zaczyna kontakt z dzieckiem, nową pracę po studiach, a ja mam 33 lata i zostaję sama.
W przypływie uczuć pozwoliłam mu mieszkać jeszcze przez jakiś czas w moim mieszkaniu. Głupia ja, nie chciałam zachować się jak świnia, nie chciałam go wyrzucać, dodatkowo nadzieja umiera ostatnia. On kończy w moim mieście studia, nie chce tu wynajmować mieszkania, ma wyprowadzić się w maju, a na weekendy wyjeżdżać. Ale teraz jest strasznie. Ja w tym domu nie przebywam. Wstaję rano, uciekam jak śpi, wracam jak śpi. Jeśli nie śpi nie rozmawiamy, przemykam obok niego jak cień. Nie gotuję, nie sprzątam, nie robię zakupów. Ale nawet te chwile, gdy widzę jak śpi mnie zabijają. On odczuł po rozstaniu ulgę, widać to. Normalnie je, śpi (a nigdy nie mógł, przez 3 lata wspólnego mieszkania w nocy budził się, teraz przyznał, że to wina braku kontaktu z dzieckiem), uczy się, ogląda tv, rozmawia z kolegami. JA wyglądam okropnie. Nie śpię, nie jem, nawet mi się nie chce umalować. Zawalam pracę. Pije wieczorami, żeby złapać chociaż chwilę snu. Czuję się okropnie – 4 lata, 3 lata wspólnego mieszkania, coś co dla mnie było ważne, on traktował jako zabawę. Czuje się bardzo winna, że nie utrzymywał kontaktu z dzieckiem przeze mnie. Że nie pytałam, że nie zachęcałam go. Że byłam zazdrosna o jego byłą i dziecko. Nie wiem jak przetrwać ten czas. Mam poczucie, że tego nie wytrzymam i gonitwę myśli. Raz dobrze, że to koniec, raz wściekłość na niego, raz żal i tęsknię, myślę co robi, potem czarną rozpacz (a płaczę tylko pod prysznicem i jak wyjdę z domu, a wychodzę na nocne spacery bo nie mogę tego wytrzymywać, na koniec beznadziejna nadzieja, że ja go nadal kocham, że ja już nie chce tego ślubu i dziecka, że go będę we wszystkim wspierać.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez polis (2021-03-31 15:02:19)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Nie musisz czuć się winna, że nie spotykał się przez Ciebie z dzieckiem. To był jego wybór i teraz zwala winę na Ciebie, ale prawda jest taka, że gdyby chciał, to by się spotykał z swoim dzieckiem i nikt nie mógłby mu w tym przeszkodzić. Ostatecznie, gdyby mu tak bardzo na dziecku zależało, to mógł się nawet z Tobą rozstać i zamieszkać w tym samym mieście co dziecko, żeby się codziennie spotykać. No chyba, że uważa się za biedną bezwolną laleczkę, co sama nic nie może i którą źli ludzie za sznurki ciągnął. Zachował się wobec Ciebie paskudnie próbując przerzucać winę.

Ty chyba już też widzisz, że nie ma co się pakować w relacje z mężczyznami świeżo po rozstaniu. Fakt, że chłopak nie zajmował się dzieckiem też powinno być czerwoną lampką ostrzegawczą. Czy Ty byś chciała mieć takiego ojca co się Tobą nie interesuje? Kolejny nieprzyjemny fakt, że zostawił kobietę w ciąży, żeby być z Tobą. Jeśli rozstanie nie było inicjatywą byłej, w co wątpię, skoro piszesz, że ona Ciebie nienawidzi i uważa, że ich relacja rozpadła się przez Ciebie, to gość pokazał, że ma ogromne pokłady niedojrzałości i braku odpowiedzialności. Jeśli wykazał się niedojrzałością i nieodpowiedzialnością wobec innej kobiety to nie miałaś żadnego powodu, żeby wierzyć, że w stosunku do Ciebie zachowa się fair i dojrzale.

3 Ostatnio edytowany przez smashm (2021-03-31 14:57:50)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Czuje się jednak winna. Bardzo. I zastanawiam się jak musiało być mu ze mną źle, skoro po 4 latach od rozstania z tamtą myśli o powrocie do niej. I jak bardzo musiałam być kiepską partnerką, że się bał szczerze porozmawiać. Bo do bojaźliwych ludzi to nie należy. Niewiele da się też na nim wymusić, raczej chodzi własną drogą.

Ja też już teraz wiem, że relacje z mężczyznami z dziećmi to nie moja bajka, szkoda, że ta lekcja trwała 4 lata. Związek ich z tego co wiem był krótki bo trwał właściwie 2 miesiące, rozstali się, właściwie chyba z obojga decyzji, potem okazało się, że jest w ciąży więc podjęli próby ratowania, ale chyba każdemu było źle. Znów niestety znam relację jednostronną, chociaż ona deklarowała mu, że go bardzo kochała i bardzo mu ufała, ale też od pewnego momentu nie chciała go.

Myślę, że na pewnym etapie było mu tak wygodnie układać relację z dzieckiem, mówił, że on ma studia, ma robotę, musi się tym zająć, nie ma czasu, że to dziecko jest małe, że nie będzie miał z nim relacji z tego powodu. Mówił, że ten związek z nią i ta ciąża to był jego błąd, dlatego płacił alimenty bez gadania. Teraz jest zupełnie inaczej, wyrzuca sobie i mnie, że przeze mnie zmarnował 3 lata z życia tego dziecka. Albo mówił mi tak tylko, a rzeczywiście miał takie poczucie winy. Dopóki jego była partnerka była z innym to również chciała, żeby był od dziecka jak najdalej - traktowała tamtego gościa jak ojca i nie chciała jej mieszać w głowie. Tego nie oceniam, nie mam dziecka ani takiej sytuacji, nie mogę się postawić w tej roli.

Tak czy tak czuje się fatalnie. On na święta jedzie tam, potem ma tu wrócić. Pewnie podejmą jakieś rozmowy o powrotach, być może dojdzie do zbliżenia, a potem będzie spać na mojej kanapie...

Ja poznałam go tuż po zakończeniu ich relacji, nie miałam wpływu na to rozstanie. Było to bardzo szybko, zbiegło się w czasie, coś mu tam napisałam na fb i ona to zinterpretowała w ten sposób, że skoro ma kogoś tak szybko to musiał mieć już przed. Inną kwestią jest natomiast to, że o tym, że ma dziecko w drodze dowiedziałam się po kilku tygodniach, wtedy mogłam uciekać.

4

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

To od Ciebie zależy, czy on będzie spał na Twojej kanapie, czy też nie.
Jeśli jakkolwiek Ci to nie pasuje, albo jest dla Ciebie emocjonalnie nie do zniesienia - nie musisz dłużej robić ze swojego mieszkania darmowego hotelu dla niego.
Nie musisz być aż tak bardzo w porządku, jeśli nie dajesz sobie z tym rady.
Fizyczna separacja po rozwodzie związku jest jak najbardziej normalna i nic w tym złego, jeśli powiesz mu, że nie możesz dłużej już wytrzymać tej sytuacji i prosisz, aby się bezzwłocznie wyprowadził.

Wiem, że w głębi ducha liczysz ciągle jeszcze na okruchy z pańskiego stołu, że współdzielenie mieszkania zbliży Was jeszcze, i że on z Tobą zostanie, ale z tego naprawdę już nic nie będzie.
Jedyne co robisz w tym momencie, to zapewniasz mu komfort budowania relacji z matką jego dziecka. Zapewniasz mu warunki do tego i wygodę, z czego on oczywiście skwapliwie korzysta.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

5 Ostatnio edytowany przez polis (2021-03-31 15:07:24)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Popełniłaś błąd, ale trudno, tego już nie odwrócisz. Teraz się wypłacz, postaraj się wyciągnąć z całej sytuacji wnioski i iść dalej. IsaBella77 dobrze pisze, że jeśli mieszkanie razem Cię emocjonalnie wykańcza to powinnaś powiedzieć mu o tym i z tym skończyć.

6 Ostatnio edytowany przez smashm (2021-03-31 15:15:48)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Dodatkowo, to się czuje właściwie obrzydliwie sama ze sobą. Dowiedziałam się, że ona jest w ciąży, a dalej byłam z nim w jakiejś tam na początku mało poważnej relacji. Powinnam to była zakończyć wtedy. Mam ogromne poczucie winy, skupiłam się na sobie, temat jego dziecka był dla mnie kompletnie obojętny. To rozstanie to chyba kara za to jaką ja jestem osobą, bo wychodzi na to, że paskudną. I to, że teraz będę już sama również karą jest za to, że się wcięłam w relacje między nim, jego córką oraz matką dziecka, podczas gdy powinnam się była odsunąć. Nie wiem co ja przez te 4 lata myślałam, naprawdę, byłam chyba zaślepiona jakąś własną wizją, skoro uznałam, że my damy radę się pobrać i być razem z taką historią w tle. Wcale się mu w sumie nie dziwię, że nie chce się w to zaangażować i ucieka teraz.

To, że mu pozwalam póki co tu zostać nie wynika z tego, że mam nadzieję, trochę oczywiście ją mam, oszukiwałabym sama siebie, gdybym powiedziała, że tak nie jest. Nie chciałam być świnią, naprawdę po 4 latach nie chciałam mu wyprowadzić się z dnia na dzień, bo nie ma gdzie iść, ale czuję się źle, już wystarczająco źle sama ze sobą, a patrzenie na niego też pogłębia te wyrzuty sumienia.

