Dziendobry wszystkim. Czasem siedząc sobie w domku wchodze na fora, poczytac o ludziach, ktorzy maja byc moze podobne problemy do moich, i chcac znależć przyczyne tego wszystkiego co mnie gnebi:(
Jestem osoba miła, pomocną, szczerą, mam chłopaka juz od 2 lat, ktorego bardzo kocham, i tylko on mi poprawa tak naprawde humor, w obecnej sytuacji.
Czasem mysle ze te wszystkie swoje problemy tylko ja sama sobie wmawiam, ale przeciez kiedys tak nie bylo:( Kiedys było super, liceum, studia, imprezy, flirty, pelno zajec, wychodnych na piwo od tak, moja wieloletnia przyjaciolka z sasiedztwa. Doszlo nawet do tego, ze mama chciala mnie wyrzucic z domu bo bylam w nim czasem tylko gosciem:)
A teraz??? Jakos to tak wszystko sie chyba rozsypuje, nie wiem czy to wyznacznik i juz standard, ze jak kazdy dorasta, znajduje sobie ta swoja druga połowke to juz zapomina o całym swiecie. Moja nawet najlepsza przyjaciolka, ktora mieszka naprzeciwko mnie, nie ma czasu czasem dla mnie bo co?? Bo chlopak na nia czeka codziennie, sa juz 3 lata a oni ciagle tylko we dwoje, wybija godzina kiedy konczy prace i wrecz do niego biegnie, zdziczała, siedza tylko sami, czasem sie ich gdzies wyciagnie ewentualnie wpadnie do mnie albo skoczymy na pifko wtedy kiedy jest sama;/ ehh byla taka zywa osoba, pamietam te nasze szalone lata jeszcze niedawno, jak chodzilysmy potanczyc a teraz/? na moje pytanie o dyskoteke pow. ze jej chlopak bez niej nigdzie nie chodzi wiec ona tez nie pojdzie raczej sama;/ ehhh..zalamalo mnie to;/ Podobnie jest z kolezankami ze studiow i liceum.
Nie wiem czemu ludzie tacy są, jak juz maja druga polowke to sie koncza dla nich juz inne priorytety, dopiero potem jak zdejmuja okulary, dostrzegaja ze sa sami;/
Ja mimo iz jestem w szczesliwym zwiazku, to chce utrzymywac kontakty, ale jakos zaczelam odczuwac ich brak wlasnie przez to typowe zjawisko;/ Niby spotkam sie to z dziewczynami z liceum, to ze studiow, to z kumplami, to raz na jakis czas z druga przyjaciolka, tyle ze rzadko, bo ona ze stolicy ale ciagle mi czego brak, chyba nie umiem pogodzic sie z tym, ze te czasy zabawy juz chyba minely;/
Na dodatek na studia uzupelniajace przeprowadzilam sie z chlopakiem do lodzi, mialo byc fajnie, a tymczasem?? załamka;(( Gupa jakas taka niemrawa, zeby gdzies wyjsc...trzeba cudu, nie umiem sie dogadac z dziewczynami z grupy, jakies takie dziwne:( Moj facet zjednal sobie jednego kumpla, mieszkamy we dwojke i przeciez nie bede mu robila pretensji o to ze wyjdzie z kumplem, ale tak mi smutno jak zostaje sama:( Nie umiem sie pogodzic z tym chyba, z ta sytuacja, ktoraa jest dla mnie obca, i w ktorej sie nie moge odnalezc zupelnie;/ Moze jak pojde od marca do akademika moze sie cos zmieni, chociaz strcilam juz wiare w ludzi i jakies blizsze znajomosci
( Jesem troszke niesmiala owszem, ale nie az tak, nie mialam wczesniej problemu z nawiazywaniem znajomosci a tymczasem dopadaja mnie takie dziwne dni, kiedy zastanawiam sie nad tym wsztstkim, niby mam wspanialego chlopaka ale to ne wystarczy:(( chcialabym miec hcociaz w tej ogromnje lodzi kogos z kim wyjde na pifo pogadac itp a tymczasem nic:(( Ehhh..pomozcie.pocieszcie...moze..bo powiem szczerze ze mi ciezko:( Przez to brakuje mi radosci, optymizmu a to wszytko psuje:( Pozdrawiam serdecznie
Podobne tematy
Zauważyłam to samo zjawisko i również mnie to dziwi. Znajomi myślą tylko o spotykaniu się ze swoją połówką, a reszta świata dla nich nie istnieje, studia są przeskodą w spotykaniu się z tym właśnie partnerem, partnerką i energi do życia im brak. Cieszę się, że nie tylko ja uważam, że na związku świat się nie kończy i każdy potrzebuje wolności, ale smutne jest to , że jest jak jest. Nie wiem, jak wobrażają sobie ci ludzie dlasze życie. Kolejne 20 lat tylko we dwoje? A za znajomych chcą mieć swoje dzieci, rodzeństwo i sąsiadów? Bo dla mnie to mocno dziwne jest;/
Ja też to widzę dookoła, czyste szaleństwo.
