zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :( - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 36 ]

Temat: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Jesteśmy małżeństwem od 10 lat, mamy 9 letniego synka. Na początku kilka słów o nas. Mam 33 lata, mąż 35. Zawsze w życiu byłam ogarniętą kobietą, nigdy nie liczyłam na to aby to mąż mnie utrzymywał. Skończyłam szkoły, od najmłodszych lat pracowałam. Nie czekałam aż ktoś mi przyniesie gotowe. Wszystkie sprawy związane z domem i wychowaniem dziecka ogarniałam ja. Od spraw dotyczących umów na telefony aż po kredyty na auto itd. Mamy cudownego synka, który świetnie się uczy i ma ode mnie od zawsze dużo miłości. Niestety odkąd urodziłam mąż nieco stracił zainteresowanie nami. Przebywał mnóstwo czasu po pracy (do 1 w nocy) w garażu, niby brał jakieś dodatkowe prace ale nie widziałam z nich pieniędzy. Dodatkowo popijał, praktycznie codziennie... W którymś momencie postanowił zrezygnować z pracy i otworzyć swój biznes. spisaliśmy rozdzielność majątkową gdyż rodzice przepisali na mnie dom i mieszkanie, baliśmy się jak to wyjdzie. Niestety wpadł w długi. Następnie namówił mnie abym otworzyła firmę na siebie, aby mu pomóc zrobiłam to. Po czasie zawiesiłam gdyż nie szło mu w interesach. Bałam się o przyszłość moją i dziecka.  Od lat nie poświęcał mi czasu, nie rozmawiał ze mną. Nie dawał wsparcia. Nie wychowywał syna bo jak twierdził wiedział że jest pod dobrą opieką. A ja w tym czasie jak kretynka zaczęłam romans, pracuję z tym człowiekiem. Romans trwał 7 lat. Z przerwami. Próbowałam się z tego wykaraskać ale mówiąc szczerze nie miałam wsparcia w nikim, wracałam do pustego od lat domu... Nic mnie nie usprawiedliwia ale czułam, że może kogoś w końcu interesuję, dałam się w to wplątać. Szukałam w międzyczasie pracy z marnym skutkiem. Przez rachunki które za nas opłacam, raty kredytu który też jest na mnie nie mogłam pozwolić sobie na zmianę na coś gorszego. Aż wreszcie... Z końcem sierpnia mąż dowiedział się, tzn. podejrzewał, a ja mu się przyznałam do wszystkiego. Nareszcie mi ulżyło. Płakaliśmy. On mówił że wie że robił źle, że bardzo mnie kocha, a ja że zmienię się bo również bardzo go kocham. Wiem, że nigdy więcej go nie zdradzę jeśli da mi szansę i też się zmieni, zacznie w końcu dbać o rodzinę, łożyć na jej utryzymanie (wcześniej czasem dał pieniądze, czasem nie, czasem kupił tonę węgla, innym razem nie...kompletny brak bycia ojcem i głową rodziny). Wyprowadził się już wtedy. Ale powiedział że musi to przemyśleć. Tamto oczywiście zakończyłam. Szukam nowej pracy. Jestem dobrej myśli lecz... Z nim nadal nie mogę dojść do porozumienia. Mówi że bardzo mnie kocha. Ja też go kocham i zrobię wszystko dla tego małżeństwa. Od tamtej pory wiele razy się kochaliśmy ale on nie potrafi podjąć decyzji o powrocie. Myślę że on po pierwsze nie potrafi się zmienić, zacząć przychodzić o normalnej porze z tego garażu, rozmawiać z nami, dbać o nas, zarabiać dla rodziny, a nie wszystko na siłę. a po drugie myślę że mimo tego iż niby mnie kocha ciężko mu jest wybaczyć. Chciałabym aby wrócił, aby zmienił się. Bo jeśli wróci a będzie jak kiedyś to nigdy się nie uda. Aby mi wybaczył. Nie wiem co mam zrobić... Niedawno dowiedziałam się przypadkiem, że bierze czasem narkotyki, od roku ponoć. Od jakiegoś czasu znajdował czas na granie w piłkę (ja zajmowałam się po pracy czytaniem książek i opieką nad dzieckiem) on wolał inaczej spędzać ten cenny czas. I to tam popadł w ten nałóg. Zaczęłam pytać jego kolegów... ale wpadł w szał że się wtrącam, że robię mu koło tyłka aby koledzy się od niego odwrócili. Dodatkowo biorąc to gówno wpada w paranoje, kiedyś oskarżył mnie że wyłączyłam mu kamerkę w garażu np. I wpadł w szał. Albo, że grzebałam mu w portfelu, chociaż te sytuacje nie miały miejsca. Nie wiem co mam zrobić... Kocham go i chcę z nim być. Nigdy więcej go nie zdradzę. Ale on też musi się zmienić... mówi że jest w stanie się zmienić ale nadal nie robi nic w tym kierunku. Nie wprowadza się. Czasami kilka dni mnie ignoruje. Idę do tego garażu, proszę go, godzimy się na dwa dni i dalej jest to samo...picie, ćpanie i awantury bo coś sobie wyobraził. Czy my mamy jeszcze szansę na pogodzenie się? Co ja mam zrobić abyśmy w końcu się porozumieli. Co sądzicie. Oglądałam ostatnio filmik wysłany przez niego ojca Adama Szustaka, o zdradzie, o tym, że istnieje kwadrat odpowiedzialności itd. że obydwoje musimy się starać... Wiem, że zdradziłam i to był najgorszy błąd mojego życia, ale jak zmienić w głowie aby on się starał skoro tyle lat tego nie robił? Jest mnóstwo szczegółów, o których nie zdołam opowiedzieć ale zarys przedstawiłam. I co dalej... Co dalej robić... Dalej chodzić do garażu i niestrudzenie prosić go, być odtrącaną bo on chyba nie chce się zmienić... Jak są momenty że jest dobrze to mówi mi że jestem miłością jego życia itd. a kolejnego dnia wyzywa mnie że buntuje jego kolegów. Jeszcze coś... od września nie mieszka, w którejś z rozmów poruszyłam temat czy by nie udało mu się dawać na dziecko przykładowo 700 zł na miesiąc. Wyśmiał mnie, że z jakiej racji on ma coś dawać? Z jakiej racji tyle i on nie ma. On nie ma pieniędzy. Nie wiem jak do tego wszystkiego podejść. Minęło już tyle czasu... czas coś postanowić sad proszę doradźcie...

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2019-12-03 14:27:41)

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Nie możecie dojść do porozumienia, "bo do tanga trzeba dwojga". Jesli mąż nie chciał się zmienić przedtem i teraz też nie chce, to jakie macie możliwości naprawy waszego związku? Ma być tak, że ty pracujesz, zarabiasz pieniądze, myślisz o spłacie dlugu, kredytu i o tym, żeby dziecko nakarmić, a on o kolegach, ćpaniu i miłym spędzaniu czasu?

Do tego on teraz ma świetną dla siebie wymowkę; ty go zdradziłaś, więc teraz on już w ogóle nic nie musi,  to ty masz się starać i byc pokorna i wyrozumiala, bo on przechodzi trudny czas oswajania się z sytuacją, bycia zdradzonym. Fajnie potrafi manipulować, nie ma co, zdolny jest. Jednak z tego nic a nic nie wynika, oprócz twojego szarpania się z nim i o niego.

Tylko życie ci mija i trochę mało z niego masz, nie uważasz?