7

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Dodatkowo, to się czuje właściwie obrzydliwie sama ze sobą. Dowiedziałam się, że ona jest w ciąży, a dalej byłam z nim w jakiejś tam na początku mało poważnej relacji. Powinnam to była zakończyć wtedy. Mam ogromne poczucie winy, skupiłam się na sobie, temat jego dziecka był dla mnie kompletnie obojętny. To rozstanie to chyba kara za to jaką ja jestem osobą, bo wychodzi na to, że paskudną.

No ale on tez nie byl bezwolny i mogl z tej relacji wyjsc.
Zwlaszcza, ze ta relacja nie byla dla zadnego z Was niczym powaznym i nie zakladaliscie pewnie ze dlugo potrwa.

Ja bym sie bardziej zastanowila, co taki facet ma w glowie, ze z dwiema kobietami zalicza wpadke, w obu przypadkach na poczatku relacji.

Tak naprawde realnie patrzac na Wasz zwiazek, to powinniscie sie rozstac po tej aborcji. Dalszy ciag juz nie mial sensu. Ciagle wyrzuty, klotnie, az skonczylo sie jak skonczylo. Naiwnoscia bylo tez twierdzenie, ze on nie bedzie mial kontaktu ze swoim dzieckiem. Zreszta, co z niego za partner i co z niego za facet, jezeli jest w stanie tak z biegu stwierdzic, ze nie bedzie sie kontaktowal z wlasnym dzieckiem. No nie swiadczy to na jego korzysc w zadnym stopniu.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

8 Ostatnio edytowany przez polis (2021-03-31 15:17:16)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Dodatkowo, to się czuje właściwie obrzydliwie sama ze sobą. Dowiedziałam się, że ona jest w ciąży, a dalej byłam z nim w jakiejś tam na początku mało poważnej relacji. Powinnam to była zakończyć wtedy. Mam ogromne poczucie winy, skupiłam się na sobie, temat jego dziecka był dla mnie kompletnie obojętny. To rozstanie to chyba kara za to jaką ja jestem osobą, bo wychodzi na to, że paskudną.

Myślę, że dużo konstruktywniej będzie, jeśli spróbujesz siebie zrozumieć, a nie obwiniać i wyzywać.

9

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

No właśnie próbuję siebie samą zrozumieć i mi to nie wychodzi, naprawdę nie wiem jak mogłam na to pozwolić. Ja naprawdę byłam tak skupiona na sobie, swoich oczekiwaniach i pragnieniach, że nawet się nie zastanawiałam nad tym co on czuje, że może też tę sytuację chciał zmienić w pewnym momencie, ale może moje reakcje powodowały, że nie wiedział nawet jak ma porozmawiać. Nie myślałam też za bardzo o tym wszystkim z perspektywy jego byłej partnerki.

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Moim zdaniem już chyba nic z tego nie będzie i należy się z tym pogodzić. Im szybciej to zrozumiesz tym lepiej dla Ciebie. Jedyna możliwość poradzenia sobie z tym to zerwanie wszelkich kontaktów, terapia i wsparcie osób najbliższych. Wydaje mi się, że Twoim błędem było to, że nadmiernie mu zaufałaś. Ten człowiek jak się wydaje nie chciał brać w życiu jakiejkolwiek odpowiedzialności. Nie zdziwiłbym się wcale gdyby się okazało, że zostawił matkę swojego dziecka gdy była w ciąży. Ponadto z tego co piszesz to manipulował Tobą i wpędzał Cię w poczucie winy. Pocieszające jest to, że jesteś jeszcze i młoda i masz szansę kogoś poznać tylko trzeba się podnieść i uwierzyć w siebie. Myślę, że z nim i tak nic dobrego w życiu by Cię nie czekało.

11

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

To, że mu pozwalam póki co tu zostać nie wynika z tego, że mam nadzieję, trochę oczywiście ją mam, oszukiwałabym sama siebie, gdybym powiedziała, że tak nie jest. Nie chciałam być świnią, naprawdę po 4 latach nie chciałam mu wyprowadzić się z dnia na dzień, bo nie ma gdzie iść, ale czuję się źle, już wystarczająco źle sama ze sobą, a patrzenie na niego też pogłębia te wyrzuty sumienia.

Oczywiście, że masz nadzieję na to, że z Waszego wspólnego mieszkania wyniknie powrót.
Tylko - po pierwsze, nawet jeśli do tego dojdzie, i jakimś cudem wybłagasz u niego powrót, to nie wybłagasz jednocześnie uczucia i szacunku do siebie samej, i to prędzej, czy później - ale rozleci się z jeszcze większym hukiem. Dodatkowo, im bardziej się teraz rozpłaszczysz i poniżysz, tym gorzej będziesz się czuła później.

Po drugie - rozstaliście się przecież w styczniu, to już prawie 3 miesiące temu. Nie wyrzucasz go więc z dnia na dzień i nie jesteś żadną świnią. Jeśli miałabym przypisać komuś łatkę tego sympatycznego zwierzątka z ryjkiem, to raczej jemu. Bo jak można określić korzystanie z wygody i mieszkania u jednej kobiety i jednoczesne budowanie sobie relacji z byłą partnerką?
Nie stać go moralnie na to, żeby znaleźć sobie chociaż jakikolwiek pokój, hostel, stancję ... cokolwiek (?!) i dopiero potem zabierać się za byłą?
Jak widać, nie jest z niego jakaś pierdoła, czy kaleka życiowa, bo potrafi się zająć rzeczami na których mu zależy i potrafi sobie również zorganizować wszystko czego chce.
On mieszka u Ciebie dlatego, że jest mu wygodnie, a nie dlatego, że żywi do Ciebie jakiekolwiek uczucia.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

12 Ostatnio edytowany przez smashm (2021-03-31 15:54:52)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

O terapii myślałam, głównie w kontekście jakiś środków nasennych, bo spanie to dramat. Boję się jednak tam iść, bo mam takie poczucie, że na równi z nim popsułam mu relacje z córką i matką dziecka, mimo, że przez pierwsze kilka tygodni o tej ciąży nie wiedziałam, to jednak się dowiedziałam, mogłam się usunąć, może by się zeszli, dziecko miałoby ojca, nawet gdyby mieli się potem rozstać. A mnie jego była partnerka i jej uczucia była kompletnie obojętna. I było mi wygodnie z tym, że się z dzieckiem nie widuje. No i na terapii ktoś prawdopodobnie mi to dosadnie powie.

W kontekście ewentualnych powrotów - wiem, że nie mają one sensu, bo i tak, nawet jeśli jakimś cudem mogłabym razem z nim uczestniczyć w życiu jego dziecka, to i tak nie osiągnę z nim tego do czego dążę, a po tekście, że wymusiłam zaręczyny czuje się poniżona. I czuje się zwyczajnie bardzo głupio, że właściwie chciałam układać sobie szczęście na cudzym nieszczęściu.

Dodatkowo, nie rozstaliśmy się w styczniu. W styczniu napisała do niego była partnerka, on wtedy odpisał jej, że sam nie wie jeszcze jak to ułożyć. Ale nie mówił mi o tym aż do ubiegłego wtorku. Od stycznia było dużo kłótni bo on miał w głowie wyrzuty do dziecka, a ja swoje frustracje związane z zaręczynami i ślubem. I dopiero w ten wtorek wszystko powiedział i dopiero w niedzielę potem rozstaliśmy się ostatecznie, nie mieszkamy ze sobą 3 miesiące po rozstaniu, to dopiero tydzień.

13

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

"Czuje się jednak winna. Bardzo. I zastanawiam się jak musiało być mu ze mną źle, skoro po 4 latach od rozstania z tamtą myśli o powrocie do niej. I jak bardzo musiałam być kiepską partnerką, że się bał szczerze porozmawiać. Bo do bojaźliwych ludzi to nie należy. Niewiele da się też na nim wymusić, raczej chodzi własną drogą "
                                                                    ,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
             SMASHMM -zaliczyłaś mocną życiową lekcję, nie oceniaj się ostro.... bo jednak czasami rzeczy dzieją się a my jak te marionetki wiemy co robić jak jest po sprawie a wcześniej dajemy się ustawiać jak kukły w teatrzyku, stało się kilka rzeczy w Twoim życiu i tego nie cofniesz a teraz musisz przeć do przodu mając na uwadze swoje dobro, swoją przyszłość, ten chłopak nie był dla Ciebie, nie żałuj że odchodzi, jesteś samodzielna, masz pracę, masz mieszkanie, brakuje Ci spokoju i zadowolenia z życia, radości na co dzień, znajdziesz to ale musisz zakończyć ten etap związany z tym chłopakiem i od nowa budować swoje życie, jeśli masz innych znajomych spędzaj z nimi czas, samotność nie jest teraz dla Ciebie rozwojowa, unikaj picia na smutki i problemy bo ten kierunek lubi oszukać i na pewno nic za Ciebie nie załatwi, Twój były partner mógł decydować jak chciał, Ty mogłaś decydować też, na pewno nie mieliście dobrego wpływu nawzajem dla siebie, im szybciej się rozstaniecie tym dla was lepiej, Tobie bym doradziła  jakąś krótką terapię dla złapania dystansu i właściwej perspektywy, dobrze żebyś się pogodziła z tym na co już nie masz wpływu, zobaczysz...jeszcze będziesz szczęśliwa tylko zacznij sprzątać wokół siebie, jesteś młoda i wszystko przed Tobą, choć jeszcze patrzysz na to co za Tobą

14

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Myślę, że mieliśmy na siebie fatalny wpływ, od początku to była zabawa, potem ja chciałam czegoś poważniejszego, a on się chyba dał wmanewrować w to. Potem ta cała aborcja, wszystko co się wydarzyło. Był moment, że jak się to jego dziecko urodziło, chciałam się rozstać bo czułam, że w tej relacji nie podołam, on mnie zatrzymywał, a ja się zatrzymałam, a potem denerwowało mnie jak wspominał o tym, że dziecko ma czy że kłóci się z byłą partnerką o jakieś tam kwestie. Była partnerka zostawiła dla niego swojego narzeczonego tzn. chyba zaliczyli jakiś krótki romans, a następnie z nim zerwała, więc tym bardziej ma do niego żal, że się w jej życiu pojawił. Ale teraz jest sama, a skoro to taka wielka miłość była z jej strony to myślę, że kwestią czasu jest to jak się zejdą. Ja faktycznie muszę się odciąć jak najszybciej, bo nic nie da mi myślenie, że byłam szczęśliwa - nie byłam, żyłam wydmuszką, której on nie chciał. Ale wyrzuty sumienia są okropne. On ma szansę tę sytuację w swoim życiu naprawić, być z matką dziecka, być z dzieckiem, ja tego już nigdy nie cofnę.