A później takie osoby wchodzą na forum i się żalą, że nie mają sensu życia bo je facet zostawił....
Momentami już nie wiem czy współczuć takim osobom czy co. Dla mnie to jest żałosne, ale na głupotę nie ma rady.
niestety nic nie poradzisz to jest wszędzie wokół nas.. mam identyczną sytuację jak Ty ..
Ja przestaje sobie tym od dziś głowe zawracać, dużo nad tym myślałam i jeżeli inni chcą sie poświecać w pełni dla swojej połowki i nie widzieć świata poza nią, to ok. Oni potem będą żałowąć jak sie obudzą, i stwierdzą, że są sami. Bo dopóki jest fajnie to mają gdzieś swoich przyjaciół, ale jak zaczną się problemy w związku, i jak nie będzię sie miało nawet komu wyżalić i wygadać, może wtedy sie tacy ludzie ockną;P Na to nie ma rady, i nic na siłe, ja zamierzam żyć troszke innym życiem, mam dopiero 22 lata, mam super chlopaka, ale są też i inne priorytety, jak przyjażń, i fajne życie, które sobie sami układamy:) Nagle masz super faceta, liczy sie tylko on, a nagle on znika, i zostajesz sama, ale tylko i wylacznie przez swoja niedbalstwo o bliskie osoby. Coż, dla mnie świat i ludzie sie strasznie pozmieniali, jak mi dziadek i mama opowiadli jak wygladało ich życie towarzystkie..to az miło jest posluchac;)
Olka nie jesteś sama w swoich negatywnych odczuciach o ludziach. Ja mam bardzo podobną sytuację. Mam chłopaka, jesteśmy ponad rok razem, spotykamy się od czasu do czasu kiedy nasze obowiązki codzienne nam na to pozwolą. Oprócz niego nie mam nikogo z kim mogłabym pogadać, wyjść do kina lub na piwo. Jest to bardzo przygnębiające. Nie wyobrażam sobie zamieszkać ze swoim chłopakiem przed ślubem bo w tym wieku nie podobają mi się już zabawy w dom a to i tak nie będzie rozwiązaniem mojej samotności wśród ludzi. Ludzie naprawdę zdziczeli widzą tylko czubek własnego nosa i tą drugą połówkę obok siebie - żal mi ich, bo w sytuacji kiedy zostaną sami np. po rozstaniu, wątpie aby mieli się do kogo odezwać, jeżeli nie pielęgnują swoich znajomości lub przyjażni. Smutno mi:(. Cały czas pierwsza wyciągam rękę i oferuje spotkania itp. ale zawze spotykam się z odmową 'bo coś tam':(. Wyjściem jest zaakceptowanie i przyzwyczajenie się do owej sytuacji. Trzymaj się!
Jakie to dziwne... jedni czują się samotni bo nie mają partnera a inni czują się samotni będąc nawet w związku! I o ile mogę zrozumieć osobę naprawdę samotną nie mającą partnera to autorkę tego wątku też rozumiem, choć na pewno zmaga się ona z innym rodzajem samotności. Mówi się teraz, że samotność to choroba cywilizacyjna 21 wieku, ale dotyczy to szczególnie krajów wysoko rozwiniętych. Czy to nie daje dużo do myślenia?