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Nie umiem sobie wyobrazić tego, że ze sobą nie będziemy i na ślepo walczę o to. Boję się postawić jakiś warunek bo może odejdzie... skoro tak mnie kocha to czemu również się nie zmieni, nie rozumiem tego. Nie wiem co mam dalej robić, czuję tylko ogromną pustkę i żal do siebie. Miałam już myśli samobójcze, ale mam syna, muszę dla niego żyć i się trzymać. Widziałam przed momentem post jednej z dziewczyn, że po zdradzie zbliżyła się do Boga. Mam dokładnie to samo. Płaczę i modlę się już sama nie wiem o co...o to aby się zmienił i mi wybaczył. Ale co więcej mogę zrobić?

4 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2019-12-03 14:59:35)

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
niezapominajka86 napisał/a:

Nie umiem sobie wyobrazić tego, że ze sobą nie będziemy i na ślepo walczę o to. Boję się postawić jakiś warunek bo może odejdzie... skoro tak mnie kocha to czemu również się nie zmieni, nie rozumiem tego. Nie wiem co mam dalej robić, czuję tylko ogromną pustkę i żal do siebie. Miałam już myśli samobójcze, ale mam syna, muszę dla niego żyć i się trzymać. Widziałam przed momentem post jednej z dziewczyn, że po zdradzie zbliżyła się do Boga. Mam dokładnie to samo. Płaczę i modlę się już sama nie wiem o co...o to aby się zmienił i mi wybaczył. Ale co więcej mogę zrobić?

Wiara jest dobra i mocno pomaga, gdy nam się w życiu wszystko wali, ale czasem potrzeba też doraźnych środków. Jesli nie możesz sobie poradzić ze sobą i nie możesz porozumieć się z mężem, to moze powinnaś sprobować psychoterapii? Nie masz wrażenia, że trochę nie panujesz nad swoim życiem? Ucieczka w ten pożal się Boże romans, teraz jakaś prawie maniakalna proba ratowania małżeństwa, z zupełnym poczuciem winy za jego rozpad, co to jest w ogóle?
Dziewczyno spójrz realnie na siebie. Twoj mąż jest najprawdo[podobniej uzależniony od narkotyków a ty jestes współuzalezniona, bo bierzesz na siebie współodpowiedzialność za jego ćpanie. Owszem nie układalo się między wami, ale narkotyki to już jego i tylko jego decyzja i wola. Zacznij kontrolować to branie odpowiedzialności na siebie, bo to bardzo wygodne dla twojego męża.
Odbierz mu kontrolę nad tobą, przestań czuć się odpowiedzialna za jego niepowodzenia życiowe.
Odzyskiwanie kontroli poprzez naukę (często od nowa) podejmowania własnych decyzji i własnych wyborów jest czynnikiem niezbędnym. Pomoże ci poczuć się lepiej i pewniej ze samą sobą, odzyskać wiarę we własne możliwości i przekonanie, że choć nie zawsze wszystko wychodzi tak, jak zaplanowałaś, jednak większość rzeczy zależy od ciebie. Masz prawo do bycia szczęsliwą, jeśli nie możesz tego osiagnąc z mężem, to niestety będziesz musiala przyznać, że po prostu nie jest wam po drodze.

Pomoc dobrego psychoterapeuty wydaje mi się niezbędna w tym temacie.

5

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

On nie ma motywacji by cokolwiek zmienić ponieważ całe życie z tego co mówisz, nic nie musiał....

Spokój wewnętrzny trzeba sobie po prostu wypracować przez trud.

6

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Do momentu, kiedy wspomniałaś o narkotykach, byłem przekonany, że można coś takiego nawet posklejać..Tylko z drugiej strony za słowami musża iść czyny! Co z tego, że mówi , żę kocha, skoro nic nie robi w tym kierunku? Brak zainteresowania Tobą i dzieckiem razem z pozostałymi problemami świadcża tylko o tym, że ciężko mu się będzie zmienić, jeśli w ogóle.Do tego dochodża prochy..Warto się zastanowić, biorąc pod uwagę, jakie skutki JUŻ wywołało ich branie u niego..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee
Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
niezapominajka86 napisał/a:

Jesteśmy małżeństwem od 10 lat, mamy 9 letniego synka. Na początku kilka słów o nas. Mam 33 lata, mąż 35. Zawsze w życiu byłam ogarniętą kobietą, nigdy nie liczyłam na to aby to mąż mnie utrzymywał. Skończyłam szkoły, od najmłodszych lat pracowałam. Nie czekałam aż ktoś mi przyniesie gotowe. Wszystkie sprawy związane z domem i wychowaniem dziecka ogarniałam ja. Od spraw dotyczących umów na telefony aż po kredyty na auto itd. Mamy cudownego synka, który świetnie się uczy i ma ode mnie od zawsze dużo miłości. Niestety odkąd urodziłam mąż nieco stracił zainteresowanie nami. Przebywał mnóstwo czasu po pracy (do 1 w nocy) w garażu, niby brał jakieś dodatkowe prace ale nie widziałam z nich pieniędzy. Dodatkowo popijał, praktycznie codziennie... W którymś momencie postanowił zrezygnować z pracy i otworzyć swój biznes. spisaliśmy rozdzielność majątkową gdyż rodzice przepisali na mnie dom i mieszkanie, baliśmy się jak to wyjdzie. Niestety wpadł w długi. Następnie namówił mnie abym otworzyła firmę na siebie, aby mu pomóc zrobiłam to. Po czasie zawiesiłam gdyż nie szło mu w interesach. Bałam się o przyszłość moją i dziecka.  Od lat nie poświęcał mi czasu, nie rozmawiał ze mną. Nie dawał wsparcia. Nie wychowywał syna bo jak twierdził wiedział że jest pod dobrą opieką. A ja w tym czasie jak kretynka zaczęłam romans, pracuję z tym człowiekiem. Romans trwał 7 lat. Z przerwami. Próbowałam się z tego wykaraskać ale mówiąc szczerze nie miałam wsparcia w nikim, wracałam do pustego od lat domu... Nic mnie nie usprawiedliwia ale czułam, że może kogoś w końcu interesuję, dałam się w to wplątać. Szukałam w międzyczasie pracy z marnym skutkiem. Przez rachunki które za nas opłacam, raty kredytu który też jest na mnie nie mogłam pozwolić sobie na zmianę na coś gorszego. Aż wreszcie... Z końcem sierpnia mąż dowiedział się, tzn. podejrzewał, a ja mu się przyznałam do wszystkiego. Nareszcie mi ulżyło. Płakaliśmy. On mówił że wie że robił źle, że bardzo mnie kocha, a ja że zmienię się bo również bardzo go kocham. Wiem, że nigdy więcej go nie zdradzę jeśli da mi szansę i też się zmieni, zacznie w końcu dbać o rodzinę, łożyć na jej utryzymanie (wcześniej czasem dał pieniądze, czasem nie, czasem kupił tonę węgla, innym razem nie...kompletny brak bycia ojcem i głową rodziny). Wyprowadził się już wtedy. Ale powiedział że musi to przemyśleć. Tamto oczywiście zakończyłam. Szukam nowej pracy. Jestem dobrej myśli lecz... Z nim nadal nie mogę dojść do porozumienia. Mówi że bardzo mnie kocha. Ja też go kocham i zrobię wszystko dla tego małżeństwa. Od tamtej pory wiele razy się kochaliśmy ale on nie potrafi podjąć decyzji o powrocie. Myślę że on po pierwsze nie potrafi się zmienić, zacząć przychodzić o normalnej porze z tego garażu, rozmawiać z nami, dbać o nas, zarabiać dla rodziny, a nie wszystko na siłę. a po drugie myślę że mimo tego iż niby mnie kocha ciężko mu jest wybaczyć. Chciałabym aby wrócił, aby zmienił się. Bo jeśli wróci a będzie jak kiedyś to nigdy się nie uda. Aby mi wybaczył. Nie wiem co mam zrobić... Niedawno dowiedziałam się przypadkiem, że bierze czasem narkotyki, od roku ponoć. Od jakiegoś czasu znajdował czas na granie w piłkę (ja zajmowałam się po pracy czytaniem książek i opieką nad dzieckiem) on wolał inaczej spędzać ten cenny czas. I to tam popadł w ten nałóg. Zaczęłam pytać jego kolegów... ale wpadł w szał że się wtrącam, że robię mu koło tyłka aby koledzy się od niego odwrócili. Dodatkowo biorąc to gówno wpada w paranoje, kiedyś oskarżył mnie że wyłączyłam mu kamerkę w garażu np. I wpadł w szał. Albo, że grzebałam mu w portfelu, chociaż te sytuacje nie miały miejsca. Nie wiem co mam zrobić... Kocham go i chcę z nim być. Nigdy więcej go nie zdradzę. Ale on też musi się zmienić... mówi że jest w stanie się zmienić ale nadal nie robi nic w tym kierunku. Nie wprowadza się. Czasami kilka dni mnie ignoruje. Idę do tego garażu, proszę go, godzimy się na dwa dni i dalej jest to samo...picie, ćpanie i awantury bo coś sobie wyobraził. Czy my mamy jeszcze szansę na pogodzenie się? Co ja mam zrobić abyśmy w końcu się porozumieli. Co sądzicie. Oglądałam ostatnio filmik wysłany przez niego ojca Adama Szustaka, o zdradzie, o tym, że istnieje kwadrat odpowiedzialności itd. że obydwoje musimy się starać... Wiem, że zdradziłam i to był najgorszy błąd mojego życia, ale jak zmienić w głowie aby on się starał skoro tyle lat tego nie robił? Jest mnóstwo szczegółów, o których nie zdołam opowiedzieć ale zarys przedstawiłam. I co dalej... Co dalej robić... Dalej chodzić do garażu i niestrudzenie prosić go, być odtrącaną bo on chyba nie chce się zmienić... Jak są momenty że jest dobrze to mówi mi że jestem miłością jego życia itd. a kolejnego dnia wyzywa mnie że buntuje jego kolegów. Jeszcze coś... od września nie mieszka, w którejś z rozmów poruszyłam temat czy by nie udało mu się dawać na dziecko przykładowo 700 zł na miesiąc. Wyśmiał mnie, że z jakiej racji on ma coś dawać? Z jakiej racji tyle i on nie ma. On nie ma pieniędzy. Nie wiem jak do tego wszystkiego podejść. Minęło już tyle czasu... czas coś postanowić sad proszę doradźcie...