15 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-03-31 16:50:40)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Przychylam się do tego, co piszą dziewczyny powyżej, czyli, że nie powinnaś robić sobie żadnych zbędnych nadziei i najlepiej poprosiła tego pana, aby się wyprowadził, gdyż jego obecność jest dla Ciebie zbyt mocno obciążająca emocjonalnie. Facet nie wygląda na takiego w ciemię bitego, ma kolegów, z którymi jest w kontakcie, więc sobie poradzi, a Wasze ewentualne zejście, nie dość, że stałoby się tylko bezsensownym przedłużaniem czegoś, co już od dawna umierało, to dodatkowo wydaje się czymś nierealnym, bo facet ma już inne plany, w których Ciebie nie uwzględnia.

Także nie warto przejmować się jego wpędzaniem Ciebie w poczucie winy za zawalone relacje z własnym dzieckiem, bo zwyczajnie zrobił z Ciebie kozła ofiarnego, w ten sposób dalej może o sobie myśleć jak o dobrym człowieku. Lecz de facto gdyby on kontaktów z dzieckiem chciał, to byś miała marne szanse przy próbach powstrzymania go.

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Myślę, że niepotrzebnie się zadręczasz. Czasami trzeba sobie powiedzieć, że musiało się tak zdarzyć i dzięki temu jesteśmy bogatsi o doświadczenia. W sumie nic dziwnego, że się obwiniasz jeśli on na każdym kroku podkreślał, że jesteś sprawcą tych wszystkich nieszczęść, które go w życiu spotkały. Uwierz, że gdyby naprawdę chciał kontaktu z dzieckiem to by poruszył niebo i ziemię, żeby mieć te kontakty. Mógł przecież wystąpić do sądu o ich uregulowanie. Myślę, że nawet nie próbował uzgodnić zakresu i formy kontaktów z matką. Wygodniej mu było zwalić wszystko na inne osoby. Na początku będzie bolało, może nawet długo, ale w końcu zapomnisz. A po latach będziesz się z tego śmiała i sama się sobie dziwiła, że mogłaś być z kimś takim.

17

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Nie ma najmniejszego sensu szukać pretekstów do tego, żeby przedłużać wspólne mieszkanie i zapewniać komfort jemu, a nie sobie.
To Ty w tej sytuacji potrzebujesz tego komfortu i świętego spokoju. I w pierwszym rzędzie sobie to powinnaś zapewnić, a nie jemu.
On nie jest ani Twoim synem, ani bratem i nie jesteś zobowiązana do tego, żeby mu za wszelką cenę zapewniać dach nad głową w sytuacji, w której to Ty ponosisz wszelkie emocjonalne i psychiczne koszty z tym związane.
To co teraz robisz, to szukanie sobie pretekstów do tego, żeby dalej reanimować trupa.
Tylko zupełnie nie dostrzegasz, że on nie żyje już tak długo, że ma plamy opadowe, i że zaczął się już rozkładać.
Nie ożywisz tego umarlaka, choćby nie wiem co.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

18

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Silne poczucie winy związane jest z przeżywaniem etapów żałoby po rozstaniu. Mogłaś być emocjonalnie uzależniona od niego, więc przeżywasz rozpad związku bardzo gwałtowanie. Może warto sięgnąć po "Koniec współuzależnienia" Melodie Beattie? Przerzucanie winy przez osobę odchodzącą na osobę porzucaną jest bardzo typowym zachowaniem.

19 Ostatnio edytowany przez smashm (2021-04-01 06:28:33)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Macie wszyscy racje, to nie ma prawa się udać i mówię tu o tym wspólnym przebywaniu, nie związku bo to już dotarło jakiś moment temu, chociaz oczywiscie są fazy zaprzeczania. Jak to zazwyczaj jest po rozstaniach, Wam opisałam same te najgorsze momenty i cechy, było tez jednak dużo dobrych. Rozstanie wyglądało tak ze to ja pierwsza, nie wiedząc co się dzieje jeszcze z jego dzieckiem powiedziałam ze jestem nieszczęśliwa i chce się rozstać. Myślałam ze go to otrzeźwi, da do myślenia, jednak w kolejnej rozmowie poznałam cała prawdę i to on uznał ze to definitywny koniec. Tak wiec on twierdzi ze to ja jego porzuciłam, nie on mnie i to on jest w gorszej sytuacji. Tak czy tak, wczoraj go nie było, wieczor trudny, ale jednak mogę się chociaz wypłakać, pogadać przez telefon, nie przemykam pod ściana jak zbity pies. Pochowałam w bezpieczne miejsce nasze zdjęcia, pierścionek, taki do którego również ciężko mi będzie się dostać. Ciężko mi spac wiec na wieczor jest alkohol, rozwiązanie to zadne. Poszłabym po leki, ale się boje ze jak wejdę w to to nigdy nie odstawię bo będą poprawiać mi nastrój.

Czuje się jak dziecko we mgle, nie wiem jak żyć ani sobie poradzic

20

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

W sumie to umiesz powiedziec czy ty opłakujesz tego faceta, czy tak naprawde wszystkie straty, ktorych doswiadczylas przez niego? Chocby utrata dziecka, ktorego w gruncie rzeczy chcialas, ale pod jego namową i niby racjonalnych argumentów usunęłas? Przerobiłas to traumatyczne wydarzenie? Potem utrata wizji zycia typu slub i dzieci z nim. Skad takie wizje po tych wszystkich rzeczach ktore sobie w miedzy czasie narobiliscie? Nie chcialas sobie gdzies w srodku udowodnic ze tyle poswiecilas i tyle stracilas i sie zaparlas by sobie udowodnic ze wcale nie zrobilas zle i on był tego wart i ze "wam wyjdzie"? Widzisz, tak to jest jak sie nie mysli o sobie- on ma teraz szanse na wszystko, ty zostajesz z niczym. Co z twoim poczuciem wartosci, skoro dalas zrobic z siebie winną wszystkiego? On od poczatku spotykania sie z toba wiedzial o ciazy bo ona mu powiedziala po uprzednim rozstaniu, wiec slabo ze to zatail na kilka tyg, kiedy juz pewnie rozkochal. sliski typ i tyle. Nie jestes odosobniona tez w sytuacjach, kiedy faceci mając ciezarne partnetki czy ciezarne byle laduja sie w nowe zwiazki (nie rozumiem gdzie nowe panie maja instynkt samozachowawczy ale co ja tam o kobietach wiem) a potem leczą wyrzuty sumienia kosztem tych nowych Pań. Twojemu facetowi swietnie to wychodzi, bo praktycznie nic z Ciebie nie zostalo. Masz godnosc? To go wywal z tego mieszkania.

21 Ostatnio edytowany przez polis (2021-04-01 10:24:07)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Macie wszyscy racje, to nie ma prawa się udać i mówię tu o tym wspólnym przebywaniu, nie związku bo to już dotarło jakiś moment temu, chociaz oczywiscie są fazy zaprzeczania. Jak to zazwyczaj jest po rozstaniach, Wam opisałam same te najgorsze momenty i cechy, było tez jednak dużo dobrych. Rozstanie wyglądało tak ze to ja pierwsza, nie wiedząc co się dzieje jeszcze z jego dzieckiem powiedziałam ze jestem nieszczęśliwa i chce się rozstać. Myślałam ze go to otrzeźwi, da do myślenia, jednak w kolejnej rozmowie poznałam cała prawdę i to on uznał ze to definitywny koniec.

Czyli chciałaś spróbować emocjonalnego szantażu i nie wyszło. Bywa, na przyszłość nie radzę mówić, że chcesz się rozstać, jeśli tego dobrze nie przemyślałaś i tak naprawdę nie chcesz się rozstać. Mogłaś na przykład zaproponować terapię dla par, no ale teraz mleko się już wylało.

Inna sprawa, że ten pan i tak dobrze nie rokował, więc moim zdaniem żadna strata.