Odkąd przeprowadziłam się na studia do chłopaka sama jestem takim zjawiskiem... Tyle że jakoś nie mogę się z nikim dogadać. Mam kilku znajomych, ale oni nigdy nie proponują żadnych wyjść, ogólnie grupa na roku podzieliła się w malutkie podgrupki do których teraz nikt już nie ma wstępu. Akurat "moja grupka" w większości jest miejscowa i mają już swoich znajomych a ja jestem tu sama i tylko moja lokatorka i chłopak. Jeszcze do tego mój chłopak zepsuł całą sprawę, bo chciałam żebyśmy chociaż we trójkę spędzali czas razem, to On jak na złość się w niej zauroczył i ja nie chcę, aby oni się znali. Z resztą ona też.
W efekcie mam tylko Jego, a na nim ostatnio nie mogę polegać, pracuje od południa do wieczora, siada na komputer na kilka godzin i idzie spać i nawet nie chce mu się ze mną rozmawiać na gg. Kiedy w weekendy nocuję u niego, to robimy to na co on ma ochotę, czyli przeważnie siedzimy w domu... Ja już dostaję szału w tym miejscu, w moim mieście miałam wielu znajomych, jak przyjeżdżam na jakieś święta do domu to od razu pierwszego albo następnego dnia idę gdzieś z kumplami. Naprawdę można oszaleć, nigdy nie miałam boskiego życia, ale miałam przynajmniej tych przyjaciół, którzy pomagali mi się trochę oderwać... Nie poznaję teraz siebie. Nawet On ma mnie już dość, bo ciągle płaczę albo narzekam. Do tego on jest zazdrosny jak gdzieś sama wychodzę, zwłaszcza w moim mieście i robi mi sceny po moim powrocie, nawet piwa się napić nie mogę bo jeszcze stracę kontrolę i go zdradzę. CHORE
co to znaczy, że się zauroczył w niej?
heh a próbowałyście się kiedyś spotkac z osobami z forum?? ja wam powiem, ze zalożyłam konto, bo podoba mi się że wszystkie sobie tak pomagacie, to jest naprawde fajne, wiec czemu np nie umowic sie na kawe, zrobić gdzieś zlot, porozmawiać?
11 2010-03-18 12:28:19 Ostatnio edytowany przez mitsi (2010-03-18 12:32:07)
najpierw wziął ode mnie jej nr gg bo niby taki potrzebny... potem wziął nr telefonu bo był potrzebny.. a potem z nią pisał dzień w dzień, czytałam ich rozmowy a raczej jego wypociny. ona chciała skończyć tą znajomość i pisała mu, że nie chce z nim rozmawiać dla jego dobra... a on ją przepraszał bo nie rozumiał co złego robi, traktował ją jak mnie w pierwszych miesiącach znajomości... no wiesz, był miły, zwracał uwagę na jej humor, jak była smutna to on próbował ją rozweselić, pisał jej, że nigdy tak z nikim nie rozmawiał jak z nią... a w tym samym czasie między nami ciągle były kłótnie, bo ja dużo wcześniej zaczęłam coś podejrzewać i chciałam, żeby powiedział prawdę... skończyło się na przeczytaniu archiwum i awanturze... teraz nie rozmawiają ze sobą, jej ulżyło bo nie wiedziała nawet jak mi o tym powiedzieć... on już zapomniał, a ja taka potłuczona ciągle to pamiętam i nawet nie mam jak o tym zapomnieć, bo nie mam tu przyjaciół... i tak się wszystko zapętla wokół Niego a ja niedługo wpadnę w depresję nie do wyleczenia :]
paulinaaa pewnie problemem jest nasze miejsce zamieszkania, może brak czasu...