Autorko, 10 lat małżeństwa, w tym 7 lat romansu.
Kiedy dotarło do Ciebie, że kochasz swojego męża? Albo na odwrót, kiedy przestałaś go kochać?

Mam wrażenie, że nagle dotarło do Ciebie, że musisz ponieść konsekwencje swojej zdrady i wszystko zaczęło się sypać.
Ile w Twoich słowach chęci do naprawy małżeństwa, a ile do ratowania się przed tymi konsekwencjami?

8 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-12-03 17:58:48)

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Nikłe szanse na uratowanie tego małżeństwa.Niestety.Daruje sobie większe i szersze gadki o uzależnieniach i tym podobne.
Obydwoje kochacie kochaliście swoje "narkotyki" każde z was ma i miało niby inne "swoje" skutek ten sam rozpad,oddalenie,ruiny .Może przyczyną jedną były dwa rozczarowania i odmienne oczekiwania nierzeczywiste i niemożliwe do spełnienia- teraz za późno.
Miłości chyba brak albo to złudzenie, wyobrażenie o niej ,za to poczucia winy  w nadmiarze poczucia krzywdy też w obojgu w każdym na swój sposób.
Kto pierwszy do odpowiedzialności ,kto winny bardziej ,kto ustąpi i odpuści.To nie jedna zdrada to dwie zdrady mąż Ciebie też zdradzał z dragami,zaniedbaniami oddaleniem.Ty jego z kimś innym.To częste rewanż, odwet, zemsta i ucieczka w emocje dla nadrobienia braków w związku.Jego z kolei przerasta przerastało bycie w rodzinie , bo czegoś zaniechał,unikał,uciekł chociaż niby był "marzyciel",a Ty zaniechałaś przymknęłaś oko,machnęłaś ręką,znalazłaś "spełnienie" w romansie, nie widziałaś czegoś oboje się ułożyliście, wykorzystaliście, wygodnie w "święty spokój". Naprawdę jeżeli on był już wcześniej uzależniony to niewiele mogłaś mu pomóc a romans przedłużył tylko odroczył to co nieuchronne czyli to co teraz.Też odpadłaś i to było łatwiejsze,wygodne pokrętnie.
Przeciwieństwem uzależnienia nie jest wcale trzeźwość tylko więź.
Trzeźwość może pomóc jest narzędziem a u was nawet tego nie widać u Ciebie może teraz nieco więcej jej jest.Szybciej Ciebie zabolało bo sobie krzywdę też zrobiłaś lub się rozczarowałaś tym co miało być z romansu.
Ty go nie zmusisz o n ciebie nie zmieni i na odwrót.Choć zawsze możecie walczyć ze sobą - obrona i atak atak i obrona im gorzej tym lepiej im lepiej tym gorzej.
Trochę dochodzisz do siebie Autorko starasz się zrozumieć co się stało  ale on nie. Było mu wygodnie a teraz ma dodatkowe powody rozbijesz się o mur prawdopodobnie.
Raczej się nie da tego naprawić .Jeżeli on nie przestanie uciekać a uciekanie ma we krwi od jakiegoś czasu.
Trudno mu będzie zmierzyć się z uczuciami do Ciebie oraz z ich brakiem ,wieloma jak nie wszystkimi.Tobie podobnie zbyt wiele ran a "znieczulenie" przestało działać .
Ty może i chcesz ,może  chcesz chcieć, on nie chce bo po co ma chcieć ma dragi i Ciebie podaną na tacy w szachu na usługi - przepaść .
Przykre to wszystko.Sąsiedni wątek może być ciekawy i pomocny dla Ciebie https://www.netkobiety.pl/t120779.html

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

9 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2019-12-03 16:30:06)

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Autorko, 10 lat małżeństwa, w tym 7 lat romansu.
Kiedy dotarło do Ciebie, że kochasz swojego męża? Albo na odwrót, kiedy przestałaś go kochać?

Mam wrażenie, że nagle dotarło do Ciebie, że musisz ponieść konsekwencje swojej zdrady i wszystko zaczęło się sypać.
Ile w Twoich słowach chęci do naprawy małżeństwa, a ile do ratowania się przed tymi konsekwencjami?