22 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-04-01 11:19:37)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Macie wszyscy racje, to nie ma prawa się udać i mówię tu o tym wspólnym przebywaniu, nie związku bo to już dotarło jakiś moment temu, chociaz oczywiscie są fazy zaprzeczania. Jak to zazwyczaj jest po rozstaniach, Wam opisałam same te najgorsze momenty i cechy, było tez jednak dużo dobrych. Rozstanie wyglądało tak ze to ja pierwsza, nie wiedząc co się dzieje jeszcze z jego dzieckiem powiedziałam ze jestem nieszczęśliwa i chce się rozstać. Myślałam ze go to otrzeźwi, da do myślenia, jednak w kolejnej rozmowie poznałam cała prawdę i to on uznał ze to definitywny koniec. Tak wiec on twierdzi ze to ja jego porzuciłam, nie on mnie i to on jest w gorszej sytuacji. Tak czy tak, wczoraj go nie było, wieczor trudny, ale jednak mogę się chociaz wypłakać, pogadać przez telefon, nie przemykam pod ściana jak zbity pies. Pochowałam w bezpieczne miejsce nasze zdjęcia, pierścionek, taki do którego również ciężko mi będzie się dostać. Ciężko mi spac wiec na wieczor jest alkohol, rozwiązanie to zadne. Poszłabym po leki, ale się boje ze jak wejdę w to to nigdy nie odstawię bo będą poprawiać mi nastrój.

Czuje się jak dziecko we mgle, nie wiem jak żyć ani sobie poradzic

Proszę Cię, czy naprawdę myślisz, że jakbyś nie wyjechała z tym Twoim byciem nieszczęśliwą i chęcią rozstania, to dzisiaj kwitłaby miłość między Wami? :-/
Sama pisałaś, że mu ulżyło po Waszym rozstaniu i że odżył. On dostał dobry pretekst, który wykorzystał.
Że też nie widzisz, jaki ten facet jest „śliski”. Najpierw to zostawienie samej sobie dziewczyny w ciąży i własnego dziecka, za co obwinia Ciebie, teraz za Wasze rozstanie obwinia Ciebie. A on biedny miś, bezwolny, który postępuje tak, jak mu ktoś z boku zasugeruje lub podpowie.
Pozbądź się go z domu. Co z oczu, to z serca. Wypłacz się, wyżal i wyzłość, a potem już bardziej na chłodno przyjrzyj się Waszej relacji i wyciągnij wnioski na przyszłość. Jesteś młodą kobietą, wciąż wszystko przed Tobą, a Twoje doświadczenia, a przede wszystkim wnioski, które możesz sobie wyciągnąć, to będzie Twój wielki kapitał.

PS. Jak tego nie przepracujesz, to jest szansa, że w swoim następnym związku powtórzysz schemat.

23 Ostatnio edytowany przez smashm (2021-04-01 11:26:07)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Czy sobie nie chciałam udowodnić, że nam wyjdzie mimo wszystko? Myślę, że trochę tak, że to już tyle się zdarzyło, taki bagaż emocjonalny. Ja w końcu ten temat przerobiłam w swojej głowie, uspokoiłam się. Między nami wówczas układało się lepiej, szło do przodu. Nie wiem czy to rozwalanie tego przeze mnie teraz cokolwiek mi da, jakby nie było to już się zdarzyło i również już tego nie cofnę, a związku brak. Wywalę go z domu, bo to dalej sensu nie ma, myślę, że ta sytuacja dla niego też jest niekomfortowa, ale to już akurat nie jest mój problem.

Niezależnie od powyższego, 33 lata, związek, po którym jestem raczej pokaleczona, nie mam pomysłu jak z tego wybrnąć.

Czytając Wasze odpowiedzi, za które dziękuję, a które są krytyczne i wobec tego związku i niego i mnie i mojego postępowania, dostaję trochę kubeł zimnej wody na głowę. I chyba na razie czuję się gorzej, trochę jak taki głupi naiwniak, że tak chciałam, tak cisnęłam, w coś co nie wychodziło, mimo wielu dobrych chwil i wspomnień również. Pewnie przez ten etap zadręczania się dla odmiany tym co było dobre też przejdę.

Czy gdybym mu nie powiedziała, że się chce rozstać coś by zmieniło się? Moim zdaniem nie, bo każdy miał swoje tematy do przerobienia i dalej byśmy ciągnęli dobrą minę do złej gry.

24

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Czy sobie nie chciałam udowodnić, że nam wyjdzie mimo wszystko? Myślę, że trochę tak, że to już tyle się zdarzyło, taki bagaż emocjonalny. Ja w końcu ten temat przerobiłam w swojej głowie, uspokoiłam się. Między nami wówczas układało się lepiej, szło do przodu. Nie wiem czy to rozwalanie tego przeze mnie teraz cokolwiek mi da, jakby nie było to już się zdarzyło i również już tego nie cofnę, a związku brak. Wywalę go z domu, bo to dalej sensu nie ma, myślę, że ta sytuacja dla niego też jest niekomfortowa, ale to już akurat nie jest mój problem.

Niezależnie od powyższego, 33 lata, związek, po którym jestem raczej pokaleczona, nie mam pomysłu jak z tego wybrnąć.

Terapeuta. Po prostu. Nawet jezeli dostaniesz leki, to bedziesz miala terapie i leki bedzie mozna odstawic.
Poza tym czemu Ty niby przemykasz pod sciana, skoro to jest Twoje mieszkanie? Pora panu powiedziec, ze ma czas, np. 2 tygodnie na wyprowadzke, a jak tego nie zrobi, to wywalasz mu rzeczy przed drzwi i nie wpuszczasz do srodka. Naprawde, to nie jest wielka filozofia. Tylko Ty musisz sobie to w glowie wszystko poukladac.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

25

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Czy sobie nie chciałam udowodnić, że nam wyjdzie mimo wszystko?

Szczerze?
To myślę, że tak Cię wewnętrznie rozwalało napięcie, bo nie czułaś się w tym związku nawet dobrze, że musiałaś zrobić cokolwiek, żeby tego napięcia się pozbyć. Moim zdaniem, tylko przyspieszyłaś to, co i tak wisiało w powietrzu i było nieuchronne, o czym też świadczy ulga faceta. Za dużo między Wami narosło „śmieci”.
Teraz masz przynajmniej jasną sytuację. Tylko jeszcze się targujesz i nie chcesz z tym pogodzić, ale to przyjdzie z czasem. Nie przedłużaj więc, pogoń faceta z domu i zacznij dochodzić do siebie.

26 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-04-01 12:22:01)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

No właśnie chyba sobie muszę poukładać w głowie, właśnie o to chodzi. To zachowanie moje nie wynika z tego, że ja się boję czy coś, ale w sytuacjach stresowych ja muszę się dużo nachodzić i fizycznie zmęczyć, stąd też po prostu sama jakby uciekam, zawsze tak robiłam po każdej z kłótni. A patrzenie na niego jest trochę bolesne, a właściwie nie trochę, bardzo nawet. Obcy człowiek obecnie, ale jednak żyłam z nim kilka lat i po prostu za nim tęsknie. Porąbane.

Zdecydowanie jestem aktualnie na etapie jak to dobrze ujęłaś targowania. Myślenia, było tak dobrze, jak to się mogło popsuć, że ja go dalej kocham, że może to się da jakoś odwrócić i poskładać. Takie mam myślenie, nie wiem czy to po prostu przyjąć i bolesnie się przekonać, że tak nie będzie czy raczej może odsuwać.

27

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Zdecydowanie jestem aktualnie na etapie jak to dobrze ujęłaś targowania. Myślenia, było tak dobrze, jak to się mogło popsuć, że ja go dalej kocham, że może to się da jakoś odwrócić i poskładać. Takie mam myślenie, nie wiem czy to po prostu przyjąć i bolesnie się przekonać, że tak nie będzie czy raczej może odsuwać.

Czy to był Twój pierwszy związek?

Tu już nie ma czego składać. Samą siebie teraz oszukujesz. Tym bardziej, że jesteś w tym dążeniu sama, a Twój facet już dawno wylogował się z tego związku emocjonalnie, a teraz już formalnie.

28

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Moim zdaniem to co robisz teraz, to idealizowanie.
Z jakiegoś powodu nie chcesz sama przed sobą przyznać się do tego, że Wasz związek nie był ani tak piękny, ani tak udany, ani tak szczęśliwy jak opisujesz.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

29 Ostatnio edytowany przez smashm (2021-04-01 15:18:14)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Nie był to mój pierwszy związek, poprzedni również skończył się po zaręczynach i 4 latach, mój eks narzeczony zmienił pracę, wpadł w nowe towarzystwo i zauroczył się koleżanką z pracy. Odchorowałam to mocno. Dopiero po prawie 3 latach poznałam jego.

Czy ja siebie oszukuję? Nie wiem, nie minął tydzień. Nie podejmuje jakichkolwiek rozmów, ani kroków do powrotu. Czy idealizuje? To na pewno. Czy to coś zmienia? Nie, bo jak ktoś z Was tu napisał rozstanie ma etapy, a to jeden z nich, raczej wolę to zaakceptować przez jakiś czas, niż zaprzeczać emocjom. Robiłam tak poprzednio, bardzo się przez to wszystko wydłużyło.

Ja również wiem, że mój związek miał swoje cienie jak i blaski. Że w głębi duszy wiem, że dobrze, że się skończył, co nadal nie zmienia faktu, że nie mam w głowie wyłącznika.

30

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Nigdzie nie ma tego wyłącznika, wiesz? Ani w głowie, ani w sercu, ani nigdzie niestety sad
Można tylko polegać na sprawdzonych rozwiązaniach, które choć trochę łagodzą przejście tych pierwszych, najtrudniejszych etapów.
Najważniejszymi są z całą pewnością - dystans fizyczny, bliskość i wsparcie przyjaciół i rodziny, wypełnianie sobie czasu i myśli, tak - aby zmęczenie sprowadzało głęboki sen, a nie alkohol, leki, czy inne używki.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

31

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Zapytałam, czy to był Twój pierwszy związek, bo jak ktoś już przeżył wcześniej rozstanie, to wie, że jest ZYCIE PO. Pocieszenie to żadne, ale już wiesz, że jak pozwolisz sobie przeżyć te wszystkie trudne emocje porozstaniowe, to one w końcu przejdą przez Ciebie i odejdą. Będą z Tobą tym dłużej, im dłużej będziesz je karmić. Nie wszystko naraz, ale, jak pisze Isabella, odseparuj się od niego i wiadomości o nim, poszukaj wsparcia i zajęcia.

