Mój problem na tle innych wątków o zdradach w małżeństwie czy rękoczynach wydaje się być bezwartościowy i "bezproblemowy" ale mam problem w związku. Zacznę od tego, że jestem bardzo wrażliwa, wszystkim się przejmuje. 3 lata liceum byłam z chłopakiem. Zerwałam z nim a on jeszcze przez dobry rok mnie męczył. Bardzo to przeżyłam. Nie samo rozstanie bo nic już do niego nie czułam (albo nigdy ?) ale przeżywałam to, że nachodził mnie, wydzwaniał a jak to nie dawało rezultatu to wyzywał mnie, ubliżał. To najbardziej przeżywałam. Schudłam 10 kg. To taki krótki wstęp. Gdzieś po pół roku poznałam mojego obecnego chłopaka z którym jestem po dziś dzień (półtora roku). Zacznę od tego, że pierwszy raz poznałam kogoś z tak trudnym charakterem. W dodatku nieziemsko przystojnego. Przez ten czas było różnie. Na początku była faza zauroczenia. Ja zauroczyłam się później. Na początku po prostu się ze sobą spotykaliśmy. Wszyscy mówili, że wygląda jakby tylko jemu na mnie zależało a mi na nim już nie. Fakt. Nie zauroczyłam się od razu. Potrzebowałam na to czasu. Na początku kochaliśmy się kilka razy dziennie i tyle samo razy się kłóciliśmy. Było dość burzliwie. Z czasem się uspokoiliśmy. Nie kłóciliśmy się o drobiazgi. Zawsze byłam zazdrosna o mojego mężczyznę. On o mnie również. Czy kiedyś mnie zdradził? Nie. Przynajmniej o tym nie wiem i nie sądzę, żeby tak było. Czy ja go zdradziłam? Po miesiącu znajomości. Po prostu nie zakończyłam poprzedniego flirtu do którego nie przywiązywałam większej wagi. Wtedy nastąpił pierwszy przełom w naszym związku. Ja poczułam, że go zraniłam, mimo, że znaliśmy się miesiąc i poczułam, że jest dla mnie kimś wyjątkowym. Zaczęłam okazywać swoją miłość do niego. Wcześniej trochę skąpiłam tego. Przez pierwszy rok było dobrze. Czasem oczywiście miewał dziwne momenty w życiu. Np. przez 2 tyg. dzień w dzień wychodził z kolegami. Zawsze widzieliśmy się codziennie, choćby na godzinę i wychodził na całe popołudnie do kolegów. Czasem mniej okazywał mi miłość. Ale rozumiem, że on ma trudny charakter i miewał chwile słabości. Kolejny przełom nastąpił po nieco ponad roku. Jakby z dnia na dzień. Spotkaliśmy się. Wyszliśmy na spacer. Popakal sie, powiedzial, ze na poczatku znajomosci byl tak zakochany, ze moglby mi sie oswiadczyc. Teraz natomiast widujemy sie codziennie i on uwaza, ze to zniszczylo nasz zwiazek, ze nie moglismy za soba zatesknic. Ze teraz juz jest za pozno na odbudowanie tego, bo jemu juz przestalo zalezec. To tak w skrócie. Bylam wrakiem czlowieka przez niecaly tydzien gdy sie nie odzywal. Ja do niego rowniez. Po niecalym tyg przyjechal odebrac mnie z pracy. Zabral na spacer i plakal, ze to byl najgorszy tydzien w jego zyciu, gdy mial swiadomosc, ze juz nie bedziemy razem. Mowil, ze mnie kocha i przepraszal za chwile zwatpienia. Bylo cudownie. Od tego czasu minelo prawie pol roku i widze, ze chyba znowu ma jakas chwile slabosci. Albo po prostu nadinterpretuje wszystko. W ciagu ostatniego tygodnia duzo czasu spedza z kolegami. Przez ostatnie kilka miesiecy dzien w dzien wieczorem przyjezdzal po mnie i szlismy do niego spac. Razem. Kilka dni temu wyszedl wieczorem do kolegow i juz nie wrocil. Nie wrocil po mnie. Odezwal sie dopiero nastepnego dnia. Powiedzial, ze po prostu chcial szybko polozyc sie spac bo byl zmeczony i dlatego nie przyjechal po mnie. Teraz w weekend byl u kumpli. Wypili troszke i napisal mi smsa, ze nie wie co do mnie czuje, ze najbardziej meczy go to, ze wywoluje u niego tak skrajne uczucia, ze