Witam wszystkich, piszę zwracam się do Was z prośbą o poradę... ]z góry przepraszam za długość tekstu, ale bez tego raczej nie przedstawię dobrze tej dziwnej relacji;
Co do meritum: oboje jesteśmy w zbliżonym wieku (22 i 20 lat), mieszkamy w tym samym mieście, poznaliśmy się przez internet. Oboje mamy pracę i dodatkowo studiujemy (na różnych uczelniach niestety). Szybko się spotkaliśmy w realu i muszę powiedzieć, że oboje byliśmy zadowoleni z tego spotkania, cały czas się śmialiśmy, po spotkaniu gadaliśmy normalnie. No i wtedy właśnie (kilka dni później) niemal równocześnie dostaliśmy nowe obowiązki w pracy, a nie pracujemy razem. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Wciąż gadaliśmy wieczorami, niemal codziennie, ale niestety nasze próby umówienia się spełzły na niczym- nie miała czasu, a ja też miałem go bardzo mało.
Wiem, że powyższy opis może się wydać się pasujący zarówno do kiełkującej znajomości czysto koleżeńskiej, przyjaźni, ale także do kiełkującej miłości.
Ale wierzcie mi, że wyraźnie w tym co oboje pisaliśmy "między wierszami" i w tym, w jaki sposób się zachowywaliśmy na spotkaniu, to chodziło o coś znacznie więcej niż zwykłe koleżeństwo. Niestety około tygodnia temu coś zaczęło się psuć. Właściwie potoczyło się to bardzo szybko; nagle pojawiły się nieprzyjemne smaczki, których nie będę tu opisywał (za dużo pisania, za małe znaczenie i rzeczywiście mogę w tym kontekście szukać problemu, robić z igły widły, na pewno jednak one nie są powodem obecnej sytuacji). Podczas tych smaczków, jak ja to nazywam napisała mi, że "musi się zastanowić nad tym wszystkim". Kilka dni nie pisaliśmy, a potem napisała dosyć nieprzyjemną wiadomość. Przeprosiła mnie i powiedziała, że nic z tego nie będzie, gdyż poznała kogoś w pracy, do kogo "coś czuje". Zaznacza, że to nie jest miłość, ale to "coś" co czuje jest dla niej znaczące, przy czym domniemany obiekt tego "uczucia" najprawdopodobniej nawet nie wie, że jego koleżanka z pracy czuje do niego... hmm, miętę. Jeśli chodzi o moje zdanie: nie wiem nawet czy ten gościu rzeczywiście istnieje. Odbyliśmy długą rozmowę tekstową w ciężkiej atmosferze po tym smutnym dla mnie wyznaniu.
Na tym powinna się chyba sprawa skończyć tak jak zwykle się takie sprawy kończą- znajomości zazwyczaj nie wytrzymują podobnych prób. Najczęściej wręcz jest to sposób dobicia przez niezainteresowaną dziewczynę znajomości. Tylko że wtedy odkryłem, że tej mojej sympatii nie chodziło wcale o to, żebym się odpieprzył, bo na przykład miałaby mnie dosyć, znudziłem się jej czy coś w ten deseń. Jej naprawdę zależy na kontynuacji znajomości, ale dopóki coś czuje do gościa- raczej nie jest zainteresowana mną jako kimś więcej niż przyjacielem.
W następny dzień odbyliśmy bardzo długą rozmowę telefoniczną. Nic nie uzgodniliśmy, oprócz chyba tylko tego, że jak chce znajomości, to i tak musi się ze mną spotykać, bo bez tego i tak prędzej czy później ta znajomość umrze. Nawet w tej rozmowie potrafiłem trochę żartować, chociaż nie czułem się wcale szczęśliwy. Od dwóch dni nasze rozmowy są takie jakie były wcześniej... a mimo to ja czuję się tak jakoś paskudnie zawiedziony i w pewnym stopniu bezradny. Sądzę jednak, że jeśli nie zacznę teraz działać, jeśli nie zmienię strategii, to będę miał do wyboru tylko tą znajomość, na której mnie też zależy, ale która w obecnej formie jest dla mnie upokorzeniem, albo jej brak. ![]()
No i teraz moja prośba do was, drodzy forumowicze i forumowiczki. Proszę, żebyście mi doradzili, jakoś skomentowali jak powinienem się teraz zachować/zachowywać? Zarówno moja znajomość z nią, a tym bardziej jej znajomość z tamtym gościem są formalnie na bardzo wczesnym etapie. Ja w niej jeszcze się nie zakochałem, ale podejrzewam, że czuję do niej mniej więcej to, co ona do tamtego gościa- a na pewno jest dla mnie na tyle "nieobojętna" od naszego spotkania, że nieraz się o nią martwiłem i nie chcę jej wyrządzić krzywdy swoim "zmienionym" zachowaniem... ale z drugiej strony nie chcę dawać się ranić, nie chcę dać się ustawić w poniżającym mnie i szkodliwym dla moich nerwów i uczuć układzie. Trzy lata temu, w moim poprzednim związku pozwoliłem na to i nigdy więcej nie chcę popełniać tego błędu.
P.S. Skoro wspomniałem o związkach- ona nigdy z nikim w związku nie była, jedynie się spotykała z jakimś chłopakiem, ale szybko się te spotkania skończyły.