Może tu znajdziesz odpowiedź:


---Zawsze w życiu byłam ogarniętą kobietą, nigdy nie liczyłam na to aby to mąż mnie utrzymywał. Skończyłam szkoły, od najmłodszych lat pracowałam. Nie czekałam aż ktoś mi przyniesie gotowe. Wszystkie sprawy związane z domem i wychowaniem dziecka ogarniałam ja. Od spraw dotyczących umów na telefony aż po kredyty na auto itd.
Niestety odkąd urodziłam mąż nieco stracił zainteresowanie nami. Przebywał mnóstwo czasu po pracy (do 1 w nocy) w garażu, niby brał jakieś dodatkowe prace ale nie widziałam z nich pieniędzy. Dodatkowo popijał, praktycznie codziennie.
Niestety wpadł w długi. Następnie namówił mnie abym otworzyła firmę na siebie, aby mu pomóc zrobiłam to. Po czasie zawiesiłam gdyż nie szło mu w interesach. Bałam się o przyszłość moją i dziecka.  Od lat nie poświęcał mi czasu, nie rozmawiał ze mną. Nie dawał wsparcia. Nie wychowywał syna bo jak twierdził wiedział że jest pod dobrą opieką.---

10

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Twój mąż się nie zmieni, bo nie musi. Całe małżeństwo wszystko za niego robiłaś, wyciągałaś z kłopotów i podcierałaś tyłek, niczego nie oczekując. Nie dziw się, że teraz, nawet w obliczu długoletniej zdrady (jeżeli tak długo to trwało, to czemu nie zdecydowałaś się być na pełny etat z tym człowiekiem?), on będzie Cię chciał przy sobie zatrzymać. Nie, nie z miłości, ale z WYGODY. W razie jak zafikasz, to zawsze może wypomnieć Ci Twoje niedyskrecje i tym samym ustawić do pionu. A z nałogiem, to już w ogóle ma teraz bajerancko- do niczego się nie będziesz mogła przyczepić, a on sobie będzie ćpał, pił i co jeszcze, bo Ty jesteś ta "zła".

Ja bym odeszła, na Twoim miejscu.

11

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Piszesz o wielkiej miłości z obu stron tymczasem w wierności wytrzymałaś 3 z 10 lat małżeństwa. To możliwe, aby kochać męża i jednocześnie trwać w romansie, aż 7 lat?
Dodatkowo przedstawiłaś go w złym świetle, siebie (oprócz zdrady) w dobrym. Dlaczego? Naprawdę tak jest?
To za co Ty go kochasz tak naprawdę?
Dziecka nie wychowuje, pieniędzy nie daje, pije i ćpa, a dodatkowo nie poświęca Wam czasu...

Jakoś mnie Twój pierwszy post uderzył

12 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-12-03 17:53:17)

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
Salomonka napisał/a:

Pomoc dobrego psychoterapeuty wydaje mi się niezbędna w tym temacie.

Jak najbardziej .Pod kątem współuzależnienia chyba najlepiej szukać wsparcia przede wszystkim dla siebie Autorko
Diagnozowanie intranetowe uzależnień do łatwych nie należy ja tam raczej staram się być ostrożny,ale opis życia męża ewidentnie pokazuje że on ma z tym problem.
To że mówi o tym że w każdej chwili przestanie i skończy z tym to akurat każda ze znanych mi uzależnionych osób tak twierdzi lub twierdziła w aktywnym okresie brania picia,każdy bardzo chce w to wierzyć i ogromna większość mylenia,deklarowania, działania idzie w kierunku udowodnienia tego sobie i innym to straszne złudzenia niszczące i obsesyjne że ma się panowanie i kontrolę.

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda
Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
Salomonka napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Autorko, 10 lat małżeństwa, w tym 7 lat romansu.
Kiedy dotarło do Ciebie, że kochasz swojego męża? Albo na odwrót, kiedy przestałaś go kochać?

Mam wrażenie, że nagle dotarło do Ciebie, że musisz ponieść konsekwencje swojej zdrady i wszystko zaczęło się sypać.
Ile w Twoich słowach chęci do naprawy małżeństwa, a ile do ratowania się przed tymi konsekwencjami?

Może tu znajdziesz odpowiedź:


---Zawsze w życiu byłam ogarniętą kobietą, nigdy nie liczyłam na to aby to mąż mnie utrzymywał. Skończyłam szkoły, od najmłodszych lat pracowałam. Nie czekałam aż ktoś mi przyniesie gotowe. Wszystkie sprawy związane z domem i wychowaniem dziecka ogarniałam ja. Od spraw dotyczących umów na telefony aż po kredyty na auto itd.
Niestety odkąd urodziłam mąż nieco stracił zainteresowanie nami. Przebywał mnóstwo czasu po pracy (do 1 w nocy) w garażu, niby brał jakieś dodatkowe prace ale nie widziałam z nich pieniędzy. Dodatkowo popijał, praktycznie codziennie.
Niestety wpadł w długi. Następnie namówił mnie abym otworzyła firmę na siebie, aby mu pomóc zrobiłam to. Po czasie zawiesiłam gdyż nie szło mu w interesach. Bałam się o przyszłość moją i dziecka.  Od lat nie poświęcał mi czasu, nie rozmawiał ze mną. Nie dawał wsparcia. Nie wychowywał syna bo jak twierdził wiedział że jest pod dobrą opieką.---


Wybacz Salomonko, ale nie ma tu odpowiedzi na moje pytania. Jest tylko usprawiedliwienie swojego postępowania.
Dziewczyna była ( i chyba nadal jest) ogarnięta, zorganizowana, więc mogła znaleźć wiele sposobów na małżeństwo, zamiast pakować się w romans, który trwał prawie tyle samo czasu co jej małżeństwo.
Autorka się poświęciła, w imię nie wiem czego. Na pewno nie miłości.

Teraz trochę za późno na gdybanie, mleko się rozlało, trzeba je posprzątać. Wg mnie nie ma czego ratować.
Przez prawie cały czas trwania małżeństwa, ona prowadziła drugie życie, on ją wykorzystywał. Taka patologia w normalnej rodzinie.

Zadam kolejne pytanie, ale niech może odpowie na nią Autorka. Po co Ty chcesz to ratować? Nie szkoda Ci życia dla kogoś, kto Cię nie docenia, nie szanuje i nie kocha?

14

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
Pokręcona Owieczka napisał/a:
Salomonka napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Autorko, 10 lat małżeństwa, w tym 7 lat romansu.
Kiedy dotarło do Ciebie, że kochasz swojego męża? Albo na odwrót, kiedy przestałaś go kochać?

Mam wrażenie, że nagle dotarło do Ciebie, że musisz ponieść konsekwencje swojej zdrady i wszystko zaczęło się sypać.
Ile w Twoich słowach chęci do naprawy małżeństwa, a ile do ratowania się przed tymi konsekwencjami?

