Zacznę od początku.
Więc, ożeniłam się z wdowcem, który ma dwójkę dzieci ( lat 8 i 4 ). Jednak nie wiedziałam, że dzieci potrafią dać tyle bólu... Od samego początku nie akceptowali mnie. Gdy tylko pojawiam się w pokoju, pociechy od razu wychodzą z grymasem na buzi. Chodź wolę gdy wychądzą, bo inaczej mają mi coś do powiedzenia typu "To nie twój dom, tylko nasz.". Boję się gryzoni, a oni jakby na złość, nie zamykają klatki, a myszy biegają po całym domu. Oczywiście ja muszę to posprzątać, a gdy tylko zwrócę im uwagę, oni pokazują mi język. Mówią, że nigdy nie będę taka jak ich matka, że jestem gorsza - wiem, że nie zastąpię im matki, ale mogliby nie wyzywać mnie od najgorszych. Niestety niedawno dzieci zostały z ojcem w domu, a ja wyszłam na zakupy. Wróciłam do mieszkania, a tam moje wszystkie ubrania były pocięte nożyczkami! Tego już nie mogłam wytrzymać. Nakrzyczałam na pasierbicę, a ta oczywiście się rozpłakała i pobiegła do ojca. Tłumaczyłam się czemu na nią nakrzyczałam, a ten nic. Po prostu powiedział, że to jeszcze dziecko. Takich sytuacji jest wiele więcej, dzieci ciągle chcą się mnie pozbyć. Czy jest w tym domu miejsce dla mnie? Już nie mam siły...
Podobne tematy
Przykra sytuacja ![]()
A Twój mąż nie może Tobie pomóc by przekonać do Ciebie dzieci. Widzisz, ja myślę, że jak tak dalej będzie Wy sie rozejdziecie..
Witaj Cyferko ![]()
Napisz ile czasu minęło od śmierci ich mamy? Napisz jak długo mieszkasz z mężem i dziećmi?
Czy macie takie samo zdanie dot. wychowania , wspieracie sie nawzajem?
Napisz ile masz lat, czy pracujesz, czy masz dobry kontakt z rodziną męża?
Jak się zachowywaly dzieci gdy probowalas okazac im sympatię?
Napisz co do nich czujesz?
Przede wszystkim musisz poważnie porozmawiać z mężem, bo to jego rola, aby spróbował dzieciom wytłumaczyć, że nie chcesz zastąpić im mamy, ale, że on Cię kocha i potrzebuje, a Ty nie jesteś ich rywalką w walce o jego względy, ale na pewno z Tobą im wszystkim będzie lepiej. Myślę, że to dla dzieci trudna sytuacja, boją się, że zabierzesz im tatę, traktują Cię jak intruza, bo czują się zagrożone, a może i zazdrosne. To są małe dzieci, dla nich śmierć mamy to była trauma, a teraz spotkała je w domu nowa rewolucja. Mąż koniecznie musi Ci pomóc, ale i liczyć się z uczuciami dzieci.
A jak wyglądało Twoje wejście do rodziny? One miały czas się z tym oswoić, bliżej Cię poznać? Jeśli nie to właśnie w ten sposób mogą demonstrować, że przecież nikt się z nimi nie liczył, nie pytał o zdanie, więc teraz nie muszą się z tym godzić.
Czasem dzieci poprzez swoje zachowanie wołają o pomoc
Strach pomyśleć co będzie za kilka lat, jeśli bedziesz pozwalac na takie traktowanie, dzieci musza wiedziec ,że nie wszystko im wolno, wtyczyc im granice , ale kto ma im o tym powiedziec?
Ty nie jestes dla nich autorytetem, na pewno nie wzbudzisz szacunku pozwalając na takie zachowania. Jesli twój mąż nie stanie murem za Toba i wspólnie nie ustalicie jednej linii postepowania, nie będzie dla Ciebie miejsca w tej rodzinie, nie licz na cud.
Myślę, że najsmutniejszy aspekt tej historii to ojciec dzieci - kompletnie ignorujący powagę sytuacji.
Powinnaś poważnie z nim porozmawiać i wyjaśnić, że "tylko dzieci" wkrótce będą "tylko nastolatkami", a czego Jaś się nie nauczył, tego Jan umieć nie będzie. To niedopuszczalne, żeby dzieci pod obecność ojca w domu niszczyły Twoje rzeczy ani nie respektowały Twojego zdania - to rolą ojca jest postępować w taki sposób, żeby zrozumiały, że Ty również jesteś ważnym członkiem rodziny.
Zasady wychowania dzieci nie powinny się aż tak zmieniać, gdy chodzi o macochę, a nie matkę - w każdym zestawieniu rodzice powinny trzymać się razem, bo jedynie taka postawa w końcu przyniesie rezultaty wychowawcze.
Niewykluczone, że nadwątlone stosunki w Waszej rodzinie powinien naprawić psycholog - z dziećmi w takim wieku należy umiejętnie rozmawiać, bo rzeczywiście jak to już któraś z nas tu napisała, one mogą sygnalizować problem. Tyle, że ignorowanie go wcale nie pomaga, a może doprowadzić do pogorszenia sytuacji.