Bylem z dziewczyna... no wlasnie... bylem
w sumie to jestesmy mlodzi. ja mam lat 20 ona 19. nanet krotko to trwalo bo tylko 3 miesiace. ale mi wciaz bardzo zalezy
zaczelo sie od tego ze ona do mnie pisala smsy. to ona nalegala a ja sie przed nia bronilem bo z poczatku nie chcialem. w koncu zaprosila mnie do siebie na urodziny do klubu i jadac tam wiedzialem ze tak sie to skonczy. na poczatku bylo cudownie - wiadomo. wszystko zaczelo sie psuc po jakis dwoch miesiacach kiedy zycie zmusilo mnie do przeprowadzki i powrotu do rzodzicow. jestesmy od siebie teraz 100km. przyjezdzalem do niej srednio raz na tydzien i wszystko bylo fajnie. tylko ze nagle cos prysnelo. ona nalezy do osob ktore lubia imprezowac a mi z kolei to przeszkadza. zaczalem z nia o tym rozmawiac ze to nie jest chyba ok ze przynajmniej raz w tygodniu jak nie jest pijana to jest na jakims balecie. i kilka dni potem napisala mi smsa ze nie chce mnie skrzywdzic i to nie ma sensu. ze jestem super facetem ale jako kolega. dzwonie pisze pisze dzwonie. nic... postanowilem wiec poprosic zebysmy dali sobie troche czasu odpoczeli od siebie i sie do siebie nie odzywali i spotkali w weekend 17-18 porozmawiali i rozstali jak dorosli ludzie a nie przez telefon. tylko ze ja wciaz mam nadzieje ze moze cos z tego bedzie. czy warto??? czy jest sie czym ludzic?? jak moge o nia zawalczyc??
prosze o pomoc
dziekuje