Może tu znajdziesz odpowiedź:


---Zawsze w życiu byłam ogarniętą kobietą, nigdy nie liczyłam na to aby to mąż mnie utrzymywał. Skończyłam szkoły, od najmłodszych lat pracowałam. Nie czekałam aż ktoś mi przyniesie gotowe. Wszystkie sprawy związane z domem i wychowaniem dziecka ogarniałam ja. Od spraw dotyczących umów na telefony aż po kredyty na auto itd.
Niestety odkąd urodziłam mąż nieco stracił zainteresowanie nami. Przebywał mnóstwo czasu po pracy (do 1 w nocy) w garażu, niby brał jakieś dodatkowe prace ale nie widziałam z nich pieniędzy. Dodatkowo popijał, praktycznie codziennie.
Niestety wpadł w długi. Następnie namówił mnie abym otworzyła firmę na siebie, aby mu pomóc zrobiłam to. Po czasie zawiesiłam gdyż nie szło mu w interesach. Bałam się o przyszłość moją i dziecka.  Od lat nie poświęcał mi czasu, nie rozmawiał ze mną. Nie dawał wsparcia. Nie wychowywał syna bo jak twierdził wiedział że jest pod dobrą opieką.---


Wybacz Salomonko, ale nie ma tu odpowiedzi na moje pytania. Jest tylko usprawiedliwienie swojego postępowania.
Dziewczyna była ( i chyba nadal jest) ogarnięta, zorganizowana, więc mogła znaleźć wiele sposobów na małżeństwo, zamiast pakować się w romans, który trwał prawie tyle samo czasu co jej małżeństwo.
Autorka się poświęciła, w imię nie wiem czego. Na pewno nie miłości.

Teraz trochę za późno na gdybanie, mleko się rozlało, trzeba je posprzątać. Wg mnie nie ma czego ratować.
Przez prawie cały czas trwania małżeństwa, ona prowadziła drugie życie, on ją wykorzystywał. Taka patologia w normalnej rodzinie.

Zadam kolejne pytanie, ale niech może odpowie na nią Autorka. Po co Ty chcesz to ratować? Nie szkoda Ci życia dla kogoś, kto Cię nie docenia, nie szanuje i nie kocha?

Dokładnie, tutaj nie ma co ratować - bo to "coś" już nie istnieje i to od lat. A próba "ratowania" marzenia czy wyobrażenia małżeństwa jest bez sensu.

15

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
niezapominajka86 napisał/a:

Kocham go i chcę z nim być. Nigdy więcej go nie zdradzę.

Taaa, może by to łyknął, gdyby zdrada polegała na jednorazowym seksie po pijaku. Ale po siedmioletnim romansie? Siedem lat był boczniak, siedem lat mąż był piątym kołem u wozu zawadzającym w romansie. Myślisz, że to nie miało wpływu na jego zachowanie? On nie musiał wiedzieć o romansie, żeby czuć, że coś nie gra.

Związek Powstańców Warszawskich:
Tymczasem, przy bezradności służb porządkowych, w trakcie marszu dochodziło do aktów agresji wymierzonych w jego uczestników. Obrazy, które widziała cała Polska, ale i świat, muszą spotkać się z radykalnym sprzeciwem ludzi przyzwoitych.

16

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
JaJakoJa napisał/a:
niezapominajka86 napisał/a:

Kocham go i chcę z nim być. Nigdy więcej go nie zdradzę.

Taaa, może by to łyknął, gdyby zdrada polegała na jednorazowym seksie po pijaku. Ale po siedmioletnim romansie? Siedem lat był boczniak, siedem lat mąż był piątym kołem u wozu zawadzającym w romansie. Myślisz, że to nie miało wpływu na jego zachowanie? On nie musiał wiedzieć o romansie, żeby czuć, że coś nie gra.

Wpływ na pewno miało to na niego .
Pytania inne co z tym wpływem zrobił co mógł i do czego wykorzystał do czego mu to mogło być potrzebne.Jak bronił się przed tym jak wypierał.Znowu stało się już zbyt wiele i raczej jest nieodwracalne jest za późno chociaż różne rzeczy widziałem ale to rzadko dość a nawet bardzo rzadko. 
Pytania do Autorki do czego potrzebny i do czego służy/służył Ci taki mąż - wrogi,niechętny,uzależniony,nieobecny,deklarujący tylko słowa ?

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

17

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Twoj zwiazek juz nigdy nie bedzie tak sam jak kiedys.Pomysl o tym.

18 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2019-12-03 20:25:08)

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
paslawek napisał/a:

Wpływ na pewno miało to na niego .

Pasławku, jaki? Przeciez facet do tego stopnia nie był zainteresowany ani autorką jako kobietą/żoną,. ani dzieckiem, ani sprawami dotyczącymi domu, że 7 lat trwalo, zanim zauważył, że w ich związku dzieje się cos złego. No tak, z garażu niewiele widać, a z knajpy znad kielicha z wódą w ogóle nic. 
Ja chociaż autorki nie pochwalam, to jednak ją rozumiem. Sama nie wiem, jak bym się zachowala gdybym żyła w związku z kimś, dla kgo jestem matką i opiekunką, nie partnerką. Moje poczucie odpowiedzialności za niego nie pozwoliłoby mi go opuscić, a jednocześnie kobieta to też człowiek, też czasem musi pobyć z trzeźwym facetem, albo zwyczajnie z facetem, nie pierdołą zamykajacą się w garażu, uciekajacą od odpowiedzialności za swoje złe posunięcia w używki.

Teraz w sumie facet ustawił się w pozycji mocno zaskoczonego i skrzywdzonego i wykorzystuje fakt, że autorka czuje się winna i chce ratowac malżeństwo, ale on niczego nie chce zmieniać. Wcale bym się nie zdziwila, gdyby mu zupelnie jej lojalnośc wobec niego i fakt, ze zrezygnowala z kochanka były obojetne. Jemu potrzebna jest tylko taka żona jaką mial wczesniej; zapobiegliwa, troszcząca się o dziecko, tak aby on dalej nic nie musial i mógl żyć po swojemu. Żeby mu nie przeszkadzala w tym co robi. W ogole by mnie nie zdziwiło, gdyby za jakiś czas, gdy autorka zmęczy go już tymi próbami naprawienia ich związku, nie zaproponował jej powrotu do kochanka, zeby tylko przestala mędzić i truć mu głowę o wszystko.

19 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-12-03 21:50:06)

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
Salomonka napisał/a:
paslawek napisał/a:

Wpływ na pewno miało to na niego .

Pasławku, jaki? Przeciez facet do tego stopnia nie był zainteresowany ani autorką jako kobietą/żoną,. ani dzieckiem, ani sprawami dotyczącymi domu, że 7 lat trwalo, zanim zauważył, że w ich związku dzieje się cos złego. No tak, z garażu niewiele widać, a z knajpy znad kielicha z wódą w ogóle nic. 
Ja chociaż autorki nie pochwalam, to jednak ją rozumiem. Sama nie wiem, jak bym się zachowala gdybym żyła w związku z kimś, dla kgo jestem matką i opiekunką, nie partnerką. Moje poczucie odpowiedzialności za niego nie pozwoliłoby mi go opuscić, a jednocześnie kobieta to też człowiek, też czasem musi pobyć z trzeźwym facetem, albo zwyczajnie z facetem, nie pierdołą zamykajacą się w garażu, uciekajacą od odpowiedzialności za swoje złe posunięcia w używki.

Teraz w sumie facet ustawił się w pozycji mocno zaskoczonego i skrzywdzonego i wykorzystuje fakt, że autorka czuje się winna i chce ratowac malżeństwo, ale on niczego nie chce zmieniać. Wcale bym się nie zdziwila, gdyby mu zupelnie jej lojalnośc wobec niego i fakt, ze zrezygnowala z kochanka były obojetne. Jemu potrzebna jest tylko taka żona jaką mial wczesniej; zapobiegliwa, troszcząca się o dziecko, tak aby on dalej nic nie musial i mógl żyć po swojemu. Żeby mu nie przeszkadzala w tym co robi. W ogole by mnie nie zdziwiło, gdyby za jakiś czas, gdy autorka zmęczy go już tymi próbami naprawienia ich związku, nie zaproponował jej powrotu do kochanka, zeby tylko przestala mędzić i truć mu głowę o alko i narkotyki.

