Nie wiem od czego zacząć, nigdy nie pisałam na żadnym forum. Mam wiele problemów, z którymi nie mogę sobie poradzić i choć jestem mężatką i mam dorosłe córki - nie mam komu się wyżalić.
Na dodatek mieszkamy z mężem na drugim końcu Europy, gdzie nie mamy żadnych znajomych.
Wyjechaliśmy, żeby tu, w ciepłym kraju wypracować sobie emeryturę i spokojnie doczekać końca życia.
Ale los sprawił mi kolejną "niespodziankę" ! Okazało się, że mąż ma internetową kochankę / z którą spotykał się "na żywo" przed naszym wyjazdem/. Ale to cała historia, która zajęłaby mi mnóstwo czasu.
Nie potrafię sobie z tym poradzić, chociaż przed wyjazdem domyslałam się tego.
Popadłam w depresję, mam głupie myśli, a nie mam z kim się tym podzielić.
Typowa patowa sytuacja - nie mam do czego wracać w Polsce, pozamykałam sobie wszystkie drzwi.
Jestem z natury gadułą, a tutaj nie mam do kogo otworzyć buzi.
Czy to mój koniec ?
Podobne tematy
Czy to mój koniec ?
Hej, hej...
:)
to raczej początek
nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być gorzej.. ![]()
gaduły mile widziane są w kafejce 40+
nie daj się...
u nas zimnica, mgła, leje, wieje
tylko w sercu maj...
:D
wpadnij poopowiadać o życiu w słonecznym kraju...
pozdrawiam serdecznie
Dziękuję za zainteresowanie.
No właśnie, chyba tylko to wieczne tutaj slońce trzyma mnie przy życiu.
Mgła, deszcz, ziąb zupełnie by mnie rozłożyły.
Ale ze słońcem nie można pogadać....
Ale ze słońcem nie można pogadać....
ale z nami można...
Basiu, kochasz go?
5 2011-10-22 15:32:03 Ostatnio edytowany przez B_arbara (2011-10-22 15:33:02)
Przepraszam, ze nie kontynuowałam wczoraj wątku, ale mam ograniczony dostęp do kompa.
Nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie.... jesteśmy razem 35 lat...
Jak powiem "nie" - to skłamię, a trudno mi powiedzieć "tak", bo zbyt często mnie rani.
W takich zwykłych codziennych sprawach.
Inaczej sobie wyobrażałam naszą starość. Teraz jej w ogole nie widzę, mam wrażenie, ze doszłam do ściany. Siódmy dzień się do siebie nie odzywamy, tym samym nie rozmawiam z nikim. Nikogo tu nie znam, mam wrażenie, ze jeszcze kilka dni i zwariuję.
A dzisiaj, jak na złość leje deszcz , a rano była burza jakiej w zyciu nie przeżyłam, nie żebym się bała burzy, nie boję się, ale jakoś tak.... jakby na moją prośbę... grzmoty, jakby kończył się świat.
No właśnie.... niechby się skończył.
Szukam wirtualnych przyjaciół, ale nie potrafię się tak otworzyć na forum. Jestem zbyt prawdomówna, żeby historię mojego życia i moje wewnetrzne rozterki "wrzucić" do internetu.
Byłam w Waszej kafejce... fajnie... ale ja tam nie pasuję.... chociaż bardzo Wam zazdroszczę.
Sernik /moje marzenie/, kluski śląskie /tudzież/....
Wiem, trudno mnie zrozumieć. Ale próbuję, może mi się uda z kimś zaprzyjaźnić.
Kiedyś byłam towarzyska, lubiana, ratowałam inne związki, udzielałam życiowych rad, teraz sama ich potrzebuję.
Przepraszam, ze nie kontynuowałam wczoraj wątku, ale mam ograniczony dostęp do kompa.
Nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie.... jesteśmy razem 35 lat...
Jak powiem "nie" - to skłamię, a trudno mi powiedzieć "tak", bo zbyt często mnie rani.
W takich zwykłych codziennych sprawach.
Inaczej sobie wyobrażałam naszą starość. Teraz jej w ogole nie widzę, mam wrażenie, ze doszłam do ściany. Siódmy dzień się do siebie nie odzywamy, tym samym nie rozmawiam z nikim. Nikogo tu nie znam, mam wrażenie, ze jeszcze kilka dni i zwariuję.
A dzisiaj, jak na złość leje deszcz , a rano była burza jakiej w zyciu nie przeżyłam, nie żebym się bała burzy, nie boję się, ale jakoś tak.... jakby na moją prośbę... grzmoty, jakby kończył się świat.
No właśnie.... niechby się skończył.
Szukam wirtualnych przyjaciół, ale nie potrafię się tak otworzyć na forum. Jestem zbyt prawdomówna, żeby historię mojego życia i moje wewnetrzne rozterki "wrzucić" do internetu.
Byłam w Waszej kafejce... fajnie... ale ja tam nie pasuję.... chociaż bardzo Wam zazdroszczę.
Sernik /moje marzenie/, kluski śląskie /tudzież/....
Wiem, trudno mnie zrozumieć. Ale próbuję, może mi się uda z kimś zaprzyjaźnić.
Kiedyś byłam towarzyska, lubiana, ratowałam inne związki, udzielałam życiowych rad, teraz sama ich potrzebuję.
Dopiero dziś przeczytałam i myślę, że mamy podobne doświadczenia i w nietrudno mi zrozumieć, co czujesz. Chętnie "porozmawiałabym" z Tobą. Może zapełniłybyśmy tę pustkę dzieląc się przeżyciami. Może łatwiej przyjdzie Ci pisać E-Maile? Podałabym Ci swój adres, jeśli wyrazisz na to ochotę.
Tylko nie poddawaj się, proszę.