dzień dobry
Jak sama nazwa wskazuje jestem sobie osóbką wychowywaną bez obecności ojca(przy okazji alkoholik).
O moim faderze nigdy w życiu nie usłyszałam nic dobrego. Co prawda mam wiele nie mówiła na jego temat natomiast ową "normę" wyrabiała moja chrzestna-stara panna(w gruncie rzeczy ta kobieta mnie w dużej mierze wychowała zaś zawsze miała dużo do powiedzenia na temat - mężczyzn, oczywiście samych negatywów). Jak nietrudno się domyślić ciocia przekazała mi niezastąpioną wiedzę w postaci przykrych opowieści nt ojca, czy ogólna krytyka mężczyzn, która obecnie NIESTETY procentuje.
Kocham ją ale już dawno temu zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego jaką mi krzywdę swoim nieprzemyślanym gadaniem uczyniła.
Do 25 r.ż nienawidziłam facetów, mimoże nie chciałam ich nienawidzić to czułam do nich odrażającą niechęć.W pewnym sensie nie dopuszczłam ich do siebie-uciekałam gdy czułam że moge się zaangażować-ogarniał mnie wówczas paralużujący strach i okrutna pania.
Poznałam mojego narzeczonego, był czuły, miły, okazał mi zainteresowanie, pokochałam, zaręczyliśmy się, tak ładnie się mną opiekował, czułam się potrzebna, bezpieczna, kochana. NIC więcej nie chce. Choć Paweł ciągle mi powtarza że nigdy nie zastapi mi ojca, ja z nachalną nadzieją i uporem maniaka pragnę go w nim widzieć. Totalna maniana.
Gdy ktoś obecnie mówi cos złego na mojego ojca czuję że zabiłabym! nie ojca ale ta osobę!
myślicie że można ojca kochać i jednocześnie strasznie nienawidzić ??? bo ja chyba tak mam... ale wciąż brak mi odwagi by odnowić kontakty-boję się odrzucenia, bycia wyśmianą. Skądinąd wiem że ojciem jest niebywale sarkastyczny i ironiczny a mimo to tak pragnę jego akcepatacji, przytulenia, pocałowania w czółko i hasła typu: "będzie dobrze córciu"...
brak, brak, brak.. którego nikt ani nic nie zapełni, pustka która zostanie do końca życia
(....)
Gdy uczęszczałam do szkoły, liceum-niby wszystko było OK, choć z relacji bliskiej osoby wynika że "moje zachowanie ewidentnie wskazywało na brak ojca w dorastaniu". Na studiach było gorzej, zaś obecnie-gdy już pracuję i mam narzeczonego(znamy się od jakichś 2,5 roku) jest totalny sajgon. Narzeczonegoczepiam się odosłownie wszystko, wciąż jest coś nie tak, krzyczę, bywam więcej niż nieznośna, żądam ciągłej uwagi partnera, wciąż niezadowolona, wciąż rozdarta emocjonalnie, wciąż niczym nie usatysfakcjonowana... jedyne co mnie "uspokaja" to nieodłączna myśl wyciągnięcia ręki do ojca. która dosłownie prześladuje mnie od od dnia bodaj 29 grudnia zeszłego roku(dlaczego taka data?? - nie mam zielonego pojęcia). co więcej, jeśli chodzi o uczucia, zgadzam się z wieloma forumowiczkami na temat występowania niebotycznej ilości dysfunkcji emocjonalnych tudzież upośledzeń ze względu na fakt nieobecności ojca w życiu.
Uważam też, że rozwój osobowości córki nie mającej ojca kształtuje się nieporównywalnie gorzej niż córki, która ojca kochającego miała/ma.
Reasumując-zbyt wiele uważam że nie wniosłam acz zawsze jednak coś-bez ojca, który daje poczucie bezpieczeństwa, bezgraniczną, bezinteresowną miłość, i przede wszystkim a może po prostu SIEBIE dorastanie i późniejsze życie jest do bani.
Ciągły niepokój, uczucie braku akcepatcji, dążenie by za wszelką cenę usłyszeć od mężczyzn o sobie coś miłego, nierzadko panika, problemy z zaakceptowaniem siebie takiej jaką się jest, problemy w kontaktach z równieśnikami-kolegami, znajomymi,przeogromne przewrazliwienie na swoim punkcie oraz wybuchowe reakcje z powodu bzdur, które wydają się górami lodowymi, niska samoocena, brak samoakceptacji, brak opanowania, brak umiejętności radzenia sobie ze stresem, nieustanne uczucie winy, krzywdy, wstydu.
Mogłabym wymieniać w nieskończoność ale! myślę że wiele opisanych przeze mnie "stanów" wynika pośrednio z braku ojca lub po prostu jestem świrem ;)
Dla mnie każdy dzień to walka.
Walka, która kończy się zawsze totalną klęską.
Na koniec coś z "upierdliwości"
Moj Misiek niecierpi tego ale ja zaprzytulałabym go na śmierć, zacałowała na śmierć a ściskam tak że biedny oddychać nie może, myślicie że to przez niewycackanie przez tatusia??
na dzisiaj koniec terapii ide się najeść serem pleśniowy
Gratuluje wytrwałości w dojściu do tego momentu mych wypocin
PS: fajnie tak się "wypisać"
mi tam lżej
Pozdrawiam Tych co mają i Tych co nie