Jaki wpływ ?
Niedobra i za dobra żona ta rzeczywista i urojona ( jej rola była określona jemu się należała troska reszta go nie obchodziła prawdopodobnie żył w swoim świecie zamkniętym ) to znakomity pretekst do tego żeby ćpać i pić  i niczego nie chcieć zmieniać do czasu bo nic nie trwa wiecznie romans też a u narkomanów w ogóle ( i nie tylko )osób uzależnionych  też się zmienia widzenie/niewidzenie, przeczuwanie i przeczulania na własnym punkcie może mąż poczuł się zagrożony że mu się skończy i urwie takie życie  jak do tej pory .
Żona pozwoliła na wiele jednak chcąc nie chcąc.Może nie chciał za wszelką cenę znać prawdy ale wypieranie przeczuć nie jest idealne ma swoje granice.Potem odkrył że może mieć władzę po nad żona za pomocą jej poczucia winy i znowu mu dobrze być nieszczęśliwym.

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda
Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Żaden facet nie wybaczy 7 letniego romansu. Game over. Teraz ewentualnie siedzi z tobą z wygody. Sponosorujesz go, plus wieczorem wiadomo co. Podejrzewam, że dzieciaka teraz olewa juz calkowicie, bo ma wątpliwosci czy to jego wogóle.
Poszedł w używki, jednym słowem równia pochyła. Czy sie do tego przyczyniłaś? nie wiem, nie znam cie. Ale wieloletni romans wygląda na niezły bodziec do takich zachowań. Jedno jest pewne, że małżeństwem to jestescie juz tylko na papierze.

21

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Właściwie to chciałam tylko wyrazić swój podziw dla autorki wątku, że przy opisywanym natłoku obowiązków i braku wsparcia ze strony męża znalazła czas dla kochanka.
Na uwagę też zasługuje fakt, że romans trwał 7 lat podczas 10letniego małżeństwa. Właściwie to nie był związek małżeński ale trójkąt małżeński.
Nie sądzę, że uda się jeszcze coś z tego sklecić, bo właściwie nie ma niczego, na czym można by budować związek od nowa. Gruzowisko i pogorzelisko.

22 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-12-03 22:10:52)

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Z jednej strony zdumiewa fakt, żę Autorka mogła oszukiwać swojego męża przez tyle lat. Co więcej, to większosć jej małżeństwa. Przypatrując się tej histori, widac jednak, że Autorka chwyciła się ostatecznego środka, jako wyrazu skrajnej desperacji. To działanie to wręcz błaganie o troskę, szacunek i wparcie, jakikolwiek objaw zainteresowania jej osobą czy osobą dziecka. Co więcej mąż się tym kompletnie nie przejął jak widać. Nie potrafił nigdy rozmawiać ani Cię wysłuchać, nie spełniał pokładanych w nim nadziei. Czyny nie szły w parze ze słowami, do tego jego reakcja, polegająca na ucieczkę w narkotyki..To już brzmi zbyt poważnie...

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

23

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

bagienny tyle się na tym forum tłucze, że jak nie można się dogadać z partnerem, albo w związku wieje nudą, albo związek nie spełnia pokładanych w nim wcześniej nadziei i oczekiwań, to lepiej odejść. Przez 7 lat to przeciętnie refleksyjny i empatyczny człowiek przynajmniej z kilka razy spróbowałby zmienić swoją i partnera sytuację. Stąd wniosek, że kobiecie zwyczajnie wygodnie było w tym układzie, więc go ciągnęła latami. Zaczynam szanować Garego, że przynajmniej siebie nie okłamuje.

24

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
MagdaLena1111 napisał/a:

bagienny tyle się na tym forum tłucze, że jak nie można się dogadać z partnerem, albo w związku wieje nudą, albo związek nie spełnia pokładanych w nim wcześniej nadziei i oczekiwań, to lepiej odejść. Przez 7 lat to przeciętnie refleksyjny i empatyczny człowiek przynajmniej z kilka razy spróbowałby zmienić swoją i partnera sytuację. Stąd wniosek, że kobiecie zwyczajnie wygodnie było w tym układzie, więc go ciągnęła latami. Zaczynam szanować Garego, że przynajmniej siebie nie okłamuje.

Dokładnie a jeżeli ktoś ma wątpliwości i obiekcje że możliwe jest takie niesamowite niemal absolutne wypieranie, zakłamywanie, rzeczywistości i wzajemna wygoda/korzyści to polecam przeczytać wątek  https://www.netkobiety.pl/t116954.html  Heleny na Rozdrożu 'Małżeństwa w rozsypce... jak to jest" różnic jest trochę wiadomo  i główny problem też przesunięty bardziej jakby w stronę seksu, ale wiem ( nie pytajcie skąd) że zaznaczony marginalnie  w tle  przez Autorkę tamtego wątku problem uzależnienia męża ma znacznie większe znaczenie i kontekst niż to opisała.

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

25

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Sam się dziwię, jak można się czuć wygodnie w takim układzie..Może to lęk przed zmianami...?

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

26

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
bagienni_k napisał/a:

Sam się dziwię, jak można się czuć wygodnie w takim układzie..Może to lęk przed zmianami...?

W pewnym sensie jak najbardziej - uzależnienie działanie substancji i nie tylko substancji zatrzymuje jakby czas stwarza dystans, złudzenia i obsesyjne żądanie czegoś co musi być trwałe i stałe bez zmian - to oczywiście w uproszczeniu.
wszystkie te huśtawki i akrobacje z emocjami powszednieją stają się niby normalne -  strefa komfortu fałszywie w chory sposób praktykowana.

Choć to szaleństwo,
lecz jest w nim metoda

27

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

"Temat: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens"

W twoim przypadku nie da się naprawić.
Nie. To nie ma sensu.
Chcesz tylko utrzymać status quo związku. Cudacznego związku.
Nie kochasz i nie szanujesz męża. Inaczej nie zdradzałabyś 7/10 czasu małżeńskiego.
Lepiej rozejść się. A tak w waszym przypadku będą tylko dozgonne niesnaski, obwinianie się, rozdrapywanie ran. Każda zdrada powoduje spustoszenie w każdej sferze.
Nie tędy droga do pojednania.
Pisze to zdradzony mąż.

Nullius in verba - Nie wierz na słowo. (Motto akademii naukowych)

28

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
bagienni_k napisał/a:

Sam się dziwię, jak można się czuć wygodnie w takim układzie..Może to lęk przed zmianami...?



To nie jest lek przed zmianami tylko czysta wygoda . W domu mąż , rodzina , rachunki , obowiązki i reszta która jest ta cała otoczka niby szczęśliwej rodziny przynajmniej w oczach innych na czym napewno autorce bardzo zależało . A boczniak dawał to czego autorka miała mało w domu czyli przyjemności , słodkie słówka i takie tam .  Kiedyś bajka się kończy i trzeba wrócić na to gruzowisko które w pewnym stopniu samo się tam usypywalo bo przez 7 lat totalnej olewki na dzień dzisiejszy to jak dla mnie to nawet buldożery tam już nie pomogą .

