Jestem po związku z przemocowcem, odżyłam, ale nadal mam poczucie tego, że stoję w miejscu. Niby jest wszystko ok, ale nie do końca. Tak jakbym stała w jednym punkcie i nie mogła wykonać ani jednego kroku w żadną stronę. Czasem śnią mi się koszmary związane z tym co eks bydlak mi robił. I łapię się dość często, że po raz kolejny analizuję scena po scenie ten okres życia, w którym z nim byłam, jest to silniejsze ode mnie, czasem udaje mi się zająć myśli czymś innym, jednak wszędzie nawet jak leci jakiś film i zobaczę scenę przemocy to automatycznie porównuję ją do swojego życia, jak słyszę gdzieś na dworze krzyk biegających dzieci czy głośniejsze trzaśnięcie jakimś przedmiotem lub drzwiami to znów widzę eka. Moje emocje są jakieś skołowaciałe, jakbym była pusta od środka.
Podobne tematy
Ja po związku przemocowym też zbierałam się długo. I nawet, kiedy teoretycznie byłam już w nowym związku miałam takie nawyki, że kiedy ówczesny facet podnosił na mnie głos aż kuliłam się w sobie przygotowana na najgorsze albo potrafiłam czuć, jak przyśpiesza mi serce, kiedy sąsiedzi się kłócili na klatce. Nie umiem Ci powiedzieć, co mi w końcu pomogło, bo nie było takiego przełomowego momentu. Ale stopniowo z tego wychodziłam i myślę, że Ty też dasz radę.
Trzymaj się ciepło... ![]()
na krótką metę pomaga mi pisanie. Jestem na takim etapie, że jak mężczyzna okazałby mi odrobinę ciepła i dobroci od razu pchałabym się w związek. yvette mam nadzieje, że czas zagoi te wszystkie rany.
Login, na pewno tak będzie, musisz tylko okazać sobie teraz trochę wyrozumiałości. Związków radziłabym Ci unikać, jeśli wyraźnie nie czujesz się gotowa, żeby w miarę trzeźwo ocenić kandydata na partnera, bo wiadomo, że zaraz po rozczarowaniu najłatwiej nam wejść do niemalże identycznej rzeki...