czasem ma ochote mnie przytulac, calowac a czasem ma mnie po prostu dosc. Z jednej strony go rozumiem. Odpowiedzialam mu, ze tak zwykle wyglada prawdziwa milosc. Ktos kiedys zapytal: Po czym poznam, ze na prawde go kocham? Jesli masz czasem ochote go zabic, to jest wlasnie prawdziwa milosc. Nastepnego dnia sie widzielismy i juz jakby wszystko bylo ok. Byl mily, kochany, zabawny. I tu narodzilo sie moje pytanie. Czy Wy Net Kobietki tez miewacie takie problemy? Czy Wasi faceci tez miewaja chwile zwatpienia i czasem wiecej czasu spedzaja z kumplami? I wreszcie pytanie zasadnicze: Co o tym wszystkim myslicie? Z góry dziekuje za odpowiedz. M
Podobne tematy
Jestem z moim chłopakiem 3 lata. I powiem Ci, że to w miarę normalne, co opisujesz. My nie widujemy się codziennie, ale jak spędzamy ze sobą np. tydzień, to są takie momenty, że wywalam go z kuchni, jak robię obiad, bo nie mogę na niego patrzeć i chcę chociaż chwilę pobyć sama. On ma tak samo, wychodzi wtedy z kumplami. Każdy czasem potrzebuję odpocząć od drugiego człowieka, tym bardziej, jeśli widuje go codziennie. Także daj mu się czasem odchamić z kumplami i myślę, ze to nie jest dziwne. Sama też tak mam w moim związku. Z tym, że w tym czasie nie zdarzają się smsy, czy rozmowy typu "nie wiem co do Ciebie czuję" i tu bym się zaniepokoiła dopiero na Twoim miejscu... Rozmowa. Pogadaj z nim, my nie wiemy co mu tam w głowie siedzi...
3 2010-02-22 12:10:53 Ostatnio edytowany przez a_normalna (2010-02-22 12:11:15)
Jesli masz czasem ochote go zabic, to jest wlasnie prawdziwa milosc.
No, nie wiem czy to miłość. Powiedziałabym, że to jakieś destrukcyjne uczucie, a nie miłość. Nigdy, przenigdy nie miałam ochoty skrzywdzić narzeczonego, czyli wygląda na to, że go nie kocham (przynajmniej idąc Twoim tokiem rozumowania). Owszem, naturalne jest, że gdy spędzasz z kimś bardzo dużo czasu, to przychodzi moment, gdy masz go dość i cię irytuje, ale mówienie, że chcesz go zabić to o wiele za dużo.
A co do samej sytuacji i tego co jest między Wami: wydaje mi się, że póki co żyjecie chwilą, czyli - jesteście razem, to fajnie. Ale potem zaczynają się jakieś myśli (może znudzenie?), ochłodzenie relacji i wszystko odo nowa. Ale każdy jest inny i tworzy inny związek. Są tacy, którzy nigdy sienie kłócą, a są tacy, którzy potrzebują kłótni żeby oczyścić atmosferę między sobą. Może Wy, co te kilka miesięcy, potrzebujecie takiej chwili by na nowo poczuć i uzmysłowić sobie co jest między wami.
4 2010-05-05 15:13:31 Ostatnio edytowany przez Emilia (2010-06-11 20:32:25)
każdy związek jest trudny , i inny od pozostałych zwązkó . Nie ma takich samych miłości . Miłość to kompromis dwóch osób. Czasem dochodzi do kłótni większej czy mniejszej . Najważniejsze jest toże ludzie się kochają , bo dzięki miłości zmieniamy się na lepsze . spam
Pchełko, to co opisujesz to całkiem standardowy problem wielu par. Dwójka ludzi która wiąże ze sobą przyszłość musi się dotrzeć, ale musi uważać żeby się nie przetrzeć. Każdemu z nas potrzebny jest odpoczynek od tej drugiej osoby. Na pewno radzę Ci podobnie jak Delicious, abyś z nim porozmawiała bardzo poważnie i spokojnie, powiedz mu co czujesz, że sama nie wiesz co myśleć o hasłach typu "sam nie wiem co czuję" itd. Powiedz że Cię to rani.
Wcale nie dziwię się, że się nie zauroczyłaś od razu skoro byłaś po nieprzyjemnych przejściach, on też to powinien zrozumieć. Troszkę mi się nie podoba ta twoja zdrada, nie wiem czy dobrze zrozumiałam dlatego zapytam, czy on wie o tej zdradzie??