29

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
Witek7 napisał/a:

"Temat: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens"

W twoim przypadku nie da się naprawić.
Nie. To nie ma sensu.
Chcesz tylko utrzymać status quo związku. Cudacznego związku.
Nie kochasz i nie szanujesz męża. Inaczej nie zdradzałabyś 7/10 czasu małżeńskiego.
Lepiej rozejść się. A tak w waszym przypadku będą tylko dozgonne niesnaski, obwinianie się, rozdrapywanie ran. Każda zdrada powoduje spustoszenie w każdej sferze.
Nie tędy droga do pojednania.
Pisze to zdradzony mąż.

To samo można powiedzieć o tym mężu. Że również autorki nie kocha.

Spokój wewnętrzny trzeba sobie po prostu wypracować przez trud.

30 Ostatnio edytowany przez Witek7 (2019-12-04 07:10:12)

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
Zielony_Domek napisał/a:

To samo można powiedzieć o tym mężu. Że również autorki nie kocha.

Ale nie przypuśćmy, że ona nie zdradzała i on nie zdradzał i mogliby trwać bez miłości w związku lepiej czy gorzej bez szamba. Dużo jest takich małżeństw - wygodnie, bez szaleństw, przyzwyczajenie, bez wielkiej miłości, ale i też bez traumy.
Poza tym należałoby wysłuchać drugiej strony. Co on na to wszystko. Po takim coś, kiedy to zdradzony pada na pysk przygnieciony faktem, że wszystko co razem budowali nie miało najmniejszego sensu, nie dziwię się, że czlowiek o slabszej psychice szuka zapomnienia w używkach.
Okej.... Trzymając się twojego ww. zdania tym bardziej powinni rozejść się. On nie kocha, ona nie kocha, nawet nie klasyczna zdrada, a niesamowita zdrada.  Co należałoby więc zrobić?

Nullius in verba - Nie wierz na słowo. (Motto akademii naukowych)

31 Ostatnio edytowany przez Zielony_Domek (2019-12-04 08:46:12)

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
Witek7 napisał/a:
Zielony_Domek napisał/a:

To samo można powiedzieć o tym mężu. Że również autorki nie kocha.

Ale nie przypuśćmy, że ona nie zdradzała i on nie zdradzał i mogliby trwać bez miłości w związku lepiej czy gorzej bez szamba. Dużo jest takich małżeństw - wygodnie, bez szaleństw, przyzwyczajenie, bez wielkiej miłości, ale i też bez traumy.
Poza tym należałoby wysłuchać drugiej strony. Co on na to wszystko. Po takim coś, kiedy to zdradzony pada na pysk przygnieciony faktem, że wszystko co razem budowali nie miało najmniejszego sensu, nie dziwię się, że czlowiek o slabszej psychice szuka zapomnienia w używkach.
Okej.... Trzymając się twojego ww. zdania tym bardziej powinni rozejść się. On nie kocha, ona nie kocha, nawet nie klasyczna zdrada, a niesamowita zdrada.  Co należałoby więc zrobić?

Przeraża mnie jego stosunek do dziecka, własnego dziecka.

Spokój wewnętrzny trzeba sobie po prostu wypracować przez trud.

32 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2019-12-04 08:50:15)

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Absolutnie autorka powinna przestać próbować ratować to małżeństwo, bo po prostu tego małżeństwa nie ma. Mąż, któremu 7 lat zajęło w ogóle zorientowanie się, że jego związek jakoś dziwnie wygląda, bo zajety był siedzeniem w garażu albo chlaniem z kumplami. Żona, malżeństwo, rodzina, dziecko oraz wszystkie sprawy związane z domem, jego utrzymaniem, funkcjonowaniem jakoś mało go obchodziły. Żyło mu się cicho, spokojnie, bez wstrząsów, bez problemów ekonomicznych, bo po prostu udawal, że pracuje, że prowadzi działalnośc gospodarczą, że robi cokolwiek, oprócz zajmowania sie sobą i swoimi uciechami. 

Żona, całkowicie oddaliła się od niego i w ogóle się w sumie nie dziwię, Wzięła na siebie calą odpowiedzialnośc za rodzinę, a dla męża bardziej była matką i opiekunką niż partnerką. Nauczyła się zaspakajać swoje potrzeby bliskości i kontaktów z niepijanym facetem poza domem. Nie było w tym uczucia, zwykła ludzka potrzeba, której w żaden sposob nie była w stanie zaspokoić z mężem.

Chwila obecna; Mąż wyczaił, że autorka ma poczucie winy, że chce naprawić małżeństwo i dalej sobie na tym pogrywa, bo tak naprawdę żadnych zmian nie chce! Nie chce aby  żona odeszla, za dobrze mu było w tym związku do teraz, oraz nie chce od siebie niczego dawać, zmieniać, chce  zachować status quo; czyli on w swoich radościach,  a żona do swojej zagródki, ma na dom pracować, nie zawracać mu głowy problemami,  pozwolić mu chlać, ćpać i z kumplami w knajpach siedzieć, oraz co on tam jeszcze robi.. chyba piłka oraz motory. O ile to w ogóle jest prawda i tu też nie ma jakiegoś drugiego dna i jakiejs jego tajemnicy, bo dziwne bardzo jest zachowanie i wybuch niekontrolowanej złości, gdy autorka próbuje się czegoś dowiedzieć na jego temat, pytając kolegów z którymi spędza czas.

Czy jest sens ratować to małżeństwo? NIE MA. Facetowi nie zależy na żonie, na rodzinie i na dziecku, a ona zniszczy sobie życie na próbach ratowania czegoś, co jest i tak nie do uratowania. Poczucie winy spowoduje, że zapomni o swoich potrzebach (a jest ich więcej, niż tylko seks który każdy teoretycznie powinien mieć zagwarantowany w malżeństwie). Dochodzi jeszcze potrzeba bliskości, bezpieczeństwa, nie tylko materialnego oraz potrzeba współopieki w rodzinie .  Nigdy nie miala tych potrzeb zaspokojonych i nie będzie miala, więc na ile starczy jej sił do czasu, aż znowu zrezygnuje i znajdzie sobie kogoś na boku? Nie wiadomo, ale twierdzę, że mimo iż trochę to potrwa, bo poczucie winy to dobry środek napędowy do prób ratowania malżeństwa i męża, to jednak wczęśniej czy później to nastąpi.
Zwracam uwagę, że mąż w chwili obecnej daje z siebie tylko to, co go nic nie kosztuje, a więc trochę lepszy seks i nic poza tym. Żadnego udziału w utrzymaniu rodziny nie miał i nie chce miec, na pytanie autorki o jakiekolwiek, wprost żenujace kwoty na dziecko czy dom, odpowiada śmiechem i drwinami z niej. Dalej się niczym oprócz siebie nie zajmuje i dla mnie jest leniem, wykorzystywaczem, krętaczek, pijakiem , ćpunem i podłym manipulantem. Jeśli ktoś chce, może mu budować kapliczkę zdradzonego i nieszczęsliwego męża, tylko ja tutaj takiego nie widzę, bo sam pan mąż jak zdrdzony się nie zachowuje. On zachowuje się jak typowy narcyz, ktory z tej sytuacji jakże upokarzającej dla każdego innego zdrowego faceta, chce tylko coś dla siebie ugrać i na niczym więcej mu nie zależy. Reszta to tylko przeszkody w realizowaniu siebie poza związkiem i rodziną. Nawet to, że zona zamecza go próbami ratowania malżeństwa. 