32 Ostatnio edytowany przez szeptem (2021-04-01 17:02:55)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Ten facet jest beznadziejny i powinnaś się cieszyć, że w końcu się to zakończyło. I tak nic by z tego nie wyszło, a Ty wpędziłabyś się w dalsze lata... Zrobiłaś błąd, pozwalając mu zostać u siebie, proponuję żebyś mu powiedziała że ma np. 2 tygodnie na znalezienie nowego lokum, i tyle. Tylko nie daj mu zamydlić sobie oczu, kiedy nagle teraz (jeśli poinformujesz go o tym co zasugerowałam) "zacznie mu zależeć" - bo chyba wiesz, że zależało mu będzie jedynie na kącie do życia a nie na Tobie jako kobiecie, człowieku. Nie wiń też siebie za to, że olał swoje dziecko - toć on jest dorosły i swój rozum ma. To mu po prostu pasowało; jest nieodpowiedzialnym, niedojrzałym typkiem i to się już raczej nie zmieni.
Otrząśnij się, zakończ to, zerwij kontakt a szybciej dojdziesz do siebie.

33

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Niech po świętach już nie wraca, to pierwszy krok w dobrą stronę.

34

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Wywal go jak najprędzej, nie dawaj się mu dłużej wykorzystywać.
Facet nie ma za grosz honoru.
Ta sytuacja niszczy cię psychicznie.

" Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał ...lalce "

35

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Wczoraj pojechałam do rodziców. Poczułam się tak zmęczona, ze zostałam tam na noc. Zaczynaja się święta, chyba najtrudniejsze w życiu. Przyjmuje wszystko co do mnie piszecie. Ale jestem jeszcze fazie negowania, targowania sama ze sobą, ze a może cos tam. Podświadomie wiem ze nie ma to sensu bo nie byliśmy oboje szczęśliwi i bez przyszłości. Dobijam się dobrymi momentami i tym, ze był moment ze on chciał mieć ze mna przyszłość. Teraz wyjechał na święta, nie wiem gdzie, wiec jedyne tyle ze będę się mogła poplakac

36

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Wczoraj pojechałam do rodziców. Poczułam się tak zmęczona, ze zostałam tam na noc. Zaczynaja się święta, chyba najtrudniejsze w życiu. Przyjmuje wszystko co do mnie piszecie. Ale jestem jeszcze fazie negowania, targowania sama ze sobą, ze a może cos tam. Podświadomie wiem ze nie ma to sensu bo nie byliśmy oboje szczęśliwi i bez przyszłości. Dobijam się dobrymi momentami i tym, ze był moment ze on chciał mieć ze mna przyszłość. Teraz wyjechał na święta, nie wiem gdzie, wiec jedyne tyle ze będę się mogła poplakac

Nie bądź głupia i nie płacz smile Wykorzystaj ten czas jak najlepiej, wyśpij się, odpocznij, zadbaj o siebie, pobiegaj, albo jak tam lubisz dbać o kondycję. Faceta eksmituj z wygodnego darmowego gniazdka i ze swojego życia. Dopiero wtedy, gdy oczyścisz atmosferę wokól siebie, dosłownie i w przenośni, zaczniesz dochodzić do siebie i budować od nowa swoją rzeczywistość, którą teraz masz w gruzach.

Siły ci życzę i spokoju. I spokojnych, miłych Świąt smile

37

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Myślę, że on po Świętach sam się eksmituje. Myślę, że jak przekaże rodzinie, że się rozstaliśmy to sami mu powiedzą, żeby spadał. Mnie jest to potrzebne, chociaż tego mieszkania nienawidzę - dopiero co się tu wprowadziliśmy, urządzaliśmy pod siebie, wszystko go mi przypomina. Pewnie nie będę w stanie w nim tak czy tak siedzieć przez pewien czas.

Z innej beczki - czy ktoś z Was wie jak wygląda taka terapia po rozstaniu?

38

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Myślę, że on po Świętach sam się eksmituje. Myślę, że jak przekaże rodzinie, że się rozstaliśmy to sami mu powiedzą, żeby spadał. Mnie jest to potrzebne, chociaż tego mieszkania nienawidzę - dopiero co się tu wprowadziliśmy, urządzaliśmy pod siebie, wszystko go mi przypomina. Pewnie nie będę w stanie w nim tak czy tak siedzieć przez pewien czas.

Z innej beczki - czy ktoś z Was wie jak wygląda taka terapia po rozstaniu?

Przede wszystkim nie wpakuj się w psychoanalizę, bo w życiu nie wyjdziesz z tego kotła, w którym teraz jesteś. Dopytaj więc dokładnie czy trafiłaś na terapię, czy psychoanalize- od tego zacznij. Za psychoanalizę grzecznie podziękuj i idź szukać terapeuty, który zajmuje się ofiarami przemocy, ty w przemocy byłaś, jasno wynika to z opisu Twojego cudownego związku.
Jeśli trafisz pod dobry adres, wówczas niczego się nie bój. Będziesz chodziła sobie na sesje terapeutyczne i przy założeniu, że naprawdę będziesz współpracowała z terapeuta, to za jakiś czas ( sama nawet nie zauważysz kiedy) zaczniesz zmieniać swoje myślenie, przesiadziesz się po prostu na inne krzesełko i z perspektywy tego nowego krzesełka wszystko zobaczysz zupełnie inaczej.Dokona się w Tobie tak ogromna przemiana, że wiele rzeczy przewartosciuje się w Tobie, ot tak po prostu, bez bólu brzucha i bez zaparcia. Staniesz się inna osoba i nagle zauważysz, że facet, który dzisiaj tak bardzo Ci się podoba, jutro będzie dla Ciebie nikim, zupełnie nie w Twoim typie i będziesz dziwiła się sama sobie, że mogłaś interesować się kimś takim.
Jednak nie pomyl psychoanalizy z terapią. Za jakieś trzy, cztery miesiące przy dobrych wiatrach wyjdziesz z tego bagna. Do mieszkania nie zniechęcaj się, bo ono w niczym nie jest Ci winne, a zresztą za jakiś czas i swoje mieszkanie polubisz. Gwarantuje Ci, że tak będzie, tylko idź teraz prosta droga do celu i pogoń sępa ze swojego mieszkania.
Powodzenia.

39 Ostatnio edytowany przez polis (2021-04-02 18:10:26)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Myślę, że on po Świętach sam się eksmituje. Myślę, że jak przekaże rodzinie, że się rozstaliśmy to sami mu powiedzą, żeby spadał. Mnie jest to potrzebne, chociaż tego mieszkania nienawidzę - dopiero co się tu wprowadziliśmy, urządzaliśmy pod siebie, wszystko go mi przypomina. Pewnie nie będę w stanie w nim tak czy tak siedzieć przez pewien czas.

Z innej beczki - czy ktoś z Was wie jak wygląda taka terapia po rozstaniu?

Możliwe, że zależy na terapię jakiego nurtu trafisz. Chyba dwa najpopularniejsze to psychodynamiczny i poznawczo-behawioralny, przynajmniej w Polsce jak za granicą nie wiem, choć teraz są spotkania online to i tak nie ma znaczenia.

Jeśli interesuje Cię to, to robiłam research o tych dwóch nurtach i mają podobną skuteczność. Z tym, że z artykułu omawiającego badania, który czytałam psychodynamiczna trwa dłużej i odgrzebuje nieprzyjemne rzeczy z dzieciństwa, ale daje długotrwale lepsze efekty, natomiast terapia w nurcie poznawczo-behawioralnym trwa krócej, ale jej efekty zmniejszają się z czasem, przez co ma większy problem z nawrotami problemów wśród pacjentów.

Sugerowałabym poczytać sobie o różnych nurtach i wybrać taki, jaki uważasz, że jest dla Ciebie najlepszy. Ważne, żeby terapeuta lub terapeutka wzbudzał(a) Twoje zaufanie. Dobrą praktyką jest superwizja, więc możesz chcieć sprawdzić, czy Twój terapeuta ją robi.

40

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Czym różni się psychoanaliza od terapii? Nie wiem jeszcze czy chce czy nie chce tego robić, póki co mam wiele pomysłów, szukam sama rozwiązania. Jeśli mam przy tym złe trafić, to wolę dopytać. Są pewne rzeczy w tym byłym już związku, o których nie chce pisać, są już zbyt osobiste. Ale myśle, ze dobrze byłoby je przegadać z kimś. Poza tym, chciałabym jakos stanąć na nogi. Wiem ze nikt mi nie odpowie co się stało i dlaczego. Bardziej zależy mi na technikach wychodzenia z kryzysu, a także pogodzenia z tym, ze co się stało to się stało i nie ma sensu tego rozpamiętywać.

