Witam
Zdecydowałam się napisać na forum ze względu na sytuację w jakiej obecnie się znajduję. Poznałam 6 miesięcy temu na czacie faceta. Od początku nie ukrywał że jest żonaty. Jest ode mnie sporo starszy, ale to nie ma znaczenia.. Nigdy nie spotkaliśmy się realnie, nawet nie mamy do siebie numeru telefonu dlatego że ja nie chcę w jakiś sposób wchodzić z butami w jego życie. Nasze rozmowy które odbywały się i nadal odbywają się CODZIENNIE są o wszystkim i niczym. Rozmawiamy głównie na skype także widzimy się i na tyle ile to możliwe wirtualnie mogę powiedzieć że mi się podoba, a nawet mnie pociąga. Było kilka rozmów w których wspomniał o swojej zonie. Mówił że im nie układa się, źle się dobrali etc. Pewnie powiecie że typowa gadka żonatego znudzonego faceta.. być może tak. Nie odbieram tego jakoś emocjonalnie, ale bardzo się przyzwyczaiłam do rozmów z nim. Lubię z nim rozmawiać o wszystkim. Dobrze się rozumiemy. Zawsze mu doradzałam żeby poprawił swoje relacje z żoną ale odpowiadał na to że już stracił nadzieję i nic z tym nie robi. Od pewnego czasu często wspomina o spotkaniu, a ja uparcie mówię nie. Jednak jest jedna rzecz w której mu uległam.. Raz późnym wieczorem gdy rozmawialiśmy oczywiście na skype zeszliśmy na temat seksu. Zrobiło się tak "gorąco" że zaczęliśmy dotykać się. Ja obserwowałam jak on zajmuje się sobą, on to samo mógł zobaczyć z mojej strony. Nigdy nie myślałam że tak daleko się posunę. Po wszystkim zaczęłam bardzo żałować że dałam się ponieść emocjom. On mówił że nie żałuje i mimo że było to tyko wirtualne było mu dobrze. Zdarzyło się to tylko raz i wiem że już tego więcej nie powtórzę. Czuję się jakbym zdradziła mimo że nie mam nikogo. a może rzeczywiście zdradziłam? Nie wiem co myśleć.. Nie daje mi to spokoju.
Czy według Was jest coś takiego jak zdrada wirtualna? Czy podchodzicie do takiej zdrady tak samo jak do zdrady fizycznej..?