Zaczęło się od jednego. Poznałam go na obozie sportowym, bo trenowałam biegi (skończyłam i już od roku nie trenuję), to było jak chodziłam do 2 gim, on wtedy już był licealistą, bo był 2 lata starszy ode mnie. Dużo ze sobą rozmawialiśmy, byłam z mim naprawdę blisko- nie tylko psychicznie, ale też fizycznie. Do tej pory pamiętam gdy mnie przytulał, jaki był czuły i kiedy mnie całował. Możliwe, że piszę o nim z wielkim sentymentem. Po obozie pisaliśmy jeszcze trochę, ale ogólnie on był zajęty- treningi szkoła. Napisał mi, że nie dałby dalej rady z tym wszystkim, że oboje byśmy nie dali. W sumie miał rację, jednak kiedy przyszedł kolejny, wspólny obóz zbliżyliśmy się po raz drugi. Znowu było wspaniale, jednak pod koniec obozu, on uświadomił sobie, że nie chce mnie ranić, ponieważ obóz się skończy a my wrócimy do swojego życia. Mieszkaliśmy od siebie 60km. No ale nie powiedział mi o tym, po prostu gdy zobaczyłam jego smutne oczy i spytałam o co chodzi, to odszedł bez słowa ze szklankami w oczach. Rozumiałam go. Gdy trochę minęło on przepraszał mnie, że zachował się jak idiota. Oczywiście mu wybaczyłam, ale powiem Wam, że mimo iż wtedy nie byłam dojrzała, to to uczucie było naprawdę silne i to sprawiło, że szybko z małej dziewczynki stałam się dojrzale emocjonalną kobietą (kochałam go 3 lata z całego serca, potem już to osłabło). Oczywiście w tym czasie pojawiali się inni chłopcy, a jakże. Był taki jeden, który zranił mnie jeszcze bardziej niż ta niespełniona miłość. Po prostu pobawił się ze mną miesiąc, kłamał i zwodził, nawet mówił, że kocha a potem rzucił obiecując przyjaźń z której nic nie wynikło, bo najzwyczajniej w świecie przestał się odzywać . Najbardziej bolało to, że znaliśmy się 9 lat, a ja byłam ślepa i po tych latach dopiero poznałam się jaki on jest (choć na początku października była okazja żeby szczerze porozmawiać i mu wybaczyć- teraz jest ok). Inni faceci bywali jeszcze, którzy robili ze mnie szmatę, czy zabawkę delikatniej ujmując. No ale z nimi nie byłam. No i jeszcze taki chłopak, też z obozu. Jakoś tak się kolegowaliśmy zawsze no i wyszło, że na jednym z obozów byliśmy razem, ale ja nie chciałam tego ciągnąć- od początku postawiłam mu sprawę jasno, że gdy skończy się obóz, to skończy się wszystko. Po prostu nie chciałam przez to przechodzić, tak jak wtedy. No i w sumie tak było. Nie od razu, ale było. No nie chciałam go zwodzić, bo wiem co to zawód miłosny. Po tym wszystkim poznałam mojego obecnego chłopaka- cieszę się z tego powodu i będziemy robić wszystko żeby było dobrze.
No i w sumie w podstawówce był jeszcze jeden taki chłopaczek (strasznie mi imponował przez całe 3 lata), ale wiadomo szczenięce lata. W 1 gim też jakiś był, ale to nie trwało też długo, bo potem wyjechał do Anglii i w sumie jakoś to dziecinne było - nawet dłużej za rękę wstydził się mnie potrzymać.