Ulle- czy uważasz ze byłam ofiara przemocy? Czasem myśle ze również byłam jej sprawca, on był nerwowy ale i ja tez i czasem rzucaliśmy sobie wiele przykrych slow

41

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Może wystarczy rozmowa z psychologiem, nawet parę takich spotkań pozwoli Ci ogarnąć się na ten czas. Jesteś już dorosła i nie jeden raz znalazłaś się w kryzysie, zatem i to ogarniesz. To jest świeże, a on jest cały czas w Twoim otoczeniu, zresztą nie rozumiem dlaczego. Nie jest to zdrowa sytuacja gdy ludzie po rozstaniu razem mieszkają, zwłaszcza gdy nie ma dzieci, formalnego związku, czy też wspólnej własności. On czerpie z tego korzyść materialną, a Ty cierpisz. Myślisz, że będzie Ci wdzięczny? Z Twojego opisu sytuacji, to on raczej jest egoistą nastawionym na siebie, w dodatku jest przemiviwcem, o czym świadczy Twój obecny stan. Dobrze, że związek/relacja zakończyła się, bo nic dobrego dla Ciebie i tak w niej nie było.
Porozmawiaj z psychologiem, pogoń tą pijawkę z mieszkania, odzyskaj swoje życie. Za  kilka tygodni będziesz szczęśliwa, teraz to przejściowy kryzys, który minie wraz z nim.

42

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Czym różni się psychoanaliza od terapii? Nie wiem jeszcze czy chce czy nie chce tego robić, póki co mam wiele pomysłów, szukam sama rozwiązania. Jeśli mam przy tym złe trafić, to wolę dopytać. Są pewne rzeczy w tym byłym już związku, o których nie chce pisać, są już zbyt osobiste. Ale myśle, ze dobrze byłoby je przegadać z kimś. Poza tym, chciałabym jakos stanąć na nogi. Wiem ze nikt mi nie odpowie co się stało i dlaczego. Bardziej zależy mi na technikach wychodzenia z kryzysu, a także pogodzenia z tym, ze co się stało to się stało i nie ma sensu tego rozpamiętywać.

Ulle- czy uważasz ze byłam ofiara przemocy? Czasem myśle ze również byłam jej sprawca, on był nerwowy ale i ja tez i czasem rzucaliśmy sobie wiele przykrych slow

..

Na temat tego, czym jest psychoanaliza i terapia można oczywiście poczytać korzystając z różnych źródeł. Ja jednak spróbuję wyjaśnić Ci to w sposób jak najbardziej uproszczony i nie będę używała tutaj rozszerzonego nazewnictwa, bo niby po co byłoby Ci coś takiego. Twój problem jest prosty, więc wyjaśnienie też ma być proste.
Psychoanaliza jest procesem bardzo długim i tak naprawdę potrzebna jest ludziom chorym psychicznie albo takim z zaburzeniami i to nie byle jakimi zaburzeniami. Kojarzy się z leżeniem na kozetce ale niekoniecznie. Jest to grzebanie w najgłębszych pokładach podswiadosci ludzkiej ( czasem stosuje się hipnozę) i wywlekanie wszystkiego na wierzch, a potem omawianie tego szczegółowe i dogłębne. Koło bieżącego problemu zaledwie się krąży, natomiast non stop wywala się na wierzch wszystkie jelita i w nich grzebie.
Nie polecam, bo niby do czego miałoby Cię to doprowadzić? Może na koniec miałabyś wyjść z tego w głębokim przeświadczeniu, że jesteś chora psychicznie?
Byc może zaraz spotkam się z mocno krytycznymi uwagami, że tak to Ci wyjaśniam, ale trudno. Dla mnie ważne jest to, żebyś Ty ekspresowo pojęła czym w swojej istocie jest psychoanaliza.
Terapia to po prostu spotkania z psychologiem terapeuta, czasem raz w tygodniu, może dwa albo trzy razy w tygodniu i mówisz głównie ty, tak jakbyś była przed ścianą płaczu. W czasie terapii otwierasz się i głównie chodzi o to, żebyś sama sobie umiała odpowiedzieć na różne dręczące Cię pytania. Terapeuta zaproponuje Ci stosowanie różnych technik relaksacyjnych ( związane np z oddechem), żeby s nauczyła się sama radzić sobie ze stresem, żeby wyciszyć złe emocje, bo wiadomo stan pacjenta jest taki, że albo już jest nerwica, albo jest tuż przed nią.
Generalnie dobry terapeuta jest w stanie pomóc Ci w trudnych chwilach, ale jest też duże ryzyko, że z wyborem terapeuty trafisz niczym kula w płot ( nawet na tym forum można czasem przeczytać do jakich psychologów niektórzy trafili, szok) i wtedy jest z Tobą jeszcze gorzej, bo tak czy siak i tak dalej zostajesz dama z problemem.
Generalnie jednak jeśli trafisz na dobrego psychologa, to może okazać się to dla Ciebie bardzo korzystne i to w niedługim czasie.

Tobie przydałoby się kilka wizyt u dobrego psychologa i sama dasz sobie radę, ponieważ wyglądasz na osobę myśląca i potrafiąca prawidłowo ocenić rzeczywistość.
Nie jesteś jakaś mimoza wymagająca prowadzenia za rękę.

Teraz jesteś w troszkę gorszym stanie, ale nie ma czemu się dziwić, każdy człowiek by był będąc w Twojej sytuacji.
Jeśli chodzi o te przemoc, to chyba trochę się rozpędziłam i prawdę mówiąc zwyczajnie pomyliłam Cię z inną autorka, do której pisałam troszkę wcześniej niż do Ciebie. Faktem jest, że i pod przemoc mogłabym Cię podpiąć, bo powszechnie wiadomo, że ofiarę przemocy poznaje się po jej fatalnym stanie psychicznym na koniec związku, no ale bez przesady.
Ty trafiłaś po prostu na faceta, który od samego początku, mówiąc poprawnie politycznie, mijał się z prawdą. Kłóciliście się dość często, a na koniec dałaś wmówić w siebie winę za wszystkie wasze niepowodzenia i porażki. Jakieś tam elementy przemocy na pewno były, ale daleko byłoby mi nazwać wasz związek typowo przemoc cowym, a Ciebie uznac za klasyczna ofiarę przemocy. Tak więc sorry za moją pomyłkę.
Akcent optymistyczny na koniec- sporo straciłaś na tej znajomości, ale wyjdziesz z tego szybciej niz myślisz. Poradzisz sobie sama albo przy odrobinie szczęścia trafisz na kogoś, kto pomoże Ci wyjść z tego wszystkiego.

43 Ostatnio edytowany przez smashm (2021-04-03 08:52:34)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Dziękuję za wszystkie Wasze odpowiedzi. Zmotywowaliscie mnie, po świętach każe mu się zabierać, nie wiem gdzie, nie interesuje mnie to. To moja idiotyczna cecha charakteru, zawsze chce wszystko wszystkim ułatwić, roztaczam parasol ochronny, również kosztem siebie. Dzisiaj w nocy się wyspalam, co prawda sen rwany, ale jednak do 8 a nie do 3. I tak sobie przemyślałam, ze ten gosc chyba mnie w ogóle nie kochał, lubił ze mna imprezować i było mu wygodnie bo ja zawsze załatwiam mieszkania taniej po znajomosci. Zrobiło się powaznie to się wymiksowal. W końcu chyba iak się kogoś kocha to mu się nie rzuca ze 4 letni związek to był błąd, zaręczyny wymuszone, ze przeze mnie to on nie miał czasu pomyslec czy nie chce wrócić do byłej i teraz może to zrobi. Gdyby to nie było forum publiczne, użyłabym bardzo niecenzuralnego słowa jak się czuje, a czuje się wkurzona. Niech zabiera swoje zabawki i leci najlepiej do tej swojej bylej.

Dlaczego wydaje się wam ze to był związek przemocowy?

44 Ostatnio edytowany przez polis (2021-04-03 10:25:53)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Najprostsze co możesz zrobić, jeśli szukasz lekarza z Polski do wizyt online na przykład. Wchodzisz na stronę znanylekarz i tam szukasz terapeuty. Część pisze w jakim nurcie pracuje, jakimi problemami się zajmuje, itd. Możesz też poczytać opinie innych ludzi.

45

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Czuje się jednak winna. Bardzo. I zastanawiam się jak musiało być mu ze mną źle, skoro po 4 latach od rozstania z tamtą myśli o powrocie do niej. I jak bardzo musiałam być kiepską partnerką, że się bał szczerze porozmawiać.

O wow...Pikujesz ostro w dół. Generalnie miałaś gacha, ktory trzymał Cię w odwodzie, ja tam wielkiej love nie widze - ale nie dlatego, ze TY cos zrobilas i byas kiepska - tylko dlatego, że po prostu facet wydaje się byc typem niedojrzałego egoisty. Plus manipulator.
PRZESTAŃ SIE CHLASTAĆ.
Uciekaj od goscia, naprawde to brzmi mega toskycznie.
A facet nie wart funta kłaków skoro porzuca kobiete z małym dzieckiem i ledwo z nim ma kontakt. I wiersz czemu Ci to teraz wypomina? Bo obudzilo sie w nim poczucie winy z tego powodu, a ze nie ma jaj - to musi znalezc kogos na kogo mozna je przerzucic. JAKBY CHCIAŁ TO BY WIDZIAŁ DZIECKO CO KILKA DNI i nie byłabys w stanie zrobic nic, zeby temu zapobiec.
Prosze przestan w siebie uderzać.
A tak z drugiej strony - jak w przyszlosci wejdziesz w zwiazek z kims kto ma dziecko to nie zakazuj, nie nakazuj mu zeby rzedziej je widywal - postaw sie w sytuacji opuszczonej kobiety i dziecka. Chcialabys by Twoj ex ograniczal kontakt z dzieckiem bo mu nowa kobieta zabrania?
Ale teraz wybacz sobie i uciekaaaaaj.