Czy warto taki związek ratować za wszelką cene? (pytanie retoryczne)

33

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
Salomonka napisał/a:

Absolutnie autorka powinna przestać próbować ratować to małżeństwo, bo po prostu tego małżeństwa nie ma. Mąż, któremu 7 lat zajęło w ogóle zorientowanie się, że jego związek jakoś dziwnie wygląda, bo zajety był siedzeniem w garażu albo chlaniem z kumplami. Żona, malżeństwo, rodzina, dziecko oraz wszystkie sprawy związane z domem, jego utrzymaniem, funkcjonowaniem jakoś mało go obchodziły. Żyło mu się cicho, spokojnie, bez wstrząsów, bez problemów ekonomicznych, bo po prostu udawal, że pracuje, że prowadzi działalnośc gospodarczą, że robi cokolwiek, oprócz zajmowania sie sobą i swoimi uciechami. 

Żona, całkowicie oddaliła się od niego i w ogóle się w sumie nie dziwię, Wzięła na siebie calą odpowiedzialnośc za rodzinę, a dla męża bardziej była matką i opiekunką niż partnerką. Nauczyła się zaspakajać swoje potrzeby bliskości i kontaktów z niepijanym facetem poza domem. Nie było w tym uczucia, zwykła ludzka potrzeba, której w żaden sposob nie była w stanie zaspokoić z mężem.

Chwila obecna; Mąż wyczaił, że autorka ma poczucie winy, że chce naprawić małżeństwo i dalej sobie na tym pogrywa, bo tak naprawdę żadnych zmian nie chce! Nie chce aby  żona odeszla, za dobrze mu było w tym związku do teraz, oraz nie chce od siebie niczego dawać, zmieniać, chce  zachować status quo; czyli on w swoich radościach,  a żona do swojej zagródki, ma na dom pracować, nie zawracać mu głowy problemami,  pozwolić mu chlać, ćpać i z kumplami w knajpach siedzieć, oraz co on tam jeszcze robi.. chyba piłka oraz motory. O ile to w ogóle jest prawda i tu też nie ma jakiegoś drugiego dna i jakiejs jego tajemnicy, bo dziwne bardzo jest zachowanie i wybuch niekontrolowanej złości, gdy autorka próbuje się czegoś dowiedzieć na jego temat, pytając kolegów z którymi spędza czas.

Czy jest sens ratować to małżeństwo? NIE MA. Facetowi nie zależy na żonie, na rodzinie i na dziecku, a ona zniszczy sobie życie na próbach ratowania czegoś, co jest i tak nie do uratowania. Poczucie winy spowoduje, że zapomni o swoich potrzebach (a jest ich więcej, niż tylko seks który każdy teoretycznie powinien mieć zagwarantowany w malżeństwie). Dochodzi jeszcze potrzeba bliskości, bezpieczeństwa, nie tylko materialnego oraz potrzeba współopieki w rodzinie .  Nigdy nie miala tych potrzeb zaspokojonych i nie będzie miala, więc na ile starczy jej sił do czasu, aż znowu zrezygnuje i znajdzie sobie kogoś na boku? Nie wiadomo, ale twierdzę, że mimo iż trochę to potrwa, bo poczucie winy to dobry środek napędowy do prób ratowania malżeństwa i męża, to jednak wczęśniej czy później to nastąpi.
Zwracam uwagę, że mąż w chwili obecnej daje z siebie tylko to, co go nic nie kosztuje, a więc trochę lepszy seks i nic poza tym. Żadnego udziału w utrzymaniu rodziny nie miał i nie chce miec, na pytanie autorki o jakiekolwiek, wprost żenujace kwoty na dziecko czy dom, odpowiada śmiechem i drwinami z niej. Dalej się niczym oprócz siebie nie zajmuje i dla mnie jest leniem, wykorzystywaczem, krętaczek, pijakiem , ćpunem i podłym manipulantem. Jeśli ktoś chce, może mu budować kapliczkę zdradzonego i nieszczęsliwego męża, tylko ja tutaj takiego nie widzę, bo sam pan mąż jak zdrdzony się nie zachowuje. On zachowuje się jak typowy narcyz, ktory z tej sytuacji jakże upokarzającej dla każdego innego zdrowego faceta, chce tylko coś dla siebie ugrać i na niczym więcej mu nie zależy. Reszta to tylko przeszkody w realizowaniu siebie poza związkiem i rodziną. Nawet to, że zona zamecza go próbami ratowania malżeństwa. 

Czy warto taki związek ratować za wszelką cene? (pytanie retoryczne)

Amen

Spokój wewnętrzny trzeba sobie po prostu wypracować przez trud.

34

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Wg mnie Autorka powinna teraz ratować siebie i dziecko. Niestety tkwi w jakimś iluzorycznym przeświadczeniu że ten związek istnieje,  ale niestety dawno go nie ma. Maż jest przyzwyczajony że wszystko mu wolno a problemy jak się pojawiają rozwiązuje żona.  Czy naprawdę autorka kocha męża zdradzając go 7 lat? To ona musi zadać sobie to pytanie. A także takie , czy tak nieodpowiedzialny ojciec i mąż jest dobrym wzorcem dla dziecka? Bo właśnie dziecko najbardziej cierpi w takim modelu związku.

35 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-12-04 12:39:48)

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(
paslawek napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Sam się dziwię, jak można się czuć wygodnie w takim układzie..Może to lęk przed zmianami...?

W pewnym sensie jak najbardziej - uzależnienie działanie substancji i nie tylko substancji zatrzymuje jakby czas stwarza dystans, złudzenia i obsesyjne żądanie czegoś co musi być trwałe i stałe bez zmian - to oczywiście w uproszczeniu.
wszystkie te huśtawki i akrobacje z emocjami powszednieją stają się niby normalne -  strefa komfortu fałszywie w chory sposób praktykowana.

Właśnie!
Do tego dochodzi nieumiejętność zbudowania przez autorkę prawdziwie bliskiego związku, więc na partnera wybrała kogoś, kto po prostu jest, ale się nią nie interesuje, a kolejny poboczny związek też jej gwarantował, że nie będzie z kochankiem blisko. To wygodny układ dla osoby, która instynktownie pragnie, ale realnie unika bliskoścI.

A z prozaicznych spraw, to jak się rozstanie z mężem, to nigdy nie wiadomo jak będzie. Jest jeszcze mimo zmiany czasów, możliwości i mentalności pełno kobiet, które czują się wartościowe wtedy, gdy jakikolwiek facet jest przy nich, więc trzymają się tych „portek”, którymi de facto gardzą. Świetną wymówką jest dziecko, ale ono nagle się pojawia, gdy mowa o rozstaniu, bo przy zdradzie, to jakoś o dziecku nawet nie pomyśli. To też wygodny „argument”, aby utrzymywać status quo.

36 Ostatnio edytowany przez Ajko (2019-12-04 15:04:16)

Odp: zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Czy ty nie widzisz niezapominajka86, że w tym "związku" byłaś ciągle sama? Nic się nie zmieniło dalej jesteś sama i to się nie zmieni. Twój mąż będzie starał o ciebie przez chwilę,  tylko jak zdecydujesz się odejść, a potem znowu wróci do starego. To taki typ człowieka, który nie potrafi inaczej, on  ożywia się na chwilę, jak czuje zagrożenie. Jeśli jesteś w stanie przyzwyczaić się do takiego życia i zaakceptujesz ten stan, to może znajdziesz spokój (nie mówię o szczęściu). Ja wiem, że na dłużej nie dasz rady.

Posty [ 36 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zdradziłam, jak to naprawić i czy to ma sens :(

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018