Jak oddzielić pozytywną samotność (a raczej bycie singlem) od prawdziwej, dołującej samotności? Ja nie potrafię... Tyle razy przekonywałem sam siebie, że jest mi dobrze, że naprawdę było, przez długi czas. Aż przyszła ta chwila, nieunikniona, w której czuję się najmniejszy na świecie, zapomniany.
Jak bardzo chciałbym żyć bez emocji, bez tych wszystkich uczuć, wyzbyć się wrażeń. Tyle razy ile w życiu czułem się dobrze, czułem się źle, z tym że negatywne uczucia zawsze trwały dłużej niż te szczęśliwe. Teraz również.
W takich chwilach jak ta, mam ochotę jechać nad Wisłę, pospacerować po nieoświetlonych bulwarach. Być sam. I tylko sam. I paradoksalnie pragnąć ciepła drugiej osoby. W ten zimny jesienny wieczór...
Tyle lat już żyję i jeszcze nie przywykłem. Widać do niektórych sytuacji nie można. Wciąż noszę w portfelu moją kartę życia naiwnie myśląc, że może kiedyś w ten sposób komuś się przydam.
Jestem mężczyzną, 25 lat. Co ja tu robię, zapytacie? Nie potrafię odpowiedzieć... Szukam przyjaciela? Dobrej rady? Mocnego, słownego kopa? Czy osoby do wieczornej, spokojnej rozmowy w 4 oczy?