46

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

No tez właśnie teraz naszły go te wyrzuty sumienia i robi o czym napisalas - nic nie jet go w stanie powstrzymać, obwinia związek ze mna, wiec z niego rezygnuje. No dobrze, skoro taki wybór, nie powieszę się z tego powodu. Szkoda, ze gościowi zajęło to 4 lata, No 29 a 33 różnice jednak robi. Szkoda tez ze mi mętlik głowie robił, tymi zaręczynami i tym dzieckiem, No ale coz. Czasu nie cofnę, zycze mu dobrze, mam dość niezła robotę teraz i na tym się skupie- na zarabianiu kasy, zeby wykupić mieszkanie, zmienić auto itp. Dziekuje Wam ze to, ze nie pojechaliście po mnie, ze to wszystko moja wina, chociaz czesciowo na pewno tak. Ale trudno, mleko się wylalo

47 Ostatnio edytowany przez polis (2021-04-05 17:05:45)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Jakkolwiek jego wina jest oczywista, to ja na Twoim miejscu zainteresowałabym się co było takiego w mnie, że z takim śliskim i nieodpowiedzialnym typem skończyłam w związku na 4 lata. Czy tak bardzo bałaś się samotności czy to było coś innego, to już odpowiedz sobie sama. Jeśli się nie zastanowisz co się zadziało od Twojej strony, to następny pan i związek może być równie słaby, nawet jak sobie znajdziesz pana bez dziecka, bo nie chodzi o to, czy facet ma dziecko czy go nie ma tylko jak się zachowuje i jak Ciebie traktuje, a przede wszystkim jak Ty pozwalasz traktować siebie.

48

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Nie wiem, nie był ze mną do końca szczery i dobrze się maskował. On zresztą coś tam próbuje mi tłumaczyć, teraz jest zmiana, że to jego wina nie moja, że to on się odciął emocjonalnie ode mnie bo musiał się odciąć od swojego dziecka, że już nie był zazdrosny od dawna, bla bla.... Szczerze mówiąc nie chce mi się tego tłumaczenia nawet słuchać, ma się jak najszybciej wyprowadzić, zaczął się zresztą już pakować więc nastąpi to pewnie dość szybko. Co prawda jęczy, że nie ma gdzie, ale to akurat mój problem nie jest. Tyle mnie interesuje. Przez ten tydzień było mi ciężko, ale też dużo mi się w głowie już poukładało, chociaż nadal to chaos, to jestem nastawiona sama do siebie, że to był zły związek, oparty na 4 letnim jego kłamstwie i nie chcę go pamiętać. Szkoda mi tych 4 lat, ale już nie tego "wpaniałego związku i tejże jak wyjątkowej miłości", ale moich 4 lat, w których mogłam również żyć inaczej, poznać wielu ludzi, a czego nie zrobiłam. Teraz muszę podejść zadaniowo do tematu swojego życia, z psychoterapii rezygnuję, nie chcę, żeby ktoś mi grzebał w głowie. Myślę, że w niedługim czasie będę zmieniać pracę i ostatecznie mieszkanie również, dość dużo będzie się w tym temacie działo, to na pewno zajmie mi czas.

49

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Oczywiście zrobisz, jak uważasz, ale dla mnie miałaś bardzo mocne sygnały alarmowe i czerwone lampki na początku, że ten mężczyzna nie jest odpowiedzialny jak fakt, że zostawił poprzednią z dzieckiem. Fakt, że nie chciał kontaktu z dzieckiem, co bardzo słabo o nim świadczy jako ojcu. Jego zachowanie w momencie, kiedy Ty zaszłaś w ciąże też wygląda na próbę wywinięcia się od odpowiedzialności. Ja bym tego nie nazwała dobrym maskowaniem się, dla mnie to jest totalne przeciwieństwo dobrego maskowania się.

50 Ostatnio edytowany przez blueangel (2021-04-07 13:28:53)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

mi by sie zapalily czerwone lampki po tym, jak zostawil kobiete w ciazy, a potem swoje dziecko na pastwe losu, placac jedynie alimenty. wystarczyloby mi tylko to, ze w ogole takie cos komus moglo przejsc przez mysl. skoro wlasne dziecko nie moglo na niego liczyc to co dopiero ty, gdy dziecko ma jedno, a laske teoretycznie moze zmieniac co tydzien. i to tylko byla kwestia czasu tej drugiej czerwonej lampki, gdy chcial, abys sie pozbyla waszego dziecka. to juz ukazalo, ze w razie wu nie mozesz na niego liczyc, ze niczego powaznego z toba nie chce. szkoda, ze go posluchalas. co prawda tatus z niego zaden, ale ty juz nigdy bys nie byla sama. nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawe i moze w twoim przypadku tak nie bedzie, ale aborcja pierwszej ciazy (rozumiem, ze wczesniej nigdy w ciazy nie bylas, zadnych porodow) moze uniemozliwic zajscie i utrzymanie potem juz tej wypragnionej.
mieszkanie z nim to blad, w ten sposob nigdy nie wrocisz do psychicznej rownowagi po rozstaniu, dopoki on bedzie u ciebie mieszkal. niech sie spakuje i wynajmie pokoj  whostelu, stancje albo niech jedzie do bylej, u ktorej spedzil swieta.. to juz nie twoj problem.

51

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Dobrze, niech będzie, że zła byłam, głupia i ślepa. I sama sobie winna.

Co do tematu aborcji, to nie kupuję tych argumentów, jak podkreślałam, w kraju, w którym mieszkam temat jest legalny i mnóstwo osób znam, które taki zabieg przeszły, a potem zostały rodzicami. I akurat obecnie cieszę się, że tego dziecka z nim jednak nie mam.

52 Ostatnio edytowany przez Apogeum (2021-04-08 10:04:34)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

Dobrze, niech będzie, że zła byłam, głupia i ślepa. I sama sobie winna.

Nie wiem, skąd u Ciebie taki ton. Wbrew pozorom przyszłaś tu, żebyśmy wyłącznie głaskali Cię po głowie i utwierdzali Cię w słuszności wszystkich Twoich wyborów na przestrzeni ostatnich czterech lat, ze tak reagujesz? Tak, byłaś ślepa. A do tego głucha. Bo dzwony biły na alarm, a Ty ich nie słyszałaś. I tak, sama jesteś sobie winna. Jak się leci do ognia, to nie można winić złego losu za poparzenia. Dla własnego dobra uświadom sobie, ze nie postąpiłaś dobrze ani mądrze, bagatelizując zło, które w takim czy innym stopniu czynił Twój były już partner. Jakkolwiek tylko on ponosi odpowiedzialność za relacje ze swoim dzieckiem i jego ewentualne problemy na tym tle, to Ty tez miałaś w całej tej historii jakiś udział. I nie chodzi o to, ze masz się biczować i robić sobie wyrzuty, ale o to, by uświadomić sobie, ze wbrew temu, co piszesz, on ani trochę się nie maskował, bo jego zachowanie wobec własnego dziecka i tamtej kobiety było po prostu przejawem (tu musiałabym użyć niecenzuralnego słowa) i byłoby nie do zaakceptowania dla żadnej kobiety, która chce budować coś wartościowego. Bo coś wartościowego można budować tylko z kimś wartościowym, a on jest absolutnym przeciwieństwem kogoś takiego. I był nim od początku Waszej relacji aż do jej końca. A Ty albo tego nie widziałaś, albo nie chciałaś wiedzieć. I to jest Twój problem. Jeśli go nie rozwiążesz, to nie wróżę Ci sukcesu w żadnym związku. Weszłas w relacje z człowiekiem, który wypiął się na własne dziecko. Serio myślałaś, ze ktoś taki da Ci wsparcie? Od samego początku alarm aż wył, a Ty go nie słyszałaś. Gdzie Ty tu widzisz maskowanie się? Domyślam się, ze ten człowiek ma jak każdy jakieś zalety, ale to i tak nie zmienia faktu, ze jego wady były od początku nad wyraz widoczne. A Ty nawet teraz go wybielasz, a nawet jakoś tam żałujesz czy zalowalas, ze ktoś taki jak on Cię nie chce. Mało tego, byłabyś z nim nadal, gdyby inaczej zareagował na Twoja próbę manipulacji, bo sama napisałaś, ze liczylas na to, ze on się opamięta, jak postawisz sprawę na ostrzu noża. I się przeliczyłas. Dowiedziałaś się, jak mało znaczysz dla niego Ty i ile znaczy dla niego wygoda.

smashm napisał/a:

I akurat obecnie cieszę się, że tego dziecka z nim jednak nie mam.

Tu Ci się nie dziwie. Może nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło? Tak może tez być z innymi kwestiami, ale musisz przestać doszukiwać się bieli w czerni.

53

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

To nie tak, że weszłam tu, żeby dostać odpowiedzi, że on zły i niedobry był, a ja biedna skrzywdzona gąska. Tak jak Wam pisałam, mam ogromne poczucie winy, przyjmuje to na siebie. Zła i wkurzona jestem na siebie też bardzo, bo tak jak każdy z Was napisał - no wyły do mnie te czerwone radary ostrzegawcze, a ja się nie wiem sama? Uparłam, że jak tyle już złego przeszliśmy to się uda na przekór wszystkiemu? Nie wiem. Czuje się jak ostatnia naiwniara, stara baba, a nie potrafiłam ogarnąć tego, że gość się angażować nie chce i że może jest typem uciekiniera od zobowiązań? Co ja w głowie miałam to nie wiem, czemu ja myślałam, że skoro się oświadcza i chce mieć ze mną niby to dziecko to jest szczery? Nie mam pojęcia... Wkurzona jestem na siebie, że go nie pogoniłam wcześniej, wkurzona jestem na niego, że 4 lata ze mną siedział chyba tylko z wygody, żeby się ostatecznie zmiksować, bo jak to powiedział od dawna był ode mnie odcięty emocjonalnie. Wkurzona nie jestem chyba tylko na to, że zainicjowałam tę rozmowę, w której oznajmiłam, że nie jestem już szczęśliwa, bo chociaż to on ostatecznie podjął decyzję o rozstaniu, to bez tej rozmowy męczylibyśmy się w tym układzie pewnie jeszcze kilka miesięcy.