Co do mojej samotności, to tak, jest to trochę inny rodzaj samotności ponieważ mam chłopaka i cudownych rodziców, na których zawsze mogę polegać i to jest wspaniałe. Natomiast doskwiera mi tak zwana 'samotność wśród ludzi', ponieważ nie mam żadnych znajomych, przyjaciół z którymi mogłabym się spotkać itp.. Większość osób potrzebuje przyjaciół, znajomych wokół siebie aby móc podzielić się swoimi troskami i radościami, aby móc wspólnie gdzieś pójśc lub pojechać np. w góry i ja właśnię do takich osób należę. Jedna z moich znajomych cały swój czas i energię poświęca swjemu chłopakowi i każdą wolną chwilę spędzają razem - kompletnie nie potrafię tego pojąć, bo jak ktoś już trafnie na tym forum zauważył 'chłopak to nie wszystko'. Kolejna moja znajoma jest z tych tak zwanych 'obrażalskich' co jakiś czas się na mnie bez powodu obraża i nie odzywa a ja nie mam już siły wyciągać do niej po raz kolejny rękę i prosić o spotkanie bo i tak spotykam się z ciszą z jej strony. Trzecia znajoma jest mężatką i ma dziecko i jej światem jest rodzina i nic poza nią-szkoda, że co poniektóre kobiety po ślubie i po urodzeniu dziecka, zamykają się w sobie, w czterech ścianach, przyklejone do męża i obowiązków. Czwarta, ostatnia moja znajoma mieszka trochę dalej ode mnie, owszem spotykamy się od czasu do czasu, mogę na nią liczyć ale jednak odległość robi swoje i siłą rzeczy relacje się trochę rozlużniają. W pracy z nikim się nie zaprzyjażniłam. Powtarzam sobie, że trzeba i też warto przyzwyczaić się do tej sytuacji! ale jest to trudniejsze niż sobie zdawałam, a jak Wy radzicie sobie z samotnością 'wśród ludzi'?. Pozdrawiam
wiesz... Ja mam od groma znajomych, ale nie ma tej jedynej ukochanej osóbki...
Widać nie można mieć wszystkiego
Witam dziewczyny
zalogowałam się dzisiaj na tym forum, bo przeczytałam wasze posty.... i nie dodac, nic ujac - czuje sie tak samo...
jestem na 1 roku studiów, ale w Poznaniu mieszkam już 4 lata i strasznie brakuje mi przyjaciółek. Oglądam różne filmy, seriale i zawsze sa tam 3 - 4 laski, ktore tworza swietna grupe , wspieraja sie i ... mimo , ze sa inne - pomagaja. Co Wy o tym myślicie? Może warto się spotkać, pogadac? Pozdrawiam :*
Iza - życie to nie banalny serial typu "klub szalonych (nie) dziewic" ![]()
16 2010-03-22 12:19:25 Ostatnio edytowany przez Vegeta (2010-03-22 12:20:24)
Każdy człowiek potrzebuje czasu z partnerem i czasu dla siebie
Masz jakieś pasje zainteresowania ??? Moze czas do nich powrócić moze przez to poznasz nowe osoby. Staraj sie sama zagadywać do ludzi bo ludzie też są nieśmiali
Wiec Twój chłopak i Ty potrzeujecie spędzać troszku czasu odzielnie od czasu do czasu. Chociażby zakupy czy wycieczka gdzies z koleżanka czy z kolegą
Pozdrawiam
No chyba jednak nikt nie zrozumial tego co chcialam przekazac...
iza widzisz załuż wątek- np> poznań--> chętnie poznam netforumowiczki? użyj wyszukiwarki i na pewno coś znajdziesz
hahaha zytasz w moich myslach :* wlasnie to chcialam zrobic ![]()
Czuję się strasznie samotna i nie wiem jak temu zarazdzić
Dziewiczyny czy nie macie czasami tak, że całe dnie płaczecie? Nie mam nawet o tym z kim pogadać ![]()
Hej wszystkim! Wiadomo że weszłam tutaj bo się czuję tak samo jak wy...Chociaż moja sytuacja jest taka że ludzie z którymi się kumplowałam po czasie okazali się nic nie warci więc skaczyłam te znajomości...Wyjechałam zagranice i siedzie tu sama jak kołek czekam teraz na mojego boya i chyba tylko to mnie trzyma jakoś...Coraz częściej zaczynam ryczeć bez powodu i jest mi Zajebiście źle...Fajnie by było z którąś z was popisać może to by jakoś pomogło...Bo szukamy tego samego...:)...Może ktoś chętny do pogadania?
olka8724 - ja widzę to samo i jestem w podobnej sytuacji, mam świetnego faceta, ale także nie wyobrażam się spędzić życia tylko i wyłącznie z nim. Wg mnie związek jest min. wtedy pełny kiedy możesz razem ze swoją 2 połówką wyjść do znajomych, wspólnych, jego twoich obojętnie, ale nie można się okopać tylko we dwoje, nie na długo...Niestety grono moich znajomych stopniało jak zeszłoroczny śnieg i to nie wczoraj.... czuję się strasznie samotna, mam ciągła handrę i nie radzę sobie z tym. Nie wiem jak to zmienić, ale muszę, bo tak dalej nie potrafię żyć.