Kaba: Zrozum, że umiejętności, które uważasz za niezbędne, dla uwiedzenia kobiety ("gonienie króliczka") mają się nijak do umiejętności, które należy posiadać by potrafić z kimś przeżyć więcej niż 3 mce.
Ale Ty nie masz pojęcia czy Tobie by się to podobało, czy tez nie, ponieważ zawsze w momencie gdy pojawia się 'rutyna', rezygnujesz i uciekasz. Ty tłumaczysz sobie to tym, że jesteś stworzony do wyższych celów i zasługujesz na więcej niż związek ze zwykłą "śmiertelniczką", która Ciebie - takiego samego śmiertelnika, żeby było śmieszniej nie żadnego Boga
za jakiego się zapewne uważasz i którego należy "zaskakiwać i zabawiać" - a ja (i sporo fachowej literatury, która jak widać czytasz tylko skupiając się wybiórczo na rozdziałach dot. manipulacji drugim człowiekiem) uważam, że Ty zwyczajnie nie potrafisz się znaleźć w dłuższych związkach, nie radzisz sobie z tym.
Bo na 'rutynę' składają się 2 osoby (słownie: dwie) i ona w pewnym momencie zawsze się pojawia, nie potrzeba do tego ani ślubu, domu czy dzieci, to po prostu naturalna dynamika relacji międzyludzkich.
Ale tylko dzieci właśnie i osoby odklejone od rzeczywistości i z przekonaniem, że są "ponad zasady" obowiązujące w relacjach uważają, że buntując się przed tym co jest, tworzą jakąś nową jakość. A tak naprawdę to życie 'obok', jakby za szybą i kręcenie się w kółko jak chomik na tym swoim kółeczku - on tez pozornie biegnie, tak jak Ty pozornie tworzysz coś nowego, bo z nową kobietą. Nie widzisz tylko, że tak jak u chomika nie zmienia się krajobraz podczas tego biegu w miejscu, tak i u Ciebie zmieniają się tylko twarze kobiet, nie robisz żadnego kroku na przód jeśli chodzi o bliskość z 2 człowiekiem.
Z nikim tak naprawdę nie potrafisz się zbliżyć, jest to tylko pozorne, dlatego niczego do Twojego życia ani życia tej osoby nie wnosi. No, poza dowartościowaniem opartym na ilości "złamanych serduszek", które - jak już wyjaśniłyśmy - jest oparte na nieprawdzie o tym kim naprawdę jesteś, czyli to nie Ty uwodzisz te kobiety tym jaki jesteś, tylko osobowość, którą stworzyłeś na potrzeby tego 'projektu'.
Nie będę Cię straszyć, że w ten sposób zawsze będziesz sam, bo jesteś na etapie, że wypierasz prawdę o sobie i z jakiegoś powodu potrzebujesz wierzyć w iluzję w jakiej żyjesz, w związku z tym tak samo wypierasz samotność jako problem.
Powiem tylko, że szkoda mi takich osób, które po latach nie potrafią już zupełnie wiedzieć gdzie sami się zaczynają i kończą, a gdzie zaczyna i kończy się ta 'proteza osobowości', jaką sobie stworzyli, częściowo chroniąc się przed zranieniem od innych ludzi, czego kosztem 'ubocznym' jest życie obok ludzi, nie z ludźmi.
Dlatego Autorze, nie podawaj mi tytułów książek, które przeczytałeś, a w praktyce nie potrafisz ich kompletnie wykorzystać. Uwieść kogoś, stosując pewne emocjonalne wytrychy i sztuczki, które działają na zasadach NLP lub uruchamiając pewne reakcje u osób w oparciu o wzorce, z których działania na ich podświadomość nie zdają sobie sprawy, to żadna sztuka.
Taka sztuka nie udałaby Ci się z osoba świadomą, np. ze mną. Na mnie tytuły nie robią żadnego wrażenia, wrażenie robi autentyzm i charyzma w oparciu o to kim się jest, a nie na kogo kreuje. Tym się różnimy.
Ps. do naszych panów: Gdyby porównać to, co zarzucacie kobietom w wątku z innego działu: "znudzenie księżniczek rutyną", "odrzucanie nudnych Misiów", itp. to autor wątku jest klasycznym przykładem takiego myślenia, męskim jego odpowiednikiem. I tu następuje ten paradoks, gdzie to co tępicie u kobiet, uważacie za godne pochwały gdy myśli tak facet.
A może to dobra okazja by wreszcie zobaczyć, że takie podejście do drugiego człowieka, konsumpcjonizm emocjonalny w czystej postaci nie zależy w ogóle od płci tylko od poziomu rozwoju emocjonalnego.
Innymi słowy jest to brak głębszego wglądu w relacje/rzeczywistość , brak empatii, wyjałowienie na poziomie duchowym, w zasadzie kompletne odcięcie od tej sfery życia człowieka, która odróżnia nas od zwierząt i rzeczy martwych.