Ostatecznie to on zaczyna się wyprowadzać bardzo intensywnie, myślę, że za tydzień jego już tu nie będzie, co jest dobre, tak myślę, bo każda walizka i pusta półka powoduje u mnie rozpacz - nie wiem nawet czemu. Czy mi żal jego czy mojego kawałka życia.

Trochę nie wiem jak się po tym wszystkim poskładać od nowa, na żaden kolejny związek już nie liczę, bo skoro byłam taka ślepa, że wszyscy to widzieli, a ja nie, to chyba wychodzi, że ja fatalnie dobieram partnerów i obawiam się, że kolejny, na którego trafię będzie tylko gorszy.

54 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-04-14 10:29:07)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Cześć, nie wiem czy ktoś z Was jeszcze tu zagląda. Nie edytuję postu, a pozwoliłam sobie napisać nowy z uwagi na to, że upłynął jakiś czas od ostatniego.
Niestety, były już narzeczony miał się wyprowadzać na dniach, ale jakoś mu przysiadła ta opcja pakowania i ewidentnie przypiął się terminu do końca kwietnia. Nie mam złudzeń, że nie wynika to ani z żalu o to że się rozstaliśmy, ani nawet troski jak ja sobie dam radę po tym, że mnie właściwie nie kochał. W tym czasie kontakt wygląda tak, że tego kontaktu nie ma, on czasem pisze do mnie smsy, że np. coś tam zrobił czy zostawił w kwestii mieszkania, ja na te smsy w ogóle nie odpisuje (wiem, to bardzo dojrzałe z mojej strony, ale wkurzają mnie one i przeważnie rozbijają mi dzień). On oczywiście w mieszkaniu jest i przebywa w tygodniu, co do weekendów nie wiem, chyba gdzieś jeździ bo widać po nich torbę, ale nie jestem pewna, nie pytam, mnie też w weekend nie ma. W mieszkaniu nie rozmawiamy, nie ma nawet cześć, ani spier****, mijamy się na korytarzu jak obcy, byle jak najdalej od siebie przejść. Ostatnio robi się napięcie, ja jestem wulgaryzm, chyba to widać, chciałabym powiedzieć, że zachowuje się bardzo uprzejmie i z klasą, ale tak nie jest - trochę nie radzę sobie z tą sytuacją, więc wieczorem wjeżdża wino i tony papierosów. On widać też, jest poirytowany tym moim łażeniem, a to do kuchni, a to na balkon palić. Atmosfera jest gęsta i sama się zastanawiam co zrobić. Nie chcę go wyrzucać w asyście policji, ale obawiam się, że za chwilę sama trafię na oddział zamknięty, a szanowny Pan ma wszystko gdzieś i funkcjonuje dużo lepiej i swobodniej niż to kiedykolwiek robił ze mną... W sumie to nawet nie wiem po co Wam to piszę, bo chyba mentalnie nie umiem z tym nic zrobić, mam taki problem, że wiele rzeczy ludziom ułatwiam i schodzę z drogi, wkurzam się i krzyczę, ale finalnie to każdy mi na głowę może wejść...

55

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Jeśli "nie umiesz z tym nic zrobić", to rzeczywiście, będziesz czekać do świętego Dygdy na to, żeby ex się wyprowadził.
Ale on się nie wyprowadzi, bo chce nadal korzystać z komfortu jaki Ty mu zapewniasz. I zwisa mu to i powiewa, że robisz to swoim kosztem.

Wiesz, ja sądzę, że jak najbardziej umiesz z tym coś zrobić, tylko nie chcesz.

Poirytowany Twoim łażeniem big_smile ? Twoim łażeniem w Twoim własnym domu?? No ludzki pan, nie ma co ...

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.

56

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Moze zanim policja, to po prostu mu powiesz, zeby sie wyniosl?
Albo sama skoncz go pakowac i wystaw bety za drzwi.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

57 Ostatnio edytowany przez smashm (2021-04-14 11:00:14)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

No właśnie, nie umiem czy nie chcę? Czy jestem taką boską olamą, że nie umiem sobie poradzić z gościem, który już pal licho, że był słaby bo powiedzmy, że sama na to sobie pozwoliłłam, ale wygadał mi na mój temat okropne rzeczy na koniec i teraz bezczelnie mnie wykorzystuje? Sama nie wiem. Prawdą jest, że na chwilę obecną nie zakomunikowałam, że ma się wynosić jak najszybciej, ale wcześniejsza rozmowa, tuż po świętach, którą zainicjował on, a która miała na celu "ustalić warunki wspólnego mieszkania", w której ja mu powiedziałam, że ma zabierać się jak najszybciej, bo dla mnie to jest okropne, to było pitolenie, że on do końca kwietnia zostać musi i o tyle. No więc kolejna rozmowa spowoduje zapewne to samo, a ja mam naprawdę już dość. Tzn. ja mu powiem, żeby spadał już teraz, on mi powie, że nie i wrócimy do etapu policji. On aktualnie pracuje z domu, ja nie, więc to mnie nie ma, miałabym techniczny problem, żeby go wystawić. Nie ukrywam, że się boję też takiej konfrontacji, chciałam zachować "klasę" do końca, ale roznosi mnie już. Podziwiam pary, które do rozwodu np. przez rok nadal wspólnie mieszkają.  Poirytowany, bo wychodzę na balkon, na którym palę, no a jego to wku****, chodzi i za mną zamyka drzwi, albo cmoka ze zniecierpliwieniem jak chodzę w nocy do łazienki...

58

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

no tak, lepsze i bardziej z klasa bedzie wolanie policji big_smile big_smile big_smile ktora nic Ci nie da i nic nie zrobi. Sama mowisz, ze on gdzies wyjezdza, to po prostu go spakuj i zostaw mu ciuchy na korytarzu. Albo wymien zamki i mu nie dawaj nowego klucza po prostu.
Powiedz mu wprost, ze np. ma tydzien na wyprowadzke. To jest do ogarniecia, tylko Ty myslisz skrajnosciami. Albo nic albo policja. Bez sensu.

Przed napisaniem odpowiedzi skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

59

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie
smashm napisał/a:

No właśnie, nie umiem czy nie chcę? Czy jestem taką boską olamą, że nie umiem sobie poradzić z gościem, który już pal licho, że był słaby bo powiedzmy, że sama na to sobie pozwoliłłam, ale wygadał mi na mój temat okropne rzeczy na koniec i teraz bezczelnie mnie wykorzystuje? Sama nie wiem. Prawdą jest, że na chwilę obecną nie zakomunikowałam, że ma się wynosić jak najszybciej, ale wcześniejsza rozmowa, tuż po świętach, którą zainicjował on, a która miała na celu "ustalić warunki wspólnego mieszkania", w której ja mu powiedziałam, że ma zabierać się jak najszybciej, bo dla mnie to jest okropne, to było pitolenie, że on do końca kwietnia zostać musi i o tyle. No więc kolejna rozmowa spowoduje zapewne to samo, a ja mam naprawdę już dość. Tzn. ja mu powiem, żeby spadał już teraz, on mi powie, że nie i wrócimy do etapu policji. On aktualnie pracuje z domu, ja nie, więc to mnie nie ma, miałabym techniczny problem, żeby go wystawić. Nie ukrywam, że się boję też takiej konfrontacji, chciałam zachować "klasę" do końca, ale roznosi mnie już. Podziwiam pary, które do rozwodu np. przez rok nadal wspólnie mieszkają.  Poirytowany, bo wychodzę na balkon, na którym palę, no a jego to wku****, chodzi i za mną zamyka drzwi, albo cmoka ze zniecierpliwieniem jak chodzę w nocy do łazienki...

Na pewno taki buc, co cmoka ze zniecierpliwieniem, że ktoś korzysta z własnego mieszkania, gdzie on jest w tym momencie na Twojej dobroci i pasożytuje na Tobie, tę klasę doceni. Szczyt kultury z jego strony big_smile

Jeśli on wyjeżdża na weekend, to jeśli możesz zostań zmień zamki i poinformuj ex, że ma się do tego momentu wynieść, bo zmieniasz zamki i nie widzisz potrzeby dawać mu nowego klucza.

60 Ostatnio edytowany przez smashm (2021-04-14 12:05:12)

Odp: Rozstanie i wspólne mieszkanie

Może myślę skrajnościami, momentami to mi się wydaje, że ja w ogóle nie myślę, tylko działam (a właściwie to nie działam) w jakimś kompletnym chaosie. Zakomunikuję, że ma spadać już teraz, że już mam dość i zobaczymy jaka będzie reakcja. Czemu się pewnych rzeczy boję, on dużo o mnie wie, za dużo, nie wiem na ile z zemsty będzie chciał pewne informacje ujawniać. Może w ogóle, a może go poniesie, nie umiem wyczuć. Okazuje się, że go wcale nie znam. Inna sprawa jest taka, że się w ogóle nie mogę wyzbyć tego poczucia beznadziei, nie wiem co mi mogłoby pomóc.

P.S. w ten weekend zostać nie mogę, mam zobowiązania rodzinne, których nie przeskoczę, niestety. Że ja jestem w dupie, to niestety nie spowodowało, że świat się też zatrzymał, a wyrozumiałość najbliższych zaczyna się kończyć.

Posty [ 1 do 60 z 94 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie i wspólne mieszkanie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021