Pisze ten temat z nadzieja, ze bedziecie mogli mi pomoc, bo zmeczona jestem tą sytuacja. Postaram sie nakrocej i najzwiezlej jak sie da opisac moj problem.
Rok temu poznalam w pracy faceta- byl nowy, po jakims czasie zaczelismy sie spotykac. Mial byc to czysty uklad. Ja bylam w zwiazku mialam rodzine (wypalone malzenstwo) i on byl w zwiazku do ktorego w sumie niezbyt powaznie podchodzil. Byla to relacja na tyle intensywna ze Po ok 3 tygodniach okazalo sie sie zakochal, pojawily sie emocje. Ja oczywiscie tez cos do niego poczulam. Bylo nam razem dobrze. Po 3 miesiacach zaczely sie ciezkie tematy odnosnie naszego zwiazku, jego lzy , moje lzy , twierdzil ze w koncu znalazl ta, ktorej szukal, widzialam i czulam ze strasznie mu zalezy. Stalismy sie para oficjalnie. Przestajac sie kryc. Po 3 miesiacach on doszedl do wniosku, ze czas kroku naprzod ze on chcialby miec dziecko , zone ..i ze nie wie czy bedzie umial zaakceptowac moja przeszlosc , poniewaz ja nie moge dac mu tego czego on chce i potrzebuje.
Zaprosilam go do siebie na spacer i z bólem serca, przez lzy, chcialam rozstania. Chcialam zeby byl szczesliwy. Zrozumial, oboje plakalismy jak dzieci i nigdy nie moglabym sie spodziewac, ze rozstanie moze byc tak piekne nawet przez lzy. Obiecalismy sobie ze bedziemy silni, ze przetrwamy. Rozstalismy sie.
Minelo od rostania prawie 5 miesiecy .
Oczywiscie nadal pracujemy w tym samym miejscu. Meczy mnie tylko niedosc jasna relacja miedzy nami. On sie zachowuje dwuznacznie.
Szuka ze mna kontaktu, od rozstania wital mnie zawsze buziakiem, potem zwrocilam mu uwage, nie umialam tak poprostu po przyjacielsku zaczac funkcjonowac, wiec zwrocilam mu uwage, na jakis czas przestal. Dwa razy mnie pocalowal juz po rostaniu. Byla tez sytuacja kiedy zadzwonil do mnie w nocy zebym popatrzyla jak sobie robi dobrze- sam , kiedys to bylo calkiem normalne, ale teraz ? On nie jest mi obojetny, nadal cos do niego czuje i mam ogromna slabosc dlatego staram sie ten kontakt ograniczac na wszelkie sposoby, ze wzgledu na siebie, meczy mnie takie nie wiadomo co. Jednego dnia umie zlapac mnie za tylek, zartowac , wspominac nasze czasy, by drugiego stac sie zimny i obojetny. Jednego dnia dzwoni do mnie po 10 razy. Potem milczy. Zdarza sie ze czeka na mnie gdy koncze prace , zeby pogadac chciaz 5 min. Zapytalam go czy on chce wrocic ,czy jak mam rozumiec to zachowanie. Twierdzi ze nie wie... ze zawsze w zyciu jak na zlosc ta odpowiednia kobieta znajdzie sie za pozno.
Czuje ze mnie szanuje, nadal mowimy sobie bardzo duzo rzeczy... probowalam sie odciac od niego, poklocic sie nawet za wszelka cene byle mnie to juz nie bolalo, bo nie wiem jak sie zachowac i jak jego zachowanie zrozumiec. ?
W zeszlym tygodniu wychodzac z pracy widzialam ze na mnie czeka, ale byl na tyle daleko ze udawalam ze go nie widze, szybkim krokiem idac do hali parkingowej w naszej firmie . Wiedzialam ze zadzwoni wiec zadzwonilam do corki, wazne by bylo zajete. Bedac w aucie rozlaczylam, dostalam powiadomienie ze dzwonil- 2 razy..Nie oddzwonilam . 1 raz nie oddzwonilam i pojechalam do domu... czekal na parterze hali. Wyszedl mi pod kola zdziwiony czemu nie slysze jak mnie wola... oczywiscie obrocilam wszystko w zart, udajac ze sie spiesze bo jestem glodna i odjechalam.
3 dni temu moj znajomy nie mogl sie do mnie dodzwonic, poprostu nie mialam ochoty rozmawiac wiec skontaktowal sie z nim...zapytal czy ma kontakt ze mna . Od razu zadzwonil. Nie odebralam. Nastepnego dnia w pracy mnie szukal, udalo mi sie wyjsc innym wyjsciem. Znow zadzwonil. Znow nic. W koncu zapytalam smsem czy cos sie stalo. To martwil sie czy rzeczywiscie sie cos nie stalo, a on o tym nie wie...
Ja nic nie rozumiem z jego zachowania. Chcialabym sie uwolnic, ale za kazdym krokiem na przod on mnie cofa , ciagnie, nie daje zapomniec. Co on chce osiagnac ?
Nie chcialabym sie z nim klocic. Ale zmeczona jestem juz tym. Nie wyszedl z mojego zycia, nie wchodzi do niego, stoji w drzwiach a ja nie wiem w ktora strone mam sie odwrocic. Pomożcie.